Trwa ładowanie strony – proszę czekać...
[Zapisz stronę!]

Blog o Piotrze Niżyńskim. Cierpię od lat, "premier zrobił [mi] tortury"

[teza TVP (?); wg mnie bardzo prawdopodobne]. — TEN PODSŁUCH ITD. ZAŁATWIŁ CHYBA JAN PAWEŁ II (skandal).Nagonka; sadyzm kwitnie, zwłaszcza na Wiejskiej (jest przestępcze śledzenie).  Bardzo ważna WWW!  Od ponad 20 lat każdy dom jest przezroczysty i słyszalny, zobacz, jak!


NIELEGALNIE.PL albo BANDYCITUSKA.COM

To jest człowiek, który wycierpiał najwięcej w ostatnim 1000-leciu. Świadków były tłumy. Polska zamieniona w piekło podsłuchowe; rzesze chciwych ludzi z bloków, przedsiębiorców, recepcjonistek, kelnerek, bankierów, agentów nieruchomości, dziennikarzy, pracowników marketów i stacji benzynowych za pieniądze zawodowo ćwiczących zobojętnienie na zło w Polsce i krzywdę drugiego: szpiegujących w gangu, a nawet samemu organizujących dlań sadyzm... On ledwo żyje, strasznie zmęczony wrzaskliwą torturą wokoło.

PRAWDA O KORUPCJI  (PARTIE + MEDIA, BIZNES, SĄDY).  DOWÓD ZNAJDŹ W RAMCE

(to jest ten niepracujący samotny człowiek, którego TVP+POLICJA już od 1992 r.gdziekolwiek jest i "24/7" – nielegalnie śledzi i podsłuchuje istniejącymi, co mało kto wie, radarami metalu na RTCN-ach, w Polsce i za granicą, udostępniając zdalny podsłuch "ciała" na żywo także innym osobom i instytucjom (poprzez bezpłatny, u każdego inny Wybrany Nr tel. kom.); jest też podgląd ekranu na podstawie jego naturalnego promieniowania, a od 2000 r. także przez Internet. Wiedzą w związku z tym o nim wszystko. To szpiegowanie Piotra szefowie wszystkich szefów wprowadzili też (podobno z poparciem papieży) m.in. do mediów i, za PiS i PO, ogólnie mas przedsiębiorców (współudział za dostęp do mediów reklamowych lub nieegzekwowanie podatku; za Tuska taki postęp, że aż podnieśli VAT(!!!)). Od X/2010 jest stopniowo coraz gorzej nękany na zasadzie masowego niepokojenia, specjalnego traktowania i rzucanych odzywek (początkowo pod pozorem jakiejś studenckiej draki) – tak, by dokuczała mu obecność plotkarzy-obmawiaczy czy szpiegów – przez przedsiębiorców i właścicieli nieruchomości, ich szpiegowskie rodziny, wciągnięty za pieniądze  personel (praca zmianowa przy MONITORINGU raz na jakiś czas, oprócz innych zajęć takich pracowników, czyli typowo np. obsługi klienta, występuje dziś wszędzie tam, gdzie są kamery – zwykle oferty pracy są bez przymusu, ale próbuje się wywierać presję), a także przez państwo i  media (TVP nasyła szpiegów i podpowiada sposoby masowego prześladowania za pomocą ogłoszeń publikowanych na Facebooku: mafia się mu prezentuje na każdym kroku, od lat, jak gdyby plotkował o nim cały naród). Wciągano też rodzinę i studentów z uczelni, więc ci przychylni też nie byli (ponadto operatorzy podsłuchu w TV mogą chyba włączać selektywne czy przejściowe blokady komunikacji tekstowej np. stron ogłoszeniowych czy randkowych – tym trudniej o pomoc, bo np. na 100 osób nikt nie odpisuje; poza tym tak czy inaczej przytłaczająca większość ludzi nie chce pomagać). Masy szpiegów-przestępców – a także władze i obsługa firm (w tym dużych państwowych) w Polsce i za granicą – zachowują się przy tym wobec niego "jak jeden mąż", skoordynowani jak armia (zaczęło się od masowego nachodzenia i prywatnych aluzji na każdym kroku, codziennie, niby to o czym innym lub do kolegi – zawsze kto inny i w najróżniejszych miejscach); szpiedzy  wysypują się na ulice dziesiątkami i zapychają autobusy, rozkręcające się od końca 2010  coraz gorsze rodzaje masowych prześladowań są skoordynowane w skali światowej (sic!), a pojedyncze sytuacje powiązane wzajemnie i z życiem Piotra, jakby czuwało jedno centrum. Bandycka część TVP Warszawa, urzędy i POLICJA, zamieszani (jak podpowiadano) w całej Polsce w ten podsłuch, załatwili różnorodne dręczenie w kolejnych mieszkaniach i hotelach, z pomocą personelu, spółdzielni mieszkaniowych, pośredników, właścicieli i sąsiadów, od czego uciec się nie dało; zaś uprzednio do 2002 r. zorganizowano cyfrowe RADIO o zasięgu ogólnopolskim (potem międzynarodowym a nawet międzykontynentalnym), gdzie męczy się jego mózg 24/7 skrajnie cichymi szeptami (przekaz podprogowy(!!!), manipuluje myślami). (Od 2006 r. robiono wręcz w tym celu masowe REMONTY bloków, wszelkich urzędów, sklepów czy szkół, żeby poukrywać telefony w murach; zrobił to prawie KAŻDY szef firmy (lub miał odgórnie). "Całej" Polsce można centralnie sterować umysłami, choćby delikatnie.)  Stało się to OD 2013 R. straszliwą TORTURĄ i jawną próbą doprowadzenia go do szaleństwa, bo tym tajnym radiem mafii  nieruchomości lub ludzie atakują go wszędzie, wielogłosowe obecnie i wrzaskliwe ścieżki dźwięku 24/7 obezwładniają umysł i uniemożliwiają myślenie, a miasta i bloki są gęsto usiane szpiegami (Centrum może zawsze "aktywować" poszczególne smartfony, przywalić w sklepy, blok i ulicę). To jest jak piekło, nie ma ucieczki, zasilane od latarni wszędobylskie smartfony katują całe osiedla (zwł. w Warszawie). Szpiedzy znęcają się nad nim różnie co dzień i kradną już od poł. 2011 (życie odtąd stało się uciekaniem); całe lata 2013-2016 występuje  skrajna tortura, wielogłosowy szept non stop i przy progu słyszalności (bez choćby 10s przerwy, nie udało się uciec); TV i lud dręczą go w pełni świadomie, rodzina dawno z TV, każdy warszawski lokal pomaga (w tym państwowe), a słowo "tortura" nie jest na wyrost, bo ciężko wytrzymać każdą minutę (choć jest już lepiej niż w 2013)... Tutaj Piotr opisuje korupcję i dotykające go prześladowania polityczne: setki tysięcy euro strat, nękanie i dręczenie, uwięzienia, szykany. To ma ścisły związek z rządem: nie tylko Tuska, ale nawet PiS-owskimi, zresztą ich ministrowie bywali w przestępczych mediach, nieszczególnie się z tym kryjących – boją się tylko głośno mówić – a politycy wespół z nimi regularnie okazują aluzjami znajomość tematu(!!!). TORTURY TRWAJĄ, "obserwuj i zabijaj" to powszechne zadanie dla pracowników i właścicieli nieruchomości, także na Wiejskiej; państwo i MAFIA śledząco-niszcząca stały się jednym. Nie tylko w Polsce.)   [Wyjaśnienie od 0]   [Napisz do autora, podziel się spostrzeżeniami]

Wizyt dziś (nowych): 9, od początku 2015: 62698 (różnych).
Powtórne odwiedziny tych samych osób nie są liczone.   [FORUM DYSKUSJI]
W 2014 r. telewizji ufało: 56% Polaków (Eurobarometr), prokuraturze itp.: 28% (CBOS)
Pomoc mieszkaniową zaproponowało od 2013:  0  (nawet w innej sprawie nie piszą)


Strona przestała się otwierać?  Blokują ją?  POZNAJ  JEJ  FACEBOOK  |  Banner (kod)

Pliki głównie z marca 2012 (w tym opis międzynarodowej serii złodziejstw+pogróżek, jest m.in. nasz bank oraz zagraniczny patrol policji: rozbój)  |  nagrania audio  |  tony foto/wideo, tzw. DOWODY  |  Tak wykorzeniono dobro w prokuraturach i sądach (nawet w Trybunale w Strasburgu?)  |  WŁĄCZ dźwięk tortury ("tak, tutaj będzie sprawa" itp.: w kabinie dźwiękoszczelnej 40 dB, 2014-11-17)  |  WYŁĄCZ dźwięk  |  (Nie odczujesz w pełni bólu, bo u PN to idzie ze wszystkich ścian, poza tym nagrało się niezbyt wielogłosowo: potrafią się bardziej wyżywać, że aż skręca)  |  Drobne ZAPISKI życiowe – zobacz, co się działo! Często ważne  |  Nie zgadzam się na śledzenie mnie czy prześladowanie. Wniosek o ściganie

Akta nielegalnego wypędzania na bruk przez Policję  (zob. wideo)  |  NOWA PARTIA!!!  |  *HOT* Sprawdzam budynki związane z premierem i PO.  Nowe wideo Piotra >>  |  Fala abdykacji na tronach europejskich, chyba z tym powiązana. Papież i inni  |  Stenogram nagrania TU-154 (źródło: rządowa strona www)  |  Konstytucja (to m. in. dlatego nie można szkodzić świadkom: art. 2 in fine, preambuła+5+30, 31 ust. 3, 32 ust. 2, 14 [to jest zasada ustrojowa, bo z rozdz. 1, a nie tylko prawo ludności], 54 ust. 1, radary: 73+demokratyzm — pogrubiony druk dotyczy zasad ustrojowych, obowiązujących bezwarunkowo)  |  Masowe najścia na mieście. Przemarsze szpiegów na WIDEO (dowód, więcej tu)

Papież inicjatorem remontu świata pod przekaz podprogowy?  |  Prokuratura sama przyznaje przez kilkanaście minut, że też jest zamieszana w przestępstwa podsłuchowe przeciwko Niżyńskiemu. "Można zrobić ci dobrze", "Możesz sobie artykuł z tego napisać".  Prawda o "tajemnicach"...  |  Walczmy z pomocnictwem!  |  TELEWIZJA TO ORGANIZATORZY TORTURY, A NIE RZETELNI INFORMATORZY.  ZAPAMIĘTAJMY: DOTYCZY LICZNYCH DZIENNIKARZY.  Czas na akcję "wytłumacz babci, dlaczego nie głosować na PiS".  |  Siatka związana z TVP: pokoje dla agenta (od "monitoringu"), instalacje dźwiękowe-podprogowe.  |  Jak najprościej potwierdzić istnienie procederu? Spróbować zamieścić bezpośrednią ofertę mieszkania do wynajęcia, np. w jakiejkolwiek gazecie ("Oferta"?) czy w Internecie (Gumtree.pl, OtoDom.pl = Allegro.pl, Domiporta.pl = GazetaDom.pl, Dom.Gratka.pl = Polskapresse itd.). Owe media ogłoszeniowe, zależnie od sytuacji (np. nr telefonu, chwilowe ustawienia u ich administratorów, miejscowość), mogą działać w trybie cenzurowanym lub wolnym. Jak dotąd przez 99% czasu działały w trybie cenzury, jednakże w razie natknięcia się na swobodę publikacji najłatwiej na cenzurę trafić w Warszawie, a zwłaszcza w jej centrum. Po wpisaniu oferty bezpośredniej do systemu czeka się na jej pojawienie się, a w międzyczasie następuje telefon typowo od urzędu gminy (technicznie wygląda to tak, że np. strona ogłoszeniowa wysyła e-mail do gminy z linkiem, który można kliknąć, by ofertę zatwierdzić, gmina zaś po wstępnej rozmowie — w której może też podawać się za pracownika strony ogłoszeniowej — i ustaleniu adresu przekazuje taki e-mail do konkretnej spółdzielni lub zarządcy blokowego, chyba że chodzi np. o dom; następnie gospodarz bloku oddzwania i umawia się na spotkanie bandyckie). Podobny kontakt występuje za sprawą Panoramy Firm przy próbie rejestracji firmy w bloku. Alternatywą dla współpracy jest rezygnacja z samodzielnego udziału w mediach ogłoszeniowych, czyli korzyści finansowych. Proszę się jednak nie zapisywać do żadnego podsłuchiwania cudzego życia przez nr telefonu ani na Facebook — bądźcie Państwo o tyle lepsi od bandyckich tłumów, bo za to są kary więzienia.  |  TELEWIZJA PRZYZNAJE MI SIĘ DO NOTORYCZNEGO KORUMPOWANIA SĘDZIÓW (I INNYCH TAKICH FUNKCJONARIUSZY) WE WSZYSTKICH POSZCZEGÓLNYCH SPRAWACH ZA POMOCĄ PŁATNOŚCI INTERNETOWYCH  (NP. BITCOIN: ODDAJE SIĘ GO DEALEROWI, A TEN ROBI PRZELEW BANKOWY NA RZECZ WSKAZANEJ OSOBY)  I NP. FACEBOOKA. I tak przecież mają dostęp do sądów "tylnymi drzwiami" ze względu na kamery; odpowiedni sędziowie po godzinach już ze swych mieszkań komunikują się z telewizją ("spikerami") przez Facebook. Sędzia też odpowiada za swoje czyny zwłaszcza oficjalne, więc niekoniecznie znajdzie się jakiś chętny, żebym sprawę przegrał (co jest "konieczne"), jeśli nie ma łapówki. Co innego za sporą kasę, realizując politykę kierownictwa... Korumpuje się nawet prawników, żeby próbowali grać na moją niekorzyść lub co najmniej usprawiedliwiać tych sędziów i robić inne nietypowe rzeczy.  "Później się powie, że to dlatego, że ogólnie jesteście zamieszani, że on ma zawsze jakiegoś przestępcę jako sędziego itp., ale dowodu na korupcję nie będzie" — oto nadzieja aferałów, ale w torturze szeptanej sprawa jest jasna. To wszystko przejaw polityki "pożyteczni bandyci na wszystkich stołkach".


W PRZYSZŁYM ROKU GŁOSUJMY PRZECIW ZMIANIE KONSTYTUCJI!
Rządzą ekipy przestępcze, które wyremontowały Polskę tak, że wszędzie zabudowano telefony mogące puszczać radio podsłuchowe-podprogowe — nie ufajmy więc tym ludziom i nie zmieniajmy dla nich kraju. Proszę przejrzeć zeznania i dowody.


23. maja 2017 r.

Druzgocące dowody na to, że sądy manipulują sprawami (dobierając odpowiednich sędziów?) i prześladowczo, czepliwie traktują Piotra Niżyńskiego. Praktyczna kontynuacja kwestii prokuratury

Czytelnicy mogą łatwo zorientować się, że blog ten — a więc strona poświęcona relacjom z życia (w tym przypadku) jednej osoby — nie przedstawia zaledwie jakiegoś prywatnego punktu widzenia, który trudno w rzeczywistości zweryfikować, a więc i właściwie odnieść do swoich poglądów politycznych. Nie brakuje tu przecież dowodów na poważne nieprawidłowości zachodzące w kraju, poczynając od (1) nagranego telefonem nachodzenia Piotra Niżyńskiego przez masy ludzkie na mieście, skoordynowane w jakimś szale stalkingu i przyczepiania się do swej ofiary (były także podobne wideo z okna taxi), poprzez m. in. (2) sposób działania stron z ofertami nieruchomości zaprezentowany na obrazku (a są to strony blisko związane z wielkimi spółkami medialnymi), następnie także: poprzez (3) zlekceważenie problemu praktycznie ewidentnie sfałszowanych wyborów do Sejmu w 2015 r. przez wszystkie mass media oraz główne instytucje państwowe (PKW, SN), aż po (4) dowody o charakterze sądowym (protokoły z zeznań i rozpraw, akta spraw itp.) oraz (5) wyjaśnienia samych pracowników prokuratury, co się tam dzieje. Pamiętamy słowa o korupcji ("wszystko przez »Izrael«", czyt. "żydostwo", czyli chciwość i gromadzenie majątków) czy wyznanie sekretarki, która opowiadała, że w jej prokuraturze istnieje przestępczość podsłuchowa prokuratorów i że będzie ustawiać moje sprawy tak, żeby właśnie do takich prokuratorów trafiały ("Powód spraw ekonomiczny... Jak sprawa była, to będę dyspozycyjna — innemu sprawy nie damy" — oto zawierający te słowa wycinek całego wideo, przypominam też stenogram; pisałem o ogólnym problemie tego typu, co "nie wiadomo, jakim cudem" następujące przegrywanie przeze mnie spraw, i wyjaśniałem, jak to możliwe mimo rzekomej niezawisłości sądów, już na specjalnej podstronie, ale nikt tego odnośnika z nagłówka bloga nawet nie klikał; ta obojętność to może za sprawą tego, że mam tu na blogu głównie osoby szukające mnie w Google'u po nazwisku, bo świeżo zapisane do podsłuchowego Facebooka, a zatem nieprzychylne oraz i tak poinformowane, nie wymagające dowodów, a także co nieco osób oszukiwanych przez biura nieruchomości na zasadzie "przedpłata w zamian za oferty", a więc trochę takich osób, co to trafiają tu przypadkowo i w związku z innym tematem — tym niemniej tym niestety wyjątkowo nielicznym pozostałym polecałbym się zainteresować, jak żałosny jest stan polityczny naszego kraju). A zatem, konsekwentnie, po kompletnie kompromitującym nagraniu z prokuratury (we wpisie z bloga były linki do widoku ulicy w Google'u, by było bardziej jasne, co to za budynek i okolice) przedstawiam teraz do kompletu coś z sądów, bo jaśnie łaskawie nam panujący prezydent Andrzej Duda zupełnie zlekceważył problem wprowadzenia do naszego porządku prawnego nielegalnych (w świetle bardzo stałej i długiej linii orzecznictwa strasburskiego) przepisów o przejmowaniu i wyprzedawaniu przez państwo innym właścicielom przedsiębiorstw bez żadnych rozpraw, bez postępowania dowodowego przed sądem — ustawę, mimo mych listów, podpisał, choć wiedział o jej kompromitujących wadach (co najmniej 6 orzeczeń ze Strasburga); nawet jedno-dwa zdania mi na te listy odpisano, "On" się nie chce tłumaczyć. (Pisałem o tym w długim dopisku edit 2017-03-21 pod poprzednim wpisem, tym z grudnia o procesorach.) Aby więc nie wykręcano się teoriami, że w sądach nie ma mataczenia w sekretariatach, przedstawiam tu poniżej, co mnie spotyka od jakiegoś października przy każdej sprawie, którą do różnych sądów wnoszę — ciągłe ewidentne ustawianie nrów akt (tzw. sygnatur spraw) przez sekretariaty, podaję tu takie incydenty manipulacji w kolejności chronologicznej, od najwcześniejszych (ostatnio po prostu co jakaś sprawa, to tak mi się robi). Proszę klikać odnośniki na czerwonym tle (dokładne rozkłady czasowe nagrań widać pod samym wideo na YouTube, w rozwijalnym opisie tekstowym od publikującego):

Pamiętajmy, sekretariat to w każdej instytucji zajmującej się realizowaniem prawa ten ważny jej organ wewnętrzny, który odpowiada za przydzielanie przychodzących spraw do poszczególnych obsługujących je funkcjonariuszy publicznych (np. sędziów). Ponadto sekretariaty zakładają teczki, przygotowują niektóre pisma oraz przekazują wszystkie przychodzące pisma do sędziów, a wychodzące bodajże zamykają w kopertach i przekazują do działu ekspedycji poczty (np. w ramach biur podawczych, bo oddawanie poczty listonoszom jest typowo obsługiwane na parterze budynku). Jednakże tutaj najistotniejsze jest to, że to za pośrednictwem sekretariatu sprawa trafia do tego, a nie innego sędziego (a może on być przestępcą, co więcej, można się z nim nawet umówić, że telewizja przez Facebook dogada się co do "dodatkowego wynagrodzenia" za sprawę). W prokuraturze mieliśmy już przykład na to, że sekretariat to świetne miejsce dla nadużyć, a tu widzimy co? Szczególne zainteresowanie Piotrem Niżyńskim. Czyż trzeba jeszcze jakichś dowodów?... O złej woli sądów (ba, przestępczości ich ludzi) świadczy dla mnie już to, że gra tam tortura dźwiękowa, gdy ja jestem w okolicy. Tutaj zaś mamy dowód na matactwa najgorszego rzędu, "uwalanie" spraw, z czym spotykam się ciągle, bo wyroki ustalają spikerzy i jeszcze niemalże robią to przy mnie, mówiąc o tym wobec mnie, czasem wprost, a ostatnio (w ważniejszych sprawach) częściej wg taktyki (zaraz po wypowiedzi sami się do niej przyznają) "mówić na odwrót, żeby było, że nie jesteśmy skontaktowani". Tak czy inaczej ciągle mi mówią o korupcji, ciągle spotykam się z rażąco błędnymi orzeczeniami, a tu takie kwiatki! Przeciwko rażąco jasnym dowodom zaprezentowanym powyżej nie można wysuwać jakiegoś stanu kontentacji polityków typu Andrzej Duda, ich zadowolenia z sytuacji i zaufania czy to do mediów, czy do sądownictwa. Mamy tu twarde fakty, niestety urzędowo robione w sądach, wskazujące na to, że nie jestem tam zwykłą osobą, lecz kimś, przeciwko komu uporczywie gra w swoje gierki sam sąd. Od siebie dodam, że (z wyjątkiem spraw przeciwko komornikowi) zawsze ostatecznie sprawy sądowe jak dotąd przegrywałem, z wyjątkiem jednej o wykroczenie, którą wygrałem dzięki przedawnieniu. Proszę zresztą spojrzeć np. na powyższe akta. [Ktoś mógłby ewentualnie jeszcze próbować podnieść zarzut, że sądy normalnie przyznają sygnatury nie jakieś tam losowe, tylko po prostu kolejne, a więc można by osiągnąć pożądane numery za pomocą zasypywania sądu kolejnymi sprawami (identycznymi zapewne, bo nie mam aż tyle konfliktów, które potrzebuję rozwiązać), aż wreszcie któraś z nich będzie miała nr właściwy. Jednak łatwo się przekonać, że tak w moim przypadku nie jest. Jakby ktoś miał wątpliwości, niech dzwoni i próbuje zamówić akta o numerach sąsiednich. Panienki z Biura Obsługi Interesantów, swoją drogą też często agentki od monitoringu (a więc od świadomego pomagania w torturze z podsłuchem; zamieszani w to są nawet sędziowie), zapytają dla weryfikacji co najmniej o to, kto będzie przeglądać. Jeśli osoba niefigurująca w sprawie, jakiś Piotr Niżyński w sprawie zupełnie kogo innego, to akt zarezerwować do czytelni nie powinny.] To z sądów też ostatnio przyszły, pamiętajmy, informacje na temat "sprawy oskarżonego K.W., co to Piotra Niżyńskiego zaczął nielegalnie dotykać" (inicjały Karola Wojtyły, sprawa kojarząca się z pedofilią, proszę czytać o tym np. we wpisie "Zeznania i dowody", jest tam też odnośnik do szerszego omówienia problemu).

W świetle tego wszystkiego warto jeszcze wspomnieć o tym, że mają Państwo naprawdę szczęście — patrząc z punktu widzenia obywatelskiej dojrzałości i zainteresowania sprawami państwa — że da się o antyludzkim skorumpowaniu czy zepsuciu sądów jeszcze czytać w Internecie. Bardzo blisko jest już bowiem cenzura Internetu, odpowiedni art. 15f Ustawy o grach hazardowych (tekst jednolity) wejdzie w życie od 1. lipca; to Minister Finansów, wedle prawa, będzie odpowiedzialny za publikowanie listy domen internetowych, do których żaden Polak dostępu ma nie mieć. A zatem klosz ochronny pomiędzy Polakami a Internetem; choćbyśmy bardzo chcieli gdzieś się dostać, a serwer w Internecie jak najbardziej będzie (np. gdzieś za granicą), to teraz za sprawą naszych władz, naszego państwa po prostu, TO JUŻ MOŻE NIE BYĆ MOŻLIWE. [edit: Co to w ogóle za nadużycie władzy, wręcz swego rodzaju kradzież własności społecznej, że pojęcie "Internet" zaczerpnięte z działalności prywatnej (firmy telekomunikacyjne) oraz badawczej trafia do prawa! To trochę tak, jak pisać ustawę o jakiejś wybranej cudzej firmie. Zresztą dziś jest jeden Internet, jutro ta sieć może się rozpaść i może być niejasne, co tym Internetem jest; nie ma on przecież żadnego nru identyfikacyjnego, żadnego PESEL-u ani KRS (oczywiście na razie mniejsza z tym, ale pokazuje to, jak politycy wtryniają nos w nieswoje wynalazki i w życie prywatne Polaków).] Niektórzy może sobie myślą, że jesteśmy "Polaczki", naród małych ludzi, których trzeba chronić przed światem, bo jeszcze się zgorszą, a tym, kto nam będzie cenzurował i wytyczał szlaki dobre dla naszych umysłów, będzie Minister Finansów i jego ludzie np. z izb administracji skarbowej. Mniejsza już z tym, że takie kształtowanie obiegu informacji jest prawdopodobnie niekonstytucyjne, tzn. nie spełnia warunków ograniczania wolności obywatelskich wytyczonych w art. 31 ust. 3 Konstytucji (m. in. nie jest to sprawa porządku "publicznego" ani moralności "publicznej", gdyż chodzi tu raczej o spółki działające za granicą; równie dobrze Polacy w swych mieszkaniach mogliby z nimi korespondować np. SMS-ami czy, wg dawnych metod, nawet jakimś telegrafem czy pocztą) — jest to sprawa jak najbardziej prywatna, w którą Państwo nie powinno się wtrącać, gdyby szanowało prawo ludzi do prywatności, do zajmowania się w życiu prywatnym tym, co lubią. Nie jest takie wtrącanie się w Internet też konieczne dla ochrony zdrowia, takiej konieczności nigdy nie było i nadal jej nie ma, problem jest w dużej mierze przesadzony, a sprawa jest dobrowolna, pojęcie "choroby" i "zdrowia" w zakresie, w jakim dotyczy ulubionych rozrywek, jest wręcz poważnie naciągnięte. Ale przejdźmy do najpiękniejszego, czyli — abstrahując już od tego, czy jest legalna, a moim zdaniem najprawdopodobniej nie — do tego, co ta ustawa w praktyce może wprowadzić. Otóż od 1. lipca to, czy w (nowo kreowanym teraz) polskim okrojonym Internecie jakaś informacja będzie dostępna, zacznie zależeć od systemu prawnego, a to oznacza, że w praktyce od administratora sieci komputerowej ministerstwa. System prawny bowiem opiera się na świadkach, a wrażenie świadków odnośnie tego, co w Internecie "jest", zależy od funkcjonowania ich sieci komputerowych, to zaś zależy od ich technicznego zorganizowania, czyli od poszczególnych administratorów. Doświadczony administrator może w 2 minuty przekierować ruch z jednego tzw. adresu IP na inny adres IP, co będzie widoczne tylko dla ludzi włączonych w jego sieć (np. ludzi pracujących w budynku ministerstwa). Zamiast właściwej strony www może więc wyświetlać się zupełnie inna. Oczywiście nie zrobi tego człowiek porządny, przysłowiowy "katolik", co to przed sądem nie skłamie; jest to oczywiście wielkie świństwo, zwłaszcza wobec osób, które samotnie redagują coś w Internecie, ale może nawet wobec małych 2- czy 3-osobowych firemek. Jest natomiast wielki problem w udowodnieniu takiego matactwa. Nie wiadomo, czy w ogóle ono było, a jeśli nawet udowodni się, że tak, to nie wiadomo, kto je zrobił. Czy (1) administrator sieci lokalnej w ministerstwie, czy (2) admin z Telekomunikacji Polskiej, czy (3) admin z firmy zajmującej się łączami międzynarodowymi (typu np. słynnej Telii), czy wreszcie (4) admin dużej sieci (jak np. u nas Orange) np. niemieckiej, jeśli by serwer, na którym strona internetowa jest obsługiwana, stał np. w Niemczech, albo nawet (5) admin w serwerowni, w której przechowywany jest serwer obsługujący daną stronę www. Każda z tych możliwości wchodzi w grę i trudno doprawdy przeprowadzić wyczerpujące i satysfakcjonujące postępowanie dowodowe, zwłaszcza, że sądy administracyjne wykazały się np. wobec mnie bardzo złą wolą, orzekaniem skandalicznym (wmawianie mi, że moja skarga była o czym innym, po czym obalanie jej "na podstawie niepodważalnego orzecznictwa z lat 70-tych", co powtórzono wbrew mym protestom w kilku poszczególnych sprawach w WSA i analogicznie w NSA, gdzie jeden sędzia od drugiego kopiował te same bzdurne uzasadnienia, dlaczego mi sprawę odrzuca, zmieniając tylko 1-2 zdania), lekceważącym akademickie standardy (dwója by się na uczelni należała za rozumienie pojęcia "administracja publiczna"). A zatem administratorzy sieci komputerowych, np. tej w ministerstwie, mają często w rękach narzędzie, z pomocą którego można popełnić przestępstwo doskonałe, jeśli ktoś w ogóle dopatruje się w tym przestępstwa (oszustwo komputerowe? fałszywe zeznanie? być może może się obyć bez żadnego nawet...). Wyobraźmy sobie: administrator sieci chce kogoś w Internecie zniszczyć czy spróbować zniszczyć, co zrobi? Poprosi znajomego, by wysłał skargę do ministerstwa, że na jakiejś stronie internetowej jest hazard. Sam zaś przekieruje tę stronę internetową na jakąś z nielegalnym hazardem, dotychczas nie rozliczoną czy np. właśnie przygotowywaną do usunięcia. Następnie w ministerstwie znajdą się świadkowie: jeden świadek, drugi świadek, w zasadzie tyle, ile się chce, może się znaleźć, że faktycznie ta strona (np. www.nielegalnie.pl) zawiera jakiś nielegalny hazard. W efekcie zostanie wydana w imieniu ministra decyzja o jej ukryciu przed Polakami. A przekręt ten można zrobić kompletnie bezkarnie: nie udowodni się, kto był odpowiedzialny, prawdopodobnie nawet sąd uzna, że faktycznie na danej stronie internetowej był hazard (chyba, że ktoś ma naprawdę dobre dowody przeciwne). I to jest poziom polityczny, do którego doszliśmy! To jest plan PiS-u na bezpieczeństwo wolności Internetu! Wstyd, hańba, po prostu wstyd mi za wyborców PiS-u. I tyle. Proszę łaskawie przekazywać sobie informację o tym blogu (pamiętajmy też o przeglądarce internetowej www.torbrowser.org, która co do zasady jest odporna na próby cenzury), może wreszcie ktoś poważnie podejdzie do tego, o co ja prosiłem ponad 60 posłów opozycji, Rzecznika Praw Obywatelskich oraz Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, czyli do zwalczania tej złej ustawy. Także my wyborcy mamy coś do powiedzenia w tym temacie. Powinien teraz nastąpić bojkot PiS-u, wstrzymanie poparcia i nie powinno im zostać nawet 10% w sondażach, dopóki nie uderzą się w pierś i ustawy nie wycofają. Od braku poparcia powinni przecież zmięknąć.

Pamiętajmy wreszcie, że zły stan sądownictwa to nie powód, by bandyci je reformowali. Bandytą zaś byłby w polityce ten, kto byłby świadom istnienia opisywanego tu na blogu skandalu (w praktyce tak jest powszechnie), udawał może nawet, że go rozwiązuje, a mimo to by go nie omawiał publicznie (trzymając więc pokrzywdzonego w poniżeniu i bez powetowania mu tego poniżenia), lecz próbował jakoś cicho zakulisowo coś załatwiać (co? zamykanie spraw?). A zatem nie wierzmy w żadne obecne reformy. Najpierw wprowadzenie do mediów tematu o Piotrze Niżyńskim, nie mającego zresztą nic wspólnego z informacją niejawną (por. warunki wstępne istnienia "nieuprawnionego" ujawnienia, czyli braku wolności rozpowszechniania informacji, wytyczone w art. 31 ust. 3 Konstytucji) — dopiero później można licytować się w pomysłach na reformy.

Chciałbym tu też dodatkowo ostrzec przed wiarą w rzekome prawo do tajności (zresztą przykładowo temat radarów to co najwyżej sprawa poufna, "może zagrozić" realizacji zadań związanych z bezpieczeństwem, poufność dla zwykłych ludzi nie ma konsekwencji, a poza tym właściwie nawet w ogóle nie powinna być niejawna ze względu na potrzebę zagwarantowania demokratyzmu w ważnych tematach), ostrzec przed wiarą w takie prawo płynące jakoby z zupełnie arbitralnego stosowania klauzuli "dobre stosunki z innymi krajami" (a jest taka podstawa przewidziana w ustawie dla klauzul TAJNE, choć, oczywiście, ustawa dotyczy tylko informacji niejawnych i tutaj jest dopiero znak zapytania). Te dobre stosunki jest to, owszem, jakaś wartość, ale ponad nią są wymogi zawarte w art. 2 Konstytucji: to, że Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej. (To ostatnie we współczesnej praktyce oznacza konieczność realizowania sprawiedliwości i po prostu prawa, wdrażania ludzkich praw w społeczeństwie wraz z ogólnymi zasadami etycznymi bez żadnej dyskryminacji i stronniczości: "... And Justice For All", jak to kiedyś rzekła Metallica). Reguła bowiem z art. 2 Konstytucji jest prawem (ba, nawet czymś na stałe przypisanym do państwa w jego definicji), a zatem nie może od niej być wyjątku, jeśli nie ma go w prawie wyraźnie zdefiniowanego. Można, być może, wysługiwać się innym krajom poprzez utajnienia, ale tylko wtedy, gdy po pierwsze nie nosi to znamion pomocnictwa (ułatwiania popełniania przestępstwa) czy poplecznictwa (pomocy w uniknięciu odpowiedzialności karnej), a po drugie, gdy oprócz tej formalnej dopuszczalności w świetle ustaw — nie bycia więc czynem zabronionym — utajnienie jest wręcz prawnie KONIECZNE dla realizacji pewnych celów (inaczej mówiąc, jest przez nie implikowane): konkretna zasada na ten temat jest zawarta w art. 31 ust. 3 Konstytucji. Inaczej bowiem panuje wolność rozpowszechniania informacji (art. 54 ust. 1 Konstytucji), co wydaje się wykluczać zaklasyfikowanie czegoś jako "informacji niejawnej" (a to pierwszy warunek karalności mówienia o tym, obok drugiego: klauzuli "tajne" lub "ściśle tajne"). Pamiętajmy o tym i nie dajmy się zrobić w balona. Pojęcie prawnej konieczności zawiera w sobie przecież prawną dopuszczalność (a więc chyba też: niepopełnianie pomocnictwa czy chociaż usiłowania pomocnictwa), konieczność jest to nawet coś więcej niż to, że coś jest dopuszczalne. A nikt przecież chyba nie twierdzi, że powinno się rozliczyć przestępców (np. tak zwaną telewizję), a czołowego ich pomocnika nie (bo rzekomo on akurat "nie popełnił" czynu zabronionego, dokonując utajnienia i tym samym pomocnictwa); czy że np. wolno dopuścić do niszczenia państwa prawa w ten sposób, że politycy niejako w kółku usługiwania jeden drugiemu będą wzajemnie życzyć sobie od drugiego państwa krycia jakichś przestępstw czy nawet zbrodni (przykład: państwo A robi zbrodnię, państwo B życzy sobie, by była utajniona; innym razem państwo B popełnia zbrodnię, a utajnienia życzy sobie C, a w jeszcze innym przypadku zbrodnię organizują czołowi politycy C, a utajnienia życzy sobie czołowy polityk kraju A). Wszelkie takie niereprezentatywne teorie prawne i pomysły wydają się urągać art. 2 Konstytucji, co pozostawiam do przemyślenia. Nie żyjemy w świecie satrapów i jakichś chanatów, tylko w państwie, w którym politycy powinni być odpowiedzialni społecznie i przyzwoici, a podstawowych reguł działania państwa nie można w żadnych przypadkach przekreślać czy zaprzepaszczać chorymi utajnieniami; zaś w sprawach o charakterze kryminalnym odpowiedzialni powinni być wszyscy zamieszani, wydaje się to uzasadnione interesem sprawiedliwości. Pamiętajmy o jakże ważnym problemie pomocnictwa. Pomocnikiem jest ten, kto wiedząc, że ma nastąpić czy następuje przestępstwo ze strony innej osoby, swoim działaniem jej to ułatwia. A przecież łatwiej popełniać przestępstwo, gdy ma się u boku Policję, która będzie zgarniać tych, co szerzą informację o przestępstwie. A więc, jak mówił bodajże sam Kaczyński u progu szerzenia masowej przestępczości podsłuchowej w 2006-2007 (wtedy?), "nie może być takiej sytuacji, że prawo chroni przestępców".

Na koniec słowo o bardzo złej roli, roli grabarzy państwa prawa, w jaką wcielili się obecnie profesorowie prawa. Nie wynika to z ich przesyconej złą wolą postawy. W najgorszym razie profesorowie ci mają coś wspólnego z przestępczością remontową albo np. mają małżonka zamieszanego w monitoring, np. przedsiębiorcę. Często zaś w ogóle nie są przestępcami podsłuchowymi. Mimo to ich przymykanie oczu i OBOJĘTNOŚĆ dla problemu jest zabójcza dla demokratycznego i praworządnego charakteru państwa. Nie było od 20 lat żadnej normalnej afery w naszym kraju. Każda kolejna kojarząca się choćby z Polską afera to show zorganizowane "przez media" (to takie ogólnikowe określenie na interesy np. prawicy, papiestwa, nierzadko nawet uzgodnione z tymi, co to właśnie mają "skompromitować się"): show częściowo po to, by pokazać, że jeszcze funkcjonują, a częściowo po to, by osiągnąć jakiś cel polityczny. I tak, gdy pod koniec lat 90-tych były problemy z budżetem za czasów AWS i US, a partie te niezbyt je nagłaśniały, zrobiono z tego gigantyczny skandal, od którego obie te partie praktycznie upadły, za to... wypłynął na tym Tusk i Kaczyński, z jakichś posłów bardzo szacownej, ale jednak drugiej linii zrobili się czołowymi liderami polskiej prawicy, na razie opozycyjnej (ale to może dobrze, że opozycyjnej, SLD będzie miało czas się wypalić zanim przyjdzie epoka post-papieska). A przecież już chyba od dawna był w planach Kaczor-syn Rajmunda i Donald, polski liberał, który politykę zaczynał, gdy rodziła się III RP, a już wcześniej go chyba do tego szykowano (także i młodemu Kaczyńskiemu ojciec Rajmund tłumaczył, że może będzie w polityce miał swą ważną rolę). O prawdopodobnie watykańskich najgłębszych korzeniach kariery Donalda Tuska, które pojawiły się, gdy ten jeszcze się uczył, spekulowałem już tutaj na podstronie. A zatem tamta afera sprzed prawie 20 lat przydała się, była przy tym jeszcze w miarę normalna, ale odtąd już same pseudoafery. Afera Rywina była już w 2002 r. i wszyscy ją zlekceważyli. Dopiero później na siłę ją przepychano jako aferę w roku kolejnym, by dać prawicy dojść do koryta. Z kolei z zabójstwem Agnieszki Piotrowskiej w 2003 r. (patrz też przypis edit 2016-01-24 pod wpisem na tym blogu o poszlakach na zbrodnie ze stycznia 2016 r.; dziewczyna ze Starej Miłosnej, urodzona 1. stycznia, podrzucona zapewne z bazy PESEL do mego gimnazjum na Bemowie) wiązała się tzw. afera stara-chowicka z 2003: no cóż, może brakło jej miłości bliźniego, że nie powiedziała o podsłuchu pokrzywdzonemu, może o to ironicznemu sprawcy chodziło? Co ciekawe, Jan Paweł II sam przemówił w odpowiedni sposób w dniu, gdy zginęła, przywodząc na myśl jedyną rzecz, która mi się z nią kojarzyła, w słowach bardzo dziwnych i rzadkich (coś tam o szkaplerzu). A zatem świetny obieg informacji. W mediach kościelnych było też wtedy wiele innych poszlak. Przykładem innej afery zastępczej była z kolei w USA afera z Clintonem i Moniką Lewińską, o polskim nazwisku, w rzeczywistości chodziło tu pewnie o inne partnerstwo, bardziej polityczne, z pewnym znanym na całym świecie Polakiem, w każdym razie za rządów Clintona raz, że zginął Papała (w tym dniu Buzek załatwiał coś związanego z USA, były newsy; pamiętamy, gdzie przebywa wbrew polskim sądom niezagrożony w USA ekstradycją p. Mazur), dwa, że była katastrofa Egypt Air. To drugie może mniej znane (p. dopisek edit 2016-06-23 pod wpisem na blogu pt. "Zeznania i dowody" z czerwca 2016 r.), więc dobrze znany jest tylko rachunek (= "grzywna"), ang. bill (Clinton to może o jakichś kosmoludkach z innej planety, Clingonach ze Star Trek?...). W każdym razie pamiętamy dużo skandali zastępczych czy na siłę robionych. Jeszcze innym skandalem ironicznym i zastępczym był wielki hałas, jaki PO i Julia PITERA zrobili w 2007 r. w związku z dzieleniem stanowisk przez PiS i Samoobronę (rozmowy przedkoalicyjne), co nazwano "korupcją polityczną". Zupełnie niezrozumiałe i nawet głupawe, a jednak robiono z tego jakiś tam skandal. Po co? Chyba tylko po to, by (po filmie o tajemnicach Kościoła z 2006, "Kod Leonarda da Vinci") znowu "zwrócić uwagę" na to, że zaczyna się polityczne korumpowanie przedsiębiorców przez gminy. Przytoczyłem tu 5 skandali, z czego 2 były być może przesadzone, ale w każdym razie długofalowo patrząc przede wszystkim bardzo korzystne politycznie dla interesów mafii, natomiast pozostałe 3 (starachowicka, Levinsky, korupcja polityczna) wydawały się wręcz teatrzykiem kukiełkowym, nawet pewnie uzgodnionym z jego "sprawcami", z "czarnymi charakterami" tych skandali (celowa kompromitacja, o ile można tak powiedzieć)... PRAWDZIWYCH SKANDALI NATOMIAST NIE MA; A TO DLATEGO, ŻE POLITYCY NIE SĄ SAMOBÓJCAMI. Polityk może przyjść do swego kolesia i zaproponować przestępstwa, ale nawet wtedy nie wie, czy nie skończy źle. (Zaś gdy nie ma przestępstw, to i raczej nie ma dużych afer.) Przecież każdy, komu się coś takiego mówi, jutro może zwrócić się przeciwko oferentowi i po prostu zostać świadkiem, a w rozmowach 1 na 1 praktycznie nie będzie szansy na wygranie sprawy o pomówienie ze względu na to, że każdy dostarcza dowód na swą korzyść i brak jest dowodu pozwalającego sądowi rozstrzygnąć, że któraś ze stron twierdzi bezpodstawnie (pamiętajmy, pomówieniem jest oskarżenie bezpodstawne). Po prostu można skończyć w mediach jako aferał. Skoro tak jest w kontaktach z własnymi kolegami, to co dopiero w kontaktach z obcymi ludźmi, np. urzędnikami? A przecież urzędników (nawet w ministerstwach) bierze się bodajże z korpusu służby cywilnej, nie są to jacyś tam kolesie ministra. Krótko mówiąc: POLITYCY NIE SĄ SAMOBÓJCAMI, WIĘC PIERWSZĄ RZECZĄ, O KTÓREJ MYŚLĄ, ROBIĄC AFERĘ, JEST ZABEZPIECZENIE, BY NIE BYŁO ROZPRZESTRZENIANIA INFORMACJI O NIEJ. A prawną metodą do tego jest koncepcja tajności (sens słowa "klauzula" w tym kontekście jest zapewne wzorowany na wcześniejszym pojęciu klauzury, co wskazuje, kto tu był od początku istotnym beneficjentem; również we Włoszech kodeks karny z 1889 r. przewidywał do 3 lat więzienia za ujawnienie sekretu państwa związanego z jego bezpieczeństwem). Z pomocą klauzul mordowano ludzi i zabezpieczano te morderstwa przed rozliczeniem (niech zgadnę, może śmierci Papały również nie można rozliczyć? powstaje pytanie), robiono pewnie nawet masakry (jak pisała GW w przeddzień zamachów z 11. września, patrz link, pkt 51? "zastraszony i pobity mężczyzna", czyżby to o Michniku... wprawdzie chyba sam rozumiał, że gdyby tu jeszcze doszło faktycznie do "pobicia", tzn. skazania, to wtedy byłby skandal i sprawa w gazecie — to przecież właśnie pokazywał ten artykuł; więcej na ten temat przecieku w sprawie zamachów w dopisku 'edit 2017-04-03' pod poprzednim wpisem na blogu, tym z 15. grudnia o procesorach). I tutaj pojawiają się profesorowie prawa jako mimowolne może czarne charaktery; proszę mi pokazać szanowaną książkę prawną, w której potępia się czynienie informacji niejawnej z informacji o przestępstwie! Nie mówię tu o książkach zupełnie wyspecjalizowanych, dotyczących stricte tej tematyki informacji niejawnych (albo np. wolności prasy, ale przecież problem nie tylko prasy dotyczy), może są takie podręczniki tylko od tego, to tam ewentualnie jakieś zdanie może by się znalazło, choć pewnie też niekoniecznie. A pamiętajmy tu jeszcze, że sądy karne obecnie są na takim poziomie, że typowo na nic więcej się nie powołują niż na cytaty z tzw. komentarzy do Kodeksu karnego. A zatem to w tych książeczkach, komentarzach do KK, jeśli już, powinno być co nieco o tym wspomniane. Nie trzeba zresztą pisać kategorycznie, jeśli się nie jest pewnym, ale przecież sprawa zasługuje chyba chociaż na wzmiankę (np. "Wydaje się, że [...]")! To są tematy decydujące ze względu na praworządność polityki! Sprawa jest moim zdaniem bardzo prosta. Skoro przedmiotem informacji niejawnej miałoby być przestępstwo, to w takim razie szkodliwe np. dla bezpieczeństwa czy, ogólnie, niekorzystne z punktu widzenia interesów państwa musiałoby być wyjście na jaw informacji o przestępstwie. To jednak oznacza, że WYROK musiałby być niekorzystny z punktu widzenia interesów państwa, bo zgodnie z Konstytucją i całym działem prawa międzynarodowego (różnych umów) określanym zbiorczo "prawami człowieka" wyroki sądowe są jawne. Od takiej konkluzji nie da się uciec; jest (czy: może być) wyrok, jest ujawnienie informacji o przestępstwie; a więc i na odwrót: nie ma (lub nie powinno być) ujawnienia ("raz na zawsze i nieodwołalnie") informacji o przestępstwie — nie ma wyroku (lub, odpowiednio, nie powinno być wyroku). Jest to po prostu zasada rozumowania znana w logice jako modus tollens. Tym niemniej jednak sama w sobie jest ta ostatnia, rozstrzelonym drukiem napisana konkluzja absurdalna i bezwzględnie niedopuszczalna w świetle art. 2 Konstytucji, zwłaszcza tych jego ostatnich słów. A zatem z fałszywości wniosku należy sądzić o fałszywości przesłanki stwierdzającej, że informacja o przestępstwie może być informacją niejawną. Załatwia się w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu: wyklucza się zarówno "klauzulowe" pomocnictwo w przestępstwie (jeszcze niepopełnionym czy trwającym), jak i poplecznictwo, czyli udaremnianie postępowania karnego w sprawie przestępstwa już popełnionego. Zarazem nie trzeba tu popadać w subtelne logicznie wywody o dowodach nie wprost, o potencjalnym pomocnictwie; o istocie zasad sprawiedliwości społecznej w zestawieniu z postulowanymi (w tych innych dowodach) konsekwencjami nieujawniania jakiejś informacji dla efektywności śledztw; o solidarności międzyludzkiej i dyskryminacji społecznej. (Przytoczyłem tu dla porównania 3 alternatywne sposoby dowodzenia, że wg prawa nie może być informacji niejawnej w tym, że ktoś czy nawet Piotr Niżyński jest śledzony przestępczo przez telewizję. Poza tym wydaje się, że nie ma podstawy konstytucyjnej, by była tu wyłączona wolność rozpowszechniania informacji.) Te słowa o wyrokach są zatem dowodem dosyć prostym, a zarazem przekonującym; być może do tego nawiązywała sekretarka prokuratury (głos porównałem i naprawdę jest ten sam, co w końcówce nagrania, zwłaszcza momentami identyczność osoby jest wręcz oczywista), gdy na nagraniu było stuknięcie młotkiem i następująca po tym wypowiedź "Tutaj nie będzie tego na pewno!". (Poza tym tam zastępcą szefa prokuratury jest niejaka Maria PRASEK, budząca skojarzenia z wolnością prasy z art. 14 Konstytucji, a więc też: brakiem podstaw konstytucyjnych do jej wyłączenia. Co ciekawe, przecież wolność prasy jest zagwarantowana w rozdziale I, a nie II Konstytucji, a więc nie została zaklasyfikowana jako wolności i prawa człowieka — tylko one mogą być wyłączane w myśl art. 31 ust. 3, natomiast zasady ustrojowe Rzeczpospolitej raczej nie. Również i Andrzej Seremet, gdy w 2010-2011 r. rozmawiał o zreformowanej prokuraturze, nieco narzekał na brak podstaw konstytucyjnych jej "niezależności", a zatem może w podtekście jako trapiąca go myśl był także i ten temat.) — Powtórzmy na koniec jeszcze raz ten argument, dla lepszego zrozumienia: skoro na jakiś temat z kategorii "popełniane jest przestępstwo" zostaje założona klauzula, to oznacza to, że przez czas jej obowiązywania (a może być dowolnie długi) nie powinna wyjść na jaw informacja o przestępstwie (bo to zjawisko niekorzystne); ale to jest równoznaczne z twierdzeniem, że ("w miarę możliwości") nie powinno dojść do wyroku. Jest to skazywanie samego wyrokowania, w jego jedynej możliwej postaci przewidzianej przez Konstytucję i prawo międzynarodowe ("Wyroki sądowe są jawne" — z Konwencji o ochronie praw człowieka, "Wyrok ogłaszany jest publicznie" — art. 45 ust. 2 Konstytucji; na całym świecie praktykuje się tylko publiczne wymierzanie sprawiedliwości). A zatem konsekwencją jest zanegowanie urzeczywistniania przez państwo zasad sprawiedliwości społecznej, a więc prawa i reguły z art. 2 Konstytucji. (Jak mawiał Chrystus, "nie można służyć i Bogu, i mamonie"; ta druga, poprzez zestawienie ze stanem mediów, symbolizuje tu jakieś nieprawidłowe teorie, że informacja o przestępstwie, które już popełniono czy nadal się popełnia, powinna — ba, z punktu widzenia art. 31 ust. 3 Konstytucji trzeba by rzec nawet: musi — być ukrywana). I na koniec podkreślę: brak jakiejkolwiek wzmianki o problemie możliwego istnienia przestępczych klauzul w piśmiennictwie prawniczym prowadzi do tego, że ludzie boją się mówić i uważają to za ryzykowne, a na media nie ma wystarczającej presji (w tym ze strony wchodzącej na rynek konkurencji), co jest bardzo szkodliwe dla państwa prawa i jest przyczyną opłakanego stanu polityki od co najmniej ok. 11 lat, a w praktyce nawet od jeszcze dłuższego czasu. Zresztą bardzo pokrzywdzona przez państwo (właściwie jawnie) jest też moja matka, od 1992 r. uderzano w nią coraz mocniej (na początku drastycznie karano za wygadanie się wobec dzieci w sprawie niewidocznych "antenek na głowach", więcej na ten temat jest na podstronie o JP2, czyli tym naszym, za pozwoleniem, Józefie Piłsudskim drugim — zresztą odsyłam w tej sprawie też tutaj i do listy doborów po nazwisku).

