KRÓTKI OPIS FIZYCZNO-INFORMATYCZNY NOWOCZESNYCH TECHNIK INWIGILACJI*

* Na pewno to istnieje - świadczy o tym moja codzienność i ciągła komunikacja ze
szpiegami!

    Fala, odbijając się od większości ciał, które nie są idealnie wypolerowane
jak lustro, rozprasza się - odbita fala rozchodzi się we wszystkich kierunkach.
To dzięki temu w ogóle widzimy przedmioty, które są wokół nas. W zw. z tym faktem
fizycznym wysoko położona antena może odbierać fale odbite z terenu w promieniu
nawet ok. 60 km (pierwszą granicą jest tu krzywizna Ziemi), zupełnie jak obserwator
na wysokiej wieży, jeśli miałby dobry wzrok, widziałby wszystkie rzeczy na dole
(różnica w tym, że fale radiowe i inne aż do kilku(nastu) GHz - co różni je od
częstotliwości świetlnych - bardzo dobrze przechodzą przez ściany, natomiast
barierą dla nich jest metal; poza tym na antenach radarów nie powstaje obraz na
zasadzie źrenicy, soczewki i przestrzennego działania na czopki/pręciki oka).

    Na masztach rtv (także np. na Pałacu Kultury)
znajduje się n anten odbiorczych tego samego rodzaju,
co widać. To, co odbierają, idzie po kablu do budynku
obsługi nadajników przy wieży, gdzie jest system
informatyczny połączony sieciami komputerowymi z
innymi takimi polskimi i europejskimi systemami a
także z Telewizją Polską (ona ma przecież normalne
łącze do tych nadajników). Nawet opuszczenie przez
śledzony obiekt KRAJU, w którym mu założono podsłuch
(bo te podsłuchy niestety automatycznie podążają za
osobą, wymierzone są w jakieś metaliczne rzeczy przy
ciele), nie przerywa podsłuchiwania: inne kraje
grzecznie i automatycznie przekazują informację o
położeniu i dźwięku do zainteresowanego zakończenia sieci. (Przy dzisiejszej polityce
i technologiach internetowych to naprawdę jest najmniejszy problem i żadne
zaskoczenie - dużo istotniejszym problemem wydaje mi się sama możliwość lokalnego
podsłuchiwania, w promieniu kilkudziesięciu metrów.) Oczywiście nic nie stoi na
przeszkodzie, by podsłuch wymierzyć w jakiś mebel w domu czy, dajmy na to, okno - coś
nieruchomego. Korzystają z tego systemu wszystkie uprawnione służby, w tym Policja
(chyba w Komendzie Głównej), aczkolwiek nie jest chyba tak intensywnie wykorzystywany
jak telefoniczne metody podsłuchu (np. z powodu wymaganej mocy obliczeniowej; spikerzy
gadali mi nieraz, że "mamy tu [w TVP Warszawa, 'WOT'] podsłuch na jedną osobę").

    "Widać" i słychać niestety też przez ściany, bo przechodzą przez nie fale
radiowe (już jednak DOKŁADNE obłożenie domu aluminium, wraz z dachem,
powstrzymałoby przenikanie podsłuchu do środka, zwłaszcza jeśli wewnątrz takiego
opakowania byłoby jeszcze, np. na ścianach, wyciszenie wełną mineralną itp.). Nie
jest to żadna nowość niemieszcząca się w obecnym stanie techniki (w czasach szybkich
mikroprocesorów): tzw. wykrywacze metalu, stosowane na bramkach ochroniarskich
np. w warszawskim Sądzie Okręgowym (nawet rejonowych) czy na lotniskach, również
widzą, co się znajduje w opakowaniach, bez ich otwierania, nawet potrafią
zaznaczać konkretne miejsca w ich środku. Zaś ponieważ dźwięk to są drgania,
więc wystarczy znać PRĘDKOŚĆ ciała, by słyszeć jego uszami - znany precedens w
ramach obecnego stanu techniki to np. radary drogowe.
