Oto przypuszczalna prawda o sprawie Wesołowskiego, podana w formie chronologicznej, pokazującej rozwój problemu (uważam, że sprawa jest prosta - wszystko było zaplanowane prawie że od samego początku, później tylko tworzono sprzyjające warunki i podsuwano wskazówki) - wszystko to bazuje na prawdziwych danych (z których część jest nieznana publicznie, np. pewne "przecieki między wierszami" i przecieki tylko do mnie czy pewne sytuacje rodzinne), ocenianych z punktu widzenia rachunku prawdopodobieństwa:


- 1978: nowy papież Jan Paweł II jest raczej niewierzący - w normalną religię-moralność katolicką (por.: wypowiedź pierwszego dnia do kard. Dziwisza, śmierć Popiełuszki w 1984 r., planowana podobno przez kard. Glempa pewnie już co najmniej w 1983 r.). Kliknij, aby zobaczyć osobny tekst o Janie Pawle II i o początkach podsłuchu, który to zajmuje się w szczególności tym tematem

- 1980: Józef Wesołowski zostaje pracownikiem watykańskiej służby demokratycznej i zaczyna jeździć po świecie. Czy wynika to stąd, że jego inicjały to JW - "jak wyżej" (a Wesołowski daje się ponadto dopasować do państwa Dominikany, gdzie jest miasto Cabarete)?? AŻ DO 2008 NIE MA ŻADNYCH ŚLADÓW JEGO JAKIEJKOLWIEK DZIAŁALNOŚCI PEDOFILSKIEJ, GEJOWSKIEJ, może w przyszłości jeszcze to zmyślą (wprowadzą fikcyjnych "świadków", tzn. zwłaszcza opowiadaczy medialnych - w sądzie nawet nie ma potrzeby o tym zeznawać), żeby Watykan nie wydawał się zamieszany... PRAWDOPODOBNIE JUŻ W 1980 R. PLANOWANO, ŻE WESOŁOWSKI BĘDZIE MIAŁ ZŁĄ MISJĘ JAKO KSIĄDZ-ZBOCZENIEC. Wkrótce po znalezieniu osoby wg inicjałów zauważono, że, sądząc po nazwisku, nadaje się on do Dominikany ze względu na tamtejsze miasto - a miast jest tam w ogóle niewiele - o nazwie "Cabarete", czyt.: kabarete; i to STĄD pewnie pomysł, żeby podróżował po świecie, najlepiej po bardzo wielu różnych miejscach: wówczas łatwiej ukryć zły zamiar samego Watykanu, dzięki masie różnych przypadków, w które też go pakowano, a zła tam nie było, bo może - jak powiedzą później czy pomyślą - może to on sam po prostu wyzyskał sytuację, nazwę miasta, do którego przybył?... Aż się prosi o takie wytłumaczenie u ufających Kościołowi! Zacząć się jednak powinno, pamiętajmy, od inicjałów, bo te są przypisane do samej osoby (do samej listy księży) i stanowią dlatego "zbiór danych wejściowych zadania", już z góry gotowych; stanowią niezamierzony i nijak nieprzygotowany punkt wyjścia dla takich zabaw kadrowych w Kościele (tu na marginesie: skąd ja w ogóle wiem, że pedofilię zlecono? otóż z różnych powodów, ale generalnie po prostu były przecieki od dawna, a rzecz sprawiała wrażenie zrobionej pod niezależne od tego sytuacje w mojej rodzinie - wyjaśnię to w kolejnych punktach). Otóż TYLKO W TEN SPOSÓB, TJ. ZAKŁADAJĄC, ŻE DOBÓR OSOBY WG INICJAŁÓW MIAŁ MIEJSCE PRZED WSZYSTKIMI INNYMI KROKAMI I DECYZJAMI, MOŻNA UNIKNĄĆ HIPOTEZY GIGANTYCZNIE NIEPRAWDOPODOBNEGO ZBIEGU OKOLICZNOŚCI. Jednakże drugim krokiem tej logiki, następującym tuż w ślad za tamtym, jest w takim razie na pewno wybór Dominikany jako pasującej do Wesołowskiego, a zatem i przeznaczenie go do służby dyplomatycznej; wniosek: upatrzenie go sobie miało miejsce nie później niż w 1980 r. Tu jeszcze słowo o tym ww. nieprawdopodobieństwie zbieżności inicjałów. Józef Wesołowski-JW-inne skojarzenie "jak wyżej", Juliusz Paetz-JP-inne skojarzenie "Jan Paweł" - oto dwaj najgłośniejsi księża-zboczeńcy... Otóż wg bodajże rozkładu Poissona (tzw. wartość oczekiwana konkretnego zliczenia) i ogólnie wg tzw. prawa wielkich liczb - jest to wszystko przedmiotem nauki znanej jako probabilistyka, czyli rachunek prawdopodobieństwa - dany inicjał najprawdopodobniej wystąpi dokładnie raz (a nie 0 lub np. 2 razy) wśród zbioru księży pedofilów, jeśli jest ich około 676 (tzn. 26 x 26, jeśli przyjmiemy, że stosowanych jako pierwsze w imieniu czy nazwisku liter alfabetu jest ok. 26, czyli przez analogię z alfabetem angielskim, bo polskie litery to często rzadkość). Nawet jeszcze 500 księży pedofilów (czy dobierających się do genitaliów osób, z którymi się zadają, pederastów) wystarczyłoby jako ta baza faktyczna, by sensownie mówić o tym, że prawdopodobnie zdarzy się jakiś JW, jakiś JP - i że to tylko media nagłaśniają takich właśnie, choć mogłyby innych. Natomiast jeśli jest mało księży pedofilów, to znalezienie takich "JP", "JW" jest skrajnie mało prawdopodobne i dlatego stanowi to BARDZO DZIWNY ZBIEG OKOLICZNOŚCI... W szczególności, gdyby przyjąć, że media w tym temacie są szczere i gdy jest skandal, to go po prostu nagłaśniają - gdyby więc przyjąć, że tych prawdziwych najpoważniejszych zboczeńców faktycznie było tylko dwóch - to prawdopodobieństwo trafienia losowego w takie dwa inicjały wynosi 2 [dwie możliwe kolejności] : (676 x 676) = 1 : 228488 = 0,0004% (jeszcze może KW, jak Karol Wojtyła, by pasowało, co akurat w rzeczywistości nie wypadło, a też by sprzyjało dziwności inicjałów, którą tu pod względem prawdopodobieństwa rozważamy, ale te dwa wraz jeszcze z KW to już naprawdę praktycznie wszystko, co naprawdę dobrze pasuje, a tzw. rząd wielkości powyższej liczby się przez to za bardzo nie zmieni, wciąż pozostaną to znikome ułamki procenta)... ZDECYDOWANIE BARDZIEJ PRAWDOPODOBNE JEST, ŻE TO NP. WATYKAN KREUJE KSIĘŻY-ZBOCZEŃCÓW, BY COŚ POKAZAĆ OPINII PUBLICZNEJ (NP. "NIE WIERZYMY W TĘ RELIGIĘ", "NIEWIARA *TU* SIĘ JAK NAJBARDZIEJ ZDARZA"). Przy tym jeszcze wiadomo, że Juliusz Paetz powoływał się na "Romę", a ów Rzym faktycznie niezbyt reagował na donosy o pederaście, nawet na ten podpisany przez 5 świadków (w listach św. Pawła jest: "oskarżeń wobec biskupa nie przyjmujcie, chyba że od dwóch świadków")...