(00:25)


15. grudnia 2016 r.

Producenci procesorów (lub płyt głównych komputerów) umieszczają w nich element umożliwiający włamania

I nie jest to problem marginalny, dotyczący jednej tylko osoby! Na to wskazuje podsumowanie mych dotychczasowych doświadczeń. Telewizyjna agresja na moje komputery stała się obecnie bardzo nasilona. Co rusz a to wysuwają tackę CD-ROM-u, a to podmieniają teksty wypisywane na konsoli (nieważne, czy windowsowej, czy linuksowej, czy FreeBSD) "w locie", zapewne podczas wywołania systemowego typu "zapis do pliku" (pisanie po ekranie-konsoli jest wewnętrznie obsługiwane przez system operacyjny podobnie, jak to do pliku), a to podrzucają plik o nazwie WYBORY (pardon, WYBURY tam akurat było; "WYBORY będą w sprawie" to standardowy, nie tak częsty wprawdzie tekst spikerów [tych, co mówią zmiksowaną dźwiękową torturę; spiker = operator podsłuchu w TV]), a to wszystko tak bezczelnie i bez względu na wiek i chwilowy stan komputera, system operacyjny, świeżość jego instalacji (ba, nawet podczas pracy instalatora potrafią się bawić tym na żywo, gdy ja nawet nie mam sterownika karty sieciowej), że sprawa staje się powoli oczywista. To nie jest wina żadnego programu ukrytego w komputerze, żadnego tzw. rootkita, choćby nawet rootkita w BIOS-ie zapisanego (czy raczej w UEFI, bo tak to się dziś już raczej nazywa). Kupiłem np. niedawno stary komputer w lombardzie, oczywiście wielokrotnie instalowałem na nim wszystko od zera -- nic nie pomaga. Nawet dosyć egzotyczny system operacyjny, jakim jest FreeBSD, zaraz padł ofiarą zdalnego ataku, mimo że nie był podłączony do sieci a nawet dopiero się instalował.

CHATA — NIGDY NIE JESTEŚ ZUPEŁNIE SAM
Nowy amerykański film w kinach...
Film producenta ŻYCIA PIJak dotąd dziwne problemy (wadliwe czy dokuczliwe zachowywanie się sprzętu, kompletnie nietypowe, np. zamrażający w jednym stanie i zaśnieżający się ekran co chwila itp., itp.) imały się wszystkich kupionych przeze mnie komputerów od 2014 r. (a mniej jawnie podobno nawet i wcześniej), a było ich trochę (kupowałem np. w Media Markcie, bez żadnego przygotowania, spontanicznie).

Najprawdopodobniejsze rozwiązanie zagadki?   [edit 2017-02-20: Koncepcja pierwotna, obecnie porzucona, bo to procesor:]   Chipset płyty głównej wraz może z jakimiś elementami zintegrowanymi płyty ma w sobie coś, co reaguje na fale w bardzo ściśle określonym paśmie, być może reaguje "na co innego" w każdym komputerze, dzięki czemu można je rozróżniać i "mówić" tylko do jednego. Za pomocą fal (zapewne komputer dostaje je w postaci cyfrowo zakodowanej, zabezpieczonej jakąś sumą kontrolną, i odbiera, tzn. jakikolwiek sygnał na swych wewnętrznych przewodach poddaje wąskopasmowemu filtrowaniu i wzmacnianiu) wydawane są komendy chwilowo wstrzymujące procesor (0 woltów na nóżce SMI# procesora?) i podające mu instrukcje do wykonania (może nóżka PREQ#), na to w każdym razie by wychodziło. Podkreślam, że tę funkcję zdaje się mieć każdy nowoczesny komputer ze względu na to, że zamieszani są producenci chipsetów.   [edit 2017-02-20: Przypuszczenie niebezpodstawne, bo istotnie chipset jakoś nie dostrzega i przepuszcza mimo blokady sygnały (SMI) aktywujące ww. tryb SMM, w który procesor przy okazji każdego włamania musiałby wchodzić; jednakże akurat ta druga, pozornie mniej prawdopodobna opcja, okazała się chyba prawdziwa – że problem jest jeszcze głębiej, w samym procesorze.]   Straszliwy skandal, jeśli się to udowodni niezbicie; daje to przecież nieograniczone możliwości zdalnego kontrolowania dowolnego komputera, skoro się już znajdzie jego częstotliwość. Naprawdę dotyczy to laptopów świeżo kupionych "z półki"! Być może tylko w Polsce, kto wie (standardowy tekst spikerów od paru miesięcy: "w tym kraju bardzo mi wstyd"), ale PROBLEM ISTNIEJE (zapewne od ok. połowy 2006 r. – początki ogólnego problemu masowej korupcji podsłuchowo-telewizyjnej, także w skali międzynarodowej, zarazem wejście do kin filmu "Kod Leonardo da Vinci" – a może to od czasu skandalu z nrami seryjnymi wbudowywanymi w Pentium III, A.D. 1999, z czego się jakoby wycofano)...   [edit 2017-02-20: Otóż w rzeczywistości raczej wina jest po stronie procesora i to właśnie od czasów Pentium III (w logo ta trójka jest w postaci trzech wykrzykników...) czy może nawet II, a wskazuje na to następująca rzucona ludowi aluzyjna poszlaka. rozwiń komentarz...]   [edit: Problem ten znają być może pracownicy serwisów sprzętu (a nawet podobno sklepów z elektroniką: nielegalni pracownicy zajmujący się podsłuchem podają nry sprzedanego sprzętu telewizji). Jeśli tak, to pomogliby bardzo podsyłając programik do sprawdzania nru seryjnego procesora (poprzez odnośnik "Napisz do autora, podziel się spostrzeżeniami" pod nagłówkiem bloga). Jeśli ktoś boi się namierzenia go po adresie IP, to możliwość taką wykluczy stosując np. przeglądarkę internetową Tor Browser (www.torproject.org).]   Pokaż dodatkowe wyjątkowo jasne poszlaki   [edit 2017-04-21: Jest niestety i gorsza hipoteza. To bardzo możliwe, że problem pojawił się już w procesorze 486... — rozwiń komentarz...]

Ten sam problem (i te same objawy w rodzaju np. [edit 2017-02-25: znajomości poczty zanim ją odbiorę albo] podmieniania tekstów wyświetlanych przez programiki, tych mianowicie tekstów, które powinny być przypadkowe, tj. zależeć od generatorów liczb losowych) dotyczy też serwerów we wszystkich profesjonalnych serwerowniach, z którymi się spotkałem (chyba nawet w tej z Iranu mi to zrobili). "Marka" nie ma tu nic do rzeczy, kolaborują wszyscy. Specjalnie dla telewizji sprawdza się zapewne "serię i numer" (w praktyce pewnie to jedna liczba) płyty głównej, co umożliwia jakąś zdalną kontrolę mych serwerów za pomocą nadawania fal. Jak by wynikało z mych doświadczeń rynkowych (różne supermarkety z elektroniką) zapewne wszelki sprzęt tam jest podatny, ale "przemawiać" (wprowadzać wrogie programy czy modyfikacje, jednym słowem tzw. "kod") telewizja musi do jednego, więc dobrze jest znać jego numer. W obu przypadkach (moje laptopy i moje serwery) nie widać nic przechodzącego przez kartę sieciową nawet przy ewidentnie na bieżąco, na okoliczność chwilowo zaistniałej sytuacji organizowanych atakach, co bardzo uprawdopodabnia wersję o kontrolowaniu komputera falami.   [edit 2017-02-22: Poza tym, w związku z problemem podglądania ekranu, obwijałem swój notebook siatką miedzianą tłumiącą promieniowanie o 80 dB na interesujących częstotliwościach, oczywiście pod warunkiem szczelnego obwinięcia. Po nałożeniu takiej otoczki z profesjonalnego materiału (nie pamiętam już, czy jednej, czy dwóch jej warstw) notebook nie zachowywał się już dziwnie, nie rozłączała mu się już raz po raz część klawiaturowa z ekranową (Acer SW5-012 to taki notebook z funkcją pracy tabletowej – można wyjmować z wyświetlacza prostopadłą do niego zwykle klawiaturę; z winy spikerów ta klawiaturowa część, m. in. z dodatkowym dyskiem twardym, często mi się z punktu widzenia systemu operacyjnego Windows odłączała, nawet w pewnych stałych momentach jakby wedle jakiejś żelaznej, choć niekiedy-rzadko nieprzestrzeganej, zasady). A zatem izolowanie się od promieniowania pomaga. Jednakże wystarczało wprowadzić dziurki w siatce na bolec zasilający, na kable USB, a problem powracał, nawet wtedy, gdy nie było połączenia z siecią WiFi.]   Kilka dni temu były też ataki na świeżo zainstalowany na mym laptopie system Ubuntu, na którym nawet nie było jeszcze sterownika karty sieciowej – również były to prawdopodobnie ataki na żywo. To zdalne falowe wpływanie na komputer (wykonywanie dowolnego kodu) możliwe jest zapewne dzięki nadajnikom radia i telewizji, które transmitują też pewne inne rzeczy dla światowych telewizji (np. dźwięk tortury czy, podobno, także sam podsłuch – do odkodowania przez operatorów komórkowych). Jest to praktycznie nikomu nieznany jeszcze problem, którego ja jednak doświadczałem bardzo namacalnie, konkretnie. Nie jest to natomiast chyba funkcja rzekomej "Kontroli operacyjnej", czyli popularnego w mafii telewizyjnej programu służącego w niej do przestępstw (organizowanych w bardzo wielu miejscach, nawet na stacjach metra): mianowicie do zdalnego podglądu mych ekranów komputerowych, tabletowych czy telefonicznych. Raczej nie jest ta funkcja w nim potrzebna, bo telewizja ma do dyspozycji po prostu sieć nadawczą EmiTela, tą, którą rozsyła swój sygnał cyfrowy na kraj. W każdym razie typowy szpieg wie zapewne, że ma podglądać ekran, natomiast nadawaniem kodu włamującego się do procesora zajmować się zdaje sama telewizja (wykazuje np. pewne utarte nawyki, których sami szpiedzy by zapewne z tak żelazną konsekwencją nie okazywali; przykład: rozłączanie części ekranowej z klawiaturową w Acerze SW5-011 i SW5-012 podczas korzystania przeze mnie z TrueCrypt i czasem w paru innych sytuacjach, praktycznie na pewno kontrolowane wolą spikerów -- oczywiście wszystkie te włamania są połączone ze szpiegowaniem mnie i potrafią zachodzić w rytm odpowiednich rzeczy, np. z ekranu wziętych, chociaż też ewidentnie jest element ludzkich interwencji, zmian na bieżąco, np. podmieniania napisów wyświetlanych przez moje programiki z losowych na, za każdym razem, dobrane jakoś przez spikerów). Największy skandal tkwi tu, powtórzę, w tym, że nie ja jeden jestem na takie ataki podatny, lecz co najmniej dziesiątki-setki tysięcy komputerów dla użytkowników domowych w Polsce, choć ogranicza się te ataki do mojego peceta zapewne dzięki doborowi adresata (płyta główna z konkretnym nrem seryjnym, jest to pewnie kodowane cyfrowo w jakichś pakietach). Winowajcą jest prezes Intela i skorumpowany właściciel? Coś nie pomaga blokowanie SMI w chipsecie (odpowiednim programem), a zwykłe tzw. przerwania IRQ trudno o takie efekty (istniejące niezależnie od systemu operacyjnego i jeszcze przed jego instalacją) nawet podejrzewać...

[edit 2016-12-17] UWAGA: Obecnie Allegro.pl i inne takie cenzorskie strony z ofertami z różnych dziedzin (typu np. Gumtree), na których już i tak od dawna nie można było swobodnie publikować ofert nieruchomości, ponieważ nie przechodziły [o ile nie chcecie Państwo iść do administratora lub pośrednika i zapisywać się do gangu telewizyjnego i uzyskiwać podsłuch w telefonie przez wybrany nr, montować w mieszkaniu instalacji radia podprogowego z telefonów komórkowych, a także ustawiać sąsiada, by udostępnił swe mieszkanie do celów podglądania ekranu komputera], mają (pozwalają na?) oferty sprzętu komputerowego praktycznie wyłącznie od pośredników w postaci jakiejś firmy. Taką firmą był np. ten lombard, od którego kupiłem komputer, a są takimi pośrednikami w ogóle te wszystkie firmy, które na Allegro komputery wystawiają (zwykle z opcją "Kup teraz", a nie przez licytację -- typowy "objaw", że rynek jest już jakoś regulowany przez fachowców... w ogóle nie widać licytacji, chęci sprzedania za wszelką cenę jak najszybciej, "od 1 zł", bo nie wie się, ile to może kosztować). Wnioskuję po prostu, że kto chce publikować oferty komputerów, procesorów, ten musi je najpierw testować, by w każdym przypadku poznać nr seryjny i w ten sposób zagwarantować wsparcie dla WŁAMAŃ telewizyjnych, bo oni zadzwonią. Inni zaś zapewne sprzedawcy okazali się "niedostatecznie zweryfikowani", za mało "wiarygodni", by wystawiać takie oferty (oczywiście te ustawienia decydujące, czy wszyscy mogą się ogłaszać, czy tylko ci wybrani przez Allegro, można zmieniać w każdej chwili, więc np. teraz może ta moderacja być wyłączona, a innego dnia, gdy mniej jest wizyt na blogu, włączona). Przykładem poszlaki na tę politykę Allegro wskazującej są liczne aukcje z tekstem "Sprzedam płytĘ głównĄ", z tak wpisanymi polskimi literkami na końcu: tu np. jedna (MSI K8N), tu druga (ASUS A8N-E) i trzecia (ASUS A8N-SLI) – tak im pewnie podpowiedziała TV, tylko to nie płyta winna (mnie taki sposób napisania słowa skojarzyć się musiał i tak zupełnie nieodparcie z procesorem i jego możliwą winą, mniejsza już z tym, dlaczego, ale to taka moja szczególna swoistość). Oczywiste, jak to rozumieć: produkt sam w sobie dobry (bo stary), ale na końcu został przerobiony dla współpracy z polską telewizją... Taką też miałem uprzednio koncepcję: że to płyty główne wyprodukowane po 2006 r. są przyczyną zamieszania, a potem może zaczęli stare modele ewentualnie wymieniać na poprawione. (Były i inne wskazówki: np. płyty wspierające tzw. coreboot, czyli akurat te szczególnie poszukiwane przeze mnie, sprzedawane są oczywiście tylko przez Kup Teraz, jak to zwykle bywa, ale i w dodatku z sugestywnymi tekstami typu (kliknijcie, by obejrzeć przykłady!) "100% OK, nie była modyfikowana, oddawana do naprawy itd." (opis) / "nie ma żadnych wad ukrytych, ani uszkodzeń" (cóż za trafienie w autentycznie realny problem!), z wymienieniem jako elementów "maskownicy" i kilku "śledzi" (proszę się wczytać w podteksty tych obu słów! o Gumtree jako o "piaskownicy TVP(?)" pisałem już 24/01/2015) – jest takie słowo, określenie, w odpowiednim znaczeniu w technice, ale przecież rzadko stosowane, a ja trafiłem na nie na różnych aukcjach aż kilka razy i to jeszcze w dodatku z żółtym trójkątem ostrzegawczym jako ilustracją aukcji – czy wreszcie z jakimiś odstępami przed kropką, co jest częstą oznaką korupcji telewizyjno-podsłuchowej, albo np. z aluzją do (przychylnej) opinii psychiatry Jaroszewskiego i także dra n. med. Brykalskiego na mój temat, tych z maja i czerwca 2016 r., które można przeczytać w poprzednim wpisie na blogu, bo opis zaczynał się w identyczny sposób: tam było "Dziś zgłosił się do mnie Piotr Niżyński", a tu w ofercie sprzedażowej: "Dziś mam do sprzedania Asus A8N", zaś sprzedawca okazał się być nie tylko z Olsztyna, ale nawet... z ulicy Warszawskiej (a ja jestem z Warszawy i stąd miałbym dojechać). Niekoniecznie była to firma (choć pewnie tak, bo inaczej czekałoby mnie dobrodziejstwo wejścia do mieszkania bez instalacji dźwiękowej, a tego się bardzo unika), konto przecież z małym obrotem i ilością komentarzy, ale raczej ustawiona sprawa. Inny przykład w stylu tego "100% OK, bez modyfikacji i napraw": "od nas nie otrzymasz płyty z uszkodzonymi kondensatorami! do sprzedaży wybieramy tylko najlepsze sztuki przetestowane wielogodzinnym testem!" – oto aukcja. W istocie sprzęt często po prostu przekazuje się wręcz do samego producenta w celu wprowadzenia sprzętowej podatności na włamania.) Również w sposobie, w jaki rozmawiali ze mną sprzedawcy z lombardów (po tym, jak pół godziny spikerzy właśnie na ten temat gadali na całą ulicę): "ale pan chce to kupić, ja mam to sprzedać, czy..." (w odpowiedzi na moje pytanie, jak długo leży produkt, na mą prośbę, by dali jakiś najbardziej porysowany/nieodświeżany itd.), później, że te laptopy (już nawet zeszli na wersję, że oba) nie mają ładowarki itd. – ewidentnie po prostu nie chcieli oszukać. Lombardy często reklamują swe laptopy przez Allegro (to może nawet główny sposób reklamy), więc to by się zgadzało. Po prostu sprzedaż elektroniki zeszła na psy takie, jak obrót nieruchomościami: ludzie biorą oferty od g**nianych mediów elektronicznych (tych wszystkich markowych), gdzie być może nie ma swobodnej publikacji ofert bez żadnej cenzury. Porównajcie tę sytuację ze schematem obrotu nieruchomościami. Nie jestem pewny, na ile masowy jest to problem, czy dotyczy całej Polski (a może i świata), czy np. tylko Warszawy. Ludzie, to kompromitacja, że się na coś takiego godzicie i nie bojkotujecie tych g**nianych kolorowych stronek dla dzieci z ogłoszeniami, gdzie wszystko jest kontrolowane przez cenzorów, tylko dalej z nich korzystacie. Przecież taka strona (np. z aukcjami), o ile cenzuruje oferty tak, by krzywdzono ludzi, jest to śmieć. Może zresztą to wina nie strony ogłoszeniowej, tylko sprzedawców, których korumpują czy po prostu wykupują pośrednicy obrotu (firmy handlowe), nie badałem tego w ogóle, relacjonuję tylko efekty mych prób (rzecz w tym, że tak czy owak nie powinny nawet przez jakiś czas widnieć licytacje "zdrowych" produktów, bo jeszcze bym się dodzwonił do oferenta; muszą one znikać bardzo szybko po udanym wystawieniu aukcji, jeśli w ogóle udało się to zrobić).

Z innych tematów: (1) sprawa działki z domem z instalacją dźwiękową czeka od kwietnia z powodów finansowych i prawnych, niby już w maju wierzyciele wycofali wniosek egzekucyjny wskutek spłaty, ale sprawa i tak wlecze się, a komornik robi wszystko, co może, by było źle i by musiały być zażalenia na jego sposób umarzania sprawy, (2) PiS szykuje cenzurowanie Internetu (prostacki, prymitywny atak na wolności demokratyczne, sprzeczny z konstytucyjnymi zasadami: neutralności światopoglądowej państwa [równe traktowanie osób przez władze publiczne] oraz wolności pozyskiwania i rozpowszechniania informacji, a nawet z zasadą państwa prawnego, bo z urzędników, czyli funkcjonariuszy publicznych, a może również i sędziów będzie się pewnie robić bandytów cenzurujących Internet, co stanowi przekroczenie uprawnień) – nie żeby oni mogli coś naprawdę z Internetu usuwać, ale przed Polakami treści mają być ukrywane za sprawą operatorów typu Neostrada, UPC (tzw. pisowska sprawa pornografii w Internecie [edit 2017-04-07: we wrześniu uchwalili to już pod pozorem walki z hazardem, art. 15f znowelizowanej Ustawy o grach hazardowej — Minister Finansów od 1. lipca będzie publikować wiążącą dla operatorów internetowych listę stron, do których dostęp ci mają blokować (koniecznie od lat to widmo "listy stron zakazanych" i blokowania dostępu do czegoś, co faktycznie w Internecie istnieje i dla 99,9% jego światowych użytkowników jest widoczne... tylko Polacy mają być gorsi, pod kloszem, oddzieleni od realnego świata, bo on zbyt szczery... strona jest, serwer zagraniczny rozpowszechnia informację, ale Polak wejść nie może, bo go od tego odgrodzą firmy telekomunikacyjne za sprawą państwa...) HAŃBA, wstyd mi za wyborców PiS-u, z drugiej strony kto z nich wiedział, że wybrana przez nich partia im taki kwiatek zgotuje! i to w kraju, w którym ponad 70% ludzi korzysta z Internetu i zapewne ceni sobie jego niezależność od politycznej kontroli]), (3) spikerzy [ci, co mówią i szepczą torturę dźwiękową] od paru tygodni przekonują mnie, że ma zostać zabita moja matka przez lekarza w szpitalu. Tak została już zabita moja ciocia, a może i babcia (kilka rzeczy na to wskazuje, m. in. samobójcza zapewne śmierć Glempa, poprzedzająca o 1 miesiąc abdykację papieża, a także sam spodziewany cel przyświecający zabójstwu cioci – przygotowanie tortury remontowej, która będzie obecna wszędzie – im się pewnie po prostu spieszyło, nie chciano czekać może nawet wiele wiele lat na rozpoczęcie akcji). Zleceniodawcą zabójstwa mej matki ma być podobno prymas (i papież, który nieraz powiadał – był swego czasu, rzędu rok temu, nawet taki stały temat – rzeczy w rodzaju "Kościół jest matką", "Jeśli obrazisz moją matkę, spodziewaj się ciosu" – cytaty dokładne ze słów papieża; wspomnę tu jeszcze o rozlepieniu całej Warszawy plakatami "Mamma Mia" [czyt.: "mija"] już od pół roku [Teatr... Roma; swoją drogą "Roma" to też nazwa firmy ochroniarskiej chroniącej warszawskie prokuratury, urzędy skarbowe], o sprawie Ewy Tylman, której imię pasuje do mej matki [a nazwisko powiada: "ten, co miał ją w..."]). Aż wstyd coś takiego publikować, ale niech będzie, że jako możliwą ewentualnością podzielę się tym ich wskazaniem. Prymas ponoć swego czasu stał już za sprawą zabójstwa Popiełuszki – w mediach to jest często mówione między wierszami, a nawet i tu na blogu, np. bodajże na liście z II dopisku pod wpisem z 2015 r. o Smoleńsku czy w ramach dopisku 'edit 2016-01-24' pod wpisem styczniowym o zbrodniach. Kto w ogóle jest przyczyną mej krzywdy? Odpowiedź zdaje się być ukryta w nazwiskach: był sobie ś.p. Wyszyński, symbol polskiego Kościoła, i jest Niżyński-Niczyński [aż 4 tropy ideowe (memy) wiązały postać tancerza Wacława Niżyńskiego, który zasłynął we wczesnym XX w. i ma swą ulicę w śródmieściu Warszawy, z filozofem Fryderykiem Nietzsche, oto te uderzające zbieżności – kliknij] (zauważmy, że "WYSZe" i "NIŻe" to rosyjskie przeciwieństwa przysłówkowe odpowiadające polskim "wyżej" i "niżej") – oto jest nadczłowiek, oto jest podczłowiek... Więcej o postaciach kolejnych prymasów jest w moim tekście o Janie Pawle II i genezie podsłuchu.   [edit 2017-01-15: Półoficjalny powód załatwienia podsłuchu przez, podobno, papieża i Glempa? rozwiń komentarz...]   Co ciekawe, ok. rok przed śmiercią babci chodziły mi po głowie – przecież słuszne może i teraz – myśli, by ją zabrać ze szpitala, starałem się trochę o to [w dniu mego pobytu szpital nie chciał się na to zgodzić, lekarz rozmawiał z nią, a w końcu przewieziono ją tegoż dnia do innego odległego szpitala: a zatem, jak widać, "zamieszałem" im, przejęli się], ale ostatecznie zlekceważyłem tę sprawę; nie podejrzewałem żadnej możliwości zabójstwa. Z ciocią w ogóle już sprawa jest jasna; jej śmierć nastąpiła 1 dzień przed obrabowaniem mnie przez Policję gwatemalską, świetnie wynikającym z zupełnie innych lokalnych dla mego pobytu w tym kraju spraw; i aż jeszcze 3 dni po jej pogrzebie zorganizowano Polsce (dowody – patrz np. II dopisek pod wpisem tu na blogu o Smoleńsku z 2015 r.) "katastrofę pod Sękocinem" (por.: program "Big Brother" w TVN), przepraszam, pod Szczekocinami... pod domem Wielkiego Brata ("domem Ojca" czy raczej matki, domem rodzinnym)?... Katastrofa pod domem rodzinnym – katastrofa w rodzinie, taki mógł być zamysł...   [edit 2017-04-20: Pewnie nawet nie tylko mnie to się tak skojarzyło. Znany operator internetowy z Tajlandii przybrał w czerwcu 2015 r. (czyli na samym początku pontyfikatu Niemca – Benedykta XVI) nazwę TOTBB.NET, brzmiącą jak "Tot Big Brother", gdzie "tot" to po (uwaga) niemiecku "martwy". Sami sprawdźcie dane o abonencie tej domeny; a to tam naprawdę wielki operator internetowy, porównywalny pod względem popularności np. z "Neostradą" Orange. "Martwy Big Brother"...]   A poza tym: mój brat teraz taki wielki, jakże potężnym się stał po dokonanym (zupełnie zbytecznym) ubezwłasnowolnieniu całkowitym mej normalnej, jak wszyscy słyszeli, matki... Zostawmy jednak te tematy, bo z wyjątkiem ciotki (której śmierci towarzyszyła wielka zakamuflowana wrzawa w mediach katolickich), do uczestnictwa w zabiciu której spikerzy konsekwentnie się przyznają (wskazali "doktorowi G." moment) – tak tak, doszedł teraz do władzy ten sam Ziobro! chyba rozumiecie, że w przypadku poważnego polityka nie sposób lekceważyć możliwości, że [ww. temat rzekomego "doktora-zabójcy"] to była prowokacja i demonstracja znajomości tematu wobec lekarza, a nie żadna "gówniarska" wpadka?... – trudno w sprawach tych o jakąkolwiek pewność, choć z uporem maniaka spikerzy powtarzają, że matka też ma zostać zabita, "NAPRAWDĘ". (W takiej sytuacji oczywiście nie pomogłyby jej żadne zmiany szpitala na inny, bo w każdym można by zorganizować przekręt z lekarzem lub nawet dostarczyć nowego lekarza lub wymusić zmianę jej szpitala – i dlatego najprawdopodobniej w żadnym nie byłaby bezpieczna.) Wróćmy więc do moich własnych spraw. Czym się ostatnio zajmuję? Zarabianiem, sprawami w sądach i prokuraturach, trochę działką, ale nie jej eksploracją (co godne odnotowania, ochrona Solid Security również, jak się okazuje, ma jakieś dziwne problemy typu "podczas włamania nie odbieram sygnałów, chociaż były i widać na centralce" – obsługa ich stacji monitorowania nic nie wie o kilku takich alarmach, a mam nadajnik radiowy z dużą anteną; pisałem już tu niegdyś w 2013 r. o skandalicznej obsłudze w firmie na J; do kompletu byłby Konsalnet, który bardzo intensywnie jeździł za mną, tj. pojawiał się w różnych miejscach obok mnie podczas pobytu na mieście, gdy z nim komunikowałem się i rozważałem zawarcie umowy). Sprawa w branży elektronicznej i ochroniarskiej [edit 2017-01-17: we włamaniach pomagają też producenci zamków, nawet zagraniczni (wypróbowałem w 2013 r. zamek niemiecki za tysiąc kilkaset zł), do dziś sobie z tym nie poradziłem] ma szansę być największą aferą tuż po sprawie samej telewizji i hoteli oraz po związanych z tym sprawach w polityce (m. in. bandytyzm w Policji, w Sejmie) i w mediach.

[Czytaj więcej o politycznej cenzurze Internetu]  

[edit 2016-12-18] Proszę czytać dalszą część bloga, a także rekomendować go innym. W poprzednim (następującym teraz) wpisie ["Zeznania i dowody" z 15. czerwca 2016 r.] wiele ważnych problemów, w tym zwrócenie uwagi na sfałszowanie wyborów, czyżby przez wszystkie główne partie (zmowa milczenia), a w dopiskach np. na to, że jest całkiem możliwe czy wręcz prawdopodobne, że Jan Paweł II był potajemnie zbrodniarzem przeciwko ludzkości w myśl prawa międzynarodowego (i polskiego), tzn. spowodował zorganizowane masowe zabójstwa grup ludności (pasażerowie samolotu, pasażerowie statku – razem setki osób). I wiele innych ciekawych problemów.

edit 2017-01-09: PiS wprowadził, a prezydent podpisał, nową ustawę, zgodnie z którą do rady nadzorczej Telewizji Polskiej (i innych spółek pod kontrolą państwa) będzie mógł się dostać tylko kandydat pozytywnie zaopiniowany przez rząd (Dz.U. 2016 poz. 2259, art. 45). Stworzono mianowicie jakąś "Radę do spraw spółek z udziałem Skarbu Państwa i państwowych osób prawnych", której członków powołuje premier oraz dwóch jego ministrów, i autentycznie bez jej zielonego światła nikt nie dostanie się do rady nadzorczej w spółce państwowej. Oto ta ustawa (kolejna na temat kontrolowania spółek kapitałowych przez państwo – wcześniej PO wprowadziła "Ustawę o kontroli niektórych inwestycji", która pozwala państwu decydować, kto może być właścicielem której spółki prywatnej). Kto tu jeszcze może mieć wątpliwości, że telewizja jest pisowska i rządowa...

edit 2017-01-19: Producenci zamków mają tyle wspólnego z producentami płyt głównych i całych komputerów, że (jak by wynikało z objaśnień wygłaszanych przez spikerów odnośnie mojej sytuacji) po pierwsze do każdego zamka i do każdego komputera jest pewien "klucz" (sprzętowy: mechaniczny, falowy...), po drugie firmy te są świetnie świadome, które klucze są odpowiednie dla produktów dostarczanych do poszczególnych dystrybutorów w poszczególnych dostawach. Dzięki temu mogą pomagać telewizji we włamaniach (albo nawet komu innemu niż telewizji, choć wprowadzono to dla tych spikerów).

edit 2017-01-25: Oto liczne poszlaki praktycznie przesądzające, że śmierć posła Wójcikowskiego w wypadku była zabójstwem (celowo wywołano mu poślizg) – w które zresztą podobno nawet pani premier była zamieszana (informacja od spikerów).   [rozwiń dopisek...]  —  Nie zachęcam jednak do popierania z tego powodu akurat listy Kukiza. W telewizji bandyci głośno wyrażają co najmniej "obawy" (podobno wiedzę pewną), że sam Kukiz był zamieszany w tę sprawę, bo inaczej w ogóle taki odpowiedni poseł nie znalazłby się w Sejmie. Nie oskarżam a tylko powtarzam, co się mówi.   edit 2017-02-23: Do listy ofiar dodałem 2 siostry zakonne, bo ich wypadek samochodowy, zwłaszcza zważywszy na czas (niedawno też Szydło miała wypadek, może sama sobie go zorganizowała?) i nazwę zakonu: "służki" (jak Chrystus nauczał o polityce? że ma być służbą – Mk 10:41), wydaje się bardzo podejrzany.

edit 2017-02-15: Wysłałem przedwczoraj po raz pierwszy od 4,5 roku skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie dotyczącej cywilnego postępowania sądowego, na którym straciłem bardzo duże pieniądze, a które było właściwie złodziejstwem sądowym. Proszę kliknąć link, aby zobaczyć szczegóły (jest i wideo z poczty – naprawdę jest taka skarga). Natomiast tutaj chciałbym omówić wygląd strony Trybunału z tych dni, bo jest on zupełnie kompromitujący (www.echr.coe.int; końcówka .int pokazuje, że chodzi tu o organizację międzynarodową). To dla myślących w zasadzie kompletny dowód na najgorszego sortu kolaboranctwo Strasburga — sugeruje on niemalże zupełnie niedwuznacznie, że także i sędziowie tego sądu siadają regularnie w słuchawkach do komputera obsługiwać bandycką "Kontrolę operacyjną". Już wyjaśniam:   [rozwiń dopisek...]   Tu jeszcze druga skarga do Strasburga, też pewnie nawet nie trafi do rozpoznania, lecz odpadnie w przedbiegach (rząd tłumaczący się w sprawie Niżyńskiego? to takie nieprzyzwoite...).    edit 2017-05-11: Na dowód korumpowania przez telewizję sędziów Trybunału (przelewy do banku od dealerów Bitcoin) wrzuciłem też na stronę, do której wiedzie powyższy odnośnik, zawiadomienie o nieprzyjęciu skargi do rozpoznania, jakie przyszło z Trybunału, odebrane wczoraj.  

edit 2017-03-05: Tak a propos obrazka, którym ktoś może próbował wprowadzać w błąd naród i odwodzić go od zasad państwa demokratycznego, w którym ważne dla praw człowieka tematy omawia się publicznie i są jawne (te zasady są chyba naczelne, ważniejsze od jakiejś tam "potrzeby podsłuchu"), chciałbym tu zauważyć, że z domu czy nawet innej nieruchomości (np. blaszanej hali) się w pełni szczelnej klatki Faradaya i tak nie zrobi – dla chcącego nic niemożliwego.   [rozwiń dopisek...]

