[teza TVP (?); wg mnie bardzo prawdopodobne]. — TEN PODSŁUCH ITD. ZAŁATWIŁ CHYBA JAN PAWEŁ II (kliknij). — Nagonka; sadyzm kwitnie, zwłaszcza na Wiejskiej (jest przestępcze śledzenie). Bardzo ważna www! Od ponad 20 lat każdy dom jest przezroczysty i słyszalny, naprawdę!

To jest człowiek, który wycierpiał najwięcej w ostatnim 1000-leciu. Świadków były tłumy. Polska zamieniona w piekło podsłuchowe; rzesze chciwych ludzi z bloków, przedsiębiorców, lekarzy, recepcjonistek, kelnerek, bankierów, agentów nieruchomości, dziennikarzy, pracowników marketów i stacji benzynowych za pieniądze zawodowo ćwiczących zobojętnienie na zło w Polsce i krzywdę drugiego: szpiegujących w gangu, a nawet samemu organizujących dlań sadyzm... On ledwo żyje, strasznie zmęczony bezsennością i wrzaskliwą torturą.
(to jest ten niepracujący samotny, którego TVP+POLICJA już od 1992 r. – gdziekolwiek jest i "24/7" – nielegalnie śledzi i podsłuchuje istniejącymi, co mało kto wie, radarami metalu na RTCN-ach, w Polsce i za granicą, udostępniając zdalny podsłuch ciała na żywo także innym osobom i instytucjom (tel. 112 im tak działa); jest też podgląd ekranu na podstawie jego naturalnego promieniowania, a od 2000 r. także przez Internet. Wiedzą w związku z tym o nim wszystko. To szpiegowanie Piotra szefowie wszystkich szefów wprowadzili też (podobno z poparciem papieży) m.in. do mediów i, za PiS i PO, ogólnie mas przedsiębiorców (współudział za nieegzekwowanie podatku i łapówki; za Tuska taki postęp, że aż podnieśli VAT(!!!)). Od X/2010 jest stopniowo coraz gorzej nękany (początkowo pod pozorem jakiejś studenckiej draki) – tak, by dokuczała mu obecność plotkarzy-obmawiaczy czy szpiegów – przez Policję i ich szpiegowskie rodziny, przedsiębiorców, wciągnięty za pieniądze personel (głównie młodzież) oraz państwo i media (agenci obsługujący podsłuch ogłaszają jeszcze reszcie POŁOŻENIE Piotra, nasyłając te słuchające tłumy na mieście: mafia się mu prezentuje na każdym kroku, od lat, jak gdyby plotkował o nim cały naród). Wciągano też studentów z uczelni, więc przychylni nie byli (obecnie tyle ludzi jest w gangu, a zwłaszcza firm – tutaj wlicza się Internet komercyjny, ogłoszenia, media – że też mu nikt nie pomaga). Masy szpiegów-przestępców – a także władze i obsługa firm (w tym dużych państwowych) w Polsce i za granicą – zachowują się przy tym wobec niego "jak jeden mąż", jakby ich ustawiano (zaczęło się od masowego nachodzenia i prywatnych aluzji na każdym kroku, codziennie, niby to o czym innym lub do kolegi – zawsze kto inny); szpiedzy wysypują się na ulice dziesiątkami i zapychają autobusy, rozkręcające się od końca 2010 coraz gorsze rodzaje masowych prześladowań są skoordynowane w skali globalnej (sic), a pojedyncze sytuacje powiązane wzajemnie i z życiem Piotra, jakby czuwało jedno centrum. POLICJA, TVP Warszawa(?) i urzędy, zamieszani (jak podpowiadano) w całej Polsce w ten podsłuch, załatwili różnorodne dręczenie w kolejnych mieszkaniach i hotelach, z pomocą obsługi, pośredników, właścicieli i sąsiadów, od czego uciec się nie dało; zaś do 2002 r. zorganizowano specjalne RADIO o zasięgu ogólnopolskim, międzynarodowym, a nawet międzykontynentalnym, gdzie męczy się jego mózg 24/7 skrajnie cichymi szeptami (przekaz podprogowy(!!!), manipuluje myślami). (Od 2006 r. robiono wręcz w tym celu masowe REMONTY bloków, wszelkich urzędów, sklepów czy szkół, żeby poukrywać telefony w murach; zrobił to prawie KAŻDY szef firmy mającej coś swojego. Całej Polsce można centralnie sterować umysłami, choćby delikatnie.) Stało się to od 2013 r. straszliwą TORTURĄ i jawną próbą doprowadzenia go do szaleństwa, bo tym tajnym radiem mafii nieruchomości lub ludzie atakują go wszędzie, wielogłosowe obecnie i wrzaskliwe ścieżki dźwięku 24/7 obezwładniają umysł i uniemożliwiają myślenie, a miasta i bloki są gęsto usiane szpiegami (Centrum może zawsze "aktywować" poszczególne smartfony, przywalić w sklepy, blok i ulicę). To jest jak piekło, nie ma ucieczki, zasilane od latarni wszędobylskie smartfony męczą całe osiedla (zwł. w Warszawie). Szpiedzy znęcają się nad nim różnie co dzień i kradną już od poł. 2011 (życie odtąd stało się uciekaniem); cały 2013-15 występuje skrajna tortura, wielogłosowy szept non stop (bez choćby 10s przerwy, nie udało się uciec); dręczy się go w pełni świadomie, rodzina dawno z TV, każdy warszawski lokal pomaga (w tym państwowe), a słowo "tortura" nie jest na wyrost, bo ciężko wytrzymać każdą minutę... Tutaj Piotr opisuje korupcję i dotykające go prześladowania polityczne: setki tysięcy euro strat, nękanie i dręczenie, uwięzienia, szykany. To ma ścisły związek z rządem: nie tylko Tuska, ale nawet PiS-owskimi, zresztą ich ministrowie bywali w przestępczych mediach, nieszczególnie się z tym kryjących – boją się tylko głośno mówić – a politycy wespół z nimi regularnie okazują aluzjami znajomość tematu(!!!). Problem trwa, "obserwuj i zabijaj" to powszechne zadanie dla właścicieli nieruchomości; państwo i mafia śledząco-niszcząca stały się jednym. Nie tylko w Polsce.) [Wyjaśnij od 0] [Dno w polityce] [Kontakt z autorem / wyślij wideo]
|
Pliki głównie z marca 2012 (w tym opis międzynarodowej serii złodziejstw+pogróżek, jest m.in. nasz bank oraz zagraniczny patrol policji: rozbój) |
nagrania audio | tony foto/wideo, tzw. DOWODY
Tak wykorzeniono dobro w prokuraturach i sądach (nawet w Trybunale w Strasburgu?) | WŁĄCZ dźwięk tortury ("tak, tutaj będzie sprawa" itp.: w kabinie dźwiękoszczelnej 40 dB, 2014-11-17) | WYŁĄCZ dźwięk
(Nie odczujesz w pełni bólu, bo u PN to idzie ze wszystkich ścian, poza tym nagrało się niezbyt wielogłosowo: potrafią się bardziej wyżywać, że aż skręca) | Dowód na tajne zasilanie wynajętego domku
Akta nielegalnego wypędzania na bruk przez Policję (zob. wideo) | NOWA PARTIA!!! | *HOT* Sprawdzam budynki związane z premierem i PO. Nowe wideo Piotra >>
Fala abdykacji na tronach europejskich, chyba z tym powiązana. Papież i inni | Masowe najścia na mieście. Przemarsze szpiegów na WIDEO (dowód, więcej tu)
[ROZWIŃ WPIS] – nie chcę tą niejako poboczną aferą odwracać uwagi od głównych afer gigantycznych, będących przedmiotem bloga, a tworzących przez układ nagłówków i treści jego kształt. Kliknijcie, jeśli chcecie przeczytać. Ostrzegam, będzie też co nieco słów prawdy o Watykanie (a także grobowo poważne podejrzenie wobec J. Kaczyńskiego), więc superwrażliwi trzymajcie się z dala.
Tortura robi [jak widać] małe wrażenie, zwłaszcza, gdy się nie zna takiego problemu z autopsji, nie wyobraża sobie, jaki to straszliwy i niszczący godność ludzką (samą możliwość samodzielnego myślenia) problem, jak boleśnie potrafi "rozrywać mózg", jak spikerzy potrafią przekazem wyciskać ślinę czy stosować inne mało znane tortury po kika razy dziennie przez np. 10 minut, całymi bardzo licznymi miesiącami; poza tym – mimo dowodów (filmy z rozmów z recepcjonistkami były tu nawet już pod koniec 2014 r., wystarczy je obejrzeć, pomyśleć nad tym, co mówiono) – niestety nie wszyscy pewnie zostali przekonani, że ten problem istnieje. Zabójstwa to co innego; dzięki nim ludzie zaczynają bać się władzy. Oto więc opisuję rzecz, która być może była przygrywką do tej całej serii zabójstw, o jakiej mowa w II dopisku do wpisu o Smoleńsku, a która (zdaniem np. blogera portalu NaTemat.pl) rzuca podobno wielki cień na Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipę. Również i moim zdaniem to bardzo prawdopodobne (przepraszam, że się tym tak wprost dzielę, zaraz przejdę do konkretów obiektywnych), ba, zbrodnia chyba sięga jeszcze wyżej. Pamiętamy, że pan ten przejął władzę w lipcu 2006 r. – w ramach, jak to nazwał, przyspieszenia, odebrał on ją Kazimierzowi Marcinkiewiczowi (a żył wtedy, jak pamiętamy, Lech Kaczyński; pewna międzynarodowa instytucja bardzo lubi tych "ludzi od łaski", prezydentów; jeśli to słuszny trop podejrzenia, dotyczącego tzw. audiencji prywatnych, to Smoleńsk tym bardziej staje się zrozumiały, a przecież już dałem na niego bardzo silne poszlaki we wpisie poniżej, zwłaszcza jego czwartym dopisku: 'edit 2015-09-29'). Kilka miesięcy później (25. kwietnia 2007 r. – równo 5 miesięcy przed mymi urodzinami, zaś 5 lat po końcu gimnazjum) Blida już nie żyła, zmarła śmiercią przedwczesną.
Jeśli chodzi o moje prawo do wypowiadania się w tym temacie jako nauczyciel czegoś nowego, to wyjaśniam, że sprawa ta poniekąd jest ze mną na aż 3 sposoby związana – w mojej opinii tak jest a, proszę, bądźmy demokratyczni i nie czepiajmy się konstytucyjnego i zawartego w prawach człowieka prawa do szerzenia swych poglądów, do wymiany informacji. Co innego bowiem organy ścigania, które mogą mieć swoje pułapy dowodowe, swoje pułapy koniecznego uprawdopodobnienia czegoś w ich odczuciu nawet w odniesieniu do podejrzeń; które wreszcie mogą (co mnie nieraz spotykało) celowo nie chcieć czegoś badać lub trafiają po prostu na zmowę milczenia, co jednak nie oznacza, że podejrzani automatycznie zasługują na zaufanie – a co innego społeczne prawo do dociekania, interesowania się, jednym słowem dziennikarstwa śledczego oraz organizowania się takich "komisarzy ludowych" w stronnictwa polityczne. Tak, jak jest w organach ścigania, być nie musi – i tu otwiera się pole dla politycznego organizowania się. Tyle tytułem powtórki, bo pisałem o tym już w dopisku trzecim do tekstu o Smoleńsku ("edit 2015-09-20"). Jakie zatem są te oczywiste związki sprawy Blidy ze mną?
A teraz najciekawsze – kwestia "kogo chcielibyśmy tu najbardziej prześwietlić?"... Oprócz samego (świeżo do bezpośredniej władzy doszłego) Jarosława Kaczyńskiego i jego ekipy typu Z. Ziobro (który teraz pewnie, jako Prokurator Generalny, będzie – niech zgadnę – pozwalał na lekceważenie warszawskich wyłudzeń mieszkaniowych, tych z zapłatą 240 zł za udostępnienie w praktyce fikcyjnych ofert, występujących już od czasów premiera Millera), który sam z siebie pewnie nie miałby motywu aż tak ryzykować – a pamiętamy, jak Tusk w 2007 r. wytknął Kaczyńskiemu pewną starą, a niepewną dla nas rzecz: "pan do mnie kiedyś w windzie sejmowej powiedział, wyciągając nóż z kieszeni: «dla mnie ciebie zabić to jak splunąć»"; aż się przecież narzuca skojarzenie z inną nieznaną sprawą, tym polityczno-medialnym, polityczno-kościelnym "złapał Kozak Tatarzyna", jakie z kolei Kaczyński zaraz później zresztą, wśród aplauzu nierozumiejącej podtekstu publiczności, rzucił Tuskowi... zobacz) – mamy tu jeszcze moim zdaniem chyba, jako [na razie tylko] podejrzany ośrodek, Watykan. Wynikałoby to mianowicie z (1) kryterium doboru osoby wg nazwiska, choć to każdy może w swoim zakresie zastosować, (2) śmiałości przedsięwzięcia, choć to jeszcze nic, bywają tacy śmiali ludzie, (3) przede wszystkim reakcji mediów kościelnych. Oto te relacje Katolickiej Agencji Informacyjnej, z dnia przed i dnia śmierci posłanki (na ekai.pl w adresie z biegiem czasu będą inne nry stron, ale tutaj jest wersja zarchiwizowana przez niezależną instytucję). Proszę to porównać ze sprawą śmierci cioci w szpitalu psychiatrycznym, o której zgoła ludzkiej, z mym pobytem w Gwatemali związanej przypuszczalnej genezie (bo to raczej nie taki tylko skrajnie nieprawdopodobny przypadek zbieżności?) można poczytać tutaj, a na dokumentach (śmierć, pogrzeb) i (totalnie w tę stronę jakoś dziwnie wtedy zwróconych) reakcjach medialnych w Kościele zapoznać się z tą szokującą sprawą można w dziale foto/wideo (link jest np. w nagłówku niniejszej strony). [Ciekawe, bo ta śmierć niby cierpiącej na jakiś tam niezłośliwy nowotwór Ani Uzdowskiej (i ledwie godziny potem następująca jakby z powodu szykującego się osobnego łańcucha przyczyn, mrożąca krew w żyłach na długo, policyjna napaść w Gwatemali) miała miejsce w dniu 20-02, 20. lutego, a te dwie dwójki w oznaczeniach daty i czasu to się w sprawach raczej kościelnych już chyba utarły (zob. np. o śmierci papieża Jana Pawła II czy o zabójstwie 9 z listy).] W szczególności ta strona z eKAI.pl dziwnie kojarzy się z radiem watykańskim, z jego wydaniem z dnia tuż po śmierci ciotki, gdzie to dziwnym trafem 'UNIWERSYTET' brzmiał jak wyraz zastępczy na oznaczenie... szpitala (owo wydanie Radia Vaticana wskazywało m. in. na pielgrzymkę do Kuby, z góry zaplanowaną, a ta Kuba świetnie do ciotki pasowała, jak żaden chyba inny kraj; zauważcie więc ten Uniwersytet Katolicki, kojarzący się z nagłówkami w dniach śmierci Blidy [w kontekście polityczno-religijnym, oprócz skojarzenia związanego z pierwszym tak wykształconym prezydentem-profesorem od 70 lat, czyli Lechem Kaczyńskim z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego, kojarzy się to też ze sprawą naciskowo-korupcyjnego wprowadzania "wieśniackiego", niemarkowego programu ircd-ratbox na tzw. EFnecie], spójrzcie ogólnie na teksty z tamtego dnia, poznakowane przeze mnie na czerwono – oto wersja archiwalna RV od Internet Archive oraz wersja z oficjalnego serwera Watykanu, a także, wprawdzie NIECO mniej ciekawe w ściśle tej sprawie, wydanie z samego dnia śmierci – zresztą najgorsze rzeczy były wtedy [w 2012, w sprawie ciotki] na eKAI.pl: sugerujące świetną wiedzę, zaangażowanie emocjonalne w temat i jakiś przeciek z Watykanu właśnie wtedy o mającej nastąpić abdykacji... ta faktycznie równiutko rok później nastąpiła, tak iż koniec pontyfikatu przypadł na rocznicę pogrzebu tej ciotki, a jego ogłoszenie – na Światowy Dzień Chorego). (Zresztą jakoś i BBC wtedy trąbiło, na raptem 3 dni przed śmiercią tej Ani Uzdowskiej, że niemiecki "prezydent" przechodzi przez wielki skandal, z powodu którego odejdzie – może to nasz przywódca podrzucił to za zachodnią granicę...) Podejrzewam, że Kościół w Polsce niezbyt wiedział o sprawie Blidy – [edit: Chyba się pomyliłem! Zdawał się doskonale wiedzieć. Kliknijcie ilustrację obok, to jeden z artykułów na KAI, ściśle trafiający w okoliczności śmierci Blidy na dosłownie godziny przed nią (ta była 7:30 rano 25/04/2007)!!! Artykuł wciąż jest w sieci... Poza tym bp Pieronek się wtedy dziwnie wypowiedział, w tę "wigilię" 24-ego, powołując się na szefa MSWiA (ministerstwa przełożonego wobec Policji), jak gdyby mając na myśli realizację prawa do samoobrony policjantki, a także uderzając twardo w temat "kończenia jakiejś kwestii". (Porównajcie to ze spektaklem równie twardo mówiącym: KONIEC, o którym była mowa we wpisie o Smoleńsku, jako jego trzecią "kozą".) Nazajutrz 25-ego, już po śmierci Blidy, uderzono w tej samej kwestii lustracji (prześwietlania osób) w roszczeniowy ton, pisząc: "Kościół oczekuje zwolnienia mediów kościelnych z lustracji". Artykuły i obrazek dodałem dzień po publikacji artykułu, w międzyczasie doradził mi(?) to Watykan (treść = ten 'pokarm' [dla duszy]; Syria ⇒ wojna, [o] prawa człowieka, a zatem: media/TVP), czego nawet nie zdążyłem przejrzeć.] – i z tego powodu trzeba było w Watykanie, żeby stworzyć skojarzenie, dobrać JUŻ PO FAKCIE, TZN. W 2012, mało trafny (słabo kojarzący się z ciotką, tylko przez pośrednictwo tego wojskowego drylu) a w 2007 w odpowiednim dniu również obecny temat uniwersytetu(-ów) [w 2007 chodziło o ich poddawanie lustracji lub nie: ich podporządkowywanie się albo (A) normom całego państwa, albo (B) specjalnym normom Kościoła; w 2012, przy okazji ciotki, w sumie o bardzo podobnie wyrażoną kwestię] na jeden z górnych, głównych na stronie tego wydania Radio Vaticana; wydania zresztą w sumie mało wnoszącego, bo prawdziwy skandal był na eKAI oraz później, jakby potwierdzająco, w datach (ogłoszenia abdykacji i, osobno, końca pontyfikatu rok po pogrzebie). W tamtym eKAI z dnia śmierci Blidy oraz dnia poprzedniego był, obok (1) uczelni katolickich podlegających normom kościelnym a nie państwowym, jeszcze (2) temat lustracji, co samo w sobie na różne sposoby kojarzy się z prześwietlaniem osoby, nowoczesnym podsłuchem (a to na tej zasadzie, że odbicia fali nie są lustrzane i idą we wszystkie strony, niosąc informację o dźwięku, natomiast niektórzy mogą tego nie rozumieć i bredzić o kącie odbicia w ogólności równym kątowi padania), z ludźmi pokroju postkomunistów oraz z prawicową na nich nagonką (lustracja jako pierwszy krok "dekomunizacji"). Blida, jak może słyszeliście, była właśnie dzień przed śmiercią na podsłuchu (więc wiadomo było na bieżąco, co u niej się dzieje). Zresztą, jeśli uwierzycie, że Watykan mógłby stać za ciotką i Wesołowskim, jak tłumaczyłem [o Wesołowskim generalnie jest w dopisku do wpisu o parafii, oprócz listy zabójstw, a mogło to być samobójstwo – każdy łatwo może policzyć, jak bardzo ta śmierć arcybiskupa była nieprawdopodobna, bo jakiś abp co 2-3 lata umiera i było ich wtedy 48, więc dajmy ok. 2%, że to ten umrze, gdy tymczasem łatwo w takim kontekście podejrzewać co innego, zło ludzkie, z nieco choćby wyższym prawdopodobieństwem... tymczasem my z telewizją wiemy to (że śmierć nie była naturalna) praktycznie na pewno czy prawie na pewno, na zasadzie gotowych wyciekłych informacji] – a jeszcze wcześniej za Smoleńskiem, co objaśniałem jako hipotezę w odpowiednim wpisie tu na blogu (także w jego tytule na zasadzie odnośnika, proszę zatrzymać nad nim mysz) – to czy porywaliby się na coś tak gigantycznego i głośnego, jak zamach stanu na prezydenta z mnóstwem ofiar, z pomocą polskiej prawicy, gdyby już wcześniej nie mieli tego wypróbowanego na czymś lżejszym? A poza tym: jakiż to motyw miałby mieć Jarosław Kaczyński? (Natomiast dla Kościoła motyw jest klarowny i prosty: uzależnić polityków, zamknąć im na wieki usta, zarazem dostarczając im fajnego może dla pewnych facetów dreszczyka emocji i wrażenia dominacji, w dodatku jeszcze z błogosławieństwem papiestwa.) To tyle; miłego czytania, przeglądania ww. dowodów, zwłaszcza obrazka po lewej. Aha, co do świeżo wprowadzonych rządów Kurskiego w telewizji, to odczułem je tylko o tyle, że w ten poniedziałek rano wyciszali torturę aż do poziomu ledwo słyszalnego, chyba poprzez ograniczanie liczby źródeł grających dookoła (żeby sąsiadom mniej przeszkadzać? mniej obnosić się publicznie?). Później już, gdy poszedłem do taksówki i dalej po powrocie, było chyba po staremu, choć trudno mi to porównywać, w każdym razie nie czuję różnicy. Dla mnie śledzenie mnie i torturowanie ściśle w telewizji (w studio obok Panoramy, Wiadomości) jest praktycznie udowodnione, w świetle licznych bardzo mocnych "poszlak" oraz świadectwa wprost, w cztery oczy, które kiedyś wobec mnie złożyła pewna osoba, podobno z TV niejako związana (bodajże jakaś produkcja filmów dla nich). [edit: A tu jeszcze ciekawostka. Jaki był pierwszy artykuł Radio Vaticana z przedednia zamachu smoleńskiego? "Papież Benedykt XVI sobie film ogląda: »Pod niebem Rzymu«"... (Mówi się przecież tak czasem: "Pokazał, kto tu rządzi!"...) – W eKAI natomiast: 1 , 2(!), 3 , 4 (jedna osoba, nauczycielka, w ostatniej chwili zrezygnowała z lotu); ich strony z listą newsów: 1 , 2 , 3 .]
O różnych, jak się zdaje, intrygach Watykanu było m. in. już w osobnym tekście o Janie Pawle II oraz wpisie z 2013 r. o Kościele. Politycy obecnie są w mej opinii (uzasadnianej tu co rusz, choć dosyć ubogo, więc to tylko hipotezy, aczkolwiek trudno być tak ślepym, gdy chodzi o gigantyczne i mnóstwo ludzi obejmujące sprawy) prawdopodobnie zamieszani w przestępstwa (zob. też mój poprzedni wpis o problemie u polityków):
Nadmieniam tu na koniec, dlaczego to właśnie teraz piszę o Blidzie. Otóż podsunęli mi ten temat spikerzy, zaledwie dni po przejęciu władzy w niejakiej Telewizji Polskiej przez Kursk-iego. Być może chcą w ten sposób wytworzyć obraz Piotra Niżyńskiego-radykała, którego w takim razie PiS nie bez powodu będzie trzymać na dystans (zwłaszcza w świetle tego, że chcę osądzenia wszystkich przestępców, a opcje w rodzaju "tylko telewizja", "tylko to-i-tamto" uważam za zdradę narodu oraz szkodzenie mu, jego przyszłej historii politycznej, a także urąganie najbardziej podstawowemu celowi kary, jakim jest prewencja ogólna, zabezpieczanie, by już nigdy do takich rzeczy, gdy demokracja wisi na włosku i w zasadzie w wielu obszarach już nie funkcjonuje, nie dochodziło – powiem krótko, nie sposób spełnić tego celu kary, karając tylko winnych organizatorów, a nie – wychowawczo – także winnych wykonawców). Chcą mnie chyba przedstawić jako wrogiego PiS-owi radykała, który zasługuje na wyroki skazujące (o, proszę, jakie odwołanie się do – wymienionych na samej górze tego bloga – sądów), ale proszę poczytać tutaj o tym, dlaczego nie ma sensu w niniejszej aferze (policyjno-telewizyjnej) karać tylko wybranych, "górę", "polityków", "bez tych szeregowych słuchaczy" itp. [ZWIŃ WPIS]
edit 2016-01-16: W sprawie instalacji dźwiękowej w mym nowym domu... [rozwiń dopisek...] jestem już bardzo uświadomiony: mianowicie wiem już, że telefony poinstalowane są najprawdopodobniej w fundamencie, np. pod ścianami, ORAZ na poziomie stropu gdzieś pod oplatającym budynek właśnie tam od zewnątrz pasem białych cegieł (cienkie, lekkie i kruche) – a chyba nawet coś jeszcze innego sięga aż dachu, bo w projekcie jest jeszcze strych i faktycznie jest na niego miejsce. Skoro czujniki wyczuwały prąd zmienny w bloczkach komina, to pewnie i w kanałach kominowych i wentylacyjnych są telefony [edit: nie, wykrywacz nie znajduje mi tam metali]. Pojawiają się jednak trzy problemy z usunięciem: (1) nie mam wiertarki na chodzie, bo nie mam agregatu prądotwórczego, więc chwilowo tylko dłuto i młotek pod ręką; (2) telefony prawdopodobnie są zabetonowane (a zatem podejrzewać należy, że zasilają się z jakichś drutów prowadzących ostatecznie, może gdzieś nisko w fundamencie, np. do zasilacza 12V/90W czy czegoś takiego) – postaram się je mimo to odnaleźć, np. świeżo nabytym wykrywaczem metali, gdyż stanowią wraz z całą je zawierającą konstrukcją domu ważny dowód (jaki mają program? jaki jest tekst tego programu, czyli tzw. kod źródłowy? co on robi?); (3) jako, że dobieranie się do stropów może się wiązać z pewnym ryzykiem, być może prokuratorzy i sędziowie dopatrzą się w tym wykonywania bez uprawnień jakiejś samodzielnej funkcji technicznej w budownictwie, a to jest przestępstwem. Tym niemniej trzeba być dobrej myśli i zachowywać nadzieję, że w ciągu najpóźniej miesiąca problem zostanie rozwiązany. [ukryj dopisek]
edit 2016-01-17: Spikerzy tortury przypomnieli mi dziś piosenkę Czerwonych Gitar autorstwa Sienkiewicza (później – jak pamiętamy – był taki Minister Spraw Wewnętrznych, B. Sienkiewicz, który wyjątkowo był bezpartyjny – i jeszcze drugim takim świeżym przypadkiem była Maria Wasiak z PKP z czasów katastrofy kolejowej, też ta bezpartyjna została ministrem...), piosenkę pod tytułem "Człowiek z liściem" – matka nam wkrótce potem zaczęła opowiadać jakieś brednie o tym, że jej dzieci mają antenki na głowie – która to piosenka dziwnym trafem też, tak, jak i inne na mnie i Watykan wskazujące ciekawostki, ujrzała światło dzienne w 1992 r. I raczej o kimś młodym opowiada (ewentualnie o jakimś staruszku), bo to zwłaszcza ci jeżdżą autobusami. (Przypominam na marginesie, dla ułatwienia interpretacji, że śledzi mnie się "raczej" radarowo, na zasadzie dopplerowskiej analizy powracającyego echa promieniowania: a Pałac Kultury ma zwłaszcza na swym szczycie, niczym jakieś drzewo, poziomy z... no właśnie, w tym chyba rzecz.)
edit 2016-01-23: Lekceważenie dowodów z obawy przed podaniem adresu strony www (bo zawsze można tam dodać kolejne, podjąć polemikę itd.) – to metoda polityków (i ich małych mediów) oraz mass mediów typu gazety, telewizje, gdy mają coś na sumieniu. Potrafią przecież pisać nawet o rzadkich zjawiskach pogodowych, zaćmieniach itp. gdzieś tam na innej półkuli. Jednak PiS już podobno stara się o zaprowadzenie swobody cenzurowania Internetu pod hasłem jakiejś standardowo włączonej rządowej ochrony przed pornografią, do której mieliby się automatycznie dostosowywać dostawcy Internetu. Ja na sam termin w sądzie czekam np. ok. 7 miesięcy. RAZ ZAPROWADZONEJ CENZURY INTERNETU NIKT TAK PRĘDKO NIE COFNIE – BĘDZIE Z NAMI PRZEZ WIELE, WIELE LAT. A teraz przykłady wpisów z dowodami: 1/07/2015↓*, 10/06/2015 (*widać twarze mówiące, więc jest identyfikacja głosu), 5/04/2015 (trochę widać mowę pod koniec, zresztą ZEZNAM o tym incydencie), 5/03/2015*, 13/02/2015, 3/02/2015, 28/01/2015, 26/01/2015, 10/01/2015*, 25/12/2014*. Wybitnie też jaskrawym przykładem lekceważenia tematu, który ewidentnie istnieje, jest sprawa najprawdopodobniej częściowo sfałszowanych (by był psychologiczny efekt) wyborów (w których prawdopodobieństwo nietrafienia w tak okrągły wynik wynosiło 99,8%), o której była mowa pod wpisem 10/10/2015↓. Lekceważą to w mediach publicznych i wśród polityków, w mediach katolickich i komercyjnych, w PKW i Sądzie Najwyższym też nie zrobili choćby wzmianki na stronie internetowej.
edit 2016-01-24: Zastanawiacie się, czy za śmiercią mej ciotki, o ile naprawdę była zabójstwem, mógł stać jakiś racjonalny motyw inny niż jakaś satanistyczna ostentacyjność czy np. pogrążanie polityków przez Watykan? Tak, dostrzegam taki motyw... [rozwiń hipotezę...], zwłaszcza, gdy nasuwa się skojarzenie ze słynnym drem Mirosławem G., co to już nikogo więcej nie zabije, któremu Ziobro niemalże równo 5 lat wcześniej zarzucał zabijanie (konferencja prasowa była na 5 lat i 6 dni przed śmiercią Ani Uzdowskiej, zatrzymanie — 5 lat i 8 dni), a tymczasem zdaniem sądu nie było nawet prawdopodobieństwa, że doktor (przecież raczej osoba prywatna) miał coś takiego choćby w zamiarze ewentualnym na sumieniu (Ziobro przegrał w tej sprawie pozew). Jakoś dziwnie w początkach 2007 r. wybrano sobie sprawę, jakich wiele ma prokuratura (w prokuraturze w zasadzie każda sprawa jest na swój sposób skandalem: cóż na tym tle niezwykłego w jakimś skorumpowanym lekarzu!), po czym Ziobro zaczął bezpodstawnie opowiadać o doktorskim zabijaniu i aż się zaraz z tego tłumaczyć na konferencji prasowej, jak gdyby minister czuł, że mógł przesadzić i że musi wyjaśniać ten co najmniej kontrowersyjny zarzut. Skoro się zgodzimy, że mogła to być pewna publiczna aluzja do tej ciotki, związana z upatrzeniem sobie już właśnie wtedy w 2007 konkretnego doktora w Łodzi (mieście mej ciotki i babci) i podjudzaniem go np. przez Policję do zabójstwa (za czym mogło iść następnie typowe oczekiwanie z jego strony, iż jakoś uwiarygodnią to, że naprawdę są plecy u polityków i w mediach), to wtedy staje się jasne, w jakim trybie zaplanowano jej śmierć: "gdy umrze ta babcia, która przecież dosyć stara już jest [a zmarła w 2011 r. w Raciborowicach, w innym szpitalu], zostanie już tylko ciotka, to i ją zabijmy, bo nie chcemy czekać na to 30 lat ani dogadywać się z wariatką; rodzina przejmie to mieszkanie i je sprzeda, a ten Piotr Niżyński będzie kompletnie samotny i bez nikogo z dobrym mieszkaniem". (Wprawdzie w 2006 r. miałem jeszcze kolegów z IRC, czyli swego rodzaju czata, nawet dziesiątki osób, a także współpracowników z firmy, ale już z końcem tego roku podpuszczono mnie do zlikwidowania tej tzw. sieci IRC, czyli zamknięcia przedsięwzięcia pod tytułem czat i zerwania kontaktów z nielojalnym towarzystwem, a w 2010 r. także do likwidacji mającej już wtedy poboczne znaczenie firemki, dzięki której też miałem wiele kontaktów biznesowych na odległość.) Faktycznie, w mieszkaniu w Łodzi mogło nie być tego remontu podsłuchowego i mógłby być nawet problem z wprowadzeniem instalacji z którejkolwiek strony. Zarazem zaś po moim osiedleniu się w Rypinie w 2007 r. (jako jedyny lokator opuszczonego domu, bo dziadek już nie żył), wkrótce po nieudanej wizycie w Łodzi (chyba się w końcu na babcię i ciocię natknąłem, ale ciotka była bardzo nieprzychylna i schizofreniczna) podpuszczano mnie (zapewne), bym napisał jakiś straszny list adresowany na ciocię i babcię (było też nazwisko jej starego brata), wygrażając im różnymi konsekwencjami prawnymi (chyba z 5 różnych opcji walki prawnej tam wymieniałem) i żądając, bodajże, taniej sprzedaży mnie i matce tegoż domu w Rypinie, który był ich współwłasnością. Zapewne mnie to telewizja nasunęła w myślach, by później ta śmierć wydawała się następującą dziwnie "po myśli". A zatem, jak się zdaje, sprawa jest stara – i może to po prostu z przyczyn mieszkaniowych strzelono wtedy z armaty do mrówki (do biednej niepoczytalnej osoby) i zdecydowano o usunięciu ciotki, którą nie ma się kto może zajmować (chyba, że jakaś dalsza rodzina), dzięki czemu już na pewno nie będę miał się gdzie schować. Tak ja to w tej chwili widzę. Dodatkowo nabiera to sensu — dla tych, którzy takie straszliwe podejrzenia podzielają — jeśli spojrzymy na kalendarz możliwych dłuższych pogawędek PiS-owskiego prezydenta z Benedyktem XVI, gdyż absolutnie pierwsza z nich była w styczniu 2006 r. i miała związek, być może, z potrzebą udostępnienia sygnału dźwięków podprogowych — wraz z odpowiednio zakodowaną informacją o położeniu — przez polską telewizję Włochom, by tam to tak samo zaczynano transmitować na falach radiowych (przecież świeżo nastąpił remont w apartamencie papieskim w grudniu 2005 r., a wcześniej w czerwcu 2005 r. świeżo upieczony papież, który 2 miesiące wcześniej w kazaniu z okazji śmierci Jana Pawła II sugerował konieczność pójścia jego śladem, poszedł na Kwirynał rozmawiać z prezydentem Włoch); ponadto to pewnie wtedy wytypowano kojarzącą się ze mną posłankę Blidę, bo później już, co było kwestią tygodni czy miesięcy, wybuchła afera z mafią węglową i ta Blida stała się zamieszana (wcześniej wprawdzie jakieś pieniądze przyjmowała, już od 1997 r., ale chyba za to zarzutu by nie usłyszała — być może po znajomości i bez ścisłego związku z funkcją posła, np. z głosowaniami sejmowymi — przecież jest dyscyplina klubowa w SLD). Za mało byłoby czasu na prowokację i wmieszanie jej w mafię węglową, gdyby ją (może nawet jej śmierć) papież później zaproponował niż w tym styczniu 2006 r. W takim razie kolejna ofiara, jaką jest moja ciotka, byłaby zapewne zaproponowana już raczej na innym spotkaniu (nie wszystko na dzień dobry! może się nie udać!), ale przed początkiem 2007 r., o ile Mirosław G. to słuszne skojarzenie: a więc, być może, w czasie pielgrzymki z maja 2006 r., która była związana bodajże z... świeżo ustalonym z Barroso (zaledwie dni wcześniej!) projektem remontowania Europy i europejskich na to funduszy. (Są to wszystko oczywiście rzeczy na razie nieudowodnione: niby "nie wiadomo", czy o to chodziło na tym spotkaniu Benedykt XVI-Barroso, dziennikarze niechętnie się będą przyznawać, ale chyba tak, kalendarz papieski to sugeruje, a także fakty o tym, od kiedy są remonty.) Pielgrzymka Jana Pawła II z 2002 r. była dosyć podejrzana pod względem ideologicznym, wiązała się też czasowo chyba z pewnymi do dziś nienagłośnionymi skandalami, natomiast ta kolejna: Benedykta XVI z 2006 r. mogłaby być wręcz potrójnie zbrodnicza, gdyby to się okazało prawdą (jako trzeci zarzut biorę plan torturowania mnie i doprowadzania do szaleństwa): zauważcie, że już wkrótce później, chyba w lipcu 2006 r., Kaczyński przejął ster rządu pod hasłem "przyspieszenia", które może stosowano w rozmowach w 4 oczy jako eufemizm w odniesieniu do ludzkich zgonów: gdyż coś w tym rodzaju (przyspieszania czegoś, "no przecież kto się nigdy nie starzeje") rzekł przecież sam papież także właśnie w dniu śmierci Blidy, już po niej... Wniosek? Jakoś się to jedno z drugim, patrz cytat (i trzecim), wiązać mogło w pojedynczą pielgrzymkę, poprzedzającą "przyspieszenie" wg Kaczyńskiego, i jej np. pałacowe rozmowy. Plan remontów, kłamliwie przedstawianych ludowi jako "umożliwiających podsłuchiwanie", w rzeczywistości od początku był robiony z myślą o "torturze", tzn. o mej niemożności ucieczki od coraz intensywniejszego i częstszego przekazu podprogowego (Nietzsche przecież skończył jako wariat — całe ostatnie 10 lat życia!) i przy TEJ to okazji zarazem pewnie zgłoszono prezydentowi (jeśli w ogóle), bo to z prezydentami ci władcy watykańscy się często spotykają, ideę zabicia ciotki tak, by przepadło jej mieszkanie (tatuś z bratem je na pewno sprzedadzą czy coś takiego...), a nawet ideę zabicia Blidy zamiast zarzutów, publicznego procesu i więzienia ("my wszyscy jesteśmy przestępcami, po co ją poniżać"?...). Ciotka bowiem cyklicznie bywała a to w szpitalu, a to w mieszkaniu — zawsze ręka w rękę z nieudolną życiowo ponad 80-letnią babcią. Obu, ciotce i Blidzie, śmierć należało przyspieszyć: "bo i któż chce żyć wiecznie? nie chcemy tego, choć śmierci bliskich też nie" (pkt 11), oto dziwnym trafem jedna z myśli ze Spe Salvi, właśnie wtedy przygotowywanej II encykliki Benedykta XVI (o... nadziei chrześcijańskiej, czyli tzw. niebie — czyżby zabójstwo, ba, po prostu ateizm to ezoteryczna odpowiedź na pytanie o papieskie podejście do ściśle tej kwestii, do tej naszej, phi, wielkiej nadziei, do centralnego punktu nauczania Chrystusa, czyli Królestwa w niebie, uważanego wtedy przez... różne postaci biblijne za bliskie chmurom?... – por. z wyróżnioną różańcową tajemnicą światła nr 3: "głoszenie Królestwa Niebieskiego i wzywanie do nawrócenia"). Zaś jeśli chodzi o rząd, to ministrem zdrowia za władzy PiS 2005-2007 był znany ateista Zbigniew Religa (choć przecież szpitale podlegają raczej np. wojewodzie, a NFZ-owi tylko finansowo, zaś interwencja ministra wobec NFZ to już w ogóle tylko ewentualna ewentualność). Jako, że zajął on stołek jeszcze przed zleceniem dot. ciotki, można przypuszczać, że raczej pewne inne skandale związane z medycyną prowadziły do Watykanu i to o nie chodziło, np. o wspomniane tutaj hipotetycznie sfałszowane cuda beatyfikacyjne(?). Wróćmy jednak od kwestii osób wysoko postawionych do, ściśle rzecz biorąc, kwestii motywu. O ile mieszkanie matki jest na parterze i można było tam zrobić instalację dźwiękową od dołu (piwnice) i od góry, co udało się już w latach 90-tych, to w tamtym łódzkim obskurnym bloku z porządnymi staruszkami (jedynym, którego adres jako adres mej rodziny dobrze znałem, bez pomocy innych, bez np. tego nieprzychylnego mi raczej ojca!) nakłanianie do remontu mogłoby się nie udać, zresztą szkoda czasu na sprawdzanie, jeśli jest "rozkaz i wyższa konieczność" (por.: wspomniane nagłówki — te mniej istotne, czyli z RV, a nie KAI). Rzekł przecież wtedy papież, cytując JP2 (akapit 5 w odnośnym tekście, za "Pozwólcie, że"): "Stoi przed nami zadanie przezwyciężania, krok za krokiem, przeszkód stojących na drodze do wspólnego wzrastania w jedności". Akurat na taki (ekumeniczny) wątek znalazło się miejsce w programie pielgrzymki do Polski. Tyle więc tytułem potencjalnego wyjaśnienia mego autorstwa, brzydko przyjmującego już jako założenie podejrzenia z rozwiniętego powyższego wpisu na blogu — zresztą o demonstrowanie niewiary też swoją drogą w tych dziwactwach mogło chodzić. Świadek tych czynów (2 zabójstw), jakby co, już nie żyje; bratu świadka, choćby kiedyś to wyznał, niekoniecznie świat uwierzy; żyje natomiast, być może, świadek od tortury, w osobie Donalda Tuska, za którego rządów zresztą także sprawa ciotki doczekała się nawet realizacji. Może i coś więcej on wie, a może spikerzy tylko łżą, choć ja żyję niejako publicznie i zamieszani mogą słyszeć me życie i zmagania w smartfonach. [ukryj hipotezę] [edit 2016-01-28: W tytule tego wpisu jest mała pomyłka. Już wcześniej w związku z podsłuchem najprawdopodobniej zabito moją "koleżankę" z gimnazjum Agnieszkę PIOTRowską, a być może już w I poł. lat 90-tych było coś takiego (w każdym razie jakiś trup leżał w naszym blokowym śmietniku – może nie zabili tego człowieka specjalnie). Słowo honoru + przekonajcie się sami. Szczegóły tutaj (czasy Jana Pawła II i rządu SLD-PSL z Millerem jako premierem). Być może dlatego rok 2002 jest taki szczególny – rok pielgrzymki papieskiej, może jakichś uzgodnień (porównajcie to z powyższą rozwijaną hipotezą)... Tak czy owak, tutaj w sprawie Blidy i Smoleńska też macie wyraźne poszlaki w postaci przecieku: kliknijcie ROZWIŃ, a potem np. obrazek po lewej.] [edit: Po kliknięciu "Szczegóły tutaj" znajdziecie, dlaczego w moich oczach prawie na pewno sprawcą zabójstwa Piotrowskiej (zwanej przeze mnie wtedy Agusią P.) był Jan Paweł II. Po prostu powiedział on tego dnia coś rzadkiego, co brzmiało zwłaszcza dla mnie (ale nawet i dla niezorientowanych – poczytajcie) jak przyznanie się, a co media nagłośniły (a nawet te kościelne przecież niecodziennie podawały świeże cytaty z papieża, zwłaszcza w tytule artykułu – raczej to się zdarzało raz na wiele dni, czyli od razu ponad 90% dni odpada, inaczej mówiąc: sprawa jest nieprawdopodobna na poniżej 10% i z tego pułapu należy zacząć dalsze proporcjonalne obniżanie, o całe rzędy wielkości, wnikając z kolei w prawdopodobieństwo takiej treści wypowiedzi; po drugiej stronie, jak zwykle, porównujemy to z alternatywną hipotezą, że to nie przypadek: ile dalibyśmy szansy, że Jan Paweł II był ateistą i mógł zabijać? zgoda na 0,1%?... ile słów jest w słowniku i które inne by tak ładnie pasowało?...). Tymczasem to być może nie jedyny tego typu wyczyn polskiego papieża (już mniejsza tu z roztrząsaniem potencjalnych relacji Pawła VI, czyli poprzednika, do zgonu Jana Pawła I, czyli następcy – czy Piusa XII do o. Pio, który mógł być oszustem, a który po spowiedzi w 1947 r. wytypował Wojtyłę na papieża – czy np. Jana XXIII, poprzednika Pawła VI, do powiedzonka i dalszych losów Gagarina oraz w ogóle do podboju Kosmosu: być może to w Watykanie byli prowodyrzy tych eskapad, w związku np. z kończącą się listą papieży czy zwłaszcza postępami nauki i filozofii, w tym także – ociekającej momentami podobnym tematem, np. w GM, A – filozofii Nietzschego; w świecie islamu czy np. Chinach jakoś się tak do tego Kosmosu nie spieszono; ględzili mi spikerzy ostatnio całymi dniami o tym wszystkim i o starości watykańskiej niewiary, ta miałaby sięgać przynajmniej 50 lat wstecz, a u Karola Wojtyły być z nim, przynajmniej od czasu do czasu, już od młodości). Otóż już w gimnazjum nazwisko tej dziewczyny kojarzyło mi się wyłącznie z Zabójcą Księdza Popiełuszki, o czym nawet parę razy mówiłem głośno, zaś Wikipedia podaje nawet więcej czołowych nazwisk związanych z tamtą zbrodnią z (nomen omen) Roku 1984: Piotrowski, Pietruszka, a także oskarżyciel Pietrasiński z Prokuratury Generalnej (dobór osoby do czegoś złego po nazwisku budzi jednoznaczne skojarzenia z Watykanem)... Papież raz zresztą w 2002 r. mówił pieszczotiwie o "Pietrku, który tam stoi" – wspomniałem o tym w tymże tekście o genezie podsłuchu, gdzie i sprawa Piotrowskiej jest omówiona. 1984-1993-2002?... Podpowiada(m) też dzień śmierci Karola Wojtyły: 9666-ty dzień pontyfikatu (porównajcie tę dziewiątkę z powyższym zestawieniem – wprawdzie środkowego roku nie jestem pewny, ale z innych przyczyn wydaje się bardzo prawdopodobny). Pamiętajmy, litery PTN (a zatem, być może, nawet plan mnie dotyczący) pojawiły się w najwyższej polityce już za Pawła VI, jest o tym w ww. tekście, zaś naciągany chyba nieco temat współczesnych męczenników chrześcijaństwa cyklicznie podsuwają mi media katolickie (typu eKAI, RV).]
edit: W dniu śmierci tej koleżanki był też podobno w Naszym Dzienniku, jakoby przypadkiem i z innego powodu, pasujący do skojarzeń z Popiełuszką, artykuł "Eliminacja polskiej konkurencji". W toruńskim dodatku Gazety Wyborczej trafił się wtedy artykuł z tytułem "ON NAS CHRONI". Oto zaś Gazeta Lubuska: "Przewieźli się", a Super Express rozkręcił wtedy "jakąś" aferę remontowo-łapówkarską z udziałem Komendy Głównej Policji. Natomiast wg Internet Archive na stronie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (Millera) były wtedy takie oto tematy: najpierw obsługa państwowej kasy (przeddzień), potem dobra kontrola płynów w samochodach (dzień po). Wyjaśniam tym, co nie przejrzeli tego tekstu o JP2, do którego jest link w nagłówku (a wymieniam tam inne, ważniejsze potwierdzenia): śmierć była w wyniku, najprawdopodobniej spowodowanego przez sprawców np. z Policji, poślizgu przy wyprzedzaniu. Również i Policja.pl dzień wcześniej ogłosiła statystyki w tym temacie. edit: Chciałbym wreszcie zauważyć, że data śmierci komendanta głównego PAP-AŁY to efekt zabawy cyframi mojej daty urodzenia(!!!): 25/09/86 moje narodziny, 25/06/98 jego śmierć – wystarczy końcową szóstkę przesunąć dwa wstecz. W Gazecie Wyborczej był tego dnia (komendanta zabito dopiero ok. 22:00) np. artykuł "Do widzenia Inwazjo", "Demokratyczny poganin", a także "Kronika policujma" [nie o "policyjna" chodziło?...] o jakimś najściu ze strony przestępcy-furiata, "Pewne oko strażnika", "Cały naród w piekle", "Strach przed barbarzyńcą" oraz "Papierowa scheda" (w kontekście wyłudzeń – kojarzy się to i z papieżem, i z opisanymi przeze mnie, ponoć przezeń wykreowanymi, oszustwami mieszkaniowymi, i z MOIM przedrzeźnianiem słowa "papież"), ale to może za mało, trzeba poszukać większej liczby poszlak na odgórną zbrodnię, którą gotowe byłyby poprzeć także wolne media (czyt.: także ich katolicki pierwiastek). Co więc jeszcze? Po południu w dniu śmierci generała zapowiedziano też podróż Buzka do USA (co za rzadkość! raz na rok czy na trzy?), gdzie później latami krył się (nadal się kryje?) podejrzany o zabójstwo Mazur. Medialny akompaniament przy popełnianiu zabójstwa, choć się je mimo wszystko kryje, znamy dobrze z przypadków, w których skojarzenia z Watykanem były bardziej oczywiste; zrobił się z tego redaktorski standard, nawet w mediach kościelnych... Ciekawe, ile to już łącznie, wraz z tymi ok. 15-oma zbrodniami z II dopisku do wpisu o Smoleńsku (nr 15 to tam zamach na Prokuratora Generalnego Ukrainy)?... Nergal coś wspominał o "najbardziej zbrodniczej sekcie" – OK, nadaje się ten pan na zbieg okoliczności z nazwiskiem... [edit 2016-02-02: Pod adresem .../zapisy.txt dodałem wzmiankę o dzisiaj nagłośnionym kolejnym zabójstwie (już praktycznie sięgam kabla przydomowego! jeszcze go nie widać, ale chyba go wyczuwaliśmy pośrednio), bardzo podejrzanym pod względem genezy, bo z podsłuchem na mnie się kojarzącym (ścisły dobór ofiary i sprawcy; motyw to może jakiś plan osoby potajemnie pociągającej za sznurki...), z I poł. 2015 r. Sprawa ta, zabitego niedawno dziennikarza z Mławy, najpewniej sięga czołowych polityków (w Onecie to był przed chwilą pierwszy nagłówek, to!): w Zapisach pod datą 2016-02-02 przedstawiam dosyć twarde (jednoznaczne) dowody na słuszność skojarzeń z podsłuchem na mnie. OSTRZEGAM, i Szydło może "być w zabijaniu"! To mi się zdaje bardzo prawdopodobne, patrząc na zadziwiające szczegóły oraz brutalizację polskiej polityki! Przecież była bardzo podejrzana i naprawdę nieprawdopodobna wtedy śmierć "Bogusia Kaczyńskiego" (od zawału serca?... wkrótce po tej Blidzie tu na blogu, o której spikerzy chyba ze świeżo przejętej przez PiS telewizji nagle mi zaczęli przypominać, poza tym tutaj i o innym B. K. jest wpis, oraz ściśle w dobrym dniu: początku nowego kopania, po raz pierwszy od kilkunastu dni, gdy właśnie okazało się, że młot udarowy będzie potrzebny, co co chwila sugerowali robotnicy, zaś sprzęt do wykrywania kabli nie działał z powodu właśnie czegoś w rodzaju niepojętego "udaru", napięciowego czy od impulsu elektromagnetycznego, i leżał w naprawie) – więcej o tym jest w ww. zapisach oraz po kliknięciu linku do odpowiedniego filmu (YouTube poda Wam datę publikacji, owszem, był z publikacją mały poślizg, kilkudniowy, ale naprawdę to było w dniu śmierci i jeszcze przed południem mi doradzali poczekanie do jutra i pożyczenie młota; tu kolejny film; nazajutrz po śmierci i w dniu NAGRANIA filmów Super Express miał o tych rzeczach nagłówek na pierwszej stronie, który bił mi po oczach w sklepiku osiedlowym, gdzie często robię sobie przerwę na jedzenie). Jeśli Szydło "jest w [sprawie] zabijaniu[-a]", jak mawiają spikerzy, to na pewno przez plan jakiegoś osobnika potajemnie pociągającego za sznurki, bo sprawa się kojarzy z podsłuchem na mnie. "Wyjdzie sprawa podsłuchu na Piotrka – wyjdzie Szydło z worka, ta kara już czeka..." KACZYŃSKI, SZYDŁO, KOPACZ – SIO Z POLITYKI! ŚMIERDZĄ OD TRUPÓW I TEJ TORTURY! A i Duda to bardzo zły prezydent, mówiąc delikatnie! Dobry już by z 10 razy zdążył wygłosić orędzie do narodu o tym skandalu policyjno-telewizyjnym. Duda czyżby nielepszy od Szydło i też "w".] edit 2016-02-03: Uwaga, oto właśnie w kilka (6) dni po uwagach o Piotrowskiej (i Popiełuszce) zmarł najbliższy współpracownik Jaruzelskiego, premiera PRL z czasów zabójstwa Popiełuszki. Zmarł w szpitalu pewnie ów staruszek (z dziwnym opóźnieniem, choć wciąż nasuwa się skojarzenie – nie przypisywałbym tego przypadkowemu doktorowi bez pleców)?... Od kilku dni spikerzy gadali, że może rodziny coś wiedzą, np. córka Jaruzelskiego. Sam temat Agnieszki wyrósł u spikerów po trosze jako skutek tematu Blidy i zabijania, po trosze jako skutek tego, że coś wydawało się być nie w porządku z rokiem 2002 u Jana Pawła II, a jeszcze tego nie rozumiałem – czyli wyrósł ten temat naturalnie, broń Boże nie jako skutek choroby jakiegoś tam generała... Pierwszą wzmiankę o Piotrowskiej napisałem tu, wg web.archive.org, 25/01/2016 WEWNĄTRZ rozwijanego dopisku '2016-01-24' i wtedy jeszcze uważałem, że tej śmierci "raczej nie było"; już w kilka dni później było tu o tak się nazywającym Zabójcy Księdza Popiełuszki – patrz kopia strony w Google Cache z 1. lutego. Nic tu zatem nie przerabiam: postać mego bloga, jeśli się wiąże z tą śmiercią, nie jest jej następstwem, lecz przyczyną(!). Niestety o przyzwolenie i o łaskę prezydentów w takich sprawach w Polsce może być łatwo.
[edit 2016-02-09: Więcej wyjaśnień w sprawie śmierci Popiełuszki oraz współczesnych prób "dorzynania watahy" jest w szarym tekście na końcu pkt. 7 z Listy zabójstw (która jest w dopisku II pod wpisem o Smoleńsku).] edit: Dzień po gen. Janiszewskim (o którego skrajnie podejrzanej świeżej śmierci było powyżej), czyli 4. lutego br., zmarł tez aktor Jerzy P. (SKRAJNE nieprawdopodobieństwo zdarzenia się tego przypadkiem właśnie teraz, a z drugiej strony dzień po Janiszewskim, co – jako wynik powziętego planu i grania na efekt psychologiczny – wydaje się już lepszą hipotezą, jest omówione matematycznie w /zapisy.txt, jest tam przy dacie 2016-02-11 matematyczny dowód, że szpitale zabijają, a od 2016-01-22 są opisy pozczególnych najpewniej zabójstw politycznych; pewnie też w szpitalu zmarł ten aktor, choć nie wiem, czy ktoś tę prawdę głośno powie, może wręcz będą kłamać) – a przecież to najwyraźniej chyba wskutek dopisków tutaj (u najbardziej śledzonego człowieka wszechczasów! omawiającego najstraszniejszą współczesną światową aferę!), dopisków o Popiełuszce umarł 6 dni później ten generał (skrajnie nieprawdopodobne, rzędu 1% – bo np. ±300 innych dni u osoby w takim wieku można by typowo obstawiać, razem z 601 dni, więc należy przyjąć małą szansę na ten konkretny dzień 3. lutego 2016 r., rzędu 0,16%, a nawet na całe 7 dni, rzędu 1% – porównajmy to z prawdopodobieństwem zabójstwa szpitalnego, jak w przypadku ciotki, przyjętym jako choćby zaledwie 5-10%, czyli "jestem pewny na 95%, że nie zabijają"... widać, że to i tak więcej, że więc raczej zabito(!!!)), spikerzy zresztą bardzo się sprawą Popiełuszki w tych dniach podniecali i podkreślali, jak bardzo kluczowe dla polityków i Kościoła jest krycie tego. (Poza tym non stop, powtarzam, rzędu 1 dziennie, choć czasem po 3, a czasem 0, jeżdżą za mną ambulanse, stoją tam, gdzie ja jestem np. w taksówce, nawet potrafią ostentacyjnie i irytująco robić coś w rytm mych ruchów i zmian u mnie, ci stalkerzy z pogotowia, czyli ze szpitali... tu np. zatrzasnęli drzwi, gdy zakończyłem rezerwować hotel; a tu świeżutkie filmy-przykładziki: 1 , 2 .) Przyznawali się nawet ci spikerzy tortury (operatorzy całodobowego podsłuchu) do udziału w zabójstwie np. tym generała oraz tym ciotki na zasadzie wskazania momentu. A tu teraz jeszcze kolejny trup następnego dnia, Jerzy P.-aktor TV... Mnie zaś pozostaje ponowić radę, którą już dopisałem w rozwijanym fragmencie na samym końcu podstawowego tekstu (przed odgraniczającą linią) we wpisie z 10/10/2015: otóż w świetle pogróżek tym bardziej trzeba prawdę rozpowszechniać na wszystkie strony bez umiaru (co zresztą jest normalnością w dzisiejszych czasach globalnej wioski, ten jej niekontrolowany obieg – poczujmy to), by nie być żadnym istotnym "nosicielem tajemnicy", to jedyna postawa godna rozsądnego i DOBRZE WYCHOWANEGO człowieka (w tym przypadku chodziłoby o prawdę(?) o kluczowej ponoć winie Kościoła w sprawie Popiełuszki: oto więc mój apel do świadków). Tego, kto w świetle pogróżek kryje, np. rodziny polityków PRL-owskich, uważam nie tylko za samolubnego szkodnika społecznego; jestem też pewny, że sam ten kryjący na swej postawie (może bardzo opłacalnej póki co) się "przejedzie", bo ona nie prowadzi do wzmocnienia racjonalnego i opartego na prawach człowieka i demokracji systemu (wręcz przeciwnie; i ma nawet w swym założeniu niewiarę w racjonalność systemu; po co zabijać tego, kto już całą prawdę dawno wygadał... skoro zrobił tylko to, co i tak normalne dla większości narodu — nie zmienimy przecież nagle mentalności całego narodu i jego wiary w potrzebę utrzymywania uczciwości).
edit 2016-02-25: Chciałbym jeszcze na chwilę zwrócić uwagę na związki pewnych zabójstw ze światem filmu (i Telewizji). Po pierwsze, 8 miesięcy i 8 dni przed śmiercią Papaly premierę miała komedia "Kiler" (17. października 1997 r.), której bohaterami byli Ki[l]ler (ang. "zabójca") oraz Siara (gwarowo: "wstyd"), a przedmiotem filmu – specyficzne oszustwo, które jednak (z powodu przestępstw w tle) pozostanie nieścigane (był też w filmie wątek rozpasania erotycznego, zupełnie jak w spodziewanym pierwowzorze). Zabójca [=] ... wstyd! Taki film (wyjątkowo nagłośniony i znany). O ile 8 miesięcy pewnie wynikało z różnych życiowych przyczyn i nie należy się w tym dopatrywać spisku, o tyle liczba dni równa znowu 8 już brzmi podejrzanie: prawdopodobieństwo tak lub podobnie okrągłej odległości czasowej (np. same miesiące dzielą daty, a dzień ten sam) to jakieś 1 : 15, czyli poniżej 7%; a tymczasem już i tak na podstawie poprzednich dowodów raczej domyślamy się i widzimy, że Papała to było morderstwo zlecone wysoko lub bardzo wysoko (co do dowodów, to wielu nie chciało się nawet przeglądać tekstu ze specjalnej podstrony o Janie Pawle II, gdzie dokładnie opisywałem przypadek Agnieszki Piotrowskiej i, właśnie, dowody czy raczej bardzo silne poszlaki... zresztą w ogóle przyjrzyjcie się temu blogowi). Fabuła komedii – czyżby równie podrzucona co jej tytuł – opowiada o Jurku Kilerze, którego początkowo "błędnie" po nazwisku wzięto za zabójcę (sprawa Popiełuszki się kłania) i który później zaczął z oporami wcielać się w jego rolę, choć zabójstwa nie dokonał, a jedynie je upozorował (trochę jak w sprawie Piotrowskiej, bo przez jakiś czas za sprawą spikerów nie byłem pewny jej śmierci – m. in. nie chodziliśmy już wtedy razem do klasy, bo to po "małej maturze" było – ale mniejsza z tym). Co ciekawe, ww. data premiery wraz z innymi okolicznościami uprawdopodabnia, że np. w TVP (czy ewentualnie innym ośrodku) wiedziano o przygotowywanym zabójstwie nie tylko po zwolnieniu Pap-ały z funkcji komendanta głównego, nie tylko za kadencji prezydenta Kwaśniewskiego, ale nawet już za czasów rządu SLD i zapewne przy wybieraniu Papały do tej funkcji – choć do samego zabójstwa doszło za AWS-u (wybory były jesienią 1997 r.). Nie było przecież odwrotnie z przyczyną i skutkiem, tj. nie niewinny film wywołał plan zabójstwa Papały, bo skoro data wyraźnie wcześniejszego filmu ma wiązać się z zabójstwem, a tymczasem data tego zabójstwa jest i tak ustalona ("przytwierdzona pinezką" bez względu na okoliczności) przez mą datę urodzenia, to plan nie mógłby skutecznie powstać pod uprzedni niewinny film prawie nigdy (chyba, że przy wielkim zbiegu okoliczności; data premiery filmu przecież byłaby w takim układzie przypadkowa; po prostu raczej [1] nie byłoby tych 8 miesięcy i 8 dni ALBO [2] nie byłoby pasowania jego śmierci do mej daty urodzenia, gdyby tamci ukryci doradcy producenta już nie mieli z góry w głowie takiego planu – czyżby to kolejna, po mediach, sytuacja związana ze śmiercią przyszłego Papały, gdy mamy do czynienia z zadziwiającym świadomym kryciem?). Zabójstwo to więc niejako, jak się zdaje, połączyło (swą rozciągłością w czasie) lewicę i prawicę. Dodajmy tu wreszcie, że oprawą dźwiękową filmu (koniecznie produkcji K. Sienkiewicza i Elektrycznych Gitar, czyli tego zespołu, który wydał równie znamiennego "Człowieka z liściem", gdzie liście symbolizują chyba promieniowanie, tzw. fotony) była bardzo znamienna piosenka(!) – kliknijcie i poczytajcie tekst (tak poza tym zawiera w sobie na początku też pewien argument ateistyczny, wspomniany gdzieś pod koniec mego tekstu o Janie Pawle II); inną znamienną piosenką z oprawy muzycznej był "Kiler", również Elektrycznych Gitar (zawierający z kolei – oprócz dodatkowych aluzji do, czyżby, sprawy papieża w ostatniej linijce drugiej zwrotki – w pierwszej zwrotce w zawoalowanej postaci przykładowe dwa inne argumenty ateistyczne znane Janowi Pawłowi II, do których chyba zrobił wspólną aluzję już pierwszego dnia pontyfikatu i o których mowa we wspomnianej specjalnej podstronie na jego temat). Aktorem grającym Siarę był Janusz Rewiński, który później bodajże prowadził program kabaretowy w TVN "Ale plama", a może i "Szkło kontaktowe" (TVN zresztą – stacja mą tragedię kompletnie lekceważąca – zaczął nadawanie w 1997 r., krótko przed premierą Kilera). Kolejna taka sytuacja to film "Cześć, Tereska", kojarzący się z wymienionym powyżej (przy przytaczaniu nagłówków Wyborczej z dnia śmierci Papały) dziennikarskim tekstem "Do widzenia Inwazjo" z jednej strony, a z drugiej – ze śmiercią Piotrowskiej, której towarzyszyła w mediach katolickich sprawa matki Teresy (planują ją beatyfikować – w dzień śmierci) oraz relikwii małej Tereski, które wrócą do Polski. Pisałem o tym przy dokładniejszym omawianiu śmierci Piotrowskiej. O tę śmierć, powtórzę, podejrzewałbym Policję. Reżyserem był niejaki Gliński, znany przede wszystkim z tego filmu – Oskara nawet za niego chyba dostał. Fabuła filmu to historia schodzenia jakiejś dziewczyny na złą drogę, gdy tymczasem Agnieszka Piotrowska była chyba przestępcą podsłuchowym (zresztą zginął wtedy na drodze także jej chłopak oraz podobno był poślizg, a przecież zginęła latem, jak zobaczycie na nagrobku). Zauważcie – jakie to wszystko skrajnie nieprawdopodobne, a jak skrajnie prawdopodobna staje się w takim razie hipoteza zakulisowych spisków! edit: Przypomnę z tego miejsca czytelnikom co lepsze cytaty z 2 krótkich przecież piosenek z Kilera: "nie kiwnąłem nawet palcem"; "[ono] naprawdę nie istnieje" [brak realizmu, chodzi pewnie o niebo, choć u Nietzschego ten temat był zawsze tylko między wierszami], "będzie, co ma być" [fatalizm, tak samo dalej w tekście – jest to pogląd w istocie przeciwstawny do twierdzenia o wolnej woli], "nie cofnę kijem Wisły" [aluzja do filozofii historii i koncepcji ubezwłasnowolnionego Stwórcy – jak i inne problemy też jest to zarysowane w filozofii Nietzschego, np. tutaj w "Poza dobrem i złem" czy np. pod koniec "Antychrysta", gdy pisze o religii chrześcijańskiej jako o nieuchronnym skutku procesu historycznego ("fatalność"), czy np. przy pisaniu w "Zmierzchu bożyszcz" o, jak to ujął, błędzie zamiany przyczyny i skutku, zwłaszcza ściśle w odniesieniu do koncepcji Boga i innych religijnych i moralnych], "jest tyle różnych dróg" [i odległych zachcianek, a tylko jedna zgodna z prawami przyrody...]; "dwanaście ciężkich szczerozłotych koron moją głowę zdobi", "kolejny piękny marmurowy pomnik koło domu stoi" (porównać: internauta na Opoce w dniu śmierci Piotrowskiej), "są czasem takie chwile, że się nie mylę, choć wcale nie wiem, ile", "co ja robię tu, co ty tutaj robisz", "już tylko Kiler" [swoją drogą, czy to nie podejrzane, że brak w katolickim kraju choćby jednego świadka na winę kogoś wyżej postawionego niż słynny Edward Mazur, skoro ją widać, a z drugiej strony USA, kojarzące się z szeryfem świata i rządami silnej ręki, tak dziwacznie go kryją?]. Pada w piosence też coś o łowieniu ryb, a pamiętajmy, że archetypem wszystkich papieży jest rybak św. Piotr.
edit 2016-03-23: Do listy ofiar tej mafii dodałem kolejnego miliardera Aleksandra GUDZOWATEGO, który pewnie zmarł w szpitalu (2013 r.), bo media mówiły o jakiejś przewlekłej chorobie. Szczegóły wraz z bardzo silnymi poszlakami – w rozwijanej liście przy Ii dopisku (edit) pod wpisem o Smoleńsku. Gudzowaty jako miliarder był chyba wykreowany przez Jana Pawła II.
edit 2016-03-30: Decyzja Sądu Okręgowego w Warszawie w sprawie Mariusza Kamińskiego jest w obecnym stanie prawnym skrajnie HANIEBNA. [rozwiń komentarz...] PREZYDENCKIE LICENCJE NA ZABIJANIE ZA "TO I OWO", PRAWDZIWE I NIEODWOŁALNE, CZYŻBY STAŁY SIĘ DLA TYCH SĘDZIÓW KONSTRUKTEM LEGALNYM !!! HAŃBA !!! Prawo łaski mieli też wszyscy poprzedni prezydenci: czekać nas może będą ułaskawienia "z szafki Kwaśniewskiego" w jego domu, choćby i z datą wsteczną wystawione. Powszechne będzie chodzenie wolno po ulicy, a nawet uczestniczenie w polityce, przestępców, którzy powinni w więzieniach siedzieć latami. Proszę jednak pamiętać, że Partia Piotra Niżyńskiego – która obecnie potrzebuje 1000 podpisów popierających jej założenie – zamierza, przy sprzyjających warunkach, wprowadzić obywatelskie głosowanie nad ustawami nadsyłanymi z własnej inicjatywy i, przede wszystkim, nad rozwiązaniem parlamentu (to również nowe prawo dla narodu: inicjatywa w sprawie rozwiązania parlamentu).
(22:59)
[Bardzo drogie to i dlatego trudno się zdecydować.] Oferta była "bezpośrednia", znaleziona na Domy.pl, kupiłem 3 tygodnie temu. Zaraz po zakupie – i oficjalnym wpisie do księgi wieczystej, co ze 2 tygodnie zajęło – zabrałem się (z drogą pomocą pracowników fizycznych ogłaszających się na olx.pl) za rozkopywanie działki ze wszystkich stron w celu znalezienia zewnętrznego dodatkowego źródła prądu: bo odkąd wiem o tym, że nieruchomości się remontuje, by ten przekaz podprogowy telewizji(?) miały (a wiem o tym od października 2014 r.), odtąd podejrzewam jakiś w tym udział sąsiada (z wyjątkiem nieruchomości publicznych) – wpisuje się też zresztą w to podejrzenie (obok ciągle mi udowadnianego szpiegowania ekranu właśnie zapewne w zwolnionym może specjalnie lokum sąsiadów; zresztą jestem w ciągłym kontakcie z nieznanymi mi spikerami, którzy to łatwo mogą pokazywać...), stwierdzona doświadczalnie, przykra niemożność wyłączenia dźwięku przez wyłączenie "głównych bezpieczników domowych". [edit: Żeby absolutnie wykluczyć z kręgu podejrzanych (o zasilanie tego całego grającego ustrojstwa) swój własny prąd, choćby nawet taki sprzed licznika i wyłącznika, prześledziłem właśnie całą drogę swego przyłącza elektrycznego i nic w niej niezwykłego nie ma, więc to na pewno nie żadne podkradanie z zakładu energetycznego. Mylących poszlak, że to rzekomo ten zły sąsiad-złodziej zasila było zresztą nawet więcej. Np. na jesieni 2014 r. właściciel wynajętego innego domku Andrzej Graff zaprzeczał, jakoby była u niego jakaś grająca ukryta instalacja, ale robił to niespójnie. Raz więc np. sam wszedł na temat, jak to nazwał – uwaga – "instalacji podsłuchowej", gdy go pytałem o jakieś grające rzeczy, ale to tylko w tym kontekście, że bywa (chyba) coś takiego; lecz, jak kontynuował w rozmowie, u niego jej nie ma. Wszakże pod koniec mojego pobytu tam, gdy właśnie mnie wywalał (była wtedy Policja i zatrzymano mnie z powodu jakichś zaszłości, pseudopostępowań prokuratury o pewne niezwiązane z nim rzeczy), wściekał się też m. in., że: "instalacja podsłuchowa rozp***ona!"... Tym poprzednim razem, gdy zaprzeczał jej istnieniu (później jeszcze zaprzeczył raz przez telefon), opowiadał też o 2 kablach prądowych: jednym oficjalnym od ulicy, a drugim takim, co – uwaga – idzie do sąsiada (a nie od niego), podobno jakąś inną drogą – teraz może nawet taki dopiero dodadzą (niewiele to przecież kosztuje czasu), żeby wyjść na tym porządniejszych, że w błąd nie wprowadzających, ale prawdopodobnie p. Graff po prostu zmyślił to – przez wzgląd na moje podejrzenia, bym przez to tym bardziej uwierzył w tę wersję o sąsiedzie. Tymczasem właśnie najprawdopodobniej to Z GMINY idzie prąd dla prywatnych smartfonów – z jej latarni ulicznych. Spróbuję później wstawić tu na to dowód w formie reportażu wideo. Nieruchomości, nawet prywatne, są istotnym źródłem tej tortury na każdej ulicy, gdzie tylko się zjawię; któż by chciał latami za taką torturującą instalację płacić jak za swój prąd?... Zresztą gminy (czyt.: Skarb Państwa), jak skądinąd wiadomo (np. stąd), płacą też za samo wykonanie remontu (jako uczestnicy i pośrednicy w funduszu europejskim).] Efekty rozkopywania pokażę wkrótce: znajdzie się na pewno kabel zasilający poprowadzony potajemnie od któregoś "sąsiada", bardzo głęboko i ostrożnie.