    Co z tego, że mam klatkę Faradaya w domu, gdzie mnie nie widać (to taka
"ekranowana", tj. izolowana od fal, kabina stalowo-niklowa z drzwiami, z
odpowiednich w każdym razie materiałów; bardzo droga), skoro w TV mogą wymierzać
podsłuch np. na drzwi domu czy klatki i słyszą, gdy z niej wychodzę, mogą mnie
wtedy uchwycić na nowo. Zresztą dom mam wyłożony aluminium, zob. Chłopickiego 14
W-wa [i tak podsłuchiwano... choć przez aluminium nic nie przejdzie, lecz tylko
się odbije].

    *WAŻNE* Fala np. radia, jak wiadomo, rozchodzi się ze skończoną prędkością -
prędkością światła, ok. 300 tys. km na sekundę, mniej więcej stałą, jej fluktuacje
są marginalne, choć istotne (miewają znaczenie "współczynniki materiałowe", nieco
tę prędkość zmieniające - w ich wyniku mogą powstawać pozorne przesunięcia ciała
nawet o całe metry, gdy na drodze pojawią się np. jakieś dodatkowe betonowe obiekty).
To istnienie prędkości (a nie natychmiastowość światła) i jej stałość są kluczowe,
bo dzięki temu różnice w odległości da się wyliczyć z różnic w czasie, o ile tylko
coś transmitowanego na fali elektromagnetycznej jest na tyle charakterystyczne, że
poznamy, jakie to "echo" właśnie wraca, sprzed jak długiego czasu, przy całym
spektrum możliwości i najróżniejszych opóźnień. (Typowe transmisje np. telewizji
się do tego nadają.)


Co z metalami pod skorupą ziemską? Po pierwsze, najpierw jest - nawet dosyć płytko, bo już na kilku metrach głębokości - warstwa wód gruntowych, a woda absorbuje promieniowanie elektromagnetyczne. Wystarczy trochę się zanurzyć pod wodę i pada komunikacja radiowa. Wprawdzie w danej odległości X oprócz pożądanego ciała znajduje się, na sferze o takim promieniu, także wiele gleby, zawierającej m. in. glin (aluminium), ale nasycenie metalem takiej powstałej z przecięcia sfery X z glebą elipsy nie jest tak duże (jest tam w gruncie rzeczy metalu wręcz mało) - da się ustawiać podsłuch dobrze na ciałach, które są zupełnie metalowe, tymczasem to w przyrodzie na powierzchni ziemi (nie gdzieś bardzo głęboko) jest wielka rzadkość; dopiero człowiek rzeczy z metalu wytworzył w wielkiej ilości. A zatem pochłanianie promieniowania przez ziemię oraz rzadkość ciał bardzo metalicznych, które dają się dobrze podsłuchiwać, to powód tego, że system działa dobrze, a niepożądane źródła np. gdzieś w ziemi mają po prostu za niską moc, by je interpretować jako źródła dźwięku i zakłóceń. Takie za słabe częstotliwości występujące na widmie odbiorczym (tj. wykresie częstotliwościowym) traktuje się w programie radaru po prostu jak szum (por. "Target detection" w Wikipedii angielskiej, w haśle Passive radar) i w ogóle nie przeszkadzają one o rzędy wielkości (np. dziesięciokrotnie) silniejszym odbiciom pochodzącym od ciał całkiem metalowych. Chciałbym ponadto zwrócić uwagę, że nie tylko metal odbija (rozprasza) fale. Dotyczy to wszystkiego, lecz energetyczny współczynnik odbicia w innych ciałach niż metaliczne potrafi być stosunkowo bardzo mały, np. 10% (w porównaniu z ok. 99,99999% dla aluminium, nawet w zwykłej folii aluminiowej, na bodajże właśnie megahercowych częstotliwościach). Tzn., że 90% fali przechodzi przez ciało, a odbija się 10%: echo jest wyraźnie słabsze i łatwiej ulega zaszumieniom. ************************************************************************************* W JAKI SPOSÓB TEN SYSTEM INFORMATYCZNY POTRAFI PODSŁUCHIWAĆ WSZYSTKO I. "Pierwszym", co robi oprogramowanie radaru, jest usunięcie, odrzucenie z odebranego sygnału NADAWANEJ (tuż obok przecież) fali, żeby zostało samo echo (zresztą anteny odbiorcze są zapewne tak ustawione względem nadawczych, by te drugie jak najmniej zakłócały). Te rzeczy są opisane w Wikipedii angielskiej (en.wikipedia.org) pod hasłem "Passive radar" (sekcja "Adaptive filtering"). Anteny poukładane w okrąg, choć może dookólne, tj. nienastawione na żaden wyróżniony kierunek, da się precyzyjnie wymierzyć software'owo (programowo, bez fizycznego ruszania ich) na konkretny obiekt, korzystając z tego, że jest ściśle określona odległość każdej z nich od tego obiektu (zał.: znamy lokalizację), dla każdej trochę inna; wystarczy opóźnić o odpowiednie mikro/nanosekundy poszczególne spróbkowane ciągi liczb (mierzących pole elektryczne), w ten sposób wybitnie wzmocnione jest odbicie dla określonego położenia (jednocześnie na wszystkich antenach), pozostałe giną w szumie. Zresztą nie trzeba do tego być zainteresowanym konkretnym punktem: widać też mniej więcej, co też w danej okolicy się znajduje i porusza (szczególnie wyraźnie widać na pewno RUCHOME obiekty, bo mają osobne, nieco inne i bardziej unikalne częstotliwości powracającego sygnału - zasługa tzw. przesunięcia Dopplera). [ DO POPRAWKI - ODLEGŁOŚCI ZNA SIĘ NA PODSTAWIE CZĘSTOTLIWOŚCI ODEBRANEGO ECHA ] II. Sygnał "zwrotny" z anten (odebrany i oczyszczony) poddaje się odpowiedniej prostej funkcji matematycznej, bodajże autokorelacji, która liczy - dla każdego przesunięcia czasowego - jakby "prawdopodobieństwo" czy też "stopień" odbicia (na ile sygnał tam się zaczynający, tzn. w chwili 1, 2, 3 itd., jest kalką pewnego badanego oryginalnego). (W Wikipedii sekcja "Cross-correlation processing" we wspomnianym artykule.) Patrząc na lokalne maksima tej wynikowej funkcji - szczyty wykresu, inaczej mówiąc - widać już wyraźnie, gdzie (a więc jak daleko, także w czasie) są odbicia, jakieś skupiska metalu [zwłaszcza, jeśli się narzuci pewien minimalny próg podobieństwa: zob. sekcja "Target detection" w Wikipedii angielskiej]. To, te miejsca odbić, w które się wierzy, liczy automatycznie program. W uproszczeniu: wystarczy narysować "w wyobraźni" sfery (powierzchnie kuli; jest to zbiór punktów równo odległych od środka) o odpowiednich promieniach, równych tym odległościom odbić stwierdzonym przez różne anteny, każdą z osobna, a o środkach w tychże odbiorczych antenach (dla każdej tyle sfer, ile wykrytych odbić); anten jest n, więc ich odpowiednie sfery będą się przecinać wiele razy z podobnymi odpowiednimi sferami na innych antenach (można w uproszczeniu wyobrażać sobie 2-wymiarowo: koła, nieco różniące się rozmiarem - 2 koła przecinające się to jeszcze wciąż 2 możliwe punkty, ale jeśli dla danego miejsca, czyli odbicia, "wypowie się" jeszcze trzecia antena, to już w tym uproszczonym obrazku jeden punkt jest dosyć dobrze określony i nie ma alternatywy): i oto w ten sposób, rysując w wyobraźni kółka czy kule, BRAWO, zamiast jakiejś "odległości" (jakiejś nie wiadomo dokładnie, gdzie, w którą stronę) na tym czy innym wykresie dla tej czy tamtej anteny, mamy dokładne WSPÓŁRZĘDNE, położenia różnych rzeczy w danej okolicy: dokładnie to-a-to MIEJSCE dało odbicie. Miejsce! Można to nawet zwizualizować w programie używanym przez Policję - zupełnie, jak w filmie Matrix, gdzie