WSZYSTKIE KONCEPCJE politycznego wpłynięcia na przyszły wymiar sprawiedliwości tak, by rozliczono TYLKO CZĘŚĆ zamieszanych w przestępstwa i mafię (np.: tylko polityków i policjantów; tylko ich i media; tylko ich, media i firmy remontowe) SĄ GŁUPIE. Są one owocem czy to braku rozumu, czy też jego pewnej zniewieściałości, feminizacji, która nadaje mu pewien bezwład, w którym to stanie zamiast dumnie i silnie posługiwać się mądrością i odważnie iść jej ścieżką naprzód, człowiek raczej po prostu wypośrodkowuje to, co słyszy wśród ludzi wokół niego. Podświadomie wręcz unikając wchodzenia w konflikty. Na tej zasadzie wskazuje się średnią z próby losowej czy ciągu liczb, która wcale w tej próbie czy ciągu liczb nie występuje, jest tylko niejako wtórnym wytworem tak, by najbliżej było do wszystkich. NIE MA TO SENSU - PRAWDZIWA ALTERNATYWA BRZMI: "(A) W OGÓLE NIE KARAĆ NIKOGO CZY (B) KARAĆ WSZYSTKICH WINNYCH"? Jeżeli ktoś odrzuca B, to zapewne w głębi duszy wierzy już raczej w A, w bezprawie i upadek praw człowieka i demokracji, lecz nie chce tego powiedzieć wprost, być może z jakiegoś szacunku dla tradycji i dla pokrzywdzonego. Wielu już pewnie obraziło się i nie czyta dalej lub ich to nie interesuje, tak się podniecają swą niewiarą w demokrację i Zastanym Stanem, np. mediów - ci nie dowiedzą się, dlaczego wiara w kompromisy i częściowe rozliczenia w ogóle nie ma racji bytu (a na niej być może zbudowali swoje podejście do sytuacji w kraju, w Policji, do problemu prześladowań). Pozostałym wyjaśniam od zera: **************************************************************************** Podstawowym celem karania jest tzw. prewencja "ogólna" czy "generalna", którą niektórzy nazywają w przesadnym uproszczeniu odstraszaniem, a która ściśle rzecz biorąc polega na sprawianiu, by danych niepożądanych rzeczy nie było. W związku z tym, aby odpowiedzieć na pytanie, jak karać skutecznie, by w ogóle cel ten był spełniony, a jest on fundamentalny i może najważniejszy (sami sprawcy to nie są jakieś najgorsze najgroźniejsze kreatury, nie w tym rzecz), należy poprowadzić ścieżkę rozumową: (1) Czego w ogóle nie chcemy? Jakich rzeczy? (2) W czyich rękach jest to, by to niepożądane zjawisko było lub go nie było? Jakie, ściśle rzecz biorąc, osoby o tym w każdym pojedynczym przypadku przestępstwa decydują? Oto przykład takiego rozumowania: # Nie chcemy szpiegowania wybranych przez władców ludzi (mogą to być np. przywódcy jakichś buntów, zamieszek, demonstracji - to bardzo groźna rzecz dla demokracji, zwłaszcza przy dzisiejszych totalitarnych technologiach) => osobami fizycznie realizującymi szpiegowanie, którym może to się opłacać i do których dlatego należy w warunkach demokracji decyzja, są ci właśnie szpiedzy (np. w knajpkach, na stacjach benzynowych) => trzeba karać szpiegów, ich samych. Pomyślmy, jaki to wielki zasób kadrowy dla złych polityków! Często to bardzo proste: znaleźć sobie ludzi do zła w firmach, wśród rynku nieruchomości... To TU trzeba zasiać niechęć, wywołać odrazę do przestępstwa poprzez skuteczne karanie, żeby w ogóle być skutecznym. [A chyba nie chcemy bezprawnego szpiegowania kogo popadnie? Ani radarem pasywnym, ani nawet jakimiś mniejszymi, przenośnymi radarkami, ani wykradania ekranu czy jeszcze jakichś, dziś nieznanych, metod totalnej inwigilacji osób (i także dokuczania im, stalkingu).] # Nie chcemy tajnych instalacji dźwiękowych => decydentem, od którego fizycznie zależy zajście zła i który fizycznie je w każdym przypadku zamawiał i wdrażał, jest osoba remontująca nieruchomość => trzeba karać osoby świadomie remontujące nieruchomości pod dźwięki podsłuchowe. A na pewno jest w tym też uczestnictwo policjantów. Dla wielu może jest to obrazek zbyt prosty, a dodatkowo podrzucają argument, że takich ludzi do ukarania jest bardzo dużo. To jednak jest argument malutki w porównaniu z potęgą powyższego, tworzącego właściwie w ogóle szkielet dla wszelkiego rozumowania w ramach prawa karnego; można by rzec, "trzeba się cieszyć, że tyle jest winnych - tym potężniejszy efekt wychowawczy będzie: było z nami źle, będzie o tyleż lepiej, trzeba się tym bardziej cieszyć!". Rozpatrzmy jednak dokładnie te koncepcje "karania tylko policjantów", "tylko polityków", "same media i polityków". **************************************************************************** Jeżeli odchodzi się od karania najszerszych mas, które to naprawdę są odpowiedzialne, a przechodzi do karania stosunkowo małej w porównaniu z nimi liczby, która w warunkach demokracji asystowała przy zorganizowaniu procederu (nawet bardzo ważne funkcje pełniła), pojawia się taki oto prosty problem. Skuteczność kary w sensie jej celów nigdy nie wynosi 100%. Wszystko udaje się gorzej lub lepiej. Jeśli np. sprawi się poprzez karanie, że 80-90% tych, którzy by przestępstwo popełniali (jak dotąd), w przyszłości nie będzie go popełniać, jest to niewątpliwie duży sukces. Tymczasem jednak wciąż istnieje gardło prowadzące do tułowia, do głównej części ciała problemu; choć węższe, to jednak nadal istnieje. Co więcej, 2 problemy sprawiają, że na pewno nie "udusi się" w ten sposób niepożądanych zjawisk w przyszłości: # ludzka inwencja i wynalazczość nie zna granic, ciągle będą pojawiać się indywidua, co to wynajdą nową bardzo dobrze dopracowaną metodę, by zwiać przed sprawiedliwością nawet, gdyby przyszło do jakichś rozliczeń (ucieczki za granicę, ucieczki za granicę na fałszywy paszport, potajemna zmiana nazwiska/przejęcie dowodu osobistego od pijaczków itp.); # często taka "szyja" dostaje dodatkowe pieniądze za to, że pośredniczy w kryminalnym procederze (żyjemy przecież w warunkach demokracji). Skoro staje się coraz mniejsza, bo wszyscy boją się ryzyka, to tym, którzy się jednak decydują, niejako z natury rzeczy będzie przypadać wyjątkowo dużo pieniędzy. Czy to dlatego, że z rynku i państwa one do nich przychodzą, jak w przypadku np. firm remontowych, raczej dobrze zorientowanych w problemie tortur dźwiękowych, czy to dlatego, że po prostu w budżecie dawniej tyle było zastrzeżone dla złych policjantów i "dało się". POLICZMY: dawniej chętnych było 100% pewnej części Policji, wskutek karania już na długo będzie to np. tylko 20% -- oznacza to możliwość płacenia 5x więcej tym, którzy jednak chcą! Bardzo skuteczny bodziec. Praktycznie na pewno za odpowiednią cenę znajdą się chętni. EWIDENTNIE WIĘC KARANIE MAŁEJ LICZBY JAKICHŚ "GŁÓWNYCH AFERAŁÓW" NIE SPEŁNIA CELÓW KARY _W OGÓLE(!)_ I DLATEGO CAŁA TA KONCEPCJA NADAJE SIĘ DO KOSZA. Nie zlikwiduje się procederu(!!!). Nie mówię, że on "jutro" się powtórzy, wkrótce po rozliczeniu dotychczasowych przestępców, do którego może kiedyś dojdzie, ale np. za 20 lat (po drodze przejmie się odpowiednią część rynku takiego czy owego, żeby mieć tam monopol, choć na początku tylko 10-20% było chętnych), zaś zły precedens to straszny demotywator w kwestii praworządności i może zepsuć historię kraju, zepchnąć go na długo na manowce totalitaryzmu. Albo się chce osiągnąć cele kary, albo się chce zrobić jakąś zabawę, nie wiedzieć PO CO potrzebną, tylko jakoś tak na zasadzie równoważenia racji różnych ludzi (kompromisowość) i