Co jest najciekawsze – dom ten jest w stanie surowym zamkniętym. Oznacza to, że w środku jest niewykończony, a w moim przypadku wręcz wszędzie widać gołe cegły, za to są już drzwi, dach i okna. A i tak wszystko w środku i na działce gra, równomiernie i tak samo, jak na dworze [ba, może nawet i w innych domkach z osiedla]. Jak to możliwe? Otóż, jeśli się przysłuchać i przede wszystkim zbadać czujnikiem (choć teraz już wyłączają kabel w czasie mej obecności), to prąd zmienny można z odległości wyczuć w kanałach wentylacyjnych, jednak nie w nich samych oczywiście (nic tam nie ma), lecz w ich bloczkach betonowych, "aż po sufit"; jest w domku nawet taki jeden bloczek przykładowy, zupełnie gdzie indziej, gdzie widać puste wydrążenie – pewnie to coś w tym rodzaju; jak widać, mają takie. Zaś na zewnątrz domu grają na całą działkę, co dobrze można usłyszeć, przybudówki przy fundamencie, niejako poszerzające go (nie ma ich bynajmniej w projekcie budowlanym) [edit: nie, to sam fundament!] – jestem dopiero na etapie wstępnego badania tego, bo póki co wydawałem forsę tylko na kopanie. Powyżej wkrótce pojawi się film wideo zrobiony telefonem komórkowym, gdzie zobaczycie to wszystko, włącznie z datą zakupu na akcie notarialnym; zrobię też i taki z pojawiającym się i znikającym prądem w pionach, wśród tych gołych cegieł w środku, w rytm mego podłączania przechwyconego już tajnego przewodu do oficjalnego gniazdka (choć tam na razie nie ma w ogóle oficjalnego okablowania elektrycznego wewnątrz domu, poza garażem), oraz jeszcze jeden film związany ze smartfonami (gdy je już znajdę, na co najdłużej przyjdzie poczekać), który wam pokaże, że one mają specjalny program i na pewno jakieś transmisje odbierają (wyjaśni się, z jakich częstotliwości i jak przetworzone). Jeszcze taka uwaga co do poprzedniego wpisu tu na blogu: nie obawiajcie się prowokować. Jest to zawsze najzupełniej legalne, o ile nie zbieracie dowodów jako organ prowadzący oficjalnie postępowanie karne. Namawiając kogoś do przestępstwa w ramach prowokacji nie podżegacie go, gdyż nie macie zamiaru bezpośredniego, tj. woli, by je popełnił, i pewności (czy bardzo wysokiego prawdopodobieństwa) tego skutku, lecz jedynie zamiar taki udajecie, wiedząc, że do tego zakazanego zła nie dojdzie (art. 18 §2 KK podaje: "odpowiada za podżeganie, kto chcąc, aby (...)" – podobnie też Sąd Apelacyjny w Krakowie – czyli prawie Najwyższy, cóż, to chyba za prosta sprawa dla SN – potwierdził konieczność istnienia zamiaru bezpośredniego w takich sytuacjach); nie jesteście też sprawcą. Jest to najzupełniej legalna możliwość, stosowana nieraz przez dziennikarzy(!), i nikt jej wykluczyć nie może (jest przecież norma prawna o rozstrzyganiu wątpliwości na korzyść tego, któremu się coś próbuje zarzucić – art. 5 §2 kpk). Bardziej niż problemu prawnego obawiałbym się tu raczej posiadania osobnego telefonu do odbierania takich spraw przez firmy remontowe, które może wymagają bardzo konkretnej rekomendacji aż do podania nru tel. włącznie, ale może nie w każdej jest tak źle.
edit 2015-12-31: A oto prawdopodobne tajne role TŁUMÓW mafijnej Policji na komisariatach i komendach, które poniżej wymieniam wyłącznie w oparciu o stałe od lat sugestie spikerów oraz "sugestie"(?) z samej Policji (np. takie demonstracje czy takie trafianie na siebie – w razie braku obrazu użyj prawego przycisku myszy i Zapisz jako...), a także własną domyślność i ocenę sytuacji (zdyscyplinowane tłumy muszą być dostępne w całym kraju o każdej porze i zawsze chyba są) – przypuszczalnie:
– na zasadzie odbierania fal wydzielających się w związku z (po pierwsze) sekwencyjnością rysowania punktów przez każdy monitor (jeden po drugim to idzie we w miarę długim przewodzie, wielocentymetrowym zwykle) i (po drugie) proporcjonalnością napięć do kolorów (przy zmianach czy narastaniach tych napięć są odpowiednie zbocza niepionowe – można je rozłożyć na sumę sinusoid – i dlatego powstają odpowiednie fale);Robi to wszystko (choć raczej bez przymusu), moim i spikerów zdaniem, trzon zasobów kadrowych Policji: funkcjonariusze, jakich widać na komendach i ulicach. Przypominam, Komendanta Głównego Policji powołuje i odwołuje osobiście premier, wedle uznania (może to być chyba nawet osoba spoza Policji), a osoba premiera wynika z decyzji poszczególnych posłów. Jakże oczywiście, mimo niepokojących doniesień, "zupełnie nieświadomych"! O ile przestępczość w telewizji(?) jest centralna, dosyć mała liczebnie (zaledwie część ludzi z 1 ośrodka regionalnego, podobno) i obfituje w najohydniejsze zbrodnie, o tyle w Policji jest to sprawa masowa i zdecentralizowana, wszechobecna, również dosyć ciężka (tak z 5 lat bym za to u obecnie jeżdżących widział przynajmniej, jako średnia) – a zatem dopełnia się z tamtymi. Policja jest może sporo ważniejszym problemem dla Polski niż TVP.
edit 2016-01-07: Dlaczego nie podaję tu żadnych nowych wieści w sprawie (teraz już posiadanej przeze mnie na własność) tajnej instalacji dźwiękowej (a jest ona w domku, jest na osiedlu i jest nawet zamontowana w ulicach, dosłownie wszędzie)? [rozwiń dopisek...]1. Dni 12.-23. grudnia, z wyjątkiem niedziel, wypełnione były dalszym przekopywaniem działki: skupiłem się już raczej na tej jej stronie, która jest frontem do głównej osiedlowej ulicy. Ziemia nieraz się osuwała, dostarczając roboty na dodatkowe kilka godzin, zanim zrobiło się przestronnie, głęboko i stabilnie, tak, jak teraz (wrzucę te nowe zdjęcia później – czy raczej pokażę w ramach wideo). 2 czy nawet 2,5 metra w głąb to niewątpliwie za mało – już chyba w czasie budowy osiedla przeprowadzili tam ten kabel, pewnie w jakiejś utwardzającej rurce, na głębokości (niech ZGADNĘ) ze 3-4 metry. Ponadto pewnej soboty wypożyczyłem z Radomia wykrywacz metali, nie pomógł mi on, za płytko chyba się dokopaliśmy, ale w efekcie kolejny z dni w tym zakresie dat był stracony na podróż. Robotnik pracuje dziennie przy takim kopaniu nie więcej niż 5-6 godzin, zaś obecnie jest prawie kompletny prostokąt dookoła domu. 2. Po świętach najpierw (28/12/2015) byłem w Radomiu oddać wykrywacz metali, potem zamówiłem drogi i profesjonalny wykrywacz kabli za prawie 3000 zł, który wyczuwa je (nawet, gdy są niezasilane) w promieniu do 2,5 metra. Widziałem to nawet na wideo demonstracyjnych: 1 metr nad ziemią wykrywano nim kabel prądowy pod gruntem. Urządzenie dotarło do mnie w Sylwestra i wtedy też pożyczyłem jakiś agregat prądotwórczy, który jednakże wkrótce przestał działać – nastąpiło wtedy sporo jeżdżenia i dzwonienia, zanim załatwiłem sobie inny (patrz: dowód wypożyczenia). Obecnie mam więc z czego zasilać narzędzia, ale z kolei ów wykrywacz kabla nagle przestał działać: chyba jakoś zakłócili go falami albo może uległ na trwałe pewnym przeciążeniom podczas uruchamiania agregatu (wtyka się do tego przyrządu bezpośrednio napięcie zmienne typu np. 230V), choć wcześniej przy testach dobrze działał i obsługiwał takie napięcia właściwie. Czasem w ogóle przyrząd nie reaguje na żaden z 2 przycisków, a czasem jest głuchy tylko na 1 z nich, służący do ustawienia wymaganego poziomu mocy (i to głuchy zawsze i wszędzie: nawet w autobusach dalekobieżnych "w nocy o północy" nie działa to narzędzie – musiałem to aż sprawdzać, bo wiem, że prześladowcza ekipa potrafi falami psuć działanie np. notebooka, np. jego ekranu dotykowego czy złącza tabletu-ekranu z klawiaturą – nawet bardzo złośliwie i męcząco, i nieustająco). Awaria ta zdaje się przybierać łagodniejszą lub ostrzejszą formę w zależności od miejsca, gdzie stoję czy jadę (np. w lesie czy w drodze uszkodzenie jest zwykle mniej totalne); NIE zepsuto mi wykrywacza przez fizyczny dostęp, bo w czasie mych wyjść z mieszkania wszystko się nagrywa. Być może po prostu baterie są rozładowane, udało mi się wreszcie do nich dobrać, wkrótce to sprawdzę. 3. W tych końcowych dniach grudnia miałem na głowie wynajmowanie kolejnego mieszkania, bo ze "starego" zaczęła mnie wywalać właścicielka zgodnie z ustaleniami jakichś decydentów (ponownie, zapewne związanych z Policją); przecież trudno ludziom wytrzymać w bloku z torturą. To oznaczało kolejny np. 1 dzień bez robót, za to poświęcony na wynajem (dziś też straciłem na to czas). [ukryj dopisek] edit: Chyba nieprędko znajdę telefony w bloczkach betonowych, bo musiałbym je chyba zupełnie rozwalić i doprowadzić tym piony kominowe czy wentylacyjne do zawalenia się. [edit: Za to może znajdę między cegłami.] Z kolei szukanie kabla musi być może poczekać z powodu zimy i utrudnień elektronicznych ze strony wrogów. Tymczasem są i inne dowody, że to, co głosi ta strona www, jest prawdą. Wystarczy pójść do urzędu miasta i spróbować założyć taksówkarską działalność gospodarczą (taksówkarz to prawie zawsze przedsiębiorca, nawet jeśli w korporacji) – zaraz okaże się, że chcą zrobienia remontu. edit: "Przeze mnie" chyba upadł rząd Olszewskiego (na wniosek posła Piotra N., późniejszego ambasadora Polski w Watykanie) a PuTiN został prezydentem Rosji. Szczegóły w tekście o JP2.
(08:32)
Może i przyjdą kolejne, ale przypominam: na górze tej strony jest napisane "DOWÓD ZNAJDŹ W RAMCE". Proszę chociaż umieścić na
tamtejszym podkreśleniu "ramce" kursor myszy, poczekać, aż pojawi się dymek, przeczytać, kliknąć. Zadzwonić z prowokacją do jakiejś firmy z okolicy: "chcę zrobić remont mego mieszkania". To już bardzo szybko przesądzi kwestię prawdziwości skandalu z percepcją podprogową i totalną inwigilacją, i torturą dźwiękową, który jest przedmiotem tego bloga. Szukajcie a znajdziecie, nawet chyba w 5 minut (dodatkowe pomocne a często
zakłamane hasła: instalacja podsłuchowa, "dla Policji", a nawet "montaż »podsłuchów«"). [edit 2016: Czemu to kretyńskie? – rozwiń dopisek...Bo te telefony grają (właśnie na ten m. in. temat jest ten blog i wszystkie jego dowody). Nie da się pogodzić funkcji podsłuchiwania czegoś przez beton, strop, tynk itd. z graniem czegoś non stop przy (z konieczności) maksymalnej głośności, a właśnie takie granie non stop — wcale obecnie nie "podprogowe", choć takie ścieżki dźwięku grające w tle też ma! — ma miejsce u mnie (a także wszędzie, gdzie się udam, na pustych ulicach itd.). Dźwięk z pokoju byłby dla takiego telefonu przecież bardzo wyciszony (o np. 30-50 dB cichszy) i wymagał podgłaśniania na żywo, a to by znaczyło, że rozbrzmiewające "w trybie głośnomówiącym" (np. 80 dB) i nieodróżnialnie się na to nakładające tortury musiałyby po takim podgłośnieniu już być zupełnie skrajnie głośne i wręcz powodować ból. Tymczasem w rzeczywistości ludzie słyszą wszystko w naturalnym brzmieniu, takim, jakie jest wewnątrz pokoju, na ulicy itp. Jest to problem nie do przeskoczenia (wynika z odizolowania miejsc dla instalacji podsłuchowej — w efekcie powstaje różnica głośności będąca aż dwukrotnością poziomu odizolowania pokoju). Powtórzę, bardzo trudno wyróżnić z gotowego dźwięku w postaci cyfrowej, idącej z mikrofonu, jakieś składniki i jedne wyciszać, a inne podgłaśniać, by w efekcie wytworzyć złudzenie "bycia dokładnie tam" — wymaga to precyzyjnej roboty człowieka i nie dzieje się w czasie rzeczywistym. Przeszkadza w takim odfiltrowaniu również pogłos, akustyka np. stropu wytwarza nieprzewidywalne przesunięcia czasowe i nakładanie się... nie wystarczy wiedzieć, co się gra. A zatem, z całą pewnością, która jest jasna dla każdego, kto sam słuchał: albo granie, albo podsłuchiwanie. Otóż w rzeczywistości program dla tych smartfonów nie ma w ogóle funkcji słuchania; gdyby ją miał, każdy i tak mógłby za 500 czy 1000 zł kupić u Chińczyków przez Internet zagłuszacz (telefonii czy WiFi), jeśli się czegoś obawia, i już nie byłby na podsłuchu, nie mówiąc już o bajecznie prostym wykrywaniu obecności takiego nadajnika przy zbliżaniu się do niego pierwszym z brzegu prymitywnym czujnikiem — to po prostu byłoby dobre tylko dla naiwnych. Tym niemniej przestępcy ekranowi, świadomi i nieświadomi, na równi posługują się udawaniem, że nie mają pojęcia o podsłuchiwaniu dopplerowskim (czyli polegającym na radarowym mierzeniu prędkości) i że chcą tylko "instalować podsłuchy". Jest to dla wszystkich, włącznie z firmami remontowymi, sposób na zabezpieczenie się przed zmianami politycznymi i możliwym śledztwem, choć w rzeczywistości u 90-99% jest to kłamstwo i trafiam tylko na robotników robiących aluzję, kaszlących znacząco itd. (konsekwencja np. posiadania telefonu do śledzenia mnie). – ukryj dopisek]
W jaki sposób ludzie trafiają do dofinansowywanego biznesu remontowego, związanego z przekształcaniem struktury "publicznych" nieruchomości w całym kraju? Często od pośrednika, chcąc umieścić (choćby "bezpośrednie"!!!) ogłoszenie nieruchomości [i nie ma znaczenia, czy to dom, mieszkanie czy działka], ale są i oferty policyjne(?) dla chętnych świeżo upieczonych przedsiębiorców, a grać takiego nietrudno. Taksówkarze więc oddają gdzieś samochody do montażu, może do serwisów; pazerni ludzie chcący założyć jeszcze jedną jakąś firemkę chałupniczą lub uliczną – np. kancelarię notarialną, tłumaczenia przysięgłe, drobne usługi czy wynajmowanie mieszkania na doby – dowiadują się, że warto lub trzeba zrobić remont mieszkania (np. od samej Policji czy, rzadziej, od licencjodawcy – np. gminy w przypadku taxi – lub od miejsc, w których próbują się reklamować, w drodze narzucania reguł przez większy biznes mniejszemu); tak czy inaczej kończą w firmie świadczącej usługi remontowe, a te są w grubej większości zamieszane (chyba nawet świadomie) w te przestępstwa [i wykonują instalacje smartfonowe np. w sufitach czy ścianach – w szczególności, podłączą je pod specjalny prąd, chyba ostatecznie pochodzący z gminy, a nie Wasz oficjalny – nie jestem pewny]. Przestępczość poczynań właścicieli nieruchomości wynika od strony prawnej z kilku rzeczy:
[edit 2016-01-09: Podsumowując powyższe problemy trzeba przyznać, że sytuacja faktyczna (doświadczalnie stwierdzona) sprzyja twierdzeniu, że większość "zamieszanych w rynek nieruchomości bezpośrednio", na stronach www wysoko lokowanych w Google, to obiektywnie rzecz biorąc nieskazani przestępcy (ale spokojnie: jest idealne wyjście! ... rozwiń komentarz...jeśli się nie chce korzystać z pośredników, można przenieść się na te dalsze www, niby mało znane – raczej nie wszędzie jest cenzura! na głównych wtedy spadnie podaż i – nie licząc tego, co odtąd szybciej przechodzi do historii i dlatego świeci pustkami – pojawią się przeciętnie wyższe ceny, żeby utrzymać równowagę "jeden na jeden": te dalsze strony z ofertami, mniej znane, będą wtedy konkurencyjne: ba, tam może nawet wręcz przeciwnie, właściciele zechcą zaniżać ceny, żeby szybciej znaleźć chętnego... rynek, w ramach samoregulacji, będzie dążyć do zrównania jednych serwisów internetowych z drugimi pod względem popularności, choć póki co trzeba poświęcić trochę pieniędzy w ramach ceny). Przede wszystkim wskazuje na to punkt 4: właściciel uświadamia sąsiada, co ma być robione w jego mieszkaniu. Dzięki temu, zanim się on wyprowadzi, co może potrwać nawet z 5 dni, jakieś śledzenie (może nie całodobowe) jest i tak możliwe, a prawie na pewno jest. Nadto: dawniej, przed początkiem tortury, spotykałem się masowo ze śledzeniem mnie przez właścicieli oraz totalnie zmasowanym stalkingiem, a także ogólnymi demonstracjami typu specjalne formułowanie ogłoszeń nieruchomości, stosowanie specjalnych "znaków", skojarzeń, typowego dla mnie formatowania tekstu (z pogrubieniami i podkreśleniami) itp. – czyli najprawdopodobniej wchodziły w grę punkty 3, 1, 4 – przestępstwa umyślne. Obecnie zaś sprawa zrobiła się dosyć znana, zatem z kolei z powodu 2 (może i 3) można podejrzewać przestępstwo – patrz np. wpis o Ibisie i w szczególności ten stenogram (20150606_18:02). Być może zresztą wszystkie te śledzenia i dokuczania "Piotrkowi": 1, 3 i zwłaszcza 4 są nadal aktualne, a wtedy w szczególności 2 staje się prawie pewne biorąc pod uwagę to, że Z KONIECZNOŚCI taki sąsiad (o ile ja się wprowadzam) opróżnia swe mieszkanie i ustępuje miejsca zmieniającym się obserwatorom. Jak mu (i wynajmującemu właścicielowi) to wytłumaczyć, jak tamtego na to namówić?... Chodzi o komputer, a nie samo podsłuchiwanie, to to on wie. Otóż, co bardzo proste, z powodu tortury on będzie musiał się wyprowadzić, bo to nie do wytrzymania: wiadomo to już od początku, przy uzgadnianiu wynajmu czy sprzedaży z Policją. Dają oczywiście jakieś mieszkanie(-a) zastępcze. Skoro więc, jak wyżej wykazano, przez (4) lub (2) faktycznie dochodzi do przestępstwa, to zapewne i pozostałe mogą mieć miejsce, a wszystko to uzasadnia się "plecami" w religii i polityce. – ukryj komentarz]
Policja dysponuje też komputerową (dostępną przez Internet za pomocą specjalnych programów) listą polskich remontów, dzięki której wiadomo, gdzie i kiedy był [taki] remont, zaś imieniem i nazwiskiem osoby odpowiedzialnej za jego zamówienie (np. któregoś z małżonków) dysponują być może na umowach pośrednictwa biura nieruchomości, a może sami policjanci. W przypadku niektórych przedsiębiorców, większych niż drobne lokale uliczne czy biura (tu zwłaszcza hotele, ale i mnóstwo gastronomii, również firmy z odrębnymi budynkami, choćby wyspecjalizowane, a nawet popularne sieci marketów) pojawia się też oprócz remontu (chyba m. in. ze strony Policji) oferta ściślejszej współpracy z mafią, w zamian za niepłacenie podatków, która obejmuje otrzymanie od Policji specjalnego sprzętu i oprogramowania (m. in. dla ww. "obserwatorium") i udostępnia już pełnię mafijnych funkcji wymienionych w drugiej (odbiegającej od tytułowego tematu), podświetlonej części wpisu Praktyka organizowania tortury. Takie, będące na "wyższym szczeblu", firmy (oraz wszystkie chyba budynki państwowe, w tym sądy) stanowią źródło agentury zawodowej, czyli po prostu przestępców-szpiegów w firmach i instytucjach (i oni też często mają programik do nielegalnego szpiegowania mnie w telefonie), ale tutaj poprzestańmy na kwestii instalacji smartfonowych.
Na koniec przypomnę: to nie jest mafia polegająca na tylko jednej partii. Głosować na cokolwiek z Sejmu, na jakieś partie, które dotychczas się w mediach wyróżniały (choćby te "inne", "antysystemowe") nie ma sensu [nie ma sensu nawet i na partie związane z Korwinem-Mikke, on zresztą był jakoś związany z gazetką pt. Najwyższy Czas i już w 2006-7 sprawiał u mnie subiektywne wrażenie śledzenia czy bycia w tematach z mojego ekranu] – nie łudźmy się, że tu są jakieś ważne różnice, w tym głośnym do września w sondażach zbiorze nie ma z czego wybierać, wszystko jest tak samo mało warte. Prawdziwy wybór to "z Sejmu i mediów czy spoza tego towarzystwa milczenia (tj. spoza Sejmu i kilku głośnych rzekomych 'alternatyw')?". Żebyż choć jeden poseł opozycyjny napisał choć jedną poselską interpelację, w której byłby świadkiem dźwięków tortury! Albo wymienił nazwisko Niżyńskiego czy adres bloga! Nie, muszę polegać na recepcjonistkach – ci z Wiejskiej ani słowa na piśmie czy w Internecie świadczącego o tym skandalu, o tym gigantycznym dziejowym cierpieniu, nie pozostawią. [edit 2015-10-29: Nawet u Petru marka poselska zaczyna się od kropki. Od wyroku? (Polityka przecież stała się mafią; kryminalni być może liderzy, ale za to chętnie reklamowani, chcą w takim razie mieć "weksle posłuszeństwa" na swych posłów – pewność, że oni w prostej samoobronie, na zasadzie tzw. instynktu samozachowawczego będą dążyć do krycia tematu. Typowa postawa na Wiejskiej i w gospodarce, w sądach, mediach, to wciąganie ludzi w mafię, by byli ulegli i się bali.) Tutaj w dawnym wpisie na blogu w akapicie 3 tłumaczę ogólnie o interpunkcji. Drugi też jest charakterystyczny, choć o czym innym: budzi specyficzne skojarzenia – z jednej strony z dziwactwami Petru, czyli miłością do JOW i specyficznym hasłem reklamowym ("JOW-y to nie wszystko" – brzmi zupełnie jak początek tego akapitu 2), a z drugiej strony z byciem niejako "przyczyną" trzeciego akapitu czy wskazaniem nań, bo są one przy sobie (tym samym staje się ta podwójna zbieżność zarazem kolejnym, dodatkowym potwierdzeniem, że dobrze plakaty wyborcze i ich interpunkcję z tymże archiwalnym wpisem na blogu kojarzę)... Petru też zapewne trzyma bliskie związki z przedsiębiorcami i jego posłowie to pewnie właśnie przedsiębiorcy, a przecież to najbardziej bandycka część narodu, jeśli ufać samemu choćby nagłówkowi tego bloga. – Jeśli chodzi o Kukiza, podpadł mi 2 rzeczami (oprócz milczenia na mój temat, co już jest kompromitacją): tym, że media go reklamowały już wtedy, gdy zaczynał w polityce (np. Onet), i tym, że popiera JOW-y. Korwin-Mikke zaś (wraz z towarzystwem swych najbliższych kolegów partyjnych) to człowiek mediów, już w 2006 r. pisał na blogu w taki sposób, że odebrałem to jako odpowiedź na mój komentarz, jeden wśród setki, dosyć nudny, ale może po prostu mnie śledzono w jego Najwyższym Czasie.] A tak już zupełnie na marginesie: czy wiecie, że prezes PKP z czasów masakry kolejowej pod Szczekocinami (2012, zdarza się taka raz na kilkadziesiąt lat, przy wciąż rozwijających się i usprawniających technologiach) – pani ta wkrótce po tym zdarzeniu przestała być prezesem – w 2014 r. została ministrem w rządzie Kopacz, choć nawet nie jest od lat członkiem żadnej partii? Nie bądźcie naiwni. Poczytajcie wpis o Smoleńsku i seryjnych zbrodniach, dopisek 2. [edit 2015-11-01: Ostrzegam tu wszystkich, którzy w przyszłości mogą znaleźć się w hipotetycznej sytuacji, gdy ktoś żąda od nich zbrodni i, być może, grozi im śmiercią, jeśli odmówią ("bo jesteś potencjalnym świadkiem"). – rozwiń dopisek...Po pierwsze to jest raczej nieweryfikowalna teza, że grożono – trudno to zweryfikować, a jeszcze trudniej zweryfikować, czy strach był autentyczny (czy też po prostu umówiono się ze zleceniobiorcą zabójstwa, że będzie zastraszany i przez to w ostateczności na pewno sporo się mu – czy tym bardziej jej – wybaczy, bo to dobra wymówka). Każdy przecież rozsądny zleceniobiorca zabójstwa będzie się chętnie na to w sprzyjającej sytuacji (niesprawne państwo) powoływał przed ewentualnym sądem, choćby to była nieprawda (OK, nic takiego nie udowodnili... to i co z tego? może i tak mam rację, niech sąd ma wątpliwości i je na moją korzyść rozstrzygnie; zresztą łatwo zainscenizować coś takiego). Po drugie i ważniejsze: to niezbyt usprawiedliwia (trochę może tak, ale trzeba stawiać na właściwe postawy). WŁAŚNIE DLATEGO, ŻE GROŻĄ I BOJĄ SIĘ ZAISTNIENIA ŚWIADKÓW, TRZEBA TYM ZDECYDOWANIEJ BŁYSKAWICZNIE ROZPOWIADAĆ – "mleko się rozlało", więc po co coś jeszcze robić?! Przestępcze, masowo zbrodnicze systemy są zwykle racjonalne w decyzjach i tak można (ba, należy) zakładać, inaczej by już zdążyły upaść. – ukryj komentarz]
edit: Dlaczego pod obserwację trafiłem JA A NIE KTO INNY i co na to Rydzyk za Jana Pawła II? [pokaż w formie książeczki] — zademonstruję m. in. autentyczne zainteresowanie polskiego papieża ateizmem i filozofem ateistycznym, który skończył jako szaleniec podpisujący się "Ukrzyżowany" (Nietzsche, czyt.: Nicze). Jestem ich barankiem, klonem Niczego(?).
edit2: Dzielenie się takimi informacjami uważam za coś dobrego dla kraju, dla jego konstytucyjnych zasad i stojących za nimi fundamentalnych wartości, dlatego nie wydaje mi się, by w ogóle mogły być one autentycznie "informacją niejawną" i do tego "tajną" wg definicji z ustawy. [rozwiń dopisek...]Ponadto, oprócz obrony koniecznej ze strony państwa prawa (co przekłada się moim zdaniem na zerową szkodliwość społeczną uczynku, bo jest on wręcz pożyteczny społecznie: rozszerza "demokratyczne państwo prawne" zwane Polską – zresztą tak poza tym nie mam nic przeciwko władcom-obcokrajowcom) i obrony koniecznej ze strony pojedynczej osoby, odpowiedzialność za ujawnienie czegoś tam prawie zawsze może zostać wyłączona przez to, że nie wiadomo, że dana konkretna (koniecznie ściśle określona!) rzecz jest tajna czy ściśle tajna (a nie np. tylko poufna – nie ma dla ludzi z ulicy kar za zdradzenie informacji poufnej), dopóki nie zobaczy się odpowiedniej notatki z pieczęcią. Nawet, gdy jeden z redaktorów gazety czy portalu zobaczy notatkę np. ABW na ten sam temat, o którym pisał, mogą się o tym nie dowiedzieć pozostali. Nawet, gdy wszyscy rzekomo dowiedzą się o tajności jakiejś informacji i uznają to za poniekąd wiarygodne, wciąż niemożliwym może być karanie kogokolwiek za rozsiewanie wiedzy o złu przez portal, ponieważ nie jest oczywiste, kto co napisał i czy z firmą nie współpracują jacyś luźno z nią związani np. anonimowi studenci, których się w praktyce nie kontroluje. Sprowadza się więc wszystko do technicznej możliwości usunięcia czegoś z Internetu – jeśli by rządowi naprawdę aż tak zależało, wówczas następuje walka rządu z np. portalem internetowym, co jest oczywiście kompromitujące. Kto wierzy, że coś takiego wygra, ten nie wierzy w demokrację. Wszelkie próby stawiania na "bezprawność głoszenia informacji" (i tutaj stawiania swej wiary i zaufania) są po prostu innym sposobem powiedzenia "rząd to zniszczy" i "nie wierzę w demokrację". — BARDZO ŁATWO POKAZAĆ, ŻE W MILCZENIU MEDIÓW NIE CHODZI O JAKĄŚ LEGENDARNĄ "TAJEMNICĘ PAŃSTWOWĄ", TYLKO O COŚ INNEGO (CHYBA KORUPCJĘ I WŁASNE KRYMINALNE ZAANGAŻOWANIE) – po prostu o ile pewien dokument ma na sobie pieczątkę "tajne" lub "ściśle tajne", o tyle właśnie trzyma się go w ukryciu i nie pokazuje zwłaszcza dziennikarzom, bo nie wolno. Są ścisłe reguły dawania dostępu do informacji niejawnych, wymagają one uprzedniego przeszkolenia osoby itd., musi to być chyba funkcjonariusz publiczny(?) lub w ostateczności ktoś inny, np. przedsiębiorca, lecz w takim razie coś musi chyba pozostać na piśmie, jakaś jego zgoda czy coś takiego. Toteż prawie na pewno nie pokazano odpowiedniej notatki dziennikarzom. W związku z tym nie wiedzą oni, co konkretnie i w jakim stopniu jest niejawne, a zatem nie mogą popełniać przestępstwa umyślnego (a takie tylko się kara) – zawsze jest doskonałą wymówką "nie wiedziałem, że akurat to było niejawne". Nie da się precyzyjnie wyciąć CAŁEGO TEMATU żałosnego stanu państwa prawa (spośród innych, spośród całokształtu życia narodu), idealnie trafnie wytyczając jego granice, bo to zresztą jest naturalny obszar pracy nieskryminalizowanych dziennikarzy (trudno to określić w notatce i trudno znać z góry jej istnienie akurat w danym obszarze): można próbować zakazywać ujawniania POJEDYNCZYCH FAKTÓW, o ile one nie są z natury rzeczy jawne i oczywiste (np. możliwość wykonania remontu). Wszystkie tego typu utajnienia podlegają kontroli przez sąd pod względem legalności (czy przedmiotem jest faktycznie informacja niejawna i w dodatku co najmniej tajna, bo tylko takie podlegają ochronie karnoprawnej). Tymczasem media właśnie złośliwie pomijają-wycinają wszystko to, co mnie dotyczy, żeby zwłaszcza moje nazwisko czy adres bloga nigdy nie padły, a przecież TO nie jest tajemnicą. [ukryj dopisek] Chciałbym jeszcze zauważyć, że potajemnie moim zdaniem bardzo przychylna bandytom PLATFORMA ZMIENIŁA KODEKS POSTĘPOWANIA KARNEGO w taki sposób, że sędziowie mogą prymitywnie powoływać się na mikroskopijne braki w postępowaniu dowodowym, jakieś przeskoki myślowe, ŻEBY TYLKO BYŁO DUŻO UNIEWINNIEŃ OD ZARZUTÓW (dawniej to była wielka rzadkość właśnie z powodu innej konstrukcji kodeksu). Tymczasem należy spodziewać się sędziów złośliwych i dzielących włos na czworo, nawet jawnie niesłusznie ("ale to jest Sąd", "trzeba uszanować"), bo sporo w sądach bandytów. Chodzi mianowicie o zmianę art. 5 §2 (było "Nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego", jest natomiast coś w rodzaju "wszelkie [pozostawione] wątpliwości" – stary zapis skłaniał sędziów, jeśli chcieli się na takie dziury powołać, raczej do wzywania do uzupełnienia śledztwa, dopytywania na rozprawie, natomiast obecnie stawia się nacisk na uniewinnianie). Podobnie też zmieniono art. 2 §1 pkt 1 ("osoba niewinna" na "osoba, której nie udowodniono winy") itd. ZMIANY TE BĘDZIE TRZEBA COFNĄĆ, jeżeli ktokolwiek kiedykolwiek przymierzy się do rzetelnego osądzenia bandytów z tej afery.
edit 2015-10-13: Klaruje się – ze spikerami i na zasadzie zgodności z przytaczanymi niedawno (dopisek, obrazek) aluzjami strony rządowej i kościelnej – że za torturą staliby, wedle tej hipotezy, w pierwszej kolejności Benedykt XVI i Donald Tusk, którzy spotkali się na audiencji prywatnej w grudniu 2007. [rozwiń... – także o znanych już POWODACH tortury i remontów]Przede wszystkim zaś, wg tej hipotezy (ale obficie potwierdzanej niby jakiś dowód już przeprowadzony przed sądem), powodem chęci zniszczenia mnie było – obok kompromitacji związanej z Janem Pawłem II – moje zainteresowanie filozofią, w które mnie wepchnięto (m. in. na miesiąc przed publikacją pierwszej encykliki Deus Caritas Est Benedykta XVI, gdzie padało gdzieś na początku nazwisko Nietzschego – czytaj: Niczego – podsunięto mi zakup książki Niewczesne rozważania tego filozofa, którą czytałem na przełomie 2005-2006 r.; dobra nazwa, biorąc pod uwagę zarówno chwilowe okoliczności, jak i całe to tło filozoficzne). Sam ateizm to u nich wprawdzie podobno, jeśli w ogóle, sprawa o wielu korzeniach, np. w astronomii – ale w stosunku do mnie w szczególności poszło podobno o (samą) znajomość (są ludzie, co o tym książki wydają sprzedawane dziesiątkom tysięcy) następujących problemów czysto teoretycznie (i bez żadnych danych naukowych) uniemożliwiających istnienie wolnej woli (choćby obiektywnie panował indeterminizm) czy, jak kto woli, zaistnienie zewnętrznie uzasadnionego (boskiego) prawa moralnego (jakiejś "woli Bożej", zadania czy imperatywu): (1) dylemat determinizmu (porównaj: walka z hazardem, kliknij, bo to obcojęzyczne), (2) nieskończona regresja(!). Odniosłem się do tych fatalistycznych teorii w jakiejś swej rozprawce filozoficznej z 2006, w te tematy w ogóle prawdopodobnie, tak, jak i w filozofię, wepchnęli mnie ówcześni operatorzy podsłuchu przekazem podprogowym. U Nietzschego jest jeszcze więcej o tym, choć akurat tych argumentów on przesadnie nie eksponuje, nie objaśnia (może "bo już były"), zobaczcie tutaj. Być może mówienie o takim powodzie było też zagrywką zrobioną po to, by nakłonić Tuska do realizacji zła, bo przy takim przedstawieniu sprawy jest to dla Kościoła bardzo kompromitujące (że w taki sposób broni swej doktryny) – aczkolwiek proszę nie lekceważyć ww. skandalu w filozofii, bo to nie jest żaden wynalazek nowoczesnych głów z XXI czy choćby XX w., tylko coś, co przewija się w historii polemik doktrynalnych Kościoła Katolickiego z innymi filozofiami przez ostatnie 1500 lat (jest różnica w niuansach definicyjnych, bo filozofowie wymienieni w encyklopedii mówią zwykle o "konsekwencjach czynów innych ludzi przed naszym urodzeniem", ja zaś wolałem zawsze pisać o "konsekwencjach [jakiegoś] prawa natury", jakiejś skądinąd czy uprzednio narzuconej zasady, wedle której na bieżąco dzieje się to, co się dzieje – a przecież nie zmienię globalnego prawa natury). Pierwsza powszechna (dosyć płytka) obrona przed argumentem to zaprzeczanie postawieniu sprawy takiemu, jak w dylemacie: zalicza się tu Boecjusz (tylko, że w dylemacie nie jest o "przypadku", a o "przypadkowym" i "koniecznym" – drobna różnica, to są przymiotniki), a także Hume i James, czepiający się samego tego podziału (choć chyba w głębi duszy rozumieli, że jest on logicznie poprawny i dlatego uprawniony), wymienieni w artykule Wikipedii o dylemacie determinizmu (wywalili go niesłusznie po 5 latach 2009-2014 z Wikipedii angielskiej, czyli największej, choć terminu "dylemat determinizmu" używa kilkunastu ekspertów na przestrzeni ostatnich 150 lat: np. W. James, P. Russell i J. M. Fischer, a kilkunastu kolejnych – np. prof. A. S. Kaufman, prof. R. Kane oraz, w sensie ogólnej terminologii, D. Hume – nazywa to w każdym razie "dylematem" [czegoś]). Nie pojmując istoty problem niektórzy wciskają tu jeszcze te nowoczesne teorie fizyki związane z interpretacją kopenhaską mechaniki kwantowej, gdy tymczasem ona – tak jak i wszystko, czym rozum się zajmuje – również pięknie daje się wpisać w zarysowane przez dylemat determinizmu rozgraniczenie, z elementem koniecznym (zastosowanie odpowiedniego rozkładu prawdopodobieństwa) i przypadkowym – I. Kant wręcz widział w tym jakąś bodajże kategorię rozumu, podstawowy, wrodzony czy aprioryczny sposób wszelkiego rozumowania. Druga najpowszechniejsza próba obrony przed takim postawieniem sprawy przez ateistów (i oficjalnie poparta przez Watykan pod sam koniec XX w.) polega np. na tzw. kompatybilizmie i, generalnie, opowiadaniu o jakimś osądzaniu ostatecznym, odpowiedzialnościach, "co jest «moje»?", "za co jest odpowiedzialność?" itd., podczas gdy przecież nie o takich kwestiach jest ten temat – sedno argumentu polega na tym, że samo wprowadzanie takiego prawa moralnego jest czymś kierowanym pod niewłaściwym adresem (lub, inaczej mówiąc, że tak czy inaczej leży w gestii sił wyższych, czy się ono w jego życiu zrealizuje, czy nie – to w TYM fatalistycznym sensie nie ma wolnej woli). A zatem nie można naiwnie z góry przyjmować, w założeniu, że jest jakiś "sąd" i wobec tego coś jakoś może zostać potraktowane (i już szybciutko uporaliśmy się z argumentem!), skoro na razie jesteśmy w sytuacji, gdy nie ma jeszcze Boga i zastanawiamy się, czy wprowadzenie takiej wiary ma sens i czy nie opiera się na błędzie. Tak też jest ta sprawa, obok kwestii (nazwijmy to) historiozoficznej, przeprowadzona np. w dziełku Nietzschego "Antychryst" (przy założeniu, że dobrze się rozumie sprawy związane z wolnością woli, można tam wytknąć błąd logiczny(!) czy wewnętrzną sprzeczność przy wprowadzaniu, jak on to nazywa, "moralnego porządku świata", już przy samym elemencie 1 jego definicji, zob. Wikipedia, nawet gdy – sugerujące posiłkowanie się Pismem Św. – padające tam pojęcie "wola Boża" zastąpi się czym innym, świeckim). Podobnie też objaśnia on to w Zmierzchu bożyszcz, wyraźnie wiążąc te dwie kwestie (wolności woli i "moralnego porządku świata") itd. (kolejne, niewymienione już nawet w Wikipedii, poszlaki są w książce "Poza dobrem i złem", w tej aluzji do średniowiecznej sekty wolnych duchów). Mówiąc prosto: nie ma żadnej woli Bożej, życzenia (czy zadania, imperatywu): ani żeby człowiek zmieniał prawo natury, ani żeby zmieniał swe przeznaczenie, bo to z definicji niemożliwe. To wynika wręcz z samego kształtu świata, w większości (w mózgu w 100%?) zresztą przyczynowo-skutkowego, jaki nadał mu podobno sam Pan Bóg, więc byłaby to sprzeczność wewnętrzna, a zatem zgoła błąd logiczny. I tak też więc można streścić sens obecnej w "Antychryście" krytyki wolnej woli i istnienia zewnętrznie uzasadnionego prawa moralnego, bez ograniczania się do płytkogłowia, że "na pewno jest tylko determinizm"; por. tzw. dylemat determinizmu. (W "Antychryście" jest to jeszcze, dla tym trafniejszego zarzutu(!), przeprowadzone na tle analizy Starego Testamentu, gdzie wyraźna też była roszczeniowa postawa żydowskiego Pana Boga i kary dla złego Izraela. Kary te były przede wszystkim wymierzane już za życia – co zresztą w przypadku wprowadzania norm moralnych wydaje się potrzebne, żeby zło nie zwyciężało – natomiast w odłamach judaizmu, które wierzyły w życie pozagrobowe, tj. np. u faryzeuszy i później chrześcijan, dotyczy to, i dziś może nawet już przede wszystkim, rozliczeń pośmiertnych. Tymczasem, jak się zdaje, takiego moralnego porządku świata w ogóle nie ma i nawet chyba nie było.) Argument dotyczący wolnej woli i prawa moralnego jest o tyle nierozegrany (ale są jeszcze inne – w sprawie rozliczeń pośmiertnych może nawet ważniejsze – argumenty za ateizmem, rozważałem je wspominając Jana Pawła II), że zapewne praktykujących katolików zadowolonych z takiego życia raczej nie odciągnie on od sakramentów, a z drugiej strony – co też mogę przyznać – wydaje mi się (po uwzględnieniu wszelkiej towarzyszącej argumentacji i odpierania zarzutów) rozumowo słuszny. Powstaje też pytanie, po co wprowadzać jakąś duchową przypadkowość (niektórzy ludzie próbują z tym utożsamiać swe, ograniczone przecież, samouświadamianie się sobie i uwagę), która u zwierząt może nie jest taka istotna, a wręcz cała inteligencja wszelkich mózgów (bo w ogóle inteligencja) polega na sprzeciwianiu się jej (w tym sensie mózg jest niejako maszyną, co najwyżej przez nie atakowaną) – teolodzy, pamiętajmy, mają starą śpiewkę o jakimś uroczystym akcie "nadania «człowiekowi» wolnej woli", co ma stanowić rzekomo "największy dar", podczas gdy nie bardzo wiadomo, co to miałoby znaczyć. Z drugiej strony bez "wolnej woli" i przy oparciu się przede wszystkim o przyczynowość wracamy do dwóch problemów, czy aby sam Bóg nie jest złym twórcą i panem (a wtedy Dobry Bóg, o którym mówi Nowy Testament wielokrotnie, nie istnieje) oraz czy każdy człowiek aby nie jest wytworem warunków wokół niego i innych ludzi, w związku z czym trudno doszukiwać się jego wewnętrznej odpowiedzialności (przykład: moja własna sytuacja)... Nie jest też prawdą, że każdy człowiek "czuje", że "ma" tzw. "wolną wolę": wyjaśniał to Schopenhauer już w 1839 r. Przy tym temacie wolności zresztą notorycznie zapomina się o ogromie typowo determinujących człowieka czynników w ciele, np. leworęczność-praworęczność (trudno się nawet losuje, zob. tutaj – ostatni akapit, "Badacze odkryli też..."), przesądza też, jak się zdaje, chwilowy poziom pobudzenia decydujący o gotowości do jakiegoś czynu (pozostaje tylko pytanie, w którą stronę ukierunkuje się energia: często po prostu czyn, który by normalnie nastąpił, zastępuje – na zasadzie "łaty", wprowadzonej nadbudowy – myślenie o czymkolwiek, o jakiejkolwiek co bardziej złożonej ideologii czy religii, czyli takie zejście do wewnątrz i zagłębienie się w siebie, w myślenie, zastępuje działanie i funkcjonuje hamująco) itd. Jak, znowu, ów Nietzsche przekonywał, raczej nie jest prawdą, że z wyboru pochodzi to, że W OGÓLE wykonuje się coś i ile się wykonuje – to, zdaje się, w ogólności wynika z podstaw fizjologicznych (typu hormony, neuroprzekaźniki) – pozostaje tu do rozważenia jako ewentualnie wolna lub jednak nie, w świetle dylematu determinizmu i nieskończonej regresji, tylko sprawa ukierunkowania swej energii, co jest zresztą właśnie przedmiotem wychowania, jako wytwarzanie hamulców. Proszę jednak nie myśleć, że ja się obecnie jakimś (i to bezbożnym) filozofowaniem zajmuję, może wręcz przez cały czas, bo ostatnio przykładałem się do tematu troszeczkę w 2006-2007 r. (przykład), a od 2008 praktycznie 0 ZDAŃ O TYM NAPISAŁEM LUB WYPOWIEDZIAŁEM(!), z dosłownie minimalnymi wyjątkami typu jakiś drobiazg raz na rok. Papiestwo po prostu chyba znalazło sobie we mnie chłopca do bicia, któremu te tematy będą do głowy dopiero pakować (p.: ww. sprawa encykliki Deus Caritas Est). Obecnie moim głównym zajęciem są fale tortury i produkcja elektroniki tanim kosztem. Dodam na koniec, że oprócz przytoczonych tu (1) potwierdzeń TV, (2) kopii tego publicznie widocznej w postaci reklamowania książki na poczcie – od "d(o)ręczyciela polskiego", (3) "potwierdzeń"(?) ze strony kościelnej – aluzja u papieża Franciszka i poniekąd w mediach, jest jeszcze (4) wskazówka, że TO za powód tortury uznają też klienci pośredników. Jeszcze w 2011, gdy był tylko zwykły przekaz podprogowy, na jednym z licznych spotkań wynajmu rozmawiałem z panią od mieszkania bodajże na ul. Bryły (lub w tej okolicy) i w ciągu 5 minut padła tam wzmianka, otoczona z obu stron dalszą wypowiedzią, że "później w 2007 rzuciłem studia" (itd., itd.). Pani to następnie jakiś czas później podchwyciła i zrobiła z tego chwilowy temat: "wie pan, mój syn też rzucił studia" (przecież dosyć rzadkie!), być może w rzeczywistości o religię chodziło, a pani po prostu w tym celu skłamała. [edit 2015-12-04: Podobnie mówiła m. in. inna baba, która wynajęła mi mieszkanie w 2014 r.: wtrąciła nagle ni z gruszki, ni z pietruszki otoczone chwilowym milczeniem zdanie w rodzaju "to o filozofii". Mam to na nagraniu wideo z wynajmowania (ul. Geodetów 2 w Warszawie).] [edit 2015-10-18: Proszę, oto, jak kościelny (zob. wpis o PiS-ie kilka stron niżej) ośrodek "Dobre Miejsce" odtwarzał i reklamował na plakatach film pod tytułem... LOCKE; chyba ironicznie, bo to wcale nie takie "rodzinne"... Przyjęło się zresztą, że to, co na plakatach, należy rozumieć w sensie "tego raczej nie będzie, ale może". Boją się na pewno tego tematu, tak sądzę. Zresztą wiele już takich filmów mnie dotyczących nagłaśniano, nawet w odpowiednich momentach: np. Ghost Writer (o moim podobno obfitym dawnym anonimowym pisaniu w Internecie, które stało się przedmiotem plotek) czy "Jesteś Bogiem", nagłośniony, gdy byłem w szpitalu psychiatrycznym między lipcem a wrześniem 2012 r. Locke to słynny filozof XVIII w., który głosił m. in., że już sama zbitka słowna "wolna wola" nie ma sensu. Przyznają się co nieco do ich powodu wspierania tortur i nierobienia nic, by je zatrzymać – także i w Kościele?] [edit 2015-12-06: Jeśli chodzi o masowość remontów nieruchomości jako problemu ogólnokrajowego, europejskiego i światowego, związaną z żądzą władzy (przekaz podprogowy) i korumpowaniem na szczeblu europejskim (środki z funduszu rozwoju regionalnego), to można tymczasowo przyjąć, że oficjalna inicjatywa w tej sprawie wyszła ze strony polityków, najprawdopodobniej za czasów rządu Kazimierza Marcinkiewicza (był on owocem koalicji PiS-Samoobrona-LPR i nastąpił, jak pamiętamy, po rządzie Belki: oba te rządy miały to do siebie, że premierem nie uczyniono szefa partii, a zaledwie jej członka – może to rodzaj zrzucania z siebie odpowiedzialności, choć na pokaz przecież aluzje pod moim adresem, jak ja to odbierałem, tzn. aluzje do moich świeżych wypowiedzi w Internecie itp., rzucał niby np. sam Lech Kaczyński). Wynikło to zapewne z ukrytego antykatolicyzmu po stronie pewnego słynnego i dziś polityka, "wodza"; jeśli coś można powiedzieć na jego obronę, to to, że może i u Jana Pawła II było coś takiego. Pamiętajmy, pierwszy remont – w domu mego ojca – to chyba właśnie "dzieło" Jana Pawła II, podobnie chyba jak śledzenie mnie, ale przecież była to rzecz na bardzo małą skalę, sugerowano wtedy co najwyżej (biorąc pod uwagę złowróżbne ukryte znaczenie mego nazwiska, bo mnie wg nazwiska chyba dobrano), że dojdzie do "obwoźnego sado-maso" (ktoś mógłby za mną jeździć z tym bardzo już w końcu męczącym przekazem; ale po co aż remontować wszystko?...). Tymczasem Kaczyńscy(?) chyba wpadli na pomysł, inspirowany pustą żądzą władzy oraz może wolą realizowania "spuścizny" papieża(?) związanej ze szkodzeniem Kościołowi i osłabianiem polskiego katolicyzmu, by – skoro np. papież sobie na to pozwolił – rzecz stała się masowa. (Co za PiS-u zaczęto, Tusk następnie rozwijał z najstraszliwszą konsekwencją, zapewne jeszcze wiedząc, na czym to się skończy; za jego rządów remont przeszło całe państwo. Ze swej strony mogę dorzucić, że przeczytałem raz w Polityce, chyba już w 2007, że np. Jarosław Kaczyński reprezentuje jakoby bardziej laickie "skrzydło" PiS-u, co to np. nie pości w piątek itd.) Dogadano się w tej sprawie (Marcinkiewicz?) z innymi przywódcami europejskimi, w tym Jose Manuelem Barroso, który W MAJU 2006 spotkał się na prywatnej audiencji z samym Benedyktem XVI i, jak się zdaje, zyskał w tej sprawie poparcie, pewnie już zresztą wcześniej uzgodnione przez Polskę (co ciekawe, podobno na rozmowie, o której Stolica Apostolska nie ogłosiła żadnego komunikatu, byli podobno obecni "jacyś dziennikarze"). Potwierdzeniem tego byłby remont ich Pałacu Apostolskiego, Biblioteki itd. A zatem ta data, MAJ 2006, to symboliczny początek operacji europejskiej pt. "remonty" i tych gigantycznych wpompowanych w to funduszy, wprawdzie z udziałem krajowym, ale w sporej mierze z zagranicy idących. Proszę porównać: zabójstwo Lecha Kaczyńskiego i zabójstwo... mojej cioci, tj. siostry matki. Nie mylcie jednak, proszę, globalnej sprawy remontów ze sprawą śledzonego i dręczonego Piotra Niżyńskiego, bo choć one się krzyżują i są wzajemnie powiązane (i chyba jestem obecnie jedynym celem nagonki korzystającej z tych instalacji), to prześladowanie jednostki jest chyba jednak bardziej związane z osobą papieża, taki mam pogląd, wsparty tezami spikerów, a globalna sprawa remontowa – z polskimi partiami oraz przywódcami Europy, w tym szefem KE Hose Manuelem Barroso, a także USA oraz pewnie Rosji i Chin. Natomiast sprawa mojej działalności w Internecie, wprawdzie bardzo dochodowej (stałem się milionerem) i dającej wpływy w dziedzinie reklamy masowej, o której niektórzy może słyszeli, jest w tym kontekście jak zwykle mało istotna – ilekroć ktoś próbuje ją uczynić "kluczem" do czegoś lub "supertematem", bardzo się myli, gdyż po prostu wepchnięto mnie w to po raz drugi (zapewne ówcześni "spikerzy", operatorzy podsłuchu, podsunęli mi to wczesną wiosną 2006 r., czyli jeszcze przed spotkaniem Barroso-Benedykt XVI, sugerując jeszcze złośliwie najgorsze możliwe zastosowania, typu ataki, choć ja do tego sceptycznie podchodziłem w praktyce i raczej o czym innym myślałem) – wciągnięto mnie na powrót w ten temat wirusowy widząc, że takie rzeczy potrafię, bo już w 2002-2003 (w wieku 16 lat) w ramach zainteresowań programistycznych zajmowałem się technikami wirusowymi. Może te moje starocie, do zauważenia na dysku i w rozmowach z kolegami, to jakaś inspiracja dla "wodza" czy "przywódców" była, za pośrednictwem telewizji (bo wirus to program, którzy ukradkiem i w sposób zautomatyzowany, często dopiero przy okazji działań samego użytkownika komputera wobec poszczególnych plików, przekształca inne programy doklejając się do nich i w takiej postaci one odtąd są na dysku, a nawet krążą w obrocie), ale jakie to ma znaczenie dla odpowiedzialności polityków? Nijak taka inspiracja ich nie usprawiedliwia (tak jak też zresztą wygląda sprawa z hipotetyczną inspiracją ze strony JP2, patrz: początki sprawy Piotra Niżyńskiego). Mimo wszystko nie porzucałbym w tym wstępnym zarysowaniu problemu tezy, że remonty sprowadził do Europy i Polski Watykan i jego ochocze podejście, a nie tylko żądza władzy polityków, bo w samym Watykanie zrobiono pewne remonty wkrótce po wyborze Benedykta XVI, co mogło mieć wymiar symboliczny i być jednoznacznym wstawieniem się za tym złem przez tego najbliższego współpracownika zmarłego (w jakiejś dziwnie zaplanowanej śmierci, jak pamiętamy), wkrótce wyniesionego do świętości, Jana Pawła II: remont kopuły bazyliki św. Piotra (choć to może nie tam) – czerwiec 2005 r.; kapitalny remont w Pałacu Apostolskim, ale tylko w papieskim apartamencie (symboliczny?) – grudzień 2005 r. (może papieżowi odtąd sterowano myślami?... niech sobie lud tak może tłumaczy); duży remont biblioteki watykańskiej – 2007-2010 (a plany pewnie zatwierdzono już w I poł. 2007; może ten remont miejsca publicznego też z funduszy europejskich zrobiono). Zważywszy na to, jak wcześnie zaczął to robić Benedykt XVI, wybrany w kwietniu 2005 r., oraz na jego zażyłość z Janem Pawłem II (którego ten papież, jako kard. Ratzinger, był głównym teologiem), naturalne jest przypuszczenie, że idea remontowania wszystkiego istniała już za Jana Pawła II, choć jeszcze nie w chwili organizowania podsłuchu w 2002 czy planowania go pod koniec 2001 r. (wtedy jeszcze mówiło się o obwoźnym sado-maso). Dopiero znalezienie mnie, Piotra Niżyńskiego, i rozpoznanie, że jestem zdolnym programistą i że, w szczególności, stworzyłem nawet wirusa, doklejającego się na zasadzie lawiny do programów (gdy użytkownik coś robi z ich plikami) i namnażającego się w ten sposób, sprowokowało papiestwo do takiego planu, którego elementem było może samobójstwo(?) polskiego papieża (bo dziwnie swą śmierć przewidział), jego odejście "do gwiazd" i przejęcie sprawy przez Benedykta XVI. Plan ten wynikał stąd, że w przepowiedni dla papiestwa, o której wspominałem przy okazji omawiania genezy podsłuchu, Piotr ("Rzymianin" czy może tylko związany z Rzymem) ostatecznie triumfuje, chyba nie jako papież, lecz jakiś dyktator (a w każdym razie "rządzi ludem żelazną rózgą"): a stworzenie przeze mnie wirusa, co wszyscy zauważyli, było jakimś tam skandalem i hakiem na mnie. Wprawdzie do dziś uważam, że nie było w tym przestępstwa, ponieważ nie ma zamiaru odnośnie każdej z tych chwil rzekomego popełnienia tego czy tamtego przestępstwa zmiany danych, lecz są po prostu zaniechania (a w sprawach komputerowych nie ma przestępstw skutkowych przez zaniechanie, a tylko proste przestępstwa popełniane przez działania). W związku z tym nie ma przestępstw i, konsekwentnie, nie ma oprogramowania stworzonego z ogólnym zamiarem (tj. "przystosowanego do") popełniania przestępstw. Jest to jednak subtelność prawna, której może wtedy jeszcze nie rozumiano, a pojęto tę sprawę tylko jako okoliczność, która na tyle działa na moją niekorzyść, że mogę nigdy nie nagłośnić tematu. A zatem skompromitowali się jeszcze bardziej. Zauważmy, Watykan od zawsze dbał o to, bym miał "asy" w rękawie. Chyba tak też należy tłumaczyć jego, podobno, wsparcie dla oszustw mieszkaniowych ("oferta: wynajem w Warszawie całego mieszkania poniżej 1000 zł, super okazja, tylko podpisz umowę z biurem nieruchomości"... 240 zł, potem mieszkania nie ma, właściciel przepadł), które to oszustwa w zasadzie chyba Watykan(?) sam dopiero do Polski wprowadził (osobiste spotkanie, to zresztą, co w sprawie podsłuchu, z przedstawicielami rządu w Pałacu Arcybiskupim (por. artykuł o Paetzu), czytaj tutaj) i odtąd prokuratura (a nawet sądy warszawskie) odpowiadają, że "to jest legalne" i odmawiają dochodzenia, choćby w świetle najjaskrawszych dowodów sporządzonych przez liczne agencje detektywistyczne. Po prostu, gdyby Piotrkowi kiedyś brakło pieniędzy, może zawsze jeszcze zostać oszustem. Ot tak poza dobrem i złem. Nie musi nędznie żyć jak biedak. Może to też jakiś manifest ich spodziewanej niewiary był czy, hipotetycznie, aluzja do przekrętów przy beatyfikacjach (znowu, więcej na ten temat jest w tekście o spodziewanej genezie podsłuchu i o JP2). W sumie trudno mi rozstrzygnąć, czy za PiS-u już Polska uczestniczyła w remontowaniu, czy to raczej głównie za Tuska (audiencja prywatna w grudniu 2007 r.), jak nieraz sugerowali spikerzy (a w takim razie za PiS-u rozszerzano co najwyżej śledzenie, ale nie remont). Jeśli remonty u nowego papieża Benedykta uwzględniały już w 2005 r. zainstalowanie smartfonów (czego nie wiem, ale brzmi sensownie, jak jakiś chrzest idący z góry od księcia), to w takim razie zapewne telewizja włoska byłaby już wtedy ustawiona, tj. połączona z polską (por.: wizyta B16 u prezydenta Włoch na Kwirynale 24. czerwca 2005 r., rozpoczęcie remontu papieskiego pokoju w Pałacu Apostolskim w grudniu 2005 r., audiencja prywatna Lecha Kaczyńskiego w Watykanie 26. stycznia 2006 r.), czyli inicjatywa w sprawie remontowania Europy byłaby prawie na pewno po stronie papiestwa. Za JP2 chyba nie było tak międzynarodowo; uważam, że dopiero jego śmierć (na dwa ....... przed początkiem moich egzaminów dojrzałości) i proces beatyfikacyjny otworzyły drogę do takiego międzynarodowego sukcesu, np. jako gwarancje zaufania katolików, że wszystko w porządku. Czytaj też w dopisku 2 do wpisu o Smoleńsku o hipotetycznym samobójstwie Glempa i in. (np. wiceminister Zbrojewska – zupełnie jak w XIX w. na fali Cierpień młodego Wertera – porównajcie wspomniany w odnośniku tzw. efekt Wertera z reklamowanym ostatnio przez Kościół "efektem Franciszka"). Przytoczę tu jeszcze, że zdaniem spikerów tortury (ale i na to by wychodziło) "także Franciszek jest zamieszany w zabijanie" (dają przykład jego rodziny, choć to wypadek z niepewnym skutkiem był, ale i chyba samolotu, a nawet był za jego pontyfikatu jeszcze podobny do wcześniejszego, bo "towarzyszący" czemu innemu, incydent izraelski i może jeszcze coś, jak w Polsce za B16 kolej).] [ukryj dopisek]
edit 2015-10-27: !!! FAŁSZERSTWO WYBORCZE !!! – przez które przestępcy (może z PKW) stali się, oczywiście, przestępcami jeszcze bardziej! OGLĄDAMY KONIEC DEMOKRACJI, bo oni (wobec grożących im wyroków) nie cofną się już przed niczym, przed żadnym sprawstwem czy pomocnictwem w przestępstwie wyborczym. Jeszcze tylko stronniczy Sąd Najwyższy (a tego się spodziewam, że sądzić będą bandyci, choć w aktach przekręt brzydko wygląda), może jakieś sfałszowane protokoły dla nich – i zupełna mogiła dla demokracji gotowa! – Podano oficjalne wyniki wyborów do Sejmu: kliknij. Dziwnym trafem sumaryczna liczba głosów na partie, które się liczą, tzn. wchodzą do Sejmu (listy 1 2 5 7 8), ważna ze względu na szacunkowy podział mandatów, jest bardzo okrągła – może nie aż podzielna przez 1000, bo to już zupełnie podejrzane by było, ale przez 500 owszem (12647500)! Prawdopodobieństwo tego rodzaju przypadku wynosi 0,2%, inaczej: trafia się to naturalnie w wyborach jednych na 500 (raz na 2000 lat!) – zatem należy obstawiać FAŁSZERSTWO. Chciałbym tu zresztą zwrócić uwagę na pewne dodatkowe skojarzenie z Kościołem (obok tego Jubileuszu chrześcijaństwa), bo on również ma kłopoty z liczeniem... swoich wiernych. Choć policzono ich w październiku 2014, dowiemy się, ile ich było w kościele w niedzielę badania, dopiero w styczniu 2016 (mimo, że diecezja warszawsko-praska podała wynik już na przełomie 2014-2015 r.) – po raz pierwszy więc od niepamiętnych czasów mamy cały rok bez publikacji wyniku (a nie jest przecież dużo gorszy od poprzednich, raczej ten sam trend). Przypominam wreszcie, że w całej Polsce i zwłaszcza w stolicy sama Policja jest poważnie zamieszana w bandytyzm, jako bezideowy pomocnik w torturowaniu mnie za kasę (chodzi o to jeżdżenie za ofiarą nieoznakowanymi autami, by ta była zawsze namierzona). To również bardzo ważny element totalitarnej sitwy, która zapanowała, bo oni masowo mają broń (a wojsko mieszać się w politykę nie powinno, bo Konstytucja zabrania, zresztą byliby nieprzychylni). [rozwiń dopisek... – m. in. o zapowiedziach przekrętu]Co ciekawe, dn. 25/10/2015 przechodziła obok mnie, właśnie w czasie krótkiego wyjścia na dwór, jakaś młodzież, w bardzo pustym zaułku przy ul. Instalatorów 9: najpierw 3 osoby pod rękę, potem 2, co mi wtedy głośno kojarzyli spikerzy z jakimiś sprawami argumentów antyreligijnych(!!!) – zresztą mogliby mnie tacy próbować np. przed Policją o coś bzdurnie pomówić (typu gwałt), to też jest więc swego rodzaju trop religijno-moralny – otóż DOKŁADNIE TAK SAMO było z przeciekiem przy tej zbrodni dot. samolotu malezyjskiego, o której mowa we wpisie o Smoleńsku w jego, szerszy temat poruszającym, przypisie "Lista morderstw", po jego rozwinięciu. Tam też przeciek oparł się o coś, co mogłoby religii przeczyć – nie z moich wypowiedzi ani czynów to wtedy wzięli, a raczej z tekstów spikerów i nieco dziwnego tekstu na ekranie, co zaraz bardzo łacnie podchwycono i zaczęto nakręcać, po czym okazało się, że to zapowiedź zbrodni masowej związanej z separatystami. [edit 2015-10-31: O, teraz z kolei Państwo Islamskie się uaktywniło (czy może tylko media, bo w ISIS to codzienność? nie wiem).] Ciekawe, bo po południu 26/10/2015, gdy zabierałem się na Instalatorów 9 do świeżo podstawionego taxi, jechać m. in. (w pierwszej kolejności) na Grójecką do Subwaya, gadali mi też właśnie o Putinie – z tej okazji, że media (miałem na ekranie Wiadomości Bing z ekranu startowego Windows 7) nim się podniecały, bo to przecież w Rosji znają już wynik wyborów (przed ogłoszeniem) i go komentują, a obok foto Putina... – że przecież byłby winny nie tylko Smoleńska, ale i samolotu malezyjskiego, z 350-400 to ludzi jest, i że to bardziej niż inni czarny charakter w tej sprawie (również i ten separatyzm pochłonął sporo ofiar, a jest w tym pewien trop związany chyba z przestępczością podsłuchową, mianowicie ten Krym). Nic wprawdzie z tego jeszcze nie wynika, głupawe było gadanie cały 2014 i sporą część 2015 r. o Rosji, nakręcanie tematów strachliwości (pisałem o tym już we wpisie 22/05/2015 w przypisie, zresztą Ukraina nie jest trupem). Czyżby sens tej dwójki i trójki brzmiał "coś pomiędzy rzędem wielkości 102 (=100) a 103 (=1000)"? A przecież również tego dnia, 26/10/2015 – nieco po południu, gdy trafiłem (wkrótce po tamtej gadce i wsiąściu do taxi) do Subwaya na Grójeckiej 34 (a więc to było publiczne) – spikerzy podsuwali mi ZUPEŁNIE NIETYPOWO liczenie jakiejś normalnej liczby, bodajże odwiedzin na blogu czy poparcia (bo chyba było coś o "odpadaniu połowy" czegoś tam z powodu bycia zamieszanym czy np. dzieckiem, ale to naprawdę średnio rejestrowałem w sensie genezy tematu), liczenie właśnie w decybelach – tzn. liczenie logarytmiczne, mianowicie na rzędach wielkości pomnożonych przez 10 (tak np. 100 = 20 dB, a połowa czegoś to różnica tylko o -3 dB) – zupełnie to, podkreślam, nietypowe i znane tylko w specjalistycznych kręgach; wtrącili to tak jakoś bez kontekstu, nagle – "bo obok jest demonstracja, że pewnie są sami pracownicy-przestępcy". "Spoko, nie martw się, to tylko jakieś tam 3 dB w skali poparcia, jeśli ci połowa odpadnie" [bo z zamieszanymi związani]. Być może wręcz (bo tak mnie w różnych miejscach dziwnie traktowano) aż tym wszystkim osobom w gangu wyświetliła się informacja w telefonikach (jeśli sprawdzili), w postaci radiotekstu, że będzie trochę fałszerstwa – rozejdzie się ta plotka po Polsce, może się ten "naród wolności" (który mi nawet na posiadanie partii nie chce pozwolić, co dopiero pomagać w tym) do tego przyzwyczai... Choć zapewne diametralnie różny prawdziwy wynik (jeśli to nie jest prawdziwy) nie był(?), bo poniekąd koń, jaki jest, każdy widzi. Niepokojąca to rzecz i pokazuje, że w Internecie powinny być dostępne podpisane i podstemplowane dokumenty poświadczające lokalny wynik z poszczególnych komisji. PRZYPOMINAM: po poprzednich wyborach to PiS "oszołomsko" wrzeszczał, że "zostały sfałszowane". Być może to po to, by teraz wybory niniejsze zostały NAPRAWDĘ nieco(?) sfałszowane, na co oni się zgadzają (przecież to zależy od mężów zaufania poszczególnych partii) – odpowiednim zainteresowanym włodarzom niższego szczebla (bo może to od partii zależy) pokazało to, że "jest temat fałszerstwa", przecież dosyć zaskakujący, i że coś niecoś to ma z mediami wspólnego, bo tam można tę opinię PiS-u zobaczyć; zaś reszcie pokazało to, że jakoby w PiS-ie są wrogami oszustw wyborczych, "my przecież po przeciwnej stronie", "my jesteśmy ofiarami". (Słynna też była – i utkwiła mi w pamięci – inna niedawna gadka Kaczyńskiego, mniej więcej wtedy, gdy ja tutaj tłumaczyłem stan rzeczy związany ze zbrodniami, telewizją, Watykanem: że ktoś tutaj "jest tylko pozornie przyjacielem" [Kościoła? wolnych wyborów?]. ZAUWAŻCIE, WYNIKI ZALEŻĄ M. IN. OD POSZCZEGÓLNYCH PARTII, KTÓRE MAJĄ SWYCH MĘŻÓW ZAUFANIA W KOMISJACH. Nie ma dowodów na udział PKW, ale ponieważ np. w wyborach do Senatu została na koniec do uzupełnienia głównie Warszawa, można podejrzewać, że to zasługa jakichś cząstkowych a nieopublikowanych wyników. Zawsze jest możliwość, że to same lokalne obwody zorganizowały, ale chyba nie każdy jest takim przekrętaczem, by przeciek dostarczyć – wystarczy 1 obwód czy okrąg, który postępuje normalnie i się wyłamuje z dostarczania takich przecieków, i już upada cała kalkulacja zgłoszonej do PKW liczby głosów stąd i stamtąd pod wynik sumaryczny, bo tego ostatniego w takim razie znać już nie można. Przekręt więc moim zdaniem, tak podejrzewam, zrobiła sama PKW, uzgodniwszy to jeszcze z partiami czy może przede wszystkim z telewizją. – Tego narodu w jego czy to totalitarnym prymitywizmie, czy to bezwładzie nic nie usprawiedliwia, bo przecież strona www jest, forum jest, a wszystko takie zamarłe, liczba odwiedzin nie narasta; jest też odnośnik NOWA PARTIA!!! w nagłówku strony, ale nikt go prawie nie klika, a już tym bardziej nie pomaga. Ja naprawdę mam inne rzeczy na głowie, mnie cały czas zamęcza państwowa i na żywo 24 godz. na dobę, 7 dni w tygodniu sklecana tortura, czego próbuję się pozbyć, co wymaga czasu i go wypełnia, ale to przecież Polakom samym powinno zależeć, by ktoś uczciwy był u władzy. Czemu nie pomagacie w założeniu partii, w zebraniu podpisów poparcia od pełnoletnich? –
Dodam na koniec, że istnieje prosty sposób, by mieć pewność, że fałszerstw nie ma. Polega on na tym, że każdy obywatel ma np. w swym dowodzie osobistym (przy krawędzi tekst w poprzek, bardzo małym druczkiem i słabo widoczny) osobisty kod, który jest w zasadzie tajny – nikt przy spisywaniu z dowodu nie przygląda mu się pod lupą, choć teoretycznie mógłby. Bardziej jawny jest np. nr PESEL, natomiast osobisty kod zna posiadacz oraz ewentualnie np. rodzina. Następnie: jest strona WWW z następującą tabelą wyborczą: w kolumnie 1 obywatel (widoczny wyłącznie jako jego kod), w kolumnie 2 kody jego rodziców, w kolumnie 3 jego głos. (Można by jeszcze dodać osobny równie publiczny rejestr zdarzeń – śmierci i narodzin, i nadanych obywatelstw – wg dni, wraz z poprzedzającym go wykazem pierwotnych uczestników systemu, czyli pierwszych obywateli mających kod – znowu, wiadomo, że tego było ok. 30 mln. i to się już nie zmieni; w tym rejestrze, tak jak i w tabeli wyborczej, stosuje się tylko najświeższe, aktualne kody.) Wdrażanie tego (zapewniającego ludziom pewność uczciwości wyborów) systemu zaczyna się od wymiany wszystkim dowodów osobistych, czy choćby 99,5% Polski, co skutkuje zapełnieniem się tabeli wyborczej (wiadomo, że jest ok. 30 mln. dorosłych Polaków, a nie 29 czy 31; dokładne dane są w GUS - założenie jest takie, że na początku nie ma tu żadnego fałszerstwa lub, ewentualnie tak można przyjąć, bardzo niewielkie, które raczej nie stanie się zalążkiem niczego wielkiego). Odtąd już każdy może się przekonać wchodząc do Internetu, czy wszystko jest w porządku, czy nie ma więcej dzieci niż ma, czy głosował na tego, na kogo głosował, itd. Powtórzę: też są tu możliwe fałszerstwa, ale po pierwsze tak, jak obecnie, polega się przecież na moralności, bo różne urzędy zresztą mają dostęp do prawdziwych danych o obywatelach; po drugie, co ważniejsze, każdy widzi, że nikt nie skradł mu głosu (w tym także "głosu" polegającego na wstrzymaniu się od wyboru); i wreszcie po trzecie w takim układzie nawet na zdrowy rozsądek można oceniać, czy wszystko jest wiarygodne (każdy informatyk może sobie prywatnie napisać program sprawdzający spójność tabeli udostępnianej na www - np., czy wszyscy mają istniejących rodziców, czy powszechnością nie stało się mieć 6-40 dzieci lub np. pokolenia czy nie trwają tylko 10 lat itd.). W dodatku przy takim systemie nie ma zagrożenia dla tajności głosowania (w sensie tego, kto konkretnie – z imienia i nazwiska czy PESEL-u – na kogo zagłosował), bo nawet, jeśli osobisty kod wycieknie, stanie się znany, każdy może wymienić dowód osobisty (lub np. zamówić zastępującą ten kod w nim już na stałe plastikową kartę wyborczą, również wymienialną) i, tym samym, jego kod (np. od wskazanego przy zamawianiu karty dnia) zostanie po prostu zamieniony w internetowej tabeli wyborczej, w rejestrze narodzin i śmierci. Wymiany dowodów i zamówienia zastępujących dowodowy kod kart mają miejsce codziennie, więc naprawdę żaden intruz, jeśli tylko się chce, nie wyśledzi, jaka jest nowa "kodowa tożsamość" danego wyborcy. Ww. dodatkowa karta plastikowa, w odróżnieniu od samego dowodu, umożliwiałaby też oddanie głosu przez Internet, co jest bardzo wygodne. Kto się obawia, że państwo wie o nim za dużo, oddaje głos zupełnie tajny, za pomocą zwykłego dowodu osobistego w lokalu wyborczym (w tabeli wtedy będzie przy nim "głosował w lokalu", brak informacji o partii). Ktoś mógłby powiedzieć, że jest to rozwiązanie zbędne, bo prawdziwość wyniku wyborów zapewniają sondaże, w tym exit polls (ankieterzy pod lokalami wyborczymi). W zasadzie tylko te ostatnie są istotne, bo ze zwykłych sondaży nie wynika w oczywisty sposób, jaki będzie wynik wyborów, bo frekwencja może być nieprzewidywalna (aczkolwiek jak dotąd zawsze były bardzo blisko realnych wyników). Tym niemniej wiarygodność oparta na exit polls z 1 czy 2 firm jest nieporównywalnie niższa niż ta oparta na tym, że wszyscy widzą, że jest prawidłowo i każdy obywatel to osobiście, nie wnosząc protestów, zaświadcza (a niektórzy wręcz jeszcze dokładniej analizują dostępną tabelę czy rejestr, żeby być pewnym jej wiarygodności). (Prosta modyfikacja tej technologii pozwala usunąć problem wiedzy państwa o preferencjach konkretnych ludzi, chętnych na głosowanie internetowe. Mianowicie w publicznie widocznym rejestrze obywateli (początkowi + narodziny i śmierci) wprawdzie stosowany byłby (zamiast personaliów) stały w czasie i przypisany do osoby, ale tajny, kod obywatela (jego tajny czy możliwy do utajnienia identyfikator) – natomiast w publicznie widocznej tabeli wyborczej już tylko jakiś wtórny i jednorazowy kod wyborcy, np. automatycznie przyznany "login", stosowany obok hasła, którego państwo NIE potrafi skojarzyć z konkretnym obywatelem, NIE zapamiętuje takiego powiązania, lecz po prostu przyznaje go jednorazowo i umieszcza w puli danych login+hasło, na potrzeby pojedynczych wyborów.) Co innego teraz publiczny rejestr obywateli, wraz ze zdarzeniami narodzin i śmierci, i wykazem tego, który z nich głosował, a który nie (choć też jest to utajniona informacja dzięki niejawności osobistego kodu), a co innego tabela wyborcza z konkretnymi głosami na konkretne partie (byłyby one oznakowane już tylko wtórnym kodem, czyli nieznanym państwu loginem z puli – może on nawet nie być jednorazowy a stały, przysyłany wraz z kartą plastikową, to już drobiazg techniczny; ważne, że się go nie zapamiętuje i nie kojarzy z osobą czy kodem obywatela). Powtórzę, główna zaleta tej technologii to ogromna łatwość wyjścia na jaw fałszerstwa (i trafienia informacji o nim do Internetu czy na wolny rynek) i dzięki temu większa ufność obywateli w wyniki, bez potrzeby ufania jakimś konkretnym ośrodkom. Każdy może codziennie robić kopię rejestru obywateli, dzięki temu widząc, że z dnia na dzień nie przybywa dorosłych wyborców, że ciągle jest tyle samo pierwotnych uczestników systemu głosowania (ok. 30 mln. dorosłych Polaków) itd. NIE TRZEBA, powtórzmy, głosować przez Internet, natomiast obowiązkowe byłoby posiadanie specjalnie odnowionego dowodu osobistego z wpisanym ledwo widocznym kodem. Problem rozpatrywania protestów wyborczych (ktoś widzi, że oddał inny głos niż oddał) jest trudny i proponuję następujące jego rozwiązanie. W razie naprawdę zmasowanych protestów, mogących zaważyć na wyniku wyborów (taki protest zgłaszałoby się choćby przez Internet, ale i na papierze), przeprowadza się postanowieniem Sądu Najwyższego ponowne wybory o zaostrzonym rygorze. W pierwszym podejściu awaryjnym do internetowego głosowania stosuje się po prostu głosowanie z jawnością powiązań kod obywatela-głos (czyli państwo wie, kto na kogo), po czym możliwe są w ciągu 7 dni protesty na zasadzie "chcę zmienić głos". Zarazem obywatele mogą składać jeszcze przed zapowiedzianym głosowaniem głosy w systemach internetowych swoich partii, podpisując je samym kodem obywatela (niezależna weryfikacja zewnętrzna). W razie dalszych zmasowanych protestów możliwa jest jeszcze jedno głosowanie awaryjne (czysto internetowe, tylko internautów dotyczące), w którym to obywatele chcący głosować przez Internet głosują w systemach internetowych swoich partii, podając tam pełne dane osobowe włącznie z adresem (prawdziwość takich danych zawsze można zweryfikować, np. adresu, podczas gdy tak poza tym nie są one powszechne znane) – spływają te ich listy do PKW, po czym jeszcze przez tydzień można zgłaszać na piśmie udokumentowane protesty. Wreszcie, po tygodniu od trzeciego głosowania w Internecie, organizuje się uzupełniające wybory tradycyjną metodą, w których biorą udział wszyscy ci, którzy nie zagłosowali przez Internet lub unieważnili oficjalnie swój głos (oczywiście byliby wtedy liczniejsi mężowie zaufania w komisjach wyborczych, publikowano by w Internecie wyniki cząstkowe z lokalnych okręgów itd.). Całość trwałaby ze 4 tygodnie maksymalnie, a normalnie z tydzień przy braku fałszerstw – od początku do ogłoszenia oficjalnych wyników. Sąd Najwyższy, chcąc być wiarygodny i utrzymać pokój w kraju, nie powinien oczywiście nigdy zlekceważyć protestów znanych ośrodków monitorujących wybory, choćby tylko niektórych. Nieco inny możliwy system byłby taki, że wybory nie są jednorazowym zdarzeniem chwilowym, lecz ludzie po prostu w dowolnej chwili rejestrują się w swoich partiach jako wyborcy, posługując się tylko kodem obywatela. Na bieżąco wiadomo, kto ile ma (obok wyników sondażowych). Partie na bieżąco prezentują te listy w Internecie. Mogłoby się obyć nawet bez utajniania przypisania kodu obywatela do konkretnej partii, bo po co się tak krępować. W ten sposób ewentualne błędy, np. ktoś jest na dwóch listach wyborców jednocześnie, już zwykle na długo przed "wyborami" byłyby wyłapywane i korygowane. [ukryj dopisek]