ludziom odpowiadały punkciki: można w Policji zapewne, bo nie widziałem tego na żywo, patrzeć na nie i podsłuchiwać, widać różne punkty. (Reagowali mi np. głosem w pustym pozamykanym garażu na wychodzącą z jakiejś dziury glizdę(!!!) - i jeszcze wiele innych takich sytuacji: to wprawdzie pewnie było na słuch, ale różne odległe od siebie metale już pewnie całkiem wyraźnie potrafią odróżnić.) III. Opóźnienia (na poszczególnych antenach) dają informację o odległościach, co da się przerobić na dokładne miejsca, a wspomniane przesunięcia dopplerowskie (częstotliwości fali Odebranej w porównaniu do Nadawanej, na poszczególnych antenach, bo są one nieco zmienione zależnie od prędkości ciała, o czym uczy fizyka: tzw. efekt Dopplera) - o prędkościach punktów wzdłuż różnych kierunków. Na podstawie takich rozszerzonych "współrzędnych" (w układzie oczywiście nieortogonalnym, liczne jego kierunki osi nie są prostopadłe) można z powodzeniem AUTOMATYCZNIE(!) ŚLEDZIĆ RUCH OBIEKTU, wiedząc cały czas, że to najprawdopodobniej ten sam (mogą zdarzać się błędy, bo np. fala nieco wolniej biegnie przez cegłę i beton, a te mogły się nagle pojawić/zniknąć po drodze czasie ruchu: właściwszy byłby przeskok, a tymczasem program "zawiesił" podsłuch na czymś innym, bliskim; podobnie, być może, metal psuje im szyki, choć równie dobrze mogą przecież podsłuchiwać coś obok albo samą blachę). Na http://en.wikipedia.org/ przy haśle "Passive radar" odpowiada temu podążaniu za obiektem (w czasie, "over time") sekcja "Line tracking". Jeśli teraz chodzi o prędkość pewnego obiektu, którego się trzymamy, to doskonale się ona przydaje, bo dźwięk to drgania i w pełni go opisuje przebieg tych drgań. Prędkość dźwięczącego ciała, tak jak przy membranie mikrofonu, ma takie same składowe częstotliwościowe (jako suma sinusoid o różnych "prędkościach" - tak można każdy przebieg zmiennej w czasie zapisać) jak położenie, czyli np. wychylenie membrany głośnika czy ucisk akustyczny na powietrze - można badać jedno lub drugie, prędkość lub pozycję (bo pochodna położenia po czasie, czyli prędkość, zmienia - jako pochodna matematyczna - tylko funkcję sinus na cosinus, poza tym w sumie detalem tylko wszystko jest jak przy położeniu drgającego obiektu): czyli, tak jak przy mikrofonie, gdzie to prędkość wywołuje prąd cewki, tutaj jej - prędkości - przebieg w czasie, być może po pewnym oczyszczeniu ze składowej stałej itp., jest gotowym przebiegiem fali akustycznej na obserwowanym obiekcie. Zupełnie jak wychylenia membrany. Prędkość znamy zresztą, z przesunięcia Dopplera, bardzo precyzyjnie, dużo bardziej niż położenie (to pewnie z dokładnością do centymetrów najwyżej, natomiast prędkość bardzo dokładnie). Znamy prędkość, mamy niemalże gotowy dźwięk z obiektu, przebieg drgań ciała - i na tym dziś polega podsłuch. IV. UWAGA (uzupełnienie o fazie 'Adaptive filtering' wyróżnionej w artykule "Passive radar" na www.wikipedia.org). Wstępnie, jeszcze przed wprowadzeniem do komputerów, sygnał analogowy z anten poddawany jest specjalnej ANALOGOWEJ obróbce (nieliniowymi aktywnymi elementami elektronicznymi). Ma ona na celu przesunięcie i wielkie rozszerzenie pasma (przedziału występujących częstotliwości) w tym, co odebrano. Dla normalnego sygnału TV na np. 300 MHz zakres przesunięć Dopplera, które na pewno trzeba odróżniać, to od 1 nHz (nanoherc, miliardowa część herca, odpowiada