edit 2017-03-21: Jakie to nowe bandyckie metody walki z wolnością mediów w temacie prześladowań politycznych, oprócz wspomnianej cenzury Internetu, a w zasadzie będące dla niej zapleczem prawnym, wprowadził właśnie PiS (z poparciem czy wręcz, oficjalnie rzecz biorąc, na życzenie Europy) — rzecz czeka obecnie już tylko na podpis prezydenta? Otóż wprowadził przepadek przedsiębiorstwa w postępowaniu karnym (tzn. w postępowaniu podjętym przez prokuraturę, jak wiadomo pod Ziobrę obecnie podlegającą) mimo tego, że nawet może nikogo konkretnego nie skazano, oraz bez możliwości szybko unieważniającej taki przepadek kasacji do Sądu Najwyższego. (Również nie ma szans przy czymś takim na łaskę od prezydenta, bo brak po prostu trybu do czegoś takiego, ustawa go nie wprowadza, a co do zasady prawo łaski jest o czym innym, więc byłoby to w zasadzie innego typu uprawnienie, choć podobne.) Również nie ma opcji wznowienia sprawy karnej w późniejszym terminie i wstrzymania w ten sposób wykonywania przepadku; trzeba wnosić pozew i przy tym liczyć się z tym, że sąd cywilny uzna ustalenia sądu karnego za objęte "powagą rzeczy osądzonej" (że przedsiębiorstwo służyło do przestępstw itd.), że pozew będzie rozpatrywany tylko co do np. kwoty odszkodowania za jakieś drobne błędy, ale niemożliwe będzie zatrzymanie zła. A przecież składnikiem przedsiębiorstwa mogą być także jego wierzytelności. Każdy prawnik rozumie, że gdzie jest umowa i jej strony (np. umowa o domenę internetową, np. adres internetowy portalu — wszystkie portale polskie zależą przecież od centralnego rejestru domen .pl), tam są zobowiązania, a gdzie jest zobowiązanie (np. do świadczenia obsługi domeny, jej istnienia w rejestrze itd.), tam jest wierzyciel i jest dłużnik — tak to się oficjalnie w Kodeksie cywilnym nazywa. A zatem przepadek przedsiębiorstwa mógłby też oznaczać np. przepadek jego nazwy domeny .pl, zresztą przepisy takie wprowadza się właśnie w całej Europie. "Świetne" warunki do biznesu internetowego: sędzia z Prokuratorem Generalnym muszą się zgadzać na istnienie twojego portalu, twoich mediów elektronicznych, muszą cię dopuścić do tego przywileju bycia właścicielem mediów. (Na szczęście nie dotyczy to projektów niekomercyjnych, bo nie mieszczą się w pojęciu "przedsiębiorstwa", ale zawsze mogą przyjść jakieś kolejne zmiany prawa, skoro się już raz weszło na teren, który powinien być dla państwa niedostępny.) Nikogo nie skażą, bo zresztą nie ma przestępstwa, ale biznes ukradną chętnie, jak me doświadczenie pokazuje ("złodziejstwa sądowe" znam dobrze jako ofiara). To zatem ukradkowa metoda walki z grożącą politykom ofensywą wolnych mediów internetowych takich, jak np. pewien właśnie opracowywany portal o ładnie brzmiącej króciutkiej nazwie. Postanowienie pojedynczego sędziego sądu rejonowego, a w sądach tych szaleje korupcja, ma wystarczać do orzeczenia przepadku/zniszczenia przedsiębiorstwa: to nic, że nie znaleziono sprawcy czy nie postawiono go przed sądem, że niezbyt ma możliwość obrony, że o przepadku orzeka się bodajże nawet na posiedzeniu ("sąd umarzając sprawę..." — sprawy karne to się umarza często na posiedzeniach), a jeśli nie ma wpisanego poprawnego adresu, to wręcz zupełnie niejawnie i bez możliwości obrony można stracić dorobek całego życia. Dlaczego?... Bo np. jakiś polityk-bandyta wyciągnie jakiś dokument z klauzulą (byle funkcjonariusz służby może sobie taki napisać; co ciekawe, prezydent lub premier nie). Nieważne, czy legalny. Szalejąca w sądach korupcja jest czymś tam nie tyle patologicznym, co obowiązkowym. Sędziowie muszą brać, a sprawy Niżyńskiego mają przegrywać, żeby... no, nie wiem, po co, żeby straszyć ludzi na przykład jakąś głupotą prawną (nielegalnie istniejącymi tajemnicami, na przykład, takimi, których wprowadzenie to akt pomocnictwa, czyli przestępczy i zabroniony przez prawo; pamiętajmy, że co do zasady konstytucyjnie przysługuje każdemu wolność rozpowszechniania informacji, czyli to rozpowszechnianie jest co do zasady uprawnione; jeśli ktoś do tego stopnia nie ma podstawy, by to było wyłączone, jeśli nie ma zaplecza konstytucyjnego i jego próby utajnienia są nie tyle realizacją zadania państwa, co po prostu przestępstwem, a tak jest być może w sytuacji niniejszej — kto nakłada klauzulę pomagającą w takim czy innym przestępstwie, sam jest przestępcą — to oczywiście tajemnica nie obowiązuje, a obowiązuje konstytucyjna, czyli nadrzędna, wolność rozpowszechniania informacji). W każdym razie prezesi sądów są obecnie tak poustawiani, że co mam jakąś sprawę w sądzie, to korumpują sędziów, telewizja im płaci, a kierownicy sekretariatów i sekretarki jeszcze ostentacyjnie ustawiają sprawy w taki sposób, że np. kolejne moje sprawy, odległe w czasie o najróżniejszy losowy czas, np. kilka miesięcy, mają numerki odległe o 1000 czy o 200 czy o 50, czyli zawsze okrągłe, nawet końcowe cyfry są w nich odpowiednio dobrane... Krótko mówiąc rozwiązanie prawne w postaci tzw. przepadku rozszerzonego, obejmujące przejmowanie przedsiębiorstwa wskutek sprawy wszczętej przez prokuratora — po prostu decyzją jednego sędziego podjętą na posiedzeniu, od której co najwyżej, jeśli się w ogóle o niej usłyszy i poczta dotrze, można złożyć zażalenie (w sądach okręgowych też jest bardzo źle), ale później już nie ma kasacji do Sądu Najwyższego, nie ma też wznowień postępowania (w ogólności to znany mechanizm, pozwalający w późniejszym czasie podjąć sprawę dawno zamkniętą, bo np. wyszły na jaw nowe okoliczności lub dlatego, że nie udało się brać udziału w poprzedniej; przy przepadku orzekanym przy umorzeniu sprawy wznowienia jednakże nie będą poszkodowanym takim działaniem przysługiwać, a co najwyżej mogą sobie pozywać państwo i czekać lata na ostateczny wyrok) — to wszystko jest rozwiązaniem wymierzonym właśnie w nowe media internetowe i w Piotra Niżyńskiego, jednym z planowanych elementów tego rozwiązania jest zapewne przejmowanie domen internetowych na zasadzie scedowania na rzecz Skarbu Państwa wierzytelności z umowy o domenę z instytutem badawczym "Naukowa i Akademicka Sieć Komputerowa", czyli administratorem rejestru domen .pl (notabene osoba jego kierownika zależy od ministra, są bodajże jakieś kolegia do wyboru tego kierownika, ale ostatecznie pewnie wszystko zależy od rządu i premiera, bodajże prawie w połowie jest tak wręcz oficjalnie, musiałbym spojrzeć na przepisy -- wynika to z uchwalonych za rządów PO nowelizacji i nowej ustawy o instytutach badawczych, wcześniej NASK był w ogóle tzw. jednostką badawczo-rozwojową wyodrębnioną z Uniwersytetu Warszawskiego, nie było pojęcia instytutu badawczego). Powtórzę, że system prawny "przepadku rozszerzonego" ma zostać wprowadzony w całej Europie (choć może nie na takich samych zasadach, jak u nas), a jako że miesza się w to przepisy dotyczące prania pieniędzy ("sprawca, który z popełnienia przestępstwa odniósł korzyść majątkową..." itp. i analogicznie "przedsiębiorstwo używane do popełniania przestępstwa"), to poparcia można spodziewać się nawet na kontynencie amerykańskim. A zatem na tego rodzaju bandytyzm stawia PiS. Powtórzę więc, żadna klauzula nie może legalnie obowiązywać, jeśli jej nałożenie jest przestępstwem pomocnictwa. A pamiętajmy, że wszyscy są równi wobec prawa, zaś organy państwowe muszą działać w granicach prawa (także więc w granicach zakreślonych przez prawo karne). Przestępstwo jest rażącym przykładem bezprawności, braku uprawnienia. Skoro jednak tajemnica, tajność, ściganie ujawniania jakiejś informacji itd. nie może legalnie istnieć, lecz — przeciwnie — tylko w drodze bezprawności; skoro jej wprowadzenie nie jest wyrazem jakiegoś zadania państwa, jakiegoś jego obowiązku, czegoś, co Rzeczpospolita czyni mocą Konstytucji, to brakuje prawnej przeciwwagi dla gwarancji z art. 54 Konstytucji, który głosi "Każdemu zapewnia się wolność (...) pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". Gdyby bowiem taka przeciwwaga była, powtórzę, to taki nałożyciel klauzuli nie byłby przestępcą, lecz działałby legalnie w realizacji swych uprawnień, ba, uprawnień wręcz z Konstytucji płynących. A przecież założyliśmy właśnie, że tak nie jest, że dana klauzula realizuje znamiona przestępstwa pomocnictwa (przestępstwo to oczywiście czyn zakazany, jak uczy Kodeks karny, a więc coś zakazanego przez prawo). A więc nie ma takiej przeciwwagi i obowiązuje wolność rozpowszechniania informacji. To zatem koniec dowodu. Mądrym ludziom to powinno wystarczyć. Jednakże pokusa ukradkowego wydania jakiegoś postanowienia — przez jeden sąd, potem np. poczta nie przyjdzie czy w ostateczności wyda takie postanowienie jeszcze drugi, bez możliwości spytania o zdanie Sądu Najwyższego — to bardzo kuszące dla polityków wyjście: sędziowie są przyzwyczajeni do upolitycznienia i zakulisowych machinacji, do telefonów z telewizji — to w Warszawie ich niemalże chleb powszedni, wszyscy się zresztą boją rozliczeń i to chętnie akceptują. Haniebne jest więc PiS-owskie rozwiązanie, jest to strzelanie z państwowej armaty do muchy, które nie tylko grozi, ale wręcz jest przerostem sądownictwa nad wolną gospodarką. Głębokie mieszanie się sądownictwa w przedsiębiorstwo, w jego kontrakty — w sytuacji, gdy nie popadło ono w upadłość, lecz przyczyny są zgoła publicznoprawne — jest w branży medialnej skandaliczne, a właśnie do tego furtkę otwiera rozwiązanie PiS-owskie. Natomiast w ogóle nie ma potrzeby, by ono istniało, z punktu widzenia zwalczania niepolitycznej przestępczości zorganizowanej w naszym kraju będącej autentycznym wrogiem państwa: jest ona słaba i pojawia się najczęściej w postaci drobnych grupek, kilkuosobowych najwyżej. Na kogo z tą armatą... Do pary ze zmianami w Kodeksie karnym (to zresztą cała seria, zobaczcie na np. te zmiany w Prawie o zgromadzeniach, którym możliwość problemów konstytucyjnych zarzucał Sąd Najwyższy), które chyba autentycznie planuje się jako oręż do walki z mymi firmami, wraz z kolegami z NASK-u, którzy chętnie ukradną np. firmom gdzieś daleko rezydującym, z siedzibą w Panamie (znam takie przypadki... później w sądach czeka się lata na wyrok i są problemy z najprostszymi rzeczami, w rodzaju uznanie pełnomocnictwa), ich domeny nawet bez podstawy prawnej — do pary z tym systemem przepadku rozszerzonego wchodzi planowana zmiana w przepisach wprowadzająca szczególne uregulowania dla spółek medialnych. Nie będą one mogły mieć właściciela w stu procentach zagranicznego albo przynajmniej będzie się to zwalczać. Zobaczymy, jaki kształt przybiorą te przepisy o mediach. Obecnie jest tak (nowo wprowadzany właśnie bandycki art. 45a § 2 Kodeksu karnego): jeśli sąd uzna, że przedsiębiorstwo służyło do popełniania przestępstw, to nic już więcej nie potrzeba do tego, by orzec jego przepadek (wystarczą mgliste domysły, niezbyt sprecyzowane w ustawie co do tego, skąd w ogóle mają się brać u sędziego takie domysły), mimo że nie złapano żadnych sprawców i nikogo nie oskarżono. Sąd uczyni to (zniszczenie firmy w obrocie prawno-gospodarczym) na wniosek prokuratora (czyli sprawa niemalże przynależy do śledztwa, jest jego zwieńczeniem), nie na żadnej rozprawie, lecz na tzw. posiedzeniu przy okazji umarzania sprawy (może jest to nawet posiedzenie niejawne, na które nikogo się nie wzywa, nie zawiadamia o terminie: ot po prostu pewnego dnia sędzia siada sobie i drukuje nawet samodzielnie postanowienie na drukarce, jeśli umie obsługiwać komputer, a jeśli nie, to wstukuje mu je do komputera protokolantka; w każdym razie zapewniam, że posiedzenie sądu to coś, na czym przede wszystkim ogłasza sąd swoje postanowienie, a np. nie przeprowadza się wtedy żadnych dowodów, nie przesłuchuje nikogo, często nawet nie ma tam czasu na wyjaśnianie jakichś okoliczności sprawy — udział kogokolwiek innego niż sędzia jest niekonieczny, a nawet zbędny, często są to swego rodzaju chwile dyktatu — a zatem zupełne przeciwieństwo rozprawy). Nie ma tu jakiejś kontradyktoryjności, jakiegoś udziału drugiej strony: tylko prokurator i sędzia. Oczywiste wykorzystanie tego to temat rzekomych i przede wszystkim bandyckich tajemnic państwowych, nieraz pewnie urojonych, bo łatwo takie plotki rozpowiadać w urzędzie skarbowym, by odstraszać, powołując się może na coś nieodpowiedniego. Przy organizowaniu przepadku gorsza sytuacja jest wtedy, gdy nie ma kontaktu z wpisanym w (np.) Krajowym Rejestrze Sądowym właścicielem, bo on jest gdzieś daleko, np. w Panamie. W takich sytuacjach nie wiadomo, jaka jest jego postawa, czy jest odpowiedzialny. Rozwiązanie (drugie obok upolitycznienia/korupcji), by już na pewno wygrywać w sądach? PiS właśnie zamierza wprowadzić, powtórzę, regulacje dla rynku mediów, takie, by media, które mają za duży udział zagraniczny, po prostu podlegały odebraniu udziałów i ich np. jakiejś licytacji na rynku. A zatem innego rodzaju złodziejstwo. Tak czy inaczej cel to zniszczyć markę i odebrać domenę internetową z użyciem systemu prawnego, mieszając w to jeszcze sądownictwo, żeby nie wyglądało to tak, że sam rząd z tobą walczy, sam tylko koalicjant Ziobro jako prokurator generalny (czy raczej jego ludzie, bo on się nawet nie wypowie). "Prawo z tym walczy", "pogrążyło go prawo", tak czy inaczej domeny internetowe itd. do kradzieży. To zatem, jak mi się zdaje, odpowiedź PiS-u na skandal. Pamiętajmy tu na koniec jeszcze, że oprócz wyjawiania tajemnic przestępstwami mogą też być np. pomówienia czy obraza. Nawet te drobne przestępstwa, choć ścigane z oskarżenia prywatnego, mogłyby być uznane za "stale" generujące zysk i za powód do przepadku przedsiębiorstwa prowadzącego prasę internetową, czyli przede wszystkim jego domeny internetowej (resztę da się raczej tak przechowywać, że jest poza zasięgiem, ale domena to punkt wrażliwy), może też serwerów. Podobnie np. przestępstwo obrazy uczuć religijnych; najlepiej w ogóle nie pisać o udziale liderów religijnych lub pisać mało, ale tak czy inaczej można spotkać się z zarzutem pomówienia np. w stosunku do polityków. Coś się przegrało, może nawet poczta nie dotarła powiadamiająca o tym lub np. nie znaleziono sprawcy, umorzono kolejną już sprawę (może po drodze zrobiono w aktach prokuratora z firmy wielką pralnię pieniędzy) i... przepadek przedsiębiorstwa. Tego typu rzeczy. Przede wszystkim zaś posługiwanie się przez polityków bandyckimi, ad hoc organizowanymi klauzulami dla zamykania ust prasie, tego bym się spodziewał oraz jakichś koncepcji typu "nacisk z zagranicy usprawiedliwia odejście od zasady państwa prawa, od zasady, że organy państwa działają w granicach prawa". (Przykładem nielegalnego zamykania ust prasie byłoby zakazywanie mi mówienia o mych doświadczeniach i inżynierskich wnioskach, a bądź co bądź mam wielkie doświadczenie w dziedzinie komputerów osobistych, ich wewnętrznej konstrukcji i programowania. Niby obowiązuje wolność publikowania wyników badań, a ci będą się starać zamykać usta prasie po bandycku, choć nie ma zupełnej sprzeczności konstytucyjnej wymuszającej takie odejście od wspomnianej tu powszechnie przysługującej wolności. Kraj będzie bronił swego terytorium, co to ma do rzeczy, jeśli nawet ktoś fałszywie może twierdzi, że USA za pewne prawdy głośno powiedziane nas nie będą lubić.) Rozszerzanie władzy wymiaru sprawiedliwości ma sens wtedy, gdy on dobrze funkcjonuje. Obecnie państwo jest bandyckie, co sprawa sądowa, to ją niesłusznie przegrywam, sędziowie i inni pracownicy sądu podobno podglądają ekran i mają go przechwytywać na miejscu oraz podsłuchują mnie i przyjmują korzyści majątkowe z przestępstwa (niewpłaconych podatków), mają też ustawiony wybrany nr w telefonach na podsłuch zamiast Policji, by prywatnie też podsłuchiwać nielegalnie, zaś sekretarki jeszcze się obnoszą z ustawianiem nrów teczek akt, tzw. sygnatur spraw, przydzielając akurat mi takie, że są od siebie w okrągłym odstępie liczbowym, np. 1000. Co sprawa, to — bez urazy, bo tak ostro tu tylko o orzeczeniach, nie o instytucjach — kompletnie nielegalne bzdury, nawet w Naczelnym Sądzie Administracyjnym, taka delikatnie mówiąc jest moja opinia, a zrozumienie, że jest słuszna, nie wymaga jakiejś "Wielkiej Wiedzy" prawniczej, bo o wszystkim zwykle powinny przesądzać teksty ustaw i samo tylko zwykłe proste rozumowanie. Gdy państwo ma np. bandyckie sądownictwo, wtedy nie robi się rozrostu jego potęgi tak, że jest hegemonem w gospodarce i ma wszelkie nowe media pod stopami, którymi je może miażdżyć. A PiS tak robi. PiS jest więc w mojej opinii wrogiem wolności w branży mediów i w ogóle wrogiem wolności Polski. Ciekawi mnie jeszcze, co z fundacjami zagranicznymi, w stosunku do których minister polski nie może nic zrobić (bo polskie fundacje może łatwo zgłosić do zarządu przymusowego). Pewnie potraktują je jak przedsiębiorstwo przynoszące zyski, chociaż to kłamstwo, ale może zmienią ustawę specjalnie dla mnie. Obserwujmy. Tu o szczególny przypadek konkretnej osoby chodzi. W normalnym kraju — i u nas tak było jak dotąd — sądy nie są tak ważne, prawo nie jest wszechobecne, więc bandytyzm we władzy sądowniczej tak nie doskwiera, choć teoretycznie to ona rozstrzyga o losach jednostek. Z treściami i sprawą obiegu informacji można np. schronić się przed nią do pewnego stopnia w Internecie, jeśli się umie, jeśli się nie robi naprawdę jakichś dużych burd, tak, iż czepialstwo byłoby przesadą. Teraz natomiast ma być procedura prawna do niszczenia tego. Hańba. Co jeszcze wymyślą? Już wymyślili jakąś tam pomoc przy ubezwłasnowolnieniu — jakieś zespoły ekspertów do orzekania w sprawach rodzinnych, np. ludzi z jakiegoś państwowego szpitala w ilości kilku... żeby była przeciwwaga dla dowodów podsądnego, np. pozyskanych przez niego zaświadczeń lekarskich (w tym temacie patrz edit 2016-07-09 pod poprzednim wpisem, tj. tym z 15. czerwca 2016 r. "Zeznania i dowody")... cóż za ukłony w stronę skryminalizowanego podobno sądownictwa, zamieszanego w skandal telewizyjny... Sami pomyślcie: dorobek całego życia, firma warta np. miliardy (jakieś np. Asseco Poland), a tymczasem jakieś jedno nawet orzeczenie wystawione (bez rozprawy rzecz jasna) przez złośliwego kierownika sądu czy sędziego, możliwe przecież do przeoczenia, ma powodować takiego dorobku życiowego przepadek (mimo, że nikogo nawet nie skazano za przestępstwo, a co dopiero publicznie skazano). Ciarki po plecach przechodzą nawet przy dobrze funkcjonującym sądownictwie, a co dopiero przy telewizyjno-mafijnym, ustawiającym co rusz orzeczenia ze spikerami... Jeszcze raz link do projektu ustawy, (żarliwie nawet pewnie) popieranej przez samą premier. Obecnie przepadek w sytuacjach, gdy właściciel sam nie jest oskarżony, a tylko zapewne godził się na przestępstwa (wystarczy domysł, zgadnięcie sądowe, co by było gdyby doszło do wyroku), ma dotyczyć tylko przedsiębiorstw osoby fizycznej, tzn. osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą (a nie np. osób prawnych: spółek z o. o. itp.), ale to kwestia najbliższej nowelizacji, zmiany ustawy już po jej wprowadzeniu: już jutro wszystko będą odbierać "na domysły", bez skazań, jednym czy dwoma postanowieniami sądu; nawet spółki kapitałowe. To, że autentycznie i całkiem na serio nadzieje mediów to "przepadek rozszerzony" ich konkurencji (tej ode mnie) zorganizowany przez prokuraturę z usłużnym sądem, nawet nielegalnie, pokazuje też fakt następujący. Gdy traciłem kontrakt w Indiach w sprawie maszyn offsetowych (to też prawda, że niezbyt mi się spieszyło, by go opłacić), producent napisał mi tak: "We are scrapping this project and forfeiting your advance payment to cover a part of our losses" (porzucamy [dosł. 'złomujemy'] ten projekt i dokonujemy przepadku twojej zaliczki, by pokryć część naszych strat). Jak jednak nazywa się od roku nowy właściciel TVN-u? Scripps Networks... Networks to może jakaś "sieć fikcyjnych podmiotów prawnych zamieszanych w generowanie zysku z przestępstw". Główny problem TVN-u to panująca kryminalizacja państwa i pewnie jego samego, więc oto być może odpowiedź (jeśli ktoś tego nie kojarzy ze mną, to niech uwzględni, że ma pierwsza firma, na której zresztą zarobiłem pierwszy milion, nazywała się HT Networks). Wróćmy jednak do rzeczy po tej dygresji o scrappowaniu i przepadkach indyjskich. Oprócz braku kasacji kolejny problem z wprowadzaną właśnie zmianą Kodeksu karnego to brak przepisów zapewniających jakąś ścieżkę realizacji prawa łaski prezydenta w odniesieniu do przedsiębiorstw. Być może ich zdaniem na pewno w ogóle nie ma miejsca na coś takiego. A więc znaczny przerost kompetencji sądów najniższych w hierarchii: rejonowych, okręgowych, z mojego doświadczenia wynika, że przeżartych korupcją. Do przepadku wystarczy, by sąd taki uznał jakieś przedsiębiorstwo za służące do popełniania przestępstw (przedsiębiorstwo to zbiór składników majątkowych służących do prowadzenia działalności gospodarczej, nie jest to tożsame z np. potocznym pojęciem "firma", to raczej np. spółka z o. o. czy posoba fizyczna posiada czy też prowadzi przedsiębiorstwo).   Tzw. "przepadek rozszerzony", wedle projektu ustawy, to PiS-owski i papieski sposób na kradzież domen internetowych (tzn. wierzytelności umownej), która nie będzie musiała mieć podtekstu politycznego, a także na kradzież innego mienia. Zamiast przejmowania domen pisze się "przepadek przedsiębiorstwa", ale to na jedno wyjdzie, bo przedsiębiorstwo to zbiór składników majątkowych służących do prowadzenia działalności gospodarczej. Wystarczy wytoczyć firmie jakieś przepełnione błędami prawnymi i niereprezentatywnymi teoriami prawnymi zarzuty naruszania prawa karnego. Na szczęście nie dotyczy to np. fundacji zagranicznych, ale cholera wie, co PiS wymyśli, może np. przepadek polskich składników majątku zagranicznych spółek medialnych działających także w Polsce?... Przecież pracują nad projektem ustawy regulującej rynek medialny. Przepadek przedsiębiorstwa jest w prawie karnym zbędny, bo ono co do zasady ściga czyny osób (czasem brak działania, czyli zaniechanie), a nie przedsiębiorstwa czy kapitały. Tymczasem teraz będzie sytuacja, że nie zarzucą nikomu nic, a i tak przepadek przedsiębiorstwa na wniosek prokuratury może zatwierdzić pojedynczy sędzia sądu np. rejonowego, może w dodatku jakiś świeżo upieczony, niedoświadczony, dający się "nabrać" na niereprezentatywne i błędne teorie prawne. Tylko od łaski takiego sądu rejonowego będzie zależeć, czy w ogóle będzie jakaś szansa odwoływania się, bo można np. źle wpisać cyferkę przy adresowaniu przesyłki i wtedy po ok. 3 tygodniach od jej nadania nie ma już możliwości zażalenia (2 awizowania + termin tygodniowy). Mechanizm przepadku rozszerzonego jest niedoskonały (otwiera pole do naruszeń) bądź sprzeczny z prawem człowieka do sądu na 2 sposoby: (1) uniemożliwia tzw. wznowienie postępowania (zapisano, że po orzeczeniu przepadku można już tylko występować z pozwem cywilnym, a zatem aż do prawomocnego rozstrzygnięcia go, co może potrwać półtora roku, jest się bezradnym), a więc nawet wtedy, gdy pojawiają się nowe okoliczności i dowody lub gdy osoba nie miała możliwości obrony swych praw, i tak uznanie przedsiębiorstwa za służące do popełniania przestępstw za zgodą właściciela zachowuje tzw. powagę rzeczy osądzonej (sądy mogą odwoływać się do tego jak do faktu już ustalonego i poza dyskusją), przede wszystkim tu problemem jest brak możliwości wznowienia postępowania; (2) co dużo ważniejsze: nie ma w takiej sprawie rozprawy, nie ma nawet oskarżonego ani możliwości bronienia się (tylko przez zażalenie, jeśli w ogóle dotrze informacja o postanowieniu sądu), a przecież wg orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu tylko wyjątkowe okoliczności mogą uzasadniać brak prawa do rozprawy przy rozstrzyganiu o czyichś prawach o charakterze cywilnym (i np. załatwianie sprawy zamiast tego na posiedzeniu; posiedzenia zaś w sprawie karnej są w zasadzie jedynie formą ogłoszenia czegoś gotowego przez sąd). Jak tu się bronić, skoro sąd wyda orzeczenie np. na posiedzeniu(!) umarzając sprawę, po prostu w odpowiedzi na wniosek prokuratora (tzn. jeszcze wczoraj sprawą zajmowała się prokuratura, może omijając nawet przesłuchania, bo uważała je za nieskuteczne)? W odróżnieniu od tego bardziej rozsądny i chyba znany już w prawie przepadek przy skazywaniu osoby, często na więzienie, właściwie pozbawiony jest ww. problemów, bo tylko za najlżejsze przestępstwa, które zwykle nie prowadziłyby do przepadku (np. nie ma prania pieniędzy), można skazywać w trybie zaocznym (sprawy, w których prowadzi się dochodzenie i postępowanie uproszczone), tzn. innymi słowy osoby zainteresowane generalnie w ciężkich przypadkach muszą być obecne — tymczasem tutaj wprowadza się inny przepadek, nie przy skazywaniu osoby, nie w toku rozpraw, lecz niejako na szybko skazuje się przedsiębiorstwo (jeśli ktoś to przeoczy, będzie nieobecny lub nie zdoła napisać w tydzień mądrego zażalenia to... ma pecha, w ogóle bez jego uczestnictwa na zasadzie 1 ogłoszenia-posiedzenia sądu sprawę załatwią). Jest to ponadto rozwiązanie zupełnie zbędne. Nie ma powodu przejmować przedsiębiorstw, gdy nikogo nie skazano. W dzisiejszej dobie radarów o charakterze radiolokacyjnym (widzą poszczególne rzeczy w swym zasięgu), które mogą łatwo podsłuchiwać najróżniejsze obiekty, a ściany nie są dla nich żadnymi przeszkodami, bez problemu można znaleźć winnego przestępstwa, jeśli się je popełnia: po co więc przyczepiać się do biznesu jako martwych składników majątkowych (zamiast ludzi), w tym do jego wierzytelności (tego, co się należy z umowy lub zobowiązania ustanowionego ustawą lub przez sąd)? Dlatego odpowiedni projekt ustawy uważajmy za hańbę PiS-u i jego oraz Europy (papieża?), potem może świata, sposób na przejmowanie domen internetowych pod płaszczykiem "normalnych" działań prawnych, "sprzątania" (bynajmniej nie w imieniu narodu; naród sprząta poprzez po prostu nieodwiedzanie danego portalu internetowego i to jest pełnia demokracji). Powinni do ustawy wprowadzić, że tego nie wolno stosować przeciw mediom, PRASIE, ale i tak łatwo byłoby to później z prawa usunąć drobną zmianą: lepiej w ogóle nie otwierać puszki Pandory i się do niej nie przyzwyczajać, wchodzić na tak zły teren jak przepadki przedsiębiorstw, swobodne plądrowanie gospodarki przez sędziów. Żadne ustne zapewnienia poselskie nie mogą tu problemu zlikwidować, bo jest on w rękach władzy sądowniczej, przeżartej zresztą (bez cienia wątpliwości) wg mego doświadczenia korupcją. Nie wierzmy w jakieś polubowne rozwiązanie tego problemu, w którym mimo to ustawa jednak wchodzi, bo mass media ani nawet sądownictwo (w praktyce jego pojedynczy przedstawiciele, którzy nawet pewnie nie będą mieli okazji na coś wpłynąć) nie są po prostu wiarygodne i bezpieczeństwa wolności prasy nie zapewniają. Tu przecież idzie o ich własne być albo nie być, o ich własne wyroki więzienia, poczynając od kierowników — wielkich magnatów medialnych. Tych pewnie lekka kara nie spotka, a potencjalnie może to być nawet do 25 lat więzienia zależnie oczywiście od stanu faktycznego.   Pismo Święte dobrze się wyrażało o osobach pokroju takich parlamentarzystów czy sędziów, którzy chcą uczestniczyć w skandalicznej walce z wolnością prasy (a pewnie są zapisani do podsłuchu przez numer wybrany i nie płacą podatku od dochodów osobistych zarobionych na stanowiskach państwowych, obsługują też program "Kontrola Operacyjna"; pamiętajmy, telewizja ich wszystkich ma pod telefonem, w tym prezesów sądów). "Strzeżcie się uczonych w Piśmie. Z upodobaniem chodzą oni w powłóczystych szatach, lubią pozdrowienia na rynku, pierwsze krzesła w synagogach i zaszczytne miejsca na ucztach. Objadają domy wdów i dla pozoru odprawiają długie modlitwy. Ci tym surowszy dostaną wyrok" (Mk 12:38-40).  |  edit: Wrócę tu jeszcze do wspomnianego problemu nielegalnych utajnień, bo może nie każdy zrozumiał, dlaczego miałaby nie obowiązywać tzw. tajemnica państwowa (pojęcie obecnie raczej nieprawnicze) osłaniająca pewne mające miejsce lub nierozliczone przestępstwo w państwie; krótko mówiąc, dlaczego to, że utajnienie jest pomocnictwem (czy też poplecznictwem) w przestępstwie, a więc samo jest przestępstwem, wykluczać miałoby dalsze egzekwowanie tak powstałej tajemnicy. Za punkt wyjścia (jeden z możliwych, bo pewnie da się i inaczej tego dowodzić) mógłbym tu podać przepisy Konstytucji. Konstytucja obecna ma w sobie trochę sprzeczności, ale nie jest to zarzut przeciwko niej. Właściwie w bardzo wielu ustawach są "sprzeczności" wewnętrzne, patrząc na dosłowne znaczenie ich zdań, ale to w żaden sposób nie jest przeciwko nim zarzut. Istotą "sprzeczności" jest to, że pewne dwie rzeczy nie mogą naraz być prawdziwe; jedna (ze swej definicji) wyklucza zajście drugiej, a druga pierwszej. W prawie sprzeczności rozwiązuje się w ten sposób, że za na pewno (zawsze) obowiązujący uznaje się ten przepis, który jest mniej ogólny (na zasadzie wyjątku, lex specialis), podczas gdy ten ogólny może mu czasem ustępować miejsca. Co to oznacza w praktyce? Gdy Konstytucja podaje, w art. 54, że każdemu zapewnia się wolność rozpowszechniania informacji (innymi słowy: swoboda rozpowszechniania informacji, prawo do swobodnego rozpowszechniania informacji), to jest to przepis ogólny, który byłby stosowany zawsze, bo z Konstytucją żadna ustawa ani nawet zarządzenie wykonawcze czy, dajmy na to, jakaś klauzula, jakieś postępowanie organów ścigania, sprzeczne być nie może, bo stałoby się przez to nielegalne. Jednakże gdy Konstytucja powiada też (art. 5): "Rzeczpospolita Polska strzeże niepodległości i nienaruszalności swojego terytorium", "zapewnia ... bezpieczeństwo obywateli", to również powstają przez to pewne zasady, które w teorii nie powinny nigdy być naruszone. W ten sposób powstaje sprzeczność, bo nie może być tak, że wszelkie informacje da się zupełnie bez ograniczeń rozpowszechniać, jak by sugerował art. 54, bo wtedy np. upadłaby obronność kraju ze względu na to, że nie może on potajemnie gromadzić informacji o innych państwach, w tym zwłaszcza swych sąsiadach. Przecież bez skutecznego wywiadu trudno o wygraną wojnę. Kwestie informacyjne potrafią być kluczowe, zwłaszcza, gdy ma się ograniczone siły, a któż jest hegemonem zdolnym obronić się ze wszystkich stron? A zatem obronność, wyrażona w przywołanym art. 5, wymusza istnienie pewnych tajemnic państwowych, dotyczących wywiadu, a więc minimalnie zawęża wolność rozpowszechniania informacji z art. 54. Kolejny przykład: zapewnianie bezpieczeństwa obywateli. W praktyce zajmuje się tym Policja, a narzędziem, by było bezpiecznie, jest prawo karne. Ono odstrasza i wychowuje. Nie ma jednak skutecznego prawa karnego bez skutecznych postępowań karnych, a te wymagają tajemnicy śledztwa. Gdyby media mogły wszem i wobec rozgłaszać wszystko z akt, bo w ogóle akta śledztw byłyby jawne dla każdego i rozpowszechnianie faktów nie byłoby zakazane pod karą za przestępstwo, to Rzeczpospolita Polska nie mogłaby realizować swego kolejnego przykładowego zadania z art. 5. Zadania takie zresztą mogą być rozsiane po całej Konstytucji. A zatem standardem jest, że każdy ma prawo rozpowszechniać wszelkie informacje i żadna klauzula tajności mu tego nie może zabronić, jednakże jeśli można znaleźć podstawę w Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, która takiej tajności wymaga, bo inaczej po prostu nie byłby zrealizowany pewien artykuł Konstytucji (po prostu jest on nie do pogodzenia z rozpowszechnianiem pewnych informacji), to utajnienie jest dopuszczalne i w tym zakresie wolność rozpowszechniania informacji nie jest przez Konstytucję przyznana. PRZEJDŹMY TERAZ DO WNIOSKÓW. Jeżeli jakiś prezes sądu, premier czy naczelnik urzędu skarbowego utajnia pewną rzecz, popełniając przy tym zarazem przestępstwo pomocnictwa w cudzym przestępstwie, jakie by ono nie było, to działa nielegalnie. Popełnia czyn zakazany przez ustawę karną (przestępstwo i czyn zakazany to pokrewne pojęcia w prawie), a przed prawem każdy jest równy, Rzeczpospolita Polska jest państwem prawnym (tzn. musi postępować wg prawa), zaś władze publiczne muszą działać w granicach prawa. To są tezy z Konstytucji. Żeby tajemnica legalnie obowiązywała, rok za rokiem, dekada za dekadą, żeby krótko mówiąc trwała, to musi być oczywiście wyłączona w danym zakresie wolność rozpowszechniania informacji. A zatem musiałby taki utajniający coś funkcjonariusz realizować jakieś zadanie konstytucyjne państwa (z którego potrzeba takiego utajnienia koniecznie wynika, inaczej byłoby niewypełnione), a zatem jakiś państwowy obowiązek, będący wobec tego też oczywiście prawem państwa do czegoś, bo skoro się coś musi robić, to się to również w szczególności robić może (wolno to robić). Tymczasem jednak mamy tu w założeniu, bardzo słusznym zresztą w wielu przypadkach podejrzanych tajemnic, że funkcjonariusz utajniający jakieś dane popełnił przestępstwo pomocnictwa, czyli zadziałał nielegalnie. To założenie wyklucza to, co wywnioskowano jako konieczne dwa zdania temu: istnienie państwowego obowiązku konstytucyjnego. A zatem nie może być wyłączona wolność rozpowszechniania informacji, skoro doszło do pomocnictwa. I odwrotnie: gdyby funkcjonariusz, np. z WSI, utajniając coś realizował tylko po prostu Konstytucję, co w praktyce jest absurdem w przypadku licznych skandali, to nie popełniłby przestępstwa; skoro jednak mamy dowody na to, że popełnił czyn zabroniony (sąd może to dostrzec, że coś jest w każdym razie czynem zabronionym, mianowicie takie nadawanie klauzuli), to w konsekwencji NIE realizowano zadań i obowiązków Konstytucji, a więc NIE może być wyłączona przewidziana w niej wolność rozpowszechniania informacji. A pamiętajmy, Konstytucja to też zwykła ustawa, którą stosuje się bezpośrednio (mówi się: ustawa zasadnicza): to nie jest coś, z czym porównuje się tylko inne ustawy, by stwierdzić ich dopuszczalność, lecz litera Konstytucji sama jest od razu też obowiązującym prawem. Można tu pójść jeszcze dalej, wyciągając wnioski na poziomie ustaw zwykłych (choć wystarczy sama niekonstytucyjność państwowego ścigania). Skoro każdy ma wolność rozpowszechniania informacji w danym temacie, tj.: państwo nie stwarza przeszkód (ograniczeń, różnych problemów powstrzymujących takie działanie) dla wspomnianego rozpowszechniania, to jest do niego uprawniony. Wolność po prostu. Ma się prawo, nikt za to nie zamknie w więzieniu, nie ukradnie domeny internetowej, nie zabierze składników majątku firmy do tego służących. Tymczasem art. 265 § 1 Kodeksu karnego, który wprowadza i definiuje karalność ujawnienia informacji tajnych, brzmi tak oto: "Kto ujawnia lub wbrew przepisom ustawy wykorzystuje informacje niejawne o klauzuli 'tajne' lub 'ściśle tajne', podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5". Oczywiście dotyczy on tylko informacji niejawnych, te zaś są zdefiniowane w Ustawie o ochronie informacji niejawnych, definicja jest w podstawowym zakresie następująca: "informacje, których nieuprawnione ujawnienie spowodowałoby lub mogłoby spowodować szkody dla Rzeczypospolitej Polskiej albo byłoby z punktu widzenia jej interesów niekorzystne" (założenie: wolno ją ujawniać co najwyżej niektórym; wrogiem, czymś niekorzystnym jest jej ujawnianie niekontrolowane). Skoro jednak każdemu w danym temacie przysługuje wolność rozpowszechniania informacji, ma on prawo je rozpowszechniać bezkarnie, bez przeszkód ze strony państwa, to każde rozpowszechnianie informacji w takim założonym tutaj temacie jest uprawnione (prawem przewidziane i chronione). A zatem w ogóle wtedy nie istnieje problem czy przypadek "nieuprawnionego ujawnienia" informacji. To tym bardziej daje podstawy, by uważać daną informację za pozbawioną cech informacji niejawnej. A w każdym razie mocą Konstytucji nic nie można zrobić za jej ujawnianie, choćby nie wiem ile klauzul nałożyli różni ludzie np. z WSI. Poza tym polecam np. ten cytat z Sądu Najwyższego (sprawa V KK 117/16, ostatni akapit na stronie 4), będący w sumie powtarzaniem tego, co i tak każdy wie i wiedział: "Co należy rozumieć pod pojęciem 'okoliczności wyłączające bezprawność', ustawa wprost nie wyjaśnia, niemniej w nauce prawa wskazuje się na takie okoliczności, przy których czyn wypełniający znamiona przestępstwa nie jest jednak w rzeczywistości przestępstwem (...). Okoliczności takie w orzecznictwie i literaturze prawniczej nazywa się 'kontratypami'; mogą być one zarówno ustawowe, jak i pozaustawowe. Do tych drugich zalicza się działanie w granicach uprawnień (...). W piśmiennictwie prawniczym nie jest to w żaden sposób podważane". Nie odkryto tu nic nowego, problem jest znany w nauce. Albo się ma do czegoś prawo, albo się nie ma i tylko wtedy może to coś być przestępstwem. A zatem górą Konstytucja, a pogróżki władz państwowych w sprawach, w których można zaskarżać wyrok aż do Sądu Najwyższego, proponuję mieć w nosie. Trudno tam tak kłamać w żywe oczy i uniknąć przy tym jawnej kompromitacji i bardzo surowego wyroku dla siebie w przyszłości. Zresztą gdy byłem kiedyś w SN, nie pierwszy już raz, przyszedł obok jakiś młody sędzia (są oni ubrani w niebieskie marynarki) i rzekł (chyba do mnie, bo z nikim wtedy raczej nie rozmawiał): "Będzie komisja!". Komisja się kojarzy raczej z jawnością. A zatem byłby to drugi sojusznik obok prokuratury. Także i w sądzie na Czerniakowskiej 100 jakaś pracownica z parteru, z hali obsługi interesantów chodziła i mówiła "tak, sędziowie mają telefony do podsłuchiwania, ...", w każdym razie ujawniała sprawę bardzo przykładnie. Powinno to czytelnikom dawać do myślenia. Tymczasem zaś PiS powinien zejść ze sceny politycznej za krzywdę, którą wyrządził Polsce, w postaci przepisów o przepadku rozszerzonym, właśnie uchwalanych. A zatem w każdym razie wyjaśniłem tu, jak mniemam, dostatecznie problem legalności lub nie obowiązywania i egzekwowania klauzul utajniających. Inna sprawa, czy wie to i rozumie byle sędzia sądu rejonowego, może świeżo upieczony i niezbyt wyedukowany, który zna tylko stanowisko jednej strony: prokuratury i przed którym nie ma się prawa do obrony, bo o przepadku przedsiębiorstwa orzeka on nawet na posiedzeniu bez rozpraw (przy okazji umorzenia) i nawet bez dowodu na jakieś przestępstwo konkretnej osoby. Strasznie haniebne i bandyckie są te nowe przepisy (w swym zamierzeniu), które trafiły już do Senatu, a trafić też mają do prezydenta. To istny zamach na wolność i polityczną niezależność prasy, choć i tak raczej się on nie uda. Są inne kraje i inne domeny niż .pl. Dodałbym tu jeszcze, że PiS wprowadza także nową ustawę, która zmieni postać bardzo ważnego organu państwa, który zajmuje się wyborem sędziów do sądów (a więc w praktyce dopuszczaniem do zawodu, powołanie przez prezydenta to zwykle formalność). Sędziów-członków Krajowej Rady Sądownictwa będą teraz wybierać tylko sami politycy (z Sejmu, Senatu, z ramienia prezydenta, być może też jacyś wytypowani przez prezesów sądów, ale prezesi sądów są z kolei wybierani przez Ministra Sprawiedliwości i mają sporo na sumieniu, więc z mafią w telewizji jest im po drodze, a z wolnymi mediami nie). Wybór osób do Rady, decydującej o składzie osobowym sądów, będzie pewnie znając życie konsultowany z listą nielegalnych agentów z programu "Kontrola Operacyjna".  |  edit: Kolejnego prawie że dowodu na to, że wprowadzany właśnie mechanizm przepadku przedsiębiorstwa na postanowienie sędziego — wystawiane mimo tego, że nikomu nie udowodniono przestępstwa — ma na celu walkę z działalnością Piotra Niżyńskiego na rynku mediów, dostarcza zestawienie nazwy tego biznesu (nawet jeszcze nie rozkręconego) z nazwą szykowanych zmian w prawie. XP.PL (i XP.PL sp. z o. o.: prezesem jest Piotr Niżyński) to skrót od ang. eXtended Politics, czyli Rozszerzona Polityka (w skrócie RP, kojarzy się to też z Rzeczpospolitą Polską, jest taki rozdział Konstytucji, który definiuje zadania państwa; swoją drogą ta nazwa z członem XP, choć obecnie zupełnie legalna i fajna, też stwarza okazję do jakichś prób zorganizowania przepadku). Tymczasem nazwa nowego rozwiązania prawnego, "Przepadek Rozszerzony" — w skrócie PR (pi-ar) — dosyć się z tym kojarzy, tyle że jest postawiona na głowie, od końca zapisana (chciałoby się rzec: podchodzi do sprawy od bandyckiej, odwrotnej i niekonstytucyjnej strony). Tu Rozszerzona Polityka, zarejestrowana już w lipcu 2015 r., a w PiS-ie zaawansowane niemalże końcowe stadium prac nad wprowadzeniem PR-u, Przepadku Rozszerzonego (na podstawie pochopnych może i oderwanych od władczego i oficjalnego wpływu Sądu Najwyższego decyzji tych, co to się w sądach dorwali do prawa i słuchawek i ustalają z telewizją ceny za sprawy, a z prezesami werdykty, oraz też zawisłej od polityków prokuratury), czyli po prostu prac nad projektem zabijania wrogów w gospodarce (wrogiem jest firma, a nie czyny ludzkie, to tutaj zupełne novum, obce jak dotąd istocie prawa karnego: wszystkie poszczególne paragrafy były jak dotąd pisane z myślą o czym innym, o czynach ludzkich... co sugeruje takie totalnie rewolucyjne podejście do dotychczasowego prawa, które je przedefiniowuje? czy tu autentycznie o prawo chodzi, czy już o coś innego, o interes polityczny? pytanie jednak jest zbędne, bo wobec odpowiednio dobranej nazwy sprawa jest już chyba jasna). [edit 2017-05-05: W dodatku nr druku sejmowego, 1186, ma dwie ostatnie cyfry takie, jak mój rok urodzenia — 1986. Widać w zaświadczeniach lekarskich w nrze PESEL (wpis "Zeznania i dowody"), a także w wideo z wpisu z maja 2015 r. (w dowodzie osobistym i paszporcie) oraz innym z czerwca 2016 r. OTO PRAWDA O RZĄDZIE!] To droga do państwa jeszcze bardziej mafijnego (opartego na klikach, szczegółach personalnych pojedynczych sądów), a nie państwa kierującego się prawem w jego interpretacji wypracowywanej w razie braku konsensusu przez Sąd Najwyższy. Na dowód moich zarzutów o nielegalności niemalże już wprowadzonej ustawy wprowadzającej Przepadek Rozszerzony np. przedsiębiorstw (mimo braku skazań) chciałbym przytoczyć fragment ze strony 47, punkt 251 broszury informacyjnej Europejskiego Trybunału Praw Człowieka na temat jego orzecznictwa w przedmiocie prawa człowieka do sądu: "I tak, o ile nie ma wyjątkowych okoliczności, które uzasadniają rezygnowanie z rozprawy, prawo do publicznego rozstrzygnięcia sprawy, z art. 6 § 1 [Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności] wynika prawo do rozprawy w co najmniej jednej instancji sądu (Fischer przeciwko Austrii, § 44; Salomonsson przeciwko Szwecji, § 36)". Tak podaje sam Trybunał na swej stronie internetowej, można obejrzeć sprawę Fischer przeciwko Austrii, chodziło w niej właśnie o sprawy bardzo ważne dla samego dalszego istnienia biznesu pana Fischera i dlatego, jak podano (a także z powodu ogólnej konieczności), Trybunał przyznał, że rozprawa jest nieodzowna. Od siebie dodam, że skoro rozprawa, to i Sąd Najwyższy by się przydał w razie czego, bo zagadnienia prawne mogą być neitrywialne i musi być zagwarantowane prawdziwie legalne rozstrzygnięcie, zgodne z powszechnie znanymi standardami. Pamiętajmy, że brak rozprawy, gdy ważą się arcyważne kwestie faktyczne, oznacza, że byle "Adam Mickiewicz" z Policji, który naprodukuje dla kierownictwa dużo dokumentów (protokoły zeznań itd.), może w praktyce zniszczyć-zabić firmę w majestacie prawa, w praktyce zupełnie nieodwołalnie i raz na zawsze, co mu nawet zatwierdzi sąd, bo tyle rzekomych świadków itd. Tylko że w ogóle nie spotykają się oni w sądzie — i w tym właśnie problem.   edit: Wysłałem w tej sprawie 2 listy pocztą tradycyjną i 1 e-mail do Prezydenta Dudy, oto dowód: list 1, list 2 (uzupełnienie z listą orzeczeń ETPCz), krótki e-mail.