edit 2015-11-11: Budżet obciążony bandytami i remontami, a wasz PiS ("broń nas Boże przed jakąś partią Niżyńskiego!") chce pieniądze pozabierać ("nakraść")... bankom. W artykule na Money.pl o nowym podatku człowiek z rowerem czeka pod bankomatem, to jest ilustracja problemu (znany sposób stalkingu wobec PN: najeżdżanie go na rowerach, gdziekolwiek pójdzie; strasznie częste, codzienność, i również uporczywe, bo wiele razy próbowałem uciekać przed stalkingiem za granicę). A tu ich kolejny nowy podatek, w czasie, gdy nadal trwa podglądacko-remontowe rozkradanie budżetu. Swoją drogą: co ma wspólnego posłanka SZYDŁO z przestępczością podsłuchową (kliknij)? Smartfon do szpiegowania, śledzenie ekranu, przyzwolenie na "radio"?... (Tak by to wyglądało na mój węch i tak podejrzewam. W sumie typowe to może być u posłów.) Przecież wybrana przez władze partii, jak mniemam, złej i złych kandydatów forsującej... Kliknijcie, zobaczcie sami, co nagrałem w publicznym miejscu, gdzie akurat byłem. Poprzednia taka sprawa dotycząca premiera (p. KOPACZ) jest wymieniona, na czerwono, w dopisku pod wpisem 1/07/2015 (edit 2015-07-25; dotyczyła publikacji nagrań z Ibisu), zaś jeszcze wcześniej Janusz Niżyński fotografował się z Kasią TUSK (Facebook, wspólne zdjęcie) – nie wnikajmy już tu w szczegóły, jak do tego doszło, bo to osoby prywatne, a ja prawdziwej wersji nie znam. edit: Ostrzegam przed politykami, którzy będą tłumaczyć swą bierność w tej aferze tym, że "nie chcą drażnić Rosji", z przyczyn patriotycznych... [rozwiń dopisek...] – podczas gdy spodziewany prawdziwy powód to to, że są bandytami. (I tyle. Tak! Udział w mafii.) W rzeczywistości zagrożenie nuklearne (bo na lądzie takiego nie ma, a nawet i nie z powietrza) ze strony Rosji jest na tyle mikroskopijnie małe, że zlewa się z zawsze istniejącymi losowymi fluktuacjami prawdopodobieństwa wynikającymi z wahań nastroju Putina czy innych przywódców. Nie przejdzie to choćby minimalnie przez żaden ostrzał racjonalistycznej krytyki; zatrzyma się to na pierwszej osobie, której taki kapryśny polityk swój zamiar wyjawi, i na pierwszej próbie refleksji nad nim. Masakra, odwet, iluśmilionowe własne straty w ludziach – taki jest spodziewany bilans agresji. I jeszcze jedno. Kogo strach tak paraliżuje, że uniemożliwia mu normalne czynienie dobra oraz działanie na rzecz siły (czy choćby odporności) własnego kraju – bo "tam" sobie tego nie życzą – ten nie nadaje się na polityka. Dzisiaj uginanie się i podległość (np. bo rzekomo "zawsze się jest trochę podległym i niesuwerennym"), jutro (gdy różnica poziomów mocy dzięki temu stanie się jeszcze większa) już stała utrata suwerenności decyzji politycznych w dowolnie obranej przez "sąsiadów" dziedzinie, a także rosnący wyzysk ekonomiczny, upadek swobód obywatelskich (np. wolności wyznania) i w dalszej perspektywie wręcz dowolne zabijanie podbitego i rozproszonego ludu, przerobionego już na pojedynczych niewolników w posiadłościach swych bardziej wojowniczych sąsiadów. (Nie przeceniajmy przy tym religii, bo jej wpływy w społeczeństwach raczej słabną, w Moskwie z 1% ludzi przychodzi do cerkwi na Boże Narodzenie, w Czechach, Rosji, Holandii czy Szwecji co rusz trafia się na ateistę itd.) Nie tylko nie należy ufać politykom, tak się tłumaczącym (a byłaby to w takim razie, w ich wykonaniu, polityka dekadencka porównywalna z tzw. appeasementem, który później kosztował życie dodatkowych setek tysięcy i milionów), ale nawet nie należy ufać własnym znajomym, którzy twierdzą, że to ich zdaniem usprawiedliwiona wymówka, i nadal wierzą w te swoje stare partie, znane z nazwy głównie dzięki telewizji. Także i ci ufający prawdopodobnie są bandytami, choć to wasi koledzy. Bandyci są przecież wśród nas (zauważcie: jeśli jest ich np. 10%, to jednak uwzględniwszy partnera życiowego oraz swoich i jego rodziców czy też dzieci, a zatem np. biorąc po 3 osoby na partnera i ogólnie 6 na osobę, robi się to spory odsetek, ci zamieszani z powodu koneksji rodzinnych, choć należy wziąć pod uwagę, że osoby się powtarzają, np. nie sam X zamieszany, ale i jego ojciec, więc nie można tak zwyczajnie dodawać rodziny jako osób nowych i, dlatego, pomnożyć liczebność przez 6; ma tu jeszcze wielkie znaczenie geografia, bo w dużych miastach jest dużo więcej zarejestrowanych firm, dlatego też więcej przedsiębiorców w rodzinach, oraz nieproporcjonalnie większy jest obrót rynku nieruchomości, bo ludzie chętniej się oferują – Warszawa a, na przykład, Łeba, Janowiec Wlkp. czy Wysokie Mazowieckie to diametralna różnica w odczuwalnym poziomie kryminalizacji społecznej). Mogłoby się wydawać, że argument taki o Rosji "łykną" chętniej np. ludzie religijni, ci bardziej zagłębieni w swym wnętrzu i tylko w niewielkim stopniu lękliwie wyglądający na zewnątrz, poza swe 4 ściany wystarczające im do szczęścia, obawiając się jakiejś wojny czy masakry – że im taka wiara w "potrzebę chronienia kraju przed Rosją" przystoi. W rzeczywistości jest to tak naiwna i błędna politologicznie wymówka, w świetle braku konkretów, faktów, obiektywnych przesłanek (Ukraina nie jest trupem) oraz przede wszystkim w świetle tego, co już napisałem pod wpisem 22/05/2015 (pierwszy dopisek pod nim, 'edit', proszę rozwinąć), że raczej się w tą śpiewkę nie wierzy: prawdopodobieństwo jest po stronie tego, że nie traficie Państwo na osobę autentycznie przekonaną o potrzebie milczenia o skandalu z powodu Rosji. (Zresztą co to za absurd, decyzja należy do biznesmenów – każdy może takim zostać – ci zaś po prostu chcą się dorobić, zmiażdżyć konkurencję: taka jest logika rynku, a politykom pozostaje tylko go biernie obserwować i działać reaktywnie. Choć, z drugiej strony, państwo powinno interweniować w swych mediach publicznych, by standardami dorównywały i przewyższały komercyjne.) A zatem proponuję nieufnie patrzeć także na wyborców wierzących w polityków i konieczność przemilczenia katastrofalnego stanu kraju "z przyczyn zagranicznych". Bandyta zaś, jak już wielokrotnie tłumaczyłem, wykazuje – w dużo wyższym stopniu niż inni – postawy mniej lub bardziej aspołeczne i niejako ze swej natury (tu: korupcja, potrzeba pleców w polityce) dąży do "zrobienia w konia reszty", dorabiania się na niej (średnio jeden dorabia się na wielu), jednocześnie wprowadzając ją w błąd – nie ma tu wcale znaczenia (i zarazem nie jest prawdą), że "chodzi [np. w remontach] o tylko jednego człowieka". Przez złą postawę bandytów względem reszty: racja stanu (związana z demokracją i prawami człowieka) przegrywa wybory, dobre opcje nie mają poparcia (nawet tego minimalnego potrzebnego, żeby powstać: np. Partia Piotra Niżyńskiego – przecież pomóżcie, nie będę żebrać na ulicy, bo nie wolno bez zgody na demonstrację, zresztą co setny(!) poprze), nakładane są wyższe podatki lub rosną ceny, oszuści mieszkaniowi pozostają bezkarni (bo takich polityków sobie wybieracie: ja bym oszustów skazał, ale ci się będą wykręcać od naprawy funkcjonowania sądów chyba ze względu na spowodowanie skandalu z oszustwami przez samego Jana Pawła II(?) – zawsze przecież później się można tłumaczyć, że cały bandytyzm polityków pochodzi tylko z ich religijności i oddania jej...), w mediach traci się hamulce przed zbywaniem tematów milczeniem (przykład: podrobiony wynik wyborów do Sejmu 2015), a mafia się rozszerza i w przyszłości naprawdę bez problemu zniszczy każdego, kto by jej na drodze stał. Jak? Niekoniecznie aż tak drastycznie, jak mnie. Podsunie mu np. nieodparte myśli w rodzaju: popełnić przestępstwo (po czym, o dziwo, okazuje się, że są dowody); zdradzić się z czymś ("zrób to a to", łatwo tak kogoś zasugerować przekazem podprogowym, po czym podsłuchać/podglądnąć dzięki temu jego tajne prywatne informacje); popełnić coś, co mu w rzeczywistości z punktu widzenia celów działalności zaszkodzi (ale zabraknie takiemu sił umysłu, by samodzielnie dostrzec w tym błąd, tak bardzo jest się przez przekaz podprogowy niekiedy kontrolowanym) itd. Nie można nie doceniać niebezpieczeństwa społecznego tkwiącego w podprogowych wszędobylskich manipulacjach umysłem, jak i choćby tylko w asystowaniu przez pracowników np. firm w prześladowaniach (czy to pośrednim, poprzez szpiegowanie dla mafii i tym samym pomaganie jej, czy bardziej bezpośrednim – twarzą w twarz z ofiarą na zasadzie stalkingu, dokuczania, chodzenia za kimś i irytowania w wolnym czasie). Ludzie, którzy są w gangu, wykazują postawy aspołeczne: mają zbędnego wroga/wrogów (słabych i samotnych, bo w zdecydowanej mniejszości!); chętnie nastawią jednych (tych najliczniejszych) przeciwko drugim (tym prześladowanym jednostkom), wprowadzą w błąd co do polityki; reprezentują ducha przeciwnego państwu prawa i jawności polityki, także zagranicznej (czyli systemowi, który trwale zapewnia ludności szczęście i dobrobyt), za to na rzecz niejawnych układów (trzeba dopiero sporo czasu poświęcić na ich zgłębianie, przenikanie coraz głębiej, żeby nie popełnić błędu i mieć zagwarantowane najbardziej podstawowe sprawy, np. u biznesmenów biznesplan, u konsumentów zwykłe zaufanie do rynku i firm na nim – w tym samym czasie, straconym na orientowanie się w sytuacji, inni już by zajmowali się czymś pożyteczniejszym, wzrostem gospodarki czy nauki...); są ci zamieszani także wyzuci z elementarnego współczucia dla drugiego człowieka oraz poszanowania jego praw, a chodzi przecież o tortury i przewlekłe, jawne wywoływanie szaleństwa (nie spotkałem się od początku 2013 r. z kimś, kto by wymontował czy choćby odciął od kabla tajną zabudowaną instalację głośnikową w swej nieruchomości, choćby tylko w jakiejś budce spożywczej – NIGDZIE, choć mają pewnie te telefony podsłuchowe oraz uszy na miejscu); nazbyt często tacy osobnicy świadomie dręczą, dokuczają, wystawiają do wiatru; sprawiedliwość, a nawet demokracja(!), jest takim kulą u nogi (zrozumiałe: muszą być źli u władzy, choć masy narodu o tym nie wiedzą lub tego nie chcą – dlaczego? bo nas, elity korzystającej na istnieniu mafii, jest zdecydowana mniejszość, dzięki temu można okradać znacznie większą grupę a za to bardzo małymi sumami od każdego, typu VAT +1% czy podatek bankowy, i to jest niezauważalne; większość trzeba więc, żeby jej to wszystko, wliczając upadający ład moralny, nie przeszkadzało, najlepiej robić w konia)... Poczytajcie o tym tu na blogu w starszych tekstach, np. w edit 2015-07-09 pod wpisem z 1. lipca 2015 r. Jeżeli zbrodnie (tortury, zabójstwa) nie są ważne dla polityki, to w ogóle ład moralny nie jest ważny; jeśli taki czy inny ład moralny nie jest ważny, to ja już nie wiem, o czym jest polityka, czym tu się interesować, jakie Państwa zdaniem są właściwe kryteria wyboru partii... [ukryj dopisek] edit 2015-11-19: Wieści z Rosji: "Trzej dowódcy Państwa Islamskiego zabici" (zob. też: dzisiejszy ekran startowy Windows 8, z nagłówkami medialnymi). Zaraz po powyższym dopisku z wymienionym Tuskiem, Kopacz, Szydło (pewnego potwierdzenia pośredniego, że on już wcześniej tu był, dostarcza data dodania filmu podawana w YouTube, kliknijcie czerwony link powyżej). edit 2015-12-01: Oto przykład marnej prowokacji, żeby (ze wsparciem wszechobecnych wokół nas polskich mafioso, którzy w głupocie reszty ludu mają zawsze swą korzyść) wmawiać Polakom, że jest dla Polski obecnie zagrożenie rosyjskie... [rozwiń dopisek...] i że to dlatego (a nie przez bandytyzm różnych "luminarzy" biznesu medialnego i polityków) przemilcza się sprawy związane z zamachem na samolot w Smoleńsku – a może i w ogóle z telewizją i mną: oto (1) Polska powiadomiła Rosję o usuwaniu jakiegoś pomnika, następnie (2) stanowczo zaprotestowało rosyjskie MSZ (Wobec Działań Polski, napiszmy nagłówek ogólnie), żeby wreszcie (3) uczyniono z tego powszechny temat nagłówkowy, np. w Interia.pl, godny skupienia na nim uwagi. Typowe od początku 2014 r. manipulowanie motłochem poprzez wyolbrzymianie czy prowokowanie tematu [edit 2015-12-02: proszę, oto jeszcze jeden taki przykład wygrażania narodowi przez media atakiem nuklearnym (jak to chyba odebrać należy) zamiast skupienia się na walce o dobro orężem prawdy i błyskawicznego docierania do wszystkich. Gdyby dzisiejsza Rosja mogła wzmocnić się o taką Polskę, skutecznie wchłonąć ją, już by to zrobiła]. Do tego jeszcze Cimoszewicz tego dnia ostro wyrażał się o Sellinie (mówiącym, że są dowody na bombę), ten nasz Szanowany Spec i Autorytet od spraw zagranicznych (tymczasem w rzeczywistości nic nie trzeba umieć, by być politykiem, a on przecież, jako wieloletni poseł lewicy, może ma coś na sumieniu – w Sejmie przecież działa chyba obserwatorium mojego ekranu i ma się za to wyższe diety, liczni posłowie dostali też telefony do szpiegowania mnie). Po nitce do kłębka, od Smoleńska do TVP/Watykanu i Piotra Niżyńskiego... Niestety, pewnie są idioci, co nie potrafią wytrzymać dnia bez portalu czy dziennika (i, niestety, znają nazwę Gazeta Wyborcza, a www.nielegalnie.pl nie), a z drugiej strony im takie newsy nerwy szarpią, choć pewnie nie tak dużo takich wrażliwych ludzi. Odreagowując więc takie napięcia "godzą się ze światem": swego ukochanego portalu czy dziennika oczywiście nie porzucają ani nawet nie myślą (bo w ogóle samodzielne myślenie, i do tego mądre, to rzadkość), dlaczego oni tak bezustannie udają obecność zagrożenia, po co to komu na razie – i oto w końcu dochodzą biedactwa do tego idiotycznego wniosku, że tematu nie ma, bo... Rosja nie chce; bo Rosji nie na rękę. Tak to w każdym razie w ich głowach się mniej więcej wiąże, zapewne, ale nawet niezbyt to świadomie dostrzegają (tylko, że później jakoś tak nawet podświadomie będą bronić krycia tych tematów "ostrożnością wobec Rosji" itd., niby jakąś mądrością – podczas gdy to jest kretynizm i szkodzenie Polsce jako 38-milionowemu narodowi, a przyczyna zła w mediach jest prosta i z prawdziwą ideowością nie ma wiele wspólnego). Najobrzydliwsze jest to, że media, zamiast mówić wprost o faktach w ww. kwestii TV, Watykanu, Piotra Niżyńskiego, Smoleńska, stosunków Polska-Rosja na tym tle (a takie mówienie wprost jest zawsze, w zestawieniu z błyskawicznością oddziaływania mediów, wielką przeciwwagą dla wszelkiej tyranii), uciekają się do wykrętów i niemej sugestii ("podprogowej"). edit 2015-12-01: Po co jeszcze, oprócz ogłupiania tym mas i tworzenia dla siebie obrony przy różnych towarzyskich polemikach, potrzeba(?) mediom wizji "Polski zagrożonej atakiem rosyjskim"? Moim zdaniem jeszcze w podobnym jw. też celu, ale już stricte prawnie: by ułatwić późniejsze powoływanie się na to, że coś było autentycznie informacją niejawną i "tajne". Może nawet nie ma najmniejszego śladu dowodów na to, że takie zagrożenie rosyjskie jest, choć pewnie coś się znajdzie, ale już na pewno warto to dodatkowo ludziom (a więc, w tym także, sędziom) do głowy wbijać. Pisałem o tym w edit2 powyżej (dla klasyfikacji jako "tajne", a takich informacji ujawniać nie może nikt, bo to przestępstwo, potrzebna jest też obok ogólnej niekorzystności rozpowszechnienia m. in. szkoda dla bezpieczeństwa kraju). Otóż NIE, nie przez niejasną i nieostro wyznaczoną "tajemnicę państwową" do tematu media się nawet nie zbliżają, a Piotra Niżyńskiego lekceważą (czego może jeszcze będą się wypierać, udając zapewne, że to czas nagle je zmienił; przecież czy ja się muszę do nich dobijać, jest mnóstwo innych chętnych, np. mogą być tacy w sprawie remontów, agentury w firmach czy urzędach, wciągania biznesmenów w przestępczość przez sieci franczyzowe itd., itd.). edit 2015-12-24: Jeszcze jedna, oficjalnie może nawet fundamentalna i główna, korzyść z rzekomo panującego "klimatu" napięcia polsko-rosyjskiego to tłumaczenie się mediów i Rosji z haniebnego (i słusznie nasuwającego najgorsze podejrzenia) braku współpracy Rosji w śledztwie smoleńskim – do dziś nie zwrócono nawet Polsce samolotu (przypominam opinię materiałoznawcy prof. Biniendy o tym, że na podstawie jego resztek wiadomo, że na pokładzie była eksplozja; pisałem o tym w edit 2015-09-29 pod wpisem o tej katastrofie). [ukryj dopisek]
(00:21)
Było w Polsce raptem kilka głośnych spraw o obrazę uczuć religijnych... [rozwiń wpis]
Było w Polsce raptem kilka głośnych spraw o obrazę uczuć religijnych: Nieznalska, Nergal, Doda. [Ja, mam nadzieję, nie pojawię się na tej liście, bo papież niezbyt jest "przedmiotem" czci religijnej, a ja niezbyt go (choćby jako głowę państwa) czynię nieważnym lub naruszam jego dobra osobiste. Mam prawo do podejrzeń, wypływające z bardziej podstawowych praw człowieka do swobody wymiany poglądów – w myśl tego, co podano w następnym wpisie, tym o Smoleńsku, w jego dopisku.] Tymczasem spójrzmy na nazwisko obecnego papieża (imię też jest wielce wymowne, wobec listy zabójstw wymienionej w poprzednim wpisie na dole – tłumaczył je, że Kościół ma być "ubogi i dobry dla ubogich"...): BERGO(G)LIO – drugie G umieszczam w nawiasie, bo się go nie wymawia. Słychać natomiast wyraźnie [oprócz E] takie kolejne spółgłoski: R-G-L. I teraz szybciutko sięgnijmy pamięcią do matematyki w liceum (kombinatoryka) – lub po prostu zastosujmy "chłopski rozum": ileż to różnych innych opcji byłoby możliwych na 3 literach (kolejne spółgłoski) zamiast tych R-G-L, jeśli się zważa na kolejność? Odpowiedź: o ile w alfabecie jest np. 21 spółgłosek (a samogłosek 6: aeiouy), to takich innych możliwych zbitek jest... [3 wymiary sześcianu i liczymy kosteczki, którymi go wypełniamy] 21 × 21 × 21 = 9261... czyli szansa przypadkowego trafienia [na 3 spółgłoskach] w R-G-L, a nie w co innego, wynosi 1:9261. Nie ma tu znaczenia, jacy akurat są dostępni kardynałowie. Choć jest ich mało (setka?), to ich nazwiska można traktować jak poniekąd losowe, z zachowaniem standardów danego języka zwiększających nieco częstość występowania pewnych zbitek, lecz przecież wciąż – choćby ze względu na wielość możliwych nacji i zapewne CO NAJMNIEJ setki alternatywnych równie popularnych zbitek nawet w ramach jednego języka (hiszpański) – pozostaje taka zbitka R-G-L czymś bardzo szczególnym: prawdopodobieństwo tego to 1/9261, tymczasem znaczenie może być bardzo istotne w religii... Po jednej stronie mamy zatem takie właśnie prawdopodobieństwo, które można nawet teraz powiększyć (zamykając oczy na to nazwisko) do 1/118, czyli poniżej 1% – jest to prawdopodobieństwo ślepego trafu w takiego kardynała, a po drugiej, choćbyśmy nawet w to nie dowierzali, zostawmy (z racji oryginalnie kojarzącego się superrzadkiego układu liter) jakieś 10%, że nastąpi(ł) swego rodzaju żarcik czy spisek (pozostańmy zaś na pozostałe 90% dowierzający, że tu jednak jakieś inne natchnienia są ważniejsze i że to pomyłka). [edit 2015-10-15: Sugerowałbym nawet sporo wyższą obstawianą (a priori) szansę niż 10%, tj. rzędu kilkadziesiąt procent, że wybiorą na podstawie np. nazwiska – bo każdy kardynał zapewne sobie myśli, że może i on sam by się na to najwyższe dostojne stanowisko nadawał, więc czemu ma głosować na kogoś innego? No ale skoro już, żeby być skutecznym, trzeba się organizować w jakieś grupy poparcia, to najłatwiej wskazać jakieś obiektywne cechy kandydata, typu nazwisko, bo bardzo słabo zna się charaktery poszczególnych osób. (Dla porównania z innymi konklawe: Jana Pawła II wybrano bodajże dlatego, że przepowiedział mu to ojciec Pio, co było znane – stąd zresztą może jego pewna sympatia dla przepowiedni w ogóle – zaś przed JP2 wybierano samych Włochów, a opcji wtedy jest raptem kilka i bardzo łatwo wtedy o decyzję. Zaś nie chcieli Włocha pewnie dlatego, że Jan Paweł I, rządzący wśród włoskiego otoczenia, został chyba zabity; i nawet aż do mojej mamy dotarła ta plotka. Może to m. in. stąd później ta słynna ostentacyjna religijność mafiosów, choć pewnie nie tylko dlatego.)] A ZATEM SZACUJMY I ZWAŻMY: 0,84% NA JEDNEJ SZALI ["losowość" kardynała w świetle naszej nieznajomości podłoża wyboru oraz w świetle tego, że każdy ma swe zalety i wady, nad którymi pracuje w myśl pewnych chrześcijańskich wskazówek moralnych – więc i tak byle kto nie zostaje kardynałem, to jest "śmietanka" Kościoła i jego elita, tu podobno wszyscy są "na poziomie"], 10% NA DRUGIEJ (ŻE CELOWO WYBRALI NAZWISKO PODOBNE DO NERGALA) – co tu raczej racjonalnie obstawiać należy (czy, w każdym razie, przyjąć za słuszne podejrzenie)?! Czemuż to brzmi jak Nergalio... [edit 2015-09-26: Od razu jest to też wskazanie na Polskę jako skupisko uwagi Kościoła. A tutaj artykuł: rozmowa Onetu z Nergalem o istnieniu lub nieistnieniu Boga, fatalizmie ateizmu, zerojedynkowej logice (bądź co bądź logice!), papieżu Bergoglio (Franciszku), śledzeniu życia, zabawie w detektywa, grzechach papieży... Proszę poczytać niniejszy blog, np. dopisek 1 do poprzedniego tekstu z września, oraz dodatkowe źródła wg odniesień w tekście, a skojarzeń ze mną zrobi się jeszcze więcej. Jak widać, także i muzyk podchwycił w tym kontekście od Orange to znane hasło o "szefie wszystkich szefów" (który sprawił, że nie pominę tej "reklamy" – przecież o manipulacjach podprogowych, jeśli już ktoś słyszał, to zwykle w kontekście złej reklamy jakichś produktów, np. pojedynczych klatek wplecionych w film, których świadomie się już nie rejestruje, ale powodują ochotę na te produkty). Nergal, jak podaje angielska Wikipedia (Personal, mowa o 'barbershop'), jest czy był przedsiębiorcą, współwłaścicielem salonów fryzjerskich (także w takich miejscach instalacje elektryczne wyremontowano: zwykle jest tak w każdym miejscu dostępnym z ulicy, nie spotkałem wyjątku), a zatem człowiek raczej kompetentny. Zauważmy, Bergoglio był już w 2005, po śmierci Jana Pawła II, podobno poważnym konkurentem Ratzingera, czyli przyszłego Benedykta XVI, z wynikiem 40 głosów, a zatem należy podejrzewać następującą przyczynowość, ciąg uwarunkowań, uwzględniający suwerenność Kościoła, który przecież nie jest tylko pionkiem w cudzej grze: konklawe 2005 z dobrym wynikiem → skandal m. in. w papiestwie (2006-) ze szpiegowaniem Niżyńskiego i propagowaniem remontów → celowo pod takie rzeczy zaplanowany czyn Nergala z 2008 (podarcie i spalenie Biblii, przy tym specyficzna wypowiedź), do którego go pewnie jeszcze ktoś np. z Telewizji namówił, a sądy zapewniły o legalności (TVP ma do wszystkich kontakt, np. internetowy) → następnie w 2012 zabójstwo ciotki itd. oraz decyzja o rezygnacji na rzecz Bergoglio (proszę, tutaj już w 2012 r. przewidywali nawet imię Franciszek) → nagłaśnianie sądowej sprawy Nergala w mediach → konklawe z 2013 r. wygrane przez Bergoglio. Przede wszystkim to pewnie telewizja wskazuje na centralną rolę Watykanu, ale w Kościele (i w rządach) może też znajdą się na coś świadkowie, zresztą odsyłam do wpisu o przykładowej parafii.] [edit 2016-03-26: Powstaje zarazem jeszcze inne, wcześniejsze, pierwsze prawdopodobieństwo, jako uprzednie zdarzenie niezależne od wyniku konklawe – nadające się dlatego do przemnożenia (bo chodzi o współzajście zdarzeń) przez hipotezę przypadku na konklawe, dalej oszacowaną na poniżej 1%, i podstawienia w jej miejsce; mianowicie, jest jeszcze inne wchodzące NARAZ w grę (nie)prawdopodobieństwo – tego, że w ogóle był u nas taki muzyk blackmetalowy, który miał pseudonim podobny do pewnego księdza z Argentyny, o którym by nawet nie usłyszał, lecz który miał nazwisko mające dobre odzwierciedlenie w mitologii, czyli w każdym razie: do księdza Bergoglio. (No, chyba że Nergal jest z powodu swego występowania w mitologii sumeryjskiej tak ogólnie istotny, tak już uprzednio popularny, że to się samo przez się rozumie, że akurat taki Nergal – taki bożek sumeryjski i żaden inny – by u nas był czy mógł się ze sporym prawdopodobieństwem bez żadnego spisku pojawić; ale w takim razie, z kolei, bynajmniej nie jest samo przez się zrozumiałe, lecz znowu skrajnie nieprawdopodobne, że wśród np. 115 kardynałów znalazł się akurat taki, z literami nieprawdopodobnymi na nieomal 1:10.000, nie licząc już nawet samogłoski E, bo jeszcze by mniejsze było; a z drugiej strony, do tak czołowej postaci pasujący. Raczej, znowu, wyraźnie byłby to spisek.) Łatwo to uprzednie (nie)prawdopodobieństwo przypadkowego współistnienia postaci (które, powtórzmy, trzeba by przemnożyć przez prawdopodobieństwo wyboru takiego w konklawe, a to co innego), policzyć: mianowicie, jeśli np. 1:10.000 to szansa trafienia w litery, a mamy 10 głównych postaci sceny black metal w Polsce, to w przypadku każdej z nich szansa nietrafienia w te litery to 0,9999, szanse takie trzeba pomnożyć przez siebie, czyli podnieść do potęgi 10, a otrzyma się ok. 0,999 dla zdarzenia, że u żadnego taka zbieżność się nie trafią, a więc, przeciwnie, prawdopodobieństwo 1:1000, że u kogoś z polskiej sceny BYŁOBY przypadkowo to R-G-L w pseudonimie, w nazwisku. (Wymieńmy tu, dla jasności, polskie zespoły z tego gatunku muzyki, tradycyjnie nieprzychylnego religii – jest ich raptem kilkanaście, z czego najbardziej znanych tylko kilka – oto one: Behemoth, Graveland, Christ Agony, Arkona, Infernum, Xantotol, Furia, MasseMord, Mgła, Kriegsmaschine, Blaze of Perdition, Besatt, Infernal War, Iperyt, Morowe.) Podsumowując: nazwiska podobne do postaci z mitologii są rzadkie (chyba mniej niż jedna setna wszystkich); kardynałów jest mało, czołowych postaci polskiej sceny black metal jeszcze mniej – nie wybrnie się z tego argumentu, jest tu dodatkowe (nie)prawdopodobieństwo do przemnożenia przez tamto 0,84%, które tym samym obniża je jeszcze o kilka tzw. rzędów wielkości, czyli miejsc po przecinku (np. zmniejszenie o 2 rzędy wielkości oznaczałoby przemnożenie przez 0,01, czyli 1%, i zejście tym samym prawdopodobieństwa tamtej "położonej na szali" hipotezy przypadku do poziomu 0,0084%). Tymczasem konkretna prawda na temat tego "trafu" jest tu na blogu w osobnym dokumencie o Janie Pawle II – pokazano tam papieża od mniej znanej strony. Zaś tutaj można jeszcze poczytać o korzeniach sprawy politykierstwa Donalda Tuska w kontekście tej tezy z samej góry bloga, że "premier zrobił mi tortury".]
Tak bardzo mi współczuje, tak chce mi ten papież pomóc – a przecież próbowałem się kontaktować z nimi, z polskimi mediami kościelnymi również – że aż niejako zasila sobą plotki na mój temat, iż reprezentowałem jakąś intelektualną, teoretyczną walkę z religią (podczas gdy w rzeczywistości wykradziono mi jakieś prywatne rzeczy z ekranu, bynajmniej nie byłem jakimś maniakiem myślenia o religii; może raczej szukali kozła ofiarnego, żeby skonsumować współpracę z Komisją Europejską, choć faktycznie, problemy, którymi się prywatnie interesowałem, były istotne, a rozpatrywane przeze mnie argumenty – bardzo trafne).
Pozostaje już tylko skojarzyć to z dziwnym przeciekiem do telewizji na temat śmierci jego rodziny, który, jak wspólnie ze spikerami jestem przekonany, miał miejsce [skończyła w wypadku, co się z góry zapowiadało]. Kościół zawsze się bardzo rodziną interesuje, także chyba moją. Dochodzi tu jeszcze to, że papież jest "z dalekiego kraju", a zatem poniekąd dodatkowo kojarzy się z Polską, choć to już co innego, to nie Europa. Zapewne wielu kardynałów zna sytuację, może nie chce jej poprawy.
Papież może być człowiekiem złym i w czynach antychrześcijańskim, bywa nawet osią międzynarodowych prześladowań i zła – w mojej sytuacji może tak być – z drugiej strony Smoleńsk wygląda na zbrodnię polityczną, nieoficjalnie są już świadkowie (wcale tu nie zmyślam, macie zresztą nagranie w przypisach poniżej), kraj zaś, Europę i świat wyremontowano piędź po piędzi, nawet na polach i lasach, pod tajne granie przekazu podprogowego przez nieruchomości (zmodyfikowane instalacje elektryczne, p. dowód w ramce wzmiankowany na górze bloga, jest tu gdzieś dalej na stronie) – media w tym wszystkim są jak zombie – a to wciąż mało zachęca do czytania i reklamowania innym? Gdzie te tłumy na blogu, gdzie wieści o jego adresie z ust do ust, z jednej skrzynki e-mail do drugiej?! Nie można obecnego postępowania Kościoła wobec mnie [niewiele zresztą mogę zeznać, ale wszędzie torturowanie i chyba śledzenie] nazwać chrześcijańskim, tzn. wskazanym przez Chrystusa swoim uczniom jako wieczny depozyt, ani nawet katolickim, czyli zgodnym z linią nauczania Kościoła. Oni mają już nowych proroków i krąg swoich uczniów, a tylko zawłaszczają stare nazwy i sentymenty, stare techniki, przy pomocy których ludzie są zarazem do kapłanów przywiązani i czują się bezpiecznie. Przecież Pan Jezus rzekł (nawet całą rozmowę na ten temat odbył): nie tylko "miłuj bliźniego swego", ale wręcz "miłujcie swoich nieprzyjaciół" (Mt 5:38-48, Łk 6:27-28,35-36; jak można kochać coś lub kogoś, a zarazem dążyć do jego pozbycia się – a taki to element jest w tych prześladowaniach...), zakazywał wyzywania drugiego, że jest bezbożny, co uważał za niesprawiedliwie i na piekło zasługujące (Mt 5:22), uczył, że władza ziemska powinna być możliwie lekka i nieodczuwalna (Mk 10:41-45). Wszystkie te prawdy, zupełnie wprost i bezwarunkowo pojęte (równie bezwarunkowy jest zakaz zabijania bezbronnych czy niewinnych), potwierdza od dawna oficjalne, w dokumentach zawarte, nauczanie Kościoła, tylko po prostu gdy przychodzi co do czego, okazuje się, że kardynałowie chyba wolą zło, bo np. marzą o większej potędze, kontrolowaniu mediów, umysłów, utrzymaniu obłudy w imię może nieco tylko lepszych statystyk uczęszczania na msze, może marzą o zamordyzmie. Jeśli nawet oni nie mają zaufania do losu, "zawierzenia Bogu" – nie uważają, że Bóg jest sam (tj. jako coś odrębnego od ludzi i prymitywnej wszechświatowej przyczynowości) obecny w historii Kościoła, że pomoże, lecz sądzą, że zamiast tego trzeba samemu sięgać nawet po owoce (bójcie się tego!) podobno zakazane (jakież lekkie podejście do różnych przykazań!) – to czemuż by wierni, zwykli katolicy, rzuceni przez życie w pewien zastany stan Kościoła, mieli ufać, że jest on coś wart i że żyć wedle jego formułek i sakramentów należy, "bo one takie natchnione są"! Brak zaufania do losu i Boga się szerzy, niewiara – w samym, świadomie milczącym, Kościele?! "Trzeba brać sprawy we własne ręce, zło trzeba czynić, by zwyciężać, bo Bóg nie naprawia i nie interweniuje!"... Koncepcja, jaka za tym stoi, to: ludzie sami to wszystko stworzyli, tę religię, teologię, Kościół, mszę, sakramenty – ludzie, którzy np. obecnie, odnoszę wrażenie, niezbyt wierzą w natchnienia Boże i Boże uczestnictwo w dziejach (chyba np. niezbyt wierzą, że "Bóg swój Kościół wybroni i uczyni wielkim i ważnym mimo wszystko" – w ich oczach trzeba dla dobra religii, powtórzę, "brać sprawy w swoje ręce") – brak w tym wszystkim "światła", "objawienia", spokojnej ufności wobec nadchodzącego losu, wynikającej z wiary w Opatrzność. A tymczasem widać już końcowy ateistyczny wniosek z przyjęcia złej (i w oczywisty sposób sprzecznej z oficjalną teologią, co wiadomo już od 2000 lat) przewrotnej logiki, szerzącej się wśród ideologów "religii wojującej": bo – uwaga, teraz piszę o hipotetycznym Bogu-Stwórcy – stworzyć coś takiego, jak widzimy (taki końcowy skutek w postaci religii, nasz dzień dzisiejszy czy nawet sprzed 500 lat, po milionach czy nawet tysiącach tylko lat ewolucji, za to z w pełni już ukształtowaną we wszystkich ważnych sprawach religią), w oparciu o samą prymitywną przyczynowość wszechświata, żeby się to samo bez pomocy rozwinęło i rozwijało, przecież nie sposób – nie mam tu już czasu na filozoficzne wyjaśnienia i dowody, ale nie stworzy się Kosmosu pod jakiś upragnione wyniki, bo nad jego rozwojem ma się niewiększą kontrolę niż np. nad rozszerzaniem się (w jakiś upragniony piękny dramat Szekspira) tekstu złożonego początkowo z 2 liter, jeśli określa się: te 2 litery oraz tabelę przejść poszczególnych dwójek liter na odpowiadające im trójki (rozszerza się wtedy i wydłuża taki tekst coraz bardziej). [edit: Może być, oczywiście, hipotetyczny element drobnych zmian i ingerencji w bieg historii i ewolucji Kosmosu, jakichś jednostkowych cudów, ale te ze swej istoty (jako naruszanie reguł) są tylko wyjątkiem. Są loalne, jak lokalna podmiana litery tu, litery tam. Procesy masowe nie zależą od przypadku pojedynczego cudu czy kilku cudów, które inni zresztą tylko z relacji znają(!). Dawniej takich różnych religii czy nawet "podziemnych" kultów, mających swoje cuda, różnych proroków było więcej (nawet dziś mają cuda różne religie) – sam fakt, że ktoś nam głosi, że coś takiego miało miejsce, jeszcze o kierunku historii nie przesądza. Liczą się procesy masowe, konieczności, prawa natury i psychologii stojące za ewolucją.] Podsumowując więc, źle się chyba dzieje w Kościele (całkiem w tajemnicy), zdaje się, że szerzy się niewiara w to, w co dotąd święcie wierzono (chyba w żadnej nieruchomości do dziś nie cofnęli remontu, pewnie nawet mają własne dodatkowe nadajniki tortur), a to papieskie nazwisko nie wygląda na żart czy ironię; tym bardziej, gdy się pozna, jaka jest sytuacja w, bodajże, TVP Warszawa. [edit 2015-12-24: Obok nazwiska kardynała-obecnego papieża, "satanistyczne" czy raczej tzw. blackmetalowe (ateistyczne) klimaty widać i w nrze dnia swego pontyfikatu, w którym umarł Jan Paweł II – jest to dzień 9666-ty (666 to słynne "imię Bestii"; znów, szansa trafienia w taką końcówkę przypadkowo wynosi 0,1% – zestawcie i porównajcie z odpowiednią drugą możliwością). Więcej na te tematy jest w tekście o Janie Pawle II i przypuszczalnej genezie podsłuchu (odnośnik w nagłówku bloga).]
Na koniec dodajmy, że aby zachować tajemnicę konklawe, stosowano tym razem (w 2013) tzw. zagłuszacze fal – eliminowało to zapewne także podsłuchy zdalne (prowadzone bez montowania czegokolwiek), czyli radarowe, pasywne, z odległych nadajników radia i TV pochodzące. Swoją drogą cóż za orientacja w zagrożeniu i współczesnej technologii. [zwiń wpis]
edit 2015-09-27: Tu jeszcze, przypomnę, papieskie odniesienie się do wolności słowa i (chyba) kwestii wolnej woli: http://natemat.pl/130559,papiez-o-wolnosci-slowa-jesli-obrazisz-moja-matke-dostaniesz-piescia-wolter-by-sie-nie-zgodzil. [rozwiń dopisek...] [edit 2015-10-03: Tutaj też, już na samym początku artykułu: "Z diabłem się NIE DYSKUTUJE": http://pl.radiovaticana.va/news/2015/10/03/papież_na_mszy_codziennie_toczymy_walkę_z_szatanem/1176663.] Jeśli chodzi o użycie słowa "matka" w sensie metaforycznym, jako "rodzic" religii, to mamy przecież analogię u Nietzschego (zna go papież, umieścił w encyklice Lumen fidei już w pierwszych ustępach) – uważał on (w "Zmierzchu bożyszcz") wolną wolę za jeden z 4 wielkich błędów leżących u podstaw wszelkiej religii (odnośnie zamiany przyczyny i skutku mamy jeszcze u niego następujący tekst, sekcja 4). Aczkolwiek do niektórych nieprędko pewne prawdy dotrą, gdyż z powodu nadmiaru czasu, niedoboru czystości (skutkującego niechęcią do ryzykownych działań i tylko wyobrażaniem sobie możliwych czynów, grą samej wyobraźni, bez – oczywiście koniecznie w takim razie wywołującej różne ruchy, myśli czy działania – siły do czynów, "libido") oraz też może z tym (i leniwym próżnowaniem) związanego nadmiernego podniecania się wewnętrznymi błędnymi ognikami, wrażeniami, samoświadomością i "duchem" – nie potrafią sobie tacy wyobrazić życia bez, jak to nazwą, "wolnej woli", na każdym kroku, a we wszystkim widzą jakieś "akty wyboru" i trudnego podejmowania czynu czy ryzyka. Ciekawe, że chyba np. ludzie bardziej wstrzemięźliwi seksualnie i zapracowani po pierwsze mniej żyją "tylko w wyobraźni" i łatwiej im przychodzą czyny, a nie tylko ich wyobrażenia, po drugie więcej robią w ogóle automatycznie, odruchowo, bez wielkiego skupiania uwagi i wewnętrznego wyważania, po trzecie wreszcie – odnośnie pokrewnej sprawy istnienia duszy – mniej w swych myślach poprzestają na tym, co im zmysły podrzucają, na samozachwycie własnymi wrażeniami i podniecaniu się tzw. "samoświadomością", jako "cudem" i "odrębną jakością" (qualia), która ich jakoby jakościowo (a nie w sensie ilości inteligencji i także głębi cierpienia) odróżnia od rzeczy, a nawet roślin i zwierząt – myśli takich ludzi akurat często płyną szybciej i odbiegają dalej, głębiej [edit 2015-10-03: także emocjonalnie jest wtedy chyba więcej zwierzęcej namiętności, np. gniewu, żądzy, tęsknoty], więc tej samopodniety samymi tylko wrażeniami jest u takich ludzi mniej. W każdym razie zabawne jest, że podobno to Watykan mnie tak prześladuje strasznie przejąwszy się czymś, co ja miałem zaledwie na ekranie, podczas gdy miliony ludzi i tak nie są w stanie przyswoić tych twierdzeń, związanych np. z dylematem determinizmu, po trochu z przyczyn psychologicznych, po trochu dlatego, że nikt nie ma czasu ani ochoty ich za rękę w tych tematach prowadzić i rozwiewać wątpliwości i nieporozumienia. Dla większości ludzi i tak więc niezbyt byłbym groźny. Tymczasem zdaniem TV to właśnie ZA TO, za prywatną filozofię (OK, czasem się nią dzieliłem w latach 2006-2008) skierowano przeciwko mnie te prześladowania (a uprzednie śledzenie – przez polityków oraz, w Kościele, za karę za same zainteresowania filozoficzne). Zaś co do filozofowania o "duszy" pamiętajmy, że najwyraźniej mózgowi ludzkiemu nikt jej "transcendentnego" istnienia nie objawia, w związku z tym on sam dochodzi do tej samopodniety i samoubóstwienia na podstawie własnych informacji, własnych neuronów – nie ma w tym prawdopodobnie żadnej metafizyki(!), więc nie bądźmy naiwni – nie twórzmy z nicości, z braku obiektywnych informacji i leniwego próżnowania całego światopoglądu i filozofii życiowej. Kto żywy, kto myśli swym mózgiem, nigdy nie będzie mógł obiektywnie odpowiedzieć na pytanie, czy jeszcze coś w sobie ma poza ciałem (a póki co nauka nic takiego nie znalazła). Także i tutaj poniekąd można zastosować twierdzenia Nietzschego ze Zmierzchu bożyszcz (Problem Sokratesa, pkt 2 – zresztą widać nawet jego prywatne, nie wyrażone tam wprost, skojarzenie z duszą, gdyż pisze tam nieco ogólniej o ocenianiu "wartości życia" człowieczego, a z drugiej strony Tako rzecze Zaratustra zaczyna się – Przedmowa, fragment 6 – od sceny z linoskoczkiem, który twierdzi, że jeśli nie ma diabła, Boga i tych wszystkich innych rzeczy, to, właśnie w tym temacie, "jego życie nic nie jest warte"). W tym temacie polecam jeszcze znaną (zwycięską w konkursie) książkę Schopenhauera O wolności ludzkiej woli, która właśnie też tą kwestią rzekomo "bezpośrednio odczuwanego pewnika" się zajmuje. [edit 2015-10-05: I tak w rzeczywistości poszło chyba o kasę i jakąś współpracę polityczną (może właśnie z herezjami związaną – więc w sumie też można powiedzieć, że się to do takich rzeczy, jak ten wytknięty w końcu przeze mnie dylemat determinizmu, przewlekły problem doktrynalny Kościoła od 1500 lat, nadawało; tylko że u mnie to zainteresowanie tematem religii po prostu przyszło dopiero nieco później, w czasie, gdy Watykan był już zamieszany).] [ukryj dopisek]
edit 2015-09-29: Jak załatwiono to, że w domkach i mieszkaniach mojej rodziny też gra (są więc zapewne po remoncie), że więc brak mi wsparcia w moim problemie z nieruchomościami? [rozwiń dopisek... – także o genezie "problemu psychiatrycznego"]Moim zdaniem mogłoby to być związane z bliższymi niż w typowym przypadku (nawet u agentów firmowych) kontaktami ojca z pracodawcą. W lipcu 2011 r., gdy byłem w Chełmie, w myślach podsuwano mi, że jestem tak bogaty (kilka mln. zł), że gdybym chciał komuś dogryźć (czyt.: sąsiadom), mógłbym nawet podkupić ich firmę. To były myśli raczej nasyłane, już się takie nasyłanie wtedy nieraz zdarzało, jak mogę z dzisiejszej perspektywy uznać (zresztą sąsiedzi sprawiali wrażenie ustawionych, wspominałem o tym tutaj – wprawdzie być może gruba większość tego, co przypisywałem sąsiadom, była dziełem telewizji). I oto co? Tzw. telewizji chodziło to po głowach nie bez powodu – miesiąc później zapowiedziano deprywatyzację (państwowy wykup) Elektrociepłowni Żerań, działającej od lat w ramach prywatnego u nas szwedzkiego przedsiębiorstwa Vattenfall Heat Poland. Nikt by tego pewnie nie zauważył, poza wąskimi kręgami interesującymi się biznesem energetycznym oraz, no właśnie, spiskowcami związanymi z nielegalną inwigilacją (i prześladowaniem). Spółkę tę (VHP), dawniej państwową ("Elektrociepłownie Warszawskie S.A." 1993-2000), kupiło w 2011 państwo, firma PGNiG S.A. – zajmująca się niby naftą i gazem, ale przecież zawsze można rozszerzyć działalność... – po czym powstała osobna spółka PGNiG TERMIKA S.A., teraz już "rządowa". Bardzo oryginalny u liberałów kierunek w gospodarce! Korzyść dla mafii? Przede wszystkim to, że – w odróżnieniu od spółek, które są pod dosyć luźną kontrolą telewizji, mianowicie za pośrednictwem nacisku skarbowego (niepłacone podatki, w zamian agentura zawodowa w firmie) – pojawiła się możliwość wręcz prawnie zagwarantowanego dyktowania warunków w firmie, gdzie podobno za ponad 10 tys. zł miesięcznie pracuje mój od dawna mało mi bliski ojciec (nigdy mi jego nowa konkubina za bardzo nie pasowała, źle się w jego domku czułem, od wakacji 2007 żyję zupełnie w pojedynkę), przez ministra (na zasadzie narzucania odgórnych decyzji szczeblom bezpośrednio niższym, po kolei od góry do dołu), bo prezesa czy zarząd zawsze można odwołać (choć nowy jest z konkursu). A zatem pełna kontrola nad zatrudnieniem ojca, na którym ten nieźle zarabia. Być może w ten sposób dodatkowo zapewniono, że nie mam pomocy od rodziny, o którą zresztą w sytuacji powtarzających się odstraszających "pogróżek" mojego ojca, że "powinienem się leczyć", nie proszę (braciszek też raczej reprezentuje postawę podobną do ojca). Takie twierdzenia z jego ust czy klawiatury nie są żartem, zachowywał się już bardzo dziwnie wobec mnie (np. jakieś wchodzenie do pokoiku, gdy był w gości u matki, i uderzanie mnie pięścią za drobne parę złotych niezwrócone, taka jakaś dziwna agresja i traktowanie jak obcy, wrogi człowiek, z czym nigdy się u niego nie spotkałem), wobec psychiatry w 2012 r. arbitralnie zarzucał chorobę, a nawet jej symptomy, "już w klasie maturalnej" (2004-5, "zmienił się w zachowaniu już w klasie maturalnej" – to może aluzja do nowego domu i zrobionej w nim instalacji pod przekaz podprogowy?), choć nic takiego nie było i charakter miałem ten, co zawsze (zresztą wiele wiele razy miałem wrażenie, zwykle właśnie w jego godzinach pracy, że... wie, co właśnie robię na komputerze). Przecież już zamknęli w szpitalu psychiatrycznym, a nawet ubezwłasnowolnili całkowicie(!), moją na co dzień całkiem radzącą sobie, emocjonalnie i intelektualnie normalną matkę (wiele jest Polek podobnych do niej temperamentem i drobnymi dziwactwami, naprawdę wiele; co z tego, że od lat nieczynna zawodowo) – z pomocą adwokata i zwłaszcza biegłego i sędziego. W sytuacji wrogości do mnie w kręgach prawniczych czy w szpitalach (zob. tekst na górze bloga po lewej, pod zdjęciem) to raczej zrozumiałe (zaś ojciec od zawsze miał pewną 'idee fixe' na punkcie zdrowia psychicznego i tego, czy aby matka nie jest nienormalna, choć moim zdaniem to co najwyżej trudny, nieprzyjazny takim, jak on, facetom charakter, przy tym osoba bardzo wierząca, m. in. spędzająca dużo czasu na modlitwie). Na moich oczach przyjechał po nią na początku 2014 ambulans i ją zabrali (byłem u niej akurat od jakichś 2 tygodni), czmychnąłem wtedy na dwór. Teraz podobno siedzi w jakimś domu opieki społecznej czy nawet szpitalu, trudno o kontakt – brat mówił przez telefon, że trzeba by taki kontakt specjalnie "zorganizować" w ramach jakiegoś "wspólnego spotkania", co oczywiście zadziałało odstraszająco, i nie podał, który to szpital czy ośrodek. O tym problemie wspominałem już we wpisie Wideo z kuriozalnego zatrzymania (wpis do pary z 4/12/2014 Dwie nowe interwencje Policji), mianowicie w jego ostatnim dopisku 2014-12-24 o mamie (nota bene też znającej ten temat, a zachowującej bardzo nieprzyjemną konspirację); jak widać, ten blog trzeba czytać dokładnie, z jego wszystkimi wpisami i dopiskami, by rozumieć sytuację. Resztą rodziny też zapewne się zajęto – w każdym razie dość powiedzieć, że zaobserwowałem dźwięki u wujostwa od strony ojca (z ciotką od strony matki pisałem już, co się stało, zresztą to była schizofreniczka), zresztą to są rodziny przedsiębiorcze (typowe w Warszawie, przedsiębiorcy w rodzinach) – więc naprawdę sytuacja jest przykra, a tu dochodzi być może jeszcze poparcie(?) dla Watykanu (o to chodziło A. Niżyńskiej?...). Zawoalowane sugerowanie czy nawet mówienie wprost, że mogę skończyć jak matka, bardzo odstrasza od rodziny po stronie ojca, dobrze przecież wzajemnie skomunikowanej, zaś po stronie matki musiałbym chyba szukać jakichś dzieci siostry babci – nawet nie wiem, skąd wziąć do nich kontakt (jeśli go mam, to i tak od ojca, już to mnie zniechęca). Śpiewka o chorobie psychicznej nie jest tak niedopracowana i bezpodstawna, jak mogłoby się wydawać, skoro hospitalizowano mnie (zupełnie na oko, może słabo znałem angielski i coś źle zrozumieli?) w Nowej Zelandii, gdzie w zasadzie z lotniska mnie zabrano do szpitala za pośrednictwem urzędu imigracyjnego i Policji, oraz w Polsce (już zupełnie na podstawie jakichś pomówień), gdzie nawet była jakaś wstępna i końcowa opinia biegłego oraz dwóch psychiatrów mnie przyjmowało – tylko że przy tym wszystkim pamiętać należy, że w szpitalach też "robią ekran" (nielegalne przechwytywanie z fal), też chyba – jak twierdzą spikerzy – istnieją tam lekarze czy nawet dyrektorzy i ordynatorzy skorumpowani i mafijni, z telewizją i szpiegowaniem związani. Same początki prób z wmawianiem mi choroby psychicznej – bo jest to dosyć stary pomysł i wymówka – pokrywają się najprawdopodobniej z początkami stosowania wobec mnie przekazu podprogowego (nie wnikajmy już może, kto to stosował wobec mnie tę odrażającą technikę, jeszcze zanim pojawiły się remonty). Już w 2007 prawdopodobnie za pomocą, ręcznie włączanego w telefonie gdzieś w moim otoczeniu, przekazu podprogowego operatorzy podsłuchu (dziś zwani spikerami, jest ich już pewnie dużo mniej) zdalnie wywoływali u mnie nadmierne nasilone i przyspieszone oddychanie, taką niepotrzebną i również niczym konkretnym nieuzasadnioną hiperwentylację (znane zjawisko, bo stosowane też w 2011, zob. końcówkę wpisu Kilka wyjaśnień; już na pewno zaś czymś wywoływanym przez spikerów były te, wprowadzone jesienią 2012 na krótko przed totalną torturą – gdzie już słownie potwierdzano fakt, że to jest wywoływane – wyciskania śliny: ot jeszcze inny sposób znęcania się, o którym tam możecie poczytać) – gdy coś takiego, tę dziwaczną nagłą hiperwentylację, podtrzymywano przez kilka minut, a ja się dawałem podpuścić, doprowadzało to wręcz do groźnie wyglądających chwilowych zapaści czy nawet pojedynczych incydentów (były może ze 2) łagodnej padaczki – podczas gdy tak poza tym nigdy wcześniej ani później(!) z żadną padaczką nie miałem nic do czynienia; takie rzeczy trwały TYLKO przez te pojedyncze miesiące 2007 r. (i początkowo tylko w najbardziej niepublicznych, domowych warunkach – pewnie przyuczano mnie odpowiednich skojarzeń słownych, wzmagających moją późniejszą podatność, gdy byłem sam np. na dworze [tak! na dworze to dyszenie się też wtedy zdarzało, pamiętam!], żeby później takie rzeczy zdarzały się i gdzie indziej [zresztą potrafią włączyć osobny przekaz np. tylko w jednym pokoju], a parę razy nawet publicznie na uczelni WAT: proszę, co za dodatkowy kontrargument przeciwko temu, że ktoś to wywoływał! "przecież na sali wykładowej byli też inni i nie wychodzili z niej, jak ty"). Zechciałem z tym pójść do lekarza, na ogólne szukanie nie wiadomo czego, jednak żadne badania nic nie wykazały; zrobiono nawet, po wszystkich innych rzeczach, badania neurologiczne, z tym, że pamiętajmy, iż był to rok 2007, a zatem funkcjonowała już chyba wstępnie agentura w (niektórych na razie tylko?) firmach i instytucjach (może i w Elektrociepłowni Żerań, teraz PGNiG... oni tam dawali pracownikom darmową opiekę medyczną w prywatnym LUX-MED), a także istniało podobno już zainteresowanie mną w Watykanie. Krótka wtedy rozmowa z neurologiem, na zasadzie dwóch zdań, jedno jego, drugie moje (pytał mnie mianowicie o samobójstwo, czy nie mam takich zamiarów – być może podprogowo mi wtedy tam zasugerowano, bym odpowiedział "cóż, każdy czasem o tym myśli", "rozważa to", co zresztą właśnie wtedy mnie na pewno nie dotyczyło, w ogóle, ale jakoś weszło mi na usta – i to jakoby zamknęło sprawę, to była cała rozmowa), "przesądziła", że jestem jego zdaniem schizofrenikiem (z def.: zaburzenia emocjonalne), choć ja emocjonalnie od lat byłem właśnie najzupełniej normalny, aczkolwiek (w gimnazjum i liceum) alienowałem się od muzycznie niewykształconej prymitywnej często młodzieży i żyłem własnym życiem, projektami w Internecie, programowaniem, kolegami z IRC (taki rodzaj czatu – można mieć własne serwery, tworzyć z nich własne sieci, a w każdej osobne pokoje i ich operatorzy i użytkownicy – tym wszystkim można administrować jak jakimś projektem, rozwijać oprogramowanie serwera itd.; w zasadzie tylko takie kontakty miałem w gimnazjum i liceum, ale co z tego, skoro alienacja "w świecie realnym" to ogólny problem społeczny zwłaszcza u komputerowców i nic w tym chorego – ot taka rozbudowana prywatność komputerowa, przez nikogo dookoła tak poza tym nierozumiana, poza miejscem pracy czy uczenia się). Pamiętajmy, że ów "ekspert" wyrzekający wyrok w odpowiedzi na prostą informację był to tylko neurolog, a nie psychiatra, a to nie było badanie ani diagnoza, które by ktoś zapowiedział, tylko zamiana dwóch zdań przy innej okazji (przy jakichś pomiarach). Następnie 10 minut później, dla niepoznaki (żeby wyglądało to w miarę normalnie i zostało zapomniane, i żebym się uspokoił), oglądał mnie w tym samym LUX-MED inny neurolog i powiedział, że wszystko w porządku – "nieeee... na pewno pan nie jest chory, pan może być trochę wyalienowany i trochę dziki, ale spokojnie, pan jest zdrowy" [por. podobny, choć nierozstrzygający, wynik badania w 2013 przez polskiego psychiatrę: są zeskanowane dokumenty; jeszcze 2 innych podobnie mówiło] – ale oczywiście w pamięci tatusia tamto pierwsze już na zawsze bardzo utkwiło i stało się niewątpliwie "twardą podstawą" jego światopoglądu (że aż później w 2012 mówił "syn choruje od 3-4 lat", wspominając pewnie właśnie tę jedną pseudodiagnozę, choć, powtórzę, żadne to profesjonalne badanie było – w dodatku zapewne wspieraną korupcją, podprogowym naprowadzaniem myśli oraz może np. presją, by "zrobić pewien drobiazg w obronie Watykanu, który się w przyszłości może przydać"). Pamiętajmy, że odkąd na tej stronie www znajdują się dowody, a jest ich coraz więcej, są nawet nagrania wideo z szeptami (cały dział foto/wideo jest w nich), nie ma sensu już tłumaczenie, że "to wszystko to wytwór wariactwa". Wariactwo można mi przypisywać swoją drogą, na zasadzie pomówień i powoływania się na nie, ale nie tłumaczyć nim tę stronę www. Jeśli już się jest nieprzychylnym, to trzeba w takiej sytuacji powiedzieć, że jestem fałszerzem, ale tymczasem ojciec i brat chyba kochają tę starą wersję, a nawet boję się o nią trochę u wujostwa ze strony ojca. Co do przykładów przekazu szeptanego (niezbyt podprogowego, bo to już jest tortura, którą słychać), przykład opisany (z konkretnymi sekundami i tekstami) znajdziecie Państwo np. we wpisie Kolejny hotel – przypominam. To są nagrania wykonane po prostu telefonem komórkowym i niemodyfikowane. To właśnie słyszę, to mnie dręczy. [edit 2015-10-01: Co ciekawe, występujące u mnie w I poł. 2007 r. zbędne dyszenie od czasu do czasu, które powodowało nieprawidłowości psychiczne (aż po 1 czy 2 małe ataki epileptyczne), kompletnie ustąpiło wkrótce po tamtej wizycie w LUX-MED. Telewizja dostała, co chciała?] [ukryj dopisek]
edit 2015-09-30: POLITYCZNYM UZASADNIENIEM (SENSEM) CAŁODOBOWEGO PODSŁUCHIWANIA MNIE PRZEZ PAŃSTWO, utrzymywania czuwających operatorów podsłuchu, było: [rozwiń dopisek...](A) od jesieni 2004 r. (czasy SLD+PSL) – życzenie, być może, Jana Pawła II – widocznie chciano, by kogoś wzięto na "podsłuch" (nawet jeszcze z podglądem ekranu oraz eksperymentami z percepcją podprogową) dla zademonstrowania i przekonania papieża(?), że to możliwe (elementy sprzyjające: zorganizowanie podglądu komputera oraz tajnej instalacji dźwiękowej w ścianach w miejscu zamieszkania – akurat byłem w takiej sytuacji, że ojciec urządzał dom i szykowała się przeprowadzka, zarazem widocznie trafili na ofertę TV) – dziś przyznali spikerzy, że przekaz podprogowy już wtedy stosowano (to był pierwszy dom z tajną instalacją pod percepcję podprogową? na pewno miał też "centralny odkurzacz", z podłączeniami dla rury odkurzającej w samych ścianach, może to jakiś żarcik, bo przecież rzecz bardzo rzadka) – następnie wyewoluował ten czynnik w rozwijanie tajnych instalacji przez państwo wszędzie (a także upowszechnianie śledzenia wśród zwykłych ludzi, pracowników, właścicieli) i inwestowanie w te umiejętności państwa, (B) od końca 2005 r. – coraz potężniejszy front poparcia tego (tj. kontynuacji i rozwoju) na linii Watykan Benedykta XVI — nowy rząd PiS-SO-LPR [edit: może zasugerowali się w Watykanie małą religijnością Europy i tym fatum?...], m. in. – tu lista mniej lub bardziej sprawdzonych podejrzeń – 1) interwencje międzynarodowe i okazywanie poparcia dla nielegalnego szpiegowania i przekazu podprogowego (np. w 2005 to? w Polsce sprawa ks. Hejmy-agenta, tuż po śmierci JP2, a w Watykanie spotkanie z prezydentem Włoch, spotkanie z szefem Komisji Europejskiej, remont w Pałacu Apostolskim, spotkanie z premierem Włoch i 3-letni remont Biblioteki Watykańskiej od 2007) dla stworzenia jednolitego frontu podsłuchowo-medialno-remontowego, który sam wchodzi w zło i przymyka na nie oko, 2) wmieszanie poszczególnych parafii i księży w przestępstwo (np. przekaz podprogowy), w końcu też 3) potężna wola krycia wewnętrznego skandalu przez Watykan, zresztą mogły też mieć jakieś uboczne znaczenie 4) pewne kwestie doktrynalne (bo tworzyłem w 2006/2007 jakieś tam rozprawki filozoficzne, w temacie wolnej woli i ocierające się o kwestie jej nierealności i, czyżby, niemożliwości choćby i w indeterministycznym świecie, aczkolwiek pewnie byłem podżegany do tego podprogowo przez operatorów podsłuchu), choć to jest raczej, jak mniemam, wciskanie kitu, bo zgodzili się na kolaborację z tym państwowym złem wcześniej (oto ślad z maja 2006 – widać wpływy Nietzschego jako hasło "Bóg umarł" i wiązanie żydostwa przede wszystkim nie z odrębną nacją, rasą, czcią dla pieniądza i lekceważeniem ważnych spraw Niemców i ich wojen, a z... genezą religii chrześcijańskiej, która jakoby była podstawowym przedmiotem nienawiści nazistów, por. Nietzsche: Z genealogii moralności, tom I – tamta książka to, zabawne, wszystko, co wtedy w ramach rzekomego "konfliktu z teologią" miałem na sumieniu, zresztą chodziłem regularnie do kościoła: zaledwie czytanie tej właśnie książki, dopiero drugiej spośród książek filozoficznych, jakie kiedykolwiek kupiłem, po "Niewczesnych rozważaniach" tego samego autora w styczniu 2006, kupionej na miesiąc przed publikacją encykliki Deus caritas est; otóż pierwsze własne filozoficzne rozprawki polemiczne dotyczące możliwości wolnej woli mogłem pisać dopiero w jakimś czerwcu-lipcu 2006, nie miałem wcześniej jeszcze żadnego ciekawego materiału, na którym bym mógł bazować, np. eseju Schopenhauera w którym dopiero rysował się raczej znienawidzony przez Kościół i szkodzący mu od 1500 lat dylemat determinizmu, tymczasem we wczesnym maju już chyba aprobowano remonty u Komisji Europejskiej – tak więc uzasadnienia religijne dorobiono chyba później, choć też się nadają, bo poniekąd jest się czego bać, lecz wtedy, gdy oni mi ewentualnie najgorsze mogliby zarzucać, ja nie byłem taki zły czy nienawistny i wciąż całe lata jeszcze chodziłem do kościoła), MOŻE TEŻ 5) BĘDZIE SIĘ PRÓBOWAĆ WYTYKAĆ MI SKONSTRUOWANIE W 2006 WIRUSA KOMPUTEROWEGO (który się automatycznie aktualizował z Internetu, miał np. moduł do spamu), raczej niegroźnego z punktu widzenia kodeksu karnego, ale to żaden powód, by papież czy premierzy zyskali prawo do remontowania Europy z naszych pieniędzy i do przyuczania ludzi do szpiegowania i bycia przestępcą, (C) zwłaszcza od czasów Tuska 2007-2015 – politycy (nawet poszczególni posłowie) są winni udziału w gangu, np. śledzenia mnie czy to telefonem, czy przy komputerze (wynika to zapewne z polityki kierownictw partyjnych), rzadziej też organizowania korupcji i remontów, ich wina jest (jak się ocenia) poważna (grozi więzieniem), a ja jestem/byłem milionerem, co może stanowić zagrożenie (4,1 mln. zł pod koniec 2012 r., obecnie poniżej 1 mln. zł m. in. w wyniku spekulacji przeciwko mnie na giełdzie, patrz: zwłaszcza spółka KERNEL, oraz wysokich kosztów życia m. in. bez samochodu i inwestowania w samoobronę elektroniczną), (D) od czasów PiS, a następnie Tuska – zorganizowano potężną ogólnokrajową sieć agentów zawodowych w ogromnej liczbie przedsiębiorstw (w zamian za niepłacone podatki, w sumie jednak odsetek znośny dla budżetu), którzy wykradają obecnie mój ekran na podstawie fal, gdy jestem w pobliżu, i mogą go podglądać przez Internet, gdy jestem zupełnie gdzie indziej, a nawet podsłuchiwać mnie i w wolnym czasie uprawiać stalking (prześladowanie człowieka) – nikt nie chce "zmarnować" tego "kapitału społecznego", pozostawić go bezczynnym. [ukryj dopisek] Powtórzę na koniec bardzo wyraźnie: każdy, kto chce odpowiedzialności tylko dla TVP Warszawa, wystawionych wyroków więzienia tylko dla "operatorów" z telewizji (albo tylko ich i Policji), staje się zdrajcą narodu. Rezygnuje bowiem z jego najwyższego dobra (wolność, demokracja, prawa człowieka) w imię partykularnych złych interesów pewnej stosunkowo nie tak dużej frakcji. [rozwiń dopisek...]Prawo karne generalnie służy do tego – w myśl celów kary – by wywoływać oddolny opór przed złymi czynami: to jest główny cel polityki karnej zawsze i z tym zgodzi się i postkomunistyczny socjalista, i osoba głęboko wierząca (nawet Katechizm Kościoła Katolickiego tak to widzi – ochrona porządku społecznego). Gdzie prawa karnego nie ma, tam ten strukturalny czynnik społeczny odpada. A zatem pyta się – wyraźmy tu znaczenie pytania wprost – po co oddolny opór wśród np. pracowników firm (a nie samego kierownictwa)? To bardzo proste – bo inaczej tylko kapitał + politycy (czyt.: międzynarodówka podsłuchowa) decydują o tym, czy jeszcze mamy demokrację! Tylko na ich dobroci opiera się przetrwanie systemu demokratycznego i niepowstawanie totalitaryzmu – najstraszniejszego i najgorszego, bezprecedensowego, bo myślami sterować można nawet tłumom (tak, że brakuje już czasu i możliwości na własną inicjatywę). I pamiętajcie, co znaczy "decyduje kapitał": nie chodzi tylko o tego czy innego kapitalistę, o przekupienie tej czy innej osoby, jakieś "dogadywanie się" – w sprawach gospodarki wchodzą w grę także przejęcia firm. Wcale nie musi tu być stawiana kwestia poparcia dla jakiegoś przekrętu, zaś państwo – może jeszcze dofinansowywane z zagranicy – dysponuje zawsze gigantycznymi funduszami, robi kalkulacje na miliardach złotych (w takich sprawach zresztą możliwe i spodziewane są plany wieloletnie). Zresztą zastanówcie się – jak może opłacać się człowiekowi zrobienie remontu i przygotowanie sąsiadów pod śledzenie! A jeśli nie dostanie za udział w mafii stosownego wyroku (często nawet, stosunkowo krótkiego wprawdzie, więzienia), opłaci mu to się – nie tylko nie będzie odstraszania od zła, ale nawet utrwali się "reguła" (bo przecież nieprzypadkowo tak postanawiamy), może nawet w prawie, że opłaca się czynić zło. Poza tym podtrzymuję wszystko to, co napisane jest w dopisku 2015-06-11 do wpisu o szpiegowaniu mnie w Ibisie. edit 2015-12-31: Należy cieszyć się, gdy karane są szerokie masy narodu, sama podstawa piramidy, a nie jakieś małe ośrodki (u których nietypowe wykręty i ucieczki od odpowiedzialności mogą zadziałać), do których zresztą wtedy kasa zewsząd idzie i "świecą przykładem sukcesu" na tle uczciwszych kolegów po fachu (w ramach tej ograniczonej, względnie małej karanej grupy), których też może zazdrość w końcu dopadnie. Wystarczy mało firm remontowych, mało skorumpowanych (i np. dlatego śledzących) przedsiębiorstw czy mediów! (A jeśli trzeba więcej, to można np. wykupywać firmy.) To więc nie jest sposób poradzenia sobie z problemem. KARAĆ JAK NAJSZERZEJ: oto dopiero mądry imperatyw, zapewniający spełnienie zwłaszcza tego podstawowego i arcyważnego celu kary – prewencji ogólnej, czyli odstraszania. Wiekuiście go, jako metoda, zabezpieczający. Kto np. kara tylko firmy remontowe, ten doprowadzi do tego, że choć 90% ich w przyszłości już zła nie zrobi, to (w przyszłości, kiedyś tam, za 15-25 lat, gdy nowa afera wyniknie) znowu jakieś, teraz już tylko, 10% takich firm jednak się zdecyduje na zło i zbije fortunę, zgarniając kasę od wszystkich dookoła (wolnych od odpowiedzialności! hurra!), kasę w dużej ilości, bo mało konkurencji. Uciekną, ukryją się, będą mieli może dobry patent na techniczne wymknięcie się karze w swoich czasach – to jest zawsze możliwe, trzeba tak kalkulować, bo inteligencja przestępcy może wygrać. To samo dotyczy złych szefów, przedsiębiorców: zawsze się tacy mogą znajdywać, choć może w mniejszej ilości. To samo dotyczy wreszcie złych mediów (jeśli ktoś np. uważa, że tylko media powinno się karać). Natomiast ww. reguła KARAĆ JAK NAJSZERZEJ (i cieszyć się jeszcze z tego, świętować to) zapewni skuteczne wyeliminowanie procederu poprzez odebranie mu samej jego najszerszej, najpotrzebniejszej podstawy społecznej (np.: pracownicy, właściciele nieruchomości) – zaradzi wszelkim problemom w warunkach demokracji. [ukryj dopisek]
edit 2015-10-10: Jest jeszcze dobitniejszy taki przykład polskich kryminalnych klimatów w papiestwie – kardynał z Côte d'Ivoire (Wybrzeża Kości Słoniowej, kojarzonego zresztą z tzw. oszustwami nigeryjskimi – czytałem na ten temat kiedyś i oglądałem film, były swego czasu nawet podejrzenia, że to dzięki takim oszustwom mam pieniądze i że moje dawne miliony to były "lewe pieniądze"). Oto dosyć krótka lista kardynałów wykreowanych przez Franciszka-papieża – tuż za kardynałem Kutwą z tego Wybrzeża jest ktoś tam jeszcze (kard. Tempesta) – ciekawe to, prawda? (pamiętajcie, że ta strona jest też o atakach TEMPEST!)... Naprawdę w takiej kolejności oni byli ogłoszeni – "o Kutwa, Tempesta!" – można sprawdzić u źródła! Jest nawet jakieś "Paini Mafi[i]", co kojarzy się z bólem (ang. pain) i mafią, ale to akurat gorsze.