- 1997-1998: sprawa rozwodowa moich rodziców, bodajże w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Na rozprawę przybywa dziadek Henryk Uzdowski i w odpowiedzi na zarzuty ojca, że matka nie zgodziła się nawet na wydanie memu bratu paszportu, odpowiada objaśniając jej stanowisko: "a po co ma jechać za granicę? żeby się tam masturbować? niech nie jedzie, to się nie będzie masturbował". Zastanawiające, kto natchnął mą rodzinę do takiej teorii. Może przekaz podprogowy. Może to po prostu zmyślone przez ojca? Lecz nawet jeśli tak, to świetnie trafił w coś, co dopiero miało nastąpić. Jednakowoż trzeba przyznać, że dziadkowie od strony mamy (Lucyna i Henryk Uzdowscy) potrafili na takie tematy czasem wchodzić. Leżało im na sercu, żeby wnuczkowie się nie onanizowali, więc parę razy coś takiego mogli powiedzieć, pamiętam pewne przykłady; zresztą ma to pewien katolicki sens, bo dobre wakacje to wakacje u nich w Rypinie - "pod gruszą", bieganie z psami i tresowanie ich, zbieranie bobu, oglądanie budowy domu i uczenie się o niej, spędzanie czasu z ciocią, łupanie bobu, jednym słowem - aktywny wypoczynek.