edit 2017-04-03: Słowo o zamachach z 11/09/2011 (m. in. na World Trade Center) i ich jakże rzekomo "islamskich" inspiracjach (źródło zamachów było gdzie indziej, najprawdopodobniej w Watykanie).   [rozwiń dopisek...]   [DOWÓD WYRAŹNY] — jest tu w środku, wśród niezaprzeczalnego dowodu na spisek w sprawie World Trade Center, bodajże z udziałem papieża, także kolejny, wręcz miażdżący dowód z 2001 r. na to, że katastrofa w Smoleńsku była zamachem zorganizowanym przez Tuska (punkt 101 po kliknięciu przycisku DOWÓD WYRAŹNY; to już 4-ty taki dowód czy też co najmniej 90%-owa poszlaka, nie licząc nawet w ogóle tego konsekwentnego przyznawania się TVP: po stenogramie, Radiu Watykańskim i innych mediach oraz [generale] Majewskim, związanym z lotnictwem, Koziejem i Smoleńskiem, na czele Radia Watykańskiego).   [PODLICZENIE OFIAR GRUPY] — UWAGA: Dopisek ten napisałem (wstępnie bez przycisku "dowód wyraźny") dzisiejszej nocy – nad ranem. Później zaś ok. 14:30 czasu petersburskiego miał miejsce jakiś wybuch w metrze w Petersburgu, w którym zginęło 10 osób. Telewizja wiedziała o tym z góry czy raczej Rosjanie zorganizowali to naprędce z powodu mego wpisu? (Gazeta Wyborcza oczywiście nagłaśnia w tej sprawie fałszywe tropy, kojarzące się z islamem, mianowicie ISIS, choć pewnie "nie odznaczają się świętością" w temacie podglądania mego ekranu.) W każdym razie być może także wcześniejsze zamachy w Moskwie (2010, 2016) oraz w innych krajach (chyba np. w Madrycie były, może i w Londynie, nie pamiętam już), zwykle zresztą małe, z kilkudziesięcioma np. rannymi, zaliczają się do wyczynów współcześnie popularnych polityków.

edit 2017-05-03: Niedawne nagłośnienie sprawy o korupcji w Sądzie Najwyższym to może przygotowanie swego partnera sądowniczego, w stylu Ziobry, podobnie jak z doktorem i ciocią, do przyjęcia łapówki przez BitCoin za odrzucenie (preferowane) lub oddalenie skargi kasacyjnej w mojej sprawie sądowej o dużą kwotę pieniędzy (w Okręgowym i Apelacyjnym na pewno przegram z powodu korupcji, zapowiedzią tego była moja przegrana w sprawie kosztów sądowych). Inną taką poszlaką na to, ogłoszoną w mediach, były rzekome kontrowersje co do prawidłowości wyboru Pierwszej Prezes Sądu Najwyższego, które jakoś ucichły, "bo się dogadano" (trzeba nagłaśniać rzekome naciski, podczas gdy po prostu chodzi o zwykłe aferalstwo korupcyjne). Pani Gersdorf oczywiście nie była też zainteresowana zaskarżeniem niekonstytucyjnych przepisów o cenzurze Internetu (art. 15f Ustawy o grach hazardowych, uchwalony we wrześniu ub.r.) czy o przejmowaniu przedsiębiorstw bez rozpraw ("konfiskata", niemalże w toku śledztwa, gdy jeszcze nic nie jest jawne – wystarczy podpis sędziego), w sprzeczności ze standardami dla sądownictwa wytyczanymi nieodmiennie przez Europejski Trybunał Praw Człowieka. To standard w telewizji. Korumpują sędziów, prokuratorów i biegłych, jednego po drugim, zwykle właśnie takimi anonimowymi płatnościami oraz za pomocą komunikacji np. przez Skype. Bardzo, bardzo powszechna sprawa — w każdej mojej sprawie sądowej tak jest (uzgodnione podobno z ministerstwem i to może na jakieś życzenie jeszcze z innych kręgów, pozapolitycznych), nawet jeszcze w tych, które w sądzie rejonowym udało mi się wygrać, ale były przewlekłe oraz częściowo niewłaściwie rozstrzygnięte. Oczywiście z góry upatrzona jest śpiewka, że może żadnej korupcji nie ma, a tylko po prostu sędzia dobrany taki, że jest przestępcą, z tej listy — to ta bardziej jawna część procederu przydzielania mi sędziów. W rzeczywistości jednak zgodnie z wytycznymi podobno z ministerstwami zawsze szuka się kogoś, kto sprawę mi przegra (we wszelkiego rodzaju sądach, chyba nawet tym polubownym w Indiach: Indian Council of Arbitration), jeszcze odpowiednio się mu za to płaci, bo mógłby się chętny na takie nadużycia nie znaleźć. Jest to nonsensowne, nie wiem, dlaczego akurat w sądownictwie ma być jakaś "kwestia" zamiast oczywistości należenia się pieniędzy, zamiast normalnego funkcjonowania, no ale taki już jest tryb ustalony politycznie: co sprawa sądowa, to ma być niesprawiedliwie za sprawą jakiejś korupcji. Od lat nie zdarza mi się praktycznie nic innego. Można by tu wymieniać sędziów: Danuta Kowalik, Magdalena Skorek-Jaroń, Jolanta Marek-Trocha, Anna Błażejczyk, Małgorzata Kuracka, Renata Iwanowska, Dorota Markiewicz, Marcin Polakowski, Marian Marcinkowski, Bożena Miśkowiec, Agnieszka Bogucka, Natalia Motas (podobno 10.000 zł tylko za odmowę zwolnienia z kosztów, ta pani to na razie tylko referendarz), Ewa Kukiełka, pan sędzia Janeczko z WSA w Warszawie, osobno też Zbigniew Ślusarczyk i Jolanta Sikorska z NSA... Same zupełnie bzdurne orzeczenia (czasem powtarza się skopiowany z góry gotowy tekst, może od prezesa czy przewodniczącego) — liczy się na ogólny brak zainteresowania tematami sądowniczymi w narodzie oraz na powszechność aferalstwa telewizyjnego co najmniej w rodzinach ("nikt się nie będzie zaczytywał w tym blogu, klikał, by obejrzeć jakieś akta sądowe"...). Teraz chyba nawet w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu też wezmą (wzięli już podobno(?)) takie łapówki, uzgodnione pewnie przez Skype. Później ktoś tam pewnie planuje, że jakieś bardzo ważne w moich sprawach życiowych i biznesowych będą sądy, bo sąd to przecież podstawa wszystkiego i politycy lubią się na nie powoływać: specjalnie aż wprowadzono prawo o Przepadku Rozszerzonym (nr druku sejmowego jak mój rok urodzenia minus 800: 1186, trochę jak ze śmiercią Papały: 8 miesięcy i 8 dni po premierze filmu Kiler, a zarazem data śmierci była moją datą urodzenia z szóstką przestawioną o 2 cyfry w lewo) itd. (te przepisy o konfiskacie albo politycy potem rozszerzą na spółki kapitałowe, albo po prostu bezprawnie sąd je zastosuje, choć nie ma żadnej indywidualnej działalności gospodarczej osoby fizycznej). To przez takie "sądy" — w cudzysłowie, bo to jest kpina i bandytyzm a nie sąd — ma mi się nie udawać np. w biznesie, taki w każdym razie plan ma telewizja. Zaś pieniądze od telewizji w ten sposób biorą nawet prawnicy — za specjalne zachowania, za "bronienie" sądów wobec mnie (że niby jakieś uzasadnione są ich orzeczenia), choć to w sumie rzadko okazuje się możliwe (ale liczy się sama postawa osoby wykształconej prawnie), itd.   [edit 2017-05-05od dealera BitCoin. Czyli wygląda to, dla osoby oceniającej jego konto w banku, tak, jak gdyby zabawiał się on (czy też zajmował na boku) handlem kryptowalutą: kupowaniem i sprzedażą BitCoina, niby jakichś akcji na giełdzie. Przelew bankowy przychodzi np. od "Cryptoins Ltd." czy "4coins sp. z o. o.", od tego typu podmiotów.

(00:50)


15. czerwca 2016 r.

Zeznania i dowody     [o mojej sprawie, a w dopisku – także o smoleńskiej]

W tym wpisie zostają zamieszczone i może będą nadal dodawane konkretne dowody w postaci dokumentów, a niekiedy filmów wideo (np. z oględzin działki z instalacją dźwiękową czy oglądania teczki akt w sądzie). Nie jest to oczywiście jedyny wpis na blogu, którego przedmiotem jest publikacja dowodów, gdyż podobne pojawiają się tu od listopada 2014 r., wszakże w tym opublikowane zostaje szczególnie dużo dokumentów, w tym moje zeznania – a za fałszywe zeznania przewidziane są obecnie kary do 8 lat więzienia. Proszę klikać daty:


I co o tym myślicie? Telewizja mnie dręczy, a prokuratury i sądy nic z tym nie zrobią (patrz: akta), z haniebnych przyczyn wyjaśnionych już dawno... w razie potrzeby posiłkując się jeszcze zamówionymi fałszywymi opiniami biegłych, jakobym był wariatem. Oto np. stare akta – tuż za zawiadomieniami, dowolnie opasłymi, jest w nich zawsze nawiązująca do nich odmowa wszczęcia dochodzenia, z wpisanym właściwym nrem karty akt, oczywiście (zresztą można je też pooglądać na wideo, zobaczcie np. jeden z wpisów poniższych). Tak natomiast (kliknijcie, ale trzeba być zalogowanym) wygląda mój Facebook – prezenterzy poszczególnych programów informacyjnych (M. Kielczyk z Panoramy TVP, K. Durczok z Faktów TVN, M. Figurski z Wydarzeń Polsat) są tu niejako moimi 'znajomymi', podobnie jak parę osób z TVP Warszawa (M. Drewniak, E. Sobko, K. Grzęda-Łozicka; dawniej też Kuba Sito, Violetta Komar, Anna Cyzowska, Mateusz Adamski – wszyscy oni są z tego kanału), bo to w regionalnej warszawskiej telewizji zorganizowano podobno (24 lata temu!) centrum śledzenia.  To gesty szczerości. Tak poza tym bowiem ani kierownictwo, ani nawet oni sami nie mogą poważyć się na poruszenie tematu publicznie, ponieważ źle by się to dla nich skończyło.

edit 2016-06-23: Moim zdaniem w dwóch zbrodniach przeciwko ludzkości (nie licząc już nawet tej tortury dźwiękowej, a tylko konkretne masakry w ramach organizacji przestępczej) ślady prowadzą do Jana Pawła II, którego w Polsce osłania się zresztą bardzo chętnie. Zapoznanie się z tym tematem dodatkowo pokaże czytelnikowi, jaką słuszność ma wizja świata prezentowana przez ten blog i jak płytkie, głupie są wszelkie próby odpychania jej od niechcenia poprzez powoływanie się na mnogość mediów i inne takie bzdurne wymówki. Chcesz przeczytać, rozwiń – przekonasz się DOWODNIE, jakie są media.   [rozwiń dopisek...]

edit 2016-06-24: Odnośnie sprawy oskarżonego KW chciałbym tu dodać, że mimo sprzyjających uznaniu winy rezultatów przesłuchań 3 osób, a także istnienia nagrania wszystkiego od początku do przyjazdu Policji (od czasu, gdy jeszcze byłem w domu i sprzed wsiąścia do taxi), które podesłałem do sądu zaraz po incydencie, sprawa ma być podobno przegrana z powodu korupcji w sądzie (nieopłacany ZUS i podatek za sędzinę, zamiast tego dawane jej do ręki – ale w zamian za to sędzia realizuje wytyczne rządu). Sędzia zamieszany w takie obrażanie wymiaru sprawiedliwości powinien moim zdaniem dostać nie 3, jak koledzy, a 8 lat więzienia w ramach wyroku łącznego, w tym m. in. za pomocnictwo w złożeniu fałszywej (kompromitującej mnie) opinii biegłego – świadomie skierowano sprawę do takiego, który mógłby to zrobić – oraz za poplecznictwo, co sędziemu szczególnie nie przystoi (a powody są już zupełnie kompromitujące, mianowicie korupcja).   [rozwiń komentarz...]   edit: Na co liczą skorumpowani sędziowie z telefonem z podsłuchowo ustawionym wybranym nrem, orzekający błędnie z powodu układów za kasę z rządem? Otóż, w razie jawności sprawy, najprawdopodobniej na fałszowanie wyborów z pomocą Sądu Najwyższego. To zdaje się być ich główną nadzieją. (Dałem już taki przykład fałszerstwa przemilczanego przez wszystkich w dopisku 'edit 2015-10-27' pod wpisem z 10/10/2015 r. pt. "Potrzebaż jeszcze jakichś dowodów na zło?") — Jeszcze parę cytatów z rozpraw: "Przejdźmy już do zdrowia!" przed zmianą tematu przez sędziego Macieja Miterę; jego "Mów do widzenia, po prostu!" pod nosem (chyba dążenie do skompromitowania świadka, może nawet w obawie przed szkodliwymi opiniami biegłych w ogóle bym wycofał oskarżenie?...); następnie, po podpuszczeniu mnie, bym opowiadał o dźwiękach i jakimś moim prostym, obojętnym stwierdzeniu na ich temat (dotyczyły oczywiście sytuacji z taxi, a nie z sądu): "Na podstawie ... kpk ... sąd zdecydował się odroczyć rozprawę i powołać biegłego, albowiem istnieją wątpliwości co do stanu psychicznego świadka". "Prywatne ustalenia są takie, że będzie pan kontynuował swoje zeznanie w obecności bieg-łe-go". (Rozprawę uprzednio, przed zmianą sędziego, prowadził taki sędzia, którego powołano do sądu na podstawie bodajże kariery akademickiej – wkrótce po rozprawie przestał pracować w sądzie i przeniósł się do Ministerstwa Sprawiedliwości.) Co ciekawe, wszystko to się nagrało, bo i cała tamta rozprawa była nagrywana, choć oczywiście szkoda to publikować, bo skąd możecie mieć pewność, że to prawdziwa rozprawa, a nie inscenizacja. Tym niemniej to jest w aktach, które być może później w sądzie sfilmuję, wraz z odpowiednią wszechstronną skargą i stenogramem (zlekceważoną, bo podałem mylne nazwisko sędziego). Również swawolna i generalnie rzadko spotykana czcionka, którą swe pierwsze zarządzenie napisała sędzina tuż po otrzymaniu sprawy (kojarzy się to z widokiem niesprawiedliwego i szokującego orzeczenia prokuratury z 2009 r. w sprawie oszustw, które stało się już wręcz sławetne i wytykałem mu m. in. właśnie bzdurną, specjalnie dobraną czcionkę, a bardzo niski poziom merytoryczny) sugeruje, że od pierwszego dnia sędzina postanowiła sobie oskarżonego uniewinnić. A przecież orzeczenie prokuratury było niesprawiedliwe. Cóż za nawiązanie (choć może oni teraz z tej czcionki zrobią "standard"; w tych aktach jednak spotkałem się z nią bodajże tylko raz)... Choć ja nietypowość tej kartki w aktach początkowo przeoczyłem, dopóki nie wydano wyroku, to spikerzy najwyraźniej o niej i tak słyszeli "swoimi dojściami": w czasie ogłaszania wyroku postarali się o efekt przyspieszonego bicia serca, co – jak się okazuje – da się wywołać podprogowo. Tam szokujące orzeczenie, długo wspominane, tu efekt szoku na ogłoszeniu wyroku...

edit 2016-06-26: Oto kolejna z licznych poszlak smoleńskich przytaczanych tu na blogu na ten temat. Popatrzmy: ks. Andrzej MAJEWSKI, prawdopodobnie dobrany po nazwisku, jak to często bywa w sprawach religijnych rzymskokatolickich, jest dyrektorem programowym Radia Watykańskiego (został nim zaledwie 25 dni po opublikowaniu wpisu na tym blogu na temat Smoleńska). A teraz ciekawostka: kto mógłby zorganizować katastrofę smoleńską tak, by w samolocie była bomba? Podobno (teza spikerów, przytaczałem poszlaki) gen. KOZIEJ (wywalono go zresztą z państwowego uniwersytetu po dojściu PiS do władzy), a bardziej bezpośrednio... bardzo wysoko awansowany przez niego (symbolicznie w ostatnim roku kariery) generał związany od lat z wojskowym lotnictwem, gen. MAJEWSKI. Oczywiście nie przypuszczajcie nawet, że PiS się tym choćby na chwilę publicznie zainteresuje, nie na zasadzie mrugania okiem, lecz wprost. Oni dbają, by sprawa była zamknięta i są z tego zadowoleni, np. Z. Ziobro ("dobro"). — [Pokaż DOWÓD MATEMATYCZNY, że stopień pewności, iż w Smoleńsku był zamach, to dziś już dla racjonalnych ludzi co najmniej 99,99%...] — Rodacy, bardzo Was proszę, nie głosujcie na PiS ani PO, ani jakiekolwiek z tych najpopularniejszych w mediach starych partii, bo to partie cynizmu i bezwstydu, przepełnionej tylko karierowiczowstwem niewiary najlepiej scharakteryzowanej przez imię  ojca Kaczyńskiego: "Rajmund" (raj-mund, "mund[o]" to po łacinie świat, przy odmianie przez przypadki "o" znika, np. w dopełniaczu jest "mundi"; "raj jest na tym świecie", jest nawet taka piosenka z 1987 r.: 'ooooh heaven is a place on earth'). To zresztą nie przypadek, bo "Kaczora" szukano do pary z bodajże już wcześniej zaplanowanym Donaldem T, tak, by polska polityka sprawiała wrażenie będącej pod przemożnym wpływem bajek. Krzywdzący innych ateizm czy lekceważenie, nawet sadyzm (sadystyczne głosowanie za rządem mimo świadomości torturowania człowieka, licznych skarg, prób dotarcia do posłów czy np. sprowadzania tortury także w budynkach sejmowych, we wszystkich pomieszczeniach równomiernie) – oto, co te partie moim zdaniem ze sobą przynoszą, a przedstawiam Wam dowody regularnie. Im wszystkim należałoby się jedno wielkie "jest pan zerem"... — edit 2016-06-28: Chciałbym Państwu uzmysłowić jeszcze jedno: jak głęboka mądrość tkwiła ukrycie w odzywce, tuż poprzedzającej eksplozję, "Odejście na drugi krąg!", którą można znaleźć w stenogramie (to link do starej wersji oficjalnej rządowej strony WWW o Smoleńsku, natomiast tutaj macie moją kopię pliku, w razie, gdyby jeszcze bardziej zaczęli zacierać te ślady, bo ze swego WWW już rosyjski dokument zabrali).   [rozwiń dopisek...]

edit 2016-07-09: Świeże przykłady psucia prawa przez PO i PiS:   (I) art. 37a Kodeksu karnego (wynika z niego, że teraz za udział w gangu ma być nie więzienie, jak dotychczas, prawie że koniecznie bez zawieszenia, ale wręcz grzywna), wymieniony na samym dole tej strony www przy Ministrze Budce (wystarczy wskazać myszą podkreślony link "boimy się sprawiedliwości");   (II) Ustawa o kontroli niektórych inwestycji, wprowadzona po to, by państwo kontrolowało, kto jest właścicielem EmiTela (przedsiębiorstwa transmitującego fale radia i telewizji i obsługującego w tym celu sieć telekomunikacyjną na skalę całego kraju); to bardzo zły precedens, państwo w ogóle nie powinno nic w gospodarce kontrolować – a tymczasem obecnie wystarczy dopisać pojedynczą linijkę do tej ustawy, by w razie zachcianki posłów dodatkowo kontrolować np. przenoszenie udziałów w mass mediach;   (III) zmiany w Kodeksie karnym (właściwie kpk) mające na celu ułatwienie sędziom psucia procesów karnych i częstszego uniewinniania (patrz 'edit2' pod wpisem z 10/10/2015);   (IV) dodano do Kodeksu postępowania cywilnego art. 290(1) najprawdopodobniej wyłącznie po to, by zachęcać sądy do ubezwłasnowolnienia mnie w oparciu o sfałszowane opinie biegłych (po prostu wiadomo, że pojedyncza opinia biegłego to naiwny dowód, który – o ile jest faktycznie niesłuszny – POWINNO być łatwo zbić po pierwsze ze względu na odmienne opinie lekarzy psychiatrów wyrażane w zaświadczeniach, po drugie powołując się na jej bezpodstawność, np. w kontekście fałszywie przypisywanych urojeń czy omamów, o których jakoby z góry wiadomo, że odnoszą się do rzeczy nieistniejących – otóż w związku z tym, gdyż faktycznie należy się nierespektowanie wadliwej, nierzetelnej opinii, teraz wprowadzono, jako rzekomo "niezbity", "najtwardszy" dowód, opinie całych ośrodków... sędzia teraz, tzn. od 1.01.2016, może wręcz demonstrować swą rzekomo dobrą wolę: proszę, dla tego pana aż wyjątkowo powołaliśmy cały zespół specjalistów, np. z jakiegoś szpitala – w rzeczywistości jest to najzupełniejsza codzienność i obecnie nic nadzwyczajnego, że skryminalizowane jest KIEROWNICTWO różnych całych placówek, a one same są skoordynowane, by czynić zło (to jest w ogóle duża mafia, ten gang związany z remontowaniem nieruchomości i zdalnym podglądaniem ekranu anteną i programem), więc – o ile się chce – dałoby się znaleźć ileś specjalistów z jednego np. szpitala czy poradni zdrowia psychicznego, żeby tylko dowód rzekomej choroby był "pewny" i "niezbity", "przekonujący" dla sądu, a sam sąd mógł przy tym robić pozy uczciwości; jest to zupełnie zbyteczny przepis, służący wyłącznie osłabieniu możliwości bronienia się przed sądem i wzmacnianiu, i tak kontrowersyjnych, zdolności państwa do prawnego poniżania niewinnych osób i poddawania ich woli innych ludzi). Odnośnie tego czwartego problemu chciałbym zwrócić uwagę na to, że w obecnej sprawie przeciwko K. Wasążnikowi liczne dowody są przeciwko niemu: aż 4 dowody są przeciwko niemu. Tymczasem jednak został uniewinniony, ja w apelacji domagać się będę skazania. To co, na tej samej zasadzie (czy raczej: przeciwnie do tamtego wyniku i niekonsekwentnie z nim) JA miałbym zostać skazany z powodu jakichś gniotów wytypowanego przez sąd ośrodka, bezwartościowych naukowo, za to pochodzących np. od 3 jakże wiarygodnych specjalistów? Zupełnie zbędna zmiana, głupia lub wzmacniająca mało chlubne prerogatywy państwa, a osłabiająca w praktyce prawo do obrony. O państwowym korumpowaniu (i zastraszaniu) mej rodziny już pisałem tutaj.   edit: A zatem "na Wiejskiej" jest, zdaje się, zupełnie jak w tej starej (i swego czasu bardzo nagłośnionej) hiphopowej piosence o telewizji (a także politykach, aktorstwie, przekazie podprogowym, "ukrytej kamerze" – porównajcie z II dopiskiem pod wpisem na blogu z 22/04/2016... dobre jest też zestawienie słowa "obserwują" z "pod progami", "przekaz podprogowy") – można kliknąć link, by poczytać jej tekst, a tu muzyka. Nawet "ślepota na postęp" w tej piosence to chyba o technologiach podsłuchowych, w każdym razie to pasowałoby do kompletu; zaś dążenie najwyraźniej do "zakuwania w dyby", jak podaje piosenka, świetnie pasuje do niniejszej gigantycznej afery kryminalnej... Jeszcze raz polecam rzut oka na ten tekst. Zauważcie, że album "Cztery pory rapu", który tę piosenkę wprowadził oficjalnie, nagrywano razem z słynnym Peją, tym samym, który zrobił kiedyś piosenkę "Nie zmienia się nic" wzmiankującą bodajże m. in. obserwację na stałe i problem podsłuchu elektronicznego, bardzo się ze mną kojarzący – wspomniałem o tym i zacytowałem piosenkę rapera Peja na tym oto obrazku pod wpisem z 8/01/2015 – jak widać, z tym samym środowiskiem twórców związane też było powstanie ww. słynnej piosenki "Skamieniali" o oglądaniu telewizji, zresztą może to tylko sygnał pokrewieństwa poglądów, bo to od samych dziennikarzy być może się na ucho dowiedziano o tych rewelacjach. (Więcej poszlak za tym, że to telewizja mnie [całodobowo] śledzi, jest na podstronie tego bloga o genezie podsłuchu i o Janie Pawle II, a nawet jeszcze w liście doborów po nazwisku przy Josephie Ratzingerze, czyli w punkcie 11.)   edit 17.VII: Kolejny wreszcie przykład psucia prawa i państwa (V) pochodzi  od samego Aleksandra Kwaśniewskiego, przecież reprezentanta naszego państwa w stosunkach oficjalnych, np. z Kościołem, zarazem "człowieka z prawem łaski": ów to prezydent w 2001 r. skorzystał ze swego prawa inicjatywy ustawodawczej i zgodnie z jego projektem uchwalono zmianę Kodeksu postępowania karnego, która w zasadzie zdjęła z państwa obowiązek ścigania lżejszych przestępstw (tu np. większość kradzieży, oszustwa, oczywiście wszystkie przestępstwa podsłuchowe...), tj. tych przestępstw, w których prowadzi się dochodzenie a nie śledztwo, jeśli tylko sprawca nie jest oczywisty. To dlatego obecnie praktycznie nie ma na tym polu obowiązków i wiary w obowiązek, a jest jedynie polityka i zależności służbowe.   [rozwiń dopisek – także o przykładach podsłuchowego rozumienia nru 112 w Dziennikach Ustaw...]   edit 2016-11-22: Jeszcze jedną próbą zepsucia prawa, w ramach ukłonu w stronę telewizji (bo sędziowie na pewno, jako zamieszani w tej aferze, będą w ostateczności starać się przedstawić swe przestępstwo udziału w gangu jako brak jakiegokolwiek przestępstwa, więc pomóżmy im jakoś w tym nieuczciwym kombinowaniu), było zastąpienie u progu tego wieku, w przepisie Kodeksu karnego o grupie przestępczej, pojęcia grupy lub związku mającego na celu "popełnianie przestępstw" grupą lub związkiem mającym na celu "popełnienie przestępstwa". To jednak nie pomoże osobom czerpiącym (dźwiękowe) pożytki z działalności grupy przestępczej na zasadzie używania podsłuchowego nru. Dla mnie (i pewnie nie tylko dla mnie) to zwykli "udziałowcy" grupy, a poza tym 99% członków (z wyjątkiem remontów komercyjnych) i tak dotyczy cel grupy polegający, przez jej cały cykl życiowy, na zdalnym przechwyceniu ekranu laptopa programem "Kontrola operacyjna". Wracając do tematu nru podsłuchowego: Sąd Najwyższy podał w 2014 r. tylko, że trzeba mieć jakąś gotowość popełnienia jakiegoś przestępstwa, zapewne jakiegoś związanego z działalnością grupy, ale niekoniecznie ściśle tego będącego jego celem (bo np. pomocnictwo w zabójstwie jest innym przestępstwem niż zabójstwo, choć z nim powiązanym). Nic w orzecznictwie SN nie wyklucza póki co bycia członkiem grupy na zasadzie kryminalnego (nielegalnego) czerpania pożytków z jej działalności, zwłaszcza wtedy, gdy się o tej działalności dobrze wie. Przytoczyć tu też wypada znane orzeczenie Sądu Najwyższego z ok. 1937 r., iż wystarczające do stwierdzenia przestępstwa udziału w gangu jest to, że ktoś za swą zgodą figuruje na liście członków organizacji zajmującej się przestępczą działalnością -- o ile oczywiście posiada ona taką Listę Członków (a w przypadku telewizji tak jest: mają tam imiona, nazwiska, nry telefonów, nry aparatów telefonicznych -- tzw. IMEI, dodatkowe informacje o roli osoby...). Nie bez znaczenia być może jest też fakt, że ze względu na korupcyjny charakter grupy wszystkim jej członkom, również tym tylko czerpiącym nielegalne "pożytki" z jej działalności, jej ogólny cel polegający na śledzeniu mnie jest na rękę. Nie ma też chyba przeszkód, by rzec, że skoro wszyscy zamieszani w podsłuchiwanie uczestniczą w zmowie przestępczej, której przedmiotem jest umożliwienie podsłuchiwania mnie, to po prostu wszyscy oni są np. w związku z telewizją, w którym łączy ich cel w postaci popełnienia przestępstwa podsłuchiwania mnie, choćby osoba wykonawcy miała być każdorazowo inna (troska o umożliwienie podsłuchiwania jest przede wszystkim po stronie telewizji, a także operatorów komórkowych). Oczywiście po każdorazowym jego popełnieniu grupa dalej istnieje i dalej na nowo ma taki cel, ale to jest standard w przypadku przestępczości zorganizowanej "na poważnie" zajmującej się przestępstwami.

edit 2016-07-12: Posiadam dowód, w postaci kopii z akt, że rządy są zamieszane w wyłudzenia mieszkaniowe w Warszawie, polegające na oferowaniu tanich kawalerek do wynajęcia (poniżej 1000 zł, typowo np. 800-900 zł) i ściąganiu od ochotników wstępnie 240 zł "za pośrednictwo".   [rozwiń dopisek...]

edit 2016-08-20: Piotr N...ski (a jest też "Piotr Gliński" kojarzący się z gliniarzami) — tylko niestety jakiś inny, bo mnie oni nie szanują — to wieloletni poseł PiS, były wiceminister gospodarki (2005-2007), a dziś sekretarz stanu w Kancelarii Premiera. Zobaczcie wywiad z tym człowiekiem we Fronda.pl... temat mógł być tylko jeden: podsłuchy. Inna ciekawa postać dobrana po nazwisku: Julia PITERA, specjalistka od korupcji w gabinecie cieni (alternatywnym rządzie) PO w latach 2005-2007. Jeszcze jeden przykład to posłanka PO (w Sejmie nieprzerwanie od 1991 r.) Iwona ŚLEDZIŃSKA-Katarasińska (nagłaśniano kiedyś takiego blogera "Katarynę", chyba ze względu na to nazwisko), od lat zajmująca się mediami publicznymi, Telewizją Polską. Tutaj pełna lista ok. 50 dostrzeżonych przeze mnie doborów po nazwisku w "grupie watykańskiej" – rzut okiem zresztą potwierdza tę ostatnią hipotezę. Posłowie PiS i PO "śmierdzą" na kilometr związkami z mafią.   edit 2016-09-16: Chyba nie muszę wspominać o Donaldzie Trumpie (ang. "trąbka", "trąbnięcie"), republikańskim kandydacie na prezydenta w USA (biznesmen hotelowy, miliarder), który w ogóle był swego czasu chyba wręcz pierwowzorem pomysłu na polskiego czołowego polityka Donalda Tuska (wymyślono jego i, do pary, Kaczyńskiego – "Kaczor Donald będzie trząsł polską polityką", "polska polityka pod przemożnym wpływem bajek"...?). Nawet Andrzej Duda ma nazwisko, jakby był jakimś  człowiekiem-orkiestrą – dudy to takie drewniane instrumenty ludowe.

edit 2016-08-26: Chciałbym zwrócić Waszą uwagę na jeszcze jeden ciekawy trop związany z tym głupstwem o chorobie, a wiedzie on do czołowych postaci PO, stawiając je dodatkowo w charakterze zabójców (począwszy pewnie od Tuska, bo to on był premierem w 2011 i 2012 r.). Są tacy, co niniejszy blog myląco zareklamowali jako "Blog schizofrenika, który nie jest świadom swojej choroby". I oto wyjaśnia się sprawa zbrodni, jakiej dokonano za rządu Ewy Kopacz (zbrodni dziwnie wskazującej na dostęp do bazy PESEL, tj. ewidencji ludności, to zaś jest zdecydowanie sprawa zastrzeżona dla instytucji rządowych). Porównajcie: Maria Wasiak – Waria(t) Masiak, wystarczy zamienić inicjały... w dzieciństwie zresztą nieraz grałem w wymyślanie dwuwyrazowych zbitek, które są sensowne zarówno, gdy mówi się je normalnie, jak i po przestawieniu pierwszych liter. Moim zdaniem Kopacz zabiła dziennikarza, tzn. zleciła moderstwo. Łukasz Masiak to ten zabity dziennikarz z Mławy (a przecież blogi, o ile opowiadają o polityce, są czymś w rodzaju dziennikarstwa obywatelskiego), zabity podobno przez osobę o personaliach mego dawnego kolegi z firmy (Bartosz Nowicki, ur. chyba w 1985, to "wspólnik", z którym rozkręciłem swój pierwszy biznes, dowód: w /zapisy.txt pod datą 2016-02-02, natomiast zabójca jest z 1986 r.), zaś ja miałem ostatni stały adres zameldowania na Mławskiej w Rypinie w 2007 r. (dokumenty na to:  1 ,  2 ). Maria Wasiak to wspominana tu kilkakrotnie prezes PKP z czasów katastrofy kolejowej (to jej wielkie osiągnięcie życiowe, tzn. prezesura, zaczęło się w 2011 r.), mianowicie katastrofy z 2012 r. pod Szczekocinami (kojarzy się z Sękocinem, brzmi podobnie, prawda? a Sękocin to miejsce znanego programu typu reality show telewizji TVN: "Big Brothera", czyli Wielkiego Brata...); od kilkunastu lat prezes ta była poza jakąkolwiek polityką i partyjniactwem, pracując bodajże jako radca prawny, natomiast przez Ewę Kopacz została awansowana do rangi (apolitycznego) ministra (poprzednim takim ministrem bezpartyjnym, za PO, był - jak pamiętamy - kojarzący się ze mną B. Sienkiewicz za Tuska, zresztą o trafnym imieniu w kontekście tej sprawy Masiaka, choć to może przypadek; w każdym razie Bartków stosunkowo nie tak dużo). Sprawa zabójstwa z Mławy jest wspomniana na obrazku po prawej stronie dopisków pod wpisem z 14/01/2016, zaś sprawa katastrofy kolejowej – w dopisku II pod wpisem o Smoleńsku. — Co ciekawe, Szydło, jak się zdaje, też ma kogoś oprócz mnie na sumieniu i zdecydowanie nie było to samobójstwo (patrz: podstrona /zapisy.txt, data 2016-02-10, II) - podejrzewam zabójstwo policjantki z kujawsko-pomorskiego, później jeszcze miało to odzwierciedlenie w decyzjach personalnych w Policji na wysokim szczeblu (nawet jeszcze przy zmianie komendanta głównego i komentarzach na ten temat). Co jeszcze mogę powiedzieć o zabójstwie Masiaka, w jaki jeszcze sposób ono jeszcze dodatkowo "śmierdzi"? Sprawca sam zgłosił się na Policję i przyznał się. Nic więcej nie wyciekło do mediów. Wniosek? Najprawdopodobniej miał wariackie papiery. Ktoś mu je, zapewne, załatwił. W podobny sposób uniknął odpowiedzialności dróżnik obsługujący PKP pod Szczekocinami. Skojarzenie, powiązanie spraw: Waria(t) Masiak - Maria Wasiak potwierdza się kolejny raz; wiążą je nie tylko nazwiska i trop rządowo-kościelny. (Udział Kościoła w różnym złu jest oczywisty, wystarczy rzucić okiem na nagłówki ich mediów katolickich, np. eKAI, Radio Vaticana, na dzień przed różnymi zamachami. Przykładem choćby ostatnie zamachy we Francji, opisane w /zapisy.txt pod datą 2016-07-15, ale ogólnie w tym roku może już nawet ponad 180 osób zginęło z inicjatywy czy za wiedzą papieża; szczegóły są w tych zapisach i na liście ofiar.)

      W dodatku plakaty wyborcze pani premier Kopacz głosiły hasło 3-wyrazowe w rodzaju "słucham, rozumiem, pomocnictwo", najwyraźniej dotyczące właśnie skandalu podsłuchowego w telewizji – "słucham" to slangowe określenie zastępcze na "podsłuchuję", pada tu na blogu np. w stenogramach z IBIS-u czy prokuratury, a rozumienie mogłoby tu dotyczyć pochodzenia tortury dźwiękowej – jak tu więc mieć o tym polityku dobre zdanie.

      Co do p. Szydło (czyżby to ona naszła mnie z telefonikiem w warszawskiej galerii handlowej Arkadia tuż przed początkiem urzędowania?): chciałbym przestrzec przed ciepłym jej odbieraniem z powodu jej troski o rodzinę. Jest ta troska, ten sławetny program rządowy materiałem do dyskusji przy stole dla tzw. tłumoków, podczas gdy stoi za nim obłuda; tak bardzo się reklamuję tę "Rodzinę 500+", tak wszędzie powtarza ten wynalazek rządu (aż nawet w bankowości internetowej PKO jest możliwe wnioskowanie o te dodatki), że aż wygląda to na ohydną propagandę. Każdy z 35 mln. Polaków w wystarczającym wieku, by coś wiedzieć o polityce, musi wiedzieć o Rodzinie 500+, musi znać tę nazwę i o niej słyszeć. I tak się zrobiło w istocie; co gorsza, nadal wciąż trąbi się o temacie, tak iż tłumoki wręcz wyrzucają z siebie ciągle im wpajany temat, gdy tylko rozmowa przychodzi do tematu polityki. Tymcasem jest to wszystko obłuda. Wszelkie dzisiejsze sprawy polityczne schodzą się w jednym podstawowym problemie: w cenzurze Internetu. To w Internecie jest bowiem największe niebezpieczeństwo dla tego marnego rządu, którego głównym postawionym przed sobą zadaniem jest osłanianie bandytów. Zapowiadano taką cenzurę uniemożliwiającą oglądanie faktycznie istniejących w Internecie stron przez publiczność polską już w programie wyborczym PiS-u. Schodzą się tu doprawdy wszystkie problemy obecnej polityki: rejestracja pre-paidów (co oznacza ścisłą kontrolę, by nie rzec: reglamentację, dostępu do Internetu), spór dotyczący Trybunału Konstytucyjnego, fragmenty ustawy antyterrorystycznej o prawie do blokowania stron internetowych w następstwie zamachu, wreszcie "prorodzinność" rządu. Zgodnie z projektem rządowym (ma to być jeszcze inna cenzura niż ta wynikająca z ustawy antyterrorystycznej) rząd, tzn. np. Urząd Komunikacji Elektronicznej, ma mieć swą listę stron zakazanych, a usługodawcy internetowi w rodzaju Neostrada czy UPC będą musieli ją wdrażać, tzn. automatycznie przeglądać i filtrować ruch internetowy tak, by wejścia na określone adresy www nie były możliwe. Operatorzy ci musieliby po prostu regularnie ściągać aktualną listę stron zakazanych od instytucji rządowej (a już na pewno zamieszanej w podsłuch i remont; rządowy nadzór nie jest aż tak ważny). Wprawdzie z cenzury można by zrezygnować, ale koniecznie musi być ona standardowo włączona; jeśli ktoś chce dostępu do jakiejś strony www, która się nie wyświetla, i jeśli nawet uwierzy, że nie jest pornograficzna (bo o walkę z pornografią w tym podobno chodzi!) – a przecież nie każdy w to uwierzy – to będzie musiał jeszcze przyjść do swego operatora i poprosić o wyłączenie blokady pornografii. To zaś wielu niechętnie przejdzie przez usta, zresztą ludzie nie lubią specjalnie jeździć i załatwiać spraw. Godzi to bardzo w swobodę Internetu; pomówiony mógłby najwyżej liczyć na sądy administracyjne i powszechne, jednak na wyrok można czekać nawet 2 lata, a w międzyczasie jego strona się nie wyświetla. Zauważmy, pornografię można mieć nawet niechcący na swej stronie – wystarczy, że ktoś się tam włamie. Poza tym samo pojęcie, "pornografia", pokazywanie bez okryć, bez tuszowania pewnych rzeczy, jest bardzo wymowne; naga prawda jest tym, co rządowi przeszkadza. Nikt, doprawdy nikt rozumny, komu ustrój demokratyczny leży na sercu, dla kogo jest on wartością, nie powinien już głosować na PiS (ani na PO, z innych powodów). Te dwie partie pewnego dnia powinien wręcz zdelegalizować Trybunał Konstytucyjny.

edit 2016-11-13: W sprawach Piotra Niżyńskiego telewizja prawie zawsze załatwia fałszywych biegłych, na siłę wprowadza się biegłych do sprawy, jako swoiste maskowanie winy sądu (nawet wtedy, gdy żaden biegły nie powinien być powoływany, bo ustawa tego nie przewiduje, i tak powołuje się biegłego i to "przez niego" sprawa jest przegrana – tak było z moją skargą na przewlekłość postępowania). Liczne przykłady związane z moimi sprawami sądowymi (nie wymieniam już nawet spraw na Policji...) wymieniam w /zapisy.txt we wpisach z 2016 r. Odbywa się to zamawianie fałszywych opinii w ten sposób, że operatorzy podsłuchu w telewizji dzwonią po biegłych (psycholodzy, tłumacze itd.) -- tych zamieszanych w podsłuchową przestępczość, remonty itp. (każdy taki człowiek jest w bazie danych telewizji) -- aż w końcu (często pewnie już za pierwszym razem...) dodzwonią się do takiego, który za kasę (odebraną np. we współpracującym z TVP hotelu) wyda fałszywą opinię. Tak samo zapewne będzie w sprawie EKSHUMACJI CIAŁ ofiar bomby w TU-154. Kaczyńskiemu to w każdym razie zapewne bardzo na rękę, bo jest zamieszany w aferę remontową, za jego rządów (od może 2006 r.) ona się bodajże zaczynała.

(21:56)




(wstawka reklamowa)

Aferałów w tej sprawie korupcyjnej jest mnóstwo, włącznie z telewizją, papiestwem i rzeszami przedsiębiorców (nawet drobnych), właścicieli nieruchomości na rynku wtórnym czy masą pracowników restauracji, sklepów spożywczych, stacji benzynowych, banków itp., a nawet jeszcze włącznie z moją rodziną. Jednak największymi aferałami są funkcjonariusze publiczni, a zwłaszcza niektórzy. Rząd, policjanci, prokuratorzy, posłowie, prezydenci miast, urzędnicy, sędziowie. Od nich zależy istnienie państwa prawa. To, jak państwo podchodzi do obywatela. To ich powinny spotkać najsurowsze wyroki, jednak nikt tej sprawy nie bada.


    ·  Czy wiesz, że ta rzekoma elita od lat nie płaci podatku dochodowego – okradając naród, który musi za nich łożyć? Ich pracodawcy (także prywatni) nie dopełniają obowiązków pracowniczych, zamiast tego płacąc koszty pracy "do ręki" pracownikowi (przestępstwo z art. 78 Kodeksu karnego skarbowego). Dostaje taki np. sędzia przez to ok. 13 tys. zł miesięcznie zamiast 10 tys. zł. Od premiera zależy, czy w tej sprawie nie będzie kontroli skarbowej/Policji, skandalu, "wojny" z rządem o te pieniądze i utraty przywilejów. W ten sposób to premier wszystkim kieruje; nie tylko swą broszką, czyli administracją rządową, ale wszystkim, włącznie z sądownictwem i tym, co prywatne. Nic dla niego nie jest za wysoko; nawet Trybunał Konstytucyjny czy Trybunał Stanu, samorządy, Sąd Najwyższy czy McDonald's albo centrala taxi – wszyscy są na jego usługach. Występuje antyludzka współpraca kryminalno-podsłuchowa, a bandytami związanymi z telewizją są też szeregowi pracownicy. Typowe jest też przyjmowanie łapówek "telewizyjnych" w związku z chwilowymi czynnościami służbowymi (np. za pośrednictwem BitCoin czy ewentualnie hoteli).

    ·  Faza 1 kryminalizacji biznesu.  Do niepłacącej podatków elity, oprócz pracowników-agentów, zaliczają się też właściciele-osoby fizyczne kontrolujące "skorumpowane" w ten sposób spółki. Przedsiębiorca przedsiębiorcy jednak nierówny, więc zacznijmy od ryb najgrubszych, zaangażowanych w stopniu pełnym i mających w mafii szczególną specyfikę, rolę czy kontakty. Media, w tym media ogłoszeniowe, operatorzy telefonii komórkowej, hotele (choć w ich przypadku to może gmina), firmy ochroniarskie(?), producenci procesorów i komputerów (kierownictwo), sieci barów i restauracji, sieci stacji benzynowych, agencje nieruchomości, banki, a także (bez śledzenia ekranu) producenci zamków (to akurat może nowszy nabytek, a nie faza wstępna), centrale taxi (i kierowcy), firmy budowlane i samochodowe — zjawisko mafijnego wpływu podsłuchowo-podatkowej korupcji na funkcjonowanie firm jest bardzo masowe, choć całościowo rzecz biorąc marginalne w gospodarce. Kolejny cios w Waszą kieszeń, obok braku pracowniczych PIT-ów (a na wtórnym rynku nieruchomości — także braku podatku od dochodów z najmu od osób, które w celu wynajmu zrobiły remont mieszkania i uzgodniły z sąsiadem "obserwatorium" ekranu). W firmach skorumpowanych kierownictwo, a nawet pracownicy, posiadają telefony podsłuchowe (tego typu przestępcy są skatalogowani, wpisani do bazy danych wraz z imieniem, nazwiskiem, a spikerzy tortury dźwiękowej, czyli operatorzy podsłuchu, mogą zawsze do nich napisać przez Skype w jakiejś sprawie), zaś — funkcjonalnie rzecz biorąc — firma jako całość, swoim personelem (mogą być wyjątki, np. ochroniarze, taksówkarze), zamieszana jest zwykle w śledzenie Piotra Niżyńskiego kamerami przez osobników w słuchawkach ślęczących cały czas przy podsłuchiwaniu, w śledzenie ekranu komputera, zarówno podczas mej obecności na miejscu (podglądanie laptopa anteną), jak i w miarę ochoty kiedy indziej przez Internet. Niepłacenie podatków dotyczy wszelkiego rodzaju czerpania dochodów z przedsiębiorstw(a) przez danego właściciela (problem sięga wyżej niż samych tylko prezesów). Analogiczne zjawiska, jak opisane w tym i poprzednim akapicie, dotyczą oczywiście też świata polityki, instytucji państwowych i sądowniczych. Korumpowały gminy z nielicznymi wymienionymi w tej fazie wyjątkami, w których robiły to same urzędy skarbowe.