prędkości 1 nm/s, która odpowiada dźwięczeniu miedzi z głośnością 10 dB, czyli szelestu liści przy łagodnym wietrze, tuż powyżej progu słyszalności) do 100 Hz (co odpowiada prędkości 100 m/s, czyli 360 km/h); zauważmy, że wtedy typowemu zakresowi głośności 10-70 dB odpowiada (przy ziarnie częstotliwości 1 nHz) tylko 1000 różnych częstotliwości, co pozwala - średnio rzecz biorąc i przy np. losowym rozkładzie tych głośności w terenie - na dosyć rzadkie pokrycie terenu podległego nadajnikowi (promień np. 60.000 m, jak podano na początku tekstu) różnymi przesunięciami: średnio byłaby to siatka z oczkami co np. 3,3 km (płasko patrząc, na co poniekąd można sobie pozwolić, bo interesujący i zawierający metal teren rozciąga się w dwóch wymiarach, w trzecim pozostaje taki sam). Dopiero przy dokładności milion razy większej, czyli z ziarnem częstotliwości 1 fHz (femtoherc, jedna biliardowa herca) różnych przesunięć Dopplera, związanych z różnym dźwięczącym na ciałach dźwiękiem, jest tyle, że średnio co kilka metrów jest inne (a przy jeszcze TROCHĘ tylko większej dokładności jest już zupełny komfort; bo przy powyższej to 3,3 - już nie kilometra, a metra - to średnia odległość "oczek siatki", podczas gdy co rusz może się zdarzać, że interesującej rzeczy jednak nie ma w pobliżu, bo tak się przypadkowo ułożyło) - a zatem można dzięki nim odróżniać ciała (każde porusza się/drga minimalnie inaczej, zwykła statystyka i przypadkowość), zarazem widząc odpowiednie przebiegi czasowe i ich opóźnienia, czyli odległości. 1 femtoherc rozdzielczości przy odróżnianiu częstotliwości daje ten komfort. Żeby jednak taką dokładność osiągnąć, trzeba z pewnością pasmo bardzo rozszerzyć, operować na wycinkach czasowych całego sygnału (spowalnianie fali skutkuje rozciąganiem wykresu mocy poszczególnych częstotliwości; ale spowalnianie wszystkiego na żywo, o ile jest wykonywane analogowo i przed jakimkolwiek przetwarzaniem cyfrowym, oznacza operowanie z konieczności tylko na maleńkich wycinkach oryginalnego sygnału - b. krótkie fragmenty co jakiś czas, np. 1/10.000 s: nie jest ta utrata informacji zresztą na pewno żadnym problemem dla oprogramowania, autokorelację da się i tak liczyć). A zatem wysoką dokładność wyróżniania przesunięć Dopplera zapewnia analogowe spowalnianie sygnału (w praktyce jest to mnożenie, oferują to np. odbiorniki superheterodynowe - w Wikipedii polskiej pod hasłem "Superheterodyna": koniecznie z mieszaczem mnożącym), np. 10.000 czy 100.000 razy, po czym i tak trzeba osiągnąć gigantyczną dokładność i częstość próbkowania (stwierdzalne różnice rzędu 0,1 uHz). Gigantyczną, ale wykonalną! V. I TAK ZA TRUDNE? JAK MIERZYĆ - I TO NA ŻYWO, TYSIĄCE RAZY NA SEKUNDĘ (MA BYĆ DOBREJ JAKOŚCI DŹWIĘK, DOBRZE ZAREJESTROWANY!) - RÓŻNICE RZĘDU UŁAMKÓW MIKROHERCÓW? Już wyjaśniam. Przyjmijmy, że sinusoida ma np. 24 bity poziomu napięcia z odbiornika (tzn. 16777216 stopni "schodów" od najniższego do najwyższego możliwego napięcia, mających swoje numery). Przy założeniu, że 1 okres trwa X próbek, po X próbkach powinna być wartość napięcia z powrotem 0. Różnica wynikająca z częstotliwości 30,000001 kHz zamiast 30 kHz oznacza po całym okresie wartość odpowiadającą sin(2pi 30000,001/30000), czyli poprawkę rzędu 1-ej 5-milionowej. A zatem w takim trywialnym przypadku 5 milionów poziomów napięcia, przy przetwarzaniu do postaci cyfrowej, wystarcza. To