- wrzesień 1999: idę do rejonowego gimnazjum. Razem ze mną w klasie będą m. in. Agnieszka PIOTRowska i... Grzegorz WESOŁOWSKI. Świetnie trafione nazwisko z punktu widzenia PRZYSZŁYCH wydarzeń.

- wrzesień 2002: idę do nierejonowego liceum, jednego z bardzo wielu w Warszawie. Razem ze mną do klasy trafiają... Jarosław Kaczyński i, znowu, Grzegorz WESOŁOWSKI (nawet nie wiedziałem, że się tam wybierze, liceum wybrałem po bracie - za to on wiedział, że ja tam idę).

- ok. 2003: Wesołowski parę razy odezwał się do mnie dziwnie, ni stąd ni zowąd, nie w rozmowie, lecz jakoś nagle np. wśród ciszy i bez właściwego kontekstu: "prawda li to? jako Bóg w niebie", cytując Sienkiewicza, mówiąc to jeszcze z jakąś dumą w głosie lub wyrazem jakiegoś głębokiego przekonania. Z dzisiejszego punktu widzenia to oczywiście na jakąś deklarację niewiary czy ateizmu wygląda - tak, jak gdyby chciał powiedzieć: "i dlatego cała religia jest fałszywa". Do tej wypowiedzi zapewne - znając życie - natchnęła go wychowawczyni, a ją dyrektorka, kuratorium i aż pewnie Ministerstwo Edukacji Narodowej (czasy rządu SLD 2001-2005, pewnie Miller coś wiedział). Widocznie byli już bardzo pewni szykującego się spisku - przygotowywano się na to, do czego miało dojść. Oczywiście fałszywi świadkowie być może zmyślą, że Wesołowski od zawsze był pedofilem czy pederastą (co może nawet w ich oczach uzasadniałoby to, że tak jeździł po świecie, a nie siedział w Polsce), ale jeśli tak, to po pierwsze dlaczego był jeszcze w Kościele, a po drugie po co by tak wiązali przypadkowego księdza-pedofila ze mną?

- 2005: umiera Jan Paweł II (w 9666-tym dniu swego pontyfikatu), posługę papieską obejmuje Benedykt XVI.

- 2008: wysłanie Wesołowskiego do Dominikany i jego przybycie tam. Jest to nie tylko kraj mający stolicę z "dzielnicą słynącą z męskiej prostytucji", bo to może właśnie sprawa poboczna w tym planie i analizie i dopiero specjalnie nakręcona czy nagłośniona, ale przede wszystkim kraj z miastem CABARETE (czyt. "kabarete"), co do Wesołowskiego świetnie pasuje. Po przybyciu zaczyna zaczepiać innych księży, by znajdowali mu chłopców do erotyki. Co za śmiałość, przecież mógłby mieć obawy, że ktoś naskarży. W normalnych warunkach panują między ludźmi zasady moralne, przez które oni się krępują w kontaktach z innymi, bo większość ludzi te zasady podziela. Tamten ksiądz mógłby przecież np. donieść na Wesołowskiego do Watykanu, ba, nawet nagrać jego rozmowy (w dzisiejszych czasach to pestka, w telefonach komórkowych za 100 zł jest funkcja nagrywania), co skończyłoby się karami z Watykanu. Prawdopodobnie jednak wszystko jest ukartowane (porównajcie: sprawa Paetza i jego powoływanie się na Rzym - te majtki "Roma")...

- 2008-2009: jechałem raz bodajże do Warszawy autobusem PKS z Rypina. Gdzieś niedaleko dwa siedzenia zajmował jakiś dziwny samotnik-sowizdrzał, gadający ciągle coś sam do siebie. Brzmiało to, jak gdyby coś go wewnętrznie nakręcało i zarazem czyniło neurotycznym, bo choć nie mówił do telefonu, nie miał w uszach jakichś słuchaweczek czy mikrofonika przy ustach, to jednak co chwila ględził o czymś. Np. taki oto jego tekst utkwił mi w pamięci: "ja to bym za to dał KARĘ ŚMIERCI!..." (ale o co mu chodziło? - nie wiem). To tak odnośnie tej kropki na końcu w inicjałach JW, która czyni z nich skrót "jw.".