    ·  Faza 2 kryminalizacji biznesu.  Inwestorzy KAŻDEJ realnej firmy, która jest zlokalizowana we własnościowej czy ogólnie odrębnie stanowiącej o sobie siedzibie, podlegają teraz korumpowaniu przez gminę lub (w przypadku mieszkań) spółdzielnie mieszkaniowe, przy okazji ich własnych remontów — jednakże metodą korupcji często (zawsze?) pozostaje to, że będzie można nie płacić podatku, co urząd skarbowy czy ministerstwo zapewne w razie wykonania telefonu jeszcze chętnie takim przedsiębiorcom w tamtym czasie potwierdzali; w razie co bardziej skomplikowanego, np. wymagającego kamer czy podglądania ekranu, biznesu — były specjalne uzgodnienia twarzą w twarz (bodajże z przedstawicielami samorządu), gdzie omawiano potrzebę kryminalizowania personelu i czynienia z niego szpiegów w słuchawkach, podsłuchujących non stop me życie prywatne i wpatrzonych w kamery, skontaktowanych z telewizją. (Do grupy z fazy 2 wlicza się cała następująca śmietanka: biurowce, centra handlowe, restauracje i bary, prawnicy, w tym także notariusze i komornicy, sklepy spożywcze itd.) Pieniądze za remont, tj. założenie niewidocznej instalacji dźwiękowej, do podsłuchowego dręczenia lub przekazu podprogowego (radiowy "botnet" ze smartfonów zarządzany w telewizji), pochodzą od nieświadomej tego procederu wspólnoty mieszkaniowej lub od gminy. Co najwyżej można liczyć na to, że niektórzy przedsiębiorcy się nie zgodzili na te wszystkie układy odnośnie nadużyć władzy z premierem i papieżem, bardzo nieliczni (poniżej 5%), ale w takim razie musiała ich zapewne czekać utrudniona droga w mediach reklamowo-ogłoszeniowych, wymagająca np. wynajęcia lokalu (jak to zwykle bywa: już po remoncie). Oczywiście media te (np. Panorama Firm) nie zabierały się do żadnego opróżniania swej listy firm bez uprzedniego dodatkowego bodźca w postaci korupcji w omawianej tu fazie 2, bo jak tu walczyć ze zdaniem np. 50-80% przedsiębiorców, gdyby okazało się, że aż tyle nie da się przymusić?... To większość narzuca swą akceptację lub nie (w sprawach moralnych) katalogowi firm, a nie odwrotnie, pamiętajmy o tym. To dlatego podstawową siłą napędową było tu przekupstwo. PRAWIE CAŁA GOSPODARKA JEST DZIŚ W RĘKACH ANTYLUDZKIEJ MAFII Z POLITYCZNYM ZAPLECZEM. Przedsiębiorcom ustawiono do podsłuchiwania tel. kom. (może nauczono ich nawet dodawania kolejnych osób do tej podmiany wybranego nru na podsłuch — to w tych bardziej skomplikowanych biznesach), a także zaproszono ich na grupę na Facebooku poświęconą śledzeniu Piotra Niżyńskiego. W sprawie remontu stosowano też w miarę możliwości i potrzeby groźbę wywłaszczenia (zwykle mało realistyczną), choć może w takiej sytuacji wypadałoby w razie autentycznej woli realizacji takiego scenariusza brać pieniądze i co najwyżej walczyć o kwotę odszkodowania. Przecież taka jest istota odszkodowania, że powinno pokrywać te zyski, które się ma z nieruchomości (np. na zasadzie odsetek bankowych od niego czy z obligacji). Poza tym zawsze można było założyć w tej sprawie media i tu już nie ma żadnego usprawiedliwienia, że nikt bogaty się za to z powodzeniem nie zabrał. Zresztą typowo np. mnóstwo (większościowa część) taksówkarzy czy przedsiębiorców blokowych jest zadowolonych z układu, wskutek którego nie płaci podatków. Podobnie jest pewnie u innego typu przedsiębiorców i właścicieli ziemi. Kłania się tu poniekąd wiara w nacisk jako skuteczną wymówkę.

    ·  Budżet państwa (pod względem podatku PIT) nie zbankrutował tylko dlatego, że przedsiębiorcy stanowią małą (ale najbogatszą) frakcję społeczeństwa, ok. 5-10%, zaś spośród pozostałych prawie 95% przytłaczająca (prawie 90%-owa) większość to normalni pracownicy, niezamieszani zawodowo w żadne szpiegowanie.

Pierwszy z brzegu portier Urządu Kontroli Skarbowej (podobnie w US) powiedział niepytany na mój widok, że Jest Skandal!. Spotkałem też liczne inne potwierdzenia (tu przykład), a zobaczcie też bardzo znamienne słowa byłego Ministra Sprawiedliwości – Gowina (oto tzw. aluzja)...


Tak gigantycznego skandalu z nadużyciami władzy jeszcze w Polsce nie było! Mafia państwowa jest wszechobecna. Wolno człowieka dowolnie bić, poniżać i gnębić, niemalże na oczach i wobec uszu sędziów i prokuratorów. Wszystko w rękach premierów, już od kilkunastu lat (premierzy zaś muszą być w zgodzie z posłami — partie obecnie znane mają zapewne w swych szeregach sporo przestępców podsłuchowych, w Sejmie pewnie ok. 100%, jestem w ten sposób ich pokrzywdzonym – ta powszechna zgodność występuje zwykle np. przy realizowaniu wybryków autorstwa papieży lub innych antyludzkich akcji przeciwko osobie dziś śledzonej). Totalnie skorumpowane państwo, życie wśród tortur i szykany w stylu "siły wyższej" w odpowiedzi na wszelkie próby poprawienia swej sytuacji to codzienność, z którą się borykam.

Dopiero partia Piotra Niżyńskiego położy kres tej bandyckiej sielance obejmującej nawet fałszowanie wyborów i mordowanie. Poczytajcie, jak wszędzie jestem podsłuchiwany na żywo przez nie tylko telewizję, ale i inne osoby, niemalże na moich oczach, non stop.
Pamiętajcie: instalacje podsłuchowe służące do grania dźwięków ludziom podsłuchiwanym stały się od 2006 r. powszechne. Pokażę Wam przykładową taką instalację, gdy tylko się do niej dokopię, tzn.: gdy sprawa cudzych roszczeń zostanie rozliczona. Zobaczcie, co zrobiono z wtórnym rynkiem nieruchomości (a ręce od tego opadają)... Tam najłatwiej o dowód: prawie że nieuchronne (z punktu widzenia właścicieli nieruchomości, także przy ogłoszeniach bezpośrednich) pośrednictwo spółdzielni mieszkaniowej jest źródłem wiedzy o podsłuchu w telewizji (tylko nie dajmy się do tego zapisać i zepsuć swej przewagi)... Dziś każde takie Allegro.pl to zaledwie lista nieruchomości z zainstalowanym przekazem podprogowym, "instalacją podprogową" obecnie używaną do dręczenia, o czym każdego chętnego się wprost informuje (w przypadku mieszkań ustawiony podsłuchowo jest też sąsiad i w razie potrzeby wypełni swą podsłuchową misję na rzecz telewizji, tj. wpuści agentów przychodzących tam za pośrednictwem, kolejno, Facebooka i okolicznego hotelu).

Pora odrzucić nierzetelne media, które z głupawych powodów lekceważą to, że państwo w wielu podstawowych sprawach jest niezdolne nawet do podjęcia próby śledztwa.

Dlaczego, przede wszystkim, nie ma skandalu? BO NIE PRZYCHODZĄ ŚWIADKOWIE. Aby się zgłosić, kliknij pole "Napisz do autora" pod nagłówkiem bloga. Czas osądzić polityków-bandytów.





22. kwietnia 2016 r.

Starania o pozbawienie mnie domu

Odnotowuję tu tylko, że od prawie miesiąca dają mi się szczególnie we znaki usilne starania, by pozbawić mnie domu z wykorzystaniem uzyskanych za pomocą oszustwa tytułów wykonawczych. Szczegóły tej sprawy są opisane w ostatnich zapiskach w pliku /zapisy.txt. Oprócz tego mowa tam o pewnych innych sposobach dręczenia, zorganizowanych przez hipotetyczne bandy typu agent nieruchomości+hotel+właściciel mieszkania+sąsiad, takich, jak fale blokujące notebook tabletowy jednorazowo nawet np. na 10-15 minut (pewnie jakieś gigahercowe, bo łatwo dostają się przez otworki w osłonce elektromagnetycznej) czy zmiany napięcia prądu, zapewne przez sąsiedztwo, dzięki odpowiedniemu zorganizowaniu instalacji elektrycznej (te ostatnie widziałem na żywo na wyświetlaczu zasilacza UPS z baterią: zmieniało się to napięcie skuteczne w granicach między 230 V a 243 V, ostatnio nawet rozwalono ten zasilacz – obecnie planuję się przed tym zabezpieczać przyrządem własnej produkcji).

Przez kilka ostatnich miesięcy zajmowałem się głównie kopaniem na tej działce; pracownik gastronomii w gminie powiedział mi nawet, z której to strony i na jakiej głębokości, mianowicie 5-6 metrów (a ta firma kucharska chyba nawet obsługuje odpowiednie latarnie, przełączając tę moją i jedną niewłaściwą, choć kojarzącą się ze mną, co rusz, tj. wyłączając, a po minucie czy dwóch, czy godzinie znowu włączając itd. – dla zabawy, dla wciągnięcia ludzi-potencjalnych świadków w przestępstwo i dla zablokowania mi możliwości znalezienia prądu wewnątrz budynku przy pomocy czujników czy profesjonalnych detektorów – właśnie wkrótce po pierwszych takich próbach z czujnikiem zaczęły się te przełączania, odtąd już nigdy nic nie dało się wyczuć w środku – bo gdy jestem w środku domu, zawsze odpowiedni prąd jest wyłączony). Załatwiłem bardzo duży (i drogi) wykop 3-metrowy (łącznie błądzenia oraz wykonanie samego tego wykopu kosztowało ok. 51 tys. zł, mam na to kwity), poniżej zaczynają się już wody gruntowe i wszystko bardzo pływa (nawet pompka nie pomaga, bo zaraz znowu się to bajoro napełnia), więc trzeba by jakiś wąski basen, z szalunkiem z drewna dookoła, urządzić gdzieś na dole tego wykopu. Przestałem się tym zajmować w kwietniu, ze względu na pojawienie się wrogich wzmianek w księdze wieczystej, na razie dotyczących tylko toczącego się postępowania. W każdym razie powtarzam: dom, choć poniekąd normalny, jest oczywiście z prowadzącym przez drogę gminną do latarni, na razie jeszcze nieodsłoniętym "kablem do podsłuchu" (w ten kłamliwy sposób – jako "podsłuch" – określa się instalację dźwiękową, choć ludzie gminy czy budowlańcy raczej doskonale wiedzą, że to jest przede wszystkim grające, a funkcji podsłuchu pewnie nawet nie ma), który prawdopodobnie wg słów świadka (czy nawet rzekomo "wykonawcy") mieści się na głębokości 5, może 6 metrów. Pewnie w jakiejś rurce prześwidrowanej podziemnie. Płycej niż 3 metry na pewno tego nie ma. To, że wykop 3-metrowy zrobiłem z właściwej strony, potwierdził nie tylko ten świadek, szef firmy gastronomicznej pracującej obok w gminie, ale i sugeruje to zdrowy rozsądek, bo przy takiej głębokości trudne byłoby kopanie jakichś zygzakowatych ścieżek w kształcie linii łamanej, a tymczasem prawie na pewno to ta latarnia, o której myślę, po tamtej stronie zlokalizowana, mnie obsługuje. Również jeden z pracowników wynajętej ekipy robotniczej potwierdził mi, że prąd w takich instalacjach, na całym osiedlu zrobionych, prowadzony jest "od każdej latarni" (nawet twierdzili, że jakichś tam znajomych w tej gminie mają). Co ciekawe, na tej działce stosuje się w odniesieniu do wszystkich przyłączy oprócz wody swoiste znakowanie, które polega na umieszczaniu jakichś np. folii na np. metr czy pół metra ponad położeniem rury czy kabla. Tak było na pewno i z gazem, i z prądem. Otóż znalazłem takie znakowania również w tym dużym wykopie, najpierw na głębokości ok. 1,5 metra nasypano duży śmietnik, następnie w tym samym położeniu poziomym, ale na głębokości ok. 2,5 metra był... kawałek kabla telewizyjnego (kabel typu F, 75Ω; oto moje zdjęcia:  1 ,  2 ,  3 ,  4 , a to opis kabla na cudzej stronie internetowej). Kabel ten trzymam na przyszłość jako dobrze zabezpieczony dowód rzeczowy. Twardy plastikowy biały środek, otoczka z folii aluminiowej, a nawet siatki metalowej – to wszystko można w nim znaleźć. Jednym słowem – "słuchajcie, zainteresowani: tak, tutaj jest podłączenie dla grającej tu  telewizji". Niestety, w świetle złodziejstwa ze strony osób dawniej wynajmujących mi mieszkanie, czyli przede wszystkim przeszacowań rzeczoznawcy, ale także takich zafałszowań jak samodzielne chyba wyrządzenie szkód przez właścicieli (lub przez osoby trzecie), co w jednym z przypadków wyraźnie miało miejsce, czy bezprawne naliczenia sobie okresu wypowiedzenia umowy wbrew prośbie, mogę nie mieć możliwości korzystać z tego akurat domu.   [edit 2016-06-09: Komornik. Spłaciłem wprawdzie ww. dawnych wierzycieli 5. maja, ale wciąż trwa doczyszczanie stanu prawnego nieruchomości.]   Można tu jeszcze odnotować, że przez czas wykonywania wykopów stosowano zastraszenia, takie jak skasowane samochody u sąsiada, skasowany samochód przy sklepiku itd. (tymczasem ekipa remontowa woziła mnie codziennie na miejsce robót i z powrotem), z czego mam nawet filmy, ale to na tle wszystkiego drobiazg. Nie chciałbym odwracać za bardzo uwagi od głównych problemów, takich jak kryminalizacja polityki (nawet tej najnowszej – doliczyłem się 6 zbrodni chyba przez samo państwo zorganizowanych w czasie 100 dni rządu Szydło), spodziewany udział w tym Kościoła Katolickiego (na co wskazuje niezawodne zawsze bycie ich mediów w temacie) itd. – korzyści z tego potrafią być różne i dotyczyć bieżących spraw, ale często chodzi po prostu przede wszystkim o przeciągnięcie polityka na złą stronę już na pewno i na stałe – tym bardziej, że poszlaki w sprawie takich zbrodni rzuca się właśnie mnie, więc jak tu takiemu pomagać.

edit 2016-04-22: Zwróćmy uwagę, że są pewne poszlaki na to, że to m. in. właśnie WATYKAN (dobry głównie dla ubogich papież Franciszek) jest zaangażowany w próby pozbawiania mnie pieniędzy i torpedowania przedsięwzięć medialnych.   [rozwiń komentarz...]   edit 2016-06-13: Napisałem tutaj o burdelach przy skrzyżowaniu al. Jana Pawła II i al. Solidarności – i co? Masakra w Orlando w night clubie... Jakaś podobno historyczna, "największa".

edit 2016-05-01: Chciałbym nadmienić, że dzięki rozwijającej się technologii telewizja nie tylko może słyszeć wszystko, bo to mogła już w 1991 r., ale nawet może widzieć coraz więcej, w coraz większej rozdzielczości (tj. mniej ziarniście) pewne materiały – zależy to przede wszystkim od ich nasycenia metalem. Spikerzy byli w stanie, praktycznie na bieżąco (bez opóźnień), dostrzec np. poruszającą się glizdę chowającą się gdzieś w dziurce garażu (ale w końcu wyszła na jaw) czy dosyć małe grudki kału, rzędu np. 2 cm. Jak to możliwe opisano w tekście o zasadzie działania radaru podsłuchowego – zapewne wchodzą w grę gigantyczne częstotliwości taktowania zmian częstotliwości (wiele gigaherców), które pozwalają na bardzo cienkie sfery (powierzchnie kul), na których wykrywa się obiekty (dzięki temu nie tak ich tam dużo i łatwo je porozróżniać i zlokalizować). Ponadto rozwój najnowocześniejszych bardzo szybkich procesorów pozwala na przygotowywanie obrazu śledzonego miejsca (tzn. tych materiałów, które da się dobrze widzieć) praktycznie na żywo. Niestety to prawda i odczuwam to na własnej skórze.

edit 2016-05-03: W Dominikanie jest miasto Cabarete (po ang. czytałoby się np. kabaret), co pasuje dziwnym trafem do miejsca hańby abpa... Wesołowskiego (czyżby to specjalnie przygotowana "przypowieść o księdzu W", a spójrzcie też na inicjały JW: pasują do skrótu "jw." – "jak wyżej" (nawet kropki na końcu nie brakuje, w sensie przenośnym: bo u spikerów kropka, np. opóźniona, poprzedzona spacją kropka, oznacza od lat  wyrok) – a abp Juliusz Paetz, bohater głośnej sprawy o molestowanie przez księdza, jakoś też miał dobre inicjały: JPpoczytajcie tutaj o wyliczeniu prawdopodobieństwa przypadkowości tego; o problemie pedofilii wobec mnie jest w tekście o JP2 i genezie podsłuchu, a dodatkowe przejawy tego, że może ten problem jest znany nawet w Ameryce, są w Liście Doborów Po Nazwisku przy problemie ircd-ratbox, pkt 24). Potwierdza to niejako hipotezę, że Wesołowskiego specjalnie wybrano do tego zadania i nakłoniono go, postawioną już w dopisku 'edit 2015-09-17' pod wpisem z 5. marca 2015 r. o Kościele (proszę go rozwinąć i spojrzeć na pogrubione zdanie) – w każdym razie nieprzypadkowo raczej to zło trafiło na Wesołowskiego. Ponadto jeszcze jeden powód, że zdecydowano się w ogóle na to i wykorzystano Wesołowskiego, to być może ten wymieniony przy nim na Liście Doborów Po Nazwisku (pkt 9). Tutaj osobny tekst: jak ja widzę sprawę Wesołowskiego

edit 2016-05-28: Wspominałem na tym blogu parę razy o śmierci mojej cioci, Ani Uzdowskiej, i uderzającym związku tego (najprawdopodobniej) zabójstwa z abdykacją papieża, tymczasem może niektórzy czytelnicy nie dowierzali, że ona zmarła wtedy, kiedy zmarła, mimo zaprezentowania skanów dokumentów (akt zgonu, pokwitowanie z cmentarza). Może jestem fałszerzem?... Wszak równo rok po tym pogrzebie pogrzebał swój pontyfikat papież, co w Światowy Dzień Chorego z odpowiednim wyprzedzeniem zapowiedział i co w dodatku było także rok wcześniej, w dniu jej śmierci, zapowiedziane wprost, wśród natłoku innych nagłówków kościelnych mediów, z których wszystkie w zawoalowany sposób piły do tej śmierci (nawet jej wtedy nie zauważyłem, bo nie mam z tą częścią rodziny kontaktu). W takim razie zwracam uwagę, że: po pierwsze, datę pogrzebu czy nawet datę śmierci można zapewne potwierdzić telefonicznie u obsługi cmentarza, bo to nie są raczej dane tajne, nagrobek każdy i tak może oglądać; po drugie, datę tego pogrzebu (czy raczej dodania odpowiedniego filmu) dodatkowo poświadczy Wam serwis YouTube, gdyż zamieszczono tam wtedy wideo ze zdjęciami i pokazaną datą pogrzebu. Na pewno więc nie dorabiam przeszłości do późniejszych bardzo głośnych medialnie wydarzeń. Zaś artykuły medialne z 2012 r., których aluzje służą za bardzo silne poszlaki zabójstwa (była nawet wtedy cała z góry przygotowana pielgrzymka na Kubę, gdzie jest świetny materiał do takich aluzji – akurat odpowiedniego dnia sobie o tym nadchodzącym wydarzeniu przypomnieli...), są zarchiwizowane na podstronie tego bloga z dowodami foto/wideo – na zdjęciach aluzje poobjaśniane są specjalnymi napisami od naszej redakcji w kolorze czerwonym – zresztą artykuły te (z mediów kościelnych) wciąż są dostępne w Internecie, możecie poszukać. Samobójstwo jest w tej sprawie bardzo mało prawdopodobne (zresztą data wynikała ze zdarzeń w moim życiu, raczej niezbyt przewidywalnych), a jeśli by nawet mogło mieć miejsce, to tylko za sprawą podżegania przez jakichś księży, bo ciocia była zdecydowanie osobą wierzącą (ale i tak nie ufałbym takim wyjaśnieniom, nawet, gdyby znalazł się "świadek" – zresztą takie podżeganie to też przestępstwo, więc tak czy owak było pewnie krycie państwowe). Ciocia była osobą twardą ręką po katolicku wychowaną, żyjącą prosto, w dodatku nawet nie miałaby do kogo się zwrócić o coś takiego. Zmarła w szpitalu psychiatrycznym. Spikerzy potwierdzają od dawna, że to zabójstwo, a nawet bodajże, że byli zamieszani w jego "uruchomienie". Więcej o tym zgonie jest we wpisie z 14/01/2016 o kilku innych zabójstwach oraz pod wpisem z 4/09/2015 o katastrofie smoleńskiej (zorganizowanej nota bene prawie na pewno przez tę mafię: zob. wcześniejszy dopisek tutaj, 'edit 2016-04-22' – po rozwinięciu jest w nim o tym skrajnie wysokim prawdopodobieństwie zamachu mowa, w dodatku tylko na podstawie dwóch pierwszych z brzegu poszlak, a zupełnie pomijając np. problem uprzednich, wprawdzie wtedy w ogóle nie umożliwiających jeszcze przewidzenia aż takiego zamachu, przecieków do telewizyjnych nadawców przekazu podprogowego i do samego podsłuchiwanego). Porównajcie śmierć mej ciotki z niesłusznie rozdmuchaną w mediach przez Ziobro sprawą doktora G. z 2007 r. – może właśnie z tej okazji, tj. szukania doktora, była nagłośniona (ciotka niby zmarła dopiero rok po śmierci babci, ale może już wtedy to szykowano).

(11:10)


14. stycznia 2016 r.

Mocne poszlaki na temat pewnych zbrodni, w tym smoleńskiej. Papiestwo w opłakanym stanie

[edit 2016-06-11]   Wpis został przeredagowany. W jego dopiskach można znaleźć informacje na temat zabójstwa Popiełuszki (pamiętny wykonawca: Grzegorz Piotrowski), Papały, 17-latki A. Piotrowskiej, natomiast tutaj niech będzie wzmianka na temat spodziewanego organizatora zamachu smoleńskiego. Jaki był pierwszy artykuł Radio Vaticana z przedednia zamachu smoleńskiego? "Papież Benedykt XVI sobie film ogląda: »Pod niebem Rzymu«"... (Mówi się przecież tak czassem: "Pokazał, kto tu rządzi!"...) – Film był oficjalnie o Piusie X, czyli o dosyć już starych sprawach Kościoła (zestawcie to z tym, o czym tutaj już za chwilę! pojawia się sprawa zabójstwa Popiełuszki przecież), natomiast tytuł, data i pozycja na liście aktualności w Radiu Watykańskim są bardzo wymowne. – W eKAI natomiast: Marsz żywych przejdzie po raz..., Zamach pozwolił dotrzeć Janowi Pawłowi II ze swym przesłaniem do całego świata (dwa dni przed masakrą chyba dlatego, że w międzyczasie jeszcze zlecono inne zabójstwo, np. mojej cioci, co nastąpiło już za Benedykta XVI, czyli dzieło Jana Pawła II mogło być dopiero przedostatnie), Odbyła się ekshumacja ciała ks. Jerzego Popiełuszki, Osobliwy protest stewardessy (jedna osoba, nauczycielka, w ostatniej chwili zrezygnowała z lotu); ich strony z listą newsów:  1 ,  2 .

Motyw zbrodni? Już to wyjaśniałem we wpisie zadedykowanym tej katastrofie – chęć spetryfikowania układu rządzącego w państwie i mediach. Strach, tak zwany instynkt samozachowawczy osób na stanowiskach zapewnia w takiej sytuacji trwanie złego, na zło zamykającego oczy układu przez np. kolejne 20 lat.

[edit 2016-11-19]   Spójrzmy jeszcze na inne mass media -- na ile były przygotowane na to, co nadeszło 10. IV 2010 r.? Artykuł z przedednia katastrofy smoleńskiej w Gazecie Wyborczej (dodatek Katowice): "SPÓŹNIALSKA MASAKRA KOLEI REGIONALNYCH" (tak, nagłówek napisano wielkimi literami). Istotnie, katastrofa kolejowa zdaje się być drugą masakrą obciążającą rząd Donalda Tuska, jest to aż nazbyt widoczne, gdy przegląda się II dopisek pod wpisem z 4. IX 2015 r. o Smoleńsku tu na blogu (ten dopisek z rozwijalną listą zabójstw). Katastrofa pod Szczekocinami (porównajcie: Sękocin, miasto Wielkiego Brata TVN) to był po prostu, jak się zdaje, jeszcze jeden tego typu wyczyn papieża w Polsce, który dopiero miał nadejść i faktycznie w końcu nadszedł. Skojarzenie oczywiste. Czegóż więcej potrzeba? A przecież raptem kilka nagłówków dalej jest w archiwum GW taki oto potworek, robiący wyrzuty strajkującym (trochę nie w stylu GW, prawda?): "Blokowali tory, dostaną podwyżki" -- przecież aż się prosi skojarzyć to (blokowanie torów to psucie środka lokomocji, jakim jest kolej) z sytuacją gen. Majewskiego, awansowanego, jak wskazywałem, tuż przed emeryturą na najwyższe stanowisko w wojsku przez gen. Kozieja. Jeśli to wszystko o Smoleńsku, to jasny byłby też podtekst nagłówka, który jest w archiwum GW z tego dnia (9. kwietnia 2010 r.) tuż za poprzednio wymienionym: "Jeden prezes wystarczy" -- "poprzestańmy na tym Prezesie Rady Ministrów jako organizatorze" (i dalej podtekst: tak się nie da [więc sprawy nie ma wcale])... A co do tamtego nagłówka, wielkimi literami pisanego a dotyczącego kolei regionalnych, to jednym z następnych takich był "WALKA O WŁADZĘ W PLATFORMIE (...)", a więc znowu w tle, w podtekście jakby ten temat  krycia zbrodni Watykanu i zwalania wszystkiego na politykę polską (tzn. bycia oszustem, samemu niewierzącym a wciskającym innym jakieś bajeczki o dobrych hierarchach po to, żeby ludzie byli możliwie nieegoistyczni i usłużni). Kolejny artykuł z tego przedednia: "Lech Kaczyński chce być dalej prezydentem" (przedruk informacji podanej jeszcze wcześniej, 8. kwietnia, przez Rzeczpospolita.pl, o zbliżającym się oficjalnym ogłoszeniu ponownej kandydatury w maju 2010 r.). Zaś tuż za tym artykułem w archiwum.gazeta.pl z 9. kwietnia 2010 r. pojawia się bezczelnie taki oto, dziwnie trafiający w klimat: "W jakiej są formie?" ("Żużel. Częstochowscy żużlowcy nie mają za sobą prawdziwego testu formy, ale pojedyncze występy nie nastrajają  optymistycznie. Może lepiej będzie od niedzieli?"). Sporo dalej można znaleźć takie artykuły: "Sensacja stała się faktem. To koniec marzeń" ("Srogim rozczarowaniem zakończyła się poznańska eskapada zawodniczek BKS-u. Podopieczne w półfinale uległy Organice Budowlanym Łódź i już w sobotę pożegnały się z marzeniami o obronie Pucharu Polski") oraz "O Katyniu w Łodzi" (przypomnę, że ci, co zginęli w Smoleńsku, lecieli na uroczyste obchody rocznicy zbrodni katyńskiej). W tym samym dniu ukazał się też artykuł sportowy "Sprowadzeni na ziemię". Wracając do miejsca sprzed zdania "Sporo dalej..." można znaleźć kolejny artykuł, kojarzący się w tym kontekście świetnie z prof. Biniendą, materiałoznawcą akademickim również lansującym tezę o wybuchu jako przyczynie katastrofy: "Pablo Pineda: Nie jestem żadnym aniołkiem" (zaraz za tym jakiś artykuł "Akademia w Senacie", ale mniejsza z tym). (Te jeszcze są fajne, pasują do "zmiany warty" politycznej, następowały prawie jeden po drugim: "Nowe zarzuty dla byłych szefów MPK" [..."usłyszeli kolejne zarzuty. Są podejrzani o niegospodarność i utrudnianie przetargu"], "DZIEJE SIĘ DZIEJE"; i jeszcze: "Ratujmy zabytek", "Zarzuty dla kierownika z ZUS-u" [z u(za)bezpieczeń społecznych)].) Był artykuł o stworzeniach niższych (zwierzętach) potrąconych przez pojazdy lokomocyjne: "Zobacz film i pomóż zwierzętom potrąconym przez samochody" (samolot TU-154, który się rozbił, jak pamiętamy miał na krótko przed wybuchem, tj. końcem nagrania jeszcze nad ziemią, potrącić brzozę, bardzo nagłośniono swego czasu to jego zderzenie z rośliną). "Idą w zaparte" to był w tym przededniu artykuł o tym, że jakaś sprawa trafiła do... Sejmu. Kto czytał tu na blogu o masie dziwnie trafnych (precyzyjnie trafnych) artykułów GW z przedednia katastrofy Egypt Air z 1999 r. (tutaj akurat skojarzenie się nasuwa z "Doszedł na szczyt", po czym o ofiarach: "Kto o nich pamięta..."), temu spodobają się kolejne artykuły w archiwum GW, bezpośrednio za "Idą w zaparte": "Kwadrat na Kwadratach" to trochę jak Massey na Mike'u (z piosenki Młodziaka -- patrz wpis "Zeznania i dowody" na tym blogu, punkt o Donaldzie Trumpie; z jednej strony imię i nazwisko Piotra Niżyńskiego, z drugiej samo nazwisko wiceprezydenta: PeNce), jedno i to samo w dwóch odmianach, artykuł był o... zegarze (faktycznie, cóż za plany już były zawczasu!) -- pocieszająca ta Ameryka oraz prywatni piosenkarze w kontekście marazmu w Sejmie, prawda?... -- następnie "Szóstoklasiści o ludziach sukcesu", po czym "PAPIEŻ W PODRĘCZNIKACH ŚWIATA". "Dyrektorka zatrudnia inspektora-dyrektora" (z tekstem o zatrudnieniu kogoś "jako... konsultanta") pasuje do sytuacji kilka lat urzędującej dyrektorki TVP Warszawa Aleksandry Zawłockiej, która (sama bodajże) zrezygnowała z tej funkcji w 2011 r. po... rozboju dokonanym na mnie w Lublinie. W zasadzie tuż po tym zajściu zapewne złożyła wypowiedzenie. Co za słabe nerwy, zważywszy, że była dyrektorem tego ośrodka TVP tradycyjnie związanego z operatorami podsłuchu w czasie, gdy doszło do zbrodni smoleńskiej. To była z jej strony chyba zasłona dymna -- tego typu, co i papieska rezygnacja "z okazji" rocznicy podejrzanej śmierci mej cioci (spikerzy przyznają się, że została zabita z udziałem telewizji) [a tak oficjalnie: przez słabe zdrowie]; w istocie i ona, i papież mieli zapewne na sumieniu Smoleńsk, jeśli moje przypuszczenia idą w dobrą stronę (na razie jest to nierozwiązana sprawa kryminalna i panować mogą różne hipotezy, a także poglądy co do tego, na ile są one uzasadnione). Wracając do nagłówka Gazeta.pl, tym inspektorem (czy konsultantem, czy raczej: dziennikarzem) byłby generał Koziej, którego kariera medialna zaczęła się najwyżej na rok-dwa lata przed zamachem. Spikerzy mówili, że to od jakiejś "dziennikarki" ("mówiła dziennikarka") słyszeli o tym, że Koziej zrobił zamach, więc może mieli na myśli tego typu postać (zauważmy, dyrektor Majcher to też dziennikarz; osoby łączące w sobie cechę bycia dziennikarzem i politycznie zaangażowaną osobą to właśnie, aż się prosi taka konkluzja, dyrektorzy TVP Warszawa). Spikerzy nawet w tej chwili potwierdzają jeszcze, że "tak wstyd" to właśnie u Zawłockiej (choć oczywiście dla lepszego przekonania trzeba by najpierw zyskać pewność, że to ogólnopolskie radio spikerów to faktycznie sprawka telewizji, jak głosi plotka i uzasadnione domysły). Po artykule o dyrektorce jest jeszcze jeden -- po czym, dziwnym trafem, bo akurat aktualna byłaby na płaszczyźnie jakże trafnego podtekstu myśl o  telewizji, czyli najgorszych z najgorszych: "Mistrz Polski wyczerpał limit błędów?", a nieco dalej (ze 2 strony artykułów może): "Osądźcie wreszcie ten wieżowiec" (oczywiście artykuł miał swój temat, bynajmniej nie z telewizją związany; bezpośrednio po nim pojawił się artykuł "Światełko [może nadziei? może 'światełko do nieba' Owsiaka?] dla Iluzjonu"). Wieżowce kojarzą się z biznesem, czyli po prostu: z firmami, korporacjami nawet. 3 nagłówki za ww. "Światełkiem" (i "Osądźcie"): "Świadek w masce" oraz, ściśle o Katyniu, "Rosyjskie archiwa nie są zamknięte". Ponadto zapowiedziano koncert nijakiego JP (Jeremy Pelt, porównać z: Jan Paweł) w artykule "Jeremy Pelt"; zapewne na myśli była tu już raczej jedynie spuścizna ideowa [patrz: dopisek 2016-06-23 pod wpisem z 15.06.2016].

[edit 2016-11-19]   Osoby, które zginęły w katastrofie, również były zapewne dobrze dobrane. Trafił się Rypiński (ja przez prawie połowę 2007 r., cały 2008 r. oraz 2 miesiące 2009 r. mieszkałem w Rypinie, to taka miejscowość w woj. kujawsko-pomorskim), trafił się Tomasz MERTA, z zawodu... dziennikarz ("omerta", czyli zmowa milczenia grupy przestępczej, to jedno z ulubionych słów w ramach tej mafii; zresztą w menu przeglądarki internetowej na pewno macie opcję "Znajdź" czy "Szukaj" -- skorzystajcie z niej, wpiszcie początek słowa: omert, a zobaczycie co najmniej kilka wyeksponowanych zdań z użyciem tego słowa tu na blogu -- jeszcze więcej by ich się znalazło, gdyby prześledzić poszczególne dostępne tu pliki, np. stenogram z prokuratury). Same skojarzenia ze mną, czyli, poniekąd, z przestępczym ośrodkiem podsłuchowym ("telewizja").

Z kolei po wskazaniu myszą obrazka po lewej pojawią się informacje dotyczące śmierci Blidy, a po kliknięciu – zadowalająco mocna poszlaka, praktycznie przesądzająca, że jej śmierć była z góry zaplanowana, bo to w przeddzień opublikowano, obok innych nagłówków dotyczących np. wzięcia jej na podsłuch radarowy ("lustrowania").   [Niekoniecznie jako zabójstwo... znam nieco przykładów samobójstw prawie na pewno uzgodnionych z Kościołem, w tym bodajże prezes Ławniczak i bogacze: Gudzowaty, Kulczyk, może i Kim Dzong-Il, chyba też Zyta Gilowska, Janina Paradowska – dziennikarka o inicjałach JP, red. nacz. "Polityki", w moje imieniny, a także niejaki Rafał Kasiński, pasujący do personaliów mego dawnego kolegi, a nawet może Bogusław Kaczyński. Nie przesądzając akurat o Blidzie piszę, że to zapewne samobójstwa, na podstawie dokonanego podsumowania faktów i często skrajnego nieprawdopodobieństwa, jakie tkwiłoby w takich ewentualnie zabójstwach np. szpitalnych – np. od dawna planowanych czy wobec kluczowych, dobrze dobranych osób (jak to się stało, że człowiek ten akurat był w szpitalu?), czasem cechą jakiejś śmierci jest i to, że była planowana, i to, że osoba dobrze dobrana, a wtedy naiwne staje się podejrzenie zabójstwa w obliczu okoliczności: "chora i [akurat] była w szpitalu" – tj. odsuwam hipotezę zabójstwa na podstawie nieprawdopodobieństwa zbiegu okoliczności w porównaniu z inną możliwością. Co do samej Blidy to o memie pójścia do łazienki pisałem przy okazji omawiania, najprawdopodobniej, skandalu pedofilskiego u operatorów mego podsłuchu.]   Lista wszystkich prawdopodobnych "dzieł" grupy watykańskiej z czasów współczesnych (czyli od II poł. XX w.) jest dostępna tutaj, na podstronie bloga. Papieże moim zdaniem nie są wierni Kościołowi i potajemnie kierują się ("w wolnym czasie", tzn. o ile okoliczności pozwalają) misją laicyzacji społeczeństw. Ważne dla nich jest na pewno, żeby w horyzoncie długości swego życia nie mieć problemów, ale tak poza tym chyba wypełniają ww. misję tak, że nikt inny od nich lepiej by tego nie zrobił. Czy wiecie, że prymas Polski, kard. Stefan Wyszyński zmarł w święto wniebowstąpienia Chrystusa? Odszedł od nas jakby z tej okazji, z powodu tych kosmologicznych problemów z niebem... A tymczasem główne instytucje Kościoła (Sekretariat Konferencji Episkopatu Polski, Katolicka Agencja Informacyjna) oraz Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji są położone w Warszawie na skwerze imienia tego wybitnego księdza, mającego nawet pomnik na warszawskim Krakowskim Przedmieściu – jest bowiem cała ulica "Skwer Kardynała Stefana Wyszyńskiego" [jest tu też dosyć długa Aleja Prymasa Tysiąclecia oraz uczelnia państwowa jego imienia]. Po rosyjsku "NIŻe" i "WYSZe" to przeciwieństwa przysłówkowe odpowiadające polskim "niżej"-"wyżej" (ale to nie tak, że mnie dobrano pod Wyszyńskiego; raczej jego pod nazwisko tancerza Wacława Niżyńskiego). Szczegóły przytaczam na tym obrazku, zatytułowanym "Przypuszczalna historia współczesna wątpliwości i ateizmu w Watykanie". Oprócz prymasa Wyszyńskiego (zresztą wszyscy następni prymasi jak dotąd mieli coś wspólnego z taką dobrowolną rezygnacją) w taki też, tzn. chyba samobójczy i bądź co bądź podejrzany, sposób zginęli co najmniej ci oto przedstawicieli kleru: Paweł VI (jego śmierć umożliwiła konklawe w odpowiednim momencie, tak, by śmierć Jana Pawła I mogła po 33 dniach, czyli połowie 66[6], przypaść też na odpowiedni moment, czyli zgodną z przepowiednią połowiczną fazę "księżyca"), Jan Paweł I, Jan Paweł II (w 9666-tym dniu pontyfikatu), prymas Glemp w 2013 r. (zmarł w miesiącu poprzedzającym abdykację Benedykta XVI, choć przy przykładowym 5-letnim przedziale czasowym dla przypadkowej śmierci mógłby to być każdy z 30 miesięcy wcześniejszych lub późniejszych – prawdopodobieństwo przypadku zaledwie 1,6%; więcej na temat tego, że była to osoba najprawdopodobniej zamieszana w wielkie zło, jest w liście zabójstw z dopisku pod wpisem o Smoleńsku, pod nrami 7 i 13), arcybiskup Wesołowski w 2014 r. w czasie procesu (sprawa była odgórnie zapowiadana, jest tu o tym na blogu przy wpisie o księżach z parafii), abp Gocłowski (zmarł 3. maja 2016 r., czyżby to przez miłość Ojczyzny dołączył do tego nurtu?)...   [edit 2017-01-10: Co ciekawe, Jan Paweł II umierał w taki sposób, że wzbudza to skojarzenia z prymasem Wyszyńskim. Po pierwsze przewlekłe umieranie: publicznie i w świetle jupiterów, poprzedzające sam dzień śmierci; po drugie dziwnie trafna data śmierci; po trzecie w obu przypadkach występuje to skojarzenie, odwołanie się do chrztu Polski (prymas "tysiąclecia" wziął swój przydomek od tysiąclecia chrztu Polski, z kolei 9666-ty dzień pontyfikatu, w którym zmarł Jan Paweł II, również kojarzy się z rokiem chrztu Polski, 966, a nawet z jego nowym antychrześcijańskim odpowiednikiem). Skojarzenia z Wyszyńskim są tym trafniejsze, że w toku przewlekłego publicznego umierania prymasa rozmawiał on (bodajże przez telefon) z samym papieżem – można o tym w odpowiednich źródłach poczytać.]   Nie takie oczywiste, ale zdaje mi się, że i kard. Franciszek Macharski...   ["Kardynał FM" zmarł w dniu "dwa po" Światowych Dniach Młodzieży, które to dodawanie dwójek ma już pewną tradycyję i kojarzy się z pokoleniami i byciem dziadkiem; zmarł ponadto nazajutrz po imieniach Piotra, ale jakiegoś innego, bo nie moich. Jego poprzednikiem na liście śmierci był, jakże z zakończeniem się kojarzący, abp ZZ, Zygmunt Zimowski, kojarzący się zarazem nieco ze sprawą AA – Alego AgcA i zamachu na Jana Pawła II, być może na jego własne zlecenie, jak mi już na zasadzie mrugnięcia okiem niejednym sposobem potwierdzały potężne siły kojarzące się z "grupą telewizyjną".]   Co się tyczy Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji to proszę tylko spojrzeć, jak wygląda front jej budynku (proszę kliknąć podkreślone). Po jednej stronie drzwi tabliczka KRRiT, ale po drugiej: "Papieskie Dzieła Misyjne"...