nie jest duża liczba. Np. 24 bity to 16 milionów takich poziomów (da się tyle dokładnie zbadać, jeśli np. stacja nadaje na odległość 50 km sygnał 10 kW, czyli +70 dBm: wraca -49 dBm, zaś tylu poziomom napięcia odpowiada moc ułamkowa związana z każdym obniżona o 144,5 dB - 20 log(ułamek), bo napięcie do kwadratu określa moc - czyli dokładność pomiaru tego, co wraca, do -193 dBm: jak najbardziej osiągalna, w ramach szumów termicznych, przy takim małym interesującym paśmie, jak ułamki mikroherca: zob. http://pl.wikipedia.org/wiki/Szum_termiczny). Podobne różnice są zresztą na każdej próbce, nie tylko na tych, w których powinno wypaść 0. Ponieważ tych próbek jest wiele, informacja jest zwielokrotniona, za to da się ją wykorzystać do wyodrębnienia bardzo wielu, nawet milionów nakładających się przesunięć Dopplera. Warunek: jest naprawdę dużo próbek, tj. miliony, na każdy taki pomiar (trwający wspomniane 1/10000 s i zawierający spowolniony, tj. przesunięty częstotliwościowo i rozciągnięty, sygnał oryginalny). Jest tak przy częstościach próbkowania rzędu wielu gigasampli (miliardów próbek, tj. pomiarów poziomu napięcia) na sekundę, a takie prędkości cyfryzowania współczesne urządzenia mają (można znaleźć w Internecie pod hasłem GS/s; już pewnie i 10-20 lat temu takie były, ale zupełnie niszowe i produkowane tylko dla rządu). Odsyłam do opisu transformaty Fouriera z dyskretnym czasem, ale dowolnie wybranymi interesującymi częstotliwościami, ang. "Discrete-time Fourier transform" (DTFT) - jest np. na angielskiej www.wikipedia.org. Generalnie zdolność do wyodrębniania bardzo drobnych różnic częstotliwości zależy od *dokładności* próbkowania, tj. tego, ile liczb całkowitych ("stopni"), jak szeroki ich zakres, wykorzystuje się do reprezentowania wartości na kablu; jeśli tylko dysponowano by idealnie zmierzonymi liczbami rzeczywistymi (a nie przybliżeniami całkowitymi), z dowolnie wielką dokładnością ułamka, w zasadzie znano by w pewnym paśmie, tj. zakresie częstotliwości (łatwo tu osiągnąć zadowalający zakres, wykluczyć tzw. błędy aliasingu), Z DOWOLNIE WIELKĄ DOKŁADNOŚCIĄ składowe częstotliwościowe, nawet do zupełnie mikroskopijnych ułamków herca. Jedyną przeszkodą jest tu tzw. błąd kwantyzacji (czy dyskretyzacji), a ten przy obecnie osiągalnej dokładności próbkowania oraz jego częstości jest zadowalająco niski. Zauważmy, że DOKŁADNOŚĆ PRÓBKOWANIA MOŻNA DOWOLNIE ZWIĘKSZAĆ, nie przeszkadza w tym szum termiczny ani inny (gdyż jego moc i tak rozrzedza się coraz bardziej, im dokładniej i bardziej pod lupą patrzymy na częstotliwości - i dlatego jest zawsze za mała, żeby znacząco szkodzić); żeby np. próbkować z dokładnością 96 bitów, wystarczy złożyć ze sobą 3 cyfryzatory 24-bitowe za pomocą operacji mnożenia (wzmocnienie) i reszty z dzielenia, które potrafiono realizować bez żadnego cyfryzowania, po prostu na napięciach na kablu, już bardzo wiele lat temu w czasach komputerów analogowych: "bity", cyfry reprezentujące te najbardziej drobiazgowe części próbki, tj. zmierzonego w danej chwili napięcia, uzyskuje się poprzez wzmocnienie sygnału analogowego i odrzucenie jego części odpowiadającej początkowym (tym najistotniejszym) cyfrom wyniku (jak przy reszcie z dzielenia przez pewne stałe napięcie). Jest to w rzeczywistości bardzo proste do zrealizowania, ewentualnie wchodzą w grę problemy związane ze zsynchronizowaniem tych wszystkich