(17:50)
Na zlecenie premiera, u wojskowych; dziennikarze. To jej(?) [spikerów] twierdzenia niechętnie, ale w końcu wywrzaskiwane od 12 godzin na cały hotel, a także w okolicach Pałacu Prezydenckiego, gdyż przechadzałem się kilka godzin po Krakowskim Przedmieściu. Już chyba się z tego nie chcą wycofywać. [Polecam też wpis z bieżącego roku o parafii, gdzie jest na samym dole dopisek 2015-08-30 związany m. in. ze sprawami międzynarodowymi czy z bardzo ważną kwestią lekarzy-zabójców w szpitalach, co pod rządami PO się chyba niestety rozwinęło; to nie są sami ludzie niezdolni do takich czynów. Moim skromnym zdaniem w każdym szpitalu powinny być kamery na salach, utrwalać wszystko np. 2 tygodnie, a gdy ktoś umiera, bezterminowo zapisać nagrania (w dzisiejszych czasach przechowywanie danych dowolnie długo jest tanie i łatwe). Gdyż w takich sprawach może być bardzo trudno o dowody. Podobno zamieszany (także w moją sprawę) ośrodek jest częścią TVP Warszawa, dawniej WOT, pracującą całodobowo w studio – były pewne potwierdzenia zewnętrzne i mnóstwo od spikerów. Jeśli chodzi o szpitale, to pamiętamy ostatnio także sprawę śmierci Jana Kulczyka w szpitalu – co to, jakieś hospicja?... – która jednak dziwnym trafem miała miejsce dokładnie wtedy, gdy przestałem być formalnie milionerem co do kwoty oszczędności: granicą było 925 tys. zł na koncie mojej nowej spółki medialnej i 75 tys. zł na inne cele gdzie indziej. Właśnie wtedy, gdy kończył się milion – plus minus dwa dni – zmarł Kulczyk pod opieką doktorów. Media typu Wiadomości Bing jeszcze zapobiegawczo, bo pewnie nie będą zajmować się tematem, coś wzmiankowały o tym, czy może nie było błędu lekarzy, ale to tylko krótka wzmianka i więcej nic. Karetek pogotowia jeździ za mną po kilka dziennie, nawet przy krótkich wyjazdach na miasto. Ich macierzyste szpitale są zwykle kontrolowane przez dyrektorów chyba z nominacji marszałków województw – czyli osób wprost podległych premierowi, jako rządowa tzw. administracja zespolona (niestety, w szpitalach też uskutecznia się szpiegowanie ekranu jak na tym obrazku). Zob. też w sprawie zabitej podobno ciotki dział foto/wideo; podobno to było na zlecenie Watykanu, któremu wszelkie nagłaśnianie tematu szczególnie szkodzi (w odróżnieniu od nich, politykom często wystarcza uciec za granicę, żeby żyć sobie w miarę beztrosko, zresztą to często niezbyt wojowniczy ludzie i nie chcą aż sobie win dodawać, by przez to zarabiać wyroki np. 25-letnie; w przeciwieństwie do nich papież na pewno nie ma się czego obawiać). Oto jeszcze jeden podejrzany przypadek śmierci, obok Kulczyka, częściowo potwierdzonego, bo to zresztą widać gołym okiem było jako spowodowany zbieg okoliczności, aczkolwiek właśnie dziwnie mało się nim podniecali, zgadnijmy, dlaczego (trochę w końcu potwierdzają, ale przyznawać się niezbyt chcą albo na zasadzie "no dobrze, być może i to"), oraz ciotki (w pełni potwierdzane i również bardzo nieprawdopodobny zbieg okoliczności): były prezes TVP, tylko przez chwilę zajmował tę funkcję, bo nagle trafił do szpitala. Z "ławników w sądach" zrobił się jeden z ulubionych tematów spikerów, niepotrzebnie do znudzenia maglowany – swoją drogą może to przez takie nazwisko tego wybrali na prezesa. 51 lat; gratuluję doktorom zrozumienia i opanowania jego ciała. Przypominam łowców skór i pawulon. Na pawulon wskazuje podsuwana mi zapewne podprogowo bardzo oryginalna(!) hipoteza o sposobie zamachu w Smoleńsku – nie prawdziwa, o bombie, lecz, że tam jakaś skomplikowana elektronika pojawiła się pomiędzy sterem u pilota a samolotem, która powodowała, że samolot traci sterowność. Otóż tak działa pawulon, gdyż człowiek traci kontrolę nad własnymi mięśniami, dusi się – proszę poczytać. Ewidentnie zestawili w swych głowach to zabójstwo z wywołanymi zgonami szpitalnymi (to dopiero ich przyszłość była? a może już wtedy lotnisko miało tak pomagać? w każdym razie przyszły prezes Ławniczak umarł pół roku po zamachu – po kilku miesiącach prezesury i miesiącu w szpitalu, chyba od grudnia 2010). Tymczasem prawdziwy powód, dlaczego samolot się rozbił, był być może, jak się okazuje, dużo prostszy. Co do pawulonu, to po kilku dniach od użycia jest już zupełnie niewykrywalny przy sekcji zwłok, zaś jego efekt (jakim jest paraliż mięśni) w żaden szczególny sposób nie utrwala się – po prostu oiara, zachowując nawet świadomość, w pewnej chwili przestaje oddychać. Normalna przecież rzecz przy umieraniu. Może te doniesienia o strzałach na lotnisku były po to, by odwrócić uwagę od bardziej niepozornej metody, ewentualnie do zastosowania w pewnych przypadkach?... Już wtedy, po katastroie, jak widać operatorom podsłuchu chyba ta metoda chodziła po głowach, sądząc po ich nietypowej a uparcie lansowanej w mych myślach tezie. Jeśli to zastosowano, to pewnie w pojedynczych przypadkach: podobno większość ciał było zmasakrowanych, a nawet trudnych w identyfikacji. Od 10 minut teraz wrzeszczą i potwierdzają, że taka była rola strony rosyjskiej: "dokładnie o to chodzi!!!". [edit: Ten wątek uważam za mało prawdopodobny, ze względu na skuteczność bomb, tym niemniej były tego typu inne sprawy zabójstw, zob. dopiski.] Ponadto oczywiście sama kwestia aktywacji ładunków.]
Więcej o okolicznościach, które pozwalały jak dotąd uprawdopodabniać hipotezę zamachu akurat w odniesieniu do Smoleńska, jest we wpisie Wielki krzewiciel... z 19/12/2014. Jeszcze jednym takim dotychczasowym uprawdopodobnieniem z samej mojej historii w odniesieniu do tej sprawy dającym się wyciągnąć jest ma postawa wobec niej, gdyż inputowano mi (były już sugestie podprogowe w 2010) oryginalne a bardzo niemoralne myśli na zasadzie "to jest dopuszczalne", "państwa tak czasem robią", "książeta tak zawsze robili" itp. – a zatem nie na zasadzie braku dowodów. Zresztą już w dniu zamachu podsuwano mi, obok myśli, że to zamach, właśnie te skojarzenia z odpowiednią wcześniejszą – znaną tylko mi oraz podsłuchującym – "zapowiedzią"(!), nasuwano mi je, a po pierwsze ta "zapowiedź" nie była tak oczywista – no ale niech będzie, wyraźnie na ten temat, ostatnia ma głośna "twórczość" w mieszkaniu – po drugie sam bym pewnie tego nie skojarzył, bo mi mącą w myślach i nakierowują od czasu do czasu na konkretne tematy (nie było wtedy tego nakierowywania tak dużo, ale już trochę sterowali; i nie była to oczywiście tortura, coś zauważalnego, jak dziś). Pewnie nie miałbym dość swobody mentalnej, by tak trafić ni stąd, ni zowąd – a perfekcyjnie – w powiązany temat z przeszłości, bez jakichś uprzednich powolnych i systematycznych autoanaliz i retrospekcji. [Podobnie zresztą było przy cioci: po tym, jak dowiedziałem się, że umarła (w szpitalu psychiatrycznym, w którym chyba od paru lat była), już natychmiast podsuwano mi sugestiami podprogowymi koncepcję, że może została uśmiercona, ba, przypominano łowców skór i pawulon; nic dziwnego, tam przecież niejedna osoba pracuje, w różnych układach nade mną siedzieli, a nikt z zewnątrz ich za pojedyncze podszepnięcie rozliczał nie będzie. Ba, sama owa "zapowiedź", którą własnymi ustami wypowiadałem w jakimś potoczystym monologu (bynajmniej to nie z wariactwa było), była najprawdopodobniej podsunięta: "natchnięto" mnie, ponieważ w ogóle abym zaczął monologować, potrzeba niezłego męczenia i blokady myślenia po cichu (stąd "głośne myślenie"), po prostu ostrego nadawania sugestii podprogowych – w takich warunkach raczej nie jestem oryginalny. Sami na to dziś zwrócili uwagę. Gdy mówię głośno, mniej się też skupiam na odcyfrowywaniu podprogowych treści, mniej więc się męczę; monologowanie to był więc taki sposób na nieco wytchnienia i więcej swobody, choć już tego od dłuższego czasu nigdy nie stosuję lub prawie nigdy (może sprawiać złe wrażenie wariactwa). Otóż zapowiedzią, której może inaczej bym nie zauważył, było to, że ostatni taki potoczysty monolog był jakąś opowieścią o moralności, kończącą się emfatycznym "Dlaczego nie zabijać?!" – w takim podniesieniu temat został już pozostawiony, później aż takich monologów nie było aż do (podobno) zamachu. Udowodnienie ich inspiracji, choć w tej sytuacji przyznawania się jest już jasna, wymagałoby dokładniejszego zbadania, jak działa przekaz podprogowy, na ile może wpływać na człowieka nawet wtedy, gdy on mówi – ale wg mojego doświadczenia on zawsze do pewnego stopnia może wpływać na myślenie. Męczy nawet wtedy, gdy np. słucha się muzyki.]
(Odnośnie konkretnych osób z wojska, ich ulubionym nazwiskiem jest gen. Koziej [teraz jako sprawca] – żartobliwe niby odzywki typu "[boję się, że] powie jakiś Koziej" padały niezrozumiane od początków tortury w 2013 [niby to o radarze], teraz to wyraźnie potwierdzali; ale czy to jest prawdziwe oskarżenie – nie wiem. Co by się tyczyło ukrytych mówionych sugestii jak dotąd, wskazujących na sposób myślenia, pamiętne jest to ich imputowanie postaw typu "omijaj całą dzielnicę Wesołą, bo tam [podobno] mieszka ta oszustka M. Kozik".
[Wchodzi to do kompletu z bardziej racjonalnym omijaniem całego Targówka i Białołęki, "bo tam ten szpital psychiatryczny jest, w którym cię trzymali" (drugie zabójstwo do kompletu?) – wszystkie te powody unikania są to zresztą historie starsze niż tortura dźwiękowa, więc już mieli gotowe. "Ja tu rządzę na dzielnicy" oraz... "ja tu mam majora"(?) – a w rozmowie nazywał tak chyba pistolet – to teksty chłopaka, który popełniał na mnie nocny rabunek (wymuszenie rozbójnicze) w sierpniu 2011 r. w związku ze szpiegowaniem, był chyba nasłany przez śledzącą TV w układzie z Policją: czyżby to stąd w ogóle koncepcja tych dziwnych sugestii (aż przecież przesadnego) unikania całych dzielnic np. przy wynajmie? (Zauważcie: wypowiedzi te, inspirowane pewnie jakimiś podpowiedziami i ustaleniami płynącymi z ośrodka śledzącego, wiążą w sobie ślady zarazem sprawy oszustw, jak ją później dziwnie zaczęto u spikerów z TV ujmować, oraz tej kwestii wojskowej, a obie mogą mieć korzeń w Watykanie.) Odnośnie problemu uciekania od wstydliwego tematu – "tu nie ma sprawy, bo wstyd!!!" to był jeden z najczęściej w ciągu dnia powtarzanych tekstów tortury dźwiękowej w 2013 (np. 500 powtórzeń dziennie). Myśl, przewijająca się tu wśród osobistych skojarzeń w głowach tych, co to obmyślali (agentów-zbrodniarzy z TV(?)), zdaje się jasna: celem zbrodni było zagwarantowanie, by całego tego kompromitującego polityczno-kościelny establishment tematu o TVP już na pewno nie było (włącznie z tematem o torturowaniu mnie, które wtedy jeszcze było tylko w planach).]
[edit 2015-12-21: Wyjaśnijmy tu jeszcze jedną rzecz. Zarówno dobór ofiary po nazwisku ("po przodkach"), jak i same oszustwa mieszkaniowe(!), są to moim zdaniem rzeczy (tym najbardziej wtajemniczonym) zdecydowanie kojarzące się w jakiś sposób z Watykanem, zob. tekst o JP2 (np. biała sekcja w środku) w sprawie podstaw tego twierdzenia. Patrz też 'edit 2015-10-13' pod wpisem z 10/10/2015.] Były też w 2010 [latem lub jesienią wkrótce po zamachu, patrzcie na datę premiery po kliknięciu odnośnika] plakaty "KONIEC" z gębami jakichś [w domyśle] kóz, co ja dlatego z tamtymi oszustwami mieszkaniowymi kojarzyłem [nieraz zresztą przemawiano tak do mnie: przez plakaty i podprogowo; oto np. głośny film z 2009 w tym klimacie, też na plakatach (a były i ekrany w metrze, Nasz Dziennik, podstawione obce postaci robiące sceny...) – generalnie tworzono zawsze wrażenie, że coś idzie stopniowo do przodu w sprawie oszustw], choć to oczywiście przy polskim wymiarze sprawiedliwości przedwczesna radość była [w rzeczywistości sąd zlekceważył zażalenie a sprawa stała w miejscu zamknięta ("bo legalne") – lecz do mnie tak czy owak poczta nie mogła dotrzeć ze względu na inny adres już od dawna]. W rzeczywistości mogłoby więc chodzić i o ten zamach [prawdopodobne: zobaczcie czerwony odnośnik]. Ostatnio też podesłano mi (?) na przystanek na Świętokrzyskiej jakiegoś pojedynczego umundurowanego starutkiego wojskowego, z odznakami, trochę jakby błaznowatego – gadał chyba do siebie/w powietrze. [Padały też (już nawet dawno temu) od czasu do czasu, tak ni w pięć, ni w dziesięć, niezrozumiałe dotąd odzywki "za tych żołnierzy tak mi wstyd!". W ogóle przecież był ten cały, skądinąd przez watykańskie zamiary podsunięty, temat wojskowego zamachu stanu – jest o tym mowa przy okazji Wesołowskiego we wpisie z 5/03/2015, dopisek 'edit 2015-08-30' – reszta akurat w tej sprawie jest nieistotna, natomiast proszę rozwinąć końcowy dopisek i kliknąć też wzmiankowane tam zapisy (z ostatnich dni).]
Jako metodę zamachu spikerzy podają bombę(-y), jako motyw ze strony wojskowych – kasę [edit: pewnie też
krycie skandalu polityczno-religijno-medialnego, w którym sami tkwią?].)
edit 2015-09-06: Być może wielu zszokowało to, że papież Benedykt miałby zabić w 2012 moją ciotkę (zlecenie zastrzyku pavulonu) i nawet w zabicie Wesołowskiego nie dowierzają, a tymczasem to zapewne nie największe ich winy. [rozwiń dopisek...](Zwracam tu tylko uwagę na jej pogrzeb, nie mylić ze zgonem, 28. lutego – dokładnie i równo rok przed zapowiedzianym końcem pontyfikatu Benedykta i zniszczeniem jego Pierścienia Rybaka – oto pokwitowanie z cmentarza, zresztą można zadzwonić i potwierdzić: 42/652 95 05, Cmentarz pw. MB Nieustającej Pomocy. Swoją drogą, pogrzeb ten był też równo 10 lat po pamiętnej audiencji Kwaśniewskiego u papieża, gdy (oficjalnie: z naszej wewnętrznej inicjatywy) zapraszał Jana Pawła II do Polski w 2002 na tę podsłuchową chyba pielgrzymkę (by właśnie podsłuch i coś jeszcze z władzami uzgodniono). W przypadku tej śmierci są i inne (liczne) wyraźne wskazówki, na zasadzie sporego nieprawdopodobieństwa, oraz konsekwentne przyznawanie się spikerów, a także zapowiedź konklawe w dniu śmierci cioci – zob. też te nagłówki w ociekającym aluzjami BBC mniej więcej wtedy – i inne bardzo liczne straszne ślady w kościelnych mediach.) Sam fakt zabójstwa, a nie śmierci naturalnej, potwierdza też to, że zaraz po jej śmierci trafiłem (z niby to zgoła innych przyczyn, bo przez nieuprzejmość czy wręcz bandytyzm policji gwatemalskiej) do Panamy, było to w zasadzie następnego dnia i już zaraz trafiłem na McDonalds z ustawioną przed nim figurką Ronalda McDonalda z... kostką (tą od stopy) na kolanie, co było pozą świetnie się z ciotką kojarzącą – jest o tym geście zresztą w tych śladach z mediów kościelnych. Watykan jawi mi się co najmniej jako spodziewany możliwy wczesny sojusznik (2006) przekazu podprogowego jako elementu podsłuchu oraz remontowania Europy wraz nawet z przestrzenią prywatną (pomysł bodajże polityków PiS i PO, Komisji Europejskiej), a także (od 2006-7) masowości nielegalnej agentury zawodowej w firmach (co pomaga robić z ludzi nieprzychylnych). Odpowiednie telefony z nowoczesną kompresją dźwięku, GPS-em i radiem FM zresztą dopiero miały wejść masowo na rynek, poza tym do śmierci Jana Pawła II i tak współpraca z Kościołem w czymś takim (np. w kryciu medialnym) była problematyczna lub wykluczona. Poparcie Benedykta XVI dla montażu ukrytych telefonów, "oficjalnie" (tzn. w kontaktach politycznych, bo tak poza tym sprawa jest tajna) pod płaszczykiem zwykłego wsparcia "podsłuchów" lub wrogości wobec mnie na tle jakichś tam spraw związanych z religią i szczegółami filozoficznymi, w rzeczywistości wiązać trzeba by chyba po prostu, jak podejrzewam, z prymitywnym przekupstwem (kwestie w rodzaju opodatkowanie Kościoła, Fundusz Kościelny) oraz, być może, wplątaniem Watykanu przez nieroztropność papieża w skandal ze szpiegowaniem (np. rzekomo po to, by sprawdzali, czy dobrym jestem katolikiem(?) itd., w każdym razie chyba zgodzili się jeszcze zanim jakieś filozoficzne rozprawki zacząłem tworzyć). Proszę się jednak nie zrażać, tak poza tym ten blog opiera się na dowodach, tu np. nagranie ze spikerami wyszeptującymi i wykrzykującymi na temat zamachu smoleńskiego: J201509050131-smolensk.wav (z folderu nagrania audio, jest odsyłacz w nagłówku) – wprawdzie pewnie kiepsko się tego słucha bez (sporego) podgłośnienia/słuchawek, wydaje się pewnie to być cisza, trudno mi ocenić w moich warunkach. Zwłaszcza w ostatniej godzinie czy półgodzinie o tym gadali i o pavulonie. Być może targi, jakie w sprawie remontów odbywały się (jeśli się odbywały) z Watykanem, otarły się też o sprawę smoleńską, proszę przyszłych dziennikarzy o zainteresowanie się tym, jak to wszystko możliwe. Taka haniebna propozycja z jednej strony to furtka do haniebnej propozycji z drugiej, a poparcie od Watykanu (czy wręcz zlecenie tego) mogło być kluczem do jakichś potencjalnych układów z mediami w sprawie tej zbrodni (i tak zarazem na pewno przyciskanymi finansowo, zaś katolicyzm to jedyne powszechnie znane w Polsce źródło wartości i zainteresowania nimi). Polecam te tematy (głównie o tej sprawie cioci) po angielsku i u ateisty Sama Harrisa: kliknij. W mojej opinii zamach smoleński uzgodniono prawdopodobnie też osobno z każdym z mediów (w zaowalowanej za pewne formie), oznajmiając poparcie Watykanu (może ci okazywali to jakoś odpowiednimi mrugnięciami okiem) i grożąc egzekwowaniem wieludziesięciu milionów niezapłaconych podatków, może nagłośnieniem skandalu remontowego czy śledztwem w sprawie podsłuchu. Watykan się tu świetnie nadaje na takie centrum, z którym nowe zło można łatwo uzgodnić jako pierwszym i który tego nie rozgłosi nawet w razie odmowy (choć odmowa przy tym, co oni sami może proponowali, wydawała się mało prawdopodobna), a później się przydaje w kwestii religijnej i moralnej. Możecie nie wierzyć, że to było uzgodnione, ale obecna zbrodnia tortur masowych jest zupełnie na oczach mediów i sami możecie się przekonać o tym, że jest realna, przyjeżdżając do Warszawy i dzwoniąc do mnie – wszędzie wokół mnie to będzie grać, nawet wewnątrz lokali i różnych zaułków, a możemy pojechać gdziekolwiek. Tusk, jakby co, kontroluje też Żandarmerię Wojskową – obnoszono się ich wozami przede mną w 2011 przy okazji zawiadomienia o stalkingu (co odbierałem jako drwina z tego, że może Policja mi pomoże, oraz demonstracja potęgi władzy i tego sprzysiężenia przeciwko mnie), a w 2012 wykorzystywano ją, z inicjatywy Tuska, co dość oryginalne, jako pomocniczą Policję przy okazji Mistrzostw Europy ("nadają się do ochraniania imprez sportowych" – tymczasem w Warszawie np. jest 10.000 policjantów i ponad 1900 strażników miejskich). Zaś prokuratura wtedy jeszcze (przygotowania) była oficjalnie kontrolowana, co do pojedynczych funkcjonariuszy najniższego szczebla, przez ministra. [ukryj dopisek]
edit 2015-09-08: Lista morderstw, w których były zdecydowane (wyraźnie) UPRZEDNIE przecieki np. od paru dni lub w których spikerzy się przyznali do *(współ)sprawstwa TVP Warszawa (konszachty z Watykanem?) – kolejno: [rozwiń dopisek...]
edit 2015-09-20: Bezwarunkowe, bezwzględne prawo do zupełnie swobodnego wyrażania podejrzeń jest konieczne dla funkcjonowania demokracji (zresztą podejrzenie ze znakiem zapytania chyba nie jest stwierdzeniem faktu, a co za tym idzie – oskarżeniem, obwinieniem; a przecież to właśnie oskarżanie znajduje się w definicji pomówienia, które z kolei występuje w kodeksie karnym i niektórzy o nim w takich sytuacjach marzą). [rozwiń dopisek...]W przeciwnym bowiem razie organy ścigania i sądy stają się dla narodu profesorami i wykładowcami, a nawet oprawcami, nad którymi w odpowiednio wytworzonej sytuacji przekrętu nie ma absolutnie żadnej demokratycznej kontroli (kontroli na zasadzie "chcemy sprawdzić to!", "chcemy zbadać tamto!" – to są synonimy, inne sformułowania zdania "X [tutaj argumentujemy, dlaczego] mógłby być zamieszany w to-a-to"), ponieważ właśnie często w jakiejś sprawie kryminalnej istnieje tylko podejrzenie, a żeby zebrać dowody i pozyskać informacje, trzeba dopiero przeprowadzić pogłębione śledztwo policyjne (zakaz kłamstw pod karą więzienia, dostęp do dokumentów, billingów, kont bankowych, do wykazu i adresów poszczególnych pracowników, możliwość aresztu dla złych kierowników, tajemnica postępowania przygotowawczego, w przeciwieństwie do sali sądowej w procesach o zniesławienie, itd.) – powstaje tzw. problem jajka i kury. (Również i media mogą być zamieszane, więc, przepraszam za określenie, tylko zupełny idiota lub człowiek bardzo złej woli – choćby nawet był przez jakąś poważną omyłkę prezydenta sędzią – może twierdzić, że samo istnienie mediów lub jakiegoś tzw., oczywiście często regulowanego, "rynku" wyklucza istnienie przekrętów, wobec tego należy ufać mediom, sądom, a głoszących różne nietypowe tezy karać.) Tymczasem przy postępowaniach prawnych to organy państwowe arbitralnie rozstrzygają, czy jest podejrzenie, czy go nie ma, a zatem zakazując stawiania pytań i publicznego dzielenia się podejrzeniami, pozostawiając sprawę badania czegoś przez prokuraturę lub nie poza sferą wybieralnej polityki – tego, o czym może decydować społeczeństwo demokratycznie i poprzez wybory ("zbadać to!") – likwiduje się demokrację w najgorszym możliwym do tego miejscu, czyli w sercu sprawiedliwości karnej. Na zasadzie: nie można rozmawiać, składać ofert co do kierunków kontroli państwowej i wymieniać poglądów = nie ma demokratycznej polityki. W taki sposób może w ogóle upaść funkcjonowanie prawa karnego w wielu nawet dziedzinach, co podważa państwo prawa i jest w sprzeczności z prawami człowieka (gdy tymczasem polityczne otwarcie się systemu sprawiedliwości na szerokie masy społeczeństwa, na oddolny polityczny nadzór pochodzący od zwykłych typowych ludzi, pozwoliłoby utrzymać pewne minimum zasad, które gruba większość ludzi podziela, mimo że może przecież zdarzyć się układ, że w ważnych miejscach i na istotnych stanowiskach są sami gorsi). Gdyż bez sprawiedliwości i praw człowieka nie obroni się demokracji, a bez demokratycznej swobody debaty i propozycji nie obroni się sprawiedliwości i praw człowieka. (Bo wówczas sami sędziowie czy media mogą być zamieszani czy potajemnie stronniczy – lub w ogóle w grę zacznie wchodzić złe prawo.) Piszę to tutaj, bo było coś takiego w 2008 w (oczywiście, jak już widzimy, zamieszanej) prokuraturze: www.tvp.info/345427/informacje/polska/palikot-nie-odpowie-za-blog/ (zauważcie, co prokuratura sugerowała! nawet cywilnej sprawy o szarganie dóbr osobistych nie powinno za to być, co dopiero karnej, ci jednak dopatrywali się przestępstwa ściganego z oskarżenia prywatnego, co było pewnym wyskokiem na tle dosyć już ugruntowanych standardów dotyczących podstawowych swobód). Ponadto należy pamiętać, że orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (np. Uj przeciwko Węgrom) dopuszcza nawet bardzo ostre opiniowanie, a w tym wypadku ewentualne pomówienie mogłoby co najwyżej wynikać właśnie z publicznego wyrażania niskiej o kimś opinii: zezwalają na tego typu rzeczy, co "setki tysięcy Węgrów pije [to] gówno z dumą, a nawet oddaniem" (artykuł z 2008). Jest jeszcze taki drobiazg, że aby w ogóle można rozważać, czy doszło do przestępczego obiektywnego oskarżenia mogącego pozbawić kogoś potrzebnego mu do życia zaufania, musi być to oskarżenie albo kłamliwe, albo prawdziwe, ale w chwili głoszenia go bezpodstawne. Nie należy też się za bardzo ekscytować tym, że Policja próbuje w pierwszej kolejności zawsze znaleźć personalia autora strony (i np. nie ściga z powodu niewykrycia sprawcy). To jest normalny i słuszny sposób postępowania wynikający stąd, że nawet jeśli nie ma sprawy karnej, może wciąż jeszcze być pole do cywilnej i wypada także w tym w miarę możności pomóc obywatelowi (w Policji tak często robią z różnymi sprawami, które wprawdzie są co najwyżej cywilne, ale mogłyby się wydawać karne – nawet zupełnie innego typu niż te związane z pomówieniami). Zauważmy, nie ma ucieczki od ww. bezwzględności i bezwarunkowości prawa do wyrażania podejrzeń. Gdyż jeśli musiałyby np. istnieć dowody, by o coś zapytać, by stawić znak zapytania i rzec "tu moim zdaniem powinno być śledztwo", to wówczas oczywiście to sąd będzie orzekać, czy te dowody są, czy ich nie ma, a sąd może być zły. Ponadto mogą być osoby samotne, dla których zabezpieczenie dowodu na swe podejrzenie (i tym samym niewinność) jest bardzo problematyczne – na przykład ja. A zatem proponuję trzymać się podanej tu tezy prawnej. [edit 2015-09-26: Proszę na koniec zauważyć, że ustawa nie wyróżnia, definiując pomówienie, sytuacji zawiadamiania organów ścigania czy Policji (ani nie wymaga, by pomówienie było publiczne). Oznacza to, że – gdyby przyjąć pogląd tych, co by za przypuszczenia i poglądy polityczno-prawne kary rozdawali – także zawiadomienie prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa mogłoby być pomówieniem lub przewinieniem cywilnym, a tak nie jest: kto ma takie uzasadnione w swym mniemaniu podejrzenie, ten niekiedy (w odniesieniu do niektórych przestępstw, głównie zabójstw) ma wręcz obowiązek donieść, napisać, a na pewno nie musi się bać żadnego zakazu, o ile nie kłamie świadomie. Wolno w każdym razie wyrażać też podejrzenia oparte na zdarzeniach (nawet poszlakach), które można zaledwie zeznać, natomiast nie ma się np. nagrania lub drugiego świadka.] [ukryj dopisek]
edit 2015-09-29: Przykładowy wywiad Prokuratora Generalnego w sprawie Smoleńska, w którym ujawnienie prawdy o trotylu grozi podobno – uwaga! – napięciami społecznymi (kliknij niebieski link). Bo przecież tyle ludzi zamieszanych w sprawę TVP Warszawa i Watykanu! Czyżby o to chodziło... (Pobrzmiewa też w tym chęć ukrycia czegoś dla uniknięcia czegoś szerokiego, społecznego – proszę to skojarzyć z watykańskim wspieraniem prześladowań w imię krycia własnych win, a może i kwestii związanych z dylematem determinizmu itd.) Trafne było też pytanie Jarosława Kaczyńskiego: Skąd Sikorski tuż po 9 wiedział, że wszyscy zginęli?. Ale oni wszyscy prawdopodobnie nie są zainteresowani publicznym wyjaśnieniem prawdy, nie chcą realnego śledztwa w TVP i prokuraturach, takiego z udziałem Piotra Niżyńskiego. edit 2015-10-30: Proszę, oto dodatkowy dowód od profesora – eksperta sejmowego (który zbadał tę sytuację), że katastrofa w Smoleńsku była zamachem. Spikerzy tortury wciąż konsekwentnie to potwierdzają. Zauważcie też, co na samym końcu stenogramu (tutaj kopia) mówili, podobno z wykrzyknikiem, Rosjanie: "Odejście ('uhod', podobne 'uhodi' znaczyłoby: uciekaj, idź precz) na drugi krąg!" [świat? cóż za zbieg okoliczności i jasnowidzenie, nawet, jeśli widzieli jakąś kolizję]. Odgłosy trzaskania trwały wg stenogramu 5 sekund (zderzenie z drzewem lecąc np. 10 m/s to jakiś długi proces?!); po ww. tekście Rosjan (zaczął się w środku trwania trzaskań) zawołano już tylko "Kurrr***" i koniec nagrania, padł prąd. Nie wiem, czemu miałby paść prąd akurat 6 sekund po początku odgłosu zderzenia z drzewem i sekundę po jego końcu, natomiast teza o eksplozjach i pożarze w kadłubie tłumaczy to świetnie. PRZYPOMINAM WRESZCIE, ŻE JESZCZE KILKASET LAT TEMU WIERZONO W NAUCE, ŻE ZIEMIĘ OTACZAJĄ SFERY NIEBIESKIE, A NAWET [żartobliwa(?) hipoteza Dantego] KRĘGI PIEKIELNE – TAK WYOBRAŻANO SOBIE NIEBO (stąd sformułowania typu "drugie niebo", "trzecie niebo" itd.). A zatem "odejście na drugi krąg!" to prawie że wprost powiedziane, w ateistycznej ironii, "śmierć was czeka", w sensie np. "sio do [nieistniejącego] czyśćca/piekła!".
(19:26)
Pokażą Wam to poniższe zdjęcia, prawdopodobnie z tym procederem związane. Podobno takie właśnie są te tajne "głośniki", które się wszędzie instaluje – prostokątne i szerokie [pytałem kiedyś osobę z branży, zamieniliśmy parę słów ściśle o tym]. Przez tego typu dobieranie się do instalacji elektrycznych w ostatnich 7 latach tortura (a dawniej przekaz podprogowy) gra dziś w każdym miejscu na dworze, gdzie się udam: wina jest zarówno po stronie państwa, jak i właścicieli terenów przyulicznych i domków. [edit 2015-09-03: Przypominam przytoczony na górze tej strony dowód. Możecie w zasadzie od razu dzwonić do pierwszej z brzegu firmy remontowo-budowlanej i pytać o instalacje podsłuchowe, o których mówiła Policja: polegają "na wbudowaniu telefonów", "z podsłuchem to związane". Omijając dojście poprzez ogłoszenia i policjantów tracicie wszakże okazję do tego, by zaoferowano Wam telefon podsłuchowy i szpiegowanie ekranu specjalnym komputerem z anteną u sąsiada.]
201508081442 [FOTO] – wybebeszają instalację elektryczną
201508081456 [FOTO] – jeden z kabli zasilających wyciągnięty i poprowadzony przez skrzynkę [W MIESZKANIACH I DOMACH SĄ W DOLNYCH ROGACH ŚCIAN(?)]
201508081457 [FOTO] – inne ujęcie ww. skrzynki [WIDAĆ OBRANĄ KOŃCÓWKĘ KABLA]
Zdjęcia z Warszawy, ul. Wołoska przy rogu Woronicza (przy takim sklepiku). (To druga metoda, zwana w ogłoszeniach nieruchomości "zadbanym ogrodem", a pojawiło się to słowo w nich nagle od pewnego dnia i wszędzie równocześnie: tak poza tym wielokrotnie słyszałem, że latarnie grają same z siebie – zob. np. film YouTube, czas przykładowej ciekawostki: ok. 1:10.) Odpowiednie skrzynki zawierają pewnie smartfon, jego ładowarkę, a może i odpowiednio mocny głośnik podłączony kabelkiem Mini-Jack, bo to przecież przez beton idzie, już nawet nie licząc obudowy.
O aferze remontowej było już, z odpowiednimi dowodami, we wpisach Szczegóły instalacji dźwiękowej... (13/11/2014) i Praktyka organizowania tortury... (10/01/2015). Dodałbym tutaj dwie małe korekty: we wpisie pierwszym – że to nie tyle w śródścianiu, co u podnóża ścian zapewne było montowane; we wpisie drugim – że smartfony (będące mózgiem odpowiednich skrzynek) posiłkują się też systemem GPS w celu samolokalizowania się i stwierdzenia, czy powinny grać, co ma znaczenie zwłaszcza w pojazdach. (Nowoczesne telefony mają wbudowane chipy do obsługi GPS.) Wstępnych dowodów na aferę, pozwalających się nią zainteresować, jest na tym blogu sporo: wymienia je po pierwsze II dopisek do tekstu o Komorowskim (12/03/2015) – 8 dowodów; po drugie wiarę w nie nakazuje, o ile mi się ufa, znajomość fizyki (p. dopisek I do tekstu z 5/04/2015); po trzecie teraz świeżo było kolejne, 10-te już potwierdzenie we wpisie z 10/06/2015 (nagranie 20150606_18:02). [edit 2015-09-30: Remonty na zewnątrz (na terenach pod gołym niebem) organizują albo skorumpowani właściciele przydrożnych nieruchomości, co jest bardzo częstym przypadkiem (także spółdzielnie), albo też miasto, np. na zasadzie (jak przypuszczam) podłączenia się pod sygnalizatory świetlne czy jakieś ich nowoczesne elementy. Być może doszło do "partnerstwa publiczno-prywatnego" np. na takiej zasadzie, że chodniki na Krakowskim Przedmieściu należą do miasta, które je rozkopało (stoi oficjalna tablica: "modernizacja nawierzchni współfinansowana z Europejskiego Programu Rozwoju Regionalnego", por. też to przy kościele), ale sam prąd ciągnięto np. z lokali obok, więc można było to zrobić bezpiecznie, wyłączając na czas remontu tamto prywatne zasilanie.]
A tutaj ciekawostka: historia rozwoju rynku smartfonowego. Od razu widać, w jakich latach najbardziej rozpowszechniły się telefony z GPS-em (i także z radiem FM, choć pojedyncze modele zdarzały się już wcześniej, poza tym często tego autorzy ww. strony nie odnotowują) – mianowicie widać to w ostatniej kolumnie Other przy odpowiednich latach. Np. model Nokia N95. Odpowiedź? Za rządów PO (2007-2015) – wtedy, co i ten totalny remont Sejmu był (p. też odnośnik "Sprawdzamy budynki związane z premierem i PO"). W latach 90-tych, kiedy miał tam miejsce poprzedni porównywalnie duży, nawet nie były rozpowszechnione odpowiednie technologie kompresji dźwięku, kompilatory programów na smartfony itd. Równolegle z postępami w Polsce sprawa remontów rozprzestrzeniała się w różnych krajach na całym świecie (na pewno masowo w Europie), choć chyba póki co tylko mnie aż tak torturami prześladują, w każdym razie pewnie takich przypadków jest niedużo, jeśli wierzyć nieoficjalnym gadkom polskiej TV. Pierwszym na świecie modelem telefonu z GPS-em był Benefon Esc! z późnego 1999 (w praktyce dostępny w sklepach od 2000), ale zapewne nie był na Symbianie i ów chip GPS nie był też dostępny dla zewnętrznego oprogramowania poprzez żadne standardowe tzw. interfejsy (API), czyli techniki programistyczne – nie istniał w 2000 r. jeszcze żaden publicznie znany standard opisujący, jak coś takiego oprogramować. Odtąd zostaje już tylko kilka lat do tego 2007 z Wikipedii; jeśli więc 2007-2008 jako początek organizowania smartfonowych remontów (w ogóle gdziekolwiek na świecie) jest to oszacowanie zapóźnione, to najwyżej minimalnie. Pierwsze modele Nokii z GPS-em (z 2007): 6110 Navigator, E90 Communicator. Zaznaczę na koniec ponownie na marginesie, że takie remonty pod przekaz podprogowy czy, tym bardziej, torturę, są nielegalne (takie wnioski można wywieść z Prawa budowlanego [edit 2015-08-16: rozwiń...Art. 5 (jego ust. 2 i, przez odwołanie, także ustęp 1) w zw. z obowiązkiem szczególnym właściciela budynku z art. 61 ust. 1, którego zaniechanie penalizuje z kolei art. 91a. Odnośnie art. 5 obowiązuje mianowicie, wśród przepisów techniczno-budowlanych, a nawet jeszcze z odpowiednimi podobnymi wskazówkami w samej ustawie (mianowicie art. 5 ust. 1 pkt 1 lit. d), przewidziane ustawą "Rozporządzenie w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie", którego §309 głosi wyraźnie: "Budynek powinien być zaprojektowany i wykonany z takich materiałów i wyrobów, aby nie stanowił zagrożenia dla higieny i zdrowia użytkowników lub sąsiadów", następnie §323 "Budynek i urządzenia z nim związane powinny być zaprojektowane i wykonane w taki sposób, aby poziom hałasu (...) nie stanowił zagrożenia dla ich zdrowia, a także umożliwiał im pracę, odpoczynek i sen w zadowalających warunkach", następnie w tym duchu (jako wykładnia literalna, czyli dosłowna, ale także systemowa i celowościowa) należy interpretować jeszcze zwłaszcza dalszy paragraf o ochronie przed oddziaływaniem o charakterze wibracyjno-akustycznym, §327 ust. 2: "Instalacje i urządzenia, stanowiące techniczne wyposażenie budynku mieszkalnego, zamieszkania zbiorowego i użyteczności publicznej [typowe lokale uliczne!], nie mogą powodować powstawania nadmiernych hałasów i drgań, utrudniających eksploatację lub uniemożliwiających ochronę użytkowników pomieszczeń przed ich oddziaływaniem" (bardzo istotne, gdyż wg art. 9 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, która jest w Polsce prawem, ludziom przysługuje "wolność myśli", tzn. nikt nie może wywierać na człowieka nacisku, żeby myślał inaczej: co już z góry wyklucza legalność takiego nawet niezauważalnego sterowania myślami, przejmowania ich u kogoś – poza tym istnieje ochrona życia prywatnego, osobistego, a tu się zalicza bieg myśli w mej głowie; a więc nie można powiedzieć, że np. tego typu drgania, a tym jest dźwięk, nie są nadmierne, bo "mieszczą się w granicach prawa", "norm prawnych"); to wszystko oczywiście minister może zmienić, co nie oznacza, że tych przestępstw nie było – i na taką amnestię nigdy mojej zgody, ewentualnie też politycznej, nie będzie, bo zresztą liczy się w kwestii egzekwowania prawa tylko stan obecny i, za sprawą Konstytucji, jeszcze stan z chwili popełnienia czynu, ale to, co pośrodku, w tej sytuacji nie (nie przedawnia się też ta rzecz). W grę wchodzą też ewentualnie, oprócz Prawa budowlanego, także przepisy BHP i może prawa ochrony środowiska, zwłaszcza zestawiając je z Konstytucją, np. obecnie zakazem tortur. – zwiń dopisek], kodeksu karnego – mianowicie zakazu [znęcania się i] stalkingu, bo to w związku zwłaszcza z tym szczególnym podsłuchem na Niżyńskiego organizowano [teksty, odzywki, niepokojenie i okazjonalne tortury stały się płynnie nie tylko codziennością, ale nawet czymś ciągłym] – oraz z prawa międzynarodowego i odpowiedniego paragrafu kodeksu karnego: to nadaje się do sklasyfikowania nawet jako zbrodnia zamachu na ludność polegającego na nieludzkim traktowaniu [edit 2015-09-29: Na pewno dotyczyłoby to powodowania intensywnego zmęczenia, ale też... – rozwiń wg Amnesty i może innych źródeł krajowych (np. definicja ze słownika języka polskiego prof. Doroszewskiego z 1969 r., przedruki w 1996-97 i 2000 r.: definicja idealna pod współczesne prawo, na czele z prawami człowieka) i źródeł międzynarodowych funkcjonuje wykładnia inna niż literalna wg dzisiejszego słownika PWN (nie jest on przecież żadnym dyktatorem prawa, wręcz przeciwnie: powinien się w nie też trochę wsłuchiwać, tak jak wsłuchuje się w powszechne stosowanie słów np. w książkach). W Amnesty więc podają np. "każde przykre lub niedbałe traktowanie, które mogłoby uszkadzać zdrowie fizyczne lub psychiczne"; Międzynarodowy Trybunał Karny dla byłej Jugosławii zdefiniował okrutne lub nieludzkie traktowanie jako "umyślny czyn lub zaniechanie, które, obiektywnie rzecz biorąc, są celowe i nieprzypadkowe i powodują poważne cierpienie umysłowe lub fizyczne albo taką szkodę [tu np. byłoby niecelowe zamęczanie, a więc element "bezlitosności"], lub stanowią poważny atak na ludzką godność" – to ostatnie w takim razie znaczyłoby, mówiąc wprost, traktowanie nie tak, jak ludzi traktować się powinno, czyli właśnie idzie to po linii def. Doroszewskiego; natomiast dla Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nieludzkie traktowanie to takie, które przynajmniej jest w stanie wywołać jeśli nie uraz fizyczny, to co najmniej intensywne fizyczne i umysłowe cierpienie i gwałtowne zaburzenia psychiatryczne(!) [a jest, odsyłam np. tutaj czy tutaj-przypis 2]. Zauważmy, w paragrafie polskim "nieludzkie" jest na 3 miejscu po torturze i okrutnym traktowaniu, jako rzecz inna ("lub"), co sugeruje pewną gradację i nieidentyczność pojęć "okrutny", które tu sugeruje cięższą winę, z "nieludzki", zaś prof. Mirosław Bańko z PWN rozwija definicję słownikową na stronie sjp.pwn.pl w sposób następujący: "Nieludzki znaczy, zależnie od kontekstu, 'okrutny', 'niegodny człowieka', 'pozbawiony cech ludzkich', a nawet 'straszny, okropny'" [tak, można sobie wyobrazić zdanie np. 'syrenka ma też pewne cechy nieludzkie'], a zatem znowu zawierałby tu się odcień związany z byciem niewłaściwym człowiekowi, czyli urąganiu jego godności i, ściślej to biorąc, właściwemu ludziom sposobowi traktowania (ten wyraża się np. w prawach człowieka i konwencjach międzynarodowych); jako synonim PWN podaje np. "bydlęcy". Cambridge Dictionary of English definiuje, analogicznie, "inhuman" jako "not human in an unusual or frightening way" (może to z powodu jakichś ciemnych interesów podstawowa definicja w internetowym słowniku PWN to pomija, choć zaraz temat uzupełniają?... przecież na pewno u nich też gra). Moim zdaniem naruszanie prywatności ludzkiej do tego stopnia, że może to ich praktycznie pozbawiać wolności myślenia, z zamiarem przejmowania ich myślenia, to zdecydowanie jest traktowanie nieludzkie (umieściłbym to niekiedy w rubryczce "eksperymenty biologiczne", którą do takiego traktowania zaliczył Statut Rzymski Międzynarodowego Trybunału Karnego – stamtąd pochodzi to prawo) i tylko taki Sąd Najwyższy chciałbym widzieć w moim kraju. Chciałbym wreszcie zauważyć, że obowiązuje (pod postacią art. 30 Kodeksu karnego) generalna norma głosząca, że nieznajomość prawa szkodzi, a zatem sprawca może być nieświadomy bezprawności czynu, a i tak za niego odpowiadać. Rozstrzygnięcie co do interpretacji prawnej (np.: czy konkretne traktowanie było nieludzkie) należy do sądu, natomiast po stronie zamiaru sprawcy, który musi on mieć co do tego znamiona, leży konkretny sposób potraktowania osoby (np.: poddanie jej podprogowym manipulacjom umysłem). Jeśli więc np. prawnicza definicja "nieludzkiego traktowania" mówiłaby o (samej tylko) możliwości wywoływania dużego bólu czy zmęczenia, to i tak nie jest konieczna świadomość sprawcy, że do takich ekscesów dochodzi czy może dojść, a tylko to, że po pierwsze tak jest obiektywnie, po drugie wie on (zamiar), iż poddał ofiarę(-y) kontroli umysłu przez pewien ośrodek (fakty, strona obiektywna czy też faktyczna czynu: przyczyny, skutki, zdarzenia, co do których istnieje zamiar, które wykonano i które mogą być przedmiotem oceny prawnej) – jest to pewien sposób potraktowania. I następnie to dopiero sąd rozstrzyga, czy wobec tego można powiedzieć, że było ono nieludzkie. Krótko: przy obecnym kodeksie karnym, wspartym tradycjami prawa rzymskiego, zamiar sprawcy obejmuje elementy obiektywne, niejako fizykę czynu, a nie właściwe rozumienie (i zastosowanie do siebie) sensu prawnego wyrażeń, które mogą być różnie interpretowane (w tym pewnych ewentualnych konsekwencji, od których taka interpretacja może zależeć). Innym znanym przykładem jest świadomość sprawcy, że uczestniczy w grupie przestępczej. Może mu się wydawać, że nie jest, ponieważ podsłuchiwanie mego życia przy pomocy smartfonu jest "legalne", bo to już jest "jawna rzecz". Mimo to przynależy do grupy przestępczej, bo jest świadomy przynależności do grupy i tego, co ona robi, natomiast sąd następnie stwierdza, że jest w tym przestępczość i że zamiar to, co przestępcze, również obejmował. Na koniec przecież trzeba zwrócić uwagę, że w 99% przypadków ma się do czynienia z pomocnictwem (i zlecaniem pomocnictwa), a nie sprawstwem zbrodni przeciwko ludzkości, a to oznacza dopuszczenie ewentualności zamiaru, więc tym bardziej słuszna jest teza, umieszczana w pewnych definicjach samego nieludzkiego traktowania, że i tak wystarczyłaby sama możliwość zła (traktowanie, które mogłoby sprawiać zmęczenie czy ból) – i nie trzeba tu się uciekać do różnych panujących definicji. Należy to doliczyć do argumentów za surowym potraktowaniem przestępstw związanych z remontami. Nawet sama telewizja(?) mogłaby nie wiedzieć, że na tych ludzi tak działa, że (wg pewnych definicji) to "już" jest nieludzkie traktowanie – co dopiero jej pomocnik... – ukryj dopisek], z dość wysokimi karami nawet aż do 25 lat więzienia, jak zauważyłem we wpisie z 1/10/2013 [edit 2015-08-16: Mój plan przewiduje osądzanie najbardziej pospolitych przestępstw, dotyczących setek tysięcy czy nawet milionów ludzi, w specjalnie wprowadzonym trybie... rozwiń "szybkim", dotyczącym spraw o charakterze masowym, właśnie z uczestnictwem w tego typu masowej organizacji przestępczej związanych (nie słuchajcie spodziewanych tutaj oczywiście kombinacji i wykrętów ze strony prawników, jakże "krystalicznie czystych", jakże pozbawionych znajomości i z równie "przezroczystymi" małżonkami, dziećmi, rodzeństwem, rodzicami własnymi i ich partnerów), w trybie mianowicie umożliwiającym wydawanie jednolitych w całym kraju – z wyjątkiem polityki prokuratury dotyczącej surowszego, tzn. w rzeczywistości po prostu mniej ulgowego, karania bardziej zasłużonej części grupy, w tym przypadku: mieszkańców Warszawy – wyroków niewiększych niż np. 1,5 roku więzienia (będzie sporo mniejszych, to planowana górna granica) na podstawie akt prawidłowo poprowadzonego śledztwa i propozycji prokuratury, przez sąd, ale bez rozpraw (na posiedzeniu w sprawie wielu oskarżonych; byłaby oczywiście możliwość sprzeciwu ze strony skazanego lub odrzucenia propozycji ze strony sądu, wówczas jest normalny proces), co byłoby zmianą prawa rozszerzającą obecną instytucję tzw. nakazowych wyroków za przestępstwa (dziś rozdają tak tylko grzywny) lub wyroków na zasadzie ugody ze sprawcą (dziś warunkiem jest jego zgoda): są to obecnie bodajże 2 jedyne przypadki, w których sąd wydaje wyrok karny na podstawie samych dokumentów. W sytuacji planowanego przeze mnie trybu "szybkiego" ustawowa dolna granica, np. od 5 lat wzwyż jak przy tej zbrodni spikerów, nie obowiązywałaby, czyli można by za przestępstwo formalnie będące (albo i nie, bo różne mogą być sytuacje i interpretacje, np. sprawa taxi – pomysł jest ogólny i nie tylko dla ciężkich paragrafów) zbrodnią pomocnictwa w zamachach na ludność, polegających na np. torturze czy (jako sterowanie myślami i nastrojami, zwłaszcza może pewnych osób) nieludzkim traktowaniu, jak to konwencja międzynarodowa podaje, dostać np. 1 rok, co wyobrażam sobie nawet jako przypadek dosyć powszechny (bo odpowiedni zamiar, choćby ewentualny, u tych organizatorów remontów, np. właścicieli mieszkań, jest – wbrew kłamstwom oni wiedzą, o co chodzi), ponadto zaletą byłoby jednolite orzecznictwo – także w kwestii dowodów, do czego można by jednorazowo w skali kraju wykorzystać np. (oczyszczony już wtedy ze zła) Sąd Najwyższy. Sama ta popierana przeze mnie idea – co trzeba wyraźnie podkreślić – NIE MA, ze względu na możliwość sprzeciwu ze strony sądu i ze strony skazanego, ABSOLUTNIE ŻADNYCH WAD (i to mimo wielkiego zwiększania roli organów ścigania względem, zwykle dopiero wszystko rozstrzygającej, sali sądowej, mimo tego zwiększania odpowiedzialności i wymaganego zaufania), poza tą jedną techniczną wadą wynikającą z kwestii dostarczenia przesyłki – konieczne byłyby wielkie kampanie medialne przypominające Polakom o obowiązku posiadania jakiegoś miejsca zameldowania i aktualnego wpisu na ten temat w urzędzie. A i tak prawdopodobnie, poza zaufaniem wobec Policji, która przesłucha odpowiednią osobę na ten temat i prawidłowo zapisze, gdzie mieszka, oraz (alternatywnie) wobec urzędu gminy/miasta, wprowadzi się (w razie nieodebrania pod tamtym) dostarczanie przesyłki pod ewentualnie dodatkowy adres uzyskany z jeszcze innego źródła, jeśli się taki znajdzie: np. z urzędu skarbowego, ZUS-u czy ewidencji działalności gospodarczej – sprawdzanie tego (zautomatyzowane przez bardzo wygodne systemy informatyczne) byłoby w gestii pracowników sądu zajmujących się wysyłkami. Trzeba tu od razu zaznaczyć, że chodzi o przypadki bardzo nieliczne. Trzeba zaufać socjocybernetyce polegającej na tym, że wszędzie działa inteligencja ludzka, są rodziny, ludzie się sami starają o swoje losy. W zasadzie samo krzyczenie o temacie w mediach wystarczy, żeby ludzie zadbali, by ich adres (nawet jakaś skrytka pocztowa) był znany urzędom. Dodatkowa specjalna troska państwa to już tylko kwestia pewnej elegancji prawnej – tym bardziej, że państwo nie skazuje niesprawiedliwie. Różne błędne poglądy krążą na ten temat, np. o wystarczaniu jednego fałszywego zeznania, by niewinny stał się przestępcą, podczas gdy w rzeczywistości w takiej sytuacji istnieje OBOWIĄZEK prawny, ciążący na wszystkich z nim współpracujących, na świadkach, by w razie śledztwa bronili go; kto choćby tylko ukrywa dowody niewinności drugiego, sam jest przestępcą. A zatem tym pewniejsze są państwowe wyroki. – zwiń dopisek]; choć niestety i w Sądzie Najwyższym oraz w TVN-ie zaobserwowałem niedawno moją znienawidzoną torturę dźwiękową, wszędzie równomiernie i oczywiście zupełnie bez zmian po wejściu, nawet w pustych korytarzach i pomieszczeniach, w których tylko ich pracownicy byli). Ale proszę z powodu tego wszystkiego nie stawać się sympatykiem PiS-u, bo także na terenach, gdzie rządzi ta partia (mają np. Nowy Sącz), będzie zapewne grać, takie jest moje przypuszczenie, choć przyznaję się – nie sprawdziłem. Milczą oczywiście wszyscy [także strony www posłów – ja oczywiście zachęcam do zejścia z tej ścieżki]. Mniejszych sejmowych (PSL, SLD, TR) tym bardziej nie polecam. [edit 2015-08-25: Byłem raz we Włocławku (miasto od lat w rękach SLD), gdy już istniała tortura, w 2013: też grały ulice, nawet te puste po nocach (mój pobyt tam poświadcza np. obecny od dawna w "nagrania audio" plik z dojazdu pociągiem do Włocławka); winne są nieruchomości, nie przemieszczający się ludzie i samochody!]
[edit 2015-08-15] Przemilczane 14%, brakujące do stu, w sondażu planowanych głosów (wybory do Sejmu). Taką, jak to odczuwam, POPiS-ową propagandę serwuje "Fakt". [rozwiń dopisek...]Zauważcie, alternatywy – tak, jak już od dawna (zawsze jest to ok. 30%) – to łącznie (11 Kukiza plus to 14) 25% (na pewno byłoby to więcej, gdyby część ludzi mimo wszystko zechciała pójść głosować i opowiedzieć się przeciwko wszystkim, którzy obecnie rządzą, włącznie z tzw. opozycją sejmową). W ogólności o skandalu podsłuchowo-remontowym słyszała przynajmniej połowa Polski, jak to można z powtarzających się sondaży z Korwinem (w okolicach 10%), Petru (11%?) i Kukizem wnioskować: bo i jak inaczej wytłumaczyć takie totalne odwracanie się od całej rzekomej "klasy politycznej" przez stały odsetek ok. 30% Polaków? Na pewno stoją przecież za tym istotne racje. Około połowy daje w sumie to sondażowe 30% (np. raz Kukiz+Petru = 18+11) wraz z "nadal systemowymi": tą kolejną częścią narodu, która wiedząc o skandalu głosuje z ignorancji lub złośliwości na PiS, oraz tymi, co celowo i ze złej woli pozostają przy PO (wyliczmy żelazne grupy wiecznie podwyższonego poparcia dla PO: Mieszkańcy Największych Miast, pracownicy uczelni, właściciele mieszkań aktywni na rynku nieruchomości – a właśnie w największych aglomeracjach obrót jest wielki, zależność od wielkości miejscowości jest ponadliniowa, "przyspieszająca", owe największe miasta stanowią pod tym względem jakby w ogóle inne zjawisko jakościowo – następnie: ludzie zadowoleni ze swej sytuacji materialnej, najlepiej zarabiający, prezesi i dyrektorzy, przedsiębiorcy). Tymczasem TEN SONDAŻ ZWIASTUJE WIELKI SUKCES. Idźmy dalej tą drogą, a nie popadajmy w defetyzm! Coraz więcej ludzi uczy się zasady ratowania demokracji i słusznego głosowania w sytuacji totalnej kompromitacji i braku dialogu na scenie politycznej: o tej zasadzie pisałem we wpisie o Komorowskim (12/03/2015) i jest ona najsłuszniejszym, najmądrzejszym dziś sposobem głosowania – polega na losowaniu listy wyborczej spośród tych zarejestrowanych (gratulacje! bo to nie takie proste), które brzmiały nieznajomo, niemedialnie w ostatnich latach. Absolutnie niezmąconym, rzetelnym losowaniu, bez oglądania się na chwytliwe hasła (typu "Demokracja bezpośrednia – obywatele decydują": można coś takiego traktować na równi z innymi, ale to jest też chwyt propagandowy: przecież oni większości konstytucyjnej nie będą mieli, więc ta nazwa tylko wabi). Przykładowo, aby przeprowadzić proste losowanie, można otworzyć książkę na przypadkowej stronie i spojrzeć na ostatnią cyfrę nru strony, następnie jeszcze sprowadzić ją do przedziału od 0 do 4 (jeśli jest 5 lub więcej, to odejmujemy 5 i mamy, tak samo, coś losowego od 0 do 4); to dobra metoda, gdy 5 list wyborczych (oznaczmy je właśnie 0, 1, 2, 3, 4) wchodzi w grę (przy elektoracie "alternatywnym" wynoszącym 30% zapewnia to wejście do Sejmu nawet kilku niesystemowych partii! może nie wszystkich 5, ale na pewno nie 1 czy 2). Taka zasada da opór złym politykom i najlepiej zagwarantuje podstawowe zasady moralne, bo opierając się po prostu o przeciętną w narodzie, o "statystycznego Kowalskiego", a także konieczność zawierania koalicji i dogadywania się, co w praktyce ma miejsce na płaszczyźnie jakichś zasad łączących wszystkich normalnych ludzi: naruszanie ich, przy wieloelementowej koalicji, to najkrótsza droga do jej zniszczenia (wystarczy jeden niezadowolony uczestnik). Aczkolwiek to, co tu napisano, jest dziwną radą, nadającą się dla ludzi ułomnych, którzy koniecznie z "jakichś" przyczyn samego Niżyńskiego popierać nie chcą, choć z drugiej strony nie podoba im się też PO i PiS (przykład: pewna mała część agentów zawodowych, niezamieszanych w aferę remontową, wraz z ich bliskimi; również np. jakieś dzieci przedsiębiorców/prezesów itp.). Naprawdę normalni i porządni ludzie powinni raczej popierać pokrzywdzonego, tak chyba nakazuje sprawiedliwość wynikająca z naprawdę wieloletniego poniżania go politycznie i społecznie. Na koniec ponownie proszę: nie wierzmy chwytliwym hasłom, alternatywnym rzekomo kluczowym podziałom "ideowym" (człowiek mafii NIE jest człowiekiem ideowym) – szukajmy autentycznej przeciętnej (średniej) w narodzie, a nie tych, którzy najlepiej się lansują (w mediach i poza nimi), wszelkiego rodzaju "liderów"; ci właśnie mogą być ludźmi cynicznymi i złymi. [ukryj dopisek]
[edit 2015-08-21] Radary (zwykłe, aktywne, ręcznie nakierowywane) wykorzystujące zjawisko Dopplera i dzięki temu umożliwiające podsłuch (odtworzenie drgań dźwięczącego ciała) z odległości i przez ściany już w latach 40-tych XX w.? Bez podrzucania żadnego nadajnika? Jak najbardziej. [rozwiń dopisek...]Wprawdzie wtedy jeszcze nie na "wszystko, na co się chce, wedle wyboru" (chyba nie potrafili tego za bardzo wyłowić i "podgłośnić", więc wymagali umieszczenia stosunkowo bardzo wyraźnie drgającej – wskutek odpowiedniej konstrukcji – struny w pomieszczeniu, ukrytej w środku pewnej tarczy, a nie byle jakiego metalu nie wiadomo gdzie, np. kluczy w czyjejś kieszeni, którego to drgania wskutek fali powietrznej są zazwyczaj oczywiście znikome), ale było do takiej dowolności podsłuchu już wtedy poniekąd blisko (kwestia jeszcze 20 lat). W każdym razie znany przypadek z 1946 r., w którym bez żadnego nadajnika podsłuchiwano strunę obudowaną i ukrytą w odległym pomieszczeniu, mocą samej fizyki oraz pomocniczej chwilowo wyemitowanej z zewnątrz fali, był opisany publicznie np. w roczniku Kongresu USA z 1967 r. (tutaj artykuł "Super Snoopers", zob. jego drugą stronę po kliknięciu strzałki, od "Doppler Effect"), a wspomina go nawet w specjalnym artykule Gazeta Wyborcza, dziwnym trafem nazywając owo (nic nie emitujące) dzieło ZSRR-owskiej techniki "inauguracją współczesnych technik szpiegowskich" – o tych jednak w ogólności Wyborcza oczywiście, mimo mej tragedii, milczy i lud niezbyt oświeca. Że podsłuchuje się bezinwazyjnie i nie tylko rozmowy telefoniczne, ale i życie ludzkie. Podobno (i zdaniem spikerów) świadome krycie tematu przez w ogólności media (które?...) na całym świecie jest "normą" i ma związek z korupcją podatkową, a trwa już od dawna (od lat 90-tych?); w każdym razie nie wynika to, broń Boże, z jakiejś nieprzekraczalnej "tajemnicy państwowej", która zabraniałaby mówić o możliwości pasywnego podsłuchiwania (przecież rozprawy sądowe są zwykle jawne, prawo do publicznej rozprawy to prawo człowieka, a zdarzają się, zauważcie, podsłuchy legalne – już nie mówię tu o ujawnianiu takich "tajemnic" byle adwokatom, którzy żadnych deklaracji poufności nie podpisywali...). Pośrednikiem pomiędzy współczesnymi radarami lokalizującymi i wizualizującymi obiekty w przestrzeni (np. samoloty), które – to fakt mniej znany niż wynalazek radiolokacji/radiodetekcji – pozwalają też je słuchać (a przynajmniej ich metalowe obudowy i ich huk – właściwie tylko cele naziemne się nadają dobrze do podsłuchiwania), a tamtymi starymi nasłuchami m.in. radzieckimi (one również bez nadajników u ofiary) były i są mikrofony laserowe (Wikipedia), techologia znana powszechnie od dziesiątków lat, również wymieniona w tamtym artykule Super Snoopers z 1967 r. (wymienia on obok siebie, jako "dopplerowskie" urządzenia podsłuchowe niewymagające nadajnika u podsłuchiwanego, urządzenia wykorzystujące "wiązkę lasera LUB radaru": "Detektor wyławia tylko zmiany częstotliwości [odchylenia częstotliwości wracającej fali związane z drganiem ciała, czyli jego prędkością], a te bezpośrednio odpowiadają oryginalnym falom dźwiękowym", jak jakimś wychyleniom np. membrany głośnika). A zatem początki urządzeń LASER i MASER (odpowiednik mikrofalowy, tzn. 300 MHz – 300 GHz) w latach 60-tych – umożliwiających skupienie wiązki na konkretnym ciele – to, można w przybliżeniu przyjąć, zarazem prawdziwy początek nowoczesnych technik umożliwiających swobodne bezinwazyjne podsłuchiwanie tego, co się chce (choćby dzieliło nas od danego obiektu nawet kilka ścian lub, na przykład, szyba). Zauważmy: od tego czasu minęło już pół wieku! I my, poważni ludzie, mamy wierzyć, że od tego czasu po dziś dzień rządy i media nawet nie zauważyły tematu, nie mówiąc już o jego rozwinięciu?! W pojedynczym kraju nawet może i tak mogłoby być, ale rządów są setki; wg rachunku prawdopodobieństwa prawdopodobieństwo zdarzenia losowego zachodzącego (lub nie) niezależnie z (przyjmijmy) identycznym prawdopodobieństwem w wielu miejscach niezależnie to prawdopodobieństwo jego zajścia w jednym, podniesione do potęgi tej, ile jest miejsc. (W każdym przypadku ma być ten sam wynik, czyli mnoży się prawdopodobieństwo jednego przez identyczne drugiego, trzeciego itd., stąd potęga.) Czyli jeśli szacujemy, że szansa, iż w jakimś kraju rządy w ogóle nie zajęły się tematem mimo upływu pół wieku, wynosi 30% czy 70% (ściślej: 0,3 czy np. 0,7), to biorąc pod uwagę, że krajów jest np. 120, staje się to liczba np. 0,3120 (zero, przecinek, 62 zera i jedynka) lub 0,7120 (zero, przecinek, 18 zer i dwójka) – oto szansa, że nauka nie poczyniła postępów w tej dziedzinie i nie zaczęto masowo stosować [tych jeszcze doskonalszych] podsłuchów. Wystarczy zresztą, że pojedynczy kraj to wymyśli (czy np. niezależnie 5 różnych krajów) – już jest spora szansa, że te technologie radiolokacyjne, pozwalające na inwigilowanie własnego kraju (jeśli się kontroluje nadajniki np. telewizji), sprzeda się wszystkim, bo i czego tu zazdrościć, po co reglamentować technikę, gdy można współpracować? Prawdopodobieństwo, że nic lepszego, wygodniejszego nie wynaleziono, jest, jak już widzieliśmy, praktycznie zerowe – a zatem pozostawmy tę wiarę (i, konsekwentnie, wiarę w niewinność mediów w tym temacie) naiwnym. Spośród tamtych technologii, do dziś spotykanych (ich wspólną cechą jest obserwowanie przez pojedyncze urządzenie tylko jednego obiektu w danej chwili oraz konieczność bycia nie za daleko), mikrofon laserowy jest popularniejszy od radarowego, choć na dobrą sprawę są to produkty podobne, tylko inna jest częstotliwość wiązki (i dlatego inny ośrodek, na którym się zatrzymuje i od którego się odbija fala) – wynika to chyba stąd, że nie jest on urządzeniem tak oczywiście przystosowanym do popełniania przestępstw i dlatego zakazanym. Trudno nagłaśniać i patentować coś, co rutynowo i w swoim standardowym najbardziej typowym działaniu pozwala słyszeć sąsiada za ścianą, więc eksperymentatorzy skupiali się raczej na falach typu światło widzialne lub podczerwone, dla których każdy przedmiot (a nie dopiero metal) jest kresem. (Dziś, powtórzmy, doszły do tego technologie radiolokacji, polegające na wyławianiu przesuniętych powracających odbić fali od różnych obiektów naraz – odróżnia się je od siebie i ich odległości dzięki przesunięciom w czasie SYGNAŁU kodowanego na danej fali, czyli "modulującego" ją: na zasadzie "w tej chwili wysyłamy to, a odbieramy echo, w którym można dostrzec nałożone na siebie to, co wysyłaliśmy X czasu temu, Y czasu temu itd." – te opóźnienia powrotów świadczą o odległościach. Oczywiście niech nikogo nie zmyli w tym wszystkim żadne "prawo odbicia", o "kącie odbicia równym kątowi padania", bo codziennością jest raczej zjawisko rozproszenia np. światła czy fali radiowej, czyli jednoczesnego odbicia we wszystkie strony, a nie prawdziwych odbić jednokierunkowych jak w lustrze.) Po prostu wielu nie rozumie tego banału, że dokładna znajomość prędkości obiektu to dokładna znajomość dźwięku na nim się rozchodzącego, zaś informacje o prędkościach to jedno z głównych zadań stojących przed każdym nowoczesnym radarem lokalizująco-wizualizującym, po prostu przed nowoczesną radiolokacją, np. wykrywaniem samolotów itd. (zaliczają się tu radary szumowe, jako wariant A, i pasywne, jako wariant B; pierwsze z nich generują własną falę nośną, modulowaną szumem, czyli "radio szumowe", a drugie wykorzystują gotową falę innego pochodzenia, zwykle z naziemnej TV; poniekąd to zresztą dlatego najprawdopodobniej właśnie telewizja tak bardzo się mną zajmuje, wespół z Policją i rządem: i to tam, na ul. Jasnej w Warszawie, mogą przyrządzać na żywo tortury i podsłuchiwać mnie 24h na dobę 7 dni w tygodniu, co ja odczuwam w każdej chwili na zasadzie komunikacji z nimi na żywo). [edit 2015-08-23] Mało kto powątpiewa o istnieniu systemów radiolokacji (fakt równie znany jak istnienie niewykrywalnych u ofiary włamań, ujawniających wygląd jej ekranu, poprzez odbiór promieniowania komputera), natomiast dotąd niezbyt zdawano sobie sprawę, że radiolokacja może dotyczyć także obiektów naziemnych, w tym po prostu metalowych rzeczy w naszych mieszkaniach. OTÓŻ NIE TAJEMNICA PAŃSTWOWA JEST PRZYCZYNĄ, ŻE MEDIA NAWET NIE WCHODZĄ NA TEN TEMAT, proponując np. referenda czy większą demokratyzację tej dosyć brzydko pachnącej kwestii – że nawet nie stawiają tutaj znaków zapytania i nie prowadzą ciekawych dyskusji – to, że przyczyna jest inna, widać najlepiej po analogicznym lekceważeniu przez media tematu ataków TEMPEST (promieniowanie ekranu), nie robieniu z niego głównego tematu, takiego codziennie maglowanego aż do czasu ugięcia się producentów sprzętu. Ataki te nie są trudne do zrealizowania, jest to bardzo dobrze przebadany temat, z licznymi publikacjami po angielsku i nawet niektórymi po polsku (np. w Hakin9, INiejawna.pl – bo każdy urząd ma na głowie zamawianie ulepszonych komputerów wg normy NATO SDIP-27 A), oscyloskop za parę tysięcy z bliska wystarcza. Konstrukcja współczesnego sprzęgu komputera z wyświetlaczem, choćby LCD, jest przecież tak prymitywna, że tylko niedouczone o elektromagnetyzmie dziecko mogłoby bardziej spartaczyć sprawę – co to za problem uaktualniać kolor np. 10 punktów naraz, a nie tylko jednego (punkty są sekwencyjnie uaktualniane jeden po drugim, dlatego łatwo wyłapać ich kolory na podstawie uśrednianych wyników z chwil przypadających na kolejne odświeżenia całego ekranu). [edit 2015-09-01: Kolor punktu – właściwie: jego składowe optyczne gotowe już do zaświecenia w monitorze (np. płaskim LCD) pod wpływem napięcia i emitujące się w wymieszanej (jedna z drugą) postaci jako odcień szarości – powtarza się regularnie w czasie, gdy nic się na ekranie nie zmienia, jest to tzw. odświeżanie ekranu, zwykle 60 Hz (60 razy wszystkie punkty po kolei w ciągu sekundy), podczas gdy reszta samorzutnego promieniowania pochodząca z elektroniki (np. cyfrowe zera i jedynki) jest zazwyczaj jednorazowa, zawsze inna, czyli ginie wskutek uśredniania jako "jakiś szum" (tym mniejszy, im więcej próbek z kolejnych cykli się uśrednia, np. obserwacja 12 kolejnych odświeżeń ekranu, co trwa 0,2 s, umożliwia już podobno nawet przez parę ścian i z 10 metrów świetną jakość wg Kuhna), albo (to drugi powód, że reszta elektroniki nie przeszkadza) ma bardzo krótki odcinek druta działający jak antena (liczy się POWIERZCHNIA promieniowania) – natomiast te linie przenoszące kolor jako napięcie, punkt po punkcie, są w laptopach i monitorach oczywiście długie i "reprezentacyjne", prowadzą np. od układów scalonych poniżej samego ekranu, u dołu monitora, do obszaru np. na lewo od ekranu: przenoszą się tamtędy już ściśle kolory reprezentowane jako napięcia.] To naprawdę nie byłoby trudne dla projektanta monitora uaktualniać naraz 3-4 punkty, a nie 1 (trzeba by po prostu zwielokrotnić jakąś tam małą część całej elektroniki w urządzeniu, np. laptopie), a przez to litery byłyby już nieczytelne. Mieszałyby się one ze sobą tak, jak dziś mieszają się poszczególne kolory, dając w wynikowej emisji odcień szarości – obraz byłby zupełnie nieczytelny. Lecz WŁAŚNIE MILCZENIE MEDIÓW (i postawa marketów z elektroniką – w ogóle zresztą należy podejrzewać o współpracę z fiskusem każdy większy budynek komercyjny), ICH NIECHĘĆ DO WRZESZCZENIA TUTAJ "SKANDAL!" SPRAWIA, ŻE NIE SĄ DOSTĘPNE DLA KAŻDEGO KOMPUTERY, KTÓRYCH EKRANU NIE DAŁOBY SIĘ PODGLĄDAĆ (nawet jeszcze z kilkuset metrów jest to możliwe, choć skorumpowani w tej aferze nie dysponują chyba aż tak dobrym sprzętem). Próbowałem zamawiać takie rozwiązania, np. SITEMP Siemensa, jakieś inne zgodne z normą NATO SDIP-27A, ale mnie lekceważono, polskie firmy nie odpisywały itd. Cóż za troskliwe podejście względem naszych tajemnic, nawet tej elementarnej tajemnicy korespondencji! Miliony ludzi żyją, miliony przypadków losowych (policzcie odpowiednio wysokie potęgi prawdopodobieństwa niebycia ofiarą, jakkolwiek wysokiego), a ci nie zauważają problemu – jakaż w takim razie jest ich postawa! [ukryj dopisek] edit 2015-12-02: Także Zmiana Ustawy o Policji z 2015 r. potwierdza, że np. Policja (i inne służby: SG, ŻW, UKS, ABW, SKW, CBA, a także ten ośrodek TV ze mną związany) jest w stanie na żywo (nie tylko podsłuchiwać, ale nawet, co sugeruje właśnie radarową technologię) NIEJAWNIE PODGLĄDAĆ pomieszczenia prywatne (a przecież nie zamontuje tam kamer z jakimś obiektywem, wystającym skądś). Tak było (art. 19 ust. 6), a tak od niedawna jest – w ustawie, przy wyliczaniu metod policyjnej kontroli operacyjnej.