[Kompletne wyliczenie-zestawienie prawdopodobnych ofiar "grupy watykańskiej", wg hipotezy tego bloga]
[Lista ważnych osób i nazw dobranych wg zapewne żadnego innego kryterium oprócz trafnego, tzn. potajemnie aluzyjnego, nazwiska (nihilistyczny wynalazek "grupy watykańskiej")]

edit 2016-01-16: W sprawie instalacji dźwiękowej w mym nowym domu...   [rozwiń dopisek...]

edit 2016-01-17: Spikerzy tortury przypomnieli mi dziś piosenkę Czerwonych Gitar autorstwa Sienkiewicza (później – jak pamiętamy – był taki Minister Spraw Wewnętrznych, B. Sienkiewicz, który wyjątkowo był bezpartyjny – i jeszcze drugim takim świeżym przypadkiem była Maria Wasiak z PKP z czasów katastrofy kolejowej, też ta bezpartyjna została ministrem...), piosenkę pod tytułem "Człowiek z liściem" – matka nam wkrótce potem zaczęła opowiadać jakieś brednie o tym, że jej dzieci mają antenki na głowie – która to piosenka dziwnym trafem też, tak, jak i inne na mnie i Watykan wskazujące ciekawostki, ujrzała światło dzienne w 1992 r. I raczej o kimś młodym opowiada (ewentualnie o jakimś staruszku), bo to zwłaszcza ci jeżdżą autobusami. (Przypominam na marginesie, dla ułatwienia interpretacji, że śledzi mnie się "raczej" radarowo, na zasadzie dopplerowskiej analizy powracającyego echa  promieniowania: a Pałac Kultury ma zwłaszcza na swym szczycie, niczym jakieś drzewo, poziomy z... no właśnie, w tym chyba rzecz.)

edit 2016-01-23: Lekceważenie dowodów z obawy przed podaniem adresu strony www (bo zawsze można tam dodać kolejne, podjąć polemikę itd.) – to metoda polityków (i ich małych mediów) oraz mass mediów typu gazety, telewizje, gdy mają coś na sumieniu. Potrafią przecież pisać nawet o rzadkich zjawiskach pogodowych, zaćmieniach itp. gdzieś tam na innej półkuli. Jednak PiS już podobno stara się o zaprowadzenie swobody cenzurowania Internetu pod hasłem jakiejś standardowo włączonej rządowej ochrony przed pornografią, do której mieliby się automatycznie dostosowywać dostawcy Internetu. Ja na sam termin w sądzie czekam np. ok. 7 miesięcy. RAZ ZAPROWADZONEJ CENZURY INTERNETU NIKT TAK PRĘDKO NIE COFNIE – BĘDZIE Z NAMI PRZEZ WIELE, WIELE LAT. A teraz przykłady wpisów z dowodami: 1/07/2015↓*, 10/06/2015 (*widać twarze mówiące, więc jest identyfikacja głosu), 5/04/2015 (trochę widać mowę pod koniec, zresztą ZEZNAM o tym incydencie), 5/03/2015*, 13/02/2015, 3/02/2015, 28/01/2015, 26/01/2015, 10/01/2015*, 25/12/2014*. Wybitnie też jaskrawym przykładem lekceważenia tematu, który ewidentnie istnieje, jest sprawa najprawdopodobniej  częściowo sfałszowanych (by był psychologiczny efekt) wyborów (w których prawdopodobieństwo nietrafienia w tak okrągły wynik wynosiło 99,8%), o której była mowa pod wpisem 10/10/2015↓. Lekceważą to w mediach publicznych i wśród polityków, w mediach katolickich i komercyjnych, w PKW i Sądzie Najwyższym też nie zrobili choćby wzmianki na stronie internetowej.

edit 2016-01-24: Zastanawiacie się, czy za śmiercią mojej ciotki, o ile naprawdę była zabójstwem, mógł stać jakiś racjonalny motyw inny niż jakaś satanistyczna ostentacyjność czy np. pogrążanie polityków przez Watykan? Tak, dostrzegam taki motyw...   [rozwiń hipotezę...]   [edit 2016-01-28: W tytule tego wpisu jest mała pomyłka [edit: poprawione, było o "pierwszej zbrodni"]. Już wcześniej w związku z podsłuchem najprawdopodobniej zabito moją 'koleżankę' z gimnazjum Agnieszkę PIOTRowską, chyba specjalnie dla mnie do gimnazjum podrzuconą – raz po raz nakręcano w mych myślach wrogość wobec niej – a być może już w I poł. lat 90-tych było jeszcze inne zabójstwo (w każdym razie jakiś trup leżał w naszym blokowym śmietniku – może nie zabili tego człowieka specjalnie). Słowo honoru + przekonajcie się sami. Szczegóły tutaj (czasy Jana Pawła II i rządu SLD-PSL z Millerem jako premierem). Być może dlatego rok 2002 jest taki szczególny – rok pielgrzymki papieskiej, może jakichś uzgodnień (porównajcie to z powyższą rozwijaną hipotezą)... Tak czy owak, tutaj w sprawie Blidy i Smoleńska też macie wyraźne poszlaki w postaci przecieku: kliknijcie ROZWIŃ, a potem np. obrazek po lewej.]   [edit: Po kliknięciu "Szczegóły tutaj" znajdziecie, dlaczego w moich oczach prawie na pewno  sprawcą zabójstwa Piotrowskiej (zwanej przeze mnie wtedy Agusią P.)  był Jan Paweł II. Po prostu powiedział on tego dnia coś rzadkiego, co brzmiało zwłaszcza dla mnie (ale nawet i dla niezorientowanych – poczytajcie) jak przyznanie się, a co media nagłośniły (a nawet te kościelne przecież niecodziennie podawały świeże cytaty z papieża, zwłaszcza w tytule artykułu – raczej to się zdarzało raz na wiele dni, czyli od razu ponad 90% dni odpada, inaczej mówiąc: sprawa jest nieprawdopodobna na poniżej 10% i z tego pułapu należy zacząć dalsze proporcjonalne obniżanie, o całe rzędy wielkości, wnikając z kolei w prawdopodobieństwo takiej treści wypowiedzi; po drugiej stronie, jak zwykle, porównujemy to z alternatywną hipotezą, że to nie przypadek: ile dalibyśmy szansy, że Jan Paweł II był ateistą i mógł zabijać? zgoda na 0,1%?... ile słów jest w słowniku i które inne by tak ładnie pasowało?...). Tymczasem to być może nie jedyny tego typu wyczyn polskiego papieża (już mniejsza tu z roztrząsaniem potencjalnych relacji Pawła VI, czyli poprzednika, do zgonu Jana Pawła I, czyli następcy – czy Piusa XII do o. Pio, który mógł być oszustem, a który po spowiedzi w 1947 r. wytypował Wojtyłę na papieża – czy np. Jana XXIII, poprzednika Pawła VI, do powiedzonka i dalszych losów Gagarina oraz w ogóle do  podboju Kosmosu: być może to w Watykanie byli prowodyrzy tych eskapad, w związku np. z kończącą się listą papieży czy zwłaszcza postępami nauki i filozofii, w tym także – ociekającej momentami podobnym tematem, np. w GM, A – filozofii Nietzschego; w świecie islamu czy np. Chinach jakoś się tak do tego Kosmosu nie spieszono; ględzili mi spikerzy ostatnio całymi dniami o tym wszystkim i o starości watykańskiej niewiary, ta miałaby sięgać przynajmniej 50 lat wstecz, a u Karola Wojtyły być z nim, przynajmniej od czasu do czasu, już od młodości). Otóż już w gimnazjum nazwisko tej dziewczyny kojarzyło mi się wyłącznie z Zabójcą Księdza Popiełuszki, o czym nawet parę razy mówiłem głośno, zaś Wikipedia podaje nawet więcej czołowych nazwisk związanych z tamtą zbrodnią z (nomen omen) Roku 1984: Piotrowski, Pietruszka, a także oskarżyciel Pietrasiński z Prokuratury Generalnej (dobór osoby do czegoś złego po nazwisku budzi jednoznaczne skojarzenia z Watykanem)... Papież raz zresztą w 2002 r. mówił pieszczotiwie o "Pietrku, który tam stoi" – wspomniałem o tym w tymże tekście o genezie podsłuchu, gdzie i sprawa Piotrowskiej jest omówiona. 1984-1993-2002?... Podpowiada(m) też dzień śmierci Karola Wojtyły: 9666-ty dzień pontyfikatu (porównajcie tę dziewiątkę z powyższym zestawieniem – wprawdzie środkowego roku nie jestem pewny, ale z innych przyczyn wydaje się bardzo prawdopodobny). Pamiętajmy, litery PTN (a zatem, być może, nawet plan mnie dotyczący) pojawiły się w najwyższej polityce już za Pawła VI, jest o tym w ww. tekście, zaś naciągany chyba nieco temat współczesnych męczenników chrześcijaństwa cyklicznie podsuwają mi media katolickie (typu eKAI, RV).]   edit: W dniu śmierci tej koleżanki był też podobno w Naszym Dzienniku, jakoby przypadkiem i z innego powodu, pasujący do skojarzeń z Popiełuszką, artykuł "Eliminacja polskiej konkurencji". W toruńskim dodatku Gazety Wyborczej trafił się wtedy artykuł z tytułem "ON NAS CHRONI". Oto zaś Gazeta Lubuska: "Przewieźli się", a Super Express rozkręcił wtedy "jakąś" aferę remontowo-łapówkarską z udziałem Komendy Głównej Policji. Natomiast wg Internet Archive na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (Millera) były wtedy takie oto tematy: najpierw obsługa państwowej kasy (przeddzień), potem dobra kontrola płynów w samochodach (dzień po). Wyjaśniam tym, co nie przejrzeli tego tekstu o JP2, do którego jest link w nagłówku (a wymieniam tam inne, ważniejsze potwierdzenia): śmierć była w wyniku, najprawdopodobniej spowodowanego przez sprawców np. z Policji, poślizgu przy wyprzedzaniu. Również i Policja.pl dzień wcześniej ogłosiła statystyki w tym temacie.   edit: Chciałbym wreszcie zauważyć, że data śmierci komendanta głównego PAP-AŁY to efekt zabawy cyframi mojej daty urodzenia(!!!): 25/09/86 moje narodziny, 25/06/98 jego śmierć – wystarczy końcową szóstkę przesunąć dwa wstecz. W Gazecie Wyborczej był tego dnia (komendanta zabito dopiero ok. 22:00) np. artykuł "Do widzenia Inwazjo", "Demokratyczny poganin", a także "Kronika policujma" [nie o "policyjna" chodziło?...] o jakimś  najściu ze strony przestępcy-furiata, "Pewne oko strażnika", "Cały naród w piekle", "Strach przed barbarzyńcą" oraz "Papierowa scheda" (w kontekście wyłudzeń – kojarzy się to i z papieżem, i z opisanymi przeze mnie, ponoć przezeń wykreowanymi, oszustwami mieszkaniowymi, i z MOIM przedrzeźnianiem słowa "papież"), ale to może za mało, trzeba poszukać większej liczby poszlak na  odgórną zbrodnię, którą gotowe byłyby poprzeć także wolne media (czyt.: także ich katolicki pierwiastek). Co więc jeszcze? Po południu w dniu śmierci generała zapowiedziano też podróż Buzka do USA (co za rzadkość! raz na rok czy na trzy?), gdzie później latami krył się (nadal się kryje?) podejrzany o zabójstwo Mazur. Medialny akompaniament przy popełnianiu zabójstwa, choć się je mimo wszystko kryje, znamy dobrze z przypadków, w których skojarzenia z Watykanem były bardziej oczywiste; zrobił się z tego redaktorski standard, nawet w mediach kościelnych... Ciekawe, ile to już łącznie, wraz z tymi ok. 15-oma zbrodniami z II dopisku do wpisu o Smoleńsku (nr 15 to tam zamach na Prokuratora Generalnego Ukrainy)?... Nergal coś wspominał o "najbardziej zbrodniczej sekcie" – OK, nadaje się ten pan na zbieg okoliczności z nazwiskiem papieża...   [edit 2016-02-02: Pod adresem .../zapisy.txt dodałem wzmiankę o dzisiaj nagłośnionym kolejnym zabójstwie (już praktycznie sięgam kabla przydomowego! jeszcze go nie widać, ale chyba go wyczuwaliśmy pośrednio), bardzo podejrzanym pod względem genezy, bo z podsłuchem na mnie się kojarzącym (ścisły dobór ofiary i sprawcy; motyw to może jakiś plan osoby potajemnie pociągającej za sznurki...), z I poł. 2015 r. Sprawa ta, zabitego niedawno dziennikarza z Mławy, najpewniej sięga czołowych polityków (w Onecie to był przed chwilą pierwszy nagłówek, to!): w Zapisach pod datą 2016-02-02 przedstawiam dosyć twarde (jednoznaczne) dowody na słuszność skojarzeń z podsłuchem na mnie. OSTRZEGAM,  i Szydło może "być w zabijaniu"! To mi się zdaje bardzo prawdopodobne, patrząc na zadziwiające szczegóły oraz brutalizację polskiej polityki! Przecież była bardzo podejrzana i naprawdę nieprawdopodobna wtedy śmierć "Bogusia Kaczyńskiego" (od zawału serca?... wkrótce po tej Blidzie tu na blogu, o której spikerzy chyba ze świeżo przejętej przez PiS telewizji nagle mi zaczęli przypominać, poza tym tutaj i o innym B. K. jest wpis, oraz ściśle w dobrym dniu: początku nowego kopania, po raz pierwszy od kilkunastu dni, gdy właśnie okazało się, że młot udarowy będzie potrzebny, co co chwila sugerowali robotnicy, zaś sprzęt do wykrywania kabli nie działał z powodu właśnie czegoś w rodzaju niepojętego "udaru", napięciowego czy od impulsu elektromagnetycznego, i leżał w naprawie) – więcej o tym jest w ww. zapisach oraz po kliknięciu linku do odpowiedniego filmu (YouTube poda Wam datę publikacji, owszem, był z publikacją mały poślizg, kilkudniowy, ale naprawdę to było w dniu śmierci i jeszcze przed południem mi doradzali poczekanie do jutra i pożyczenie młota; tu kolejny film; nazajutrz po śmierci i w dniu NAGRANIA filmów Super Express miał o tych rzeczach nagłówek na pierwszej stronie, który bił mi po oczach w sklepiku osiedlowym, gdzie często robię sobie przerwę na jedzenie). Jeśli Szydło "jest w [sprawie] zabijaniu[-a]", jak mawiają spikerzy, to na pewno przez plan jakiegoś osobnika potajemnie pociągającego za sznurki, bo sprawa się kojarzy z podsłuchem na mnie. "Wyjdzie sprawa podsłuchu na Piotrka – wyjdzie Szydło z worka, ta kara już czeka..."   KACZYŃSKI, SZYDŁO, KOPACZ – SIO Z POLITYKI!  ŚMIERDZĄ OD TRUPÓW I TEJ TORTURY!   A i Duda to bardzo zły prezydent, mówiąc delikatnie! Dobry już by z 10 razy zdążył wygłosić orędzie do narodu o tym skandalu policyjno-telewizyjnym. Duda czyżby nielepszy od Szydło i też "w".]   edit 2016-02-03: Uwaga, oto właśnie w kilka (6) dni po uwagach o Piotrowskiej (i Popiełuszce) zmarł najbliższy współpracownik Jaruzelskiego, premiera PRL z czasów zabójstwa Popiełuszki. Zmarł w szpitalu pewnie ów staruszek (z dziwnym  opóźnieniem, choć wciąż nasuwa się skojarzenie – nie przypisywałbym tego przypadkowemu doktorowi bez pleców)?... Od kilku dni spikerzy gadali, że może rodziny coś wiedzą, np. córka Jaruzelskiego. Sam temat Agnieszki wyrósł u spikerów po trosze jako skutek tematu Blidy i zabijania, po trosze jako skutek tego, że coś wydawało się być nie w porządku z rokiem 2002 u Jana Pawła II, a jeszcze tego nie rozumiałem – czyli wyrósł ten temat naturalnie, broń Boże nie jako skutek choroby jakiegoś tam generała... Pierwszą wzmiankę o Piotrowskiej napisałem tu, wg web.archive.org, 25/01/2016 WEWNĄTRZ rozwijanego dopisku '2016-01-24' i wtedy jeszcze uważałem, że tej śmierci "raczej nie było"; już w kilka dni później było tu o tak się nazywającym Zabójcy Księdza Popiełuszki – patrz kopia strony w Google Cache z 1. lutego. Nic tu zatem nie przerabiam: postać mego bloga, jeśli się wiąże z tą śmiercią, nie jest jej następstwem, lecz przyczyną(!). Niestety o przyzwolenie i o łaskę prezydentów w takich sprawach w Polsce może być łatwo.   [edit 2016-02-09: Więcej wyjaśnień w sprawie śmierci Popiełuszki oraz współczesnych prób "dorzynania watahy" jest w szarym tekście na końcu pkt. 7 z Listy zabójstw (która jest w dopisku II pod wpisem o Smoleńsku).]   edit: Dzień po gen. Janiszewskim (o którego skrajnie podejrzanej świeżej śmierci było powyżej), czyli 4. lutego br., zmarł tez aktor Jerzy P. (SKRAJNE nieprawdopodobieństwo zdarzenia się tego przypadkiem właśnie teraz, a z drugiej strony dzień po Janiszewskim, co – jako wynik powziętego planu i grania na efekt psychologiczny – wydaje się już lepszą hipotezą, jest omówione matematycznie w /zapisy.txt, jest tam przy dacie 2016-02-11 matematyczny dowód, że szpitale zabijają, a od 2016-01-22 są opisy pozczególnych najpewniej zabójstw politycznych; pewnie też w szpitalu zmarł ten aktor, choć nie wiem, czy ktoś tę prawdę głośno powie, może wręcz będą kłamać) – a przecież to najwyraźniej chyba wskutek dopisków tutaj (u najbardziej śledzonego człowieka wszechczasów! omawiającego najstraszniejszą współczesną światową aferę!), dopisków  o Popiełuszce umarł 6 dni później ten generał (skrajnie nieprawdopodobne, rzędu 1% – bo np. ±300 innych dni u osoby w takim wieku można by typowo obstawiać, razem z 601 dni, więc należy przyjąć małą szansę na ten konkretny dzień 3. lutego 2016 r., rzędu 0,16%, a nawet na całe 7 dni, rzędu 1% – porównajmy to z prawdopodobieństwem zabójstwa szpitalnego, jak w przypadku ciotki, przyjętym jako choćby zaledwie 5-10%, czyli "jestem pewny na 95%, że nie zabijają"... widać, że to i tak więcej, że więc raczej zabito(!!!)), spikerzy zresztą bardzo się sprawą Popiełuszki w tych dniach podniecali i podkreślali, jak bardzo kluczowe dla polityków i Kościoła jest krycie tego. (Poza tym non stop, powtarzam, rzędu 1 dziennie, choć czasem po 3, a czasem 0, jeżdżą za mną ambulanse, stoją tam, gdzie ja jestem np. w taksówce, nawet potrafią ostentacyjnie i irytująco robić coś w rytm mych ruchów i zmian u mnie, ci stalkerzy z pogotowia, czyli ze szpitali... tu np. zatrzasnęli drzwi, gdy zakończyłem rezerwować hotel; a tu świeżutkie filmy-przykładziki:  1 ,  2 .) Przyznawali się nawet ci spikerzy tortury (operatorzy całodobowego podsłuchu) do udziału w zabójstwie np. tym generała oraz tym ciotki na zasadzie wskazania momentu. A tu teraz jeszcze kolejny trup następnego dnia, Jerzy P.-aktor TV... Mnie zaś pozostaje ponowić radę, którą już dopisałem w rozwijanym fragmencie na samym końcu podstawowego tekstu (przed odgraniczającą linią) we wpisie z 10/10/2015: otóż  w świetle pogróżek tym bardziej trzeba prawdę rozpowszechniać na wszystkie strony bez umiaru (co zresztą jest normalnością w dzisiejszych czasach globalnej wioski, ten jej niekontrolowany obieg – poczujmy to),  by nie być żadnym istotnym "nosicielem tajemnicy", to jedyna postawa godna rozsądnego i DOBRZE WYCHOWANEGO człowieka (w tym przypadku chodziłoby o prawdę(?) o kluczowej ponoć winie Kościoła w sprawie Popiełuszki: oto więc mój apel do świadków). Tego, kto w świetle pogróżek kryje, np. rodziny polityków PRL-owskich, uważam nie tylko za samolubnego szkodnika społecznego; jestem też pewny, że sam ten kryjący na swej postawie (może bardzo opłacalnej póki co) się "przejedzie", bo ona nie prowadzi do wzmocnienia racjonalnego i opartego na prawach człowieka i demokracji systemu (wręcz przeciwnie; i ma nawet w swym założeniu niewiarę w racjonalność systemu; po co zabijać tego, kto już całą prawdę dawno wygadał... skoro zrobił tylko to, co i tak normalne dla większości narodu — nie zmienimy przecież nagle mentalności całego narodu i jego wiary w potrzebę utrzymywania uczciwości).

edit 2016-02-25: Chciałbym jeszcze na chwilę zwrócić uwagę na związki pewnych zabójstw ze światem filmu (i Telewizji). Po pierwsze, 8 miesięcy i 8 dni przed śmiercią Papaly (nomen omen – nazwisko to dls Anglików zawiera w sobie słowo "papieski" i literę A...) premierę miała komedia "Kiler" (17. października 1997 r.), której bohaterami byli Ki[l]ler (ang. "zabójca") oraz Siara (gwarowo: "wstyd"), a przedmiotem filmu – specyficzne oszustwo, które jednak (z powodu przestępstw w tle) pozostanie nieścigane (był też w filmie wątek rozpasania erotycznego, zupełnie jak w spodziewanym pierwowzorze). Zleceniodawca [=] ... wstyd! Taki film (wyjątkowo nagłośniony i znany). O ile 8 miesięcy pewnie wynikało z różnych życiowych przyczyn i nie należy się w tym dopatrywać spisku, o tyle liczba dni równa znowu 8 już brzmi podejrzanie: prawdopodobieństwo tak lub podobnie okrągłej odległości czasowej (np. same miesiące dzielą daty, a dzień ten sam) to jakieś 1 : 15, czyli poniżej 7%; a tymczasem już i tak na podstawie poprzednich dowodów raczej domyślamy się i widzimy, że Papała to było morderstwo zlecone wysoko lub bardzo wysoko (co do dowodów, to wielu nie chciało się nawet przeglądać tekstu ze specjalnej podstrony o Janie Pawle II, gdzie dokładnie opisywałem przypadek Agnieszki Piotrowskiej i, właśnie, dowody czy raczej bardzo silne poszlaki... zresztą w ogóle przyjrzyjcie się temu blogowi). Fabuła komedii – czyżby równie podrzucona co jej tytuł – opowiada o Jurku Kilerze, którego początkowo "błędnie"  po nazwisku wzięto za zabójcę (sprawa Popiełuszki się kłania) i który później zaczął z oporami wcielać się w jego rolę, choć zabójstwa nie dokonał, a jedynie je upozorował (trochę jak w sprawie Piotrowskiej, bo przez jakiś czas za sprawą spikerów nie byłem pewny jej śmierci – m. in. nie chodziliśmy już wtedy razem do klasy, bo to po "małej maturze" było – ale mniejsza z tym). Co ciekawe, ww. data premiery wraz z innymi okolicznościami uprawdopodabnia, że np. w TVP (czy ewentualnie innym ośrodku)  wiedziano o przygotowywanym zabójstwie nie tylko po zwolnieniu Pap-ały z funkcji komendanta głównego, nie tylko za kadencji prezydenta Kwaśniewskiego, ale nawet  już za czasów rządu SLD i zapewne przy wybieraniu Papały do tej funkcji – choć do samego zabójstwa doszło za AWS-u (wybory były jesienią 1997 r.). Nie było przecież odwrotnie z przyczyną i skutkiem, tj. nie niewinny film wywołał plan zabójstwa Papały, bo skoro data wyraźnie wcześniejszego filmu ma wiązać się z zabójstwem, a tymczasem data tego zabójstwa jest i tak ustalona ("przytwierdzona pinezką" bez względu na okoliczności) przez mą datę urodzenia, to plan daty śmierci nie mógłby skutecznie powstać jako skutek premiery, tj. na zasadzie dostosowania (przesunięcia o ww. 8 miesiący i 8 dni) do w inny sposób niewinnie ustalonej daty premiery niewinnego filmu (chyba, że przy wielkim zbiegu okoliczności; data premiery filmu przecież byłaby w takim układzie przypadkowa; po prostu raczej [1] nie byłoby tych 8 miesięcy i 8 dni ALBO [2] nie byłoby pasowania jego śmierci do mej daty urodzenia, gdyby tamci ukryci doradcy producenta już nie mieli z góry w głowie takiego planu – czyżby to kolejna, po mediach, sytuacja związana ze śmiercią przyszłego Papały, gdy mamy do czynienia z zadziwiającym świadomym kryciem?). Data śmierci Papały w 1998 r. (jako plan, projekt) to nie skutek daty premiery filmu z 1997 r., lecz jej przyczyna – oto moja teza, a na jej uzasadnienie przytaczam moją datę urodzenia, do której jakże precyzyjnie tę datę śmierci Papały dobrano [edit 2017: być może wskazując przy tym na kilka możliwych wersji tego, co mnie może ostatecznie spotkać i dokąd mogę dojść]. Zabójstwo to więc niejako, jak się zdaje, połączyło (swą rozciągłością w czasie) lewicę (czas przed jesienią 1997) i prawicę (później, aż do czerwca 1998). Dodajmy tu wreszcie, że oprawą dźwiękową filmu (koniecznie produkcji K. Sienkiewicza i Elektrycznych Gitar, czyli tego zespołu, który wydał równie znamiennego "Człowieka z liściem", gdzie liście symbolizują chyba promieniowanie, tzw. fotony) była bardzo znamienna piosenka(!) – kliknijcie i poczytajcie tekst (tak poza tym zawiera w sobie na początku też pewien argument ateistyczny, wspomniany gdzieś pod koniec mego tekstu o Janie Pawle II); inną znamienną piosenką z oprawy muzycznej był "Kiler", również Elektrycznych Gitar (zawierający z kolei – oprócz dodatkowych aluzji do, czyżby, sprawy papieża w ostatniej linijce drugiej zwrotki – w pierwszej zwrotce w zawoalowanej postaci przykładowe dwa inne argumenty ateistyczne znane Janowi Pawłowi II, do których chyba zrobił wspólną aluzję już pierwszego dnia pontyfikatu i o których mowa we wspomnianej specjalnej podstronie na jego temat). Aktorem grającym Siarę był Janusz Rewiński, który później bodajże prowadził program kabaretowy w TVN "Ale plama", a może i "Szkło kontaktowe" (TVN zresztą – stacja mą tragedię kompletnie lekceważąca – zaczął nadawanie w 1997 r., krótko przed premierą Kilera). Kolejna taka sytuacja to film "Cześć, Tereska", kojarzący się z wymienionym powyżej (przy przytaczaniu nagłówków Wyborczej  z dnia śmierci Papały) dziennikarskim tekstem "Do widzenia Inwazjo" z jednej strony, a z drugiej – ze śmiercią Piotrowskiej, której towarzyszyła w mediach katolickich sprawa matki Teresy (planują ją beatyfikować – w dzień śmierci) oraz relikwii małej Tereski, które wrócą do Polski. Pisałem o tym przy dokładniejszym omawianiu śmierci Piotrowskiej. O tę śmierć, powtórzę, podejrzewałbym Policję. Reżyserem był niejaki Gliński, znany przede wszystkim z tego filmu – Oskara nawet za niego chyba dostał. Fabuła filmu to historia schodzenia jakiejś dziewczyny na złą drogę, gdy tymczasem Agnieszka Piotrowska była chyba przestępcą podsłuchowym (zresztą zginął wtedy na drodze także jej chłopak oraz podobno był poślizg, a przecież zginęła latem, jak zobaczycie na nagrobku). Zauważcie – jakie to wszystko skrajnie nieprawdopodobne, a jak skrajnie prawdopodobna staje się w takim razie hipoteza zakulisowych spisków!   edit: Przypomnę z tego miejsca czytelnikom co lepsze cytaty z 2 krótkich przecież piosenek z Kilera: "nie kiwnąłem nawet palcem"; "[ono] naprawdę nie istnieje" [brak realizmu, chodzi pewnie o niebo, choć u Nietzschego ten temat był zawsze tylko między wierszami], "będzie, co ma być" [fatalizm, tak samo dalej w tekście – jest to pogląd w istocie przeciwstawny do twierdzenia o wolnej woli], "nie cofnę kijem Wisły" [aluzja do filozofii historii i koncepcji ubezwłasnowolnionego Stwórcy – jak i inne problemy też jest to zarysowane w filozofii Nietzschego, np. tutaj w "Poza dobrem i złem" 53 czy np. pod koniec "Antychrysta", gdy pisze o religii chrześcijańskiej jako o nieuchronnym skutku procesu historycznego ("fatalność"), czy np. przy pisaniu w "Zmierzchu bożyszcz" o, jak to ujął, błędzie zamiany przyczyny i skutku, zwłaszcza ściśle w odniesieniu do koncepcji Boga i innych religijnych i moralnych – "Rozum w filozofii", pkt 4], "jest tyle różnych dróg" [i odległych zachcianek, a tylko jedna zgodna z prawami przyrody...]; "dwanaście ciężkich szczerozłotych koron moją głowę zdobi", "kolejny piękny marmurowy pomnik koło domu stoi" (porównać: internauta na Opoce w dniu śmierci Piotrowskiej), "są czasem takie chwile, że się nie mylę, choć wcale nie wiem, ile" (porównajcie z dogmatem o nieomylności papieskiej przy nauczaniu wiary ex cathedra w pewnych sytuacjach, gdy papież to wyraźnie zaznacza – było bodajże kilka takich sytuacji), "co ja robię tu, co ty tutaj robisz", "już tylko Kiler" [swoją drogą, czy to nie podejrzane, że brak w katolickim kraju choćby jednego świadka na winę kogoś wyżej postawionego niż słynny Edward Mazur, skoro ją widać, a z drugiej strony USA, kojarzące się z szeryfem świata i rządami silnej ręki, tak dziwacznie go kryją?]. Pada w piosence też coś o łowieniu ryb, a pamiętajmy, że archetypem wszystkich papieży jest rybak św. Piotr.

edit 2016-03-30: Decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie Mariusza Kamińskiego jest w obecnym stanie prawnym skrajnie HANIEBNA.   [rozwiń komentarz...]   PREZYDENCKIE LICENCJE NA ZABIJANIE ZA "TO I OWO", PRAWDZIWE I NIEODWOŁALNE, CZYŻBY STAŁY SIĘ DLA TYCH SĘDZIÓW KONSTRUKTEM LEGALNYM !!! HAŃBA !!! Prawo łaski mieli też wszyscy poprzedni prezydenci: czekać nas może będą ułaskawienia "z szafki Kwaśniewskiego" w jego domu, choćby i z datą wsteczną wystawione. Powszechne będzie chodzenie wolno po ulicy, a nawet uczestniczenie w polityce, przestępców, którzy powinni w więzieniach siedzieć latami. Proszę jednak pamiętać, że Partia Popierająca Piotra Niżyńskiego – która obecnie potrzebuje 1000 podpisów popierających jej założenie – zamierza, przy sprzyjających warunkach, wprowadzić obywatelskie głosowanie nad ustawami nadsyłanymi z własnej inicjatywy i, przede wszystkim, nad rozwiązaniem parlamentu (to również nowe prawo dla narodu: inicjatywa w sprawie rozwiązania parlamentu). — [edit 2016-05-16: Wracając do tematu: kompromitacja prawna sędziów polega też na tym, że łaska przecież nie musi zwalniać od kary, lecz może ją np. tylko redukować (np. z 3 lat więzienia do 1 roku): dlaczego w razie TAKIEJ łaski miałoby nie być już II instancji sądu? Byłaby? A w razie zredukowania więzienia do zera? Przecież jest jeszcze grzywna, są jeszcze tzw. środki karne (np. zakaz wykonywania zawodu, zakaz przebywania w pewnych miejscach), no i jest jeszcze inny cel procesu polegający na stwierdzeniu winy. To przecież nie jest tak, że wszystko w postępowaniu karnym ma sens tylko ze względu na karę. Nic w ustawach o tym nie mówi. Na obronę sędziów można powiedzieć tyle, że i tak chyba sprawa byłaby umorzona z powodu świeżo zyskanego wraz z wyborem do Sejmu immunitetu poselskiego. Natomiast jest to symptom pewnych szerszych problemów ze środowiskiem sędziowskim; również Trybunał Konstytucyjny dosyć kiepsko postąpił z ustawą o sobie, lekceważąc ją zupełnie jeszcze przed wyrokiem na jej temat i przez to stając się współwinnym czy nawet głównym winnym zamieszania polegającego na tym, że teraz jego kolejnych wyroków się zupełnie nie publikuje. Jednakże podejście do prawa łaski to hańba podstawowa i najważniejsza dzisiaj, której nie można traktować z akceptacją.]

(22:59)


11. grudnia 2015 r.

Kupiłem dom. Oto fakty

[Bardzo drogie to i dlatego trudno się zdecydować.] Oferta była "bezpośrednia", znaleziona na Domy.pl, kupiłem 3 tygodnie temu. Zaraz po zakupie – i oficjalnym wpisie do księgi wieczystej, co ze 2 tygodnie zajęło – zabrałem się (z drogą pomocą pracowników fizycznych ogłaszających się na olx.pl) za  rozkopywanie działki ze wszystkich stron w celu znalezienia zewnętrznego dodatkowego źródła prądu: bo odkąd wiem o tym, że nieruchomości się remontuje, by ten przekaz podprogowy telewizji(?) miały (a wiem o tym od października 2014 r.), odtąd podejrzewam jakiś w tym udział sąsiada (z wyjątkiem nieruchomości publicznych) – wpisuje się też zresztą w to podejrzenie (obok ciągle mi udowadnianego szpiegowania ekranu właśnie zapewne w zwolnionym może specjalnie lokum sąsiadów; zresztą jestem w ciągłym kontakcie z nieznanymi mi spikerami, którzy to łatwo mogą pokazywać...), stwierdzona doświadczalnie, przykra niemożność  wyłączenia dźwięku przez wyłączenie "głównych bezpieczników domowych".   [edit: Żeby absolutnie wykluczyć z kręgu podejrzanych (o zasilanie tego całego grającego ustrojstwa) swój własny prąd, choćby nawet taki sprzed licznika i wyłącznika, prześledziłem właśnie całą drogę swego przyłącza elektrycznego i nic w niej niezwykłego nie ma, więc to na pewno nie żadne podkradanie z zakładu energetycznego. Mylących poszlak, że to rzekomo ten zły  sąsiad-złodziej zasila było zresztą nawet więcej. Np. na jesieni 2014 r. właściciel wynajętego innego domku Andrzej Graff zaprzeczał, jakoby była u niego jakaś grająca ukryta instalacja, ale robił to niespójnie. Raz więc np. sam wszedł na temat, jak to nazwał – uwaga – "instalacji podsłuchowej", gdy go pytałem o jakieś grające rzeczy, ale to tylko w tym kontekście, że bywa (chyba) coś takiego; lecz, jak kontynuował w rozmowie, u niego jej nie ma. Wszakże pod koniec mojego pobytu tam, gdy właśnie mnie wywalał (była wtedy Policja i zatrzymano mnie z powodu jakichś zaszłości, pseudopostępowań prokuratury o pewne niezwiązane z nim rzeczy), wściekał się też m. in., że: "instalacja podsłuchowa rozp***ona!"... Tym poprzednim razem, gdy zaprzeczał jej istnieniu (później jeszcze zaprzeczył raz przez telefon), opowiadał też o 2 kablach prądowych: jednym oficjalnym od ulicy, a drugim takim, co – uwaga – idzie  do sąsiada (a nie od niego), podobno jakąś inną drogą – teraz może nawet taki dopiero dodadzą (niewiele to przecież kosztuje czasu), żeby wyjść na tym porządniejszych, że w błąd nie wprowadzających, ale prawdopodobnie p. Graff po prostu zmyślił to – przez wzgląd na moje podejrzenia, bym przez to tym bardziej uwierzył w tę wersję o sąsiedzie. Tymczasem właśnie najprawdopodobniej to Z GMINY idzie prąd dla prywatnych smartfonów – z jej latarni ulicznych. Spróbuję później wstawić tu na to dowód w formie reportażu wideo. Nieruchomości, nawet prywatne, są istotnym źródłem tej tortury na każdej ulicy, gdzie tylko się zjawię; któż by chciał latami za taką torturującą instalację płacić jak za swój prąd?... Zresztą gminy (czyt.: Skarb Państwa), jak skądinąd wiadomo (np. stąd), płacą też za samo wykonanie remontu (niekiedy może jako uczestnicy i pośrednicy w funduszu europejskim).]   Efekty rozkopywania pokażę wkrótce: znajdzie się na pewno kabel zasilający poprowadzony potajemnie od któregoś "sąsiada", bardzo głęboko i ostrożnie.

Co jest najciekawsze – dom ten jest w stanie surowym zamkniętym. Oznacza to, że w środku jest niewykończony, a w moim przypadku wręcz wszędzie widać gołe cegły, za to są już drzwi, dach i okna. A i tak wszystko w środku i na działce gra, równomiernie i tak samo, jak na dworze [ba, może nawet i w innych domkach z osiedla]. Jak to możliwe? Otóż, jeśli się przysłuchać i przede wszystkim zbadać czujnikiem (choć teraz już wyłączają kabel w czasie mej obecności), to  prąd zmienny można z odległości wyczuć w kanałach wentylacyjnych, jednak nie w nich samych oczywiście (nic tam nie ma), lecz w ich bloczkach betonowych, "aż po sufit"; jest w domku nawet taki jeden bloczek przykładowy, zupełnie gdzie indziej, gdzie widać puste wydrążenie – pewnie to coś w tym rodzaju; jak widać, mają takie. Zaś na zewnątrz domu grają na całą działkę, co dobrze można usłyszeć,  przybudówki przy fundamencie,  niejako poszerzające go (nie ma ich bynajmniej w projekcie budowlanym) [edit: nie, to sam fundament!] – jestem dopiero na etapie wstępnego badania tego, bo póki co wydawałem forsę tylko na kopanie. Powyżej wkrótce pojawi się film wideo zrobiony telefonem komórkowym, gdzie zobaczycie to wszystko, włącznie z datą zakupu na akcie notarialnym; zrobię też i taki z pojawiającym się i znikającym prądem w pionach, wśród tych gołych cegieł w środku, w rytm mego podłączania przechwyconego już tajnego przewodu do oficjalnego gniazdka (choć tam na razie  nie ma w ogóle oficjalnego okablowania elektrycznego wewnątrz domu, poza garażem), oraz jeszcze jeden film związany ze smartfonami (gdy je już znajdę, na co najdłużej przyjdzie poczekać), który wam pokaże, że one mają specjalny program i na pewno jakieś transmisje odbierają (wyjaśni się, z jakich częstotliwości i jak przetworzone). Jeszcze taka uwaga co do poprzedniego wpisu tu na blogu: nie obawiajcie się prowokować. Jest to zawsze najzupełniej legalne, o ile nie zbieracie dowodów jako organ prowadzący oficjalnie postępowanie karne. Namawiając kogoś do przestępstwa w ramach prowokacji  nie podżegacie go, gdyż nie macie zamiaru bezpośredniego, tj. woli, by je popełnił, i pewności (czy bardzo wysokiego prawdopodobieństwa) tego skutku, lecz jedynie zamiar taki udajecie, wiedząc, że do tego zakazanego zła nie dojdzie (art. 18 §2 KK podaje: "odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby (...)" – podobnie też Sąd Apelacyjny w Krakowie – czyli prawie Najwyższy, cóż, to chyba za prosta sprawa dla SN – potwierdził konieczność istnienia zamiaru bezpośredniego w takich sytuacjach); nie jesteście też sprawcą. Jest to najzupełniej legalna możliwość, stosowana nieraz przez dziennikarzy(!), i nikt jej wykluczyć nie może (jest przecież norma prawna o rozstrzyganiu wątpliwości na korzyść tego, któremu się coś próbuje zarzucić – art. 5 §2 kpk). Bardziej niż problemu prawnego obawiałbym się tu raczej posiadania osobnego telefonu do odbierania takich spraw przez firmy remontowe, które może wymagają bardzo konkretnej rekomendacji aż do podania nru tel. włącznie, ale może nie w każdej jest tak źle.

edit 2015-12-31: A oto prawdopodobne tajne role TŁUMÓW mafijnej Policji na komisariatach i komendach, które poniżej wymieniam wyłącznie w oparciu o stałe od lat sugestie spikerów oraz "sugestie"(?) z samej Policji (np. takie demonstracje czy takie trafianie na siebie – w razie braku obrazu użyj prawego przycisku myszy i Zapisz jako...), a także własną domyślność i ocenę sytuacji (zdyscyplinowane tłumy muszą być dostępne w całym kraju o każdej porze i zawsze chyba są) – przypuszczalnie:

"Jesteśmy jak gang". Hit koreańskiego rapera "Psy" (właśc. Park Jae-Sang). Zresztą może nawet do Korei (Gangnam to taka dzielnica bogaczy gdzieś u nich) dotarła ta korupcja biznesu, hoteli, nieruchomości (w Azji taxi i chyba hotele były w Hong Kongu i Australii – w HK też kibel, nachodzenia z odzywkami, treści z ekranów pode mnie – natomiast na lotniskach w Katarze, Singapurze i Nowej Zelandii dotkliwe były wpływy polityczne)

Robi to wszystko (choć raczej bez przymusu), moim i spikerów zdaniem,  trzon zasobów kadrowych Policji: funkcjonariusze, jakich widać na komendach i ulicach. Przypominam, Komendanta Głównego Policji powołuje i odwołuje osobiście premier, wedle uznania (może to być chyba nawet osoba spoza Policji), a osoba premiera wynika z decyzji poszczególnych posłów. Jakże oczywiście, mimo niepokojących doniesień, "zupełnie nieświadomych"! O ile przestępczość w telewizji(?) jest centralna, dosyć mała liczebnie (zaledwie część ludzi z 1 ośrodka regionalnego, podobno) i obfituje w najohydniejsze zbrodnie, o tyle w Policji jest to sprawa masowa i zdecentralizowana, wszechobecna, również dosyć ciężka (tak z 5 lat bym za to u obecnie jeżdżących widział przynajmniej, jako średnia) – a zatem dopełnia się z tamtymi. Policja jest może sporo ważniejszym problemem dla Polski niż TVP.

edit 2016-01-07: Dlaczego nie podaję tu żadnych nowych wieści w sprawie (teraz już posiadanej przeze mnie na własność) tajnej instalacji dźwiękowej (a jest ona w domku, jest na osiedlu i jest nawet zamontowana w ulicach, dosłownie wszędzie)?   [rozwiń dopisek...]   edit: Chyba nieprędko znajdę telefony w bloczkach betonowych, bo musiałbym je chyba zupełnie rozwalić i doprowadzić tym piony kominowe czy wentylacyjne do zawalenia się. [edit: Za to może znajdę między cegłami.] Z kolei szukanie kabla musi być może poczekać z powodu zimy i utrudnień elektronicznych ze strony wrogów. Tymczasem  są i inne dowody, że to, co głosi ta strona www, jest prawdą. Wystarczy pójść do urzędu miasta i spróbować założyć taksówkarską działalność gospodarczą (taksówkarz to prawie zawsze przedsiębiorca, nawet jeśli w korporacji) – zaraz okaże się, że chcą zrobienia remontu.   edit: "Przeze mnie" chyba upadł rząd Olszewskiego (na wniosek posła Piotra N., późniejszego ambasadora Polski w Watykanie; jego inicjały to PNK, od personaliów Piotr Nowina-Konopka, a moje to PKN) zaś PuTiN został prezydentem Rosji. Szczegóły w tekście o JP2.

(08:32)


10. października 2015 r.

Potrzebaż jeszcze jakichś dowodów na zło?     [totalna kompromitacja państwa i mediów, upadek praw człowieka i uczciwych wyborów]

Może i przyjdą kolejne, ale przypominam: na górze tej strony jest napisane "DOWÓD ZNAJDŹ W RAMCE". Proszę chociaż umieścić na tamtejszym podkreśleniu "ramce" kursor myszy, poczekać, aż pojawi się dymek, przeczytać, kliknąć. Zadzwonić z prowokacją do jakiejś firmy z okolicy: "chcę zrobić remont mego mieszkania". To już bardzo szybko przesądzi kwestię prawdziwości skandalu z percepcją podprogową i totalną inwigilacją, i torturą dźwiękową, który jest przedmiotem tego bloga. Szukajcie a znajdziecie, nawet chyba w 5 minut (dodatkowe pomocne a często zakłamane hasła: instalacja podsłuchowa, "dla telewizji", a nawet "montaż »podsłuchów«").   [edit 2016: Czemu to kretyńskie? rozwiń dopisek...]