minimalnego szacunku dla drugiego człowieka-ofiary. Kto nie chce osiągać celów kary, krótko mówiąc: zapewnić panowania praw człowieka, ten nie wierzy w prawa człowieka i demokrację. Gratulacje, narodzie JP2, chyba lubisz być narodem podbitym politycznie i kiedyś wręcz podludźmi. **************************************************************************** Na 2 jeszcze sposoby próbują się tłumaczyć, które może szczególnie do niektórych trafiają, więc im osobno trochę uwagi poświęcę. To przez odwoływanie się do tych, którzy są "ponad" polityką i rozdają w niej karty. (1) Media. Niestety, nie ma sensu karać tylko mediów. Zawsze mogą być złe media: grunt to sobie narodowo z tym poradzić i nie wpaść w taki już totalitaryzm, z którego ucieczki nie będzie. Można w sprawie mediów polegać na ich kierownikach lub kontrolerach, jest to wszystko bez znaczenia, bo to poleganie na ludziach. W dodatku obecnie jest możliwość sprzedaży i kupna spółki, nie wiem, może zlikwidują kiedyś kapitalizm i już wszystkim będą zarządzać, zgoła socjalistycznie tam, jacyś "kontrolerzy" z państwowego czy innego nadania, ale tak czy inaczej może dochodzić do takich sytuacji, jak obecnie, że jest skandal w Policji, totalna kryminalizacja np. w sprawie bezpośredniego obrotu nieruchomościami, a nikt o tym nie mówi, tylko może jeszcze dopomaga (strony ogłoszeniowe). Krnąbrną firmę, której kierownik nie daje się kupić, można w ogóle przejąć za pieniądze, kapitał rządzi, państwo ma mnóstwo pieniędzy, to mogą być plany wieloletnie. Nie mówię, że po rozwiązaniu tego problemu źle będzie za 4 czy 8 lat, ale za ok. 20 - całkiem możliwe. Jest potężne lobby podsłuchowe na całym świecie, politycy światowi to międzynarodówka podsłuchowo-remontowa od krzewienia przekazu podprogowego. Także - zawsze (2) Kościół. Żyjemy w pewnej epoce, o pewnych uwarunkowaniach historycznych, ale zdarzały się i inne, gdy szczególnie szanowano inne osoby, np. polityków ("cesarz", "I sekretarz"). Dziś papież, jutro Putin, Obama czy nawet polski watażka - wszystko zależy od bieżących uwarunkowań i talentów u złych polityków. A nad złem potrafią się głowić i je organizować politycy z całego świata. "Z szacunku do papieża tym razem tylu się zdecydowało na zło, ale w przyszłości już tak nie zrobimy" itd. - wszystko to naiwne! Te same prawidła w rozumowaniu, które dziś prowadzą do odpowiedzi "nie karać mas", następnym razem doprowadzą do takiej samej - równie "obiektywnie" będą, być może, wszyscy wierzyć w tych swoich idoli (a zresztą może w międzyczasie zdąży upaść demokracja, to może bardziej prawdopodobne, bo ludzie są coraz bardziej zróżnicowani światopoglądowo i w kwestii autorytetów). Zapamiętajmy więc, że ważny jest obecny precedens i decyduje o przyszłości narodu, kraju czy Europy. Istnieją też różne szczeble sztucznego ograniczania rozliczeń i niektórzy, by bronić szpiegów w firmach, startują "z wysokiego c" i proponują, by w ogóle nawet przedsiębiorców nie karać, a tylko samych polityków, nawet "samego papieża". Bardzo łatwo obalić takie pomysły, wskazać, że są bezcelowe, puste, głupie. Rząd, który ma wszystkie firmy na wyciągnięcie ręki, bo wiedzą, że ich się nie ukara, to rząd skrajnie potężny. Co z tego, że wisi nad nim kara w razie zejścia na złą drogę, skoro nigdy do tej kary nie dojdzie, jeśli daje mu się taką potęgę? Powyższe to jeszcze jeden sposób powiedzenia tego samego: że usuwanie odpowiedzialności z najszerszych jej podstaw, z mas ludzi, daje przestępstwu jako zjawisku społecznemu gigantyczną przewagę nad próbami jego usunięcia.