[edit 2015-08-21] To wszystko brzmi jeszcze dość wiarygodnie, natomiast kontrowersyjna jest być może wizja stosowania przez państwo – przez Centrum chyba właśnie w telewizji! (zupełnie jak w tej starej piosence Trzeciego Wymiaru) – zabaw percepcją podprogową już od wielu lat (od chyba 2007, dzięki bierności czy współudziałowi wszystkich partii z Sejmu – zaczęło się chyba jeszcze przed Tuskiem), w absurdalnym połączeniu z obserwacją i podsłuchem, w celu zawładnięcia umysłem ofiary inwigilacji – ukierunkowywania jej uwagi to tu, to tam, w pożądanym związku z tym, co w danej chwili angażuje też podsłuchowców. [rozwiń dopisek...]Moi prześladowcy stali się w tym nie lada ekspertami. Jest to doprawdy skandal, a zarazem rzecz dziś absolutnie pewna (płynnie przekształciło się to w torturę, po drodze było wiele sygnałów "czytania w myślach" i także wpływania na psychikę, a nawet dziwnie do znudzenia powtarzany tekst "DLA USTALENIA UWAGI" przez moich profesorów na PW, zwłaszcza takiego jednego, wśród innych sygnałów bardzo ściśle z mym życiem związanych wskazujących na codzienne zainteresowanie), choć dowodów na to na tej stronie jest mało, a świadkowie będący blisko znają od ponad 2,5 roku wyłącznie torturę, czyli bynajmniej nie coś niepostrzeżonego – trzeba tych dowodów szukać głównie w dziale z nagraniami audio (patrz nagłówek), można też próbować samemu. Szept dlatego nadaje się do wywierania podprogowego wpływu, że składa się w sporej mierze z różnego rodzaju dmuchnięć (ff, hh, aa, ee, yy, nawet ss), a takie świstowate dźwięki mamy ciągle dookoła siebie, jak choćby przy każdym wyjściu na dwór przy leciutkim wietrze – choć działają, trochę kłują i pobudzają, nie skupiają na sobie uwagi człowieka, bo jesteśmy na takie przejmowanie się przypadkiem zbyt inteligentni (jedynie męczą umysł wyławianiem ich sensu, gdy tchnienia się zmieniają i w jakieś słowa układają, ale to właśnie następuje podprogowo i poza podstawową, zwerbalizowaną w myślach uwagą – przykład przetwarzania równoległego w mózgu). Stosowano np. podkłady w postaci powolnych ścieżek dźwiękowych szeptanych, które utrzymywały umysł w ciągłym rozszyfrowywaniu świstów, zupełnie bez sensu i tylko po to, by na ich tle (jako druga równoczesna ścieżka dźwięku-szeptu) przekazywać właściwe treści, już bezpośrednio do myśli – to męczące, ale może bardziej skuteczne, przy zachowaniu odpowiedniej roli każdej ze ścieżek, pewnej różnicy formy (np. jedna głośniej czy szybciej... nie jestem takim ekspertem, jak ci spikerzy). Przede wszystkim zaś nie wolno, jeśli się eksperymentuje, mówić pełnym głosem lub przedwcześnie odpuszczać, tracić cierpliwości; chwilowe wejście z przekazem podprogowym dopiero budzi mózg ze "snu", zaczyna on to kojarzyć, nie róbmy więc nagrań z pojedynczym zdaniem; zanim mózg będzie dostatecznie podatny musi minąć trochę czasu, np. parę niezbyt dobrze zrozumianych zdań – najlepiej szeptać cały czas, choć cichutko i raczej powoli, wtedy jest wysoka skuteczność (próbujcie tego w dwie osoby, np. przez jakiś Skype/telefon, bo jeśli robicie to sami sobie, to jesteście uprzedzeni i możecie nie odróżnić podprogowych sugestii od własnych naturalnych w tej sytuacji oczekiwań lub np. w ogóle nie dostrzeżecie efektu, tak bardzo jest on oczywisty i nie z zewnątrz atakujący-przejmujący uwagę). Odpowiednio delikatna sugestia szeptanym przekazem podprogowym jest w stanie wywoływać także: a) wizualizacje – wrażenia wyobraźni wzrokowej, mniej lub bardziej nasilone (np. "widzisz migający napis [...]"), b) wrażenia czuciowe (tu te wszelkiego rodzaju "bardzo boli cię ucho", "swędzi cię gardło", "serce ci stanie", "pięta ci się poślizgnie"), c) reakcje (np. wypowiedzi, decyzje, nawet wytryski, choćby przy bardzo słabym wzwodzie), jak również wpływać podświadomie na wyniki (ostateczne skutki, przy których się zatrzymujemy) procesu rozumowania, choćby się wydawało, że jest ono swobodne (przykład: podsuwali mi, jaką ksywkę mam wymyśleć, podczas gdy ja dla jej wymyślenia posługiwałem się metodami losowymi, typu wybór odpowiednich literek – w istocie mój umysł nie spoczął, dopóki nie wyszło mu to, czego oni chcieli, chociaż w ogóle "po drodze" nie uświadamiałem sobie tego celu; analogicznie przy najróżniejszych sugestiach odnośnie tego, co zaraz zrobić). Efektem ciągle wciskanego przekazu podprogowego czy tortury jest bardzo mała zdolność inicjatywy, którą inni mogą postrzegać jako bierność, zadowolenie z siebie i sytuacji(!) czy, np., nieporadność i zdziecinnienie (nie jest to może czynnik kluczowy, ale istotny w różnych sytuacjach, w których, jak może nieuprzedzony człowiek sobie wyobraża, można by postąpić nietypowo, poprzez kontaktowanie się z osobami dookoła, i w ten sposób jakoś sobie poradzić – nie bez powodu rzadko takich sposobów próbuję); jak można przypuszczać wynika to stąd, że mózg jest już i tak zajęty dwoma różnymi nurtami myśli w każdej chwili, mianowicie (1) tym, który wynika z tego, co słyszał przed chwilą i który teraz kontynuuje PO SWOJEMU we własnych analizach i skojarzeniach, procesach myślowych choćby niewerbalnych, i (2) tym, który mu się w tej samej chwili na bieżąco imputuje w związku z dalej wciskanym przekazem podprogowym, jego różnymi alternatywami zrozumienia dźwięku i sylab, jego odmiennym torem wynikającą z różnicy między mózgiem spikera a moim własnym. Aby ofiara w takiej sytuacji wykazywała jeszcze inicjatywę, potrzebny byłby przecież jeszcze trzeci (choćby niewerbalny) równolegle z tamtymi zachodzący proces rozumowy służący np. przygotowaniu tego, co mam mówić drugiej osobie, w jakich słowach skontaktować się z nieznajomym itd., a przecież one wszystkie się zakłócają, bo zachodzą w jednym narządzie, gdzie wszystko jest ze sobą powiązane. Jest taka inicjatywa zatem oczywiście bardzo utrudniona (nawet przy pewnej podpowiedzi od spikera), tym bardziej w sytuacjach życiowych, w których liczą się chwile, szybkie reakcje, błyskawicznie zmieniający się kontekst sytuacji. Dużo łatwiej mi dlatego kontaktować się przez Internet lub, w świecie realnym, odpowiadać na cudze pytania (biernie) oraz, w życiu codziennym, realizać z góry zaplanowane (zwykle, znowu, i tak z udziałem spikerów) dość proste scenariusze działania, oczywiście: wykorzystując przy tym wszystkim własny rozum, nikt mnie go nie pozbawił. To, że mam w tej chwili mniej wewnętrznej inicjatywy i swobody myślenia, że jestem bardzo nieoryginalny, nie znaczy, że jestem kaleką lub straciłem nabyte umiejętności! [ukryj dopisek...]
(22:40)
Piotr Niżyński chętnie założy partię [poprzyj], początkowo nazwaną jego nazwiskiem (łatwo je znaleźć w Internecie), która będzie popierać prawa człowieka i demokrację [m.in. bardzo szerokie prawa demokracji bezpośredniej, tzn. co najmniej w pewnym zakresie możliwość referendów równoważnych głosowaniom sejmowym, np. w kwestii rozwiązania parlamentu i nowych wyborów, uchylania ustaw, może nawet przegłosowywania ustaw – przykład takiej demokracji to Szwajcaria], a przeciwstawiać się potencjalnie zdemoralizowanym klikom prawniczym w państwie (Sąd Najwyższy, Trybunał Konstytucyjny, sądy, prokuratura) oraz inwigilacji obywateli, a zwłaszcza takim zglobalizowanym i nazbyt prostym w użyciu systemom podsłuchu, jak ECHELON. [edit 2015-07-09: Również manipulowanie myślami przez państwo na zasadzie przekazu podprogowego ("remonty", instalacje dźwiękowe) będzie zdecydowanie i także na drodze karnej zwalczane (a przez lata stosowano to dosyć często – nauczyłem się późnym 2012 odróżniać takie prowadzenie myśli od tego, co ewentualnie własne; to ostatnie jest jeszcze dużo subtelniejsze, rozsądnie powiązane w sekwencję myśli i nie sprawia wrażenia takiego osaczenia, choć i na to potrafią bardzo podprogowym szeptem wpływać).] Obecnie wprawdzie jeszcze bardziej Piotr potrzebuje jakiegoś cichego miejsca do mieszkania, bo wszędzie włącza się rozsadzająca mózg tortura dźwiękowa, taka jest korupcja (ten ciemniejszy pasek po lewej reprezentuje nieprzerwane trwanie tortury, ten jaśniejszy – pobyt w hotelach, kropkowana linia pionowa – pobyt w blokach, reszta to pobyt w wynajętych domkach, na ulicach itp.). Jakby co – jeśli by ktoś nie dowierzał, że to powszechne, iż nieruchomości, taxi, nawet auta służbowe grają (początkowo to miał być tylko niezauważalny przekaz podprogowy, jak w latach 2007-2012, zwłaszcza 2011-12), a nie znał przestępców, którzy mu to potwierdzą – można pokazać na osobistym spotkaniu: wszędzie będzie grać, gdzie tylko pojedziemy (ulice i wnętrza). Kontakt w sprawie współpracy: kliknij – TO NIE JEST DLA PIENIĘDZY ANI PRESTIŻU! Ponad milion zł na kontach. [edit 2015-07-02: Pamiętajcie: w polityce nie liczą się (rzekome zresztą) kompetencje, jakieś (rzekome) techniczne umiejętności i wyuczenie zawodu, tylko wartości, bo tak poza tym polityk może nic nie robić, a może też bez problemu i od ręki zatrudnić asystentów i pomocników (jeśli by np. nie umiał czytać ustaw, nie rozumiał, o co chodzi ludziom itd.). Sami zainteresowani "dobijają się" z dołu. To np. też jest podstawa polityki wg PO, jeśli nie liczyć ich paru medialnych akcji (np. przeciwko dopalaczom, w związku z nałogiem hazardu, z innymi nałogami, np. paleniem, ze mną, bo kojarzono mnie z jakimiś wypowiedziami o seksie i uzależnieniu od porno, wreszcie także w związku z bardzo wtedy przeżywanymi przeze mnie oszustwami mieszkaniowymi – one również były zrobione jako specyficzny wytrych prawny) oraz działań tajnych i niemoralnych, nawet przestępczych i zbrodniczych, np. (zdaje się, że to Platformy zasługa?) remontowania Polski pod tajne instalacje dźwiękowe, odtwarzające przekaz podprogowy lub okołoprogową zmiksowaną torturę szeptaną tylko właściwym osobom we właściwym czasie (komunikacja radiowa z centralą, chyba TVP).] [edit 2015-07-03: Poinstalowano dźwięk nawet w latarniach ulicznych (nie pierwszy raz to w nich słyszę), dzisiaj ktoś bardzo wyraźnie w nie stukał, gdy sprawdzałem – co by tak nie brzmiało, gdyby to robił ktoś obok, a zresztą przecież nawet nikogo nie było. Bardzo mocne stuknięcia, a to przecież potężny i wysoki kawał metalu jest, więc tylko z wewnątrz... Zresztą mimo sporej głuchoty słuch mnie by aż tak nie mylił, że w środku bardzo wyraźnie się rozlegało. Potrafią chyba selektywnie każde źródło wyłączyć (miliony ich są w całym kraju), ba, podłączyć tam coś innego, a zatem system przekazu podprogowego jest przystosowany do "obsługi" wielu ofiar naraz(!), a zarazem widać wyraźnie, że wszystkie instalacje dźwiękowe są skatalogowane (w wyłączanie poszczególnych ścian, w związku z moim zaczynaniem dokładniejszego przysłuchiwania się im, bawiono się też w wynajętym domu na ul. Gajdy). Odnośnie oświetlenia przypominam wpis z 10/03/2012, przytaczający pewną wskazówkę; było też dziwne zachowanie jakiegoś "woźnego" na moim wydziale PW, gdzie przesiadywałem w 2011, który majstrował ostentacyjnie przy świetlówkach i gapił się przy tym co rusz na mnie. Mówcie znajomym o tej www, chociaż zamieszani (nawet nieosobiście) będą lekceważyć ten temat jako w ogóle niegodny uwagi.]
Tu jeszcze ponownie słówko o tym, dlaczego w tym skandalu potrzebna jest odpowiedzialność karna pracowników, tego najliczniejszego dołu piramidy, a nie tylko szefów (bo że przedsiębiorców należy karać, to – jak sądzę – powinno być po przeczytaniu bloga oczywiste: on sam jest przecież właśnie o korupcji i przestępstwach systemowych, politycznych, to jest jego treścią, tak jak i esencją i rdzeniem moich problemów [edit 2015-07-12: tej gigantycznej i z wielkim trudem (może!) przezwyciężalnej wszechwładzy politycznej]). [rozwiń...] [odbierz mail z przestrogą] [adresy e-mail posłów (możecie też dzwonić do biur) – jak traktują pokrzywdzonego?]
[edit 2015-07-02] Oto jeszcze kolejne (ostatnie) nagrania (jakość HD!) ze szpiegowskim obsługiwaniem klientów, z innych hoteli, częściowo archiwalne – żeby nie pozostawiać złudzeń co do skali procederu. Coś jest na rzeczy z tym śledzeniem, prawda? (Oczywiście nieruchomości z ogłoszeń tzw. bezpośrednich w Internecie, a także od pośredników – zawód powszechnie podsłuchowy, tak nawiasem mówiąc – są z góry ustawione i równie złe lub gorsze ze względu na mniejsze bezpieczeństwo mienia.)
[edit 2015-07-05] Z punktu widzenia prawa karnego nie jest nigdy nielegalne nagranie tego, co się przy nagrywającym dzieje. [rozwiń dopisek...]Na tej samej zasadzie nie jest przestępstwem zrobienie zdjęcia ani, jeżeli ktoś jest głuchy i ma aparat słuchowy, zbliżenie się do jakichkolwiek osób rozmawiających, żeby ich lepiej dosłyszeć. Nie jest potrzebna żadna zgoda czy choćby wiedza osoby filmowanej lub nagrywanej. Odpowiedni art. 267 §3 kodeksu karnego penalizuje posługiwanie się urządzeniem lub oprogramowaniem "w celu uzyskania informacji, do której nie jest [się] uprawnionym", ale taką informacją nie jest to, co przy nas się dzieje (tym bardziej oczywiste w przypadku własnej z kimś rozmowy). Również publikowanie i rozpowszechnianie takich nagrań jest przezroczyste dla prawa karnego, tzn. nie stanowi przestępstwa (wyjątek stanowią dziennikarze, prasa zdefiniowana wg Prawa prasowego). Groźba pozwu za rozpowszechnienie jest mało realna w odniesieniu do samego nagrywającego, zważywszy na możliwość wycieku nagrań: to nie was ewentualnie pozwą, tylko cudze strony internetowe, nie ma dowodu jakiejkolwiek winy po waszej stronie, bo samo zrobienie nagrania "na pamiątkę" nigdy nie jest winą (zresztą w dzisiejszych czasach, gdy są takie podsłuchy, nigdy nie wiadomo, kto to nagrywał). Stąd moja zachęta do sporządzania taśm z bandytami np. z lokali gastronomicznych, choćby programem Dyktafon w telefonie (umiem podgłośnić plik, a przesłać go można przez odnośnik kontaktowy na górze www). Która to osoba może się wyjaśnić później, zawsze można w luźniejszych warunkach nagrać nawet wideo, z dobrze widoczną przy mówieniu osobą, to nie zawsze jest potrzebne, nie każdy jest taki nieufny, nagranie zawsze pomaga. [edit 2015-07-08] Zwracam uwagę, że istnieje konstytucyjna obecnie nawet ochrona prawa osób do prywatności (oraz tajemnicy komunikowania się), w związku z czym teorie typu "podsłuch jest zawsze legalny", "podsłuch tego człowieka jest legalny, o ile jakaś uprawniona służba go obecnie podsłuchuje" są już wyraźnie fałszywe i sprzeczne z całym dotychczasowym orzecznictwem (być może nawet posłano już ludzi za nielegalny podsłuch do więzienia, na pewno były grzywny i wyroki w zawieszeniu). Przeciwnie, podsłuch jest nielegalny, chyba że istnieje lex specialis, oficjalne prawo państwa (tj. legalnie przez parlament uchwalone, konstytucyjne i z pieczęciami urzędowymi ogłoszone), które na niego w danej szczególnej sytuacji zezwala. Polecam też w tej sprawie wpis z 16/11/2013. Przestrzegam wszakże, że mnóstwo sędziów skorumpowano, więc sporo ich rozumie się wzajemnie bez słów w tym, że powinienem nawet nie być pokrzywdzonym (lub ewentualnie tylko przez tę torturę), choć moje prawa bardzo poważnie przez lata naruszano, co mnie aż do próby samobójczej doprowadziło. Zauważmy, że praktycznie nie ma członka tego gangu, który nie byłby jakoś związany ze śledzeniem mi ekranu za pomocą oscyloskopu, co jest zdecydowanie nielegalne na takiej samej zasadzie, jak słynne "konie trojańskie" w rodzaju NetBus czy Prosiak, które pozwalają przez Internet ekran zainfekowanej ofiary oglądać (było już chyba sporo wyroków za to). Śledzenie takie na pewno ma miejsce (ba, nawet prawie non stop, sporo czasu spędzam przy komputerze), ponieważ spikerzy nieraz głośno wykrzykują nieprzewidywalne rzeczy, które akurat na moim ekranie się pojawiły; może co najwyżej trudno będzie o osobę, która to przyzna. [ukryj dopisek]
[edit 2015-07-05] Jedna z prokuratur jako powód lekceważenia skargi podała... nieistniejący ustęp prawa. Po prostu wzięli jakiś paragraf z obowiązującego Regulaminu wewnętrznego urzędowania prokuratury i dodali tam w wyobraźni podział na ustępy, dodatkowy zapis. Kliknij, zobacz s. 2 (na stronach Sejmu można sprawdzić historię tego Regulaminu, klikając Akty uchylone – już poprzednia wersja, ogłoszona 18. lipca 2013, miała na tyle inną postać, że §202 dotyczył w ogóle czego innego; w obecnej natomiast nowej wersji, bezpośrednio po tamtej następującej, jest ten paragraf, ale ustępu 2, na który się powołują, nie ma, nigdy nie było). Osobliwe, prawda? Drwina chyba... (Jeszcze zaczynają kolejny akapit od... "Dodatkowo". Również §206 dot. zakazu ponownego składania skarg jest chyba urojony, to pomysł Generalnej; mniej oczywiste.)
[edit 2015-07-09] Co w praktyce oznacza ten słynny "udział w gangu", czym różni się on od, dajmy na to, jakiegoś zbiorowego hodowania i palenia marihuany, czyli na czym polega jego wewnętrzna szkodliwość, duch niszczenia prawa i totalitaryzowania państwa? Dlaczego jest zupełnym rozkładem państwa prawa? [rozwiń dopisek...]Bo to jest gang zorientowany przeciwko osobie(-om); może być zresztą tylko jedna, nie trzeba więcej. (Przypomnę tu od razu argument z wpisu z 29/01/2015, bo wersja, że "nieistotne, bo chodzi tylko o jednego człowieka" wciąż krąży w najlepsze, choć została obalona. Tutaj problem nie tkwi w jednej osobie. Wagę przestępstwa mierzy się w uproszczeniu rzecz biorąc nie liczbą pokrzywdzonych, a sumą liczby pokrzywdzonych I SPRAWCÓW. Każdy sprawca to problem społeczny (przecież w normalnych warunkach, gdyby tyle tego nie było, czytelnictwo tej strony by eksplodowało, a fakt organizowania przez władze przekazu podprogowego zmiótłby je ze sceny politycznej w 2 tygodnie czy miesiące, choćby i bez mediów innych niż Internet). W dodatku nigdy nie ma pewności, czy ofiara jest tylko jedna, w istocie nawet dosyć łatwo to podzielić na więcej – część firm szpieguje tego, część tamtego itd. – używać remontów w stosunku do wielu będących na podsłuchu osób naraz itd.) Wracając do rzeczy: zło wygląda w państwie opanowanym przez PRAWDZIWĄ (groźną, antyludzką) mafię tak, że wystarczy, by sprawca był odpowiedni LUB ofiara była odpowiednia (personalia czy przynależność decydują), aby przestępstwa uchodziły na sucho czy nawet "prawie na sucho". Zauważmy: nie precyzuję tu, jakie przestępstwa! A to już jest bardzo groźne. Sam padałem ofiarą wszystkiego, co najgorsze, włącznie ze złodziejstwami i rozbojami, spekulacjami giełdowymi (połączonymi zapewne z masowym grabieniem państwowego mienia), zastraszaniem, stalkingiem, dyskryminacją, przekraczaniem uprawnień, fałszywymi opiniami biegłych, pomówieniami pod moim adresem, naruszaniem nietykalności cielesnej z powodu głupawej nieprzychylności związanej z udziałem w gangu. Wszystkie te rzeczy, popełniane na tle nielegalnego śledzenia, można by ścigać, ale powołane do tego organy uciekają od tematu, a ludzie zachłystują się możliwościami poniżania. (Pierwsza zasada, jaka się wyłoniła: TVP Warszawa – czy gdzie też ta Centrala jest – może wszystko; druga zasada: wobec Piotra Niżyńskiego można praktycznie wszystko, raczej tego nie badamy, boimy się wchodzić na temat podsłuchowy.) W ten sposób przestępczość może się łatwo rozszerzać na nowe obszary, np. mogą się pojawiać nowi wrogowie lub nowe obszary zainteresowania, np. jacyś buntownicy i demonstranci, pozasystemowi oponenci polityczni (w dodatku ta mafia dąży do wciągnięcia jak największej ilości osób w przestępstwa, oddania ich swym interesom). Jest to straszny, pełzający demon zniszczenia i śmierci. Zło wiąże się też z koniecznym w tym przypadku (bo jak tu bronić rozkradania czy niszczenia osoby) brakiem nagłośnienia oraz popieraniem przez typowych członków gangu polityków utrzymujących zły stan rzeczy. Każdy członek gangu poniekąd sprawia, że państwo staje się nieprzewidywalną dżunglą, w której pewnego dnia można obudzić się i odtąd będzie coraz gorzej, jak w moim przypadku (tych narastających prześladowań). Tymczasem dla niego – każdego takiego członka – najlepiej, gdyby dalej brał pieniądze, zło trwało dalej (ale polityka nie lubi spoczynku, jest zawsze dynamiczna, więc tego zła – np. słuchających czy remontów – wtedy jeszcze przybywa), nie robiono mu śledztwa... to przecież oczywiste, że woli takich "płacących" u władzy, a nie tych, przez których spać w nocy nie może (przykład pierwszy z brzegu: stenogram 20150606_18:08 poniżej). (Nawiasem mówiąc, w efekcie takiej postawy człowiek taki, jak ja, byłby może i całe życie na totalnym podsłuchu.) Można się wypierać, próbować bronić przed tym argumentem, ale w głębi duszy trzeba przyznać mu rację; każdy taki winny nawet odruchowo ze strachu będzie starał się, by temat nie był zbyt głośny, by koledzy i koleżanki nie wiedzieli za dużo (np. o tym, jak szeroki jest spisek). W moim przypadku w II poł. 2011 r. dochodziło już do jakichś zupełnie drastycznych odgłosów, trzasków co pół minuty albo dręczących wierceń obok non stop w kolejnych hotelach, a nawet tychże chwytających za serce trzasków w wynajętym za ponad 10 tys. zł miesięcznie pustym wolnostojącym domu(!!!), do jakiegoś budzenia tamże w środku nocy odgłosami załamującego się dachu, jakichś wystrzałów powtarzających się przy wychodzeniu na miasto... do uderzania w podstawy bytu i zarazem odwracania się ludu plecami. Totalna obmowa (na równi wśród wykładowców i studentów, jak gdyby to jakieś kolegowanie się za mymi plecami było) to była tylko przymiarka do późniejszych strasznych prześladowań i wymuszonej bezdomności – wobec właściwie niewinnego człowieka, który z nikim nawet nie zadarł. (Obecnie ci ludzie demonstrują przede mną na ulicach Warszawy, a są ich tłumy, np. setki czy nawet ponad tysiąc dziennie – przykład jest we wpisie "Głupie wybory Polaków": trzeba rozwinąć, jest tam wideo z okna taxi.) Każdy członek gangu jest współwinny (już pomijam tu konkretne winy typu przychodzenie do hoteli na sąsiada czy podsłuchiwanie zmianowe w pracy, śledzenie ekranu), taki człowiek – w ramach splecienia swych interesów z grupą, dużą liczbą – wręcz odruchowo kłamie czy broni zła, nie chce, by w rozmowach pojawiał się temat zła podsłuchowego i zbrodniczości w polityce, tego, że zamieszane są (jak się zdaje, jak podpowiadają spikerzy) wszystkie partie z Sejmu. Ten temat w ogóle nie krąży, nie żyje i nagłaśnia się sam własną wewnętrzną wartością, a zamieszani jeszcze bardzo często wspierają zło własnymi głosami ("wszystko, byle nie porządne partie spoza Sejmu", ewentualnie co poniektórzy nie głosują wcale) – to wszystko ludzie, którzy mogą nawet dzień w dzień słuchać, jak już trzeci rok nie mogę uciec od tortur, a piąty – od prześladowań. Jak w takich warunkach można powiedzieć, że Sejm dobrze działa, chociaż w jakiejś swej części!... Również w tych codziennych decyzjach są w miarę możności przeciwko mnie, niechętnie zrobią coś, co mi wyraźnie pomaga w pozbyciu się zła (spotkałem się np. z masowymi szykanami – jeden sprzedawca po drugim – przy próbach kupna domu czy działki z ogłoszeń nieruchomości), przede wszystkim niechętnie będą szerzyć temat, a to jest strata względem pewnego naturalnego stanu, w którym takie skandale, jak skandal remontowy, się rozchodzą natychmiast. To – jak i te wybory polityczne – jest ta wielka szkoda wynikła ściśle z udziału w takim politycznym antyludzkim gangu. Prawie żaden członek gangu nie POWIE też nic na temat podsłuchiwania, na temat tych telefonów komórkowych, nie zaświadczy, nie udzieli wywiadu (ba, nawet nie za darowanie kary! boją się zgłosić, pokazać, że mnie widzą) – tak wskazuje moje bogate doświadczenie, z dziesiątkami sprawdzonych osób – wszystko ze strachu przed karą, "bo przecież więzienie". Ale taka antyspołeczna postawa (zwłaszcza w relacji z najbardziej potrzebującym pomocy czy, dajmy na to, w arcyważnych kwestiach nagłośnienia dowodów, bo tu o bandziorstwo w państwie też chodzi), takie stawianie na pierwszym miejscu swego złego interesu (i interesu sobie podobnych mas), dostosowywanie podejścia do wszystkiego pod swe koniecznie niepójście do więzienia właśnie jest skrajnie groźne dla państwa i wymaga kary surowej, bo To Mogło Zwyciężyć (tragiczne później byłyby skutki dla państwa prawa, demokracji). Takich bojących się i dlatego aspołecznych jest mnóstwo, to jest cały front zła, obejmujący też np. kierowników firm. (Gdyby zaś z kolei wierzył dany przestępca, że więzienia uniknie, bo nie jest aż tak winny i to nie takie poważne, a przy tym przestępcą został, tym bardziej pokazuje to, że widmo samej tylko grzywny czy wyroku w zawieszeniu nie odstrasza. W ludziach przecież zachodzi naturalnie coś w rodzaju procesu decyzyjnego opartego o analizę ryzyka: czyli wypadkowej prawdopodobieństwa zajścia niepożądanej rzeczy, tu: śledztwa i kary, oraz jej skutków – państwo ma wpływ na takie procesy decyzyjne w ludziach przede wszystkim poprzez określanie tych skutków dobrymi precedensami sądowymi, bo wierzący w bezkarność zawsze będą. A zatem i w tym przypadku zasługuje się na tę karę za kratami: by lepiej odstraszać i by ludzie złych decyzji nie podejmowali.) Tak czy owak; sprawa odpowiedniej kary dowiedziona. Co innego wykonalność i jak to będzie w praktyce wyglądać. [ukryj dopisek]
[edit 2015-07-21] Kto by wciąż szukał poszlak wskazujących na TVP Warszawa jako ten postulowany na żywo sterujący mafią ośrodek, choć już i tak świadkowie czy, częściej, "świadkowie" to potwierdzali, temu przypominam... [rozwiń dopisek...]"pytanie" o nogi (czy raczej ozdobne kapcie dla nich) – w opozycji do głowy, mózgu, głównej części – czyli ten najszerszy dół piramidy, jakie swego czasu opublikowała na swoim (i moim) Facebooku niejaka Violetta Komar, którą wśród licznych zwłaszcza w 2013 innych "dziennikarzy" TVP Warszawa miałem dodaną do facebookowych Znajomych (od 2013 usunęli się z tej listy A. Cyzowska, K. Sito, M. Adamski, którzy dziwnym trafem początkowo mnie dodali, choć nie wysyłałem wcale dużo tych zaproszeń; odsetek akceptacji był znamiennie wysoki). Oto, po kliknięciu, ten jej obrazek (pomnijcie, co znaczą "Pasy"! jest tu o tym symboliku wielokrotnie na blogu), może za bardzo się doszukuję, ale faktycznie takie skojarzenie, jak "nogi", "ja tu tylko sprzątam", "sprawa na dole" funkcjonuje... W tym WOT, jak się zdaje, "na pewno Zrobią Sprawę". Z prawnego punktu widzenia to pytanie o dół nie jest żadnym pytaniem – ustawa nie różnicuje ochrony prawnej osoby w zależności od stosowanych technik, np. istnienia kanału komunikacyjnego lub stopnia jego zabezpieczenia przed obcymi (a tym bardziej bezprawiem byłoby uzależnianie tej ochrony od czyjegoś zupełnie arbitralnego aktu woli), mimo to plany wobec Sądu Najwyższego oraz polityków dotyczyły właśnie jakiegoś stuknięcia młotkiem czy pieczęcią, że Niżyńskiego to można było bezkarnie szpiegować (por. stenogram z prokuratury, np. ten początek o następczym upoważnieniu, to "wszystkie polskie akta nie są ważne"...) – ale tak czy owak, bez względu na samo prawo, przyjęło się, że walkę z mafią polityczną w przyszłości (czy, jak kto woli, totalitaryzmem przestępczym: było już wszystko, w tym złodziejstwa, zastraszanie, przestępcze kłamstwa, torturowanie, oczywiście powszechna niechęć do pomocy) stawia się w niej samej pod znakiem zapytania i robi się z tego jakieś "Czy?". Generalnie trudno o wyraźne potwierdzenie przez kogokolwiek, że Centrum jest w telewizji, a nawet ściśle w regionalnej warszawskiej (choć na jednego jasno przyznającego to człowieka się natknąłem), bo szczegóły instalacji konkretnego systemu radarowego i sieci radarowej mogą być objęte klauzulami tajności, już nie wspominając o grożących w dodatku procesach za dotychczasowe przestępstwa podsłuchowe u typowych poinformowanych. Zapewne wiedzą to wszyscy zamieszani przedsiębiorcy (niektórzy wręcz dostają pieniądze z tego źródła); co do personelu nie mam pewności, pewnie to zależy od firmy. [edit] Poza tym na początku 2014 zdarzyła się sytuacja w Hotelu Gromada, że spikerzy mówili o tym, co za chwilę (np. 5 s) działo się na antenie jakiegoś widowiska TVP na żywo z udziałem publiczności. Raczej przecież tam ta nieludzka tortura nie grała, bo trudno by było o śmiech (ani nawet prezenter nie miał nic w uszach). A zatem najwyraźniej mieli tę transmisję z wyprzedzeniem, u źródła. [ukryj dopisek]
[edit 2015-07-25] Może niektórzy niemądrzy czytelnicy uważają ciągłe ostatnio (mało oglądam TV, ale czasem coś do mnie dotrze) wycieranie sobie gęby przez TV tematem dopalaczy – w ślad za opublikowaniem tu ww. wpisu (zupełnie jak z tymi dymisjami u E. Kopacz po publikacji wpisu z 10/06/2015 czy w Policji i Gwardii Szwajcarskiej w dniu dostawy, nieodpowiedniego wprawdzie, do innych rzeczy służącego, zagłuszacza, zob. wpis 8/02/2015) – za obalanie tez tego bloga, ale dopóki nie powiedzą tam wyraźnie o stronie WWW.NIELEGALNIE.PL i zgromadzonych na niej tonach dowodów, które jednym "wytarciem sobie gęby" może próbują arogancko unieważnić (tak jak i ponaddwuipółletnie straszne męczarnie!), pozostają niewiarygodni. [rozwiń dopisek...]Zamiast pokazywać, nagłaśniać, nawet być może publicznie kompromitować – żerują intensywnie na autorytetach i raczej kiepskim argumencie "patrzenia z góry", jak w jakimś prymitywnym społeczeństwie autorytarnym, niedemokratycznym, które od argumentów, dialogu i otwarcia na oddolną krytykę woli jakieś stopnie hierarchii o niejasnym pochodzeniu. Tymczasem np. w sądach zupełnie bez znaczenia są takie rzeczy, jak popularność tego, kto coś twierdzi (trzeba patrzeć z opaską na oczach na to, co się przedstawia), a póki co to one są uważane za najlepszy wynalazek człowieka, jeśli chodzi o rozstrzyganie prawdy i bycie sprawiedliwym. CZYŻBY BALI SIĘ W MEDIACH PERSONALIÓW PIOTR NIŻYŃSKI ORAZ ADRESU WWW.NIELEGALNIE.PL! Wracając do rzeczy, oprócz dopalaczy był też przedmiotem nagłaśnianej uwagi rządu i mediów niszczenia godny nałóg hazardu oraz, chyba ok. 2008 (reklamy rzucania palenia) a później w 2011 (ustawowy zakaz), nałóg tytoniowy. Istnie politycy naszej wolności. Aferę hazardową tłumaczono jakże "dopuszczalnym" w takiej sytuacji (tworzenie ustaw!) "lobbingiem" kolegi w potrzebie: zupełnie, jak przy zarzutach wobec PiS-Samoobrona z 2006 o, uwaga, "korupcji politycznej" (to jeszcze jeden punkt podobieństwa z moją sprawą, ma zawarty wątek ezoteryczny: przecież w samej nazwie tamtego z 2006 – a zwanego też zresztą w 2006, nomen omen, Aferą Taśmową – i również, co mniej oczywiste, w postulowanej "dopuszczalności" zachowania w świetle zarzutu; zaś sama afera hazardowa była o tyle kiepska, że nie była kryminalna, więc obliczona raczej "na przeżycie" PO – w oczach wielu brak było dobrych alternatywnych partii – i, no właśnie, odcięcie się od tego uzależnienia), choć w tej (poprzedniej) tzw. Taśmowej z 2006 (w odróżnieniu od hazardu) istotnie ta "korupcja polityczna" był to zarzut bardzo wydumany i sztuczny, chyba właśnie po to nagłośniony, by była taka licha krytyka O POLITYCZNYM KORUMPOWANIU (wprawdzie może niektórzy uważają, że politykiem jest się nie po to, by sprawować władzę na konkretnych stanowiskach, lecz u większości chyba to poglądów politycznych nie zmieniło, więc po co ta wielka podnieta wtedy). Wszystkie te słynne antynałogowe inicjatywy rządu były w związku z jakimś zarzucanym mi (przez zjednoczone w tym gangu masy, w aluzjach, potem w podszeptywanych myślach) intensywnym interesowaniem się w 2008 tematem ludzi uzależnionych od seksu sam ze sobą i porno (nawet minimalnie coś było na rzeczy w kwestii mego zwrócenia uwagi na temat), ale mniejsza z tym, przecież to też swoiste tabu. Nie macie na to może dowodu. Istotny też był przy dopalaczach czas, gdyż właśnie wtedy (kwiecień 2009 do początku 2010) ekscytowałem się ww. wyłudzeniami, gdzie zastosowano pewien podstęp prawny czy umowny (wmawiany klientom skutek dosyć słabej i ogólnej umowy w postaci korzyści polegającej na kontakcie z autentycznie chętnym na tani wynajem właścicielem jakiegoś mieszkania; nieściganie tłumaczono właśnie przyczynami prawnymi, a ja ściśle w tej sprawie proponowałem wtedy nawet – początek 2010 – może zmianę prawa – tylko jaką! dylemat, bo prawo jest dobrze napisane – skoro to takie "legalne"). To wszystko oczywiście uwaga głównie do żyjących telewizją/portalami i niezbyt wnikliwych czytelników; zauważcie, nic nie ma takie nagłe wrzeszczenie mediów o jakimś temacie do samej wiarygodności strony www poza jej, być może, potwierdzaniem (interesują się, a nie mówią, np. o prokuraturze, skandalicznych aktach – wszystko im jedno? zob. też wpisy o mediach: 18/11/2013, 11/09/2013, 03/08/2013 oraz, z najnowszych, np. drugi dopisek do 8/02/2015). Tematy niniejsze będzie poruszał informacyjny portal internetowy XP.PL, z kapitałem zakładowym 1 mln. zł (obecnie czeka na rejestrację wysokości kapitału i wniesienia wkładów). Na koniec – oto zapamiętane przez instytucję Internet Archive kopie tej strony www (pod jej poszczególnymi adresami) z różnych dni: http://web.archive.org/web/*/www.nielegalnie.pl (jest np. 18. czerwca), http://web.archive.org/web/*/www.bandycituska.com (jest 19. czerwca), http://web.archive.org/web/*/http://www.bandycituska.pl (jest 5. maja), http://web.archive.org/web/*/http://www.sysplex.pl (jest 6. czerwca) – pozwalają oszacować, że NAPRAWDĘ wtedy, tj. 10. czerwca, w dniu głośnego upadku sporej części rządu (ale to trochę później było!), dodano szykowany od 3 dni wpis o hotelu Ibis (daty opublikowania filmów dot. Ibisu pokazuje też serwis YouTube w linijce poprzedzającej opisy, natomiast godziny można sprawdzić klikając ikonkę ołówka, tj. pierwszą po lewej, pod czarnym oknem filmu – wyświetli się odpowiednia strona z informacją). Poza tym zachęcam też do czytania nowości z www.bandycituska.pl/zapisy.txt; no i jeszcze ciekawostka: tutaj to był nawet i (1) dociekliwy dziennikarz śledczy Niżyński, który (2) zlecił śledzenie – a, zauważcie, jestem teraz wg KRS-u prezesem, a więc kierownikiem, przyszłego portalu XP.PL (w 2013 planowana była raczej gazeta, Wolne media S.A. sp.k., przez KRS z trudem zarejestrowana nieco przed emisją tego odcinka serialu) – (3) jakiejś nadkomisarz Policji(!), Leny (robiącej zresztą tam błyskawiczną karierę; w mojej szkole, co znane, były takie napisy na ścianach, "Lena to k***a"; zauważcie, kobieta-funkcjonariusz rzadko się zdarza i kojarzy się raczej z miękkością, nieco większą religijnością... może się jakaś przyzna?) i (4) problemy psychiczne w przeszłości (por. moje wpisy 1/05/2012, 3/08/2012), ale to tylko film; dziękuję, że to nie ja mam takie "problemy" (jestem przypadek psychiatryczny, wierzę w podsłuchy) i że to w przeszłości! :-) Jest Policja, jest i odwrócenie ról... Kliknij, poczytaj o serialu Polsatu. W moich filmach-oświadczeniach we wpisach 10/06/2015 i 19/05/2015 pokazuję dokumenty tożsamości, paszport jest jeszcze dokładnie pokazany we wpisie z 19/12/2014, natomiast o sfingowanych hospitalizacjach psychiatrycznych tutaj na blogu od lat jest (jeszcze zanim powstał tamten odcinek, zob. też akta), jak wam zaświadczy niezrównany web.archive.org. Mojej wiarygodności hospitalizacje raczej nie podnosiły, więc po co miałbym kłamać (zabawne, w dniu przylotu do NZ: porównajcie paszport, z pieczęcią nadzwyczajnie cofniętego prawa wjazdu, i akta... cóż za podejście państwa do gości!...). [edit 2015-08-01] Tam bodajże było minimalnie inaczej: Niżyński to chyba jakiś policjant, a dziennikarza tylko wynajmuje – wyraźne odniesienie jest takie, że mnie wielokrotnie spikerzy podsuwali, słuszne zresztą, objęcie Ministerstwa Sprawiedliwości (ponownie kiedyś zjednoczonego z urzędem Prokuratora Generalnego), o czym znajdziecie też wzmianki tu na blogu np. w "Jeszcze jedna uwaga o prokuraturze" (28/12/2013), do dziś ta rola "głównego człowieka-kierownika od zapewnienia wymierzenia w tym temacie wszystkim sprawiedliwości" (w ramach demokracji i poszanowania zdania narodu, także debaty) jest to jedna z podstawowych nadziei (to albo premierostwo, na wzór tego o P. Glińskim). Służba państwu jest tu słusznie na pierwszym miejscu, reszta – zatrudnianie dziennikarzy – jest w równie wyraźnej relacji do serialu. [ukryj dopisek]
(13:37)
Podobnie zresztą było jak dotąd w chyba każdym odwiedzonym w ostatnich miesiącach (wcześniej jeszcze przez I poł. 2014 mieszkałem w hotelach). Należy przy tym wyraźnie podkreślić, że hotel ten nie jest tu bynajmniej ledwie jakąś "obojętną" estradą, na której te wydarzenia się wprawdzie rozgrywają, lecz bez udziału niej samej: zachowuje się doprawdy dziwacznie i tak, jak przystało na świadomego asystenta i współpracownika w pewnym przestępczym zadaniu. Zadaniem tym jest, jak me doświadczenie z żelazną konsekwencją pokazuje, zorganizowanie całodobowego szpiegowania komputera w pokoju przylegającym do mego na sąsiednim piętrze (może też osobno na różnych innych piętrach, bo mogę być w korytarzach, w restauracji...): tak, by z jednej strony nie robiła tego sama obsługa, bo przecież mogę czatować godzinami, obserwować dziwne rzeczy z parteru itd., a z drugiej, by jednak zawsze ktoś tam był, nawet w środku nocy. (Poza tym pomagają te tłumy robić ze mnie w oczach innych wariata. Wspólna z nimi jest często zmowa milczenia, np. o rozbrzmiewających torturach, na zasadzie "nic nie słyszymy, wszystko w porządku", okazywane "znaki", przytyki słowne itd.)
Pośrednikiem ściągającym tłumy do kolejnych hoteli jest ta Centrala mną się zajmująca, bodajże we współpracującej z państwem (TVP, "fiskus") firmie EmiTel (obecna hipoteza robocza) i, być może, Pałacu Kultury [raczej TVP Warszawa], która [chyba] ogłasza tekstem poszczególnym członkom gangu – a są ich w całej Polsce miliony – tj. tym z nich, którzy tylko zechcą sprawdzić (na www czy w telefonie), co akurat ze mną się dzieje, że jestem w tym a tym miejscu i tu-a-tu przychodzi się, by (za kasę?) szpiegować. Obstawiam takie główne źródła ze mną związanej korupcji: niewpłacane podatki i ZUS, TVP (i inne spółki?), urzędy miasta. [Natomiast – zauważmy – obecnie państwo nie może grozić przedsiębiorstwom wyrokami (i w ten sposób wymuszać coś, np. trwanie tortury), zobacz dlaczego.]
Pooglądajcie te wideo (zrobione telefonem), bo nawet wśród agentów rzecz nie jest taka znana i może budzić zaciekawienie, zwłaszcza u niewarszawiaków. Wszystko jest na YouTube, oto główne filmy (rozwijajcie i czytajcie też opisy pod odtwarzającym się właśnie filmem, są tam stenogramy, bo często – przez szelesty spikerów – trudno zrozumieć słowa, a nawet powstają złudzenia słuchowe, natomiast ja to analizowałem w podgłośnieniu i spowolnieniach) – klikamy YT, żeby zobaczyć film; MP4 (prawym przyciskiem myszy i "Zapisz jako"), żeby ściągnąć go w oryginale HD na dysk [1920×1080 punktów]; WAV (lub MP3), żeby ściągnąć jego ścieżkę dźwiękową, zwykle już podgłośnioną (też można używać "Zapisz jako"); a TXT, żeby zobaczyć ewentualny stenogram (przydaje się [przeszkadzają spikerzy nawet prawie że pełnym głosem, a nie szeptem]):
20150605_17:45 [YT] [MP4] [WAV] – zaczyna się tuż po podejściu gościa i pierwszych słowach. W 17 s. pytanie recepcjonistki: "za pół roku ochroniarzy zakładamy czy nie?" (u spikerów utarło się ciągłe mówienie o wyborach jako odległych o pół roku)
20150605_17:58 [YT] [MP4] – przychodzą klienci w Pasy Poziome. Takie pasy czarno-białe przyjęły się już jako symbol przestępcy wśród nachodzących Niżyńskiego szpiegów (zob. pierwszy dopisek za wpisem 21/03/2013, np. w zarchiwizowanej wersji bloga z 2013; rzecz jest znana od 2012, pisałem o tym w I poł. 2013; także w wykazie elementów nękania). W 17 s. pada pytanie "Piotr tu jest?". "Tak, tu mamy specjalny pokój"
20150605_17:59 [YT] [TXT] [MP4] [WAV] – bardzo niedwuznaczna obsługa klienta!!! M.in. podają moje nazwisko. Najprawdopodobniej chodzi o nielegalne przechwytywanie, podglądanie ekranu z odległości na podstawie fal
20150605_18:02 [YT] [MP4] – Gość, znany z poprzedniego: "Tu nie ma Piotrka, ten temat". Czyżby nie trafiła do pokoju, w którym się robi "na sąsiada"? W 8 s. klientka ręką udaje Palenie, znany sposób nękania (zob. ich wykaz) z odcieniem znaczeniowym (udawanego) bycia niewtajemniczonym, "ja nic nie wiem"
20150605_18:40 [YT] [TXT] [MP4] [WAV] – recepcjonistka z bliska (na wszystkich oprócz ostatniego jest ta sama!), świetne próbki mowy; gwarowe erotyzmy; obsługa kolejnej zamieszanej osoby, jest o 2 pokojach i o Niżyńskim. Recepcjonistka sama chyba też w tym hotelu pracuje jako szpieg (i nie tylko "od święta"). Wideo kończy się wzmianką o Kozieju, chyba jej ktoś to podsunął
20150605_21:25 [YT] [MP4] – wejście z miasta na recepcję (Hotel Ibis, Warszawa, ul. Ostrobramska). Jest ta pani
20150606_09:54 [YT] [MP4] – recepcja obsługuje w milczeniu. W tle jest głos jakiegoś schowanego pracownika, chyba kelnerki, ciągle gada o mnie
20150606_15:16 [YT] [MP4] – kolejna obsługa klienta. "Pan Piotr jest na poniedziałek" (była sobota). Może to metafora jakiegoś przeciążenia czy kolejki w dostępie do pokoju dla agenta, ale już chyba przesadzają
20150606_15:17 [YT] [MP4] – kolejna obsługa klienta; np. w 11 s. pada "inni też czekają!". W rzeczywistości recepcja była pusta, może raczej o pokoju ze sprzętem szpiegowskim. Na YouTube pod samym filmem, w opisie, jest moja hipoteza na temat tego, jak ściśle rzecz biorąc to wszystko jest tam zorganizowane
20150606_17:28 [YT] [MP4] – jeszcze jedna obsługa klienta (jak to często bywa, nie nagrana od początku). W 22 s. recepcjonistka mówi "tu mamy Forsę!" (por. z zainscenizowaną scenką z chowaniem sobie terminala płatniczego przez przychodzącą do B&B dziewczynę, 201501050055) [sugestia spikerów, brzmi sensownie: są zwroty na kartę, takie, że wychodzi się na plus]
20150606_18:02 [YT] [TXT] [MP4] [WAV] – również bardzo niedwuznaczna obsługa klienta!!! "Chcielibyście ten podsłuch na Niżyńskiego zrobić?" itd. Wyjawia się, że klientka, która przyszła, jest w mafii za sprawą korupcji w biznesie (przedsiębiorca?) lub na wtórnym rynku nieruchomości (jak przyznaje, zrobiła "Remont", związany z torturą), a ja jestem na podsłuchu. Recepcjonistka ponownie przyznaje się do współszpiegowania (ogląda mój ekran z Internetu? słucha całego życia? podpowiada spikerom np. położenie?). [wyjaśnij] [Totalne śledzenie życia podczłowieka, za którego się płaci, różne firmy wprowadzają do personelu dla rozpoznania i PEWNOŚCI, że to właśnie ja jestem na miejscu, bo np. mogą być przekręty, że ktoś inny bierze pokój i ja tam wchodzę do niego, przekręty z dokumentami, powtórzone personalia, makijaże itd., w knajpkach poza tym pozwalało to mnie nękać przytykami słownymi (nie bez znaczenia! zaplanowany efekt), a ponadto sprzyja to zachowaniu tajemnicy, bo generalnie o szpiegowaniu tej osoby w firmie wiadomo, a język w sprawie technik i powszechności podsłuchu powinien być za zębami, oraz niepomaganiu pokrzywdzonemu i wyrozumiałości wobec dźwięku w budynku (nie jest takim szokiem), a także (ważne) gotowości do samodzielnej obsługi oscyloskopu, zanim przyjdą przestępcy z zewnątrz (w b. licznych hotelach – i licznych innych firmach, wysoki odsetek jest zwłaszcza w gastronomii i u młodzieży – cały personel lub większość i tak uczestniczy w przestępstwach, w zamian mają pracę na etacie na lata i wysoką pensję). Osobną jeszcze rzeczą, również wzmiankowaną we wpisie Stan państwa Tuska, jest posiadanie przez pracowników – młodych czy dojrzalszych, bez różnicy – prywatnych telefonów komórkowych do szpiegowania Niżyńskiego nawet poza godzinami pracy (dzięki temu np. wiedzą, kiedy się nie pokazywać przy wchodzeniu do budynku i wychodzeniu, żeby ich nie przyłapano na szpiegowskim czajeniu się, poza tym, co ważniejsze, także i to służyło jak dotąd procederowi stalkingu, masowemu dokuczaniu mi na mieście przez młodzież). W hotelach zwykle podsłuchownia dla personelu jest w jakimś zwykłym pokoju, blisko którego mnie później mogą wpuścić, a gdy jestem w środku, przenosi się ją gdzieś blisko recepcji na parterze. Jeszcze drobna uwaga: proszę mi wybaczyć opisywanie tutaj ex cathedra, jak odbywają się przestępstwa, choć żadne śledztwo ich nie udowodniło. Później pojawią się mądrale z pozwami do "Sądu", że piszę o masowości przestępstw jak o jakimś fakcie (jeszcze kogoś tam wzmiankuję obok tego na tej samej stronie "książki"), nagle "Sądy" sobie przypomną, że może jednak skandaliczne jest takie zostawianie sprawy bez sprawdzenia, że to na dole powinni sprytnie łeb ukręcać, a nie w ogóle nie przesłuchiwać, po czym trzymając się tego będą mi zarzucać złe postępowanie, "przecież mamy państwo prawa", "trzeba było się dobijać do Sądów [może np. wtrąćcie jeszcze coś o religii], na pewno jakiś sędzia dobry by się znalazł, to nie to, co prokuratura" (mówiąc to, zupełnie przemilczą problem u sekretarek, pokazany tutaj). To jak mam się bronić wobec funkcjonowania gangu przeciwko mnie, jeśli nie głosząc wszem i wobec każdemu i na każdym kroku, jaka jest prawda o państwie i gospodarce?! Niestety, doświadczenie z sądami (i prokuraturami) jest dla mnie tragiczne, zupełny upór i zła wola w pozostawianiu sprawy nietkniętej, a akt pustych, także mimo rozkręcających się tortur, co każdy słyszy, a chyba nawet rozumie, mimo bardzo dokładnych opisów w zażaleniach, a nawet w samych zawiadomieniach. Ale gadaj tu do takich zacietrzewionych, skoro ci zaraz wyskoczą z "Sądem" przeciwko mnie, z jakimiś głupawymi wymówkami – zamiast przeprosin... – wobec takich nagrań, jak te tutaj. ukryj] Jest potwierdzenie faktu tortury dźwiękowej
20150606_18:08 [YT] [TXT] [MP4] [WAV] – obsługa. "Podsłuch jest tutaj", inne takie o Niżyńskim. Jest potwierdzenie faktu tortury dźwiękowej
20150606_18:11 [YT] [TXT] [MP4] [WAV] – kolejna obsługa, mówią od 7-ej sekundy. Pada chyba (od recepcjonistki) "potem się idzie do innego" [to nie jest ten właściwy pokój... – przyp. red.]
20150606_18:58 [TXT] [MP3] – długie nagranie audio, obsługa klientów. Z tekstu wynika, że chodzi o przestępstwa i że zamieszana jest firma, padają personalia ofiary
20150606_20:38 [TXT] [WAV] – znowu długie nagranie audio. Niektóre wypowiedzi: "Tutaj nie ma sprawy, 'omerta' tu jest", "I na dole znajduje się tutaj nr pokoju, w którym jest komputer" (już kiedyś przez chwilkę zza drzwi widziałem taki gdzie indziej), "Za chwilę go śledzę". Pada też sugestia, że sprzęt do podsłuchiwania (dźwięku) to telefon komórkowy. Wielokrotnie padają personalia ofiary. Recepcjonistka ponownie "przyznaje się"
20150606_20:56 [YT] [TXT] [WAV] [MP4] – zbliżenia twarzy mówiącej parę rzeczy recepcjonistki. Tak, to właśnie ta pani. Pojawia się dialog na recepcji o sprawie Niżyńskiego, erotyzmy
20150606_21:02 [YT] [TXT] [WAV] [MP4] – kolejna obsługa "klienta" (czy w zasadzie doraźnego pracownika). Kilkakrotnie o Piotrze Niżyńskim
20150606_21:06 [YT] [TXT] [WAV] [MP4] – jeszcze jedna obsługa. W pokoju "komp otwarty" (posłuchaj w podgłośnieniu ten fragment). Również politycznie o Piotrze Niżyńskim
20150606_21:17 [YT] [MP4] – rozmowa z osobą będącą za biurkiem w pokoju "Dyrektor hotelu", na temat tortury. Tego typu odpowiedzi, co "ja nic takiego nie słyszę", są w mafii dosyć rozpowszechnione; spotkałem się z nimi też np. w firmie prawniczej (jest w "nagrania audio" w nagłówku, wyszukajcie literki dtw) oraz w biurze posłanki (zob. Nowe wideo Piotra u góry bloga)
20150607_13:28 [YT] [MP4] – spokojny pobyt, choć wśród tortur, zakończył się najściem w pokoju przez pogotowie (chyba wciskano, że jestem jakimś wariatem; w przededniu tego na wieczór hotel zirytowało nagrywanie). Na szczęście nie zgarnęli. Oto następująca po tym rozmowa z dwoma innymi pracownikami na recepcji (widać mówiące twarze z bliska), przyznają to. [edit 2015-07-26: Odsyłał do lekarza również ksiądz we wpisie z 5/03/2015, to tak zamiast pomocy było. W ogóle to powszechne w mafii (u wrogów), poszukajcie w Internecie pod hasłem Piotr Niżyński – ma to związek ze sfingowanymi hospitalizacjami oraz samą tą szkodliwą dla równowagi psychicznej torturą. Zauważcie, że tak mogą mówić czy pisać tylko wrogowie, "z ludu wzięci", a przecież gdybym tu prawdy nie pisał, skąd mógłbym mieć tylu wrogów? Bardzo to jest nieprzyjazne podejście, na zasadzie "odwal się" i "nie lubię go". (Nie można obecnie "uczciwie" podejrzewać mnie o chorobę psychiczną, bo w ogólności w takich sprawach, że komuś fałszywie wydaje się, że jest śledzony czy dręczony, albo się jest wariatem, albo oszustem. Na tej stronie jest zaś tyle dowodów, że już zdecydowanie klasyfikowałbym się co najwyżej do drugiej grupy, może jakimś fałszerzem jestem... a więc tamta, do znudzenia powtarzania, błędna wersja o chorobie psychicznej a nie złej woli jako źródle rzekomo "nieprawdy" jest, jak już widać, celowym pomawianiem, które ludzie głupio powtarzają. Wczytajcie się zresztą w blog.)]
20150610_14:10 [YT] [MP4] – Moje oświadczenie w sprawie autentyczności nagrań, ich treści i stanu hotelu (gdybym kłamał, to byłbym przestępcą i można mnie ścigać)
[edit 21:03] YouTube pokazuje też niezawodnie, kiedy dany film był dodany (np. ten pierwszy). Zestawcie więc sobie ten wpis, autentycznie 10. czerwca powstały, z przypadającymi na dziś zmianami w rządzie (Ministerstwo Sportu i Turystyki?... otóż przepisy o hotelach są w Ustawie o usługach turystycznych) i deklaracjami dot. prokuratury [edit: także propozycją dot. samorozwiązania Sejmu z następnego dnia], chociaż PO – po latach remontowania Polski (nawet pola i lasy) i oswajania jej z udziałem w gangu politycznym – nic już, daj Boże, nie powinno pomóc... Przypominam też jeszcze większy taki zbieg okoliczności, z udziałem Watykanu, wzmiankowany we wpisie z 8. lutego [por. także te z 26/10/2013]. Cel tej "pomocy" (pewnie mi nawet czytelnictwo nie wzrośnie, Polak to jakoś nie potrafi uczestniczyć w reakcji łańcuchowej, w narastaniu lawinowym) jest pewnie taki, żeby przestępcy otwarciej sympatyzowali z PO, która jednak raczej z remontów się nie wycofa (zauważcie, temat dalej jest kryty, a komisja śledcza, którą proponował PiS, była NAWET W SWEJ OFICJALNEJ DOKUMENTACJI o jakichś niezrozumiałych drobiazgach, nie wprost o Piotrze Niżyńskim albo materiałach z www.nielegalnie.pl). [Przytaczałem już powody, dlaczego "remonty", tzn. instalacje dźwiękowe, zapewne nie zostaną zlikwidowane, a nawet będą kontynuowane(!!!), przez obecne partie sejmowe: zob. edit 2015-04-23, wyszukaj przy pomocy Ctrl-F i rozwiń.] Swoją drogą: oto treść maila, jakiego dostałem. Ciekawe.
[edit 2015-06-11] Śledzenie mnie, powtórzę, jest zupełnie nielegalne. [rozwiń dopisek... – m.in. wyjaśnia, dlaczego złe są masowe amnestie ustawowe, tym bardziej bezustawowe, w takich sytuacjach jak ta (zło systemowe)]Każda pluskwa, taki montowany u kogoś nielegalny podsłuch, działa w ten sposób, że nadaje falami podsłuchane dźwięki. Mógłby je każdy odebrać. Co więcej, w ogóle odbijają się od nas fale nawet bez montowania czegokolwiek, powstaje z tego coś w rodzaju modulacji FM oryginalnych fal (zwykłej modulacji kodującej dźwięk, bierze się to z prędkości drgań i tzw. efektu Dopplera), co odbija się od każdego metalowego ciała. W związku z tym każdy już emituje swój podsłuch, a tym bardziej robią to prymitywne pluskwy. Nie jest to zatem żadna podstawa, żeby uznać życie człowieka za "informację jawną" i nie ścigać naruszeń prywatności. Byłoby to wbrew konstytucyjnej ochronie prywatności (oraz tajemnicy komunikowania się). Co więcej, należy ogólnie (systemowo) zauważyć (by przestrzec przed zmianami prawa), że wszelkie interpretacje czy podejścia wyłączające pod względem odpowiedzialności, usuwające najszerszą jej podstawę, skutkują – jeszcze raz to powtórzę – dwoma kłopotami. (1) Wystawianie figurantów, np. jakichś staruszków czy wręcz zmarłych jako tych winnych (w sytuacji typowej w gangach zmowy milczenia, tzw. omerty, nastawionej na trwanie zła), (2) "góra" (kierownictwo) i "dół" (ci, których chce się wybawiać od kar, najliczniejsi) są powiązane także na zasadzie pochodzenia społecznego. Wywodzą się ze wspólnych środowisk, np. młodzieżowych, miejsc pracy itd. Jeśli zaniecha się karania najliczniejszych, to powstaną wręcz miłe wspomnienia z współpracy z państwem w ramach grupy przestępczej, z śledzenia kogoś itd. (to wszystko się opłacało, było dla nas przyjemne, ta nutka dominacji itd.). W takich warunkach wręcz nieuchronnie przyzwolenie to będzie udzielać się także rządzącym, z ludu przecież wychodzącym: mimo, że oficjalnie głosić będą "no owszem, my nie powinniśmy", to jednak będzie ich ciągle do tego ciągnąć. Do budowania nowych sieci przestępczych. Tym bardziej, że już raz się udało i wybawiono tłumy. Wystarczy w zasadzie argument (1), czyli odpowiednia konstrukcja omerty i figurantów, by się o siebie nie bać. A zatem: PRZECIWNIE, ZŁO NIE POWINNO SIĘ OPŁACAĆ, KARANIE JEST BARDZO WAŻNE, nawet odstąpienie od więzienia w stosunku do jakichś całych grup jest błędne, bo wyklucza u takich grup oddolną niechęć do przestępstw (wizja ewentualnego odebrania tych korzyści i jakichś strat w przyszłości nie odstraszała). Co najwyżej należy uważać, by nie przesadzić z umieszczaniem ludzi w więzieniu ze względu na (nie)wykonalność i poparcie polityczne, ale całych grup (np. agenci zawodowi, remonty) z tego nie zwalniać. Były to, zauważmy, uwagi czysto techniczne czy logiczne, w ogóle nie odwołujące się do kwestii moralnych, polityki, priorytetów i podejścia; dotyczą samych szans na funkcjonowanie prawa karnego w takich warunkach (np. ktoś mógłby chcieć wprowadzić nowe, ogólne zasady, wyłączające odpowiedzialność pracowników; to skutkowałoby tym, że im bogatszy jesteś, tym więcej przestępców mieć możesz na usługach, którzy czuć się będą bezkarni). Patrząc natomiast konkretnie na mój przypadek należy zwrócić uwagę na złe konsekwencje, np. ekonomiczne (rozkradanie się nawzajem, obniżanie produktywności), dla państwa prawa (gang najprawdopodobniej polityczny; przecież przy każdej takiej korupcji konieczne jest jeszcze krycie, a zarazem jest okazją do kolejnych przestępstw i ogólnie erozji państwa prawa; poza tym góra i dół się wzajemnie potrzebują i bez wychowanego dołu nie ma dobrej góry – w każdym razie chronioną tu wartością jest państwo prawa w elementarnym zakresie wobec jednostek), dla prywatności ludzi (łatwo byłoby podzielić tych szpiegów np. na 100 zbiorów, każdy szpieguje inną osobę) i tym samym demokracji, także na związki szpiegów z dokuczaniem, dręczeniem i torturą (podpowiadanie mojego położenia, nawet może w prostych marketach, co dopiero w galeriach handlowych; bez jego znajomości tortura byłaby bardzo utrudniona, bo nie chcą dawać na całe miasta) itd. Są to rzeczy, które dobitnie pokazują, że i w tym przypadku ci ludzie zasługują na ściganie, a na pewno na przepadek korzyści, niesprawiedliwie od innych (bo do tego to się sprowadza ekonomicznie) uzyskanych. Osoby wrażliwe na krzywdę może także zainteresuje mój tragiczny los i ludzka obojętność wobec niego, trudność w uzyskaniu choćby jednej przyjaznej odpowiedzi na mail czy ogłoszenie, które wołały o pomoc, co dopiero uzyskania jakiejś informacji (oni najchętniej by kontynuowali to kolejne lata, może wobec innej osoby: pieniędzy przybywa, a śledztwa nikt nie robi: po prostu wymarzona partia!...). Poza tym w ogóle odrażającą rzeczą jest, w mojej skromnej opinii, remont – usprawiedliwiać tu całej grupy nie ma sensu – tego typu przestępczość zawsze na nowo można wprowadzać, tu nie wystarczy usunięcie jakiegoś systemu szpiegowskiego itd. [ukryj dopisek]
[edit 2015-06-13] Podstawa prawna publikacji nagrań, choćby bez zgody uczestników: zobacz (aczkolwiek należy spodziewać się, że przy obecnym stanie sądownictwa sądy będą raczej złośliwe – p. odnośnik "Tak wykastrowano prokuratury i sądy" na górze bloga). [edit] Być może zastanawia was, dlaczego przychodzący szpiedzy godzą się pokazywać dowód osobisty, ale oni po prostu i tak już są w odpowiednim rejestrze, np. remontowym, pracowniczym (wewnątrz firmy), skarbowym/ZUS (jako te wyjątki bez opodatkowanych dochodów) czy bankowym. Dlatego zresztą mnie tak nienawidzą i przywiązują się do partii politycznych. To jest polityka haków.