kilku cyfryzatorów, ale firmy amerykańskie wyprodukują gotowy cyfryzator (1 przedmiot) o dowolnie dużej dokładności, którego elementy (półprodukty cyfryzujące z normalną, nie tak ogromną częstością) są zawsze odpowiednio dobrze (prawie idealnie) zsynchronizowane. VI. ZA TRUDNE DO POLICZENIA? Bynajmniej. W dobie komputerów o procesorach wielordzeniowych, wielogigahercowych, można upakować do kilku szaf np. 30 komputerów i niech sobie to na żywo liczą, dzieląc między siebie pracę. Żaden problem dla informatyka, a podsłuchów nie ma tak dużo, w TVP Warszawa jest podobno tylko ten 1 teraz (może właśnie o to chodzi, że dużo więcej trudno zrobić przy obecnych mocach obliczeniowych i dostępnym miejscu w budynkach przy nadajnikach - dlatego póki co, póki technika jest taka a nie inna, stawia się na pojedynczy podsłuch na Niżyńskiego, tymczasem licząc na to, że da się ludzi przekonać, żeby nie ścigano przestępstw podsłuchowych przeciwko niemu, bo "to tylko 1 człowiek"; skoro to ludzie zaaprobują, to w przyszłości dopiero takich podsłuchów będzie może mnóstwo). Dodam na koniec, co wyciekło publicznie o Echelonie (polska Wikipedia): "System gromadzi i przetwarza miliardy przekazów elektroniczych na dobę. Jest to tylko niewielki ułamek całej komunikacji elektronicznej". (Przypominam o wstępnym programowym "skierowaniu uwagi" radaru na odpowiednim celu, poprzez zaaplikowanie przesunięć czasowych próbkom, o czym była mowa w punkcie I; następnie z różnych przesuniętych ech dopplerowskich pozostawia się tylko te, które FAKTYCZNIE odpowiadają choćby w przybliżeniu spodziewanemu przebiegowi czasowemu dla właściwych opóźnień - wszelkie inne z przychodzących częstotliwości, zawierające mniej pasujący przekaz, zostają natychmiast zignorowane, wyłączone z analiz). ************************************************************************************* Zaznaczam, że poszczególne centra nadawcze są tak połączone w sieć i obsługiwane na tyle inteligentnym programem, że nigdy nie zachodzi sytuacja jakiegoś zupełnego zgubienia śledzonego obiektu ze względu na przekroczenie zasięgu jakichś wież nadawczych. Jest zawsze "międzyczas", w którym jest się w zasięgu dwóch nadajników, wówczas jeden radar przejmuje zadanie śledzenia od drugiego (odpowiednik tzw. handoveru w telefonii komórkowej - problem znany w telekomunikacji). W Wikipedii angielskiej poniekąd o tym właśnie jest sekcja "Track *association* and state estimation" - o kojarzeniu tego samego celu, obiektu, obserwowanego przez różne stacje ("wieże") nadawcze (jest np. w zasięgu 2) i wykorzystywaniu tego zwielokrotnienia informacji dla jeszcze większej stabilności, skuteczności, nieuchronności podsłuchu: dane z kilku źródeł są pewniejsze i nie sposób w takich warunkach uciec ("bo wylazł za granicę konkretnego nadajnika"). [edit 2015-01-26 06:21] Padł teraz u spikerów temat tego, jak oni w ogóle mogą mnie śledzić, skoro generalnie radar wyczuwa metal (ponad 99% odbitej mocy; np. klucze, komputer, zagłuszacze: jakiekolwiek mienie – zawsze można zresztą ustawić na nowo widząc okolicę i wiedząc, że gdzieś tam jestem), podczas gdy ciała radar nie wyczuwa (mniej niż 1% odbitej mocy, więc ginie to w szumie: nie zadziała funkcja autokorelacji, czyli znajdywania echa, uwzględniając jeszcze straty na rozproszenie). Czyli mógłbym próbować uciec. Otóż śledzenie mnie to nie jest tylko radar przy