W jaki sposób ludzie trafiają do dofinansowywanego biznesu remontowego, związanego z przekształcaniem struktury "publicznych" nieruchomości w całym kraju?  Często od pośrednika, chcąc umieścić (choćby "bezpośrednie"!!!) ogłoszenie nieruchomości [nie, to urzędnik gminny podający się za jakąś "aktywację ofert", czyli niemalże za pracownika strony ogłoszeniowej], ale są i oferty  od urzędu gminy dla chętnych świeżo upieczonych przedsiębiorców, a grać takiego nietrudno. Taksówkarze więc oddają gdzieś samochody do montażu, może do serwisów; pazerni ludzie chcący założyć jeszcze jedną jakąś firemkę chałupniczą lub uliczną – np. kancelarię notarialną, tłumaczenia przysięgłe, drobne usługi czy wynajmowanie mieszkania na doby – dowiadują się, że warto lub trzeba zrobić remont mieszkania (zwykle od Panoramy Firm [edit 2017: nowych firm powstaje na tyle dużo, że podejrzewałbym tu raczej udział spółdzielni, Panorama Firm tu zaledwie pośredniczy w przekazaniu informacji o ofercie (i to bodajże przekazuje ją w pierwszej kolejności do gminy, a ta dopiero do spółdzielni)]); tak czy inaczej kończą w firmie świadczącej usługi remontowe, a te są w grubej większości zamieszane (chyba nawet świadomie) w te przestępstwa.   [edit 2017-04-21: Oczywiście być może Państwa ktoś w ten sposób obsłuży pod względem informacyjnym, poinstruuje raczej co najwyżej, natomiast okazuje się, że (zaskoczenie?) typowo remontu trzeba dokonywać za pośrednictwem zarządu spółdzielni lub innego administratora blokowego, to oni w ogóle go zamawiają dla chętnego (później jeszcze próbuje się ludziom wmawiać, że nie mają prawa do usunięcia instalacji, podczas gdy jest to wręcz obowiązek i można żądać takiego świadczenia od spółdzielni, a nawet spełnić je samodzielnie: wg Kodeksu cywilnego można tak "w przypadku nagłym", tzn. wobec powstania zagrożenia torturowaniem człowieka, które trzeba jak najpilniej usunąć — w praktyce wystarczyłoby odsłonić instalację, co jest w kompetencji właściciela mieszkania, a następnie po drobnym odsłonięciu gumowej osłonki po prostu zewrzeć plus z minusem, bo to są niskie napięcia stałe). — Typowo więc najpierw osoba chętna do oddania swego mieszkania w najem lub sprzedania go wprowadza dane oferty na stronie internetowej z ofertami nieruchomości, po czym publikacja oferty jest zawieszona do czasu jej (bandyckiego) zatwierdzenia. W tym czasie dzwoni do oferenta zwykle urzędnik miejski (wszystkie oferty przechodzą bowiem przez gminę, ale zwykle nie przyznają tam się do tego i podają za kogoś pracującego dla firmy ogłoszeniowej; dawniej nie wszystkie gminy były skryminalizowane i dlatego gdzieniegdzie można było publikować swobodnie jeszcze np. w 2007 r., a nawet później, choć obecnie problem jest już powszechny, a w razie jakichś zmian politycznych w gminach strona ogłoszeniowa może po prostu przejęłaby listę spółdzielni i ich adresów bloków od dotychczasowych władz, nie pozwalając na wycofanie się z procederu, choć nie popadajmy w defetyzm i nie uprzedzajmy faktów: na razie w gminach władze są bandyckie, a "co by było, gdyby" pozostaje przypuszczeniem; swoją drogą zobaczcie państwo, jakie upolitycznione są te strony ogłoszeniowe, należące często co najmniej pośrednio do spółek medialnych!). Zakamuflowany urzędnik wypytuje o adres, po czym przekazuje mail z ofertą do odpowiedniej spółdzielni mieszkaniowej lub (w przypadku domów) obsługuje sprawę wewnętrznie w ramach instytucji miejskich. W następstwie wstępnej rozmowy zapoznawczej do oferenta dzwoni gospodarz bloku. Następnie w razie, jeśli oferent wykazuje zainteresowanie zamieszczeniem oferty mimo tego, że jest do tego potrzebne wejście w świat przestępczy, gospodarz bloku uzgadnia termin spotkania i w mieszkaniu oferenta następuje inicjacja mafijna (m. in. zawiadomienie o rzekomo istniejącej tajemnicy państwowej, o udziale papieża, wyjaśnienie wszystkiego, ustawienie podsłuchowe telefonu, zaproszenie na Facebook, bardzo ważny przy wynajmie, bo są tam publikowane informacje o tym, że się umawiam na konkretną porę, co pozwala rozpoznać właścicielom mieszkań, że to ze mną są umówieni — w takiej sytuacji w odpowiedzi wystawiają oni tam na Facebooku ogłoszenia o tym, że istotnie dogadali się ze mną i o tym, że można w określone miejsce przyjść pośledzić mi ekran w zamian za późniejszy przelew z TVP, uzgadniany po publikacji zdjęć na Facebooku). Po tej inicjacji uzgadnia się datę wykonania remontu podsłuchowego oraz, wcześniej jeszcze (ale konieczność remontu oraz fakt tortury dźwiękowej, która może się pojawić, są już jasne), pyta się sąsiadów z piętra obok, górnego lub dolnego, czy by nie zgodzili się w zamian za wielkie pieniądze na tymczasowe przeniesienie się do innego mieszkania (w zwolnionym zaś będzie stał komputer ze sprzętem do śledzenia ekranu, może też będzie się tam śledzić kamery, w każdym razie będą tam przychodzić szpiedzy z Facebooka). Takich sąsiadów, co to się na to zgodzili, jest zresztą bardzo dużo (zwłaszcza w dużych miastach), "cholera wie", co jeszcze mają na sumieniu, znając życie zabezpieczono ich nieprzychylność wobec Niżyńskiego i wobec nagłośnienia sprawy za pomocą ustawienia im telefonu podsłuchowego, a nawet zaproszenia na Facebooka (każdy to poniekąd rozumie, że temat "tajemnicy państwowej" jest niepoważny i zabezpiecza niewystarczająco, chociaż też pada taki temat). Remont mieszkania jest zawsze na koszt wspólnoty; przez takie remonty mieszkańcy bloku płacą dodatkowe 20-30 zł miesięcznie (do tego można by jeszcze doliczyć 40-50 zł strat z tytułu wyższego VAT-u, wspomniane w nagłówku bloga, a też zapewne spowodowane mafią związaną z TVP). Wezwana przez spółdzielnię firma remontowa następnie doprowadza wykonaną przez siebie instalację dodatkowo do konkretnego mieszkania i rozprowadza ją po nim, montuje tam smartfony (zwykle okablowanie z telefonami jest zabudowane maksymalnie u dołu: jest "podprogowe", ulokowane przy ścianach czy raczej pod nimi i na poziomie poniżej podłogi (i tak też jest doprowadzone do mieszkania). Możliwość dodania oferty na stronach ogłoszeniowych dotyczących nieruchomości zależy typowo od tego, czy Piotr Niżyński w danej chwili będzie tego próbować. Jeśli nie, to wymaga się zatwierdzenia oferty przez terenowego szpiega (np. spółdzielnię) wyposażonego w komputer z oscyloskopem, anteną i wzmacniaczem. Blokada możliwości dodania ogłoszenia jest najbardziej prawdopodobna w Warszawie.]   Przestępczość poczynań właścicieli nieruchomości wynika od strony prawnej z kilku rzeczy:

  1. mają oni poza tym  telefon przystosowany do szpiegowania [taki telefon dzięki operatorom będzie odtwarzał podsłuch po zadzwonieniu na wybrany nr], a zatem w razie świadomego bycia ich telefonu na tej liście dostępu do podsłuchowego przekierowywania połączeń tradycyjnie wchodzi w grę udział w przestępczym związku z telewizją(?) [co to jest?] – telefony takie mają zapewne co najmniej ludzie z rynku nieruchomości (wynajem i sprzedaż), którzy na remont się zdecydowali (zauważyłem to śledzenie, nawet telefon czasem odbierali tak, jak gdyby byli na żywo w tematach mego życia), a także mają je ci pracujący m. in. jako agent nielegalny w firmach i instytucjach,   [Na pewno ustawianie telefonu podsłuchowego było częste przed 2013 r.; czy jest powszechne obecnie (a gra wokół mnie zawsze tortura, więc słychać, o co chodzi w tych montażach), nie wiem, natomiast jeszcze na początku 2014 (przy próbach wynajmu mieszkania) i 2015 r. (przy próbach kupna domu) odnosiłem wrażenie, że sporo ludzi ogłaszających bezpośrednio swe nieruchomości w Internecie jest jakby skoordynowanych i ma chyba możliwość szpiegowania mnie w swym telefonie.]
  2. decydując się na remont może rozumieli, że chodzi o niedostrzegalny jako bodziec  przekaz podprogowy lub torturę w pomieszczeniach, a na to wymieniałem propozycje istniejących paragrafów w ostatnim akapicie wpisu Gigantyczne remontowanie... ("A tutaj ciekawostka") — typowo wiedzą oni wszystko włącznie z tym, jak obecnie brzmi radio podsłuchowe, a na 100% wiedzą co najmniej, że jest potajemnie jakieś tzw. "radio" i że może się włączać, po to właśnie ten remont (a więc przyzwolenie na naruszenie przepisów techniczno-budowlanych, w tym europejskich, bo szkodzi się i odwodzi od tego, by w budynku było cicho i bez nadmiernych oddziaływań dźwiękowych ze strony jego instalacji i by po prostu dało się w zadowalających, tzn. co najmniej nieurągających prawom powszechnie przysługującym (np. prawom człowieka), warunkach odpoczywać, pracować i spać – to już wydaje się rodzić przestępstwo z art. 91a Prawa budowlanego), a także wiedzą ci właściciele, że instalacja nie służy do podsłuchiwania ani do ogólnych zastosowań, bo od tego są centralne radary, lecz dotyczy nielegalnego podsłuchu w telewizji,   [rozwiń dopisek...]
  3. ewentualnie ma też znaczenie, że rozumieli, że chodzi  w szczególności o tego człowieka, którego dotyczy 1 (mogą więc dochodzić odpowiednie pomocnictwa, wystarczy przecież zamiar ewentualny – w szczególności, od czerwca 2011 r. istnieje przestępstwo stalking),   [I faktycznie, z innej beczki, to prawdopodobnie m. in. właściciele nieruchomości (z dawniejszych czasów?) nachodzili i nachodzą Piotra Niżyńskiego w niemal teatralnych scenkach w każdym mieście, gdzie tylko się pojawi: wychodząc o odpowiednich, wyszpiegowanych porach z wózkiem, telefonikiem czy psem w odpowiednie, eksponowane miejsca – takie nachodzenie i dokuczanie, choćby pojedyncza osoba robiła to tylko raz, to w każdym razie jakieś przyłączanie się do szerokiego problemu mafijnego stalkingu.]
  4. wśród przedsiębiorców może występować przestępstwo niepobierania czy też niewpłacania podatku, zaś na rynku nieruchomości niekomercyjnych-mieszkalnych (często oprócz powyższego, bo internetowi oferenci też często nie płacą podatku od dochodów z najmu) z zasady dochodzi jeszcze zawsze podżeganie sąsiada, by zrobił ze swego mieszkania nielegalne "obserwatorium" mojego komputera [korupcja; jest zły zamiar? chyba tak, bo nie każdy może się natychmiast wyprowadzić w 10 minut, a śledzenie trwa od pierwszych godzin],   [edit 2016-01-09: Wyjaśnijmy, że wszelkie oglądanie cudzego ekranu komputera jest co do zasady przestępstwem... – rozwiń dopisek...]
  5. u polityków (np. ministrów) może też dochodzić przestępstwo  przekroczenia uprawnień ze szkodą interesu prywatnego i publicznego (w każdym razie akty wyższego rzędu, w rodzaju Konstytucji, Konwencji o ochronie praw człowieka czy MPPOiP, zdają się takich rzeczy zakazywać, prawnie je wykluczać – bo to narażenie na samowolne ingerencje w życie prywatne).   [edit 2016-01-09: Rząd zresztą w ogóle jest od "zapewniania wykonania ustaw", jak podaje Konstytucja: często więc dochodzi tam też, choćby bez istnienia prawa budowlanego w obecnej postaci, pomocnictwo w przestępstwie, nawet poprzez nicnierobienie (tzw. pomocnictwo przez zaniechanie obowiązku).]

[edit 2016-01-09: Podsumowując powyższe problemy trzeba przyznać, że sytuacja faktyczna (doświadczalnie stwierdzona) sprzyja twierdzeniu, że większość "zamieszanych w rynek nieruchomości bezpośrednio", na stronach www wysoko lokowanych w Google, to obiektywnie rzecz biorąc nieskazani przestępcy (ale spokojnie: jest idealne wyjście! ... rozwiń komentarz...]

Spółdzielnie (lub gminy w przypadku domów) dysponują też jakąś listą wykonanych remontów, dzięki której wiadomo, gdzie i kiedy był [taki] remont, zaś imieniem i nazwiskiem osoby odpowiedzialnej za jego zamówienie czy chociaż zamieszanej w związku z inicjacją mafijną dysponuje np. operator komórkowy, zresztą to można mieć w pamięci będąc zarządcą bloku. W przypadku  niektórych przedsiębiorców, większych niż drobne lokale uliczne czy biura (tu zwłaszcza hotele, ale i mnóstwo gastronomii, również firmy z odrębnymi budynkami, choćby wyspecjalizowane, a nawet popularne sieci marketów) pojawia się też oprócz remontu (również ze strony urzędu skarbowego)  oferta ściślejszej współpracy z mafią, w zamian za niepłacenie podatków, która obejmuje pracę na żywo przy kamerach i w słuchawkach na uszach (w których jest dźwięk podsłuchu uzyskiwany z telefonu) przez pracowników firmy oraz otrzymanie od odpowiedniej firmy informatycznej specjalnego sprzętu i oprogramowania (dla ww. "obserwatorium"), która to współpraca udostępnia już pełnię mafijnych funkcji wymienionych w drugiej (odbiegającej od tytułowego tematu), podświetlonej części wpisu Praktyka organizowania tortury. Takie, będące na "wyższym szczeblu", firmy (oraz wszystkie chyba budynki państwowe, w tym sądy) stanowią źródło agentury zawodowej, czyli po prostu przestępców-szpiegów w firmach i instytucjach (i oni też często mają programik do nielegalnego szpiegowania mnie w telefonie), ale tutaj poprzestańmy na kwestii instalacji smartfonowych.

Na koniec przypomnę: to nie jest mafia polegająca na tylko jednej partii. Głosować na cokolwiek z Sejmu, na jakieś partie, które dotychczas się w mediach wyróżniały (choćby te "inne", "antysystemowe") nie ma sensu [nie ma sensu nawet i na partie związane z Korwinem-Mikke, on zresztą był jakoś związany z gazetką pt. Najwyższy Czas i już w 2006-7 sprawiał u mnie subiektywne wrażenie śledzenia czy bycia w tematach z mojego ekranu] – nie łudźmy się, że tu są jakieś ważne różnice, w tym głośnym do września w sondażach zbiorze nie ma z czego wybierać, wszystko jest tak samo mało warte. Prawdziwy wybór to "z Sejmu i mediów czy spoza tego towarzystwa milczenia (tj. spoza Sejmu i kilku głośnych rzekomych 'alternatyw')?". Żebyż choć jeden poseł opozycyjny napisał choć jedną poselską interpelację, w której byłby świadkiem dźwięków tortury! Albo wymienił nazwisko Niżyńskiego czy adres bloga! Nie, muszę polegać na recepcjonistkach – ci z Wiejskiej ani słowa na piśmie czy w Internecie świadczącego o tym skandalu, o tym gigantycznym dziejowym cierpieniu, nie pozostawią.   [edit 2015-10-29: Nawet u Petru marka poselska zaczyna się od kropki. Od wyroku? (Polityka przecież stała się mafią; kryminalni być może liderzy, ale za to chętnie reklamowani, chcą w takim razie mieć "weksle posłuszeństwa" na swych posłów – pewność, że oni w prostej samoobronie, na zasadzie tzw. instynktu samozachowawczego będą dążyć do krycia tematu. Typowa postawa na Wiejskiej i w gospodarce, w sądach, mediach, to wciąganie ludzi w mafię, by byli ulegli i się bali.) Tutaj w dawnym wpisie na blogu w akapicie 3 tłumaczę ogólnie o interpunkcji. Drugi też jest charakterystyczny, choć o czym innym: budzi specyficzne skojarzenia – z jednej strony z dziwactwami Petru, czyli miłością do JOW i specyficznym hasłem reklamowym ("JOW-y to nie wszystko" – brzmi zupełnie jak początek tego akapitu 2), a z drugiej strony z byciem niejako "przyczyną" trzeciego akapitu czy wskazaniem nań, bo są one przy sobie (tym samym staje się ta podwójna zbieżność zarazem kolejnym, dodatkowym potwierdzeniem, że dobrze plakaty wyborcze i ich interpunkcję z tymże archiwalnym wpisem na blogu kojarzę)... Petru też zapewne trzyma bliskie związki z przedsiębiorcami i jego posłowie to pewnie właśnie przedsiębiorcy, a przecież to najbardziej bandycka część narodu, jeśli ufać samemu choćby nagłówkowi tego bloga. – Jeśli chodzi o Kukiza, podpadł mi 2 rzeczami (oprócz milczenia na mój temat, co już jest kompromitacją): tym, że media go reklamowały już wtedy, gdy zaczynał w polityce (np. Onet), i tym, że popiera JOW-y. Korwin-Mikke zaś (wraz z towarzystwem swych najbliższych kolegów partyjnych) to człowiek mediów, już w 2006 r. pisał na blogu w taki sposób, że odebrałem to jako odpowiedź na mój komentarz, jeden wśród setki, dosyć nudny, ale może po prostu mnie śledzono w jego Najwyższym Czasie.]   A tak już zupełnie na marginesie: czy wiecie, że prezes PKP z czasów masakry kolejowej pod Szczekocinami (2012, zdarza się taka raz na kilkadziesiąt lat, przy wciąż rozwijających się i usprawniających technologiach) – pani ta wkrótce po tym zdarzeniu przestała być prezesem – w 2014 r. została ministrem w rządzie Kopacz, choć nawet nie jest od lat członkiem żadnej partii? Nie bądźcie naiwni. Poczytajcie wpis o Smoleńsku i seryjnych zbrodniach, dopisek 2.   [edit 2015-11-01: Ostrzegam tu wszystkich, którzy w przyszłości mogą znaleźć się w hipotetycznej sytuacji, gdy ktoś żąda od nich zbrodni i, być może, grozi im śmiercią, jeśli odmówią ("bo jesteś potencjalnym świadkiem"). rozwiń dopisek...]

edit: Dlaczego pod obserwację trafiłem JA A NIE KTO INNY i co na to Rydzyk za Jana Pawła II?   [pokaż w formie książeczki] — zademonstruję m. in. autentyczne zainteresowanie polskiego papieża ateizmem i filozofem ateistycznym, który skończył jako szaleniec podpisujący się "Ukrzyżowany" (Nietzsche, czyt.: Nicze). Jestem ich barankiem, "klonem" Niczego(?)...

edit2: Dzielenie się takimi informacjami uważam za coś dobrego dla kraju, dla jego konstytucyjnych zasad i stojących za nimi fundamentalnych wartości, dlatego nie wydaje mi się, by w ogóle mogły być one autentycznie "informacją niejawną" i do tego "tajną" wg definicji z ustawy.   [rozwiń dopisek...]   Chciałbym jeszcze zauważyć, że potajemnie moim zdaniem bardzo przychylna bandytom PLATFORMA ZMIENIŁA KODEKS POSTĘPOWANIA KARNEGO w taki sposób, że sędziowie mogą prymitywnie powoływać się na mikroskopijne braki w postępowaniu dowodowym, jakieś przeskoki myślowe, ŻEBY TYLKO BYŁO DUŻO UNIEWINNIEŃ OD ZARZUTÓW (dawniej to była wielka rzadkość właśnie z powodu innej konstrukcji kodeksu). Tymczasem należy spodziewać się sędziów złośliwych i dzielących włos na czworo, nawet jawnie niesłusznie ("ale to jest Sąd", "trzeba uszanować"), bo sporo w sądach bandytów. Chodzi mianowicie o zmianę art. 5 §2 (było "Nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego", jest natomiast coś w rodzaju "wszelkie [pozostawione] wątpliwości" – stary zapis skłaniał sędziów, jeśli chcieli się na takie dziury powołać, raczej do wzywania do uzupełnienia śledztwa, dopytywania na rozprawie, natomiast obecnie stawia się nacisk na uniewinnianie). Podobnie też zmieniono art. 2 §1 pkt 1 ("osoba niewinna" na "osoba, której nie udowodniono winy") itd. ZMIANY TE BĘDZIE TRZEBA COFNĄĆ, jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek przymierzy się do rzetelnego osądzenia bandytów z tej afery.

edit 2015-12-06: Jeśli chodzi o  masowość remontów nieruchomości jako problemu ogólnokrajowego, europejskiego i światowego, związaną z żądzą władzy (przekaz podprogowy) i korumpowaniem na szczeblu europejskim (środki z funduszu rozwoju regionalnego), to wstępnie przyjmijmy tymczasowo, że  oficjalna inicjatywa w tej sprawie wyszła ze strony polityków, najprawdopodobniej za czasów rządu Kazimierza Marcinkiewicza (był on owocem koalicji PiS-Samoobrona-LPR i nastąpił, jak pamiętamy, po rządzie Belki: oba te rządy miały to do siebie, że premierem nie uczyniono szefa partii, a zaledwie jej członka – może to rodzaj zrzucania z siebie odpowiedzialności, choć na pokaz przecież aluzje pod moim adresem, jak ja to odbierałem, tzn. aluzje do moich świeżych wypowiedzi w Internecie itp., rzucał niby np. sam Lech Kaczyński).   [rozwiń dopisek...]

edit 2015-10-27: !!! FAŁSZERSTWO WYBORCZE !!! – przez które przestępcy (może z PKW) stali się, oczywiście, przestępcami jeszcze bardziej! OGLĄDAMY KONIEC DEMOKRACJI, bo oni (wobec grożących im wyroków) nie cofną się już przed niczym, przed żadnym sprawstwem czy pomocnictwem w przestępstwie wyborczym. Jeszcze tylko  stronniczy Sąd Najwyższy (a tego się spodziewam, że sądzić będą bandyci, choć w aktach przekręt brzydko wygląda), może jakieś sfałszowane protokoły dla nich – i zupełna mogiła dla demokracji gotowa! – Podano oficjalne wyniki wyborów do Sejmu: kliknij. Dziwnym trafem sumaryczna liczba głosów na partie, które się liczą, tzn. wchodzą do Sejmu (listy 1 2 5 7 8), ważna ze względu na szacunkowy podział mandatów, jest bardzo okrągła – może nie aż podzielna przez 1000, bo to już zupełnie podejrzane by było, ale przez 500 owszem (12647500)! Prawdopodobieństwo tego rodzaju przypadku wynosi 0,2%, inaczej: trafia się to naturalnie w wyborach  jednych na 500 (raz na 2000 lat!) – zatem należy obstawiać FAŁSZERSTWO. Chciałbym tu zresztą zwrócić uwagę na pewne dodatkowe skojarzenie z Kościołem (obok tego Jubileuszu chrześcijaństwa), bo on również ma kłopoty z liczeniem... swoich wiernych. Choć policzono ich w październiku 2014, dowiemy się, ile ich było w kościele w niedzielę badania, dopiero w styczniu 2016 (mimo, że diecezja warszawsko-praska podała wynik już na przełomie 2014-2015 r.) – po raz pierwszy więc od niepamiętnych czasów mamy cały rok bez publikacji wyniku (a nie jest przecież dużo gorszy od poprzednich, raczej ten sam trend). Przypominam wreszcie, że w całej Polsce i zwłaszcza w stolicy  sama Policja jest poważnie zamieszana w bandytyzm, jako bezideowy pomocnik w torturowaniu mnie za kasę (chodzi o to jeżdżenie za ofiarą nieoznakowanymi autami, by ta była zawsze namierzona). To również bardzo ważny element totalitarnej sitwy, która zapanowała, bo oni masowo mają broń (a wojsko mieszać się w politykę nie powinno, bo Konstytucja zabrania, zresztą byliby nieprzychylni).   [rozwiń dopisek... – m. in. o zapowiedziach przekrętu]

edit 2015-11-11: Budżet obciążony bandytami i remontami, a wasz PiS ("broń nas Boże przed jakąś partią Niżyńskiego!") chce pieniądze pozabierać ("nakraść")... bankom. W artykule na Money.pl o nowym podatku  człowiek z rowerem czeka pod bankomatem, to jest ilustracja problemu (znany sposób stalkingu wobec PN: najeżdżanie go na rowerach, gdziekolwiek pójdzie; strasznie częste, codzienność, i również uporczywe, bo wiele razy próbowałem uciekać przed stalkingiem za granicę). A tu ich kolejny nowy podatek, w czasie, gdy nadal trwa podglądacko-remontowe rozkradanie budżetu. Swoją drogą: co ma wspólnego posłanka SZYDŁO z przestępczością podsłuchową (kliknij)? Smartfon do szpiegowania, śledzenie ekranu, przyzwolenie na "radio"?... (Tak by to wyglądało na mój węch i tak podejrzewam. W sumie typowe to może być u posłów.) Przecież wybrana przez władze partii, jak mniemam, złej i złych kandydatów forsującej... Kliknijcie, zobaczcie sami, co nagrałem w publicznym miejscu, gdzie akurat byłem. Poprzednia taka sprawa dotycząca premiera (p. KOPACZ) jest wymieniona, na czerwono, w dopisku pod wpisem 1/07/2015 (edit 2015-07-25; dotyczyła publikacji nagrań z Ibisu), zaś jeszcze wcześniej Janusz Niżyński fotografował się z Kasią TUSK (Facebook, wspólne zdjęcie) – nie wnikajmy już tu w szczegóły, jak do tego doszło, bo to osoby prywatne, a ja prawdziwej wersji nie znam.   edit: Ostrzegam przed politykami, którzy będą tłumaczyć swą bierność w tej aferze tym, że "nie chcą drażnić Rosji", z przyczyn patriotycznych...   [rozwiń dopisek...]   edit 2015-11-19: Wieści z Rosji: "Trzej dowódcy Państwa Islamskiego zabici" (zob. też: dzisiejszy ekran startowy Windows 8, z nagłówkami medialnymi). Zaraz po powyższym dopisku z wymienionym Tuskiem, Kopacz, Szydło (pewnego potwierdzenia pośredniego, że on już wcześniej tu był, dostarcza data dodania filmu podawana w YouTube, kliknijcie czerwony link powyżej).   edit 2015-12-01: Oto przykład marnej prowokacji, żeby (ze wsparciem wszechobecnych wokół nas polskich mafioso, którzy w głupocie reszty ludu mają zawsze swą korzyść) wmawiać Polakom, że jest dla Polski obecnie zagrożenie rosyjskie...   [rozwiń dopisek...]

(00:21)


24. września 2015 r.

Wątpisz w udział papieża w złu i zbrodni? W takim razie zastanów się, mędrcze, nad jego nazwiskiem!

Było w Polsce raptem kilka głośnych spraw o obrazę uczuć religijnych...   [rozwiń wpis]

edit 2015-09-27: Tu jeszcze, przypomnę, papieskie odniesienie się do wolności słowa i (chyba) kwestii wolnej woli: http://natemat.pl/130559,papiez-o-wolnosci-slowa-jesli-obrazisz-moja-matke-dostaniesz-piescia-wolter-by-sie-nie-zgodzil.   [rozwiń dopisek...]

edit 2015-09-29: Jak załatwiono to, że w domkach i mieszkaniach mojej rodziny też gra (są więc zapewne po remoncie), że więc brak mi wsparcia w moim problemie z nieruchomościami?   [rozwiń dopisek...także o genezie "problemu psychiatrycznego"]

edit 2015-09-30: POLITYCZNYM  UZASADNIENIEM  (SENSEM)  CAŁODOBOWEGO  PODSŁUCHIWANIA  MNIE  PRZEZ  PAŃSTWO, utrzymywania czuwających operatorów podsłuchu, było:   [rozwiń dopisek...]   Powtórzę na koniec bardzo wyraźnie: każdy, kto chce odpowiedzialności tylko dla TVP Warszawa, wystawionych wyroków więzienia tylko dla "operatorów" z telewizji (albo tylko ich i Policji), staje się zdrajcą narodu. Rezygnuje bowiem z jego najwyższego dobra (wolność, demokracja, prawa człowieka) w imię partykularnych złych interesów pewnej stosunkowo nie tak dużej frakcji.   [rozwiń dopisek...]

edit 2015-10-10: Jest jeszcze dobitniejszy taki przykład polskich kryminalnych klimatów w papiestwie – kardynał z Côte d'Ivoire (Wybrzeża Kości Słoniowej, kojarzonego zresztą z tzw. oszustwami nigeryjskimi – czytałem na ten temat kiedyś i oglądałem film, były swego czasu nawet podejrzenia, że to dzięki takim oszustwom mam pieniądze i że moje dawne miliony to były "lewe pieniądze"). Oto dosyć krótka lista kardynałów wykreowanych przez Franciszka-papieża – tuż za  kardynałem Kutwą z tego Wybrzeża jest ktoś tam jeszcze (kard. Tempesta) – ciekawe to, prawda? (pamiętajcie, że ta strona jest też o atakach TEMPEST!)... Naprawdę w takiej kolejności oni byli ogłoszeni – "o Kutwa, Tempesta!" – można sprawdzić u źródła! Jest nawet jakieś "Paini Mafi[i]", co kojarzy się z bólem (ang. pain) i mafią, ale to akurat gorsze.

edit 2017-04-17: Obok podobnie brzmiących słów Nergal (Polak) i Bergoglio (Argentyńczyk) można postawić jeszcze nazwisko Merkel (Niemka) — zawsze jest w tych słowach E, po czym dokładnie takie kolejne spółgłoski: R-(lub K)-L — i wówczas już w ogóle powstaje ciekawy związek. W tej grupie z polityką najbardziej oczywiście kojarzy się papież niemiecki (bo jest Merkel — pani kanclerz; oczywiście chodzi o Benedykta XVI). W Polsce sprawa papieska była oczywiście bardziej "ludowa" niż, dajmy na to, w Niemczech czy choćby nawet w Argentynie, choć oczywiście z politycznego punktu widzenia była równie ważnym wyzwaniem.

(17:50)


4. września 2015 r.

TVP załatwiła zamach smoleński(?)     [+ dopiski w sprawie Watykanu, seryjnych zbrodni itd.]

Na zlecenie premiera, u wojskowych; dziennikarze. To jej(?) [spikerów] twierdzenia niechętnie, ale w końcu wywrzaskiwane od 12 godzin na cały hotel, a także w okolicach Pałacu Prezydenckiego, gdyż przechadzałem się kilka godzin po Krakowskim Przedmieściu. Już chyba się z tego nie chcą wycofywać.   [Polecam też wpis z bieżącego roku o parafii, gdzie jest na samym dole dopisek 2015-08-30 związany m. in. ze sprawami międzynarodowymi czy z  bardzo ważną kwestią lekarzy-zabójców w szpitalach, co pod rządami PO się chyba niestety rozwinęło; to nie są sami ludzie niezdolni do takich czynów. Moim skromnym zdaniem w każdym szpitalu powinny być kamery na salach, utrwalać wszystko np. 2 tygodnie, a gdy ktoś umiera, bezterminowo zapisać nagrania (w dzisiejszych czasach przechowywanie danych dowolnie długo jest tanie i łatwe). Gdyż w takich sprawach może być bardzo trudno o dowody. Podobno zamieszany (także w moją sprawę) ośrodek jest częścią TVP Warszawa, dawniej WOT, pracującą całodobowo w studio – były pewne potwierdzenia zewnętrzne i mnóstwo od spikerów. Jeśli chodzi o szpitale, to pamiętamy ostatnio także sprawę śmierci Jana Kulczyka  w szpitalu – co to, jakieś hospicja?... – która jednak dziwnym trafem miała miejsce dokładnie wtedy, gdy przestałem być formalnie milionerem co do kwoty oszczędności: granicą było 925 tys. zł na koncie mojej nowej spółki medialnej i 75 tys. zł na inne cele gdzie indziej. Właśnie wtedy, gdy kończył się milion – plus minus dwa dni – zmarł Kulczyk pod opieką doktorów. Media typu Wiadomości Bing jeszcze zapobiegawczo, bo pewnie nie będą zajmować się tematem, coś wzmiankowały o tym, czy może nie było błędu lekarzy, ale to tylko krótka wzmianka i więcej nic. Karetek pogotowia jeździ za mną po kilka dziennie, nawet przy krótkich wyjazdach na miasto. Ich macierzyste szpitale są zwykle kontrolowane przez dyrektorów chyba z nominacji marszałków województw – czyli osób wprost podległych premierowi, jako rządowa tzw. administracja zespolona (niestety, w szpitalach też uskutecznia się szpiegowanie ekranu jak na tym obrazku). Zob. też w sprawie zabitej podobno ciotki dział foto/wideo; podobno to było  na zlecenie Watykanu, któremu wszelkie nagłaśnianie tematu szczególnie szkodzi (w odróżnieniu od nich, politykom często wystarcza uciec za granicę, żeby żyć sobie w miarę beztrosko, zresztą to często niezbyt wojowniczy ludzie i nie chcą aż sobie win dodawać, by przez to zarabiać wyroki np. 25-letnie; w przeciwieństwie do nich papież  na pewno nie ma się czego obawiać). Oto jeszcze jeden podejrzany przypadek śmierci, obok Kulczyka, częściowo potwierdzonego, bo to zresztą widać gołym okiem było jako spowodowany zbieg okoliczności, aczkolwiek właśnie dziwnie mało się nim podniecali, zgadnijmy, dlaczego (trochę w końcu potwierdzają, ale przyznawać się niezbyt chcą albo na zasadzie "no dobrze, być może i to"), oraz ciotki (w pełni potwierdzane i również bardzo nieprawdopodobny zbieg okoliczności): były prezes TVP, tylko przez chwilę zajmował tę funkcję, bo nagle trafił do szpitala. Z "ławników w sądach" zrobił się jeden z ulubionych tematów spikerów, niepotrzebnie do znudzenia maglowany – swoją drogą może to przez takie nazwisko tego wybrali na prezesa. 51 lat; gratuluję doktorom zrozumienia i opanowania jego ciała. Przypominam łowców skór i pawulon. Na pawulon wskazuje podsuwana mi zapewne podprogowo bardzo oryginalna(!) hipoteza o sposobie zamachu w Smoleńsku – nie prawdziwa, o bombie, lecz, że tam jakaś skomplikowana elektronika pojawiła się pomiędzy sterem u pilota a samolotem, która powodowała, że samolot traci sterowność. Otóż tak działa pawulon, gdyż człowiek traci kontrolę nad własnymi mięśniami, dusi się – proszę poczytać. Ewidentnie zestawili w swych głowach to zabójstwo z wywołanymi zgonami szpitalnymi (to dopiero ich przyszłość była? a może już wtedy lotnisko miało tak pomagać? w każdym razie przyszły prezes Ławniczak umarł pół roku po zamachu – po kilku miesiącach prezesury i miesiącu w szpitalu, chyba od grudnia 2010). Tymczasem prawdziwy powód, dlaczego samolot się rozbił, był być może, jak się okazuje, dużo  prostszy. Co do pawulonu, to po kilku dniach od użycia jest już zupełnie niewykrywalny przy sekcji zwłok, zaś jego efekt (jakim jest paraliż mięśni) w żaden szczególny sposób nie utrwala się – po prostu oiara, zachowując nawet świadomość, w pewnej chwili przestaje oddychać. Normalna przecież rzecz przy umieraniu. Może te doniesienia o strzałach na lotnisku były po to, by odwrócić uwagę od bardziej niepozornej metody, ewentualnie do zastosowania w pewnych przypadkach?... Już wtedy, po katastroie, jak widać operatorom podsłuchu chyba ta metoda chodziła po głowach, sądząc po ich nietypowej a uparcie lansowanej w mych myślach tezie. Jeśli to zastosowano, to pewnie w pojedynczych przypadkach: podobno większość ciał było zmasakrowanych, a nawet trudnych w identyfikacji. Od 10 minut teraz wrzeszczą i potwierdzają, że taka była rola strony rosyjskiej: "dokładnie o to chodzi!!!".   [edit: Ten wątek uważam za mało prawdopodobny, ze względu na skuteczność bomb, tym niemniej były tego typu inne sprawy zabójstw, zob. dopiski.]   Ponadto oczywiście sama kwestia aktywacji ładunków.]

Więcej o okolicznościach, które pozwalały  jak dotąd uprawdopodabniać hipotezę zamachu akurat w odniesieniu do Smoleńska, jest we wpisie Wielki krzewiciel... z 19/12/2014. Jeszcze jednym takim dotychczasowym uprawdopodobnieniem z samej mojej historii w odniesieniu do tej sprawy dającym się wyciągnąć jest ma postawa wobec niej, gdyż inputowano mi (były już sugestie podprogowe w 2010) oryginalne a bardzo niemoralne myśli na zasadzie "to jest dopuszczalne", "państwa tak czasem robią", "książeta tak zawsze robili" itp. – a zatem  nie na zasadzie braku dowodów. Zresztą już w dniu zamachu podsuwano mi, obok myśli, że to zamach, właśnie te skojarzenia z odpowiednią wcześniejszą – znaną tylko mi oraz podsłuchującym – "zapowiedzią"(!), nasuwano mi je, a po pierwsze ta "zapowiedź" nie była tak oczywista – no ale niech będzie, wyraźnie na ten temat, ostatnia ma głośna "twórczość" w mieszkaniu – po drugie sam bym pewnie tego nie skojarzył, bo mi mącą w myślach i nakierowują od czasu do czasu na konkretne tematy (nie było wtedy tego nakierowywania tak dużo, ale już trochę sterowali; i nie była to oczywiście tortura, coś zauważalnego, jak dziś). Pewnie nie miałbym dość swobody mentalnej, by tak trafić ni stąd, ni zowąd – a perfekcyjnie – w powiązany temat z przeszłości, bez jakichś uprzednich powolnych i systematycznych autoanaliz i retrospekcji.   [Podobnie zresztą było przy cioci: po tym, jak dowiedziałem się, że umarła (w szpitalu psychiatrycznym, w którym chyba od paru lat była), już natychmiast podsuwano mi sugestiami podprogowymi koncepcję, że może została uśmiercona, ba, przypominano łowców skór i pawulon; nic dziwnego, tam przecież niejedna osoba pracuje, w różnych układach nade mną siedzieli, a nikt z zewnątrz ich za pojedyncze podszepnięcie rozliczał nie będzie. Ba, sama owa "zapowiedź", którą własnymi ustami wypowiadałem w jakimś potoczystym monologu (bynajmniej to nie z wariactwa było), była najprawdopodobniej podsunięta: "natchnięto" mnie, ponieważ w ogóle abym zaczął monologować, potrzeba  niezłego męczenia i blokady myślenia po cichu (stąd "głośne myślenie"), po prostu ostrego nadawania sugestii podprogowych – w takich warunkach raczej nie jestem oryginalny. Sami na to dziś zwrócili uwagę. Gdy mówię głośno, mniej się też skupiam na odcyfrowywaniu podprogowych treści, mniej więc się męczę; monologowanie to był więc taki sposób na nieco wytchnienia i więcej swobody, choć już tego od dłuższego czasu nigdy nie stosuję lub prawie nigdy (może sprawiać złe wrażenie wariactwa). Otóż zapowiedzią, której może inaczej bym nie zauważył, było to, że ostatni taki potoczysty monolog był jakąś opowieścią o moralności, kończącą się emfatycznym "Dlaczego nie zabijać?!" – w takim podniesieniu temat został już pozostawiony, później aż takich monologów nie było aż do (podobno) zamachu. Udowodnienie ich inspiracji, choć w tej sytuacji przyznawania się jest już jasna, wymagałoby dokładniejszego zbadania, jak działa przekaz podprogowy, na ile może wpływać na człowieka nawet wtedy, gdy on mówi – ale wg mojego doświadczenia on zawsze do pewnego stopnia może wpływać na myślenie. Męczy nawet wtedy, gdy np. słucha się muzyki.]   (Odnośnie konkretnych osób z wojska, ich ulubionym nazwiskiem jest gen. Koziej [teraz jako sprawca] – żartobliwe niby odzywki typu "[boję się, że] powie jakiś Koziej" padały niezrozumiane od początków tortury w 2013 [niby to o radarze], teraz to wyraźnie potwierdzali; ale czy to jest prawdziwe oskarżenie – nie wiem. Co by się tyczyło ukrytych mówionych sugestii jak dotąd, wskazujących na sposób myślenia, pamiętne jest to ich imputowanie postaw typu "omijaj całą dzielnicę Wesołą, bo tam [podobno] mieszka ta oszustka M. Kozik".   [Wchodzi to do kompletu z bardziej racjonalnym omijaniem  całego Targówka i Białołęki, "bo tam ten  szpital psychiatryczny jest, w którym cię trzymali" – wszystkie te powody unikania są to zresztą historie starsze niż tortura dźwiękowa, więc już mieli gotowe. "Ja tu rządzę na  dzielnicy" oraz... "ja tu mam  majora"(?) – a w rozmowie nazywał tak chyba pistolet – to teksty chłopaka, który popełniał na mnie nocny rabunek (wymuszenie rozbójnicze) w sierpniu 2011 r. w związku ze szpiegowaniem, był chyba nasłany przez śledzącą TV w układzie z Policją: czyżby to stąd w ogóle koncepcja tych dziwnych sugestii (aż przecież przesadnego) unikania całych dzielnic np. przy wynajmie? (Zauważcie: wypowiedzi te, inspirowane pewnie jakimiś podpowiedziami i ustaleniami płynącymi z ośrodka śledzącego, wiążą w sobie ślady zarazem sprawy oszustw, jak ją później dziwnie zaczęto u spikerów z TV ujmować, oraz tej kwestii wojskowej, a obie mogą mieć korzeń w Watykanie.) Odnośnie problemu uciekania od wstydliwego tematu – "tu nie ma sprawy, bo  wstyd!!!" to był jeden z najczęściej w ciągu dnia powtarzanych tekstów tortury dźwiękowej w 2013 (np. 500 powtórzeń dziennie). Myśl, przewijająca się tu wśród osobistych skojarzeń w głowach tych, co to obmyślali (agentów-zbrodniarzy z TV(?)), zdaje się jasna: celem zbrodni było zagwarantowanie, by całego tego kompromitującego polityczno-kościelny establishment tematu o TVP już na pewno nie było (włącznie z tematem o torturowaniu mnie, które wtedy jeszcze było tylko w planach).]   [edit 2015-12-21: Wyjaśnijmy tu jeszcze jedną rzecz. Zarówno dobór ofiary po nazwisku ("po przodkach"), jak i same oszustwa mieszkaniowe(!), są to moim zdaniem rzeczy (tym najbardziej wtajemniczonym) zdecydowanie kojarzące się w jakiś sposób z Watykanem, zob. tekst o JP2 (np. biała sekcja w środku) w sprawie podstaw tego twierdzenia. Patrz też 'edit 2015-10-13' pod wpisem z 10/10/2015.]   Były też w 2010 [latem lub jesienią  wkrótce po zamachu, patrzcie na datę premiery po kliknięciu odnośnika] plakaty "KONIEC" z gębami jakichś  [w domyśle]  kóz, co ja dlatego z tamtymi oszustwami mieszkaniowymi kojarzyłem [nieraz zresztą przemawiano tak do mnie: przez plakaty i podprogowo; oto np. głośny film z 2009 w tym klimacie, też na plakatach (a były i ekrany w metrze, Nasz Dziennik, podstawione obce postaci robiące sceny...) – generalnie tworzono zawsze wrażenie, że coś idzie stopniowo do przodu w sprawie oszustw], choć to oczywiście przy polskim wymiarze sprawiedliwości przedwczesna radość była [w rzeczywistości sąd zlekceważył zażalenie a sprawa stała w miejscu zamknięta ("bo legalne") – lecz do mnie tak czy owak poczta nie mogła dotrzeć ze względu na inny adres już od dawna]. W rzeczywistości mogłoby więc chodzić i o ten zamach [prawdopodobne: zobaczcie czerwony odnośnik]. Ostatnio też podesłano mi (?) na przystanek na Świętokrzyskiej jakiegoś pojedynczego umundurowanego starutkiego wojskowego, z odznakami, trochę jakby błaznowatego – gadał chyba do siebie/w powietrze.   [Padały też (już nawet dawno temu) od czasu do czasu, tak ni w pięć, ni w dziesięć, niezrozumiałe dotąd odzywki "za tych żołnierzy  tak mi wstyd!". W ogóle przecież był ten cały, skądinąd przez watykańskie zamiary podsunięty, temat wojskowego zamachu stanu – jest o tym mowa przy okazji Wesołowskiego we wpisie z 5/03/2015, dopisek 'edit 2015-08-30' – reszta akurat w tej sprawie jest nieistotna, natomiast proszę rozwinąć końcowy dopisek i kliknąć też wzmiankowane tam zapisy (z ostatnich dni).]   Jako metodę zamachu spikerzy podają bombę(-y), jako motyw ze strony wojskowych – kasę [edit: pewnie też krycie skandalu polityczno-religijno-medialnego, w którym sami tkwią?].)

edit 2015-09-06: Być może wielu zszokowało to, że papież Benedykt miałby zabić w 2012 moją ciotkę (zlecenie zastrzyku pavulonu) i nawet w zabicie Wesołowskiego nie dowierzają, a tymczasem to zapewne nie największe ich winy.   [rozwiń dopisek...]

edit 2015-09-08: Lista morderstw, w których były zdecydowane (wyraźnie) UPRZEDNIE przecieki np. od paru dni lub w których  spikerzy się przyznali do *(współ)sprawstwa TVP Warszawa (konszachty z Watykanem?) – kolejno:   [rozwiń dopisek...]

edit 2015-09-20: Bezwarunkowe, bezwzględne prawo do zupełnie swobodnego wyrażania podejrzeń jest konieczne dla funkcjonowania demokracji (zresztą podejrzenie ze znakiem zapytania chyba nie jest stwierdzeniem faktu, a co za tym idzie – oskarżeniem, obwinieniem; a przecież to właśnie oskarżanie znajduje się w definicji pomówienia, które z kolei występuje w kodeksie karnym i niektórzy o nim w takich sytuacjach marzą).   [rozwiń dopisek...]

edit 2015-09-29: Przykładowy wywiad Prokuratora Generalnego w sprawie Smoleńska, w którym ujawnienie prawdy o trotylu grozi podobno – uwaga! – napięciami społecznymi (kliknij niebieski link). Bo przecież  tyle ludzi zamieszanych w sprawę TVP Warszawa i Watykanu! Czyżby o to chodziło... (Pobrzmiewa też w tym chęć ukrycia czegoś dla uniknięcia czegoś szerokiego, społecznego – proszę to skojarzyć z watykańskim wspieraniem prześladowań w imię krycia własnych win, a może i kwestii związanych z dylematem determinizmu itd.) Trafne było też pytanie Jarosława Kaczyńskiego: Skąd Sikorski tuż po 9 wiedział, że wszyscy zginęli?. Ale oni wszyscy prawdopodobnie nie są zainteresowani publicznym wyjaśnieniem prawdy, nie chcą realnego śledztwa w TVP i prokuraturach, takiego z udziałem Piotra Niżyńskiego.   edit 2015-10-30: Proszę, oto dodatkowy dowód od profesora – eksperta sejmowego (który zbadał tę sytuację), że katastrofa w Smoleńsku była zamachem. Spikerzy tortury wciąż konsekwentnie to potwierdzają. Zauważcie też, co na samym końcu stenogramu (tutaj kopia) mówili, podobno z wykrzyknikiem, Rosjanie: "Odejście ('uhod', podobne 'uhodi' znaczyłoby: uciekaj, idź precz) na drugi krąg!" [świat? cóż za zbieg okoliczności i jasnowidzenie, nawet, jeśli widzieli jakąś kolizję]. Odgłosy trzaskania trwały wg stenogramu 5 sekund (zderzenie z drzewem lecąc np. 10 m/s to jakiś długi proces?!); po ww. tekście Rosjan (zaczął się w środku trwania trzaskań) zawołano już tylko "Kurrr***" i koniec nagrania, padł prąd. Nie wiem, czemu miałby paść prąd akurat 6 sekund po początku odgłosu zderzenia z drzewem i sekundę po jego końcu, natomiast teza o eksplozjach i pożarze w kadłubie tłumaczy to świetnie. PRZYPOMINAM WRESZCIE, ŻE JESZCZE KILKASET LAT TEMU WIERZONO W NAUCE, ŻE ZIEMIĘ OTACZAJĄ SFERY NIEBIESKIE, A NAWET [żartobliwa(?) hipoteza Dantego] KRĘGI PIEKIELNE – TAK WYOBRAŻANO SOBIE NIEBO (stąd sformułowania typu "drugie niebo", "trzecie niebo" itd.). A zatem "odejście na drugi krąg!" to prawie że wprost powiedziane, w ateistycznej ironii, "śmierć was czeka", w sensie np. "sio do [nieistniejącego] czyśćca/piekła!".