[edit 2015-06-15] NIE PODOBA CI SIĘ TO? Więc oto, co TY możesz zrobić. 1) Przekazuj znajomym wieść o tej stronie www. 2) Nie głosuj na żadne partie sejmowe ani lansowane przez media – już raczej wylosuj listę wyborczą spośród dostępnej a nieznanej opozycji, to idealna metoda (p. edit 1 przy wpisie o Komorowskim z 12. marca). 3) Bojkotuj media, wg zasady: "nie kupuj, nie oglądaj, nie słuchaj". 4) Najważniejsze: NIE NABYWAJ ANI NIE WYNAJMUJ NIERUCHOMOŚCI PRZEZ INTERNET!!! [rozwiń dopisek...]Wiem, że może jesteś nieśmiały/a, że młodzi podobno już tylko potrafią wygooglać i poklikać, że pojęcie agencji nieruchomości staje się czymś, co już tylko gdzieś na krańcach umysłu może jeszcze istnieje jako to, o czym się słyszało, ale poza tym jest abstrakcją – ale przełam się w tej kwestii, bo internetowe ogłoszenia nieruchomości to chłam i tam 100% to przekręty (zob. schemat ich działania: a to często własność mediów! Polskapresse – główny dziennik "Polska", ale i dom.gratka.pl; Agora – "Gazeta Wyborcza", ale i gazetadom.pl = domiporta.pl). Właśnie dlatego, że tylko przekrętacz dostaje się do ogłoszeń nieruchomości, tyle ludzi chce być przekrętaczami: winna jest oczywiście chciwość, sami są sobie winni, ale to się robi duża frakcja, która sama o sobie będzie później mówić, że nie jest taka zła i wybawiać się od jedynej zbawiennej dla przyszłości narodu kary, kary więzienia – bo nie daje się grzywny za tortury wynikające zresztą z chciwości (nie z braku na życie! od tego są agencje charytatywne, państwo, o wsparcie socjalne należy uderzać do mediów i polityków, robić akcje społeczne; zresztą ludzie z własną nieruchomością to raczej nie są najubożsi, którym na posiłek nie starczy, a przecież jest on ostatnią rzeczą, której im jeszcze poza tym do szczęścia potrzeba). Gdyby dało się w miarę szybko (pamiętajmy, koniecznie to "szybko"...) wynająć lub sprzedać mieszkanie (dom, działkę) idąc do pośrednika, a nie wystawiając ogłoszenie w Internecie (i to pewnie jeszcze "bezpośrednie"; niestety, i tak najpierw się udają do agencji, żeby to się pojawiło), posiadacze nie decydowaliby się na współpracę podsłuchową, na odrażający udział w gangu (bo remont jest rzeczą odrażającą). Mają kłopot ze znalezieniem klienta, a zależy im na pieniądzach, więc wchodzą do gangu, część np. dopiero po miesiącu-dwóch ("już straciłam cierpliwość i zrobiłam ten remont, załatwiłam podsłuch obok, mam komórkę do szpiegowania"). Inna sprawa, że to ich wina tak samo, jak wasza. Mogą być braki po jednej lub po drugiej stronie (mniej kupujących/sprzedających, podobnie przy najmie), obie te rzeczy tak samo szkodzą bezpośrednim ogłoszeniom nieruchomości, każda ze stron jest winna: ty, jako kupiec/najemca, nieświadomie, tamci posiadacze świadomie (w dodatku dostają chyba pieniądze, nie tylko na remont, ale i na własny dodatkowy zysk; pewnie np. nie płacą podatku od najmu). Zastanów się, czy naprawdę chcesz mieć mieszkanie przygotowane pod przekaz podprogowy i potencjalnych szpiegów komputera obok (przez lata nie zdając sobie z tego sprawy)? Nie? Więc nie korzystaj. Kupcy nie korzystają, to właściciele nie cisną się do Internetu; i odwrotnie, gdyby właściciele nie cisnęli się do Internetu, kupcy by nie korzystali (np. widać tańsze oferty w agencjach lub zaraz podpowiedzą, że takie są). To w Internecie (i np. w ogłoszeniach gazet) jest od ok. 2008-10 ta straszna kryminalizacja, 100% ogłoszeń nieruchomości pochodzi od przestępców. (Można próbować tworzyć strony ogłoszeniowe, ba, nawet forsować jakąś zasadę, że na każdym porządnym forum jest link do jakiejś znanej z porządności strony z ogłoszeniami nieruchomości; proszę pamiętać, że Google raczej będzie nieprzychylny, przynajmniej dopóki strona nie jest bardzo znana.) Natomiast w wachlarzu ofert pośrednika może być lepiej, bo porządni ludzie to też jest rynek, a niektóre agencje mogą działać na granicy opłacalności, nie chcą upaść. [ukryj dopisek]
[edit 2015-06-16] Uwaga o śledzeniu w terenie (skąd w ogóle wiadomo, że to ma miejsce, i skąd podejrzenie, [wciąż] graniczące z pewnością, że istotnie zaangażowana jest Policja, a nie tylko ta spółka; również o tym, na czym jeszcze polega praca agenta zawodowego w knajpkach, centrach handlowych, bankach, urzędach, sądach, prokuraturach, szpitalach, marketach i innych dużych budynkach). [rozwiń dopisek...]Wiadomo, że EmiTel – firma wiążąca ze sobą i z nadawcami poszczególne stacje nadawcze radia/TV w całym kraju, jako ich właściciel – bezpośrednio lub pośrednio obsługuje też podsłuchy na zasadzie SIGINT-u, czyli analizy odbitych fal (echa) transmitowanych sygnałów. Przecież już przesunięcie Dopplera, związane z choćby najmniejszymi drganiami ciała (a dźwięk to drgania, prędkość drgającego ciała ma te same tzw. składowe częstotliwościowe co dźwięk na nim), daje się zmierzyć z dokładnością do ułamków Hz i pozwala – odczytane (jako nieco zmieniona częstotliwość echa względem oryginału) – "usłyszeć" ciało. Przebieg, wykres zmian prędkości ciała w czasie to (po pewnym tzw. odfiltrowaniu częstotliwościowym) gotowy przebieg wychyleń membrany głośnika, którym by to ciało było, lub bębenka ucha, gdyby go miało. Mieści się to wszystko w ramach obecnego stanu techniki (wykrywacze metalu, radary); niestety, od dawna jest ten system i w dodatku powiązane są wszystkie stacje w całej Europie, a na innych kontynentach też mają swoje układy i też nie ma granic np. między połaciami kraju, między miastami. Wielokrotnie przekonywałem się o tym, że jest ustawiony na mnie w ten sposób działający podsłuch; wystarczy powiedzieć coś pod nosem na zupełnym odludziu, a podchwycą to różne ośrodki (i nie jest to związane z jakimś posiadaniem nadajników, urządzeń podsłuchowych, tzw. pluskw). Tymczasem jednak nie jest to wystarczające, by człowieka śledzić w trybie ciągłym, ponieważ może on być gorzej widoczny w zależności od jego ustawienia względem nadajników, posiadanych przy sobie metali oraz obecności przeszkód (metale czy np. folia aluminiowa zupełnie blokują docieranie fali z powrotem do wież nadawczych, natomiast ciała – zwłaszcza beton, cegły – wprowadzają opóźnienia związane z różnicą prędkości światła, co powoduje przeskok punktu na mapie w chwili, gdy człowiek wchodzi za przesłonę). Podsłuch idzie automatycznie za ofiarą, ale może się zgubić i wtedy wymagana jest ręczna interwencja. Dodatkowym kłopotem jest tłok, gdyż – powtórzmy – widać na swego rodzaju "mapie terenu" (jak w wykrywaczach metali) generalnie elementy metalowe, np. klucze, rozporek, portfel, więc obecność innych ludzi wprowadza podobne elementy, które z elementami ofiary mogą się pomieszać, utrudniając identyfikację. Jak w związku z tym się zorganizować, by człowiek nie uciekł z radaru? Trzeba go śledzić także w terenie. W praktyce współpracuje tu Policja oraz kamery w budynkach (potrafią być w Internecie). TVP (to jest hipoteza, że to tam jest Centrala od zajmowania się mną) potrzebuje współrzędnych GPS, może sobie zobaczyć "mapę" metali na danych współrzędnych. Gdy wychodzę z mieszkania, domu, hotelu, jeździ za mną nieumundurowana Policja ("gliniarze po godzinach", jak kiedyś szepnęli spikerzy). Skąd jeszcze wiadomo, że w ogóle jeżdżą? Często w torturze pojawiają się wyrażenia sugerujące, że widzą to, co i ja widzę, bardzo precyzyjnie wiedzą, co dokładnie mam przed oczyma – sam radar (choćby np. wspierany danymi z Internetu i Street View) by tego nie umożliwiał, ewidentnie więc ktoś im podpowiada. Bardzo wiele razy to się zdarzało na mieście; to nie mój umysł, gdyż potrafią wprawdzie czasem zaimputować przekonanie "ja tu wszystko widzę", ale wtedy to jest dosyć delikatna myśl i jednorazowa, natomiast w takich przypadkach informacje mówione bywają w ramach tortury bardzo wyraźnie. Jakie argumenty przemawiają za tym, że zaangażowana jest/była Policja? Po pierwsze, to jest już od początku bardzo uprawdopodobnione, bo musi do tego celu być wykorzystywany jakiś spory zasób kadrowy. Dostępność o każdej porze, w każdym miejscu Polski(!) – nawet na wsiach w razie potrzeby, masowa dostępność (Policja ma w Polsce 100 tys. osób): zawsze widzę inne samochody, osoby, w każdym razie nie zapamiętuje jakichś stałych obrazków. Po drugie, Policja jest służbą mundurową (a zarazem, w odróżnieniu od wojska, każdy odpowiada za siebie i tak łatwo się z odpowiedzialności karnej nie wybawia), co oznacza konieczność realizowania poleceń, przyzwyczajenie do podporządkowania i ścisłej codziennej władzy zwierzchników oraz (co nie bez znaczenia!) zarobki nie tak duże (nie trzeba tak dużo dopłacać, by było to dla nich stosunkowo korzystne). Przypominam zresztą obrazek pokazujący rozrost budżetu Policji (zwracam uwagę na koniec rządów PiS i początek PO). Na przykład nie nadawaliby się do tego ludzie z rynku nieruchomości (korumpowani przy ogłaszaniu wynajmu), nie nadawaliby się do tego przedsiębiorcy – raz, że to nie od samego 2004 istnieje, dwa, że oni są niezależni, idą własnymi drogami; mogliby się nawet tego podjąć, po czym wprowadzać centralnych bandytów bodajże z TVP(?)/EmiTel(?) w błąd. Przecież to najprawdopodobniej sami spikerzy obsługują nakierowywanie podsłuchu, czyli źli ludzie, więc po co im prawdę donosić. Zamiast tego wprowadzono tę współpracę podobno w Policji (bardzo liczne potwierdzenia spikerów w 2013-2015: "pójdzie w ch** gliniarzy", "w ABW/ŻW nie tak źle", "to nie jest tak, że ja robię wszystko", "powiem"). Jako przykład ze strony nie spikerów, a samej Policji, mam incydent na Ukrainie (już nie mieszajmy do tego tej Gwatemali, gdzie sama Policja mnie zastraszyła i okradła; w rzeczywistości był to chyba rodzaj demonstracji, bo w tej mafii wszystko jest ze sobą powiązane – kto pomaga podsłuchiwać, pomaga okradać, prześladować, torturować...). Otóż na Ukrainie, w ramach jakiegoś monologu, chodziło mi po głowie stare pytanie: "w jaki sposób ci wszyscy ludzie [którzy robią te aluzje] mnie kojarzą? jak nazywają między sobą (może nie plotkują po nazwisku)? po czym poznają?" (właśnie wtedy, w lipcu czy sierpniu 2011, wyciąłem też sobie chirurgicznie znamię na twarzy). Gdy wtedy pojawiła się przy mnie jakaś Policja na interwencji, a było to właśnie wtedy i właśnie ten temat chodził mi po głowie, "odpowiedzieli" coś takiego przez walkie-talkie: "ten blondyn w granatowej kurtce". A właśnie na tym polega pomoc terenowa ze strony jeżdżących za mną! Po pierwsze: podawać w razie potrzeby współrzędne GPS (przez kanał łączności policyjnej – mają chyba odpowiednie walkie-talkie na Centrali w EmiTel(?)/TVP(?)), po drugie: podawać opis gościa tak, by można go było zidentyfikować "w realu", nie tylko jako punkcik spreparowanej mapki. Ten opis następnie [w pewnych przypadkach!] przekazują chyba przez Internet spikerzy, gdy wchodzę do jakiejś np. galerii handlowej, hotelu, jakiegokolwiek większego budynku, gdzie jest korupcja (praktycznie 100%): może to być urząd, sąd, prokuratura okręgowa – łatwo je rozpoznać po tym, że są wszędzie kamery. Otóż te kamery oglądają miejscowi pracownicy spośród zwykłego personelu, np. obsługi klienta, w pokojach dla agenta; niekiedy w ogóle obraz z kamer jest w Internecie; mają tam oni też słuchawki z włączonym, z telefonu komórkowego (odpowiedni program-dekoder fal radiowych), podsłuchem (słychać wszystko, co przy mnie się dzieje, gdziekolwiek bym był) oraz zdalny, nielegalny podgląd (przechwytywanie na podstawie wypromieniowywanych przez technologię fal) ekranu mojego komputera (zwykle widzą na dużym panelu LCD podłączonym do biurkowego komputera, nie laptopa; widzą także wtedy, gdy jestem nawet w zupełnie innym mieście lub kraju, przydaje im się to zapamiętywanie, jak mój i niczyj inny ekran wygląda). Oprócz obsługi oscyloskopu ze wzmacniaczem i anteną, czyli śledzenia ekranu na miejscu – gdy wejdę, wiedzą o tym na podstawie rozbrzmiewającej tortury lub słysząc w podsłuchu – zajmują się oni tam właśnie nadzorowaniem kamer i wyszukiwaniem "tego blondyna w granatowej kurtce, czarnych 'słuchawkach' [ochronnikach] na uszach i z zarostem". Np. żeby było wiadomo, czy włączył komputer. Rozmawiają bezpośrednio ze spiker(k)ami (odbierają telefon, po czym pozostają na linii, zarazem obserwując mnie, albo np. mają kontakt przez jakieś Gadu-Gadu). W razie prymitywnej współpracy, tj. bez internetowej dostępności obrazu z kamer, od spikerów dostają informację, jak wyglądam, a podają im, gdzie się znajduję, czasem też co widzę i, przede wszystkim, dają cynk, gdy opuszczam budynek którymś z wyjść(!!!). [To są ludzie, którzy podsłuchują mnie, mają obok te słuchawki, wiedzą o mojej tragedii.] Chyba podają też współrzędne tego wyjścia, jeśli nie są z góry znane. Zauważmy, że jest to pomocnictwo w torturach (ściślej: stalkingu), bo gdyby nie było wiadomo, gdzie jestem, bardzo utrudnione albo wręcz niemożliwe byłoby granie przy mnie: nie da się chyba tego robić naraz na bardzo szerokim obszarze. Istnienie takich agentów terenowych jest oczywiste ze względu na propagowanie mojego ekranu (czasem wręcz jego treść podchwytują spikerzy tortury w takich miejscach), specyficzne zachowywanie się personelu wobec mnie (np. z podtekstem seksualnym, oczywiście raczej z przymrużeniem oka), specyficzne rozmowy między sobą w reakcji na moje przyjście (w tym stylu, co te nagrania z prokuratury). A ZATEM W CELU UMOŻLIWIENIA ŚLEDZENIA MNIE ZAWSZE I WSZĘDZIE FUNKCJONUJE WSPÓŁPRACA: CENTRALA (BUDYNEK TVP NA JASNEJ?) + POLICJA + BUDYNKI Z KAMERAMI [w hotelach np. być może już teraz, w 2015, widok z kamer jest w Internecie]. Dzięki Centrali wiadomo, kiedy włóczę się po mieście i gdzie; dzięki Policji – na jakiej ulicy jestem; dzięki kamerom – co robię w dużych, zwłaszcza zatłoczonych budynkach, gdzie dokładnie się znajduję i kiedy wychodzę, zaś dzięki agentom zawodowym – co mam na ekranie. Choćby nawet zawiodły kamery, pomoże Policja; choćby Policja mnie zgubiła, Centrala (TVP?) może sama sobie też poradzić (np. puste place można nasłuchiwać z różnych stron, by poznać, dokąd idą kroki, czy do danego punktu się zbliżają, czy oddalają, choćbym był w dresie i nie miał żadnego metalu). Musiałyby zawieść wszystkie te 3 filary śledzenia nielegalnego. Podkreślam, wszelkie jakieś sufity wyłożone folią aluminiową (jak w Złotych Tarasach w Saturnie), karoseria samochodu, tłok, liczne i nieregularne ściany blokują ustawianie nowoczesnego (pasywnego, beznadajnikowego) podsłuchu ściśle na mnie. [edit 2015-07-03: Próbowałem dzisiaj jeździć w dresie bez żadnego metalu po mieście komunikacją miejską, w tym tramwajami, ukrywać się w różnych miejscach: oczywiście beznadzieja. Wszędzie co rusz wozy z młodymi mężczyznami za kierownicą, rzędu 25-39 lat (typowe w zawodach z wcześniejszą emeryturą), chyba jakieś kółka robią ulicami wokół mnie, jak te taxi z Meksyku.] [ukryj dopisek]
[edit 2015-06-20] Czy to naprawdę jest ten słynny Echelon i czy naprawdę polega on na radarach przy nadajnikach telewizyjnych? Prawie na pewno tak. [rozwiń dopisek...]Po pierwsze, nazwa: kojarzy się z "echami", a w moim przypadku są to najwyraźniej echa elektromagnetyczne, jakichś transmisji odbijających się od mego ciała (czy raczej metalowych elementów przy nim) i z niego powracających (tzw. rozpraszanie, czyli odbicia we wszystkich kierunkach: to jest najpowszechniejszy rodzaj odbijania się fali) – chyba tylko tak, tzn. analizując powracającą fale (jak we wszystkich radarach), można kogoś podsłuchiwać nie montując mu żadnego nadajnika. Po drugie, charakter tego systemu: nazwą tą określa się jedyny znany globalny system tzw. wywiadu sygnałowego (ang. SIGINT, inaczej wywiad elektromagnetyczny) – zaś sygnał, w odróżnieniu od danych, to coś prostego, np. poziom napięcia na kablu lub, częściej, przekaz zawarty w rozchodzących się falach (generalnie pojęcie to sugeruje prymitywne podejście do danych, bliskie fizyce – np. tylko bliżej nieokreślone zera i jedynki lub tzw. kodowanie analogowe – i pozbawione struktury, np. dzielenia i dokładnego rozpatrywania poszczególnych pakietów danych, ich nagłówków, treści, sposobów zapisu treści). Ponieważ, nie podłączając się pod kabel, bo takiej możliwości się zwykle nie ma, poziom napięcia na kablu można odczytać tylko odbierając wydzielające się niechcący fale, tak czy inaczej widać już, że w ECHELON-ie chodzi o odbieranie fal – na tym ten cały system polega, jest zupełnie pasywny. NIE śledzi każdego, lecz jego techniki zaprzęga się do pracy po prostu wtedy, gdy ma się na to ochotę i w stosunku do konkretnego człowieka. Po trzecie, ujawnione fakty ("mogą słuchać każdej rozmowy tel. (...) czytać każdy e-mail i rejestrować strony internetowe, które przeglądasz na domowym komputerze") oraz potencjalnie stosowane metody (pkt 3.2 raportu Parlamentu Europejskiego o Echelonie wymienia m.in. przechwytywanie ekranu z odległości czy rozmów w pomieszczeniach na podstawie drgań szyb) ponownie wskazują na dobrze znane w moim przypadku metody (wiem na pewno, że wobec mnie je stosują: przecież skorumpowani ludzie, naprzykrzający mi się wycieraniem sobie mną gęby, czyli stosowaniem aluzji co krok, a przez ostatnie lata po prostu sami spikerzy, non stop mi okazują, ile o mnie wiedzą), tj. właśnie zdalny podgląd komputera na podstawie promieniowania oraz radar do przechwytywania dźwięku: to są metody stosowane wobec mnie i chyba kluczowe także w tym znanym w mediach Echelonie! Przecież jaką inną metodą można by "czytać każdy e-mail" i "rejestrować strony internetowe", skoro istnieją sieci miejskie w rodzaju LUBMAN (w Lublinie) itp., nawet niekomercyjne, już od dosyć dawna, które potrafią łączyć ze sobą nieomal bezpośrednio dziesiątki tysięcy ludzi w mieście, a ich administratorzy to dobrze znani w mieście normalni ludzie, którzy nikomu żadnych danych ukradkiem nie podsyłają? Można tylko tak: śledząc fale wydzielające się z komputerów (czy, w ostateczności, z akcesoriów sieciowych, ale to chyba rzadsze, mniej zadowalające rozwiązanie). Tak zawsze da się podglądać cudze e-maile i odwiedzane strony www, i w ogóle wszystko inne, bez żadnych wpływowych kontaktów w firmach i instytucjach. A napisano jeszcze (tenże M. M. Kolonko), że ECHELON "widzi przez ściany" i że wykorzystano go w celu znalezienia kryjówki bin Ladena: "telefon Osamy bin Ladena był skutecznie lokalizowany przez radary Echelon za każdym razem, gdy był uruchomiony" (radary przecież nie obok położone! raczej daleko i, w dodatku, wysoko, bo metale zawsze odbijają takie fale i uniemożliwiają im przedostanie się, a przecież między szpiegiem a śledzonym obiektem może być sporo metalu po drodze, w różnych domkach i biurach – skutki są katastrofalne, jeśli szpieg ma radary i anteny nisko; no i nie mylmy też jakichś centrów przetwarzania, w firmach telekomunikacyjnych, z, ściśle rzecz biorąc, radarem). Pisano o telefonie bin Ladena; istotnie, telefon ma elementy metalowe, a przy tym po pierwsze pozwala to mylić ludzi, że jest to system śledzenia "głównie rozmów telefonicznych" (broń Boże nie myślcie sobie, że można tak wszystko i wszędzie śledzić, u nie robiących nic specjalnego, nie korzystających z elektroniki ludzi!), po drugie faktycznie mógł on być z tego względu istotny, że czasem zna się tylko nr tel. człowieka i orientacyjne miejsce jego przebywania, natomiast przy użyciu radaru metali można nasłuchać poszczególne miejsca (punkty na pewnej doraźnie przygotowanej przez komputer mapie terenu, tj. źródeł odbić) i znaleźć, gdzie dokładnie jest osoba akurat przez telefon mówiąca (a następnie, rzecz jasna, już nawet automatycznie za nią podążać, bo mają chyba moi prześladowcy taką funkcję – znany element radarów szumowych, potrafią identyfikować obiekt i trzymać się go). W ogóle te teksty o Echelonie są zwykle tak pisane, by po pierwsze typowy człowiek mało zrozumiał, ale miał wrażenie, że może być coś na rzeczy, ale to nie takie istotne (dzięki temu później ten czy inny dziennikarz może się chełpić, że coś o tym wspomniał, zasłaniając się dodatkowo, że "mało o temacie wiadomo", podczas gdy 99% dziennikarzy świadomie kryje dokładnie im znany temat Piotra Niżyńskiego i metod wobec niego stosowanych, świadomie rzucając zamiast konkretów zupełne ochłapy często o czym innym), po drugie, by czytelnik lepiej obeznany z informatyką i telekomunikacją miał wrażenie, że to w ogóle jakaś bujda ("sam przecież tworzę serwer i nikt tu wstępu nie ma", "sam tworzę sieć", "pracuję w firmie telekomunikacyjnej" czy "mam tam znajomego" – "tam żadnej choćby możliwości takiej współpracy z zewnętrznymi ośrodkami przecież nie ma!"). Wrzuca się też do jednego garnka i pod jedną magiczną nazwę, bardziej medialną niż faktyczną, najróżniejsze techniki, opisując najszerzej te, które akurat są najmniej skandaliczne (tymczasem osobie zaznajomionej z tematem najlepiej zabrzmi sama nazwa: Echelon, kojarząca się z echami telewizji, w ten sposób przyzna ona "należną chwałę" dziennikarzom, którzy o tym w ogóle powiedzieli – rzecz jednak w tym, że większość publiczności mimo to nie zrozumie problemu ani nie doceni jego wagi). Otóż podstawowy, globalny system to ten podsłuch radarami pasywnymi – z podążaniem podsłuchu za człowiekiem nawet aż za granicę, na pewno zawsze automatycznie między miastami – i radary te są, co jako pierwszy powiedziałem publicznie w Internecie – a czynię to też (nie licząc już znikomej szkodliwości społecznej) w słusznej samoobronie, tzw. stanie wyższej konieczności, bo argumentować, przekonywać i odciągać ludzi mówiących w moim języku od złej polityki to moja jedyna realna nadzieja na lepsze – najprawdopodobniej związane z nadajnikami telewizji (przykładowy argument za tym jest we wpisie z 26. października 2013 r., pochodzi on z Watykanu, zresztą spikerzy wielokrotnie powtarzali, ojciec podał to – "śledzenie przez TV" – wprost psychiatrze, opisując syna podczas sfingowanej hospitalizacji, zaś pewien pan, który chciał u mnie pracować, potwierdził mi nawet wprost, że odpowiedzialna za to wszystko jest TVP Warszawa, gdy dokładnie o tym, kto właściwie mnie śledzi, rozmawialiśmy). [edit 2015-06-29: Jest to zresztą wiedza encyklopedyczna (inna sprawa, czy taki radar i technologia podsłuchowa faktycznie są w użyciu państwowym, ale to już w ogóle jest znane milionom zorganizowanych przez państwo przestępców, np. za sprawą rynku nieruchomości i urzędów skarbowych, a poza tym mam prawo opowiadać i pokazywać na filmach swoją historię – wnioski, w jaki to prawdopodobnie sposób się mnie "słucha", śledzi czy nachodzi, pozostawiam czytelnikom). Na pewno ludzie reagują na mnie (nawet na moje wypróżnianie się w ubikacji pokoiku hotelowego czy wagonu pociągu) na żywo z takiej odległości i zza takiej izolacji akustycznej, która by im słyszeć normalnie nie pozwoliła.] Przytoczę wreszcie jeszcze czwarty powód, dlaczego ten system, który mnie prześladuje – obecnie, jeśli trzymać się tej konwencji o podciąganiu najróżniejszych metod stosowanych przez państwa pod jedną nazwę, trzeba by do niego jeszcze zaliczyć kwestię przekazu podprogowego, remontów z tym związanych – to właśnie jakaś ogólnie stosowana do wielu celów technologia, w dodatku globalna (za granicą też mi śledzono komputer, to wiem na pewno), a nie tylko doraźnie napisany dla TV/Policji i pode mnie programik. Śledzą mi nie tylko ekran komputera; są w stanie zobaczyć też ekranik graficznego telefonu komórkowego (zupełnie na takiej samej zasadzie), a poza tym mają to też chyba w innych krajach. Pamiętajmy zawsze, że ten cały system żyje przestępstwami i ci, których skorumpowano, to przestępcy – m.in. taki "nasłuch" promieniowania urządzeń elektronicznych nigdy nie jest pewny (zawsze np. ktoś choćby 100 m dalej może mieć własne urządzenie, obok którego jest tandem odbiornik-wzmacniacz-nadajnik, tzn. dwie anteny plus wzmacniacz: i już będzie nawet "głośniejszy" niż mój sprzęt dla śledzących – nigdy nie wiadomo na pewno, czy to ten sprzęt tego właściciela), a co za tym idzie, słabo nadają się jego rezultaty na dowody w sądzie, zwłaszcza, jeśli ofiara się wypiera, a nawet sprytnie zmyśla (że jakoś, za sprawą jej podejście wobec znajomych, rozpowiadania o problemie itd., jakiś wróg mógł ją śledzić i takie coś z podszywaniem się nawet zrobić). Taki ECHELON jest głównie zabawką oraz źródłem ciekawostek, może być przydatny wywiadowi, ale raczej nie jest narzędziem dowodzenia sądowego, a co za tym idzie chodzi głównie o śledzenie nielegalne. Przestępstwa, korupcja. Zresztą nie ma tu żadnej hierarchii, podlegania obcym krajom: każdy kraj sam stosuje tego typu zabawki, ludzie z polskiej telewizji mogą sobie do woli (na tyle, na ile im zwierzchnicy pozwalają) wymierzać podsłuch w jakiekolwiek punkty na terenie swego kraju – tak jest chyba wszędzie na świecie, a w dodatku obce kraje honorują podsłuchy z zagranicy i pozwalają im ciągnąć się na swoim terenie, gdy człowiek się przemieszcza (na zasadzie wzajemności: dzięki temu ich własne też są honorowane; w ramach jednego lądu, kontynentu, to w ogóle działa automatycznie, choć Policja też asystuje, żeby nie zeszło to przypadkiem z ofiary). Powtarzam, jako pierwszy tutaj otwarcie sugeruję, że ten tzw. ECHELON (ten ogół technologii, niekiedy i w celach legalnych stosowanych, np. śledztwa) jest ściśle związany ze stacjami nadawczymi telewizji. NIE kosmos, NIE jakieś satelity (są problemy z jonosferą, a Ziemia obraca się zbyt niestabilnie i zależnie od innych ciał niebieskich, by można było ją dostatecznie z kosmosu inwigilować, zresztą wymagałoby to gigantycznej mocy nadajników, jakiej żadne satelity nie mają i mieć nie mogą – rzecz jest nierealna). NIE stacje leżące nisko, gdzieś na polu na przykład (przecież nie dotarłyby do nich odbicia! po drodze mógłby być metal, a metal zawsze odbija – nawet najprostsza folia aluminiowa odbija 99,99999% energii, czyli już przez nią fala nie przedostanie się dalej, do anten radaru). Ściśle tam, przy stacjach nadawczych radia i TV (np. iglica Pałacu Kultury), są radary Echelonu i tak jest na całym świecie. Nigdzie indziej i w żadnych mediach tej prawdy nie znajdziecie – jeszcze jeden powód, by wdrukować sobie, zakodować adres tej strony www. Faktycznie, chyba i Policja, i media (publiczne, a nawet – na zasadzie korupcji – prywatne) są zamieszane, skoro raport europejski nt. Echelonu zaczyna się znamiennie retorycznym pytaniem (łacińską sentencją) "A któż upilnuje samych strażników?". [ukryj dopisek]
(13:22)
(17:13)
[reszta ukryta, bo może odwraca uwagę od DOWODÓW, a później ludziom "nie chciało się czytać"... posłowie może "urażeni", więc lekceważą... »ODSŁOŃ«]
(W czasie pisania tego Piotr Niżyński dalej zajmuje się głównie elektroniką, w związku z październikowo-listopadowym odkryciem problemu remontów i upewnieniem się na 100%, że problem tortury jest lokalny – gra np. ze środków ścian danej nieruchomości – oraz falowo transmitowany, w paśmie chyba 76-108 MHz, co odtwarzają zamurowane telefony, pewnie w "trybie głośnomówiącym".)
[edit 2015-05-22] Przeciwko jakimś wersjom, że "to przez potężnego zagranicznego decydenta musi być ta tortura" należy wysunąć, że... [rozwiń dopisek...] w takich sytuacjach dominującą siłą są [nie politycy, nie wojska, a] media ze względu na szybkość oddziaływania (wszystko w rękach dziennikarzy i prezesów). [Obrazuje to powiedzenie "mleko się rozlało" czy "stawiać kogoś przed faktem dokonanym".] A zatem rozważmy warianty takiej zawisłości naszych władz (kraju przecież suwerennego; jeśli nie, to może lepiej już zupełnie odkłamać rzeczywistość i zaprowadzić jawną władzę tych, którzy wszystko, co istotne, dyktują). I tak: (1) nie ma sensu nacisk np. wojskowo-dyplomatyczny po to, by ukryć aferę, gdyż poniekąd jest się tu i tak na łasce mediów (albo i nie, ale skoro można je lekceważyć, zwłaszcza, że są za granicą, a tak najprawdopodobniej jest, to znowu powód zewnętrzny typu "wola ukrycia tematu" odpada: bo co kogo nasze obchodzą), można jedynie je korumpować, natomiast argument "z przemocy" jest głupi, (2) gdyby np. w Rosji mnie nienawidzono, w tym sensie, że jakoś im [osobiście] wadzę, to po co mieliby organizować tortury a nie mnie po prostu zabić (jeśli tacy źli są), jest to w obecnej sytuacji bardzo proste, (3) nawet gdyby chodziło o jakiś sadyzm pochodzenia zagranicznego, zupełnie bezsensowny a połączony z naciskiem, to znowu wracamy do tego, że główna wina leży po stronie mediów, które to [już od dawna] umożliwiają, w pierwszej kolejności polskich mediów (a dzięki swemu oddziaływaniu mogłyby też wpłynąć na sytuację na całym świecie, bo w przeważającej jego części jest swoboda działalności gospodarczej zagranicznych inwestorów; poza tym potęga Internetu). Tymczasem sytuacja w polskich mediach zależy od... PO, Platformy Obywatelskiej, ich Ministra Skarbu Państwa na przykład (jeden podpis odwołuje prezesa TVP czy Polskiego Radia, zupełnie arbitralnie, nie trzeba mieć do tego podstawy). A zatem tą okrężną drogą osiągamy kluczowy wniosek: wina jest po stronie polskich polityków (oraz globalnych mediów). Nawet politycy tzw. opozycyjni (już jutro mogliby zostać koalicją, więc to głupie pojęcie) przez swoje milczenie są na równi z posłami PO przyczyną zła (bo istnieje nie tylko telewizja, ale i Internet oraz Sejm, wszelka działalność sejmowa, poselska). To z Polski wyszła chyba ta technologia kodowania w paśmie FM (czy sub-FM) podsłuchu i przekazu podprogowego, od nas rozlały się po świecie oparte o to remonty. Zapewne jest w tym udział europejski, ale głównej winy tutaj będącej nie można podważać. [edit 2015-06-17] W skrócie: kto mówi "to przez Rosję tego tematu nie ma" (i tam widzi główny problem, a nie tu, gdzie ja go w niniejszym dopisku wskazałem), ten kłamie – i nie mógł tej plotki zasłyszeć od innych, bo generalnie winni milczą wobec reszty o temacie, bo ich strasznie kompromituje (każdy rodzaj uczestnictwa w tym gangu wiąże się z torturą), a pozostali nie wiedzą nic, bo tamci milczą, więc skąd mieliby wiedzieć. Nie chodzą więc żadne "plotki". Ewentualnie osoba winna, której przedstawiacie temat, odpowie wam, że "to przez Rosję to tak jest", ale w takim razie najprawdopodobniej sama jest przestępcą i zna tę śpiewkę z samej mafii (spikerzy parę razy tak się naśmiewali z głównych tematów prasy elektronicznej przez cały 2014 i 2015). Mówi "przez Rosję tak musi być", w rzeczywistości "no jak mi głupio, sam(a) zrobiłem remont, jak mam się wykręcać, jak z tobą rozmawiać, żeby nie stracić zupełnie szacunku". Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na pewien drobny fakcik, wobec którego wszelkie zło milknie, znika, natychmiast staje się śmieszną bajką. A piszę to osobom, daj Boże, przychylnym, nie wielkim latyfundystom, bo ci już naród zdradzili. W dzisiejszych (technologicznych, opartych na pracy i wynalazczości) czasach myślenie kategoriami map "geopolitycznych", "stref" wpływów zakorzenionych w geografii i przestrzeni straciło sens. Dzisiejszy świat to mozaika ludów, w której tym jesteś istotniejszy, im więcej masz ludzi (populacja) oraz im bardziej są oni spojeni jakąś silną wiarą w coś (tak kalkulując Chińczycy nie są aż tak istotni, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać, poza tym zresztą są daleko i to trochę też ma znaczenie, natomiast katolicy, jako ponadnarodowa frakcja społeczna w ilości ok. 1 mld – jak najbardziej). W takim obrazie Putin, jego system polityczny, ma znaczenie marginalne (nawet jakieś hipotetyczne ataki jądrowe, w których część miasta zostaje zniszczona, oznaczają 10x mocniejszy kontratak, obejmujący zwłaszcza te tereny, na których Putin przebywa – krótko mówiąc, błyskawiczny koniec jego władzy i tragedię dla wielu jego ludzi, miast). Europa, nawet świat, przewidują swobodny przepływ ludzi – gierki przestrzenią, sugerowane ciągle przez media jako główny temat zainteresowania Polaków, są to zabawy na krótką metę, które nijak żadnych rozsądnych korzyści przestępcom u władzy nie przyniosą. Skondensowanym tłumem zresztą rządzi się tym trudniej, im większa gęstość zaludnienia – ona raczej sprzyja rewolucjom niż rządom dyktatorskim, więc "opanowywać po Atlantyk" się po prostu nie da. (Nawet zresztą, gdyby Rosja wszystko zajęła, tzn. całkiem oficjalnie wszelkie najwyższe stanowiska polityczne w Europie, na co obecnie jest za słaba, a w razie ataków atomowych zostałaby zniszczona, to przecież albo będzie ta władza szanować obywateli, albo w końcu upadnie. Przez bunty oddolne.) Polska, ze swymi 38 mln. ludzi, jest częścią wierzącego w prawa człowieka i demokrację 2- czy 3-miliardowego świata zachodniego (m.in. ponad 500 mln Europa, 321 mln. USA, następnie Ameryka Płd., Australia z Nową Zelandią) wraz z blokiem chrześcijańskich wartości – w tym krajobrazie będzie zawsze trwać i z ziemi na dłuższą metę nie będzie wywłaszczona. To się po prostu nie opłaca ekonomicznie światu zachodniemu, zwiększać gęstość zaludnienia, a politycznie trudno napływ i pobyt tak skrzętnie kontrolować, zwłaszcza bez poparcia społecznego (myślenie szerokich mas Europy powinno być następujące, gdyż mam tu słuszność, i takie zapewne zapanuje, bo mądre myślenie ma tendencję do zwyciężania nad głupim przewagą w dyskusji: (1) po co głupio osłabiać się demograficznie, (2) powinno odpowiednio dużo ziemi przypadać na jednego człowieka, żeby gospodarka obrze działała i ludzie nie przepracowywali się). (Swoją drogą, zauważmy, że nawet z Ukrainą nie jest źle, dosłownie tylko punkciki to są te nowe proputinowskie "republiki ludowe": w porównaniu do całych wielkich połaci tego kraju je otaczających, dosłownie punkciki.) Propagatorzy wersji "z domniemanego zaangażowania Rosji wynika (...)" [coś dla naszego kraju i tej afery] będą też zapewne chętnie odwoływać się do pozostałych części swych "map" geopolitycznych, np. opowiadać o jakiejś nieprzychylności krajów Europy itd., przy czym dla ich gadek charakterystyczne będzie – oprócz odwracania uwagi od problemów wewnętrznych – to, że utożsamiają kraj albo z jakimś jednym człowiekiem, albo z jakąś maleńką ekipą polityczną. Czegoś takiego, jak demokracja, zdanie ludzi (a wiadomo, że w ogólności ludzie są moralni, tzn. biorąc najszerszą możliwą bazę społeczną będą w niej w standardy moralne dobrze reprezentowane) tam nie ma, jest tylko skupianie uwagi na garstce domniemanych zbirów u góry. Swoją drogą ciekawe, dlaczego Hiszpanie (albo inne dobrze zlokalizowane nacje: zwłaszcza np. w Szwajcarii panuje niemal wzorcowa demokracja prawie że bezpośrednia) nie chcą się dorobić i założyć porządnych mediów. Może tego doczekamy. Ja ze swojej strony polecam Polakom ten sposób na stanie się miliarderem, choć oczywiście spodziewałbym się szykan (utrudnień) ze strony Policji, Ruchu, Kolportera, może jakichś innych firm – droga tak zupełnie lekka, łatwa i przyjemna to nie jest (tak to tylko w Internecie: co najwyżej jakieś utrudnienia w Google'u). [ukryj dopisek]
[edit 2015-05-24] Proszę, oto, jak pan prezydent Komorowski cynicznie głosi wszem i wobec, że... [rozwiń dopisek...] "przedsiębiorcy", "ludzie sukcesu", czyli w praktyce – jak to odczytają ludzie znający temat, znający przerażający poziom korupcji w kraju – (nieskazani) przestępcy, których jestem ofiarą, są najlepszą "wizytówką" Polski (nie jest to bynajmniej oznaka jego wiary w niewinność tych mas przedsiębiorców, bo to zupełnie jest kpina, rzecz jest powszechnie znana na rynku pracy, np. wśród młodzieży, widać ją też w nagraniu przytoczonym w powyższym wpisie "Głupie wybory Polaków"; skandal w urzędach skarbowych jest znany politykom). On po prostu chyba jest tak cynicznie, na lumpenliberalny sposób, szczery (proszę nie czuć się "naruszonym osobiście" przez to, że tak to odczuwam(y)!). Jakie ma w ogóle znaczenie ponad 2,5 roku zupełnie nieludzkich tortur w samotności, co najwyżej wśród nachodzących cię wózków i rowerów?! Wyciąć, dla historii rozumianej po antychrześcijańsku jest to zupełnie bez znaczenia. Oto jego wypowiedzi na prezydent.pl. (Z dwuznacznie dla mnie brzmiących tekstów należałoby dorzucić także slogan reklamowy: "prezydent naszej wolności". Pozwolę sobie na przypuszczenie, że ci wyborcy Kukiza – ci generalnie znają temat, pewnie 90% elektoratu zna – którzy w II turze poparli Komorowskiego, bardzo możliwe, że często wywodzą się ze środowisk zamieszanych w remont: a więc ci bardziej, konkretniej zamieszani. "A na tę korupcję wśród posłów i podsłuchownię sejmową nie ma dowodów, jakby co, zresztą" – tu mogą tak odpowiedzieć przedsiębiorcy – "sam podobnie robiłem"...) Sugeruję się tu oczywiście głównie nagłośnionym nagłówkiem artykułu, nie tą zlokalizowaną w biurowcu firmą od produkcji gier. [edit 2015-05-27: Ciekawostka – związek niereligijności z poparciem dla Komorowskiego w II turze (choć będą to zwalać na zagospodarowanie jakiegoś, śladowego w I turze, poparcia dla SLD i pani Ogórek itd.). Zobacz województwa z zaznaczoną religijnością i, odcieniami zieleni, poparciem dla Dudy oraz dane pomocnicze.] [edit 2015-05-30: Badanie CBOS 41/2015 z marca br. powiada (s. 3): "jest on [Komorowski] tym lepiej oceniany, im lepsza jest opinia badanych o własnych warunkach materialnych" (podliczcie: będą to ludzie, którzy np. coś wynajmują lub sprzedali, co daje np. 1700 zł miesięcznie w wielkim mieście + sama pensja z pracy, która w przypadku agenta zawodowego, a nim często będzie właściciel mieszkania po remoncie, może wynosić np. 5500 zł = 7200 zł, prawie dwukrotność średniej! A zatem, krótko: często różnego rodzaju właściciele i administratorzy nieruchomości, zamieszani w remonty, w tym prezesi itp.). Bo i co tak poza tym ma piernik do wiatraka?! "Najgorsze opinie zyskuje wśród najmłodszych dorosłych", choć tylko niektórych z nich (stan z marca br.) – to może być agentura zamieszana tylko w szpiegowanie oraz, przede wszystkim, znajomi.] [ukryj dopisek]
[edit 2015-05-26] Uwaga o konstytucyjnym sformułowaniu: "Bieg przedawnienia w stosunku do przestępstw, nie ściganych z przyczyn politycznych, popełnionych przez funkcjonariuszy publicznych lub na ich zlecenie, ulega zawieszeniu do czasu ustania tych przyczyn". [rozwiń dopisek...]Abstrahując od wszelkiej spodziewanej nieprzychylności sędziów wobec mnie – do której nie należy zbyt dużej wagi przykładać, bo to bardzo często ludzie blisko powiązani z przestępczością albo osobiście zamieszani, lecz te sądy po prostu trzeba co najmniej poprzez intensywną rekrutację zrekonstruować, na innych orzekających oprzeć (media z prezydentem mogłyby tu zrobić, ale pewnie nie zrobią, dobrą robotę: bo to prezydent powołuje, lub nie, sędziów) – prawda jest taka, że ze względu na wykładnię celowościową (czyli jedną z pierwszych i głównych branych pod uwagę przy rozpatrywaniu paragrafów i stosowaniu prawa) nie ma najmniejszego sensu taka tego interpretacja, która głosi, że "liczy się tylko to, kto bezpośrednio nade mną dał mi zlecenie" (wówczas można by się bronić tym, że "to był zwykły szef, nie żaden funkcjonariusz"). Bo gdyby to tak było, wówczas państwo idzie do jakiegoś cwaniaka, ten zgłasza zadanie swoim gangsterom – choćby nawet były to ciężkie występki – i oni, jako kryci przez najbliższe N lat (wg typowego ustawowego okresu przedawnienia), pozostaną nietykalni. To może brzmi wam miło... Ale to dopiero początek tej historii, bo wówczas zaraz się okaże, że bardzo często nawet ten jeden cwaniak, który zlecenie bezpośrednio przyjął, też nie zazna żadnej sprawiedliwości, bo... nikt go nie wsypie. Przestępca wsypuje drugiego prawie zawsze po to, żeby samemu mieć mniejszą karę. Istnieją też inne warianty: można powiedzieć, że ten cwaniak to tylko goniec, który dostarczył nam coś na piśmie, samemu w to nie wnikając, czyli zmowa tego rodzaju (swoją drogą, czemu polityk nie mógłby podesłać zlecenia poprzez jakiegoś gońca, tylko koniecznie zlecać trzeba twarzą w twarz?). To wszystko jest bardzo prawdopodobne i wówczas nikt z tej bandy nie dostąpi sprawiedliwej kary, bo są wszyscy zdemoralizowani. Co więcej, nawet mafijny polityk, zlecający np. pobicia, kradzieże, defraudacje – człowiek pewnie już zupełnie zły i wyrachowany, i z takiego środowiska się wobec tego wywodzący – najpewniej nie dostąpi kary, bo po prostu może nikt go nie wsypie. Gangsterzy nie wsypują szefa, bo dobrze im się z nim pracuje; szef nie wsypie polityka, bo tym samym sam by się przyznał... UPADAŁOBY OD TAKIEJ INTERPRETACJI SPORO CZY NAWET CAŁA SKUTECZNOŚĆ WYMIERZANIA SPRAWIEDLIWOŚCI, NIEUCHRONNOŚĆ KARY DLA FAJNYCH DOBRZE PŁACĄCYCH BANDZIORÓW, jeśli tylko jednego z całej bandy trzeba wybrać i tylko tego jednego karać. Wszelkie(!) tego typu interpretacje wyłączające odpowiedzialność kończą się wystawianiem pojedynczego figuranta (może nawet "autentycznie" [też] winnego) typu 1 staruszek 75-letni. A zatem z punktu widzenia celowościowego należy interpretować, że wszelkie przestępstwa wynikłe wskutek zlecenia państwowego i mu odpowiadające, mające je realizować, podlegają pod artykuł konstytucji i się nie przedawniają. Zresztą samo pojęcie "bezpośrednio mnie zlecił" jest właśnie dosyć problematyczne; przestępstwo może być jedno, w tym np. remont, udział w gangu, tylko jego sprawców może być wiele (nie wnikamy w ich wewnętrzne sposoby komunikacji)... i tak dalej... nie ma dużego sensu pojęcie "bezpośrednio", które ktoś tu zupełnie arbitralnie mógłby próbować wcisnąć, jako "naturalną" rzekomo interpretację ("bezpośrednio mnie polityk to zlecił, więc jestem odpowiedzialny" – to jest błędne myślenie; konstytucję i polityka interesuje sam kształt przestępstwa, "ma być takie a takie przestępstwo", nawet liczne przestępstwa – to już jest prosta wykładnia językowa, która, jak widać, też do Dobrych wniosków prowadzi). Przyczyny "polityczne" ja np. tłumaczę jako "związane z nieodpowiednimi osobami na stanowiskach" (nie musi to być polityk zawodowy, może np. być Prokurator Generalny – a nawet Prokurator Okręgowy czy każdy inny prokurator) – zgodnie ze Słownikiem Języka Polskiego, "polityka" to "działalność władz państwowych, zwłaszcza rządu" (można prowadzić postępowanie i osądzić, powinno się prowadzić postępowanie i osądzić – inaczej, jak rozumiecie, byłyby to innego rodzaju przyczyny, a nie polityczne – ale działalność państwa jest niewłaściwa, nie realizuje prawa). Także więc ewentualne konsekwencje tych nieodpowiednich osób na stanowiskach, jakimi może być złe prawo, wykluczające osądzenie JUŻ POPEŁNIONYCH przestępstw, zaliczać się będzie do przyczyn politycznych (proszę nie doszukiwać się tu luki i dziury w całym, bo to jest bardzo proste: konstytucja, tak jak i w ogóle państwo prawa, nie lubi krycia: dąży się do tego, że skoro coś jest słusznie zakazane, skoro wręcz jest pokrzywdzony i chodzi o prawa człowieka, to nie opłaca się popełniać przestępstwa w ramach systemu, w nadziei na osłanianie). Dlatego, naprawdę, nie liczcie w tym temacie, że się przedawni i będzie z głowy. (Jeszcze inna kwestia polega na tym, że nie przedawniają się zbrodnie – tak jest w obecnym kodeksie karnym – oraz, wg samej konstytucji, w szczególności zbrodnie przeciwko ludzkości. Zaliczać się tu może działalność policyjna w postaci tortur i przekazu podprogowego oraz wszelkie pomocnictwo. Przestępczość zorganizowana ma min. 10-letni okres przedawnienia, który wydłuża się jeszcze bodajże po wniesieniu oskarżenia.) Właśnie o to chodzi w tym artykule konstytucji, żeby nie miała racji bytu postawa "jeśli tylko chcesz, chcą odpowiednio ważne osoby, można popełniać przestępstwa" (to, co w odniesieniu do wszystkich innych przypadków należałoby ścigać): da radę to robić, da radę to robić bezkarnie. Są zresztą nawet koncepcje, które zyskały uznanie np. na procesach norymberskich (powojenne procesy zbrodniarzy hitlerowskich), iż nawet gdy prawo nie jest zapisane w żadnej ustawie, nadal przysługuje: stąd później Powszechna deklaracja praw człowieka w ONZ. Wreszcie jeszcze raz podkreślę – nie liczcie na żadną "niewzruszoność sądów" źle działających, na przekreślające wszystko przyczyny "prawne", które "raz na zawsze" przekreślają! Przyzwoici ludzie zawsze będą przeciwni, nigdy nie możesz spać spokojnie. Zaś to, co miało i ma miejsce w sądach, jest właśnie jednym z przewidzianych u Monteskiusza przypadków, gdy władzę sądowniczą inne władze powinny, wskutek nadzoru, naprawić. Gdy natomiast chodzi o korzyści finansowe przestępców, można je odebrać nie tylko wyrokiem sądu, ale i w drodze administracyjnej, np. na zasadzie opodatkowania agentów, nawet dowolnie wiele lat później; nie tylko odebrać 100% korzyści, ale nawet 200% czy 300%, tak, by wyraźnie zło się nie opłaciło. To można zrobić, w przychylnych warunkach polityczych, zawsze, nawet po 30 latach. [edit 2015-09-17: Byłaby to istotnie wielka luka prawna, gdyby możliwe było przedawnienie, "bo (jakoby) tylko bezpośrednio przyjmujący zlecenie od funkcjonariusza jest odpowiedzialny w sensie niepodlegania przedawnieniu". Abstrahując od odrębnego zapisu pozbawiającego zbrodnie przedawnienia, można by w takiej sytuacji – na bazie tego tylko przypisu – swobodnie zabijać, kraść samochody itd., jeśli tylko gdzieś daleko od nas na górze ktoś powie, że pozwala i że będzie krycie w prokuraturze (w razie jej takiej, jak przez większość III RP, organizacji, czyli z ministrem u góry). Zupełnie wbrew duchowi tego przepisu. Gdyby naprawdę o to chodziło, napisano by przecież chyba "przestępstwa popełnione przez funkcjonariuszy publicznych lub bezpośrednio na ich zlecenie", czyli ze słowem "bezpośrednio". Można bowiem proponować coś, zlecać za pośrednictwem poczty czy DHL, nie mówiąc już o e-mailach – ta kwestia dla wszystkich nieuprzedzonych, niezamieszanych jest jasna i prosta. Ja osobiście nie odpuszczę sprawy przestępstw politycznie zorganizowanych sprzed 5-10 czy nawet 10-20 lat: Europejska Konwencja Praw Człowieka pozwala nawet na sądzenie i karanie przestępstw, które w chwili ich popełnienia nie były zabronione w ustawie(!), jeżeli były to czyny przestępcze "wg ogólnych zasad uznawanych przez narody cywilizowane" (sytuacje typu powojenne procesy zbrodniarzy z SS); proszę zrozumieć, dlaczego: powodem dla mnie jest to, że te wyroki powinny już być teraz, w tej chwili. To, że ich nie ma, można traktować jak złodziejstwo ważnych państwowych dokumentów, bo dzieje się tak bezprawnie, podczas gdy śledztwo, jak to trzeba pokazać, przyniosłoby rezultaty. Więc to mi się zwyczajnie należy (zgoła innym pytaniem jest to, jakie powinny być kary i dla kogo, przecież istnieją nawet kary w zawieszeniach czy czysto finansowe, nie mówiąc już o zgoła odstąpieniu przez sąd od wymierzenia kary, ale nie z tego powodu). Tu już nie ma znaczenia, czy ktoś zechce stracić posadę czynnego sędziego, w toku reorganizacji sądów czy konstytucji, bo się błędnie wymądrza, po czym zapewnione zostaną dobre sądy do takich spraw, a w konstytucji umieszczony "jaśniejszy" (ucinający próby szkodliwych interpretacji) zapis doprecyzowujący, czy też po prostu osiągnięty będzie konsensus w tej sprawie ze środowiskiem sędziów (obecnie bardzo skryminalizowanym, zresztą w dużych miastach typu Warszawa ludzie często mają w rodzinach przedsiębiorców, rzadziej agentów zawodowych lub ludzi, którzy w blokach organizowali agenturę i torturę – nierzadko ma się takich nawet po kilku). Powtarzam, prawa człowieka nie mają nic przeciwko takiemu sądzeniu i karaniu, a tylko one (w prostym rozumieniu, nie potrzeba tu trybunałów) są tu dla mnie autorytetem (wraz jeszcze ze świętą zasadą nullum crimen sine lege, rozciągniętą nawet na górną granicę wymiaru kary, ale W TYM PRZYPADKU zawsze istniało odpowiednie prawo w chwili popełnienia) – przecież między poparciem podstawowym, w postaci ponad połowy Sejmu (bez tego, wraz z jakimś stanowiskiem, w ogóle nie chcę się zabierać do wymierzania sprawiedliwości: będę tylko nagłaśniał triumfy niesprawiedliwości), a dającym pełnię władzy poparciem konstytucyjnym, w postaci 2/3 , jest zaledwie 1/6 różnicy – nikt oczywiście nie musi mnie popierać (można wręcz rzucać kamieniami w ofiarę albo po prostu dalej ją poniżać politycznie lub, w najlepszym razie, postawić na równi z innymi), takie niepopieranie i tak jest w tym gangu typowe; kwestie (własnych i cudzych) wyborów politycznych są u nich w ogóle podstawowym komponentem winy wobec społeczeństwa, bo to sprawa "pleców", niejako masłowowskiej potrzeby bezpieczeństwa – sama podstawa bytu. Ostrzegam, na koniec, przed "referendami ogólnokrajowymi" w tej prostej sprawie: jeszcze je ktoś by sfałszował. Mężowie zaufania w komisjach wyborczych zwykle są związani z partiami politycznymi, a te są chyba niestety w bardzo złym stanie. Media oczywiście przemilczałyby fałszerstwa, one i gorsze rzeczy potrafią przemilczeć.] [ukryj dopisek]
[edit 2015-05-26] Przykładowy pokój podczas zaczętego niedawno (jak zresztą sugerowali skinieniem robotnicy) [tymczasowego(?)] demontażu ukrytych telefonów w Hostelu 36 w Warszawie (Satoria S.A.): kliknij, zobacz, co za oknem... [rozwiń dopisek...] (spora dziura w suficie załatana! chyba przy łazience – przykryto i podtrzymano zapewne wilgotny beton, w pokojach generalnie takiej rzeczy na suficie nie ma). Na środku sufitu wyciągnięty kabel od oficjalnej instalacji nagłośnienia na głośnikach typu Ambient (zapewne sygnalizacja ppoż, nie mylić z tą tajną instalacją, bo osobno coś zdaje się być w samych ścianach/sufitach, pewnie telefony). Pokoje rozbierają do gołych cegieł, wywlekają kable. Bywałem w tym hotelu często od czasu wyrzucenia z Gajdy 40A pod koniec ub.r. O takim celu remontu świadczy też zupełnie bezzasadne niewpuszczenie mnie do niego mimo rezerwacji przez recepcjonistę w styczniu (remont zaczęli w kwietniu), od czego skutecznie odwołałem się do kierowników, jednak zaraz po godzinie przyjechała Policja i mnie przewiozła nielegalnie na komendę (zob. wideo 201501141342), wymyślili jakieś (rzekome raczej, z tego, co pamiętam) pozostawienie łoma w hotelu czy coś takiego. Ciekawe, skąd o tym wiedzieli. Pewnie pracownicy fizyczni donoszą (a jest to branża kompletnie nieomal skorumpowana); zwiększa to szansę, że przedsiębiorca się jeszcze wycofa (czyli ja będę miał dłuższe tortury, a obserwatorzy będą bardziej zdegustowani, że "naród polski nie zna litości"). Sam wiem, jaki to trud potrafił być znaleźć kogoś do remontu: wszyscy "pod telefonem", tzn. wiedzą, kto dzwoni, "to dopiero za 2 tygodnie", "za miesiąc", "całe 3 miesiące mamy zajęte" – celowe zapewne szykany... zawsze też np. kaszel itp. na miejscu... Może co 6-ty deklarował wolę współpracy, przy czym też dopiero np. za 2 dni, z czego wolałem nie korzystać, bo później rezygnują. [edit 2015-05-28: Otwarty, podatny na fale podwójny wzmacniacz podłączony do oscyloskopu potwierdza to, co już wiem prawie na pewno od ok. miesiąca – odkąd udało mi się, korzystając z bardzo silnego chińskiego źródła szumu, przytłumiać (zaledwie) jeden z grających w ścianie apartamentu na doby telefonów, idealnie w rytm mojego zwierania zasilania – że na częstotliwościach 76-87 MHz, a nawet wyższych, w każdym razie radiowych, ktoś (Pałac Kultury i inne nadajniki?) transmituje coś dziwnego i to jest chyba właśnie transmisja (1) zakodowanego podsłuchu i (2) tortury. (Po raz pierwszy podejrzewałem te częstotliwości publicznie we wpisie z 21/02/2015, "Wyjaśnienie dla informatyków". Sądząc po możliwościach technicznych – tzw. próbkowanie w Nokiach chyba do 8000 Hz – i demonstracjach głośności grającego w tle obok cyfrowych zgrzytów dźwięku, zapewne stosowana jest modulacja typu 4FSK, czyli FSK kodujące 2 bity na raz, którą można też odbierać jako FM.) Kliknij, by zobaczyć to, co ja widziałem: tutaj – pokaże się zdjęcie układu z oscyloskopem (widać poziomy różnych częstotliwości), tutaj – objaśnienie. JAK MYŚLICIE, KTO MOŻE BYĆ PODŁĄCZONY DO ROZSTAWIONYCH CO KILKADZIESIĄT KM WIEŻ NADAWCZYCH OPRÓCZ MEDIÓW, W CELU ŁĄCZNOŚCI RADIOWEJ?] [ukryj dopisek]
[edit 2015-08-24] W żargonie mafii "słucham" znaczy "podsłuchuję" (jest wielokrotnie w cytowanych tu na blogu od miesięcy, od zeszłego roku nawet, stenogramach). A zatem – "słucham, rozumiem, pomocnictwo"? Obecny plakat Kopacz doliczyć może trzeba do plakatu Komorowskiego "prezydent naszej wolności!", do osób jej pozbawienia chyba się nieco obawiających (np. ludzi mediów), wprowadzonego wkrótce po opublikowaniu tu na blogu wpisu o nim.
(15:58)
Oczywiście nie przed organami ścigania, bo tego mu w obecnej sytuacji politycznej się raczej skąpi. Zamiast tego on, wylegitymowany obywatel, przedstawia Wam poniżej swoją wersję, zabezpieczając to jeszcze odpowiednimi paragrafami przewidującymi kary za oszustwa (w sądach, jak wiadomo, zdarzają się zeznania na odległość, przez wideokonferencję):
Kto, przez tworzenie fałszywych dowodów lub inne podstępne zabiegi, kieruje przeciwko określonej osobie [sekretarki, "cała prokuratura no niestety jest w sprawie"] ściganie o przestępstwo, w tym i przestępstwo skarbowe, wykroczenie, wykroczenie skarbowe lub przewinienie dyscyplinarne albo w toku postępowania zabiegi takie przedsiębierze, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. (art. 235 kk)
Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku. (art. 212 §1-2 kk)
Tutaj (kliknij) jest moja skarga do Prokuratora Generalnego [zawiera adres tej www], z podpisem poświadczonym przez notariusza, który mnie uprzednio wylegitymował (zob. jeszcze, co im przekazałem na CD), natomiast poniżej dwa wideo zawierające moje oświadczenie oraz wniesienie skargi (oba wykonane telefonem komórkowym Sony Xperia D5503 w jakości HD). Media przestały funkcjonować? Może już tylko urząd skarbowy reprezentują?
Co do ewentualności "niewszczynanie sprawy 4Ds 1838/11 przez Ochotę było słuszne", gdyż "wolno było w to w ogóle nie wierzyć", "nie wiadomo było, jak się do tego zabrać" (i dalej w wersję, że [stenogram] to jakieś wygłupy itd.), chciałbym tylko zauważyć, że zawiadomieniem były liczne opisy napotykanych [codziennie] sytuacji [bycia śledzonym] na 63 strony A4, czyli średniej wielkości książka, a w zażaleniach nieraz przytaczałem potencjalnych świadków (w rodzaju: mój brat, studenci/wykładowcy, Jarosław Kaczyński). [Złożyłem wtedy, tj. w 2011, jeszcze 2 małe zawiadomienia, w tym jedno na Woli – wszystkie potraktowano identycznie.] [edit 2015-07-18: Posiedzenie w sprawie mego (listopadowego) zażalenia do sądu przydzielono na... Wielki Piątek 2012. Łatwo sprawdzić w aktach i w Internecie ("wielkanoc 2012").]
[edit 00:44] Istnieje silny argument za tym, że torturę robią po prostu pracownicy pokoju dla agenta w samej Policji(!!!) [lub TVP/Pałacu Kultury], a opiera się on na tym, że czas reakcji spikerów na dziejące się rzeczy (np. podsłuchane zdarzenia, cudze słowa, czy zjawiska na moim ekranie) potrafi być prawie błyskawiczny. Pisałem o tym już we wpisie z 8. lutego br., na jego końcu ("Skąd pewność, że nie Internetem?"); otóż nie tylko pamiętam dobrze przypadki, iż spikerzy reagowali dość szybko, a przez Internet opóźnienie to minimum 10-20 sekund – i nie tylko wzmacnia to wersję o tym, że tortura idzie na falach radiowych (tylko zakodowana – ewentualnie mogłaby iść siecią telefonii komórkowej, ale tak po prostu nie jest, zagłuszanie tego nie pomaga), ale i właściwie wyklucza to też opcję, że robią to jacyś kolesie nie wiadomo gdzie posadowieni, w jakimś mieszkanku podobnym do burdelu, bez zaplecza technicznego, a jedynie z jakąś Neostradą. Nie, to jest profesjonalna działalność z podłączeniem kablowym (światłowody?) pod służącą m.in. mediom sieć EmiTela i bezpośrednio w punkcie tego podłączenia, czyli (?) Komendzie Stołecznej na ul. Nowolipie, w tamtejszym pokoju dla agenta najprawdopodobniej torturę się na żywo produkuje. Oczywiście w ostateczności mogliby przedsięwziąć jakieś środki ostrożności, ale obecnie to najprawdopodobniej tak wygląda.
[edit 2015-08-28] Przykładem szkodzenia mnie i prawdzie jest powoływanie się na "inne takie przypadki", przesiąknięte skrajnością i bełkotem, twierdzeniami o fizycznym modyfikowaniu ofiar(y), i bardzo kiepskie pod względem dowodowym (w odróżnieniu od tego bloga – jak do jasnej ciasnej może "tak być w każdym pokoju dobrego HOTELU"(!)...). [rozwiń dopisek...]http://inwigilowany.blogspot.com/ – oto blog tworzony moim zdaniem prawdopodobnie za pieniądze i po to, by później wyśmiać mój przypadek (może chcą to zastosować przy jakiejś opinii psychiatrycznej?) oraz zachowywać dystans wobec niego, "bo są też inne". (W związku z "istnieniem innych", nie mają oczywiście czasu dokładniej się wczytywać w mój i jego dowody, np. w nagrania z Tesco, gdzie dziewczyna z obsługi na życzenie – ale to wyjątek, bo tam nie ma wyremontowanej instalacji, tylko zwykłe odtwarzanie – wyłączyła torturę, co słychać na nagraniu. Ciekawe są np. badania czujnikami czy wypowiedź gościa na recepcji Ibis z wideo 20150606_18:02.) Być może za jego rozwijaniem stoją ludzie (może luźno) związani z mediami, rzekomo jako ich największe przeciwieństwo, może tylko jacyś szeregowi agenci. W odróżnieniu od opisywanych tam problemów z "implantowaniem uszu", w moim przypadku chodzi chyba ściśle o TV i jej fale, a źródłem dźwięków są remonty (instalacji elektrycznych) za pieniądze gmin, co zrozumiałem pod koniec 2014. Jestem chyba jedyną taką osobą, którą szpiegują w sieciowych marketach spożywczych, fast-foodach, urzędach, nawet chyba ministerstwach: wszędzie tam chyba (i w wielu jeszcze innych miejscach) są stanowiska komputerowe przystosowane do przechwytywania fal emitowanych przez monitor (oscyloskopy z anteną ukrywają może w szafeczkach czy biurkach) oraz zmianowa przy nich praca. O złej woli autora tamtego bloga "Inwigilowany" świadczy, oprócz niepowoływania się na dobre dowody i niezrozumiałości problemu, typowe u szpiegów stosowanie niekiedy – w odpowiednim nieraz miejscu – rażąco błędnej typografii związanej z odstępami (rzuca się w oczy), np. otaczanie przecinka odstępem z dwóch stron (wejdźcie na tamtą stronę, ten wpis, naciśnijcie Ctrl-F i wpiszcie: _,_ – gdzie _ to spacja, a nie podkreślnik); podobnie np. niektórzy otaczają jeden z nawiasów spacją po obu stronach, drugiego prawie nigdy nie widuję tak otoczonego, a jeden dość często – łatwo się później powołać na błąd, ale to pewnie standardowy sposób dokuczania i okazywania swej obecności zaproponowany przez spikerów w jakichś napisach, które koordynują gang. Wspominałem o dziwacznej interpunkcji we wpisie "Indywidualny szpieg" z 24/03/2014 – mało ludzi czyta te moje wpisy sprzed półtora roku, najprawdopodobniej autor tamtego bloga zna to skądinąd. Podobnie nieprzychylnie należy potraktować "Stowarzyszenie Stopzet". Wszystkie te inicjatywy udają, że prześladowanie jednostki dotyczy w tej chwili wielu innych, żeby odwrócić uwagę od mojego przypadku, najgorszych tortur w historii, a także wiążą je może ze służbami specjalnymi, jakimś "kontrwywiadem", a nie tą nieoficjalną służbą specjalną, która być może do tych spraw w telewizji istnieje, jak już mi potwierdzano. Ponadto nie prezentują świadków, spektakularnych akcji, mało tam w ogóle tego efektu wyciekającej z ludzi prawdy i chęci mówienia prawdy przez przypadkowe osoby, również z ważnych instytucji. U mnie macie np. nagrane nachodzące mnie wielkie masy ludzkie, które są najlepszym dowodem inwigilacji; również zagraniczne pędzące za mną taksówki (wpis A oto państwa... z 17/04/2012). [ukryj dopisek]
(16:59)
Oto zapis rozmów z nagrania WIDEO (kamerą z telefonu komórkowego), które już od 13. lutego br. jest wywieszone na tej stronie, a mimo to jej czytelnictwo nie narasta w reakcji łańcuchowej (poprzez reklamowanie u znajomych). Szkoda, bo o ile o "aferze podsłuchowej" czy "taśmowej" słyszał każdy, o tyle o dużo bardziej skandalicznej aferze z Piotrem Niżyńskim już tylko część narodu. I zapewne nieprędko usłyszycie o tym z mediów.
» [Pokaż stenogram!] «
To JEST z prokuratury. Jeśli by ktoś miał wątpliwości, niech poogląda podobne wideo opublikowane już wcześniej, 3. lutego br., z wejściem z ulicy (okolicę zaprezentuje wam interaktywnie Google, można sobie myszką chodzić po ulicy, której pełny wygląd macie na ekranie – kliknij) i rozmową w sekretariacie 1Ds rejonowej Warszawa-Śródmieście Północ. To jest jeden i ten sam budynek, co ta rejonowa: Warszawa-Ochota, choć są odrębne. Poza tym skąd miałbym teczkę akt, w dodatku jeszcze z kopertą, jaką zwróciła wraz z niedostarczoną przesyłką poczta? [edit 15:08: Do sekretariatu 4Ds powinno też dać się dodzwonić przez centralę.]
(Inna sprawa, że i bez tych tłumaczeń same akta są skandaliczne. Człowiek przychodzi, że ma poważny problem, a ci nie robią dokładnie nic i tylko odeślą, że sprawa zamknięta; nawet i z tym były problemy.)
Powtarzam, tu jest WIDEO z ludźmi [i przeglądem skandalicznych akt] – idźcie do wpisu z 13. lutego, ustawcie wskaźnik myszy na słowie "film" nad jasnym prostokątem (tam jest w pełnej jakości, tu po prawej ograniczona). Zamieszany jest m.in. sam premier! Czyżby faktycznie mógł on być prześladowcą, przyjacielem pospolitego złodziejstwa, dręczycielem? Wiele na to wskazuje! Ponieważ media tych taśm zapewne nie nagłośnią (a możecie im o nich trąbić: chyba jest jakiś dialog społeczny, jakaś możliwość skontaktowania się z nimi?), macie tu dodatkowy dowód, że ktoś tu kogoś kryje (dla własnej korzyści) – dlatego tym bardziej są one wiarygodne. Spróbuję jeszcze uzyskać jakieś stanowisko na ten temat w samej prokuraturze.