nadajnikach radia/TV; wspominałem o szpiegowaniu klawiatury, ekranu, a to i tak nie wszystko. Jeżdżą też za mną masy ludzi w terenie (pewnie gliniarze, nieoznakowane auta), co łatwo poznać po tym, że spikerzy wiedzą, co w danej chwili widzę: komentują wręcz to na żywo. (Pojawiają się też np. w hotelach jako dodatkowy tłum, tak samo w innych miejscach.) Ponadto być może mają dostęp do zdjęć satelitarnych, które mają rozdzielczość bodajże kilku cm i odświeżanie co minutę, więc niezakryty np. drzewami słabo zaludniony teren można widzieć. Wreszcie, co może najważniejsze, mają przekaz podprogowy. Przekaz ten - obecnie tortura - ma nade mną od końca 2012 kompletną kontrolę: napisałem już w Kilka wyjaśnień: "prawie w 100% uniemożliwia to niezależne własne pomysły, a nawet jakiekolwiek własne myślenie", "odtąd już tylko o tym, o czym oni chcą". Niby inni to też słyszą, ale akurat mogę być w niezaludnionym terenie, np. lasach: bez wątpienia temu ulegnę, np. namówią mnie "tu już skończ", "stań w miejscu i odpocznij", będą inputować hasła typu "główną alejką" itp. (tak cichutko, że nawet nie wybrzmi jako myśl), ... - bardzo są oddani "pracy" ci zbrodniarze - zresztą może mnie szybciej zgarnie Policja albo namierzy jakiś pies i z dalszej odległości będzie obserwować, zupełnie dla mnie bezwiednie. (Ja i tak jestem zbyt zmęczony, by cokolwiek planować, ba, nawet przedsięwziąć z własnej inicjatywy: tej w ogóle teraz brak.) To dosyć niebezpieczne włóczyć się bez dokumentów, mogą natychmiast zgarnąć na jakąś komendę... W każdym razie proszę zapamiętać tę ciekawostkę, że ZWYKLE SŁYSZĄ NIE MNIE, A NP. MOJE KLUCZE LUB KOGOŚ/COŚ W BLISKIM OTOCZENIU (co jednakże śledzenia mojego ruchu samo w sobie nie umożliwia). Już dawno stwierdziłem, że z wszelkim szpiegostwem bym sobie 10 razy zdążył poradzić (po osiedleniu w domku w czerwcu 2012 i po powrocie we wrześniu ze szpitala psychiatrycznego, a także zrozumieniu istnienia centralnych radarów pod koniec października), ja, rentier z ponad 4 mln. zł na koncie, gdyby nagle w 2013 nie wyskoczyła jako największy problem ta, masowo w całe tereny uderzająca, tortura. Zresztą nie myśląc nad tym dużo wierzyłem w międzyczasie, że to jest w samo ciało wymierzone. Próbowałem wprawdzie innych rzeczy, zasłaniania się aluminium np. (odbija wyjątkowo dokładnie na wszystkich częstotliwościach) i uciekania (wyrzuciwszy osłonkę), gdy byłem we Francji - oczywiście natychmiast zaraz znowu byłem w tej pułapce (to pokazuje, że widzą też rzeczy dookoła i zawsze mogą je uchwycić "z krajobrazu"). W różnych pojazdach np. wymierzają w karoserię, a łapią mnie, gdy wysiadam, lub jakoś przez okno widzą itp., na tym m.in. praca tych zbrodniarzy polega. Jednak jeszcze jesienią 2012 próbowali mi, w ramach demonstracji potęgi, okazywać, że widzą każdy ruch ("jakiś roentgen", tak myślałem pod ich dyktando), nawet drobny, każdą erekcję, a nawet tylko odczuwalne poszerzenie prostaty (w istocie to raczej poprzez przekaz podprogowy, a także trochę podsłuchem, wiedzieli); że mogą stosować powiększenia, żeby widzieć wszystko dokładnie. Doszło do tego, że podejrzewałem, że być może mają (tylko kto?!) jakiś sposób, żeby oglądać całe moje ciało zdalnie, bez względu na przesłony. Bardzo groźnie to wtedy wyglądało, a na ulicach nękały mnie w tym temacie (bo "spikerowania" jeszcze sensu stricte nie było) świetnie wtajemniczone masy.