(19:26)


8. sierpnia 2015 r.

Gigantyczne remontowanie Polski pod kontrolę umysłów – jak wyglądało?

Pokażą Wam to poniższe zdjęcia, prawdopodobnie z tym procederem związane.   [edit 2016-07-09: Otóż raczej nie w ten sposób remontuje się ulice, gdyż zbyt rzucałoby to się w oczy przy dobieraniu się do gruntu. Obstawiam, że są zwyczajnie zalane betonem telefony, podłączone do dwużyłowej linii zasilającej (+/-) o odpowiednim dla telefonów napięciu, poprowadzonej w gruncie. W związku z tym resztę akapitu i zdjęcia zabieram stąd. edit 2017-04-03: Tym niemniej pozostawiam link do wykonanego przeze mnie filmu pokazującego, że dźwięk najwyraźniej radiowy i podsłuchowy (tj. z telewizją) potrafią wydawać latarnie uliczne: kliknijcie (poza tym było też sporo później inne wideo o latarniach, gdy już wydało się, że to one zasilają grające telefony). W tym temacie polecam też wpis z 15. czerwca 2016 r. "Zeznania i dowody" i jego fragment od daty 2016/04/25 i treść po kliknięciu tego odnośnika z datą.]

O aferze remontowej było już, z odpowiednimi dowodami, we wpisach Szczegóły instalacji dźwiękowej... (13/11/2014) i Praktyka organizowania tortury... (10/01/2015). Dodałbym tutaj dwie małe korekty: we wpisie pierwszym – że to nie tyle w śródścianiu, co u podnóża ścian zapewne było montowane; we wpisie drugim – że smartfony (będące mózgiem odpowiednich skrzynek) posiłkują się też systemem GPS w celu samolokalizowania się i stwierdzenia, czy powinny grać, co ma znaczenie zwłaszcza w pojazdach. (Nowoczesne telefony mają wbudowane chipy do obsługi GPS.) Wstępnych dowodów na aferę, pozwalających się nią zainteresować, jest na tym blogu sporo: wymienia je po pierwsze II dopisek do tekstu o Komorowskim (12/03/2015) – 8 dowodów; po drugie wiarę w nie nakazuje, o ile mi się ufa, znajomość fizyki (p. dopisek I do tekstu z 5/04/2015); po trzecie teraz świeżo było kolejne, 10-te już potwierdzenie we wpisie z 10/06/2015 (nagranie 20150606_18:02).   [edit 2015-09-30: Remonty na zewnątrz (na terenach pod gołym niebem) organizują albo skorumpowani właściciele przydrożnych nieruchomości, co jest bardzo częstym przypadkiem (także spółdzielnie), albo też miasto, np. na zasadzie (jak przypuszczam) podłączenia się pod sygnalizatory świetlne czy jakieś ich nowoczesne elementy. Być może doszło do "partnerstwa publiczno-prywatnego" np. na takiej zasadzie, że chodniki na Krakowskim Przedmieściu należą do miasta, które je rozkopało (stoi oficjalna tablica: "modernizacja nawierzchni współfinansowana z Europejskiego Programu Rozwoju Regionalnego", por. też to przy kościele), ale sam prąd ciągnięto np. z lokali obok, więc można było to zrobić bezpiecznie, wyłączając na czas remontu tamto prywatne zasilanie.]

A tutaj ciekawostka: historia rozwoju rynku smartfonowego. Od razu widać, w jakich latach najbardziej rozpowszechniły się telefony z GPS-em (i także z radiem FM, choć pojedyncze modele zdarzały się już wcześniej, poza tym często tego autorzy ww. strony nie odnotowują) – mianowicie widać to w ostatniej kolumnie Other przy odpowiednich latach. Np. model Nokia N95. Odpowiedź? Za rządów PO (2007-2015) – wtedy, co i ten totalny remont Sejmu był (p. też odnośnik "Sprawdzamy budynki związane z premierem i PO"). W latach 90-tych, kiedy miał tam miejsce poprzedni porównywalnie duży, nawet nie były rozpowszechnione odpowiednie technologie kompresji dźwięku, kompilatory programów na smartfony itd. Równolegle z postępami w Polsce sprawa remontów rozprzestrzeniała się w różnych krajach na całym świecie (na pewno masowo w Europie), choć chyba póki co tylko mnie aż tak torturami prześladują, w każdym razie pewnie takich przypadków jest niedużo, jeśli wierzyć nieoficjalnym gadkom polskiej TV. Pierwszym na świecie modelem telefonu z GPS-em był Benefon Esc! z późnego 1999 (w praktyce dostępny w sklepach od 2000), ale zapewne nie był na Symbianie i ów chip GPS nie był też dostępny dla zewnętrznego oprogramowania poprzez żadne standardowe tzw. interfejsy (API), czyli techniki programistyczne – nie istniał w 2000 r. jeszcze żaden publicznie znany standard opisujący, jak coś takiego oprogramować. Odtąd zostaje już tylko kilka lat do tego 2007 z Wikipedii; jeśli więc 2007-2008 jako początek organizowania smartfonowych remontów (w ogóle gdziekolwiek na świecie) jest to oszacowanie zapóźnione, to najwyżej minimalnie. Pierwsze modele Nokii z GPS-em (z 2007): 6110 Navigator, E90 Communicator. Zaznaczę na koniec ponownie na marginesie, że takie remonty pod przekaz podprogowy czy, tym bardziej, torturę, są nielegalne (takie wnioski można wywieść z Prawa budowlanego [edit 2015-08-16: rozwiń...], Kodeksu karnego – mianowicie zakazu [znęcania się i] stalkingu, bo to w związku zwłaszcza z tym szczególnym podsłuchem na Niżyńskiego organizowano [teksty, odzywki, niepokojenie i okazjonalne tortury stały się płynnie nie tylko codziennością, ale nawet czymś ciągłym] – oraz z prawa międzynarodowego i odpowiedniego paragrafu Kodeksu karnego: to nadaje się do sklasyfikowania nawet jako zbrodnia zamachu na ludność polegającego na nieludzkim traktowaniu [edit 2015-09-29: Na pewno dotyczyłoby to powodowania intensywnego zmęczenia, ale też... – rozwiń], z dość wysokimi karami nawet aż do 25 lat więzienia, jak zauważyłem we wpisie z 1/10/2013 [edit 2015-08-16: Mój plan przewiduje osądzanie najbardziej pospolitych przestępstw, dotyczących setek tysięcy czy nawet milionów ludzi, w specjalnie wprowadzonym trybie... rozwiń]; choć niestety i w Sądzie Najwyższym oraz w TVN-ie zaobserwowałem niedawno moją znienawidzoną torturę dźwiękową, wszędzie równomiernie i oczywiście zupełnie bez zmian po wejściu, nawet w pustych korytarzach i pomieszczeniach, w których tylko ich pracownicy byli). Ale proszę z powodu tego wszystkiego nie stawać się sympatykiem PiS-u, bo także na terenach, gdzie rządzi ta partia (mają np. Nowy Sącz), będzie zapewne grać, takie jest moje przypuszczenie, choć przyznaję się – nie sprawdziłem. Milczą oczywiście wszyscy [także strony www posłów – ja oczywiście zachęcam do zejścia z tej ścieżki]. Mniejszych sejmowych (PSL, SLD, TR) tym bardziej nie polecam.   [edit 2015-08-25: Byłem raz we Włocławku (miasto od lat w rękach SLD), gdy już istniała tortura, w 2013: też grały ulice, nawet te puste po nocach (mój pobyt tam poświadcza np. obecny od dawna w "nagrania audio" plik z dojazdu pociągiem do Włocławka); winne są nieruchomości, nie przemieszczający się ludzie i samochody!]

[edit 2015-08-15] Przemilczane 14%, brakujące do stu, w sondażu planowanych głosów (wybory do Sejmu). Taką, jak to odczuwam, POPiS-ową propagandę serwuje "Fakt".   [rozwiń dopisek...]

[edit 2015-08-21] Radary (zwykłe, aktywne, ręcznie nakierowywane) wykorzystujące zjawisko Dopplera i dzięki temu umożliwiające  podsłuch (odtworzenie drgań dźwięczącego ciała)  z odległości i przez ściany już w latach 40-tych XX w.? Bez podrzucania żadnego nadajnika? Jak najbardziej.   [rozwiń dopisek...]   edit 2015-12-02: Także Zmiana Ustawy o Policji z 2015 r.  potwierdza, że np. Policja (i inne służby: SG, ŻW, UKS, ABW, SKW, CBA, a także ten ośrodek TV ze mną związany) jest w stanie na żywo (nie tylko podsłuchiwać, ale nawet, co sugeruje właśnie radarową technologię) NIEJAWNIE PODGLĄDAĆ pomieszczenia prywatne (a przecież nie zamontuje tam kamer z jakimś obiektywem, wystającym skądś). Tak było (art. 19 ust. 6), a tak od niedawna jest – w ustawie, przy wyliczaniu metod policyjnej kontroli operacyjnej.

[edit 2015-08-21] To wszystko brzmi jeszcze dość wiarygodnie, natomiast kontrowersyjna jest być może wizja stosowania przez państwo – przez Centrum chyba właśnie w telewizji! (zupełnie jak w tej starej piosence Trzeciego Wymiaru) – zabaw percepcją podprogową już od wielu lat (od chyba 2007, dzięki bierności czy współudziałowi wszystkich partii z Sejmu – zaczęło się chyba jeszcze przed Tuskiem), w absurdalnym połączeniu z obserwacją i podsłuchem, w celu zawładnięcia umysłem ofiary inwigilacji – ukierunkowywania jej uwagi to tu, to tam, w pożądanym związku z tym, co w danej chwili angażuje też podsłuchowców.   [rozwiń dopisek...]

(22:40)


1. lipca 2015 r.

Partie sejmowe i medialne są do niczego (zob. niżej), a więc...

Piotr Niżyński chętnie założy partię [poprzyj], początkowo nazwaną jego nazwiskiem (łatwo je znaleźć w Internecie), która będzie popierać prawa człowieka i demokrację [m.in. bardzo szerokie prawa demokracji bezpośredniej, tzn. co najmniej w pewnym zakresie możliwość referendów równoważnych głosowaniom sejmowym, np. w kwestii rozwiązania parlamentu i nowych wyborów, uchylania ustaw, może nawet przegłosowywania ustaw – przykład takiej demokracji to Szwajcaria], a przeciwstawiać się potencjalnie zdemoralizowanym klikom prawniczym w państwie (Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny, sądy, prokuratura) oraz inwigilacji obywateli, a zwłaszcza takim zglobalizowanym i nazbyt prostym w użyciu systemom podsłuchu, jak ECHELON.   [edit 2015-07-09: Również manipulowanie myślami przez państwo na zasadzie przekazu podprogowego ("remonty", instalacje dźwiękowe) będzie zdecydowanie i także na drodze karnej zwalczane (a przez lata stosowano to dosyć często – nauczyłem się późnym 2012 odróżniać takie prowadzenie myśli od tego, co ewentualnie własne; to ostatnie jest jeszcze dużo subtelniejsze, rozsądnie powiązane w sekwencję myśli i nie sprawia wrażenia takiego osaczenia, choć i na to potrafią bardzo podprogowym szeptem wpływać).]   Obecnie wprawdzie jeszcze bardziej Piotr potrzebuje jakiegoś cichego miejsca do mieszkania, bo wszędzie włącza się rozsadzająca mózg tortura dźwiękowa, taka jest korupcja (ten ciemniejszy pasek po lewej reprezentuje nieprzerwane trwanie tortury, ten jaśniejszy – pobyt w hotelach, kropkowana linia pionowa – pobyt w blokach, reszta to pobyt w wynajętych domkach, na ulicach itp.). Jakby co – jeśli by ktoś nie dowierzał, że to powszechne, iż nieruchomości, taxi, nawet auta służbowe grają (początkowo to miał być tylko niezauważalny przekaz podprogowy, jak w latach 2007-2012, zwłaszcza 2011-12), a nie znał przestępców, którzy mu to potwierdzą – można pokazać na osobistym spotkaniu: wszędzie będzie grać, gdzie tylko pojedziemy (ulice i wnętrza). Kontakt w sprawie współpracy: kliknij – TO NIE JEST DLA PIENIĘDZY ANI PRESTIŻU! Ponad milion zł na kontach.   [edit 2015-07-02: Pamiętajcie: w polityce nie liczą się (rzekome zresztą) kompetencje, jakieś (rzekome) techniczne umiejętności i wyuczenie zawodu, tylko wartości, bo tak poza tym polityk może nic nie robić, a może też bez problemu i od ręki zatrudnić asystentów i pomocników (jeśli by np. nie umiał czytać ustaw, nie rozumiał, o co chodzi ludziom itd.). Sami zainteresowani "dobijają się" z dołu. To np. też jest podstawa polityki wg PO, jeśli nie liczyć ich paru medialnych akcji (np. przeciwko dopalaczom, w związku z nałogiem hazardu, z innymi nałogami, np. paleniem, ze mną, bo kojarzono mnie z jakimiś wypowiedziami o seksie i uzależnieniu od porno, wreszcie także w związku z bardzo wtedy przeżywanymi przeze mnie oszustwami mieszkaniowymi – one również były zrobione jako specyficzny wytrych prawny) oraz działań tajnych i niemoralnych, nawet przestępczych i zbrodniczych, np. (zdaje się, że to Platformy zasługa?) remontowania Polski pod tajne instalacje dźwiękowe, odtwarzające przekaz podprogowy lub okołoprogową zmiksowaną torturę szeptaną tylko właściwym osobom we właściwym czasie (komunikacja radiowa z centralą, chyba TVP).]   [edit 2015-07-03: Poinstalowano dźwięk nawet w latarniach ulicznych (nie pierwszy raz to w nich słyszę), dzisiaj ktoś bardzo wyraźnie w nie stukał, gdy sprawdzałem – co by tak nie brzmiało, gdyby to robił ktoś obok, a zresztą przecież nawet nikogo nie było. Bardzo mocne stuknięcia, a to przecież potężny i wysoki kawał metalu jest, więc tylko z wewnątrz... Zresztą mimo sporej głuchoty słuch mnie by aż tak nie mylił, że w środku bardzo wyraźnie się rozlegało. Potrafią chyba selektywnie każde źródło wyłączyć (miliony ich są w całym kraju), ba, podłączyć tam coś innego, a zatem system przekazu podprogowego jest przystosowany do "obsługi" wielu ofiar naraz(!), a zarazem widać wyraźnie, że wszystkie instalacje dźwiękowe są skatalogowane (w wyłączanie poszczególnych ścian, w związku z moim zaczynaniem dokładniejszego przysłuchiwania się im, bawiono się też w wynajętym domu na ul. Gajdy). Odnośnie oświetlenia przypominam wpis z 10/03/2012, przytaczający pewną wskazówkę; było też dziwne zachowanie jakiegoś "woźnego" na moim wydziale PW, gdzie przesiadywałem w 2011, który majstrował ostentacyjnie przy świetlówkach i gapił się przy tym co rusz na mnie. Mówcie znajomym o tej www, chociaż zamieszani (nawet nieosobiście) będą lekceważyć ten temat jako w ogóle niegodny uwagi.]

Tu jeszcze ponownie słówko o tym, dlaczego w tym skandalu potrzebna jest odpowiedzialność karna pracowników, tego najliczniejszego dołu piramidy, a nie tylko szefów (bo że przedsiębiorców należy karać, to – jak sądzę – powinno być po przeczytaniu bloga oczywiste: on sam jest przecież właśnie o korupcji i przestępstwach systemowych, politycznych, to jest jego treścią, tak jak i esencją i rdzeniem moich problemów [edit 2015-07-12: tej gigantycznej i z wielkim trudem (może!) przezwyciężalnej wszechwładzy politycznej]).   [rozwiń...]   [odbierz mail z przestrogą]   [adresy e-mail posłów (możecie też dzwonić do biur) – jak traktują pokrzywdzonego?]

[edit 2015-07-02] Oto jeszcze kolejne (ostatnie) nagrania (jakość HD!) ze  szpiegowskim obsługiwaniem klientów, z innych hoteli, częściowo archiwalne – żeby nie pozostawiać złudzeń co do skali procederu. Coś jest na rzeczy z tym śledzeniem, prawda? (Oczywiście nieruchomości z ogłoszeń tzw. bezpośrednich w Internecie, a także od pośredników – zawód powszechnie podsłuchowy, tak nawiasem mówiąc – są z góry ustawione i równie złe lub gorsze ze względu na mniejsze bezpieczeństwo mienia.)

[edit 2015-07-05] Z punktu widzenia prawa karnego nie jest nigdy nielegalne nagranie tego, co się przy nagrywającym dzieje.   [rozwiń dopisek...]

[edit 2015-07-05] Jedna z prokuratur jako powód lekceważenia skargi podała... nieistniejący ustęp prawa. Po prostu wzięli jakiś paragraf z obowiązującego Regulaminu wewnętrznego urzędowania prokuratury i dodali tam w wyobraźni podział na ustępy, dodatkowy zapis. Kliknij, zobacz s. 2 (na stronach Sejmu można sprawdzić historię tego Regulaminu, klikając Akty uchylone – już poprzednia wersja, ogłoszona 18. lipca 2013, miała na tyle inną postać, że §202 dotyczył w ogóle czego innego; w obecnej natomiast nowej wersji, bezpośrednio po tamtej następującej, jest ten paragraf, ale ustępu 2, na który się powołują, nie ma, nigdy nie było). Osobliwe, prawda? Drwina chyba... (Jeszcze zaczynają kolejny akapit od... "Dodatkowo". Również §206 dot. zakazu ponownego składania skarg jest chyba urojony, to pomysł Generalnej; mniej oczywiste.)

[edit 2015-07-09] Co w praktyce oznacza ten słynny "udział w gangu", czym różni się on od, dajmy na to, jakiegoś zbiorowego hodowania i palenia marihuany, czyli na czym polega jego wewnętrzna szkodliwość, duch niszczenia prawa i totalitaryzowania państwa? Dlaczego jest zupełnym rozkładem państwa prawa?   [rozwiń dopisek...]

[edit 2015-07-21] Kto by wciąż szukał poszlak wskazujących na TVP Warszawa jako ten postulowany na żywo sterujący mafią ośrodek, choć już i tak świadkowie czy, częściej, "świadkowie" to potwierdzali, temu przypominam...   [rozwiń dopisek...]

[edit 2015-07-25] Może niektórzy niemądrzy czytelnicy uważają ciągłe ostatnio (mało oglądam TV, ale czasem coś do mnie dotrze) wycieranie sobie gęby przez TV tematem dopalaczy – w ślad za opublikowaniem tu ww. wpisu (zupełnie jak z tymi dymisjami u E. Kopacz po publikacji wpisu z 10/06/2015 czy w Policji i Gwardii Szwajcarskiej w dniu dostawy, nieodpowiedniego wprawdzie, do innych rzeczy służącego, zagłuszacza, zob. wpis 8/02/2015) – za obalanie  tez tego bloga, ale dopóki nie powiedzą tam wyraźnie o stronie WWW.NIELEGALNIE.PL i zgromadzonych na niej tonach dowodów, które jednym "wytarciem sobie gęby" może próbują arogancko unieważnić (tak jak i ponaddwuipółletnie straszne męczarnie!), pozostają niewiarygodni.   [rozwiń dopisek...]

(13:37)


10. czerwca 2015 r.

KOLEJNE DOWODY: indywidualni szpiedzy zajmują cały hotel Ibis. O tym nie usłyszysz z mediów. Pokaż znajomym ten "Echelon"!

Podobnie zresztą było jak dotąd w chyba każdym odwiedzonym w ostatnich miesiącach (ja wcześniej jeszcze przez I poł. 2014 mieszkałem w hotelach). Należy przy tym wyraźnie podkreślić, że hotel ten nie jest tu bynajmniej ledwie jakąś "obojętną" estradą, na której te wydarzenia się wprawdzie rozgrywają, lecz bez udziału niej samej: zachowuje się doprawdy dziwacznie i tak, jak przystało na świadomego asystenta i współpracownika w pewnym przestępczym zadaniu. Zadaniem tym jest, jak me doświadczenie z żelazną konsekwencją pokazuje, zorganizowanie całodobowego szpiegowania komputera w pokoju przylegającym do mojego na sąsiednim piętrze (może też osobno na różnych innych piętrach, bo mogę być w korytarzach, w restauracji...): tak, by z jednej strony nie robiła tego sama obsługa, bo przecież mogę czatować godzinami, obserwować dziwne rzeczy z parteru itd., a z drugiej, by jednak zawsze ktoś tam był, nawet w środku nocy. (Poza tym pomagają te tłumy robić ze mnie w oczach innych wariata. Wspólna z nimi jest często zmowa milczenia, np. o rozbrzmiewających torturach, na zasadzie "nic nie słyszymy, wszystko w porządku", okazywane "znaki", przytyki słowne itd.)   [edit 2016-12-25: Nagrane przykłady nie pokazują wszystkiego, co dzieje się na takich recepcjach (zgodnie z koncepcją pracy narzuconą z samej góry za pośrednictwem urzędów gminy); goście najprawdopodobniej zostali ostrzeżeni za pomocą Facebooka oraz strasznie skrępowanych (sugerujących jakąś czyhającą straszliwość) szeptań recpecjonistki, by nie upominali się o dostęp do śledzenia ani nie obnosili się z tym, że ma ono miejsce, bo i tak dostaną pieniądze za pobyt. Ostrożność recepcjonistów podczas mojego obserwowania recepcji jest czymś typowym, tak typowym, że aż być może odpowiednio w tym celu publikowane są praktycznie zawsze odpowiednie teksty na Facebooku – tym niemniej w normalnym przypadku występują jeszcze następujące ustalenia ze szpiegami: (1) w jakich godzinach będzie on szpiegować (póki co dostaje się miejsce w pokoju-poczekalni), (2) w którym pokoju jest bandycki program "Kontrola operacyjna" (to może nawet być na Facebooku, ale przecież łatwo zapomnieć), (3) że ma po wejściu tam zajmować się też podsłuchiwaniem i upewniać się, że np. nie stoję pod drzwiami w czasie zmiany warty w pokoju (jak wiadomo, każdy szpieg podczas werbowania np. w zakładzie pracy zostaje dopisany do bazy danych telewizji, a tam są wymienione ich imiona, nazwiska, nry telefonów, nry IMEI, tzn. fabryczne nry aparatu telefonicznego, ponadto funkcja zawodowa – spikerzy później mogą dzwonić do poszczególnych szpiegów, a oni sami korzystać z wybranego nru jako nru udostępniającego podsłuch – właśnie np. w hotelach jest to wykorzystywane, dawniej też, gdy nie było tortury, podsłuchiwano np. w restauracjach podczas swojej zmiany w pokoju do szpiegowania), (4) w przypadkach, gdy jestem w pokoju wieloosobowym, ustala się ze szpiegiem, by po zakończeniu obsługi szpiegowania przyszedł do mego pokoju na noc (zupełnie zbędne, jak wiele rzeczy w tej sprawie, zwłaszcza obecnie, gdy jest tortura dźwiękowa, no ale załatwiają tę rzecz, te przeludnione pokoje, w których nie ma czym oddychać, bez tego za tanio miałbym noclegi, a poza tym dodatkowo dziwnie by to wszystko wyglądało – pokój zawsze zajęty tylko przez jednego... w ogóle ci szpiedzy w hotelach i firmach są obecnie zbędni, bo spikerzy, tj. operatorzy podsłuchu, sami mogliby obecnie przez Internet, przy współczesnych szybkich łączach, obsłużyć sobie dostrajanie częstotliwości, na której się śledzi — czyżby brak było chętnych informatyków do zaprogramowania tego?... — aczkolwiek istnienie tych przychodzących tłumów przynosi innego rodzaju korzyści mafii — korzyści społeczne — i poniekąd zabezpiecza jej tyłek). Podkreślam, że przez cały czas pobytu zarówno w hotelach, jak i w blokach, a nawet jeszcze po opuszczeniu danego obiektu (hotel/mieszkanie) aż do czasu zajęcia kolejnego, podlegam danej recepcji hotelowej i przychodzą tam ludzie co najmniej na podsłuchiwanie, dublując tym samym "pracę" telewizji. O ile się nie mylę, to zmiana w pokoju z bandycką "Kontrolą operacyjną" odbywa się z inicjatywy nowego szpiega, a ze starym uzgadnia się (poza punktami 1-3 czy 1-4) także to, że (5) ma zajmować pokój z Kontrolą aż do przybycia nowego szpiega. Inaczej trudno byłoby to zorganizować zwłaszcza w blokach czy hotelach z zamkami starego typu, nie na kartę (gdzie nie ma uniwersalnych kart serwisowych), bo po prostu ludzie są rozsiani po różnych pokojach i trudno byłoby poprzedniemu szpiegowi samemu szukać nowego. W związku z tym to (6) nowy szpieg ma przyjść do starego zastąpić go przy programie "Kontrola operacyjna" (np. puka do drzwi czy używa karty serwisowej); przy tym obecny dotychczas podczas swej warty w pokoju przy komputerze szpiegowskim człowiek podsłuchuje cały czas i nie otworzy, jeśli ja stoję pod pokojem (tzn. gdy słyszy w słuchawkach wetkniętych do telefonu to samo pukanie, co w drzwiach), zwłaszcza, że miałby wtedy dodatkowo ostrzeżenia od telewizji i widziałby brak aktywności przy komputerze; to samo dotyczy wychodzenia do ubikacji. Również szpiedzy rozsiani po poczekalniach widząc mnie czatującego na korytarzu raczej niechętnie zrobią zmianę. Pokój z komputerem (i ze słuchawkami) znajduje się zawsze na sąsiednim piętrze; z mego doświadczenia wynika, że w hotelach prawie zawsze dają go bezpośrednio nade mną czy pode mną, a w blokach najczęściej po ukosie, tj. np. nade mną i jeden w lewo/prawo (może w nadziei, że zmniejsza to szansę, iż zgadnę, gdzie on jest). Szpiedzy mogą przychodzić do hotelu bez zapowiedzi lub, co rzadsze, z rezerwacji – to bez różnicy, tak czy owak zostaną obsłużeni, a ich karta płatnicza przetworzona, natomiast normalnych gości, chcących normalnego pobytu w hotelu, odsyła się np. gdzie indziej z powodu chwilowych problemów z dźwiękiem ("podsłuchem"). Sama płatność dla szpiega ma zawsze miejsce w następujący sposób: najpierw (zacznijmy może od pozorów... nie zawsze one w ogóle występują) karta płatnicza takiego "gościa" obciążana jest pewną małą kwotą, np. kosztem pobytu — jest to swego rodzaju kaucja, zabezpieczenie. Po dokonaniu śledzenia hotel, często w osobie samych recepcjonistek, dokonuje zwrotu takiej płatności na kartę. A zatem najpierw np. 30-100 zł za pobyt, następnie zwrot po bezproblemowym wywiązaniu się ze "zobowiązania" podsłuchowego (bez kradzieży i problemów). Często tej fazy wstępnej płatności w ogóle nie ma — np. w blokach czy nawet w hotelach, gdy nie ma ryzyka, że ja podglądam. Hotel bowiem generalnie w tym właściwym praniu pieniędzy, tj. przyjmowaniu korzyści z przestępstwa, nie uczestniczy. Właściwa kasa za śledzenie (obsługę programu) zostaje wypłacona przez samą telewizję, a to w taki sposób, że przecież zdjęcia mego ekranu publikuje się na ukrytej grupie "Piotr Niżyński" na Facebooku. W związku z tym oczywiście widać, kto zdjęcie opublikował. Do takiej osoby następnie wewnętrzne facebookowe wiadomości wysyłają spikerzy, innymi słowy bandyci z TVP Warszawa — już po opublikowaniu "zdjęć" (czarno-białe obrazy ekranu czy raczej obrazy w skali szarości). Uzgadnia się typowo wypłatę na konto w banku, jednakże ona przychodzi nie od telewizji, tylko od dealera słynnej "waluty elektronicznej" BitCoin. Przykładowo takim dealerem może być Cryptoins.com Ltd. albo, w Polsce, 4coins.pl sp. z o. o. (polecam stronę www.4coins.pl). Telewizja ma portfel BitCoin, ale takie portfele mają to do siebie, że są anonimowe, nie podlegają żadnej oficjalnej czy scentralizowanej rejestracji, a więc bez problemu można się podać dealerowi za kogo innego czy, po prostu, poprosić o przelew na dowolne konto (mniejsza już z tym, czy to zgodne z regulaminem dealera, ale technicznie nie ma żadnych przed tym zabezpieczeń, np. dealer nie wymaga skanu dowodu osobistego odbiorcy). BitCoin można bowiem sprzedać za przelew prawdziwych pieniędzy na konto i, podobnie, można go nabyć wysyłając przelew do dealera, a wszystkie te czynności typowo są automatycznie obsługiwane przez stronę internetową dealera. Taki sposób rozliczeń trwa zapewne od wielu lat, od narodzin BitCoina w 2009 czy np. od 2010 r. Natomiast wcześniej zapewne stosowano przelewy z systemu płatności internetowych Webmoney.]

Pośrednikiem ściągającym [bandyckie] tłumy do kolejnych hoteli jest ta Centrala mną się zajmująca, bodajże we współpracującej z państwem (TVP, "fiskus") firmie EmiTel (obecna hipoteza robocza) i, być może, Pałacu Kultury [nie, to podobno informatycy studyjni i dziennikarze z TVP Warszawa, jednakże ogłoszenia pochodzą od właścicieli poszczególnych miejsc, w których przebywam (hotele, mieszkania, domy), bo ci właściciele mają mnie odpowiednio obsługiwać w związku z korupcją i są jeszcze dodatkowo w kontakcie przez Facebook i Skype z telewizją], która ogłasza tekstem poszczególnym członkom gangu – a są ich w całej Polsce miliony – tj. tym z nich, którzy tylko zechcą sprawdzić [na Facebooku], co akurat ze mną się dzieje, że  jestem w tym a tym miejscu i tu-a-tu przychodzi się, by (za kasę?) szpiegować. Obstawiam takie główne źródła ze mną związanej korupcji: niewpłacane podatki, TVP, urzędy gminy (np. pieniądze na remonty).   [edit 2016-12-25: Bodajże TVP po opublikowaniu przez szpiegów zdjęć ekranu na Facebooku robi im wpłaty przez BitCoin lub nawet do banku, jednakże w taki sposób, że nadawcą przelewu jest pewien zwyczajnie wyglądający pośrednik (dealer BitCoin) — po prostu istotne tu jest to, że portfele BitCoin są anonimowe, a zarazem można sprzedawać i kupować tę walutę elektroniczną za realne pieniądze, realne przelewy. A zatem można zrobić z portfela BitCoin, który jest pod kontrolą telewizji, bez żadnego problemu przelew na czyjeś konto bankowe. Oto więc szczegóły ich sposobu rozliczania się: prosty, wygodny, a zarazem nie zostawiający brzydkiego śladu w rodzaju "nadawca przelewu: Telewizja Polska" — można próbować wykręcać się wymówką przed np. chłopakiem czy nawet rodzicami, jeśli ktoś ma taką potrzebę. Kontakt ze strony telewizji (w celu uzgodnienia płatności) następuje zapewne typowo już po opublikowaniu zdjęć, stosowane jest przesyłanie wiadomości między użytkownikami Facebooka.]

Pooglądajcie te wideo (zrobione telefonem), bo nawet wśród agentów rzecz nie jest taka znana i może budzić zaciekawienie, zwłaszcza u niewarszawiaków. Wszystko jest na YouTube, oto główne filmy (rozwijajcie i czytajcie też opisy pod odtwarzającym się właśnie filmem, są tam stenogramy, bo często – przez szelesty spikerów – trudno zrozumieć słowa, a nawet powstają złudzenia słuchowe, natomiast ja to analizowałem w podgłośnieniu i spowolnieniach) – klikamy YT, żeby zobaczyć film; MP4 (prawym przyciskiem myszy i "Zapisz jako"), żeby ściągnąć go w oryginale HD na dysk [1920×1080 punktów]; WAV (lub MP3), żeby ściągnąć jego ścieżkę dźwiękową, zwykle już podgłośnioną (też można używać "Zapisz jako"); a TXT, żeby zobaczyć ewentualny stenogram (przydaje się [przeszkadzają spikerzy nawet prawie że pełnym głosem, a nie szeptem]):


20150605_17:45 [YT] [MP4] [WAV]  –  zaczyna się tuż po podejściu gościa i pierwszych słowach. W 17 s. pytanie recepcjonistki: "za pół roku ochroniarzy zakładamy czy nie?" (u spikerów utarło się ciągłe mówienie o wyborach jako odległych o pół roku)
20150605_17:58 [YT] [MP4]  –  przychodzą klienci w Pasy Poziome. Takie pasy czarno-białe przyjęły się już jako symbol przestępcy wśród nachodzących Niżyńskiego szpiegów (zob. pierwszy dopisek za wpisem 21/03/2013, np. w zarchiwizowanej wersji bloga z 2013; rzecz jest znana od 2012, pisałem o tym w I poł. 2013; także w wykazie elementów nękania). W 17 s. pada pytanie "Piotr tu jest?". "Tak, tu mamy specjalny pokój"
20150605_17:59 [YT] [TXT] [MP4] [WAV]  –  bardzo niedwuznaczna obsługa klienta!!! M.in. podają moje nazwisko. Najprawdopodobniej chodzi o nielegalne przechwytywanie, podglądanie ekranu z odległości na podstawie fal
20150605_18:02 [YT] [MP4]  –  Gość, znany z poprzedniego: "Tu nie ma Piotrka, ten temat". Czyżby nie trafiła do pokoju, w którym się robi "na sąsiada"? W 8 s. klientka ręką udaje Palenie, znany sposób nękania (zob. ich wykaz) z odcieniem znaczeniowym (udawanego) bycia niewtajemniczonym, "ja nic nie wiem"

20150605_18:40 [YT] [TXT] [MP4] [WAV]  –  recepcjonistka z bliska (na wszystkich oprócz ostatniego jest ta sama!), świetne próbki mowy; gwarowe erotyzmy; obsługa kolejnej zamieszanej osoby, jest o 2 pokojach i o Niżyńskim. Recepcjonistka sama chyba też w tym hotelu pracuje jako szpieg (i nie tylko "od święta"). Wideo kończy się wzmianką o Kozieju, chyba jej ktoś to podsunął
20150605_21:25 [YT] [MP4]  –  wejście z miasta na recepcję (Hotel Ibis, Warszawa, ul. Ostrobramska). Jest ta pani

20150606_09:54 [YT] [MP4]  –  recepcja obsługuje w milczeniu. W tle jest głos jakiegoś schowanego pracownika, chyba kelnerki, ciągle gada o mnie
20150606_15:16 [YT] [MP4]  –  kolejna obsługa klienta. "Pan Piotr jest na poniedziałek" (była sobota). Może to metafora jakiegoś przeciążenia czy kolejki w dostępie do pokoju dla agenta, ale już chyba przesadzają
20150606_15:17 [YT] [MP4]  –  kolejna obsługa klienta; np. w 11 s. pada "inni też czekają!". W rzeczywistości recepcja była pusta, może raczej o pokoju ze sprzętem szpiegowskim. Na YouTube pod samym filmem, w opisie, jest moja hipoteza na temat tego, jak ściśle rzecz biorąc to wszystko jest tam zorganizowane
20150606_17:28 [YT] [MP4]  –  jeszcze jedna obsługa klienta (jak to często bywa, nie nagrana od początku). W 22 s. recepcjonistka mówi "tu mamy Forsę!" (por. z zainscenizowaną scenką z chowaniem sobie terminala płatniczego przez przychodzącą do B&B dziewczynę, 201501050055)     [sugestia spikerów, brzmi sensownie: są zwroty na kartę, takie, że wychodzi się na plus]
20150606_18:02 [YT] [TXT] [MP4] [WAV]  –  również bardzo niedwuznaczna obsługa klienta!!! "Chcielibyście ten podsłuch na Niżyńskiego zrobić?" itd. Wyjawia się, że klientka, która przyszła, jest w mafii za sprawą korupcji w biznesie (przedsiębiorca?) lub na wtórnym rynku nieruchomości (jak przyznaje, zrobiła "Remont", związany z torturą), a ja jestem na podsłuchu. Recepcjonistka ponownie przyznaje się do współszpiegowania (ogląda mój ekran z Internetu? słucha całego życia? podpowiada spikerom np. położenie?).  [wyjaśnij]  Jest potwierdzenie faktu tortury dźwiękowej
20150606_18:08 [YT] [TXT] [MP4] [WAV]  –  obsługa. "Podsłuch jest tutaj", inne takie o Niżyńskim. Jest potwierdzenie faktu tortury dźwiękowej
20150606_18:11 [YT] [TXT] [MP4] [WAV]  –  kolejna obsługa, mówią od 7-ej sekundy. Pada chyba (od recepcjonistki) "potem się idzie do innego"   [to nie jest ten właściwy pokój... – przyp. red.]
20150606_18:58 [TXT] [MP3]  –  długie nagranie audio, obsługa klientów. Z tekstu wynika, że chodzi o przestępstwa i że zamieszana jest firma, padają personalia ofiary
20150606_20:38 [TXT] [WAV]  –  znowu długie nagranie audio. Niektóre wypowiedzi: "Tutaj nie ma sprawy, 'omerta' tu jest", "I na dole znajduje się tutaj nr pokoju, w którym jest komputer" (już kiedyś przez chwilkę zza drzwi widziałem taki gdzie indziej), "Za chwilę go śledzę". Pada też sugestia, że sprzęt do podsłuchiwania (dźwięku) to telefon komórkowy. Wielokrotnie padają personalia ofiary. Recepcjonistka ponownie "przyznaje się"

20150606_20:56 [YT] [TXT] [WAV] [MP4]  –  zbliżenia twarzy mówiącej parę rzeczy recepcjonistki. Tak, to właśnie ta pani. Pojawia się dialog na recepcji o sprawie Niżyńskiego, erotyzmy

20150606_21:02 [YT] [TXT] [WAV] [MP4]  –  kolejna obsługa "klienta" (czy w zasadzie doraźnego pracownika). Kilkakrotnie o Piotrze Niżyńskim
20150606_21:06 [YT] [TXT] [WAV] [MP4]  –  jeszcze jedna obsługa. W pokoju "komp otwarty" (posłuchaj w podgłośnieniu ten fragment). Również politycznie o Piotrze Niżyńskim

20150606_21:17 [YT] [MP4]  –  rozmowa z osobą będącą za biurkiem w pokoju "Dyrektor hotelu", na temat tortury. Tego typu odpowiedzi, co "ja nic takiego nie słyszę", są w mafii dosyć rozpowszechnione; spotkałem się z nimi też np. w firmie prawniczej (jest w "nagrania audio" w nagłówku, wyszukajcie literki dtw) oraz w biurze posłanki (zob. Nowe wideo Piotra u góry bloga)
20150607_13:28 [YT] [MP4]  –  spokojny pobyt, choć wśród tortur, zakończył się najściem w pokoju przez pogotowie (chyba wciskano, że jestem jakimś wariatem; w przededniu tego na wieczór hotel zirytowało nagrywanie). Na szczęście nie zgarnęli. Oto następująca po tym rozmowa z dwoma innymi pracownikami na recepcji (widać mówiące twarze z bliska), przyznają to.   [edit 2015-07-26: Odsyłał do lekarza również ksiądz we wpisie z 5/03/2015, to tak zamiast pomocy było. W ogóle to powszechne w mafii (u wrogów), poszukajcie w Internecie pod hasłem Piotr Niżyński – ma to związek ze sfingowanymi hospitalizacjami oraz samą tą szkodliwą dla równowagi psychicznej torturą. Zauważcie, że tak mogą mówić czy pisać tylko wrogowie, "z ludu wzięci", a przecież gdybym tu prawdy nie pisał, skąd mógłbym mieć tylu wrogów? Bardzo to jest nieprzyjazne podejście, na zasadzie "odwal się" i "nie lubię go". (Nie można obecnie "uczciwie" podejrzewać mnie o chorobę psychiczną, bo w ogólności w takich sprawach, że komuś fałszywie wydaje się, że jest śledzony czy dręczony, albo się jest wariatem, albo oszustem. Na tej stronie jest zaś tyle dowodów, że już zdecydowanie klasyfikowałbym się co najwyżej do drugiej grupy, może jakimś fałszerzem jestem... a więc tamta, do znudzenia powtarzania, błędna wersja o chorobie psychicznej a nie złej woli jako źródle rzekomo "nieprawdy" jest, jak już widać, celowym pomawianiem, które ludzie głupio powtarzają. Wczytajcie się zresztą w blog.)]
20150610_14:10 [YT] [MP4]  –  Moje oświadczenie w sprawie autentyczności nagrań, ich treści i stanu hotelu (gdybym kłamał, to byłbym przestępcą i można mnie ścigać)

[edit 21:03] YouTube pokazuje też niezawodnie, kiedy dany film był dodany (np. ten pierwszy). Zestawcie więc sobie ten wpis, autentycznie 10. czerwca powstały, z przypadającymi na dziś zmianami w rządzie (Ministerstwo Sportu i Turystyki?... otóż przepisy o hotelach są w Ustawie o usługach turystycznych) i deklaracjami dot. prokuratury [edit: także propozycją dot. samorozwiązania Sejmu z następnego dnia], chociaż PO – po latach remontowania Polski (nawet pola i lasy) i oswajania jej z udziałem w gangu politycznym – nic już, daj Boże, nie powinno pomóc... Przypominam też jeszcze większy taki zbieg okoliczności, z udziałem Watykanu, wzmiankowany we wpisie z 8. lutego [por. także te z 26/10/2013]. Cel tej "pomocy" (pewnie mi nawet czytelnictwo nie wzrośnie, Polak to jakoś nie potrafi uczestniczyć w reakcji łańcuchowej, w narastaniu lawinowym) jest pewnie taki, żeby przestępcy otwarciej sympatyzowali z PO, która jednak raczej z remontów się nie wycofa (zauważcie, temat dalej jest kryty, a komisja śledcza, którą proponował PiS, była NAWET W SWEJ OFICJALNEJ DOKUMENTACJI o jakichś niezrozumiałych drobiazgach, nie wprost o Piotrze Niżyńskim albo materiałach z www.nielegalnie.pl). [Przytaczałem już powody, dlaczego "remonty", tzn. instalacje dźwiękowe, zapewne nie zostaną zlikwidowane, a nawet będą kontynuowane(!!!), przez obecne partie sejmowe: zob. edit 2015-04-23, wyszukaj przy pomocy Ctrl-F i rozwiń.] Swoją drogą: oto treść maila, jakiego dostałem. Ciekawe.

[edit 2015-06-11] Śledzenie mnie, powtórzę, jest zupełnie nielegalne.   [rozwiń dopisek... – m.in. wyjaśnia, dlaczego złe są masowe amnestie ustawowe, tym bardziej bezustawowe, w takich sytuacjach jak ta (zło systemowe)]

[edit 2015-06-13] Podstawa prawna publikacji nagrań, choćby bez zgody uczestników: zobacz (aczkolwiek należy spodziewać się, że przy obecnym stanie sądownictwa sądy będą raczej złośliwe – p. odnośnik "Tak wykastrowano prokuratury i sądy" na górze bloga). [edit] Być może zastanawia was, dlaczego przychodzący szpiedzy godzą się pokazywać dowód osobisty, ale oni po prostu i tak już są w odpowiednim rejestrze, np. remontowym, pracowniczym (wewnątrz firmy), skarbowym/ZUS (jako te wyjątki bez opodatkowanych dochodów) czy bankowym. Dlatego zresztą mnie tak nienawidzą i przywiązują się do partii politycznych. To jest polityka haków.

[edit 2015-06-15] NIE PODOBA CI SIĘ TO? Więc oto, co TY możesz zrobić. 1) Przekazuj znajomym wieść o tej stronie www. 2) Nie głosuj na żadne partie sejmowe ani lansowane przez media – już raczej wylosuj listę wyborczą spośród dostępnej a nieznanej opozycji, to idealna metoda (p. edit 1 przy wpisie o Komorowskim z 12. marca). 3) Bojkotuj media, wg zasady: "nie kupuj, nie oglądaj, nie słuchaj". 4) Najważniejsze: NIE NABYWAJ ANI NIE WYNAJMUJ NIERUCHOMOŚCI PRZEZ INTERNET!!!   [rozwiń dopisek...]

[edit 2015-06-16] Uwaga o śledzeniu w terenie (skąd w ogóle wiadomo, że to ma miejsce, i skąd podejrzenie, [wciąż] graniczące z pewnością, że istotnie zaangażowana jest Policja, a nie tylko ta spółka; również o tym, na czym jeszcze polega praca agenta zawodowego w knajpkach, centrach handlowych, bankach, urzędach, sądach, prokuraturach, szpitalach, marketach i innych dużych budynkach).   [rozwiń dopisek...]

[edit 2015-06-20] Czy to naprawdę jest ten słynny Echelon i czy naprawdę polega on na radarach przy nadajnikach telewizyjnych? Prawie na pewno tak.   [rozwiń dopisek...]

(13:22)


4. czerwca 2015 r.

PiS też niegodny Sejmu!!! Rodacy, błagam o pomoc w eliminacji zła