Odpowiedzialność PO nie ogranicza się do przestępczej Policji (przyznała się), prokuratury. Aferę remontową (także pokoje dla agentów – jeden prosty odbiornik w budynku potrafi przechwytywać ekrany komputerów z komórki sięgającej prawdopodobnie ponad 100 m dookoła) zorganizował potężny aparat urzędniczy w całej Polsce, wliczając tu urzędy samorządowe i kontroli skarbowej (szczebel lokalny i krajowy polityków PO – rozdawane pieniądze). Zobaczcie świadków w starszych wpisach, jeśli nie dowierzacie, że budynki (autobusy, taxi) grają i to ciągnie się za mną wszędzie, zresztą tony wideo.
|
|
[Zastanawiacie się, co znaczy "słuchać osobę"? Bywa to w stenogramie prościej nazwane ("podsłuch"), ale właśnie to określenie szczególnie dobrze oddaje to, co się dzieje. Jest to jakby połączenie telefoniczne bez posiadania telefonu przez drugą osobę, ale precyzyjnie z nią (słyszymy "jej uchem" czy raczej brzuchem, pasem). Ona idzie na miasto, wychodzi, robi swoje, może jeździ autobusem czy taksówką, wraca, idzie do toalety – podsłuch cały czas przy niej... W OGÓLE NIE MUSI POSIADAĆ JAKIEGOKOLWIEK NADAJNIKA! Ani w ogóle nic w terenie nie musi istnieć, żeby to było możliwe (z wyjątkiem stacji nadawczej telewizji nawet kilkadziesiąt km oddalonej). Tortury dźwiękowe i przekaz podprogowy niestety też osoby nie odstępują, bo wszystkie budynki są odpowiednio wyremontowane (ich instalacje elektryczne lub fasady, na przykład)... PIĘKNY MAMY SEJM, SKORO TO WSZYSTKO MA MIEJSCE OD DAWNA.]
|
[edit 2015-04-20] Choć przytaczałem tu na blogu pewnych świadków, że są remonty (wymienieni w przypisie 2 do wpisu o Komorowskim), kardynalnym dla mnie dowodem na to, że źródłem dźwięków jest remont (co zresztą zauważy łatwo każdy, kto był świadkiem obecnym przy grającej torturze), pozostaje wyliczenie w oparciu o tzw. logarytmiczną (czy decyBelową) skalę głośności (i wyrażone w dB współczynniki tzw. izolacyjności akustycznej, tj. wyciszenia: parametry Rw okien/drzwi, własne pomiary). [rozwiń dopisek...]Skoro (1) pomieszczenie jest izolowane od sąsiada czy ulicy o co najmniej 40 dB (o tyle cichszy jest dźwięk tam grający; często nawet więcej niż 40), (2) ja mam na uszach – co zweryfikowałem pomiarami progu słyszalności – ochronniki i stopery wyciszające łącznie o 40 dB (odpada w ogóle słyszenie przez uszy, włącza się przewodnictwo czaszkowe), (3) miałem jeszcze kabinę dźwiękoszczelną, położoną na podłodze np. domku (ul. Gajdy), także wypróbowaną w mieszkaniu, o również zbadanej i zaświadczonej w opisie produktu dźwiękoszczelności 40 dB, to jestem w stanie odizolować się od dźwięku z zewnątrz domu (przy samych jego ścianach i oknach) o ŁĄCZNIE 120 dB (40+40+40). To tak na wstępie, bardzo ostrożnie licząc. Do tego dochodzi głuchota na ok. 20-30 dB; w praktyce więc 140 dB izolacji od ogródka. Musiałoby zatem przy tych zewnętrznych ścianach grać 130-140 dB szeptów, żebym w ogóle mógł to mózgiem zarejestrować, bo cichszy dźwięk nawet nie przejdzie przez ucho (pamiętajmy, że ja okna zapychałem grubą wełną mineralną). Z odległości 10 m rośnie to jeszcze o 20 dB w stosunku do tego, co słyszalne 1m od głośnika, bo fala się odpowiednio rozrzedza (a ktoś przecież w takiej bliskości mógłby przebywać, czyt. sąsiad): czyli głośnik odległy o 10 m od ściany domu musiałby grać z głośnością jeszcze większą, przynajmniej 150-160 dB (festiwal Przystanek Woodstock, dla porównania, był słyszalny bodajże w promieniu 10 km w mieście, grał ze 130-140 dB, jeśli dobrze pamiętam: można gdzieś w Internecie wyszukać dane tego typu). Również koncepcja przenoszenia brzmień przez rury jest wykluczona: są wyliczenia tłumienia na tym blogu oparte o dane naukowe (wciśnij Ctrl-F, by wyszukać "sound-atten"; 10 dB spadku głośności na 1m rury, czyli z odległości 4m mamy co najmniej 40 dB ciszej niż na wejściu do rury: choćby nie liczyć ścian pomieszczenia, na podobny rząd wielkości wychodzi). Wymienione 150 dB to jest dźwięk, który zagrażałby życiu osób przy nim będących; głuchnie się oczywiście praktycznie natychmiast, uszy BOLĄ (już przy 120-130 dB: znam to, bo się ogłuszałem, autentycznie ból), mogą być zasłabnięcia. Nie ma czegoś takiego NA PEWNO u sąsiada w ogródku, nie było. A więc na pewno dźwięk szedł ZE ŚRODKA domu, mieszkania, jest to praktycznie pewne, potwierdzane przeze mnie jeszcze setki razy na słuch(!!!): ze środków ścian gra. Odkąd mam kabinę dźwiękoszczelną i do tego zarazem jeszcze wynajmowałem dom, czyli od ok. października 2014, hipoteza jest właściwie pewna, ludzie to poniekąd potwierdzają (zapraszałem nawet ze 3 różnych pracowników fizycznych do domu, wszyscy tak samo twierdzili: "to jest w ścianach"), a spikerzy nagminnie posługują się tym terminem "remont" jak rzeczą już ustaloną. [edit 2015-04-22: Poza tym gra tak samo na ulicach, jak wewnątrz lokali. Mogę być na granicy drzwi, nie tak łatwo tym sterować w odpowiedniej chwili i raczej tego nie robią – w rzeczywistości, powtórzę, w danej chwili rzecz gra tak samo po obu stronach ścian okoliczych budynków.] [edit 2015-05-06: No i ponownie odsyłam do nagrań wymienionych we wpisie o Komorowskim. W szczególności – oprócz świadków – jest wideo z pomiarów czujnikiem prądu zmiennego, który z małej odległości potrafi wyczuwać płynący prąd zmienny. Skąd by się wziął w środku ścian i nigdzie indziej? Przy, w dodatku, odciętym zupełnie z ulicy zasilaniu? Kliknij "Dowód na tajne zasilanie domku przez sąsiada" w nagłówku.] [ukryj dopisek]
[edit 2015-04-23] Uwaga odnośnie reklamowania strony. Powiadamiasz znajomych, ale czy taka ich liczba wystarcza? [rozwiń dopisek...]Może akurat trafiłeś na bezdusznych agentów (np. ludzi z ogłoszeń nieruchomości), którzy zadowoleni powiedzą ci, że sprawdzą, po czym oleją temat (albo nawet będą udawać, że strona jest niewiarygodna i cię zniechęcać)? Może tylko na ich rodziny, które z nimi solidaryzują (a to błąd). Może na leniwych, nielubiących czytać. Jest prosty sposób, by się przekonać, czy tych 2, 3 czy 4 znajomych wystarczyło. SPÓJRZ NA SZARY TEKST POD NAGŁÓWKIEM TEJ STRONY, na górze, pod streszczeniem historii Piotra Niżyńskiego. Jest tam pole "Odwiedzających dziś". Czy wzrosło względem takiej samej godziny poprzedniego dnia? Czy wzrost jest zauważalny, robi się lawinowy (np. 80 dziś, 50 wczoraj)? Jeśli nie, to powiadamiaj dalej. Niech ta wieść obiegnie Polskę. To nieważne, że czegoś nie jesteś pewny, że "afera podsłuchowa" czy "współczucie z prezenterem Durczokiem" cię jakoś do wizji Niżyńskiego nie zbliżają. TE STENOGRAMY I NAGRANIA SĄ CIEKAWE, chcielibyśmy o nich (i o dziwnie obojętnych posłach) debaty, w mediach to zbywają milczeniem – więc przekazuj adres! (Nie informację; adres www. Tu jest centrum, tu jest kontakt ze świadkiem, którego fotografia i paszport są tu opublikowane, tu jest forum dyskusyjne, w przeciwieństwie do licznej prasy czy, np., www.PiS.org.pl.) Ostrzegam przed współudziałem parlamentarzystów, to jest groźne dla Polski, totalitarne (w Policji dręczą, prześladowania polityczne są międzynarodowe, a ci zmianowo w pokoiku słuchają, czy równo puchnie; przechwytują z daleka ekrany komputerów i telefonów, ich wygląd; są bardzo "świadomi", jak to ujął Piechociński bodajże: tzw. współudział, skutek – kraty, jak ta Sawicka). Dzięki reklamie w końcu wejdą tu na FORUM, do którego odsyła nagłówek strony, podyskutować jacyś ludzie z Warszawy, pomogą zidentyfikować babki z sekretariatu, może porobią nagrania (mnie, wyjątkowo, ochroniarze prowadzą w prokuraturze) – i oto mamy kolejne dowody... ŚCIĄGAJ TU LUDZI, my chcemy o tym, my chcemy się upewnić co do nagrań z prokuratury i to jest godne uwagi. Niech media się kompromitują olewaniem tematu, podobnie posłowie – wkrótce cała Polska przejrzy na oczy, że aktywnym wrogiem narodu jest Sejm i Senat, partie parlamentarne, a jego partnerem media (kiedy ostatnio jakieś autentycznie pozaparlamentarne partie miały głos w mediach? oni są tacy wielcy, my tacy mali – trzeba mieć "spore kwalifikacje", by być politykiem, liczyć pieniążki budżetowe, kopiować ustawę sprzed roku... błąd, zainteresowani się sami oddolnie dopominają; przypadkowy człowiek, tak jak i przypadkowa partia, raczej cię też nie okradnie, więc skąd ten "elitaryzm"? np. ja chcę partii, ja chcę rozmowy, moje zgłoszenia przestępstwa lekceważy się bez sprawdzenia). Tu, w budynku Sejmu czy Senatu, czy domu poselskiego lub kancelarii, jest rdzeń problemu (nielegalna podsłuchownia – pokój, gdzie zmiany mają sami posłowie), tu jest granica, to na tej granicy rozgrywa się prawdziwa walka w polityce i decydowanie narodu: Sejm czy nie-Sejm? – a nie na przykład, jak nam próbują wmówić, między PO i PiS, czy może SLD, SP, TR, bo raczej wszędzie tam są zaangażowani w mafię (spróbujcie do tych posłów pisać! adresy e-mail znajdziecie na samym dole tego bloga). Pomiędzy partiami parlamentarnymi nie ma różnic w tym temacie, które by rzutowały na przyszłość. Żadna z nich nie powie o temacie w Telewizji Polskiej na przykład (możliwość zmiany prezesa, możliwość ponownej zmiany prezesa... jeden podpis; tak samo możliwość powiedzenia na swych blogach czy stronach internetowych), żadna z nich nie cofnie nawet remontów, nie usunie telefonów z instalacji elektrycznych budynków, bo to kosztuje pieniądze państwowe. Skąd je brać? Gdzie je upchnąć, żeby nie było krytyki? Już i tak dużośmy wydali na wprowadzenie tych telefonów! Byłyby kolejne podwyżki podatków itd... = krytyka. Więc nie usuną (nie wytłumaczą się, bo nie ma tematu; nie robią tematu w mediach, bo chyba zamieszani, jak to tłumaczyć...). (Natomiast co do tortury, to chyba sobie z nią sam poradzę, na zasadzie zakłócania transmisji radiowych.) Co więcej, skoro parlamentarzyści są zamieszani, to będzie się robić jeszcze więcej remontów, bo to zwiększa liczbę przestępców podsłuchowych w narodzie. Politykowi głupio wystawiać się przed narodem na kraty, śmiechu wart taki polityk, któremu grożą kajdanki, a prosi o amnestię dla jakiejś małej frakcji społecznej. Co innego wołać "ja reprezentuję znaczny odsetek Polski! 20%! 30%!". Cwaniakiem chce być każdy (nieważne, że już prawie nie ma od kogo brać, jedni od drugich, drudzy od pierwszych, coraz większe kwoty od niewinnych trzeba kraść budżetem). Więc remontów będzie jeszcze więcej, bo od tego najszybciej przybywa przestępców, a z miejsc pracy – tylko w rytm zastępowalności pokoleń, czyli ilość rośnie o kilka proc. narodu (podwaja się) w jakieś 20-40 lat; w 4 lata to jest przyrost znikomy. Remonty od przekazu podprogowego zostają, będzie jeszcze więcej. Pamiętaj: nie wiesz, czy strona mówi prawdę, ale to brzmi możliwie, nagrano świadków, a z drugiej strony skutki, gdyby to była prawda, są skrajnie istotne dla naszego kraju. A zatem ocena ryzyka, wypadkowa prawdopodobieństwa zajścia zła i jego skutków, jest dość wysoka i warto działać. POWIADAMIAJ PODAJĄC ADRES! Jak w ogóle można lekceważyć takie symptomy!!! Ja, Piotr Niżyński, jestem świadkiem, że nagrania są autentyczne, i nie będę łgał przed całym narodem, gdyby to nagłośnili. PO RAZ OSTATNI OSTRZEGAM (nie po to, by siebie reklamować – nikogo nie wskazuję, nawet zachęcam: sami zakładajcie swoje partie, z 1000-em podpisów): głos na PO, PiS, SLD, PSL, TR, SP jest przeciwko Polsce: taki głos pomoże mafii, pomoże w bezkarności (różne koncepcje "amnestii" – w samym parlamencie są zamieszani – w przyszłości, gdy nową agenturę do firm czy bloków będą wprowadzać, będzie się mówić, że "to jest za ciężkie", "nie do ruszenia", "były takie próby w przeszłości, ale nic z tego nie wyszło"). Dobremu człowiekowi sumienie nie pozwala na głos na przyjaciół mafii, którzy nic nie robią, świadomie lekceważą, bo to najgorsze łajdactwo na takim stanowisku. Oni się raczej w tej materii (sądzenia wszystkich za przestępstwa) nie podzielą, bo mi żaden nie odpisywał, ani 1 z partii powiadamianych o blogu, o bandyckich dziwacznych akcjach przygotowanej policji przeciw lokatorowi, choć próbowałem do różnych posłów pisać, a nawet do wszystkich naraz; jeśli się podzielą, to podstępnie w taki sposób, że – dobrzy będą w mniejszości. Powtórzę, siedzą tam w Sejmie, potakują, gdy w Policji robione są najgorsze tortury, i tylko słuchają, czy równo puchnie. Ten czy ów lider zabrania mówić. Baza danych remontów jest bodajże w... lokalnych PO, mianowicie urzędach miejskich/gminnych pod ich władzą, a steruje tymi skatalogowanymi telefonami (przez różne "Pałace Kultury" skomunikowane firmą Emitel) Komenda Stołeczna Policji. Mnie żadna partia nie musi pomagać. Poradzę sobie, mam oparcie w elementarnym poziomie moralnym wśród narodu, tj. na dole, oraz w wielkiej ilości świadków i pieniądzach; torturę sobie zagłuszę. Natomiast partie z Sejmu nie zrobią nic ponadto i są wszystkie jednakowo złe (przed podsłuchem może i bym się technicznie zabezpieczył, bo wiem dobrze, jak działa; politycy z Sejmu są zbędni). [edit 2015-04-28: Powtórzę za wpisem o Komorowskim, metoda głosowania godna człowieka uczciwego – godna jego sumienia – to losowanie wśród opozycji pozasejmowej. Chociażby otwierając książkę na przypadkowej stronie i patrząc na ostatnią cyfrę jej numeru. Partii pozasejmowych jest więcej niż sejmowych, zobacz listę. Nie każda zdoła wystawić listy wyborcze, to jest wielki sukces partii, że ma ludzi w terenie – na takie pozasejmowe listy warto głosować, bo ci nie robili w podsłuchowni przez 4 lata, nie słuchali, czy od bicia tyłek/głowa "równo puchnie". Z góry dziękuję, a pisząc nie mam w tym interesu osobistego. Możecie nawet własną partię zarejestrować, z 1000 podpisów wymaganych przez Sąd Okręgowy, nie mam nic przeciwko temu. Pamiętajcie, że gadanina o "zmarnowanym głosie" to demagogia: raz, że pierwszy wynik nic nie znaczy w prawie, nie istnieje tam takie pojęcie (są tylko koalicje, w wyborach prezydenckich też się o to wstępnie nie trzeba martwić), dwa, że próg wyborczy sejmowy 5% również nie jest problemem, bo nikt normalny nie będzie głosować na partie sejmowe znając ten skandal. Chyba, że jest zupełnie zamieszany. A to od takich, jak Ty i Twoi przyjaciele zależy, czy ten temat jest znany: wystarczy przekazać kilku osobom wieść o stronie! Przekazywać ją do skutku, aż zacznie rosnąć licznik dobowy.] [ukryj dopisek]
[edit 2015-04-30] Przyzwyczajony, że wszyscy mają mnie gdzieś, absolutne przekreślenie wszelkiej mojej prywatności w mieszkaniach i na mieście, a także totalne sterowanie myśleniem w każdym czasie i torturowanie, oraz że czytelnictwo strony jest na żenującym poziomie, jak gdyby Polak to nie z wolnością się kojarzył, tylko z popieraniem rozwoju totalitaryzmu i z teraz już dobrowolnie wybranymi przez czytelników sadystami w Sejmie (brak wyboru też jest wyborem), WYJAŚNIAM tym, którzy solidaryzują się ze złem, czyli z wielką liczbą. [rozwiń dopisek...]Przestępca może w każdej chwili swego życia odpowiedzieć za swoje czyny. Jeżeli np. cały personel firmy (czy większość personelu) czeka po 1 roku więzienia, to – rozkładając to na 10 lat – na wolności będzie zawsze 90% pracowników, a niedobór kadrowy będzie wynosić 10% (nie aż tak dużo). Można rozłożyć na jeszcze nieco więcej lat w przypadku szczególnie ważnych, a specjalistycznych i mało popularnych instytucji (gdzie trudno załatwić nowych pracowników samym tylko bodźcem finansowym), wtedy deficyt osób będzie jeszcze mniejszy. Mało ważny kłopot i macie sobie poradzić, skoroście głupoty zrobili, bo sprawiedliwość jest ponad tym (a wraz z nią arcyważna kwestia prewencji ogólnej – o nią tu głównie w karaniu chodzi, podczas gdy szczególna dotyczy jednego konkretnego sprawcy i jego przyszłości). Amnestia w sensie nierobienia śledztwa jest z ww. powodu bez sensu – i nieuczciwa, bo do przestępstwa doszło. Przestępstwo należy potwierdzić wyrokiem, który zostaje zapisany w rejestrze (nie jest przy tym żadnym kłopotem technicznym wykonanie tego, przeprowadzenie przed sądami, gdyż w większości przypadków jest to powtarzanie już raz wydanego na daną klasę przestępstw wyroku; w 95-99% przypadków może się obyć nawet bez rozprawy). Czy ja mam w tym wszystkim jakieś znaczenie? Chcę mieć możliwość zażądać od np. kontrahenta czy potencjalnego pracownika takiego wyciągu z rejestru – to mi się chyba, jako pokrzywdzonemu, należy, choćby nawet wszyscy inni lekceważyli tę kwestię np. przy zatrudnianiu; jest to, tak to ujmijmy, kwestia naukowa: "ten człowiek popełnił przestępstwo", "uczestniczył w gangu", wykradał prywatną korespondencję z ekranu komputera, był zły, obojętny, niewrażliwy i przez takich, jak on, Niżyński miał gigantyczny problem (choć niekoniecznie należy to o nim z nazwiska wszem i wobec publikować, jak z tą listą Wildsteina). Inna sprawa od orzeczenia faktu przestępstwa to problem kar (czy tylko zwrot korzyści, czyli grzywna, ewentualnie "zawieszony" wyrok, czyli brak więzienia, czy też coś więcej), należy je po prostu przedyskutować. Podstawowym argumentem w odniesieniu do wielkiej liczby, do "dołu piramidy" jest – oprócz wartości dodanej przez przestępstwa: np. związane z remontami (to się nie powinno opłacać, prawda? powinno być niekorzystne), uporczywym nękaniem, dostępem do poniżającego i wykorzystywanego tylko do dokuczania podsłuchu (a w firmach im to często dają do domu, do prywatnych telefonów, tak, iż w każdej chwili mogą sobie popodsłuchiwać, podokuczać i nachodzić na mieście, przyjść np. i szpiegować oraz publikować na żywo ekran w odpowiednim pokoju blisko Niżyńskiego, gdzie to jest zorganizowane: bo to robią, jeszcze za pieniądze, te przypadkowe masy z gangu) – udział w gangu: czymś, co przekreśla państwo prawa i czyni je układanką złych interesów (skrajnie szkodliwe społecznie!), także czymś, co nie znosi jawności i obiegu informacji, po prostu prawdy, psuje solidarność społeczną, prowokuje znieczulicę i akceptację patologii: to, że trzyma się ów dół piramidy za rękę z górą i jedno bez drugiego nie istnieje. Agent istnieje dzięki złemu politykowi, a on dzięki agentowi, bo ma w nim zadowolony elektorat. (POMIJAM tu kwestię wielkiej życiowej krzywdy wyrządzonej nawet nie społeczeństwu, a mnie, Niżyńskiemu, bo to przez istnienie bardzo szerokiego gangu cierpiałem 2,5 roku najgorsze tortury, wcześniej inne dręczenie, i nikt nie pomagał, wszyscy normalni omijali, jak gdyby celowo zostawiając mu tylko tych dręczycieli-szpiegów: brak pomocy z ogłoszeń, spamów, różnych rozpaczliwych ofert, brak pomocy z rynku pracy, brak pomocy nawet od opiekunek do wynajęcia z ogłoszeń OLX.pl, po których dzwoniłem – ostatecznie i tu, jak się okazało, trafiłem m.in. na szpiegów lub np. to przez małżonków itp. Fiasko także przy zbieraniu podpisów za powstaniem nowej partii, choć afera jest gigantyczna i część ludzi ewidentnie domyślało się, wśród grającej tortury, o co chodzi. Pomijam tę kwestię osobistej krzywdy, bo sama krzywda wyrządzona społeczeństwu przez udział w gangu skłoniła ustawodawcę już dawno temu do przewidzenia za to wyłącznie kar konkretnych, więzienia. Jeśli przestępczości zorganizowanej nie będziemy zwalczać, to co w ogóle będziemy zwalczać?) Można tę równorzędną współzależność góry i dołu ująć w złotej regule: "na pewno w więzieniach powinni się znaleźć ci, dla których niepójście tam mimo popełniania przestępstw jest tak ważne, że zaważa istotnie na ich wyborach politycznych". Bo to oznacza mafię wrogą prawom człowieka i demokracji – na szczycie, rozkwit totalitaryzmu, postęp degrengolady i znieczulicy, ducha antysolidarnościowego, za to z arogancką, złą górą trzymającego (to prowadzi w końcu do zniewolenia takiego, z którego już łatwej ucieczki przy dzisiejszych technikach szpiegowskich nie ma; remonty pod przekaz podprogowy to do tego preludium). Część winnych na pewno pójdzie do więzienia, czemu by tego nie stosować; w istocie jak możliwa jest prewencja ogólna, zabezpieczenie przed powtórzeniem procederu przez polityków w przyszłości, gdy nikogo do więzień nie posyłamy za tę złą decyzję: nawet kierowników, nawet tych, co wiele lat szpiegują bardzo często, dokuczają, wprowadzają śmiercionośne i pozwalające sterować myślami haniebne remonty... Przecież już można przewidzieć, co by było w przyszłości w kwestii agentury w firmach: "były takie rzeczy w przeszłości, były później pomysły, żeby za to karać, ale nic z tego nie wyszło, PRZEGŁOSOWANO odpowiedź Nie – to jest po prostu za ciężkie, nic się nie da zrobić, agentury nikt nie ruszy już na pewno". I byłoby, z takim argumentem pod ręką, jeszcze gorzej niż tym razem; zwycięstwo solidarności i wolności jeszcze bardziej zagrodzone, zablokowane. Ci ludzie zresztą, te masy na dole (np. z ogłoszeń nieruchomości czy inni, młodzi agenci np.) na bieżąco i na co dzień walczą ze mną, jak mogą, dokuczają, dręczą, prześladują, robią zawsze to, co w ich mocy, wbrew mym dobrym dążeniom; zawsze jest ten moment spotkania i ja spotykam się tylko z tymi, co chcą zła, zaś jakikolwiek mój postęp, choćby okrężnymi drogami, w stronę dobra spotyka ich silny opór i wolę czegoś przeciwnego (bym zdychał w męczarniach, bym stracił wszystkie pieniądze na giełdzie, bym nie otworzył mediów/nikogo nie zrekrutował, bym nie nabył nieruchomości i nie miał dobrego dachu nad głową, by Platforma i inne sejmowe dno "wybroniła się" przed dyskutantami lub, jeszcze lepiej, by wieść o złu do nikogo nie docierała – itd., itd.; tu także np. ewidentnie złośliwe kasowanie słusznych wypowiedzi na forach, nagłaśniających temat). Przez takich ludzi ten kraj stoczyłby się w stronę totalitaryzmu czy to chińskiego, czy wręcz północnokoreańskiego (te ich słynne propagandowe radioodbiorniki w kuchniach Phenianu, które można ściszyć, ale nie wyłączyć). Ciągłe dokuczanie i nachodzenie na mieście, np. po 100(!) różnych zawsze innych akurat wyłażących podokuczać w ciągu 1 godziny (zob. link z nagłówka, gdzie są te masowe demonstracje przede mną), to też dzieło tych zdemoralizowanych mas, to ich najprzedniejsza rozrywka i zabawa, podczas gdy ja cierpię najgorsze tortury mentalne (szpiedzy nawet ręcznie włączali torturę z telefonu tam, gdzie mogłoby jej nie być – np. w samochodzie czy własnym domku, również ręcznie na mieście – mimo, że byłem tym zamęczany od ponad roku). Ludzie od wynajmu są często skłonni do najpaskudniejszych czynów, typu złodziejstwa (i to rzeczy może później przydatnych do zagłuszania transmisji tortur: np. celowe złodziejstwa, pewnie za podżeganiem z Policji, wzmacniaczy, generatorów szumu), zniszczenia własnego mienia, by mnie w to wrobić (i np. nie zwrócić kwoty kaucji wynajmu, ba, dodatkowo uzasadniać przed Policją konieczność niewpuszczania mnie do domu i natychmiastowej nielegalnej eksmisji) itd. Powtórzę, szpiegowanie jest takie, że słyszy się całe życie drugiego człowieka, tak, jakby jego własnymi uszami: podsłuch automatycznie idzie za ofiarą na miasto, podąża za pojazdem itd., a w Policji jeszcze pomagają ręcznie, jakby zszedł z ofiary. Do tego dochodzi szpiegowanie ekranu, zupełnie bezinwazyjne, bez instalowania jakichkolwiek programów u ofiary – po prostu ekran wypromieniowywuje swój obraz w każdej chwili, punkt po punkcie proporcjonalnie do koloru, zwykle ok. 60 razy na sekundę (tym się minimalnie różnią). [ukryj dopisek]
[edit 2015-05-10] Zamiast biadolić, że progu wyborczego "zewnętrzne" nie przekroczą, propaguj www.bandycituska.pl. Opowieści "na gębę" nie wystarczają, trzeba mieć punkt odniesienia. (Co robię od marca? Pracuję nad pomocną elektroniką, 76-108 MHz.)
(11:49)
Było o księżach, pierwszych z brzegu [gdyby to było jakieś marginalne zjawisko, np. 10%, nie trafiłbym na takiego na 90%, a tu chyba nawet dwóch pod rząd], a wielu przecież może i tak nie dowierza, że szpiegami bywa też, przez lata bywało, bardzo wielu dziennikarzy (udział w gangu itd., rzecz się nie przedawnia, gdyż organ nie ścigał z przyczyn politycznych, nawet wbrew moim zawiadomieniom – to taka zasada konstytucyjna, że liczymy tylko czas, gdy przeszkód politycznych, tj. związanych z nieodpowiednimi osobami na stanowiskach, nie było). "Po co dziennikarze czy realizatorzy mieliby, np. zmianowo, podsłuchiwać tego człowieka? To jakieś kretyńskie, bezproduktywne zajęcie!... Niemożliwe". Odpowiadam: dziennikarz, już od czasów późnego SLD, jeśli mnie szpieguje, to po to, by robić nagłówki i teksty pode mnie, pod moje życie prywatne (tak jakby o nim lub z niego wenę czerpiąc, ale jednak o czym innym, zwłaszcza nigdy nie podając personaliów Piotr Niżyński czy np., od 2012, adresu bloga, o którym im wielokrotnie donoszono). Dzięki temu np. firma ma duże pieniądze, oni też (zapewne z niedopłacanych podatków, ewentualnie jakieś przelewy: na pewno gigantyczne sumy). I tak dzień w dzień: podsłuchiwał i dobrał artykuł, napisał nagłówek o Niżyńskim, tylko w taki sposób, by normalny człowiek w ogóle tego nie zauważył, natomiast współczłonek gangu – owszem, odnotował, ba, poczuł wsparcie. A więc to nie jest bezproduktywne. Przy okazji dokucza to samemu Niżyńskiemu, jeśli spojrzy, pogłębia to udział w gangu dziennikarzy, ale z ich perspektywy celem tego nudnego podsłuchiwania i obserwowania ekranu komputera, względnie: czytania napisów z telefonu (napisy radiowe, jak tytuły piosenek w nowoczesnych odtwarzaczach radia – bo podsłuch na mnie, dostępny przez program w smartfonach, to zaszyfrowane, ale jednak radio), jest robienie tekstów i radiowych aluzji pode mnie. Dzięki temu, przez lata, było wiadomo, że firma dalej trzyma z nami, gang się powiększał (tu np. to sławetne PSY: GangNam Style) bez obaw o skandal i sprawę karną, np. poprzez ogłoszenia nieruchomości jak na schemacie poniżej... To są fakty, codzienność, widziałem tysiące przykładów i nie tylko ja. Nawet media watykańskie tak funkcjonowały i nadal czasem widać takie "przecieki" (może w Watykanie już mniej). Już nie chodzi w tym milczeniu medialnym o taką zwykłą współpracę, jaką masa przedsiębiorców czy właścicieli terenów ma na sumieniu, związaną np. z wyremontowaniem lokali pod przekaz podprogowy, z posiadaniem programu do podsłuchu przez szefa; tutaj to jest kwestia strukturalna. Trąbiłem już na alarm o problemach strukturalnych – masowych i na dole, w odróżnieniu od złego zaledwie kierownictwa – we wpisie Stan państwa Tuska. Gdy nie było nic lepszego, widywałem w WP.pl nagłówki nawet pod piosenki, które w domu na Chłopickiego 14 (gdzie mieszkałem sam w 2013) dla, niezbyt skutecznego zresztą, zagłuszenia tortur włączałem.
[edit 2015-03-26] TYLKO DZIĘKI TWEMU REKLAMOWANIU WŚRÓD ZNAJOMYCH TA STRONA ISTNIEJE! 10% narodu to agenci, śledzenie mnie i ekranów przez fale jest bardzo powszechne — CZAS POWIEDZIEĆ DOŚĆ. Z nimi nie da się dogadać, tu potrzebny jest BOJKOT mediów — propaguj WWW.BANDYCITUSKA.PL! Zapamiętaj zasadę bojkotu: nie kupuj – nie oglądaj – nie słuchaj. Potrafisz to wytrzymać całe miesiące, lata? To świetnie. Naród mediom szefem – nie odwrotnie! A tymczasem poczytaj o skandalicznej operacji na narodzie (2008-2015), w wykonaniu mediów i Platformy Obywatelskiej (w tym Policji, premiera, ministrów, władz samorządowych tu i ówdzie rozdających pieniążki), jaką jest uczenie ludzi szpiegowania, tortur, dobijania drugiego człowieka — poczytaj o wtórnym rynku nieruchomości... Agenci zawodowi (np. bardzo popularne w kafejkach, fast-foodach, prokuraturach, sądach, na Policji itd., nieomal w każdym większym budynku publiczno-usługowym), szpiegujący ekran(y) zestawem do komputerowych odbiorów cyfrowych i także podsłuchujący mnie, oglądający mój ekran zmianowo cały dzień roboczy to tylko wierzchołek góry lodowej. 100% OGŁOSZEŃ NIERUCHOMOŚCI, jakie w Internecie znaleźć można, dają ludzie zamieszani w ustawianie sąsiadów pod szpiegowanie monitora(!!!), posiadający w smartfonie program do podsłuchiwania całego mojego życia (w dowolnej chwili, gdziekolwiek bym był), korzystający z nielegalnych transmisji policyjnych (chyba 76-87 MHz, może i wyższe), ludzie, którzy zrobili nielegalny remont w sprzedawanej czy wynajmowanej nieruchomości; dotyczy to ogłoszeń z całej Polski! (To po prostu widać i słychać z ich zachowania, a mieszkania faktycznie grają.) KILKA MILIONÓW LUDZI SKRYMINALIZOWANO DZIĘKI MEDIOM, ich sztucznej ślepocie (każdy taki właściciel ma kilka różnych przestępstw na sumieniu! zeszli na złą drogę: służą mamonie, boją się dobra): ta zbrodnia jest bez precedensu w historii!
[edit 2015-03-27] Dzwonisz do pośrednika nieruchomości z zapytaniem o posiadane oferty czy o ogłoszenie internetowe, a ten mówi, że "oddzwoni za chwilę", "nie może rozmawiać" itp.? [rozwiń dopisek...]Konsultuje się u szpiega, który jest w jakimś okolicznym pomieszczeniu, czy to nie Niżyński. Ostatnio taki zmieniający się personel (1 osoby brakuje, raz tej, raz tamtej, pokoik nieoznakowany niedaleko agencji na piętrze bloku, gdzie zamykała się baba, gdy przechodziłem) widziałem w pewnej agencji z Legionowa, która miała załatwić mi kupno działki (kłamano: pierwszego dnia, że pani Ewa Kalicka bardzo chora – ale ze mną później tego dnia SMS-owała w tej sprawie, a nazajutrz obsługiwała – a to, że druga, której brakowało następnego dnia, "jest u notariusza i czeka na nas"). Później zauważyłem, że miałbym udział mniejszościowy zaledwie 1/6 w tzw. drodze dojazdowej (w rzeczywistości działka tego samego typu, potencjalnie nawet pod budowę, tylko bardzo podłużna; mogłaby przestać być drogą, mogliby ją ogrodzić itd.), więc nie kupiłem. Agencja Abadus (pośredniczka kaszlała, nie przeczyła twierdzeniom z bloga m.in. o samych przestępcach w ogłoszeniach nieruchomości w Internecie, właściciele też sprawiali wrażenie ustawionych i "w temacie"). [edit 2015-03-29: Dziękuję za "wysokie" czytelnictwo! Sio głosować na Platformę i oglądać TVN. Tam nie ma tematu o premierze i o zbrodniach może "bo się obrazili".] [ukryj dopisek]
[edit 2015-03-29] Być może niektórym wydaje się bardzo nieostrożną i przez to nieprawdopodobną taktyka działania, że każdy szpieg (z jakiej by nie był instytucji(!!!): urzędy, banki, knajpki, sklepy nawet) NIEZALEŻNIE SAM PODSŁUCHUJE (a nie np. dostaje plotki; choć też chyba jest coś takiego, komunikaty(?) nadawane przez centralę, coś jak napisy radia(?)), ale tak właśnie jest. [rozwiń dopisek...]Wynika to po części stąd, że szpiedzy generalnie i tak tworzą jedną siatkę (mafia) zajmującą się tym, żeby mój ekran komputera był szpiegowany w możliwie jak największej liczbie miejsc (= udział w gangu). To z zasady jest przestępstwem (a udział w gangu to bardzo ważna wina), ale krytym politycznie, nawet przez samych prawników (sędzia, prokurator), nie mówiąc już o policjantach; ponadto jeżeli robi to w pokoiku jeden, to nie ma wtedy świadka, nie ma dowodu (nawet, gdyby był świadek, to on też jest przestępcą, więc bardzo możliwa jest omerta, tj. zmowa milczenia, w tym temacie: więc w czym problem?). Takie to argumenty trafiają do ludzi (choć winę ostatecznie agentom się udowodni, jeśli będą ich dane), podobnie jak współudział mediów, widoczny na każdym kroku (koledzy pracujący w tym samym lokalu, którzy już są w gangu, opowiedzą ci, jeśli na razie tego nie wiesz). Każda firma uczestnicząca w tej siatce ekranowej (ang. screen network; nie mylić z przedsiębiorcami, którzy zrobili remont i mają programik w komórce, bo to już w ogóle się gruba większość zrobi) ma własne zainteresowania i obszar działalności, nikt ich w tym szpiegowaniu mnie i ekranu nie wyręcza. Potrzebny jest więc dedykowany pracownik od tego, żeby w odpowiedniej chwili skutecznie łapać ekran, gdy jestem w okolicy. Dawniej moja obecność w pobliżu (wobec wszystkich współczesnych środków szybkiej lokomocji) była mniej oczywista, bo nie było tortury, więc tym bardziej podsłuchiwanie miało jakoby sens. Można by to zrobić inaczej, że pracownik gapi się w ekran komputera i to wszystko, i stąd tylko ma jakiś cynk, że jestem blisko, ale tak nie jest. Właśnie na tym to polega, żeby ludzie byli przestępcami i to takimi par excellence, a nie na zasadzie jakiejś koncepcji wielkiego gangu, do której może minister sprawiedliwości czy prokurator by się nie przychylił. Przestępca = obowiązkowy elektorat mafii = nie przyzna się nikomu, nie nakabluje na firmę i będzie głosił poglądy przychylne mafii = już na wieki wieków Polska będzie rajem podsłuchowym. Za to są dodatkowe pieniądze. W każdym oddziale banku czy szpitalu, w każdej nieomal (nieomal?) knajpce. Całe życie Piotra Niżyńskiego. Nawet czasem się obnoszą, oczywiście nie wprost i ostrożnie (aluzje, scenki, różne znane sposoby nękania mnie), że też są agentami (czyt. przychodzą czasem do pokoiku zawierającego telefon komórkowy, laptop i oscyloskop). Na koniec chciałbym zauważyć, że przestępstwem jest generalnie posługiwanie się urządzeniem (programem) w celu uzyskiwania informacji, do których nie jest się uprawnionym (a obowiązuje ochrona prywatności). Więc, ściśle rzecz biorąc, jakiekolwiek zastosowanie różnego rodzaju telekomunikacji, Internetów, komunikatorów itd. do szpiegowania mnie mogłoby się narazić na zarzut przestępstwa (a w dodatku donoszenie innym, co się wyszpiegowało nielegalnie, też jest przestępstwem z kodeksu karnego). Podsumowując więc tę kwestię uznaje się, że najlepszy wariant jest taki, że każdy sam szpieguje, choć to poniekąd niebezpieczne, ale media istniejące na pewno o tym nie powiedzą głośno. Jakby jeszcze były wątpliwości, klikajcie Forum dyskusji w nagłówku tego bloga – można się publicznie wypowiadać i rozmawiać ze mną. [ukryj dopisek]
(18:09)
Ktoś jeszcze ma wątpliwości, gdzie jest centrum skandalu, w jakiej to organizacji? Więc oto film i co ciekawsze teksty, przesycone slangiem spikerów (ochroniarza widać lepiej ok. 2:14) – tutaj w wysokiej jakości formacie MP4 (tak się składa, że my się pierwszy raz zobaczyliśmy; dziwnie na mnie i, automatycznie włączoną w ścianach [policyjne komputery oczywiście znają moje położenie, gliniarze czasem jeszcze mnie ręcznie namierzają wśród widocznych obiektów], torturę reaguje, prawda):
1:40 Tak, Jest Sprawa. [Jeden z najpopularniejszych slangowych tekstów, jakimi za sprawą spikerów przesycony jest podsłuch; SPRAWDŹ STARSZE STENOGRAMY I WIDEO]
1:43 Biuro przepustek też Jest w Sprawie? [Biuro przepustek zapewne Sejmu – bo tam właśnie wchodziłem, a spikerzy komentujący to pewnie grali i tu. Niby rzecz oczywista, wszędzie były remonty, wszędzie agentura, ale pytają. Przypomina się moja dzisiejsza zamiana pokoju w Apartment4You, gdzie powołałem się na to, że w tamtym grało (choć obsługa zapewniała, że to tak w każdym na pewno – ja jednak rozmawiałem, jak gdyby to nie było oczywiste). Jest wideo z tamtym dialogiem z Apartment4You]
...
2:01 Tu jest Kancelaria Prezydenta.
...
2:31 Nie ma. Bardzo Mi Wstyd. [slangowe piszę, standardowo, z wielkich liter]
2:34 Nie ma takiej możliwości, żeby pan dostał przepustkę, jeżeli wchodzisz tutaj i Jest Sprawa w psach. [Styl z przejściem na "Ty" czyżby się przyjął po nagraniu z księdzem? Zawsze to lepsze niż... Przeczytaj tamten stenogram 1 wpis niżej.] [PODGŁOŚNIONE]
W tle jakieś piekielne okrzyki, jak gdyby ktoś właśnie "świadkował" [np. widząc ekran telefonu], nie nałożyłem ich sztucznie.
Muszę się tu odnieść do haniebnej dla Polaków sprawy, jaką jest słynna "dobra ocena pracy prezydenta", jego już praktycznie otrąbione "zwycięstwo w I turze". Gdy jest źle, zwłaszcza bardzo źle, nie głosuje się na tych, co rządzą (chcecie, żeby już w ogóle na rynku nie było mieszkań bez podłączenia pod przekazy podprogowe?). Nawet, gdy nie ma kogo wybrać, to chociaż o tyle wyraża się swą wolę w wyborach, że głosuje się przeciw rządzącym: choćby przyszło wylosować spośród pozostałych kandydatów (co zresztą obecnie nie jest takim głupim wyjściem). [edit: Ale losujcie w swoich domach, nie w lokalach wyborczych. Jeszcze by was może podprogowo nakierowywali, a to jest bardzo skuteczne i siła sugestii potężna.] Uprawnienia prezydenta nie są nieistotne. Szpiegom pewnie Policja albo np. pośrednik (przy okazji "zatwierdzania mieszkania" czy innej nieruchomości do ogłoszenia internetowego(!!!) [znany kanał kryminalizacji mas – trzeba się "zweryfikować", tj. skontaktować z agencją, żeby ogłoszenie widniało na stronie z nieruchomościami bezpośrednio]), opowiada, że "w Sprawie" jest premier, "cała" Policja, prokuratura, sądy, media, posłowie, a jakby nawet i to nie pomogło, to "prezydent ułaskawi". "Jest wina, ale darujemy". Nawet jeśli tak Policja nie rozpowiada (proszę nie zapisywać się aż do więzienia, żeby to sprawdzić) – choć ta jego dobra ocena jest naprawdę bolesna i ktoś to chyba w rodzinach rozpowszechnia, że "tu nie można się przyczepić", "nie jest taki zły" – to przecież i tak mogą aferały (rozsiane nawet po rodzinach, po środowiskach) czuć, że "ten Komorowski to ich człowiek", że on "taki fajny". Na zasadzie autentycznie uzasadnionych podejrzeń, że pewnie ma od wielu lat programik podsłuchowy (nawet ja wspominałem o uprawdopodobnieniu się tego przy wpisie o politykach czy Tusku) i zrobił aż 2 remonty, w dodatku w najważniejszych miejscach państwa (przytaczam tu, co najprawdopodobniej krąży po tej mafii: sporo z tych rzeczy sami spikerzy opowiadali, ale myślę, że rozsądnie). [O aferze w TVP natomiast Komorowski nie mówił... rozwiń dopisek...] – chyba, że tak nie wprost – ani w orędziach, ani na swej stronie internetowej. Choć katują mnie najgorszą torturą ponad 2 lata, a w ogóle prześladowania są dłuższe. Co go obchodzi, że od jakichś 7 lat gruba większość branży gastronomicznej szpieguje zmianowo i zawodowo moje życie, podsłuchuje, ma w zamian za niepłacenie podatków – nawet tego małego ryczałtu 3% od przychodów – na zapleczach oscyloskopy cyfrowe i laptopy, żeby przechwytywać i publikować ekran(y) komputera(-ów). Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie, a tu często 100% to kryminaliści pomagający innym... kryminalistom. Młodzież posiadająca dostęp do podsłuchu męczyła mnie na mieście na każdym kroku (m.in. wycieraniem sobie mną gęby) przez prawie półtora roku, aż wreszcie podciąłem sobie żyły (ale nękanie w następnych latach 2013 i 2014 trwało, tylko już mniej słowami, a bardziej nachodzeniem, ubiorem, atrybutami w rodzaju rower, walizki, wózki, słuchaweczki douszne podłączone pod telefon czy wysunięta na ręku do przodu komórka). Na stosowanie niepłacenia podatku w celu kryminalizowania firm – zwłaszcza gastronomii, ale chyba nawet marketów – mam potwierdzenia w postaci skinięcia głową taksówkarza z Mławy, młodej dziewczyny pracującej w Coffee Heaven oraz samego masowego jeżdżenia za mną taxi (ang. tax = podatek) za granicą i (zwodniczo) później w Polsce, o czym wspominałem i na co są nawet pewne wideo. (Równie zwodnicza była tuskowa krytyka Kaczyńskiego z 2007 za "brak taniego państwa" i "rozrzutność pieniędzy" – Kaczyński mówił w debacie o miliardach, Tusk o kilkudziesięciu milionach za jakąś kancelarię – podczas gdy to na 100% platformiarze byli i wciąż czasem są animatorami tego biznesu związanego z zabudowywaniem wyposażonych w radio smartfonów.) Rozgraniczmy tu zresztą: (1) jednorazowe dofinansowanie firmy związane z remontem i przekazaniem podsłuchu (pieniądze ostatecznie np. od gminy czy już nie wiem, skąd) od (2) stałych korzyści podatkowych i/lub płacowych: to ostatnie już tylko w małej części gospodarki – m.in. powszechne niepłacenie w branży gastronomicznej, może też taxi – i przysługuje, w przypadku firm stacjonarnych, za szpiegowanie zmianowe na miejscu przez personel i przechwytywanie mojego komputera, jeśli przyjdę, żeby bandyci mogli lepiej mnie ścigać i szkodzić moim dobrym inicjatywom, służącym np. wzbogaceniu się czy uzyskiwaniu pomocy. Podsłuchują w tym celu całe moje życie (muszą wiedzieć, czy jestem na miejscu), w tym wyjścia do toalety, na miasto, to wszystko odbierają radary metalu prawie tak, jakbym był cały czas u siebie. Zobaczcie te wideo z ważnych miejsc, jest tam także świeża rozmowa z biura poselskiego z panią z PO. – ukryj dopisek]
Istotnie, nie podejrzewałbym Lecha Kaczyńskiego o zamontowanie w kancelarii prezydenta przekazu podprogowego [edit 2015-03-13: a to są gigantyczne remonty wszystkich pomieszczeń obejmujące może nawet elewację – ze zdrapywaniem tynków i ich ponownym kładzeniem, malowaniem, podłączaniem się pod instalację elektryczną i żłobieniem otworów dla smartfonów/głośników]. O własnych oddanych szpiegów (to zresztą może w oczach niektórych uroku dodaje, te takie "ostrogi" u polityków) może jeszcze, ale nie o to. Tym Polskę obdarzyła żadna inna partia niż PLATFORMA OBYWATELSKA wraz z jej dawnymi aparatczykami [edit 2015-03-29: za PiS-u były co najwyżej przymiarki, na zasadzie testowania technologii i ewentualnie ręcznego włączania przez nieumundurowanych policjantów w pobliżu lub agentów – NIE BYŁO (prawie?) REMONTÓW, rzecz była mało rozpowszechniona w Polsce, zważywszy na długość ich rządów, raczej niestosowana]; wyjaśniałem już, jak to było w moim przypadku, jak praktycznie do samych wyborów z 2007 mieszkałem w domu ojca [oni go później wyremontowali] i na zmianę się nie zanosiło, a przecież sprawa nielegalnego podsłuchu kręciła się wokół mnie; jak w ogóle wyjątkowo mało było w gospodarce też tego podsłuchowego zepsucia (sądząc po braku rzucanych w powietrze tekstów: aluzji i świadectw [które dopiero później stały się plagą])...
Rzecz ta od tego czasu [ok. 2008] bardzo dużo kosztowała. Pieniądze idą z budżetów państwowych i lokalnych, żaden miliarder takich inicjatyw nie rozwija wypinając się na polityków; te nienormalne ambicje jakoś zwykle od tych ostatnich idą.
Otóż był remont także w Sejmie, mianowicie ten największy od kilkunastu lat w 2010 (dzisiaj znowu byłem pod Sejmem i kancelarią prezydenta parę godzin, przejeżdżały nawet TVN24 i Polsaty, dźwięk rozproszony, ze wszystkich stron, na ulicy i wewnątrz budynków). Poczytajcie tutaj... Takie pogrubianie fragmentów, swoją drogą, wielokrotnie robiono pode mnie, np. w ramach ogłoszeń nieruchomości, z pewnych przyczyn szczególnie się to ze mną kojarzyło. Poczytajcie z PAP-u... Remont zaczął się chyba z końcem lipca, zaś Komorowski do pałacu prezydenckiego wprowadził się po katastrofie smoleńskiej, czyli w połowie kwietnia. Jako, że takie remonty planuje się odpowiednio wcześniej, być może – jeśli to faktycznie wtedy zrobiono – byłby osobą zatwierdzającą czy wręcz zlecającą. [edit 2015-04-14: Ponadto, na zasadzie porozumienia i faktycznej zmowy milczenia szefów partii, prawdopodobnie w Sejmie też szpieguje się (zmianowo?), "żeby partie były poinformowane", za co zapewne są wyższe diety (obowiązku oczywiście nie ma, ale dla pieniędzy pewnie wielu posłów, senatorów to robi). To takie przypuszczenie. A w takiej sytuacji odpowiedzialnym i organizującym to byłby zapewne marszałek Sejmu, jakim był Komorowski, wraz z wicemarszałkami i podległymi ludźmi. Czyli wina 3 (po szpiegostwie-uczestnictwie w przestępczości zorganizowanej oraz remontach) polegająca na korumpowaniu posłów [już w 2007, po 1-szych wygranych przez PO wyborach]. Kto by coś takiego robił, odpowiadałby za całą moją historycznie bezprecedensową tragedię prawie na równi z Tuskiem. To nie znaczy, że trzeba głosować na Andrzeja Dudę. Napisałem już wyraźnie, że jedyną rozsądną w dzisiejszych czasach metodą głosowania jest Losowanie Wśród Wszelkiej Opozycji, uwzględniając na równi wszystkich najmniejszych [niesejmowych! nie z rekomendacji partii sejmowych!]. Nie ma w ogóle zasady – ani w wyborach prezydenckich (I tura), ani w parlamentarnych – z której by wynikało, że pierwszy ("wygrywający") jest ważniejszy; wszelkie takie twierdzenia to demagogia, a troska o pierwszy wynik jest zupełnie zbędna. Ważne, żeby ludzie związani z Platformą, nawet całym Sejmem, mieli mało, natomiast zasada "wspierania najsilniejszego konkurenta" jest głupia. Właśnie o to chodzi, żeby nikt nie był za silny (zresztą to mit, że PiS jest konkurencją PO: poniekąd oni reprezentują jedno i to samo pod ważnymi względami, tylko najwięcej zła zdziałano pod rządami PO i pewnie na jej zlecenie). W rzeczywistości dopływ świeżych ludzi, nawet z zupełnie egzotycznych środowisk, to nadzieja polityki, a nie coś, czego się głupio obawiać trzeba przy urnie wyborczej.] [edit 2015-04-23: Nie jesteś pewny, czy posłowie to szpiedzy? Napisz do nich! Poinformuj o skandalicznych taśmach z prokuratury oraz, że jest świadek, który je nagrał, Piotr Niżyński z tego bloga. Adresy e-mail: imie.nazwisko@Sejm.pl. Możesz też odwiedzić biura poselskie.]
Jednak agent, nawet jego przyjaciel, będzie rekomendował Komorowskiego (tego chyba gwaranta mojej niedoli, co najmniej w pewnym stopniu): a to ułaskawi mu podsłuch i remonty, w razie czego, a to nie przejdzie dobra ustawa, a to znowu zła ["amnestia"] przejdzie... Same korzyści z takiego prezydenta, rozwój degrengolady w Polsce i jej bezkarność raczej prawdopodobne... Obstawiam, że nawet najgorsze winy wobec mnie zostałyby po cichu i bez rozgłosu medialnego darowane. Naprawdę chcecie, żeby później może okazało się, że trzeba mu organizować Trybunał Stanu? Nie wiem, czy w takiej sytuacji zostałby w ogóle w kraju... [edit: Zauważcie – to, co zapewne dotyczy polskiego prezydenta, może też dotyczyć głów innych państw (w tym emira Kataru, gdzie przejściowo byłem na lotnisku, a w samolocie najpierw ktoś skradł mi bilet, później pociąłem się), o czym wzmiankowałem w nagłówku bloga: "Fala abdykacji na tronach europejskich", choć przecież nie są to zazwyczaj, jeśli w ogóle są, pierwszoplanowi winowajcy w takim skandalu policyjnym czy rządowym. 5 abdykacji (w tym 4 europejskie) w przeciągu nieco ponad roku – zupełnie niezwykła sprawa, a przy tym to podejrzenie o centralnej odpowiedzialności za to, co w Kościele wyraźnie złe: za przekaz podprogowy/torturę w bardzo licznych kościołach i, chyba, szpiegowanie...] [edit 2015-03-13: Dodajmy na koniec, że prezydent to osoba, która w połowie 2014 awansowała Komendanta Głównego Policji Marka Działoszyńskiego, zapewniając mu na wniosek rządu podwyżkę.] [edit 2016-01-11: Odznaczył też premier Hannę Suchocką Orderem Orła Białego. Ponadto Komorowski pojawiał się w wypowiedziach spikerów na temat pewnych, jak mniemam, zabójstw do dziś niewyjaśnionych.]
[edit 2015-03-14] Być może moje doradzanie losowania wśród kandydatów czy partii spowodowało niepoważne traktowanie bloga i spadek czytelnictwa, nierozpowszechnianie go: więc wyjaśniam głęboką mądrość w tym ukrytą. [rozwiń dopisek...]MATEMATYCZNIE rzecz biorąc jest to najbardziej rozsądne rozwiązanie w sytuacji, gdy o partiach i kandydatach nic nie wiadomo (prócz wysokiego prawdopodobieństwa bycia w mafii, której grożą kraty – w przypadku kandydatów wystawianych przez partie sejmowe), a wiadomo tylko, że obecnie jest źle. Należy głosować przeciwko obecnie rządzącym, tak, by ich wyeliminować. Również sama metoda – losowanie zamiast patrzenia w media, w rzucane tu i ówdzie kiełbasy wyborcze, w to, że "ci popierają Kościół", "tamci średnio popierają Kościół"; zamykanie oczu na różne takie pułapki, w które może wpaść wyborca – jest bardzo dobrze uzasadniona. Matematyczne, statystyczne prawo tzw. wielkich liczb zapewnia, że im większa zbiorowość, tym bardziej jej wspólny głos (czy przeciętny, "pierwszy z brzegu") jest zbliżony do teoretycznej średniej (czyli po prostu: im więcej [przypadkowych] osób decyduje, tym bliżej im do narodu [tak samo przecież robi się sondaże opinii publicznej]) – także pod względem moralnym. Efektem skrupulatnie egzekwowanego głosowania przeciwko jednym i wśród pozostałych (nawet, gdy wiadomo, że też są zamieszani), ściśle na zasadzie losowania, jest to, że powstaje baza (idealnie rzecz biorąc) równouprawnionych rządzących, z których żaden nie dominuje (lub, w przypadku wyboru jednostki, że osoba ta, "Kowalski", będzie przynajmniej w ogólności reprezentować standardy moralne narodu). Skutkuje to tym, że nie jakiś "lider" o wszystkim decyduje, który akurat może okazać się człowiekiem złym i wyrachowanym. Należy przy losowaniu uwzględniać – zupełnie na równi i nie przejmując się żadnymi pułapkami (typu "zmarnowany głos") czy kiełbasami wyborczymi (np. innymi "ważnymi" jakoby na tym tle tematami) rzucanymi w mediach – nawet partie i postaci marginalne, typu Polska Partia Pracy, KPEiR, Samoobrona itp. Można wybierać np. poprzez otwarcie książki na przypadkowej stronie i potraktowanie ostatniej cyfry nru strony jako nru partii/kandydata. To jest, powtarzam, najbardziej racjonalne rozwiązanie (na zasadzie postawienia na możliwie szeroką bazę ludzi) i potężna broń demokracji przeciwko nadambitnym politykierom, pozwala skutecznie eliminować choćby nawet jedną partię po drugiej – oczywiście nie trzeba mnie słuchać, głosować racjonalnie... [edit 2015-05-01: I powtórzę, obecne partie w parlamencie są zdecydowanie poniżej standardów moralnych narodu: reprezentują sadyzm i lekceważenie elementarnych zasad, które normalny człowiek na gruncie chrześcijaństwa ("miłość bliźniego", "wszyscy jesteśmy braćmi") ma chociaż minimalnie w relacjach z ludźmi wyuczone. Sami się przekonajcie – na dole bloga jest odnośnik do, przykładowo, adresów e-mail posłów, można też dzwonić do ich biur poselskich. TO NIE JEST KRYTYKA PRZESADZONA!!! 2,5 roku najgorszych tortur – jak to możliwe przy dobrze działającym Sejmie!!!] [ukryj dopisek]
[edit 2015-03-15] Powtarzam tutaj, jakie dotąd opublikowałem na blogu twarde dowody (dźwiękowego) torturowania mnie w najróżniejszych miejscach, do których przyjdę, i pokrewnego problemu remontów. [rozwiń dopisek...](1) Nagranie za pomocą czujnika Fazer – badanie ściany wynajętego garażu przy odciętym z ulicy zasilaniu; (2) nagranie jw. za pomocą czujnika BDS303 [zrobione w dzień, dokładnie nagrane badanie! kliknij schemat w odpowiednim wpisie]; (3) po wyjaśnieniu problemu tortur szeptanych, które mam od dawna, pani z hotelu Mazowieckiego (państwowy, Wojskowa Agencja Mieszkaniowa, bardzo prosta konstrukcja, nic tam niezwykłego w pokojach nie było, np. głośnika ppoż) informuje mnie, chyba nawet dwukrotnie, że "w każdym pokoju jest instalacja" i wobec tego wszędzie tak będzie (to nazajutrz po moim osłuchiwaniu świetlówek, bo jakby z góry i innych dziwnych miejsc samej konstrukcji szedł dźwięk); (4) podobnie recepcjonistka JM Apart Hotel (polski wieżowiec na Grzybowskiej) informuje, że "w każdym pokoju tak będzie" i że to są automatycznie włączające się dźwięki, i że to są jakieś ustawienia hotelowe, które im z zewnątrz włączają; (5) rozmowa z recepcjonistką z hotelu Portos, która zgodziła się na wersję, że prześladują mnie tam dźwięki, bardzo męczące i te same od lat, dodając jeszcze, że (znowu) "w każdym pokoju ta rzecz będzie" i nie mogą tego wyłączyć; (6) wideo i nagranie audio z Tesco, gdzie młoda pracownica w końcu w odpowiedzi na skargę wyłączyła dźwięk (być może nie było tam remontu, a szło przez zwykłe głośniki, pod które podłączyła smartfon); (7) nagranie z hostelu Moon, gdzie aż 2 razy potwierdzili, że tam się nie da w tamtej chwili mieszkać i że dlatego z normalnych gości jestem tylko ja (uczestnikiem rozmowy była dziewczyna, która następnego dnia siedziała na recepcji, później nawet wspólnie z tamtą z czasu rozmowy – jak twierdziła, jest pracownicą); (8) nagranie z hotelu IBIB PAN, gdzie poruszany był problem dźwięków i tego, że "w nowym pokoju niestety też może być sprawa" (i czyja to zasługa, i że mógłby pomóc remont). A zatem mamy tu aż 6 dowodów (3-8) w postaci nagranych rozmów ludzi (w odróżnieniu od innych wideo te są wartościowsze, bo głos osoby, a zwłaszcza głos w połączeniu z obrazem, w tym nawet ruchem warg itd., jako strumień słów, stanowi trudniejszy do podrobienia dowód – w zasadzie można uznać za pewne, że taka rozmowa była, a tym bardziej poszczególne wypowiedzi). Może znalazłoby się więcej na stronie "foto/wideo", np. te wideo oznaczone SKLEPY, gdzie prosiłem w sklepach przydomowych (wówczas mieszkałem na Chłopickiego), żeby tych dźwięków nie włączali; w ogóle całe foto/wideo jest w nieco gorszych dowodach, nie rozmowach, w postaci setek nagrań z lat 2013-2014 z bardzo licznych wyjść na dwór i pobytów hotelowych (wszędzie jest ten podkład podprogowy; to już jednak nie są dowody z rozmów z ludźmi). Prawda więc, że prześladowania, nawet tortury (poczytaj hostel Moon) są? Gdzie więc są od lat (same tortury ponad 2) rzetelne media?! O ciekawych zjawiskach pogodowych czy perypetiach znanych aktorek mówią, natomiast nazwać po imieniu wroga, kłamcy, fałszerza wideo i ruchów ust, fałszerza głosów ludzkich się oczywiście nie odważą te stronki rozrywkowe, gdzie przez sporą część panie pokazują tyłek i pisze się o gwiazdach, w innym jeszcze miejscu są przepisy kulinarne, a w prawym górnym rogu teksty o Rosji. Jeżeli chcecie sobie poczytać o Rosji, to idźcie na Onet.pl czy WP. Jeśli o naszym kraju, tym, co obecnie najważniejsze, czyli żałosnym stanie spraw wewnętrznych, to zapraszam na NIELEGALNIE.PL, czyli inny adres niniejszego bloga "bandyci Tuska". [edit 2015-07-03: Ponadto pewna kobieta, która przyszła chyba szpiegować do hotelu Ibis (wpis z 10/06/2015), twierdziła, że zrobiła taki remont pod torturę.] [ukryj dopisek]
[edit 2015-05-10] Istnieje bardzo mocny, "heurystyczny" argument za tym, że Komorowski jest człowiekiem Tuska, a pochodzi on od... samego Tuska, zresztą już raczej źle się kojarzącego w narodzie. [rozwiń dopisek...]Tusk, jako człowiek znający swoją partię, wie, jakich postaw można się w niej spodziewać. Skoro zaś wiedział w 2010, kto najprawdopodobniej wygra wewnętrzne prawybory na kandydata na prezydenta (Komorowski czy Sikorski), wiedział też, czy jego głos jest w większości, czy też jest symbolicznym "postawieniem się" i pójściem pod prąd. W tym ostatnim przypadku, tj. gdyby poparł Sikorskiego na prezydenta, i tak niczym by mu nie zaszkodziło publiczne przyznanie się do tego – sam jest przecież dostatecznie znanym (nawet wśród ogółu Polaków!) aferałem, premierem, sam jest i tak dostatecznie zamieszany w hipotetyczne zło – więc czemuż miałby nie przyznać, kto jest faworytem personalnym? Strach? Przed czym? Tymczasem jednak Tusk wyraźnie powiedział "Nie zdradzę – ani przed wyborami, ani po – kogo poparłem. Co to ja jestem pozbawiony instynktu samozachowawczego?". Bardzo ostre sformułowanie, a patrząc na to jak na mowę aferała staje się jasne, że chodzi o osłonę zwycięskiego kandydata przed plakietką "to jest człowiek Tuska". Bo może "przeżyje nas wszystkich" na tym stanowisku. Tylko o to tu mogło chodzić! I jest już jasne w związku z tym, że poparł nie jakiegoś tam ministra rządowego, który ministrem pozostanie, tylko właśnie człowieka sukcesu, Komorowskiego. Poczytaj o tej dziwacznej wypowiedzi z "instynktem samozachowawczym" (wszyscy pamiętamy tak poza tym z mediów, że "w PO nie ma alternatywy dla Tuska" i jego liderstwo jest "niekwestionowane"). [ukryj dopisek]
(14:47)
W poprzednim wpisie [przypis 2015-02-28] było o państwie polskim: o kulisach REALNEGO oligarchicznego układu przywódców politycznych ze sobą nawzajem i mediami [opartego o strach i Instynkt Samozachowawczy] (obecnym beneficjentem jest od lat PO), który datuje się – wedle mojej pamięci (najstarsze aluzje mediów) i tej wtedy przerabianej jakże ważnej sprawy Inwigilacji Dziennikarzy, a także patrząc na daty rządów znanego z tych rzeczy PiS-u – już od 2006 (efektem jego jest m.in. kryminalizacja parlamentu i poszczególnych partii, może nie stuprocentowa; do dziś praktykowana, to samo teraz grozi nam po wyborach, partie zresztą wysuną pewnie odpowiednie osoby). Układ ten [dot. "prawa" premierów do nielegalnego szpiegowania] jest zresztą obecnie, moim skromnym zdaniem (proszę nie brać tego za oskarżenie), zupełnie pewny, jest to fakt potwierdzony empirycznie, posłowie (nawet europosłowie) okazują, że są zamieszani i że się "przyjaźnią" w tej sprawie z mediami, a mnie świadomie lekceważą i na te okrucieństwa zezwalają (koalicja; reszta też milczy i zapewne nie ścigałaby przestępstw).
Tutaj natomiast słówko o Kościele, bo przecież niemałą uciechę wyrafinowanym poszukiwaczom prawdy o polityce sprawiła Policja wespół z papiestwem, o czym było 3 wpisy niżej w przypisie, a co może dla niektórych wciąż jest niejasne. Dostarczono wszak parę tygodni temu, o czym pisałem, dowód miażdżący, niby tylko probabilistyczny (na 100% to nie jest pewne, ale bardzo bardzo niewiele brakuje do tych 100 i jest grubo powyżej 99, że splot tych 3 rzeczy, czyli niezależne ułożenie się dwóch zgodnie z datą dowolnej trzeciej, nie był przypadkowy), za to ogłoszony w mediach i odporny na oskarżenia o sfałszowanie (np. w porównaniu z listami czy prostymi wideo). Nie wiadomo wprawdzie do końca, na co ten dowód. Co mają księża do tych nadużyć władzy?! Okazuje się, że to, co każdy inny; ta, aż przykro tak nazywać, mafia śledząco-niszcząca jest dość prosta i podział ról jest w niej nikły. Mamy zatem problem szpiegowania [nielegalne oprogramowanie w telefonie] i problem przekazu podprogowego, który wyewoluował we – wciąż wspieraną niestety – torturę. Pozostawiam bez dłuższego komentarza to nagranie z udziałem kilku księży (parafia św. Andrzeja Apostoła w Warszawie), zwracam tylko uwagę na zaznaczone na czerwono fragmenty. Problem opisywany na tym blogu to największy spisek w historii (na pewno w liczbach bezwzględnych, tzn. ilości zamieszanych, ale może też względnych, jako odsetek narodu w jednym i tym samym spisku uczestniczący; choć wciąż to jest gruba mniejszość).
Wideo w pełnej jakości (1920 x 1080) jest tutaj, proszę kliknąć (format MP4; w systemach starszych niż Windows Vista, 7 lub 8 może być koniecznie ściągnięcie tzw. kodeka MP4, ang. MP4 codec, czyli jednego z programów do obsługi formatu zapisu wideo MP4). Wspomnę jeszcze, że dzwoniłem w poniedziałek do kurii do sekretariatu abpa warszawskiego (Nycza), prosząc o umówienie wywiadu ws. remontów w kościołach, bo jestem pokrzywdzony, ale odmówili, bodajże słowami "w tej sprawie nie możemy się wypowiadać", w każdym razie sugerującymi potwierdzenie istnienia zacytowanej im sprawy wątpliwych moralnie remontów. [edit: W foto/wideo z 2013 też coś było pod hasłem ksiadz; nieraz "nachodziły" mnie też "przypadkiem" przechodzące obok zakonnice, zdecydowanie za często jak na moje rzadkie bycie na mieście, a zarazem często w specyficznym kontekście; choć, trzeba przyznać, było to wyraźnie rzadsze niż inne typowe przejawy nękania. W świetle nauk Kościoła można raczej podnieść wiele zarzutów przeciwko temu śledzeniu i przekazowi podprogowemu, np. (zob. def. z Katechizmu) z X, VII, V, I przykazania, z przykazania miłości i braku demokratycznego oparcia, z zasady polityki jako służby itd. Ponadto są precedensy w postaci włamań, potępiano też wielokrotnie udział w organizacjach przestępczych (ta nie zabija, ale urządza przewlekłe najgorsze tortury nawet dla wielu naraz; nawet przy uwzględnieniu szczególnej wartości życia ludzkiego w katolicyzmie jest to raczej podobny ciężar gatunkowy), jako nie do pogodzenia z wiarą katolicką; potępia się także wszystkie zjawiska z tym związane, np. kłamstwa, wypieranie się, obłuda ("ojcem kłamstwa jest diabeł"), chciwość ("nie można służyć Bogu i mamonie"). Ludzie z takich rzeczy się spowiadają. Wspominam o tym tak dla przeciwwagi, bo to jest istotny skandal. Nie wiem, na ile mają odpowiednie telefony w poszczególnych kościołach, bo chyba nie każdy to obsługuje (potrzebny Symbian?), może aż specjalnie kupowano (na pewno są te od remontów, ale to mogło zostać zabudowane i już się nie korzysta). Przypominam, to jest typowa (nie specjalnie dobrana) parafia; spotkałem się już z podaną w zawoalowanej postaci wersją, że "spora część" księży się na mnie (nazwijmy to) "psychologii uczy", regularnie, z co najmniej błogosławieństwem poprzedniego papieża, ale ogłaszam ją po raz pierwszy, wcześniej nigdy nie podejmowałem tego tematu nawet poza blogiem.] [edit 2015-03-24: Być może w małym promieniu dookoła domu parafialnego potrafią też – może nawet do pewnego stopnia bezobsługowo – przechwycić zestawem szpiegowskim (przetwornik A/C itd.) ekran komputera, jeśli mają coś takiego (a myślę, że to możliwe – odtwarzanie ekranów na podstawie promieniowania czy chociaż oglądanie mojego bodajże przez Internet zdaje się być elementem wyróżniającym całej tej mafii, wspólnym wszystkim członkom, bez względu na sposób uczestnictwa: czy to profesjonalny, czy amatorski).]
edit 2015-03-09: Jednym ze sposobów dojścia do afery może być zapisanie się do korporacji taksówkowej jako kierowca. Taxi są "po remoncie", montuje się smartfony, wyjdzie temat nielegalnego podsłuchu. [edit 2015-03-27: Poza tym zapraszam do pośredników w celu rzekomego wynajęcia czy sprzedania nieruchomości (działka, dom, mieszkanie) – do pierwszego z brzegu, nie różnią się na tym punkcie – albo do "ogłoszeń bezpośrednich"; tak czy owak będzie trzeba, jak się okazuje, "przygotować" nieruchomość i sąsiadów, żeby były dodatkowe pieniądze i reklama. Mnóstwo studentów i innych osób przyjeżdżających do miasta zostało, podobnie jak właściciele nieruchomości, skryminalizowanych pod pozorem konieczności nielegalnego szpiegowania Niżyńskiego przy podnajmowaniu pokoju (z mieszkania 2-pokojowego; studenci zwykle takie biorą i je następnie dzielą). Niżyńskiego jakoby musisz sam(a) szpiegować, nie wystarczy Policja, nie wystarczą ustawieni ludzie związani z blokiem; po to podobno, żeby było wiadomo, że przychodzi ten człowiek, któremu ekran trzeba śledzić, albo już w ogóle dla zabawy. (Kretynizm, i tak to słychać, i tak adres bloku będzie jasny i to wystarcza, by zaraz namierzyć mieszkanie Niżyńskiego, a poza tym Niżyński nie mieszka w podnajętych pokojach, nie jest aż tak biedny, zresztą nie dałoby się wytrzymać. No ale wciągnięto sporo ludzi, bo tak każdy z ulicy wystawiać oferty bezpośredniej nawet pojedynczego pokoju, bez "weryfikacji" i dogadania się z mafią, nie może.]