- 2009: ostatnia moja dłuższa rozmowa z ojcem w jego domu w Babicach. Przybyłem tam i rozmawiałem z nimi, a ojciec nagle wszedł na taki oto temat: "kto mnie nauczył, że nie można się masturbować?". Zupełnie ni z gruszki, ni z pietruszki. Nie wiem, skąd wytrzasnęli ten temat. Powiedział też, że "może to wpływ dziadka" i wspominał o nim na sprawie rozwodowej, dodając, że tamtą wypowiedź ("po co ma jechać za granicę - jeszcze się tam będzie masturbować!") do dziś uważa za najdziwaczniejszy wyskok intelektualny mego dziadka. ***Mogło to być zresztą jakieś zmyślenie, trudno powiedzieć, choć ojciec to konsekwentnie potwierdza, ale nawet jeśli tak, to znowuż ojciec był świetnie poinformowany, co dziwne, a zarazem już w 1999 zaplanowano skojarzenie mnie z Wesołowskim - w klasie. Istotne jest to, że miejsce jego hańby zdawało się po prostu dobrze dobrane pod jego nazwisko, a z drugiej strony poniekąd naturalne, bo w Dominikanie podobno faktycznie jest taka dzielnica, gdzie się łatwo można łajdaczyć (co sugerowałoby naturalną przyczynowość, a nie plan) - wniosek jest taki, jeśli się chce te dwie rzeczy pogodzić i nie zadowalać się wersją o (bardzo nieprawdopodobnej) przypadkowej zbieżności, że albo dostosowali Dominikanę pod przyszłego nuncjusza już wcześniej, żeby kwitła tam męska prostytucja (coś jak sex-shop z masażami erotycznymi w Warszawie na al. Jana Pawła II 46/48, ze sprośnymi szyldami, wszystko zajmuje kilkanaście metrów na ulicy, niemalże chamska nielegalna agencja towarzyska, której właścicieli - ani jej lokali - nikt nie rusza od lat w sensie usunięcia problemu), albo też dobrali osobę o właściwym nazwisku pod jeżdżenie po świecie jako nuncjusz i w przyszłości wylądowanie w Dominikanie (bo jest "Cabarete"). Prawdopodobniejsza wydaje mi się jednak pierwsza wersja, gdyż księży o inicjałach JW - a taki mógł być klucz - nie było pewnie dużo (26 liter razy 26 liter = przypadek 1 na 676; raptem może jeszcze z kilkanaście takich księży by się znalazło, nie każdy w dodatku pewnie nadawałby się na niewierzącego). W 2011 r. poza tym obficie nękano mnie (w ramach stalkingu) m. in. młodzieżą stawającą gdzieś w okolicy i rżącą takim jakby zastraszonym śmiechem (niepewnym siebie i jakby z nutą obawy o siebie, ale mocnym: hyhyhyhy!, na zasadzie "to wcale nie jest śmieszne!"). Także więc do młodzieży coś przeciekło i też skojarzono tę sprawę ze mną. Natomiast zbieg okoliczności, przypadek jednego księdza to raczej nie był, ze względu na to, że i drugi w to był zamieszany i że Wesołowski nie miał żadnego skrępowania z nim o tym gadać i go wciągnąć w szukanie chłopców.*** Tamtej nocy opuściłem ich dom, później z ojcem rozmawiałem już tylko przez telefon i e-mail oraz jeszcze trochę osobiście w związku z hospitalizacją psychiatryczną (plus drobne wizyty), natomiast tamto to była ostatnia dłuższa rozmowa, także z udziałem mego brata.

- 2013: ujawnienie skandalu pedofilskiego z Wesołowskim na Dominikanie.

- 2015: śmierć Wesołowskiego, zapowiadana u spikerów, "potwierdzana" później jeszcze poniekąd, co do bycia w rzeczywistości jego uśmierceniem, między wierszami w mediach watykańskich (tak to odebrałem, może mylnie - uważam to za dopuszczalną interpretację). Praktycznie na pewno zabójstwo, co wiadomo dzięki przeciekom, zresztą arcybiskup polski umiera raz na 2 lata na przykład, a mógł to być każdy z 48 wówczas istniejących (prawdopodobieństwo trafienia w tego to 2%). O potwierdzeniach i nietypowych przeciekach z góry, sugerujących - z dzisiejszej perspektywy - nastąpienie uśmiercenia wkrótce (tak było na kilka dni wcześniej) jest więcej w odpowiednim wpisie (o przykładowej parafii, 2015) na blogu.


Proszę, oto, co robił ksiądz arcybiskup Wesołowski