edit 2015-08-30: Codziennie zdarza się spowodowanie śmierci złego człowieka, np. przez jego broniącą się ofiarę, bez żadnego procesu, ale kto by spodziewał się takich tajniackich, bandyckich metod (dokonane zabójstwo?) po "Watykanie"? [rozwiń dopisek...]Może to nawet pierwszy znany tak bezceremonialny przypadek od czasów Paschalisa I?... Tymczasem właśnie na, jak to szacuję, ponad 98% należy ocenić szansę, że niedawny zgon abpa Wesołowskiego z Dominikany (tu można o tej osobie poczytać) był czymś celowym – w czyjejś głowie zaplanowanym, a nie przypadkowym dziełem natury (nie oskarżam tu żadnego konkretnego człowieka, więc proszę nie protestować, nie rzucać się na mnie; ja tylko przytaczam pewien uzasadniony sposób rachowania prawdopodobieństwa) – zresztą świetnie wpisywało się to w niedawne, nieliczne zresztą (bo niewiele oryginalnego się dzieje), tematy z mego życia(!!!). Arcybiskupów narodowości polskiej zostało 47; jakiś umiera raz na ok. 2 lata, zwykle ok. 77-90 roku życia (stąd prawdopodobieństwo – samo w sobie i nie zestawiając jeszcze z tym, co tam odchodziło w Watykanie w tej sprawie – że ten a nie inny teraz odejdzie, było 1:48). Więcej o tym i szokujących okolicznościach na www.bandycituska.com/zapisy.txt przy dacie 2015-08-29 – wnikliwych czytelników odsyłam też do fakcików wymienionych we wpisie o Kościele z 26/10/2013 oraz wpisie o Tusku z 19/12/2014 (wypadek z rodziną papieża, jest przy 2010, chociaż to 2014). Kilka ról to ewentualne zabójstwo (przy bardzo prawdopodobnej dozgonnej zmowie milczenia lekarzy – współwina każdego możliwego świadka) mogłoby spełniać, choć jest tajemnicą, poza bezceremonialnym wymierzeniem może "należnego", wg starotestamentowych standardów (historia Onana): m. in. (1) dyscyplinującą księży, (2) pogróżkową czy też ostrzegawczą pod mym adresem, (3) czynienie tego bloga bardziej niewiarygodnym, jeśli odważyłbym się o tym wspomnieć (bo ludzie naiwnie Ufają Autorytetom, niezbyt tych ludzi rozumiejąc), co może też przysłużyć się robieniu przeze mnie wariata przez psychiatrów ("sieje teorie spiskowe na blogu, to na pewno on") lub posłużyć za inny pretekst, np. tłumaczący, czemu jeszcze (oprócz nieprawniczego wykształcenia) nie powinienem być Ministrem Sprawiedliwości – zbyt podejrzliwy(?!), (4) pokazywanie wszelkim niewierzącym, którym może nie w smak są chrześcijanie jako prymitywne i słabe istoty (niektórzy mają taki smak, zwłaszcza może np. dawni faszystowscy politycy), że przecież jest i druga strona medalu, czyli Kościół władczy i pozwalający sobie na więcej, jak w dawnym średniowiecznym stylu. A przecież są politycy, którzy lubią takie metody załatwiania swoich z kimś porachunków "pod stołem", w zasadzie właśnie o tym jest ta afera z Niżyńskim. Powtarzam, istotny jest cel 3, być może, jeśli kiedyś będę znany, będą jakieś protesty kościelne i watykańskie przeciwko mnie, bo jak śmiem takie oszacowanie i "najzupełniej bezzasadną", "urągającą najbardziej zaufanym autorytetom" insynuację wysuwać (pomówienie? może obraza głowy państwa, choć nic jej nie zarzucam, a spekulowanie, rozważanie i publikowanie tego to swoboda należąca do praw człowieka? może będzie z tego obraza uczuć "religijnych": ostatnio zresztą w TVP Warszawa, które akurat włączyłem – bardzo rzadko TV oglądam – widziałem Dodę, a media trąbiły o jej odwoływaniu się do Trybunału Konstytucyjnego? w każdym razie beznadziejny minister... ludzie są niewrażliwi na torturę i w ogóle na wszystko, tylko jeszcze zabójstwem się brzydzą, to jest chyba ta ostatnia granica moralna, którą bardzo niewielu jest gotowych przekraczać, więc może ktoś strasznie się podnieci tym zarzutem). Oprócz licznych okoliczności przeciwko koncepcji "niewinnego zbiegu okoliczności" (na zasadzie nikłego prawdopodobieństwa bliskiego w czasie zbiegu wydarzeń, u mnie i w Kościele; zresztą czyżby świadomi tego zrobili sekcję zwłok i nagłośnili wynik, bo chyba nie każdemu zmarłemu to się robi) wytaczanych już w zapisy.txt – który to plik z krótkimi notatkami ponownie rekomenduję, w odniesieniu do daty 2015-08-29, przeczytać – przypominam, że właśnie sprowadzam do Polski mające ostatecznie przynieść ulgę wzmacniacze falowe, co może mniej istotne (straszą mnie różnymi rzeczami przy tej okazji, że np. może będzie cisza i wtedy wywalą mnie z hotelu, przestaną wpuszczać, może coś jeszcze gorszego, typu hospitalizacja), oraz, że spikerzy wytykali w ostatnich dniach Kościołowi, w odniesieniu do dręczenia mnie, że w żadnej swej nieruchomości (nawet pojedynczej) jak dotąd nie usunął remontu, nie ma więc ani krzty miłosierdzia, ani złamanego grosza miłosierdza wobec Niżyńskiego. Choć próbowałem jakoś to z nimi załatwić w Dobrym Miejscu. [edit 2015-09-01: Reakcje Watykanu na hipotezę z tego bloga: eKAI (cytuje wystąpienie papieża nazajutrz), Radio Vaticana. Zwracam też uwagę na świeże "zbliżenie" z aborcjonistkami, czyli kobietami, które Zgrzeszyły Przeciwko Piątemu Przykazaniu (będzie większa wyrozumiałość; 1. września wprowadzono bardzo nagłaśnianą, bo aż w nagłówkach, a w sumie drobną zmianę): RV, "Fakt". Ponownie przypominam "tajemnicze", dosyć podobne(!!!) okoliczności, w jakich zginęła Rodzina obecnego papieża w Argentynie (zajechali im drogę bodajże, wywołując konieczne zderzenie, zapewne nie do ucieczki – generalnie rzadko się śmierć w wypadku zdarza, ja sam miałem kilka kolizji, w tym parę wywołanych, i wszystkie przeżyłem nawet bezkrwawo – może miała w tym swój udział argentyńska Policja, skoro w każdym kraju i tak pomaga mnie torturować i specjalizuje się w masowym jeżdżeniu nieoznakowanymi autami za śledzoną osobą). Pisałem o tym 19/12/2014. Być może więc, tak jak i teraz, poprzedził to przeciek z – lubującej się być może w takim podsuwaniu tematów spikerom – telewizji watykańskiej (CTV albo "WOT", Watykański Ośrodek Telewizyjny, nie mylić z Warszawskim; może nawet ostatni cały rytuał związany z wywołaniem przez spikerów u mnie wytrysku i innym takim wpychaniem w seksualne tematy (bo zbyt porządny jestem cały ten rok, nawet 1,5 roku), przy mych czystych intencjach i bez jakiejkolwiek mej winy, był za "jakąś" zagraniczną inspiracją; zresztą, zauważcie, tak czy owak przypisywanie mi jakiejkolwiek winy co najmniej w tych latach 2013-15, w związku z jakimkolwiek zdarzeniem, byłoby grubym nadużyciem i łgarstwem, gdyż – o ile nie jestem zajęty mówieniem lub pisaniem (a nawet przy pisaniu większość sensu podsuwają) – absolutnie nie mam swobody mentalnej i jestem jak czyjaś marionetka, tak skuteczne są metody sugestii podprogowej i blokowania własnego myślenia, własnych hamulców itd., zresztą spikerzy robią inteligentne podchody pod każdą rzecz, w którą chcą człowieka wepchnąć, i przygotowują umysł tak, że myśli na ich sposób). Wracając do rzeczy: przesłanie w razie (naiwne!) udowodnienia tamtego wypadku z Argentyny jako spisku i zabójstwa byłoby jasne: "to nie przez tych polityków (»rodzinę«) tak to kryję i wspieram!"... aczkolwiek może nieprędko (lub nigdy) znajdą się wszystkie potrzebne dowody (natomiast w takiej sytuacji ewentualne świadectwo telewizji zwróciłoby się przeciw niej samej, tak bardzo byłoby niewiarygodne: Watykan spiskujący w sprawie zabójstwa rodziny papieża?! może on sam jest takim bandziorem?!... i oto wychodzi, że telewizja może nie lubi papiestwa i je pomawia – brawo, też korzystny efekt, obok może jeszcze innych motywów). Nie wiem, o co tam jeszcze mogło chodzić, może o jakieś "sekrety", może o obronę autorytetu Kościoła (bo jednostka jest zdecydowanie zła, pech, sytuacja jest więc prosta i nie ma dwuznaczników moralnych i chwiejności), może o utrzymywanie spikerów w złu i niereligijności, bo na ich poglądy też to wszystko wpływa (a Watykan mnie co najmniej nie lubi, na list w ogóle nie odpisał, mimo powtarzanego dobijania się mailowego do różnych kardynałów na mało znane, ale używane adresy), może to naprawdę po prostu przypadek (ale teraz, z tym Wesołowskim, prawie na pewno nie)... Mogli też, jeśli nie mylę przyczyny ze skutkiem (najpierw się dowiedzieli, wskutek czego był odpowiedni artykuł w RadioVaticana, kojarzący się później m. in. z tym zamachem, co wyeksponowało się na mym oglądanym przez bardzo wielu ekranie), wiedzieć z góry (z wyprzedzeniem np. 16 godzin) o katastrofie samolotu, która nastąpiła dzień później (pewnie jeszcze kto inny zamówił ją za pieniądze, bo to tak bezsensowne było – np. u "braci Rosjan", żeby udowodnić ich powiązania – i Watykanowi, jako dobremu europejskiemu świadkowi, to doniósł). Taki drobiazg, jak ta ich uwaga o "prezydencie Nieto" (nie-to, a kojarzyło się to z niebem i argumentami niewierzących), uszłaby uwadze każdego, więc raczej nie była przyczyną tak tragicznego zdarzenia, a skutkiem już uprzedniej o nim wiedzy (zresztą te zaledwie 16 godzin to chyba za mało, by podjąć decyzję o zestrzeleniu chyba jedynego samolotu, pasażerskiego, i skutecznie bez chybienia ją zrealizować – przecież potrzeba sprzętu i odpowiednio przeszkolonych/wytrenowanych ludzi). Także i o tej przenikniętej swądem spisku śmierci jest w pamiętnym wpisie o Tusku ("Wielki krzewiciel...") z 19/12/2014 – tu akurat Watykan mógłby być tylko świadkiem. Ale to wszystko może okaże się w przyszłości, gdy moja sprawa ujrzy więcej światła dziennego i dziennikarsko-prokuratorskiego zainteresowania. Na koniec przypominam żarcik (chcą właśnie mnie już z góry ośmieszyć?) "Bergoglio skazany", nieco schodzący się z moją sprawą, który nieznany powszechnie i domorosły(?) samozwańczy "sąd międzynarodowy" sporządził w formie wyroku: kliknij. Też jest zbrodnia przeciwko ludzkości, też są tortury, jest jakiś przeor zakonu (bardzo kładłem nacisk na redemptorystów i media w najstarszym wpisie o Kościele), jakieś molestowania seksualne też, papież Benedykt XVI (ale Jan Paweł II nie)...] [edit 2015-09-03: Można te najprawdopodobniej zaplanowane śmierci zestawić z tym, co znajduje się w dopisku do tekstu 10/03/2012 – nie chodzi mi tam bynajmniej tylko o rozbój, ale i o dokonane podobno (co wydaje się całkiem prawdopodobne) zabójstwo. Składają się wtedy te rzeczy w 1 całość, włącznie jeszcze ze sprawą ustąpienia papieża Benedykta omówioną we wpisie 26/10/2013 o Kościele (wymienionej tam sprawy meksykańskiej, podobnie jak tej z ww. wpisu z 2012, długo nie uważałem za zbrodnię) oraz zestrzeleniem samolotu malezyjskiego. [edit: To zorganizowała może po prostu TVP+TV rosyjska, "przy udziale Watykanu", w każdym razie media watykańskie mają chyba najlepszy kontakt w kwestii organizowania złych rzeczy z TVP Warszawa, to jest ich pewniak.] Jak inaczej, jeśli nie wielką chęcią sprawdzenia, czy do tego zła dojdzie, można tłumaczyć taką bezczynność jakiegokolwiek świadka (tu: chęcią zbadania, czy Rosjanie, których może przekupiono, faktycznie zbroją i mają wpływ na separatystów, tam: sprawdzenia morale polskich polityków)?... Jeśli by Watykan(?!!) faktycznie był zlecającym czy chociaż popierającym tamto, o czym mowa w starym wpisie i jego nowym dopisku (co mi wprawdzie źle brzmi, ale kto wie, może telewizji powinno się w tym zaufać), to tłumaczenie typu "chcemy wybadać politykę" wydawałoby się sprytne, chociaż tylko minimalnie usprawiedliwiające; choć z punktu widzenia oficjalnej katolickiej etyki i tak takiej rzeczy nie dałoby się usprawiedliwić. Taki więc przyświecający cel dodatkowo łączyłby te 2 incydenty (kojarzące się w dodatku ze Smoleńskiem: kwestię związku Smoleńska ze mną wzmiankował mianowicie wpis o Tusku z 19/12/2014), ale relacjonuję tu tylko świeże gadki spikerów, broń Boże proszę nie winić automatycznie USA (acz przypomnę, że to zarazem powracający co jakiś czas znany temat u spikerów – który nawet niedawno przed tym zgonem Wesołowskiego padał – to ich rzucane twierdzenie, że "państwa czasem tak robią, zabijają kogoś bezprawnie" po to, by być w jakiś sposób silniejszym, i podawanie przykładu np. bin Ladena czy innych wrogów... no właśnie, USA; chodzi im to jakoś dziwnie po głowie, może odpowiednie przecieki. O, proszę, właśnie w trakcie pisania potwierdzają: "Kretynie, Są Przecieki...".] [edit 2015-09-07: Jeszcze jednym sposobem, w jaki sprawa być może Wesołowskiego była spleciona z mym życiem, jest nagłośnienie w 2013 tematu "ofiar molestowania seksualnego w Kościele". Pewnie wtedy właśnie zabierali się do tej sprawy, a u mnie zaczęto robić regularne wytryski we śnie (co sprawdzałem na nagraniach i faktycznie były tam odpowiednie wyszeptywane zdania). O tej praktyce wspomniałem po raz pierwszy we wpisie Pytanie do prawników, a o jej kontekście, bardzo z jej początkiem równoległym, we wpisie Kościół a afera TVP.] [ukryj dopisek]
edit 2015-09-17: Tu mogę dodać ciekawostkę, że sama pedofilia Wesołowskiego była niejako "przewidziana" przez mego ojca, który przypisywał mi w 2009, w ramach rozmowy o czym innym, twierdzenia, że "nie wolno się masturbować". [rozwiń dopisek...]A przecież jestem na podsłuchu i każdy mógł to podchwycić (w dodatku raz ktoś w PKS-ie z Rypina żartował w 2008 na mój widok, że zrobił się taaaki surowy: "ja to bym za to dał karę śmierci!" – gadał ten pasażer zresztą zupełnie pod nosem i do siebie, od czasu do czasu, różne nieskładne rzeczy, jak jakiś pajac czy sowizdrzał). Było to na jednym z ostatnich spotkań w jego domu, bardzo rzadkich zresztą. Gdy zastanawiałem się wtedy nad genezą tego wtrąconego przez ojca tematu i pytałem o to, bo zresztą ja się takimi tematami raczej nieprzesadnie interesowałem, a oni tak z tym wystrzelili na spotkaniu rodzinnym, ojciec wskazał na dziadka, który podczas sprawy rozwodowej tłumaczył odmowę matki ws. wyrobienia paszportu dla mego brata: twierdził jakoby, podobno objaśniając jej stanowisko, że "po co mu paszport", "po co ma jechać za granicę, jeszcze się będzie tam masturbować" (czy w sensie "ma się tam masturbować czy co?"). Nie sądzę, by był to przeciek, bo ojciec nie miał powodu kłamać (też mi istotne dla niego, skandal u jakiegoś duchownego), a z drugiej strony autentyczne przypadki pedofilii przecież raczej albo się po prostu nagłaśnia, albo kryje (pedofilia Wesołowskiego datuje się chyba od roku 2013, brak jest doniesień o czymś wcześniejszym, chociaż może będą tu coś kręcić). Również i dziadkowie w mojej rodzinie byli znani z negatywnego nastawienia do tego procederu, więc to zapewne prawda. Ponadto: w Kościele Katolickim jest wiele narodów, Polacy to np. ok. 35 mln., a katolików ogółem jest ok. 1 mld. Nie dość, że kolejny wielki skandal trafił na Polaka, ZNOWU POLAKA (przecież jest swoją drogą, czyżby "niezależnie", skandal ze mną), choć mógł wystąpić w każdej innej nacji (wchodzi tu w grę ograniczenie prawdopodobieństwa przypadkowości takiego układu – które następnie zestawia się z alternatywną choćby bardzo mało prawdopodobną hipotezą, że był ukartowany – do zaledwie jednej trzydziestej już na podstawie samej tylko liczebności populacji i, proporcjonalnie pewnie, księży, a więc mamy tu 3%), to jeszcze trafiło to na obieżyświata Wesołowskiego. Co więcej, cała ta historyjka z "drugim księdzem (niezależnym od niego), na którego natrafił w Dominikanie i który mu zaczął usługiwać, znajdując chłopców, bo też był pedofilem" jest bardzo naiwna – w ogóle nie uwzględnia istnienia strażników ładu moralnego, także jako rozsianego elementu strukturalnego wśród ludu. Nagle, w normalnym kościele, dwóch się zaczęło spotykać i przyjaźnić, bo szukali rozrywek pedofilskich. Papież Franciszek aż chyba wymyślił historyjkę o tym, że 10% księży to może pedofile, bo chyba nie jest tak źle, inaczej już od dawna, od setek lat, gazety by trąbiły o bardzo licznych takich przypadkach, non stop w jakiejś parafii, tymczasem są one w skali Kościoła bardzo, bardzo rzadkie. PO PROSTU BAŁBY SIĘ TAKI STARTOWAĆ Z TEMATEM DO DRUGIEGO, bo za to są kary kanoniczne włącznie z wyrzuceniem ze stanu duchownego, utratą dochodów na życie, hańba międzynarodowa i w rodzinie itd. A zatem najprawdopodobniej, w mojej opinii – może w świetle już i tak ustalonych innych faktów i zabójstw – to Watykan nakazał im być pedofilami, po czym swego arcybiskupa demonstracyjnie i ostrzegawczo uśmiercił. Tak to oceniam po tej prawdziwej wcześniejszej historii rodzinnej, wyżej przytoczonej (na podobnej zasadzie pierwszy odcinek serialu Prokurator, właśnie teraz wchodzącego w TVP, nazywa się Żerań, jak miejsce pracy mojego ojca – elektrociepłownia warszawska: w TVP wskazują na rodzinę, jak np. z tymi ostatnimi chwilami życia, tylko pewnej kobiety). Zresztą być może wyjdą jeszcze inne rzeczy o Watykanie, np. to, że i ta forma prześladowań, jaką były nagminne manipulacje moimi genitaliami przez spikerów na zasadzie wywoływania wytrysków (często we śnie, ale nie tylko), wywodziła się z tamtejszych poleceń/propozycji, więc do kompletu dewianckich prowokacji Wesołowski będzie pasować (robiono to tak, iż w efekcie ich sugestii podprogowych, zupełnie obezwładniających mózg, choć niezbyt trafiających na opór, w każdym roku kalendarzowym 2011-2015 musiały być chociaż jakieś wytryski, a najchętniej coś przeze mnie wykonywanego w tym kierunku, np. oglądanie porno, choć później w ogóle nie dawałem się na to namówić: już raczej na coś innego, np. na szukanie pomocy ogólnousługowej u dziwek i chodzenie po odpowiednich stronach z nimi w tym celu – generalnie w ogóle nie miałbym takiej potrzeby i zdarzało się, że z powodu strasznych prześladowań i ciągłego uciekania ponad rok w ogóle nie zawracałem sobie głowy tym tematem). O "trzęsieniach ziemi" pisano np. na ekranach w metrze (czy w Newsroomie Onetu), którzy to dziennikarze chyba mnie śledzą, metaforycznie w temacie "Agaty" (ściśle ten kontekst u mnie – tam odpowiednia reakcja) i tego prowokowanego przez tę koleżankę niemal publicznego wytrysku, tak, że aż to się utarło i można by rzec: "trzęsienie ziemi to takie eufemistyczne i zawoalowane zwrócenie uwagi na temat wytrysku". Tymczasem zobaczcie to: klik (earthquake znaczy, właśnie, trzęsienie ziemi). Również pamiętamy, że w czasie, gdy pisany był NASTĘPUJĄCY wpis, zaczynały się właśnie znowu medialne tematy ofiar molestowania seksualnego w Kościele. Spikerzy już w 2013 mówili, że to coś zleconego, zresztą wszyscy zabawiali się tak ciągle cholera wie, po co, trudno wyobrazić sobie korzyść dla firmy z tego dosyć odrażającego procederu (a przecież wiadomo, że nagrywam, że skarżę się w Internecie itd., bo wszędzie mogą oglądać mój ekran). [edit 2015-09-18: Wracając do Józefa Wesołowskiego, przypominają się też zdarzenia na zasadzie "celowych nietaktów", które zauważyłem nagłośnione w mediach akurat wtedy, gdy byłem w szpitalu psychiatrycznym, i które (jak mi wtedy od razu w myślach podsuwano – a był już, obfity a niezbyt dostrzegalny, przekaz podprogowy, parę razy mi oznajmiali, co myślę, np. "ser") tym właśnie były: celową raczej wpadką. Pisałem o tym we wpisie "BARDZO ważne!! Przeczytaj" (tym o politykach, z 4/10/2013) w akapicie położonym poniżej punktu 8. edit 2015-09-21: Jeszcze zanim zaczęli tak postępować politycy, miała miejsce taka rzecz w Watykanie, mianowicie chyba sprawa kamerdynera była nieco zainscenizowana – żeby pokazać, że (jak najbardziej!) takie wykradanie np. poczty zasługuje na państwową karę. Wspominałem o tym we wczesnym tekście o Kościele (2013), gdzie przytoczyłem w ogóle cały ciąg ich medialnych wydarzeń kojarzących się ze mną. Być może przygotowywali tym TVP Warszawa (i biernych obserwatorów: inne media) do robienia tortur, pokazując im, co inaczej ich czeka i zwiększając szansę powodzenia planu zniszczenia mnie przekazem podprogowym (w stosunku do np. wariantu polegającego na nagłośnieniu skandalu w Watykanie). A zatem widać już, że sprawa Wesołowskiego, jeśli była od początku zainscenizowana, to nie była w tym raczej w Watykanie odosobniona. Pozwólcie mi na koniec powtórzyć (aby nikt niepotrzebnie nie insynuował głupio a typowo), że u mnie od lat nie miały miejsca polucje ze względu na przywyknięcie do życia generalnie w czystości kawalerskiej. W ogóle zresztą po ok. 2 tygodniach życia w czystości z hormonalnego punktu widzenia nie ma już różnicy, ile jeszcze czasu się tak żyje (co najwyżej ktoś może być psychologicznie "brudny"), tak to chyba naukowcom wychodzi w temacie poziomów prolaktyny. A zatem ktoś, kto żyje miesiącami bez seksu, na pewno nie powinien już mieć polucji. I istotnie – na nagraniach audio było wyraźnie sztuczne wywoływanie wytrysków odpowiednimi szeptami podczas snu.] [ukryj dopisek]
(00:06)
Zagłosujesz na PO – będą mnie torturować dalej [albo prześladować, okradać, zamykać w szpitalu, na Policji czy w areszcie]. Nikt mnie za to twierdzenie nie oskarży o pomówienie, nie pozwie. A w narodzie coraz więcej złoczyńców. Jeśli ci to obojętne, głosuj dalej na PO i oglądaj TVN, przyznawaj się do tego w badaniach
oglądalności, ale w takim razie chyba w ogóle jesteś obojętny na politykę (moralność tutaj jest kluczowa) i reprezentujesz "niższy typ człowieka". Prostszy, bardziej krótkowzroczny, rządzony i płaszczący się przed wszystkim, by jakoś przeżyć. [Wśród samych posłów wiele ma pewnie w telefonach program do nielegalnego szpiegowania mnie i podsłuchiwania, gdziekolwiek bym był, o każdej porze, jak jakieś zwierzątko czy tamagotchi. Należałoby to uznać za przestępstwo udziału w gangu, ale sędziowie już dawno odpuścili i przystąpili, sami śledzili; chyba już za Ziobry.]
Zaś korupcja państwowa jest głupia, głupie jest przystępowanie do bandytyzmu systemowego. Na koniec cały naród bierze. Jeden bierze od drugiego, a drugi od pierwszego. Równie dobrze mógłby wziąć własne pieniądze, pokazać sobie i schować z zadowoleniem, że "to nowe". Zagranica raczej nas nie utrzymuje, a jeśli nawet, to później będziesz na nią [zwracając pożyczkę] pracować [bo raczej nie odwrotnie], więc na jedno wychodzi. Jeśli np. nie mam poparcia, bo w rodzinach przestępcy, a my ich wspieramy, to może mądrzej było po prostu przełożyć sobie z konta na konto w rodzinie, bezpośrednio, zrobić zrzutkę, bez tego dodatku w postaci polityki i przestępczości. Prawda więc, że głupi wybór? A dodatkowe argumenty wspomniałem niżej w przypisie. Jedyny efekt, oczywiście negatywny, to upadek słusznej moralności w narodzie. [edit: Gdyby faktycznie był przyrost pieniędzy bez przyrostu w produkcie, pracy (PKB), doszłoby do inflacji przecież. Tymczasem to jest po prostu przekładanie od jednego do drugiego, forma złodziejstwa, ale takim "cwaniakiem" to teraz każdy potrafi być, każdy przedsiębiorca; rzecz w wielu, wielu rodzinach (zorientowałem się np. po wyraźnych aluzjach na licznych Facebookach licealistów, np. co 3-6). I spokojnie, nikomu w narodzie nie może się przedawnić! Nawet obecna Konstytucja przewiduje, że przestępstwa funkcjonariuszy publicznych (np. posłowie, policjanci) i na ich zlecenie popełniane nie przedawnią się, chyba że przez realne trudności procesowe itp., ale nie z powodów tzw. politycznych (złe osoby na stanowiskach). Podobnie, w ogóle nie przedawniają się zbrodnie, a tu z nimi mamy do czynienia. Nawet, gdyby nie to, rozpoczęta sprawa przedłuża swój czas przedawnienia o np. kolejne 5 lat, z tego, co pamiętam: zapas czasu nawet przesadny, jak na jej przeprowadzenie. (Udział w gangu normalnie wymaga 10 lat przedawnienia, wszczęte postępowanie jeszcze dłużej.)]
Szkoda, że brak linków z waszych stron prywatnych, nie klikano "Lubię to", nie popierano powstania partii nieprzestępczej, że dalej czytelnictwo bloga jest żenująco niskie w porównaniu ze stronkami rozrywkowymi typu Onet, porno, WP. Dalsze dowody na TVP(?) każdy może zebrać osobiście, ja do tego nie jestem potrzebny i akurat mnie o to najtrudniej. Opublikuję, jeśli ktoś podeśle. [edit: U mnie praca nad zablokowaniem WiFi wre od 2 tygodni. Trzeba modyfikować sterowniki karty pod Linuksem. Z 1 godz. informatyka robi się 5 ze względu na strasznie rozkojarzające gadki spikerów. Ponadto zmiany hoteli, apartamentów, jedzenie zabierają dodatkowe godziny dziennie.]
Ależ wam trzeba reklamować tę okazję do stania się miliarderem (potentat branży)!... Tam za kasę nie ma tematu... (Nie tylko nie ma, ale jeszcze w aluzjach piszą/mówią, co u mnie – takie pochodzenie ich głównych tematów... Gang przez to czuje wsparcie) [Od banków, od razu uprzedzam, na media pieniędzy osoba niezamieszana raczej nie dostanie.]
[edit 2015-02-24 01:51] Tak oto oryginalnie – najprawdopodobniej właśnie przez wzgląd na mnie i korupcję – wygląda apartament na doby Design City na ul. Mostowej: kliknijcie (MOJE zdjęcia) – wyjątkowo można wyczuć klimat remontu (żeby była jeszcze większa jasność, sufit jest niższy o kilkadziesiąt cm od tego na klatce schodowej bloku). Instalacja dźwiękowa chyba wyłącznie przewodowa, jak zresztą w sporym odsetku bloków. Zobacz ciekawe zdjęcia
[edit 2015-02-25] Jeśli chodzi o dźwięk, to odświeżam tę wersję, że jest on dostarczany z komendy nie przez 112 czy jakoś podobnie, ale przede wszystkim przez specjalny zaszyfrowany przekaz z wież nadawczych radia... [rozwiń dopisek...], który potrafią odebrać i odszyfrować zapewne programowalne telefony komórkowe dzięki jakimś, może nieudokumentowanym, funkcjom. Również i podsłuchiwanie odbywa się w podobny sposób, poprzez program na smartfony i fale "Polskiego Radia", ale jak to jest możliwe, nie wiem, nikt nie był tak miły, by mi wysłać ten program, choć podobno do tego przestępczego związku przystępował "milion za milionem". Poza tym oprócz dźwięku miałem też inne problemy, do których bardzo przyczyniła się tym razem młodzież: cała ta sprawa nękania i dręczenia na mieście, nachodzenia itp. [nagle wprowadzone rzeczy takie, jak "kaszel", "kibel", nachodzenie w strojach, na rowerze czy robiąc dobrze znane rzeczy, typu masowe nienaturalne wystawianie telefonów w ręku (do przodu), "słuchaweczki", "rower" itp.] (nie wspominając już o samym śledzeniu, często w firmach, na zasadzie słuchaweczki douszne wetknięte do telefonu). [edit] Przez głupie obawy typu "ktoś mnie wsypie", "od góry zrobi się sprawa, każdy powie na kolejne osoby, każda wsypie kolejne" tyle ludzi mnie źle traktuje (zresztą jak tu traktować dobrze kogoś, kogo się poniża szpiegostwem). Ok. 20-50% młodzieży (16-26 r.ż.) ma ten program do szpiegowania, co szacuję po poziomie zaufania do Policji (ogólnie ponad 70%, u młodzieży poniżej 50%), jednak to jest średnia ogólnopolska; w Warszawie szacowałbym to często na większość. Ponadto rzecz jest bardzo powszechna wśród przedsiębiorców (w styczniu spadek poparcia dla rządu Kopacz z 60% do 18%) i innych osób, które zrobiły remont, a te remonty robiono raczej za pieniądze i rejestrując to w Policji. Przecież rząd przystępując do operacji zniszczenia mnie musiał wiedzieć, że wszędzie praktycznie się uda. Na samo szpiegowanie jednak, o ile nie robiono go publicznie, zwykle nie ma dowodów i dlatego wchodzili w to nawet studenci niepracujący. Poziom poparcia dla mnie wśród młodzieży już podawałem, jaki jest: bez względu na wyjaśnienia, na różne prośby, na słyszalne dźwięki i narzucające się wyjaśnienia spikerów zawsze natychmiast padała odpowiedź NIE na sam pomysł powołania nowej partii. Generalnie winna jest Policja, oni mają program do obsługi podsłuchu, mnóstwo różnych ludzi jeździ za mną w terenie itd., oni korumpowali ludzi, spikerzy najprawdopodobniej są stamtąd, by powstawały kliki i krycie (dawniej pewnie spikerów czy robiących przekaz podprogowy i podsłuch zmianowy było tam sporo więcej). [ukryj dopisek]
[edit 2015-02-28] Zastanawiacie się, jak to możliwe, że posłowie PO i PSL są tak niechrześcijańscy, że lekceważą istniejący, realny problem, który można w Warszawie usłyszeć na konkretnych placach i ulicach, zawsze tam, gdzie ja? Po części to kwestia ich filozofii, ale koalicję po prostu wciągano do tego gangu związanego ze szpiegowaniem (chyba nawet opozycję, w tym ludzi z SLD i PiS za wolą oligarchów partyjnych, wprawdzie chyba nie każdy poseł ma odpowiedni telefon... a zmusić do używania nawet podarowanego się nie da). Osobiście uważam, że załatwiali to dziennikarze zwłaszcza telewizyjni, w ramach ich kontaktów z politykami (pamiętam np. z jesieni 2011, z mego pobytu w Hostelu Zachodnim, jak na żywo w TVN24 komentowali POSŁOWIE, gdy akurat byłem na hali tego dworca, a nie w pokoju u góry, jakieś rzeczy ze mną związane, np. zawiadomienie o stalkingu: gadali wtedy coś, że to nie tyle prawo do prywatności, co do wypoczynku; ale tego typu reakcje na mnie to stały motyw, np. w radiach zapraszających gości, różnych ekspertów – oni się po prostu obnoszą z tym podsłuchem, z tym programem na smartfony, bo żadne media drugim tego nie wytkną). Jeżeli tak, to zapewne nie reklamowali im tej aplikacji do szpiegostwa w 2013-14, gdy wprowadzono torturę, tylko wkrótce po wyborach, 2011-2012, a w ogóle to trwa to coś zapewne od czasów PiS-u w 2006 (bo skąd by rzecz mieli politycy PO już w 2007, mniej niż 2 lata po uruchomieniu radia). Ponadto posłowie często mają młodzież w domach, ale przecież bywają ludzie w takim wieku, np. ok. 30-ki czy 60-ki, że ani oni, ani rodzina nie mają dzieci w liceach czy na studiach, a np. w przedszkolu lub wczesnej podstawówce, lub dawno dorosłych. Ci posłowie też mi nie pomagają, nie przychodzą, nie wspierają słusznej inicjatywy, jaką jest Partia Piotra Niżyńskiego, nie podnoszą tematu. Otóż – hipotetyzując, gdyby ograniczyć się do tych 2 możliwości – bardziej prawdopodobne jest, że szpiegostwo posłom udostępnili dziennikarze niż ich kręgi partyjne, bo to (1) gwarantuje wzajemne trzymanie się w kleszczach na zasadzie "złapał Kozak Tatarzyna" (kliknij; dziennikarze na pewno ich wsypią, jeśli by był temat, a ludzie im zwykle ufają, zresztą to często wobec świadków, np. w studio; gdyby chodziło o wewnątrzpartyjne rozdawnictwo, łatwo by się dziś dogadali co do milczenia i ruszyli z tematem i tak), (2) to zapewnia serdeczną współpracę media-politycy, tzn. można się wtedy dogadać, że będziemy wobec was litościwi i łaskawi, nie będzie dużej krytyki PO, chyba że jakichś postaci zupełnie trzecioplanowych (jakiś "seksmarszałek województwa" itp.) – to stąd chyba aż utarło się "Fajny minister to zrobił!" u spikerów i w gangu (por. "Premier zrugał ministra" np. na wyszukiwarce Google); na pewno mało złego o premierze, raczej mało o ministrach i PSL. Jest to w każdym razie możliwe (np. telewizje); parlamentarzyście, który by to odważnie potwierdził, osobiście odpuściłbym jego winy w ramach wyjątku, nawet bez więzienia, tylko musiałby się taki zgłosić, a jak dotąd wszystkie maile zostawiano bez słowa. No, chyba że wolą oddać tę przyjemność jakiejś prezenterce. [edit 2015-04-14: Poza tym mogą, choć to zazwyczaj raczej bezproduktywne, robić to zmianowo w jakimś sejmowym pokoiku (liczbę zamieszanych parlamentarzystów szacowałbym na 80-90%). Z podsłuchem w mediach tak czy owak się stykali(-ją): nawet niepolitykom to pokazują, np. ekspertom.] Zrobiono mi też scenkę w jakiejś restauracji z dwoma postaciami podobnymi jedna bardzo do Grzegorza Schetyny, druga do pewnej dziennikarki telewizyjnej, bawiono się na stole telefonem. Konkluzja: spółki medialne, gdyby teraz nagłośniły mój temat, popełniłyby samobójstwo. (Zobaczcie tutaj, jak WP.PL odgrzała dzisiaj temat "afery podsłuchowej". Ta ostatnia kojarzy się np. z wypowiedzią Pawlaka przy okazji wotum zaufania – dotarła do mnie, choć osobiście bojkotuję media – że "posłowie PSL należą do najbardziej świadomych w tej kwestii" i że nie ma wątpliwości, jak będą głosować, odgórna dyscyplina partyjna jest zbędna...) Jeśli rozumiesz tę sprawę, przejrzałeś np. uważnie wideo z tego bloga dowodzące remontów (już nie mówiąc o bardzo licznych wideo z telefonu robionych wszędzie z podstrony foto/wideo, do której link jest w nagłówku), a i tak popierasz PO, to chyba chcesz ostatecznej destrukcji tego kraju w sensie praworządności i demokracji, na rzecz totalitaryzmu polityczno-medialnego, różnych układów gangsterskich na styku polityka-biznes. Powtarzam, bardzo często ludzie np. w radiu nawiązywali na żywo do tego, co się u mnie stało; podpowiadał im to sufler z mediów albo np. oglądali opisy typu RDS, w każdym razie jakoś tekstowo chyba się dowiadywali, wtrącając odpowiednie zwroty i aluzyjne słowa do swych wypowiedzi. Nie jest to niestety moje wariactwo. Ale po co się wysilać, by wstukać to na blogu, skoro nawet nie chce się wam przekazać znajomym wieści o zbrodniczym rządzie i partii, przynajmniej w sensie praktycznego przyzwolenia... Jeśli Wy nie pomożecie w sprawie mediów i nagłośnienia, to w ostateczności rząd i Policja posuną się wobec mnie do przemocy, czego preludium mamy już nagrane w formie "zatrzymania"... Skryminalizowana, szpiegowska, podsłuchująca mnie (i komputer) do woli w domu i na mieście prokuratura NIE POMOŻE... [edit 17:32] Zwracam uwagę na selektywność tego botnetu, możliwość dotarcia do poszczególnych smartfonów-botów. Wyłączano mi np. (bo akurat je sprawdzałem) poszczególne ściany w domu na Gajdy 40a, podobnie np. wyłączają dźwięk w blokach naprzeciwko, gdy jestem w apartamencie na doby. Tak samo na pewno mogą rzecz włączać w dodatkowych miejscach/okolicach (np. nielubiane biuro lub jego sąsiedzi). [edit 2015-05-03: Powtarzam, slogan "zmarnowanego głosu" jest demagogią. Zmarnowany głos to głos na Sejm – tych, co tam teraz siedzą. Kto 1, kto 2 wg procentów nie ma znaczenia dla prawa (wszystko zależy od wybranych, a partie z Sejmu potrafią tworzyć jedną sadystyczną i kryjącą problemy mafię), natomiast co do progu 5% to nie widzę powodu, by partie alternatywne, spoza Sejmu (jest ich nawet dużo), którym uda się wystawić listy, miały go nie przekroczyć. To zależy od nagłośnienia tematu, a ono z kolei wyłącznie od Ciebie. Dziś nie trzeba ani kapitału, ani wpływów, ani wielu ludzi pod sobą, by temat nagłośnić. Przekaż odpowiedniej liczbie znajomych informację o blogu (zob. wpis z 5/04/2015).]
(13:49)
[edit 2015-02-15: Piąty rok uciekania i bronienia swej prywatności! edit: Nie mylić z problemem tortur dźwiękowych.] No, chyba że byłem wtedy jasnowidzem, bo że dzisiaj mnie Policja i wielki pieniądz prześladuje, na to były dowody niżej.
Bardzo znamienne, bo pomiędzy moimi 63 stronami A4 (czyli w formacie książkowym byłoby ich 126) a ich odmową [dokument jawny] nie ma nic oprócz 6 czy 7 dni przerwy. To są po prostu kolejne strony tej teczki. Nagonka na ulicach, hałaśliwe remonty [nie chodzi o przekaz podprogowy itp.], nagonka nawet za granicą, przeszkadzanie w załatwianiu się, dręczenie kaszlem – nic nie zrobiło wrażenia. Gigantycznie uprawdopodobnione śledzenie też nie. Dodatkowe wyjaśnienia z zażalenia też nie.
Akta kończą się w dniu próby samobójczej: ta była w nocy ok. 20-21 (żyła czy tętnica podcięta aż do dna: zobacz, jeśli chcesz, choć tu chyba dobrze nie widać z powodu ropy – krew zatamowała się chyba wcześniej, bo cięcie nie pomagało: dlatego przeżyłem), natomiast rano zamknął sprawę sędzia [Wielki Piątek 6/04/2012, taki termin przydzielili]. Pewnie zdążył się dowiedzieć, bo sąd to też organizacja szpiegowska. W międzyczasie w sklepiku z kanapkami na Dworcu Centralnym [gdzie, rzecz zwykła, nocowałem] jakaś baba udawała, że przez telefon tłumaczy, w rzeczywistości zapewne mówiła dla mnie, głosem trochę zatroskanym [o psach]: "[...] to jest taki, wiesz, Duży Pies. I może pogryźć [...]" (później przyjęło się, że to o Tusku, co ja już wtedy dzięki mediom świetnie z nim kojarzyłem – zresztą dziś o jego sprawstwie "wiedzą" miliony czy setki tysięcy). Normalna sprawa to wtedy była, takie udawania-że-do-telefonu irytująco pode mnie, najcodzienniejsza codzienność (samo z siebie, u nieśledzonych, przecież rzadko się zdarza, że ktoś tuż obok ciebie tyle gada, zwłaszcza o takiej porze).
[Później, w 2013, wysłałem na odpowiedni e-mail skargę do Prokuratora Generalnego z dodatkowym powiadomieniem o głodówce i prośbą o podjęcie działań w związku ze zgłoszoną sprawą śledzenia. Również zlekceważono, choć przeczytano, obsłużono. Pisałem o tym we wpisie Kwestia prokuratury.]
A teraz parę wyłapanych zdań z nagrania mojego niedawnego przeglądania tych akt (bo opublikowałem i zdjęcia, i film(!)) – rejonowa Warszawa-Ochota na Wiślickiej 6:
2:00 Ja nie Zrobię L***, Wstyd. Jak nam Wstyd... tak, o to chodzi właśnie. Właśnie o to chodzi.
2:05 Też go Słucham.
2:07 Pewnie, że [to] 'tata'.
2:41 [Tu widać dwie panie obok siebie w Pasy, jak jakiś bydlęcy wagon.]
17:48 Można zrobić ci ***. Zrobię ci ***... Ja też cię Słucham! [slangowo o podsłuchiwaniu, zwykle powiązanym ze śledzeniem komputera w okolicy i przez Internet. PEŁNY STENOGRAM(!!!) - sporo potwierdzeń, moje nazwisko wielokrotnie, jest i o premierze]
[edit: Wierzcie lub nie – było nawet, co się nie nagrało, że jest tam pokój dla mającego zmianę agenta. Obecnie ciężko wytrzymać to, co mam, ale ciągle przychodzi młodzież i ją też trzeba kryminalizować. Poza tym dookoła osiedle bloków, a dąży się do tego, by w każdej okolicy ktoś przechwytywał ekran moich laptopów (można to robić z odległości nawet do kilkuset metrów), więc może mają odpowiedni sprzęt i to wtedy byłby sens szpiegowania.] Winni zepsucia prokuratury są – można to już teraz przewidzieć – najprawdopodobniej "partyjniacy" Ziobro, Ćwiąkalski, Czuma i dawny sędzia krakowskiego Sądu Apelacyjnego Seremet.
Tutaj te akta i wideo. Było też zawiadomienie z grudnia 2012 o śledzeniu, również zamknięte przez sąd, a niniejsze z października 2011 poprzedziły dwie próby (raz w prokuraturze Warszawa-Wola, raz w tejże samej na Ochocie, tylko kto inny zamknął): obie zakończone zażaleniem i, podobnie, utrzymaniem w mocy prokuratorskiej odmowy. Łącznie zamykało wtedy dwóch sędziów Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy (Sebastian Ładoś i Magdalena Baran). Kliknij, pooglądaj akta – w mediach tematu Tuska-prześladowcy i Platformy (i bandytyzmu w PiS) nie ma podobno za pieniądze, w mediach o prawdziwej antyludzkiej korupcji się nie mówi.
[edit] Swoją drogą nie uderza was, że sama ustawa mówi o możliwości aż samobójstwa wskutek uporczywego nękania... [rozwiń], skoro przecież jest Policja i można sobie inaczej radzić? Chyba ktoś tu myślał o mnie, układając ustawę, podpowiedział dosyć radykalne, jak na wagę problemu wycenionego tak poza tym na 3 lata, rozwiązanie. Podobnie drugi dodany paragraf przy okazji stalkingu: o kradzieży wizerunku, dziwaczny, zdawałoby się, nie tak istotny – również znajduje wyjaśnienie w jednej z moich głośnych a zastanawiających wypowiedzi z 2009-10 (o zgłaszaniu na Policji "identity theft"). Nie chodzi tu o niesłuszność ścigania stalkingu – ściga się go w wielu krajach Europy, także wskutek tej ostatnio nagłaśnianej (nie oglądam TV, ale przypadkiem zauważyłem na ekranach) Konwencji, ale nie tylko, bo od dawna takie są różne ustawodawstwa krajowe. Oczywiście, samo w sobie to polskie ustawodawstwo o stalkingu jest słuszne, poparły je wszystkie partie (zresztą usuwa istotną lukę w prawie, bo przekaz podprogowy może stać się nawet formą tortury, tej przecież Konstytucja zabrania, lecz dotychczasowych paragrafów o uwięzieniu ze szczególnym udręczeniem i przemocy domowej nie dało się zastosować). Widać tu więc inteligencję Tuska, który – zapewne sam już będąc przestępcą i mając na sumieniu udział w gangu jeszcze przed objęciem władzy – planował akcję przeciwko mnie i chciał, by ludzie zaczepiając mnie i dręcząc mimo wszystko pozostawali wierni mafii, nie wygadali się, zachowali dyscyplinę związaną z lękiem przed karą oraz dodatkową niechęć czy nienawiść do mnie jako winni (młode dziewczyny!). Starzeje się ten człowiek, pewnie dopiero za kolejne 4 lata będzie szansa go pociągnąć do odpowiedzialności, później jeszcze np. rok procesu, tak więc zamiast 5 za udział w gangu odsiedzi np. 7 lat z 25, po czym umrze ze starości. Nie taka głupia ta zbrodnia, prawdopodobnie z jego strony. Mogłem się przecież zabić. [ukryj]
[edit 2015-02-14 03:44] Tam w aktach był jeszcze wspomniany rozbój z Lublina (zob. międzynarodowa fala kradzieży) oraz np. bardzo złośliwe i uciążliwe naruszenie miru domowego przez właścicielkę (nagle sobie postanowiła zmienić mi zamek i mnie usuwać, obraziła się chyba za jakiś drobiazg – zresztą businesswoman z własną firemką, to wszystko wyjaśnia). Nawet przy obu sytuacjach wkrótce po nich przyjechała Policja i była świadkiem. W prokuraturze jednak w październiku tamtego roku nie ruszyli nic.
[edit 2015-02-14] Pamiętaj: chyba nawet większość przedstawicieli zawodów prawniczych jest skorumpowanych [na pewno b. dużo] i zamieszanych w przestępstwo i nadużycia władzy. Biorą lub wzięli, najprawdopodobniej w gotówce: notariusze, komornicy, sędziowie, prokuratorzy, adwokaci, właściciele spółek radcowskich [ostatecznym fundatorem może być fiskus, który nie egzekwuje pewnym firmom całego podatku, poza tym część wzięła jednorazową łapówkę od firmy remontowej, a te może mają od jakichś dużych podmiotów]. Jak to zwykle bywa, udział w gangu w postaci podstawowej sprowadza się do wyremontowania lokalu i posiadania dostępu do szpiegostwa (nic nie trzeba ręcznie włączać, być może udostępnia się np. WiFi, by innym daleko też grało, lub po kablu). Również wielka część: (innych) przedsiębiorców, proboszczów, policjantów, pracowników hoteli, studentów pracujących (lata 2008-2015), część polityków, zwłaszcza czołowych (oczywiście też: bankierzy, agenci nieruchomości, taksówkarze) – ma przestępstwa na sumieniu, dobrowolnie, dla pieniędzy. Jeżeli uważasz, że to jest pozytywna ewolucja, to nie rób nic dalej, ale inteligentny człowiek uważa inaczej: o ile zasady, które wyznaję, są słuszne, to im większy opór przeciwko nim i niechęć, tym bardziej trzeba się starać je przełamać, bo obrona elementarnych wartości wkrótce będzie musiała zejść do podziemi i nie będzie miała nawet poparcia. Sądy są w takim stanie, że na pewno nikt Policji i korupcji nie ruszy, a nawet rzecz będzie rosnąć, jeśli będziecie dalej głosować na Platformę lub kandydatów lubianych w mediach. (Przypominam – z obrazka Gigantyczna afera – że w sądach zorganizowali to prezesi sądów, powoływani przez Ministerstwo Sprawiedliwości i niby zobowiązani do realizowania ich wytycznych organizacyjnych, choć oczywiście w granicach prawa.)
(01:09)
Odkąd w nagłówku bloga widnieje "Internet jeszcze wolny", a czytelnictwo to między 100 a kilkaset dziennie, spikerzy męczą mnie tekstem o tym, że jest ryzyko zniknięcia strony z Internetu, a to za sprawą właściciela całej strefy .PL w Internecie, czyli "Naukowej i Akademickiej Sieci Komputerowej – instytut badawczy" (w takich organizacjach minister może zwolnić kierownika – podobnie jak w przypadku TVP, choć następny jest z konkursu). Zaraz dodają, że to straszny obciach tak prosić ze strony rządu, że raczej nie wywalą, ale później temat powraca i irytuje. Bo jakieś spamy, ktoś komuś mailuje, w sumie co za różnica, jaki pretekst.
W związku z tym uprzejmie informuję, że strona ma też inne adresy: bandycituska.net albo jeszcze tak samo z końcówką .com lub .info [lub .pl]. (Mniejsza już z www.sysplex.pl i www.bezele.org.) Poza tym, w razie czego, gdyby już nic nie działało, mogę spróbować wykorzystać adres piotr.nizynski.pl. Na razie nic tam nie ma, ale jeśli by było trzeba, pewnie da radę załatwić jakieś przekierowanie dla zrozpaczonych użytkowników jedynego serwisu, który mówi całą prawdę o naszym biednym, skryminalizowanym kraju.
Tymczasem wkrótce będę próbował software'owo zablokować transmisję tortury przez WiFi, może wreszcie się to uda, jestem chyba na dobrej drodze, jeśli chodzi o rozpracowanie systemu ich działania ([edit 2015-06-05: dzisiaj poprawione] KSP na ul. Nowolipie lub Pałac Kultury [raczej TVP na Jasnej] → transmisje radiodyfuzyjne łączami Emitela, do różnych wież nadawczo-odbiorczych, które ten podsłuch umożliwiają → smartfony + okablowania lokalne). [Skąd pewność, że nie Internetem?][edit 2015-02-01: Internetową dostawę tortury ze studia (zamiast smartfonem, cyfrowo i jednokierunkowo, przez zaszyfrowane fale radiowe) WYKLUCZA, w sposób dający pewność, tysiące razy potwierdzany błyskawiczny czas reakcji spikerów (rzędu np. 1s) na pojawiające się przypadkowe rzeczy na moim ekranie czy słowa ludzi: gdyż transmisje multimedialne publiczną siecią internetową, aby były nieprzerwane, wymagają tzw. buforowania (wielosekundowego opóźnienia). Gdyby go nie było, to ze względu na losowość czasu trwania dostawy pakietów danych (tu: dźwiękowych) mogłyby występować przerwy w odtwarzaniu, cisza, urywanie się dźwięku. Właśnie dzięki wielosekundowym opóźnieniom wyklucza się ten problem i umożliwia płynność (w razie chwilowych "korków" zaraz po ich ustąpieniu – są to zjawiska np. rzędu 0,5s do 10s trwające – nadrabia się bufor pt. "dźwięk do odtworzenia za chwilę"). Również mnóstwo ludzi, poniekąd też w ramach wyjaśnień, gdy akurat temat rozważałem, podstawiało mi się bawiąc telefonami itp.] [ukryj]
[edit 2015-02-09] 7. lutego br. ogłosił zamiar rezygnacji Komendant Główny Policji, pisałem już o tym w poprzednim wpisie, natomiast teraz zauważyłem, że tego samego dnia zmienił się też komendant Gwardii Szwajcarskiej w Watykanie. Znamienne; szansa przypadkowego zbiegu tych zdarzeń, w sensie przypadkowego trafienia w ten dzień spośród pewnej skończonej liczby, to np. 0,05% przy zmianach średnio co 5-6 lat, czyli co 1826-2191 dni [bardziej prawidłowo i przy nieskończonej liczbie dni jest to rozkład wykładniczy, ale zbliżone rzędy wielkości]. [Jeśli zaś doliczyć jeszcze niezależną zbieżność z dostawą zagłuszacza, to jeszcze np. 500-1000 razy mniejsze prawdopodobieństwo.] Przypomina się inna rezygnacja (ok. 2 lata temu, u progu tortur). Ktoś tu jeszcze ma wątpliwości, czy sprawa z tego bloga istnieje? Przypominam, historia bloga (najpierw sysplex.pl, bandycituska.pl) – 3-letnia już prawie – została zarchiwizowana przez Bibliotekę Aleksandryjską i ogólnie Internet Archive na stronie http://web.archive.org, więc nic tu nie wprowadzam "później" czy "pod wydarzenia" (np. wpisu o Kościele), nie zamieniam tu przyczyny i skutku. [Uwaga: od wysłania mego listu do papieża minęło... Pół Roku. Przypomina się nagranie z hotelu IBIB we wpisie "Kolejne taśmy. Skandalicznie niskie czytelnictwo...", właściwie stenogram: przejrzyjcie tam 3:27.] [edit ok. 16:00: Właśnie padło chyba od tego newsa Radio Watykańskie w Internecie, http://pl.radiovaticana.va (odnośniki do artykułów). edit 20:30: Naprawili.] – edit 2015-02-13: Przypomnę: wg mojej orientacji sam Watykan śledzi mnie od jakichś 7 lat.
[edit 2015-02-09 22:53] PolskaTimes.pl omija temat, za to jej ludzie, jeśli w ogóle o tym słyszeli, co najwyżej mrugają okiem (jest np. temat Watykanu i jego udziału w korupcji): kliknij (nietypowe to pisanie Komendant Główny, ba, nawet Policja, z małej litery, prawda?). Tutaj także autentyczne wideo MP4, do zapisania na dysku (żeby był obraz), z oględzin tej strony gazety na moim notebooku (sfilmowane przez Piotra Niżyńskiego, nie sfałszowane). (Niżej był jeszcze nagłówek J. Paradowskiej: "Silni, głośni i bezkarni": to tylko nagłówek, oczywiście.) Przypomina się wpis "Oni to sami tagują czy użytkownicy?" oraz rozmowa z panią z Gratka.pl (w ramach walki z cenzurą na stronach rynku pracy; ten sam właściciel), gdzie młoda pracownica wystrzeliła "o tak, Tutaj w ogóle Nie Ma Sprawy...". To tak do kolekcji dla tych, którzy nie są pewni, czy z (wszystkimi/jego ulubionymi) mediami tak źle. Oczywiście, samo ustąpienie komendanta nie rozwiązało moich problemów z Policją ani trochę (podobnie jak zmiana w Gwardii Szwajcarskiej problemów w nieruchomościach kościelnych i szpiegostwa w ich instytucjach).
[edit 2015-02-11 22:21] W związku z rażąco spadającym czytelnictwem na blogu spieszę wyjaśnić, że niepublikowanie nowych materiałów itp. całymi dniami wynika z... [pokaż]codziennego życia, na które składa się ostatnio głównie: (1) ustawianie systemu operacyjnego Linux na laptopie tak, by było możliwe korzystanie w odpowiednim trybie z wtyczki sieciowej 5 GHz (a Linux na Acer SW5 działa bardzo opornie, nawet samo uruchamianie z dysku CD czy USB, zresztą sam laptop nie ma nawet CD, musiałem kupić zewnętrzny, po czym wskutek porażki zwrócić – trochę jeżdżenia), teraz np. jakieś "rekompilowanie jądra" (co zrozumieją informatycy), dostosowywanie modułów i instalacji na USB całymi dniami; a zatem walczę o ciszę [edit 2015-03-29: bo może to przez WiFi do smartfonów idzie] (dodać tu trzeba, że z powodu tortury pracuje się 5-10 razy dłużej i gorzej – proszę nie sugerować się tym, że piszę normalnie, bo we własnej głowie myśleć nie mogę w ogóle); (2) jeżdżenie, oprócz po marketach z elektroniką, także z hotelu do hotelu, do prokuratury (mam wreszcie znowu akta z 2011! przynajmniej te najdłuższe, o których na samym dole tej strony wspominam we wpisie) oraz po nowe zatyczki do uszu, bo stare się raczej zużyły; (3) wczoraj, w ramach prób zwrotu laptopa (któremu kończył się termin 30-dniowy na zwroty: na swój wciąż czekam z centrum napraw Acera), byłem nie tylko w 2 MediaMarktach, lecz także 2 razy na Dworcu Centralnym w celu drukowania potwierdzeń z bankowości – obsługa złośliwa i odesłała mnie zupełnie do złego marketu, na podstawie pozornie na niego wskazującego opisu transakcji w banku (w rzeczywistości zawsze taki jest i to nie świadczy o miejscu zakupu), żebym tylko wydał te dodatkowe 100 zł czy 200 zł i stracił czas. Dzisiaj też było drukowanie, ww. prokuratura, zmiana hotelu, zakup zatyczek, 2 wizyty w MediaMarkt o różnych porach... w efekcie od "pobudki" (czy raczej podniesienia się wśród bólu i półsnu) przed 12:00 do 19:00 byłem w rozjeździe. Za to będą te akta z 2011 do przejrzenia: jak ładnie zaraz po ostatniej stronie grubego, całą normalnej wielkości książką będącego (i obfitującego w bardzo podejrzane sytuacje i oczywiste symptomy prześladowań) zawiadomienia następuje prokuratorska odmowa. Tutaj je na pewno Państwo znajdziecie w przyszłości – przez ten link, poza tym znowu trochę się narzucali pracownicy z tekstami (m.in. "torturę ci zrobię" – wzięte zresztą z moich prywatnych słów w mieszkaniu, taki slogan; także o tym, że "słuchają" [tak, no "[nadal] słuchamy"!], co się nie nagrało, ale też parę innych, które tak – teraz kolejny, trzeci sekretariat miał panią w Pasy Poziome Ciemno-Białe, a jeden z tych, co poprzednio sfilmowane, miał takie dwie, co się na pewno nagrało). Czeka mnie jeszcze sporządzenie stenogramu, bo nikomu nie będzie się chciało zaglądać bez streszczenia, a mnie ciężko cokolwiek zapamiętywać w warunkach katowania... Także, jak widać, o swych czytelników się troszczę i nie zapominam o nich, choć liczba nowych odwiedzin jest, jak na temat, żenująca. No cóż, nie podoba się mój styl – droga wolna, zapraszam, TVN, Platforma i "Uważam Rze" powitają was z otwartymi ramionami. U nich w dodatku nie ma tyle cierpienia (wołania o pomoc drugiego człowieka) i w ogóle leciutko. [ukryj]
edit 2016-01-01: Wasz PiS (takie tylko trochę lepsze PO), tak dumnie przez was wyznawany, chce CENZUROWAĆ INTERNET – kliknijcie. Przestrzegam przed takimi rzeczami (sprawa Trybunału Konstytucyjnego to tylko przygrywka to tego ich projektu, żeby wyczuć klimat, amplitudę reakcji). Raz wprowadzona cenzura nie znika raczej już nigdy (przez długi jak na skalę naszej demokracji czas), bez względu na zmieniające się ekipy polityczne – co najwyżej się rozszerza, bo władza ma wiele do ukrycia. Przyjdą jeszcze czasy, gdy różni "wodzowie" i "liderzy" z PiS będą mi (niby to mówiąc ogólnie i do wszystkich) wygrażać z portali i plakatów, bym jakoś inaczej pisał bloga. Takie są konsekwencje głosowania na, w mojej ocenie, prawdopodobnie niemal doszczętnie skryminalizowane ekipy. PiS nie zlecił stalkingu, nie zlecił (w ścisłym tego słowa znaczeniu) tortur, nie mordował, ale tak poza tym też jest to partia dna i wynoszenia do najwyższych zaszczytów antyludzkiej mafii, zaś jej elektorat jest... odpornny. W latach 2005-2007 ich wyborcy akceptowali najróżniejsze konflikty wszędzie w państwie w imię urojonej "walki z układem" (co być może było dopiero szykowaniem się na przyszłość, ze względu na narastający skandal w papiestwie), akceptowali ręczne sterowanie różnymi instytucjami i przejmowanie ich szefów, więc teraz też to robią. Tylko, dziwnym trafem, w Policji zero postępu i bandytyzm trwa w najlepsze (właśnie np. wynająłem kolejne mieszkanie, też będzie podgląd ekranu; poza tym te tłumy aut zawsze dookoła, nawet na pustych uliczkach o późnych porach... zob. 20130825*).
(21:53)
W prokuraturze sprawę zatrzymania i ogólnie prześladowania oczywiście zamknięto (u nich samych gra). Dalej stary zastój, obstrukcja.
Platforma Obywatelska tymczasem jedzie na, prawdopodobnie (wg moich ciągle potwierdzanych doświadczeń), Omercie w mediach (media już za PiS-u były aferałami). [Jedni i drudzy WIEDZĄ o przestępczych, prześladowczych, korumpujących i doszczętnie niszczących morale wśród ludzi masach urzędników, jak i o udziale premierów, OD WIELU LAT: sami są tego częścią. Później jeszcze będą gadać, że "z przyczyn ekonomicznych"/przez "trudności" i "dużą ilość" lepiej złych nie zamykać, izolować.]
Chodzi mi tu o to zawiadomienie, które jest tutaj (wraz z uzupełnieniem oraz oświadczeniem proszącym o nieprzekazywanie sprawy Policji, a także wnioskiem dowodowym: załączone nagrania wideo). [Przypomnę, reforma prokuratury i Policji, podporządkowanie ich Niżyńskiemu będzie jednym z głównych postulatów Partii Piotra Niżyńskiego.]
Przejrzyjcie sobie akta z bloga (z wygodnymi do czytania elementami zawiadomienia: link powyżej), akta z poniższego wideo czy wpisy na blogu. To, na co się natknąłem u prokuratury, jest z wielu względów kompromitujące. Paranoja i padaczka ze strony ochroniarza w kwestii nagrywania, kaszle, masowe ubieranie się w (dobrze znane jako element nękania [irytującego i, nie wiedzieć czemu, nagle w mym życiu pojawiającego się specjalnego traktowania i nachodzenia wszędzie], w dodatku symbolizujący przestępcę) Pasy Czarno-Białe poziome, odzywki w rodzaju "tak, bierzemy" (przypomina się to, co spotkałem jesienią 2011 w sąsiedniej Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Ochota, a w ogóle to i w różnych – były elementy nękania, choć inne – ponadto ówczesna wspierająca myśli o korupcji plakietka "tak dobrze pracujemy, a zarabiamy tak mało" [poza tym kojarzy się to z tym, co zobaczyłem w kiosku podczas 2-dniowej chyba podróży do Niemiec w 06/2013, a przetłumaczyłem tutaj]), wreszcie sama zawartość ich teczki. Nie chodzi tylko o to, że znowu zamknęli mi sprawę bez ani jednego przesłuchania (żeby uniknąć wręczania mi "pouczenia o prawach pokrzywdzonego", jak to nieraz w myślach w 2011 tłumaczono czy, np., mówili nękający na mieście ludzie w aluzjach). Przecież olano ["ciepłym moczem", bez sprawdzenia] nawet ewidentne złodziejstwa Policji, o których jestem przekonany: fałszywie bym nie zawiadamiał, że coś straciłem z winy funkcjonariuszy, bo to akurat jest przestępstwem. Nawet nie pofatygowano się sprawdzić, przesłuchiwać ludzi, a w przynajmniej jednym przypadku musiał to zrobić funkcjonariusz (zniknął dysk twardy pozostawiony w plecaku, który poszedł do depozytu) [w drugim – paręset zł zabrane, gdyśmy leżeli wobec gliniarzy, z portfela – mógł ukraść ktoś nieumundurowany, ale raczej też funkcjonariusz albo za jego wiedzą].
Tych rzeczy nie sprawdzano. Dręczenie 2-letnie dźwiękami (już nie wspominając o uprzednim 2-letnim nękaniu) uznano po cichutku za "bez znamion przestępstwa", przy tym wklejając w odmowie jakieś teksty o konieczności "uzasadnionego podejrzenia" (jest taki katalog powodów, z jakich można odmówić dochodzenia lub umorzyć; brak uzasadnionego podejrzenia popełnienia przestępstwa to jedno z nich, inne to np. brak znamion czynu zabronionego albo cech przestępstwa – wszystko jest jasne, ale to wolno – czy czynu nie popełniono, czego subtelniejszą wersją jest brak dowodów winy; tutaj pomieszanie z poplątaniem, bo niby "złodziejstw [już wiadomo, że] nie popełniono", reszta "legalnie", a na uzasadnienie swej decyzji – o różne opcje opartej, ale nigdy o tą – wklejają ten sam tekst z odmów z 2011 o "potrzebie istnienia uzasadnionego podejrzenia", tak jakby to było tym powodem z katalogu [I tłumacz sobie w myślach tę mądrość nicnierobienia, my ci tego nie wytłumaczymy, tylko masz wachlarz opcji do przemyślenia]).
Przecież napisałem im wyraźnie bodajże w oświadczeniu, gdzie prosiłem o nieprzekazywanie tego Policji (bo i tak mogliby złośliwie zrobić: sama Policja niech się bada, ja nie będę określał osób, przesłuchiwał...), że dręczy się mnie od bardzo dawna dźwiękami szeptanymi, także na [pustych] komendach. To wszystko zlekceważono.
Ale jeszcze z innego powodu są te nagrania skandaliczne: w teczce prokuratorskiej znajdziemy też akta sprawy przeciwko mnie, jaką założyła Policja (komisariat ursynowski) – ta jest przecież bardziej przyszłościowa, lepiej rokuje. Nie ma tam absolutnie żadnych dowodów mej winy na dzień dzisiejszy, a tym bardziej moich robotników, tymczasem jednak wszyscy już są osobami, co do których wystawiono postanowienie o przedstawieniu zarzutów (co, w założeniu, oznacza wysokie prawdopodobieństwo wniesienia aktu oskarżenia oraz ich występowanie w sprawie jako podejrzanych). Powtarzam, same pozory, zupełny brak "dowodów" w sensie udowodnienia winy.
Dodatkowo zawiadomienie kilka razy przerzucały między sobą prokuratury, od Annasza do Kajfasza, zupełnie wbrew normalnej, wynikającej z prawa właściwości, która przysługuje rejonowej Warszawa-Mokotów. Odsyłam do podfolderu akt dla tego zawiadomienia. Nawet miał je przez chwilę podobno sam szef warszawskiej Prokuratury Okręgowej (gdzie zresztą byłem: jakaś pani gadająca przez telefonik wyłaziła, znowu znany sposób niepokojenia, uczestniczenia w mej prywatności, myślach, uwadze), ci, jak wiadomo, odpowiadają za pracowników prokuratur rejonowych i okręgowych typu sekretarka, a są powoływani przez samego Seremeta. [Obejrzyjcie ten podfolder akt dot. zawiadomienia, są tam nagrania, jak im złośliwie telefon nie działał całymi dniami, nawet ten główny oficjalny, albo inne osobliwe zjawiska.]
NAGRANIE 201502031025 [MP4] – WCHODZĘ do prokuratur na Wiślickiej 6 w Warszawie
[UWAGA: Pamiętaj, że wideo MP4 mogą nie wyświetlać obrazu, dopóki nie zapiszesz ich w całości na dysku i nie odtworzysz stamtąd! TAM JEST OBRAZ! Proszę klikać odnośnik MP4 prawym przyciskiem myszy, używać "Zapisz jako".]
0:44 wychodzi pani w płaszczu, kaloszach, ale Mini (to ostatnie, nierzadko w takim połączeniu, to znany element nękania), może z racji pory nie pracownica albo prowokacja (0:53 rzuca "wstydź się!"). Może chcą, żeby kojarzyło się z hotelowymi zmianami, słuchaniem, jak na komendzie? (przynajmniej dawniej...) Przecież i co innego na to wskazuje (por. też następne wideo).
Pod koniec ochroniarz przyczepia się do, jak podejrzewa [skąd?] ("były już incydenty", skąd oni to wiedzą?? przejrzeli blog?), filmowania...
NAGRANIE 201502031130 [MP4] – Sekretariat Warszawa-Śródmieście Północ. Teczka prokuratury
Zawiadomiłem o nielegalnym ataku Policji, pomaganiu w wypędzeniu mnie z domu, dręczeniu m.in. na komendach, licznych nieprawidłowościach z zakresu postępowania karnego ("postawienie zarzutów" kradzieży, z włamaniem, nieznajdywanie zatrzymania w pr. przez aż 6 dni, zbędne trzymanie rzeczy – całe me mienie – aż do 3. tygodnia grudnia przez gliniarzy-szpiegów i niewydanie pokwitowania na zdeponowane rzeczy), złodziejstwach itd., wspominałem też o śledzeniu (które to wyznanie Policji padało zrelacjonowane w moim zeznaniu z innej sprawy). Było o podsłuchowej złośliwości policjantów... [rozwiń]
Ciekawostka: był tam jeszcze dokument, którego tu chyba wyraźnie nie uchwyciłem, że prokurator przejrzał wideo z zatrzymania i nie znalazł w nic niezwykłego czy co by wskazywało na złą wolę czy choćby wulgarność policjantów (same normalne rzeczy: "padać na twarz", "mieszkacie tu?" – "tak!" i że meldunek, że umowa... [miałem nawet klucze do garażu, co wzmiankowałem trochę później, mógłbym też pokazać w telefonie – przecież ma Internet – stronę banku z historią konta, gdzie były przelewy za dom] – "a mnie to KURWA obchodzi!!!" itd.; tych drugich wypowiedzi wprawdzie w piśmie nie wymienił).
NAGRANIE 201502031135 [MP4] – Biuro podawcze prokuratury Warszawa-Śródmieście Północ
0:06 "wstyd!", "wstyd", 0:07 pani ubrana w Pasy (symbol przestępcy od ponad 2 lat; zob. słynne elementy oraz historia tego bloga, tj. www.sysplex.pl oraz www.bandycituska.pl, na Internet Archive), 0:12 "bandyci!" (0:44 "jest Sprawa Tutaj...").
NAGRANIE 201502031146 [MP4] – Biuro podawcze prokuratury Warszawa-Ochota (składam prośbę o dostęp do akt)
1:30 sekretariat – babka po lewej była w Pasy, ale jej nie ujął telefon, 1:58 pani w Pasy (trzecia z kolei! identyczna bluza)...
Oczywiście, nie marnując czasu na większe starania, przychodzenie do biur itd. (boję się, że nie ma ani jednego porządnego wśród odbierających skrzynkę lub nie potrafią jeden drugiemu przekazać!), wysłałem krótkie powiadomienie o tych nowych wideo do wszystkich posłów (adresy z odnośnika na samym dole bloga). I pewnie nic [edit 2015-05-09: tak, 0 odpowiedzi, od niektórych przychodzi zwrotnie automatyczne powiadomienie "Przeczytano" – a przecież treści tego bloga są przerażające i każdy normalny polityk by się zainteresował, by następnie zmiażdżyć tym przeciwnika] – nie wiem, może odpowiada im ten stan rzeczy (to całkiem prawdopodobne).
Dobrze, a teraz jeszcze raz do głupców, o których pisałem w nagłówku tego bloga [edit 2015-05-09: wtedy było tam "Przeciwko głupim, którzy prawdy o Polsce i polityce szukają w telewizji" w miejsce dzisiejszego "NIE UFASZ? REKLAMUJ I TAK" itd.]. Tak, to jest bardzo ważny temat. Premier, przestępstwa, masy, żałosny stan moralności i praworządności w kraju. Tak, media o tym nie mówią: nie od dzisiaj, gdy zobaczyłeś tego bloga, nie "sprawa jest w toku", również nie od wczoraj, tylko ja zdycham od 4 lat, a oni o tym nie mówią. Nie pomagają jedne po drugiej próby kontaktu. Dzieją się najdziwniejsze rzeczy, obecnie od 2 lat torturowane są całe osiedla, ja non stop – niewarte wzmianki... Jasne? OK, więc, żeby nie było, że się na siebie gniewamy, że kogoś obrażam itd. Dobrze, nie ma w mediach "omerty". To jedne z nielicznych firm na chodzie i z własnymi lokalami, gdzie tortury się nie włącza i w ogóle nawet nie jest "zamontowana" (ukryta) w ścianach budynku (zob. np. wpisy Praktyka organizowania..., Kolejne taśmy, Szczegóły instalacji dźwiękowej). Ci jedni, ten "ostatni" bastion: media – nie oszczędzają na podatkach... Tylko ich ludzie ciągle robią nagłówki kojarzące się z moim tematem, w pracy, a nigdy nie powiedzą wprost, że jest taki człowiek i że ma problem, i że miewają go też całe osiedla. Strasznie skomplikowane o tym wspomnieć. Mówią o zorzach polarnych, o ciekawych zjawiskach, zaćmieniach księżyca czy problemach w Afryce, ale o Polaku ciężej niż za komuny prześladowanym politycznie – nie.
[edit 2015-02-06 01:01] Dodałem wykres (na podst. ustaw budżetowych), więc jeszcze uwaga. Prokuratorów i asesorów, czyli trzonu orzekającego, jest 6222 wg Sedlak&Sedlak; razem z innymi pracownikami będzie tego może nawet z 10 tys. (policz, ile przypada stałych wydatków, czy ich wzrostu, na głowę: to jest największy stały wydatek, pozostałe, np. korespondencja czy zwłaszcza prąd, są dużo niższe). Na prokuraturę przeciętny dorosły Polak (takich jest 30 mln.) płaci 67 zł w ciągu roku (pensja, VAT itd.); w 2000 r. to były 22 zł. Przeciętny, ale przecież tu jest też kilka mln. bezrobotnych, więc w odniesieniu do reszty to jest więcej – a jeśli zarabiasz dobrze, to płacisz jeszcze więcej... (To swoją drogą, bo w ogóle cała ta podwyżka VAT celem finansowania korupcji kosztuje przeciętnego Polaka, wydającego np. 3000 zł na miesiąc, 30 zł. Czyli co miesiąc 30 zł na tortury dla mnie.)
[edit 2015-02-06 18:16] Na stronie przybyło dowodów i odwiedzin, tymczasem Komendant Główny Policji podał się do dymisji i będzie tam tylko pracownikiem, nie przełożonym. Miłe, choć pewnie sytuacji to nie poprawi. Zbieżność wydarzeń wyłącznie przypadkowa? [edit 2015-02-07: Zeszła się też ta dymisja co do dnia z dostawą zagłuszacza, tym razem sieci WiFi, tj. internetu bezprzewodowego, radiowego (choć zagłuszacza nieskutecznego). Przypomina się wywalenie mnie z domu przez właściciela też dokładnie w dniu dostawy zagłuszacza sieci komórkowej (ba, na najwyżej godziny przed tym), wprawdzie (również!) nieskutecznego, ale pewnie chciano, bym na tę technologię stawiał. (Na to, że wywalili tamtego dnia, może znajdziecie Państwo dowód w aktach prokuratorskich z tego wpisu: np. notatka policyjna czy zeznanie właściciela, A. Graffa.) Zresztą o tamtą akcję przez chwilę, za sprawą spikerów, podejrzewałem Ewę Kopacz, więc pewnie i KGP. Wniosek więc być może taki, że gra się przez WiFi 5 GHz (ten drugi, mniej popularny standard), jeśli faktycznie "coś jest na rzeczy". Sieć taka zresztą, jeśli istnieje, to jest dobrze ukryta, nie widać nazwy na listach.] Media nadal śledzą mnie, jak jakaś komenda, co nieraz prześwituje z dziennikarskich wypocin (ale może "wasza firma akurat nie" i wyjątkowo nic tam nie będzie dźwięczeć – proszę się nie obrażać... zresztą ciekawskich zapraszam do Warszawy, razem zrobimy próbę już nie na wideo, a "w realu": wy decydujecie, dokąd jedziemy). [edit 2015-02-08: Odnośnie Działoszyńskiego (KGP), dziennikarka TVP INFO twierdziła jeszcze tego samego dnia na gorąco, że to "zaskakująca decyzja". Natomiast wg TVN24 rzecz jakoby szykowała się od kilku tygodni (czyżby? "nie ma tematu")...]
(20:00)
[edit 2015-06-05: W oryginale było "Inteligencja Policji", natomiast być może pracownicy tej instytucji pełnią tylko rolę asysty spikerów (ci są w studiu TVP?), jako (jeżdżący za mną nieoznakowanymi autami) dodatkowi agenci i dostarczyciele informacji o moim położeniu (dzięki której można selektywnie dręczyć określone miejsca; bez tego prześladowanie mnie byłoby bardzo utrudnione). Takie dostarczanie informacji na pewno ma miejsce, ponieważ np. często dociera do spikerów niemal natychmiast powiadomienie o tym, co właśnie widzę, jaka to tablica reklamowa czy przechodzący człowiek są przed mymi oczyma, bo słychać to wyraźnie szeptem i nie jest to moja myśl tylko, wywołana podprogowo. Ponadto jest chyba pomoc dla właścicieli przy okazji wynajmu, w rodzaju jakieś techniki wytrychowe/elektromagnetyczne itp.] W ogóle nie jestem świadkiem takich "rozmów Polaków przy stole", ale zapewne bandyci, których plan brzmiał zaprzedać kraj na pastwę totalitaryzmu, a mnie w dalszej perspektywie wspólnie zniszczyć (czy to samobójstwo, czy np. wariactwo, co się nie udało), zaczynają coraz śmielej stosować obronę – bo ta rzecz oczywiście potrzebuje bronienia (ktoś mógł donieść o blogu rodzince...) – na zasadzie już nie czarne (brak dowodów), tylko zielone ("dopuszczalne"): kolory wzięte z szat adwokatów, bo w sumie tak ich zadanie można streścić. Coraz mniej udaje się, że blog jest niewiarygodny, za to należy spodziewać się strasznego rozrostu twierdzeń [interpretacji], że to [co robią członkowie gangu szpiegowskiego, jest] nie takie złe. W pierwszej kolejności: że tortura nie taka prawdziwa i nie taka ciężka. Na pewno nie ma wtedy własnego myślenia i własnej inicjatywy, z tym się zgodzimy: "życia wewnętrznego" brak zupełnie [w tym: swobodnego rozumowania, wybierania, myśli innych niż bardzo bliskie tekstom spikerów], ale taka niby to wielka tortura?... Phi...
[reszta ukryta, bo może odwraca uwagę od DOWODÓW, a później ludziom "nie chciało się czytać"... "nudny ten blog"... pokaż]
(18:42)
Hotel ten znajduje się na 3. piętrze budynku przy ul. Foksal 16 w Warszawie (Stare Miasto), mają też podobne w innych miastach. Na licznych zrobionych telefonem LG E460 wideo załoga (czy, w mniejszym stopniu, schodząca się tam chyba Policja, nieumundurowana) przyznaje się praktycznie do wszystkiego. Popsułem im zmianę ok. godz. 16:00 swoim obserwowaniem okolicy. Najpierw ustały walenia z pokoju obok, które wcześniej były zmorą, i zastąpiły je dźwięki jakby pukań, zahaczania o klamkę (stalking znany już z państwowego Hostelu Zachodniego i 2011 r.: zabawy kluczem czy klamką, jakby delikatne ich poruszanie, żeby mnie trzymać w napięciu i denerwować albo żebym odpuścił we właściwej chwili tak, jak w pozostałych). Pukania dodatkowo w kontekście były związane z ciągłym (od 2 miesięcy) gadaniem spikerów w hotelach o tym, że może mi jakaś recepcjonistka "zrobi laskę", więc nie chcąc być posądzanym o takie ciągoty (co później mogą w sprawie karnej wykorzystywać przeciwko moim zeznaniom obciążającym, na przykład) dodatkowo miałem powód, by te dźwięki lekceważyć i na to właśnie liczono. Pok. 10 obok mojej 11-ki (w tym samym przedziale) był wolny, jak się później przekonałem, więc zmiany musiały być w tym drugim, 12-ce, bo monitor śledzi się z bliska.
W rozmowach z pracownikami – także z ich gośćmi z gangu, ale często w obecności pracowników (przybyli rzekomi "goście", nawoływani np. przez napisy w radiu podsłuchowym, że tam można przyjść i dostać za pobyt, za podsłuchiwanie, strojenie odbiornika i publikowanie mojego ekranu, pieniądze) – wyszło praktycznie wszystko, co tutaj na blogu się o takich firmach, a także generalnie o tym skandalu, twierdzi. Wyznawali te rzeczy niechętnie, zwłaszcza w 4 oczy do kamery telefonu, ale trzymali się wielokrotnie tej wersji o kolaboracji z Policją. [edit 2015-11-01: Tymczasem raczej właśnie z TVP(?) – raczej to na Jasnej w Warszawie jest centrala zajmowania się mną.]
Oto dla dobrego wyeksponowania lista istotnych plików (zob. też pełny katalog serwera www), długie i najciekawsze na pewno mają stenogramy – końcowe 4 cyfry w nazwie to godzina i minuta końca wideo, przypominam też, że pliki w formacie MP4 trzeba najpierw zapisać na dysku (klika się odnośnik prawym przyciskiem myszy i wybiera Zapisz jako...), inaczej może nie być obrazu (w starszych Windows, do wersji XP włącznie, może być też wymagana instalacja programu typu mp4 codec):
201501251238 [MP4] - wchodzę do hotelu Moon
201501251307 [MP4] - nie pomaga zagłuszacz emitujący ok. 1,7 W na przykładowym paśmie GSM (zakłóca jeszcze 3G i LTE)
201501251436 [MP4] - emisje od sąsiadów (nie mylić z tłem; to jest "bliskie" pole) wykrywa nawet po ustawieniu minimum czułości, na pewno nie WiFi/telefony
201501261604 [MP4] - badam spodziewaną zmianę (młody chłopak czeka pod 12-ką przy komputerze; proszę wybaczyć, ale w takich warunkach nie ma normalnych gości, co zresztą przyznali w 201501261628)
201501261611 [MP4] - w 36s w kuchni jest ubrana do wyjścia(!!!) nieznana dziewczyna i inna kobieta. Na recepcji bez zmian, pora nie ma nic wspólnego ze sprzątaniem
201501261616-1 [MP4] [DŹWIĘK] [TEKST] - teraz ten młody chłopak gada z recepcjonistką. "Uspokój się, [Piotrze Niżyński, ta] sprawa jest na Policji".
201501261628 [MP4] [DŹWIĘK] [TEKST] - podchodzi ta dziewczyna, która wychodziła - to pracownica - nawet rano będzie na recepcji - WAŻNE!!!
201501261631 [MP4] - "chyba tutaj... jest Remont...", inne takie, wideo kilkusekundowe
201501261638 [MP4] [DŹWIĘK] [TEKST] - próbuję się upewnić o Policji u recepcjonistki (to przez głuchotę), ale przy 201501261628 to już zbędne. Jest o monitorach
201501261650 [MP4] - "tak nam Wstyyd, sprawa jest na Policji", "sprawa jest nieistotna..." (niestety, to właśnie o tym)
201501261725 [MP4] - teraz to spikerzy szepczą z murów budynku: "tak, bardzo się wstydzę, tutaj jest sprawa"
201501261801 [MP4] [DŹWIĘK] [TEKST] - rozmowa recepcjonistki z przychodzącą babą (obyło się bez opłaty(!!!) [por.: dziewczyna-gość z B&B chowa sobie terminal płatniczy]). [Tak chyba działa każdy hotel, że przypadkowym ludziom dają do obsługi oscyloskopy (takich przychodzących a niepłacących widywałem sporo w różnych hotelach, pewnie wzywani napisami ze smartfonu i radia podsłuchowego); por. też (prawdopodobne) rozdawnictwo programu podsłuchowego, dodawanie go do telefonów, gościom w mediach, przede wszystkim politykom, ale wtajemniczają chyba i innych.] Cała w potwierdzeniach (zaczyna się od "Niestety sprawa jest w Policji!"). Niestety słabo ujęte kamerą. Wspominano też o szpiegowaniu klawiatury ("tablety"; wskaż myszą nazwisko w nagłówku bloga, będzie wyjaśnienie)
201501261807 [MP4] - przychodzą jacyś nowi; mówię, że dręczą, rozlega się "dręczyciel, ale to Policja" (nie spikerzy, ci to raczej szepczą i ciszej)
201501261842 [MP4] - znowu temat sprawy, czy afery, w Policji
201501261911 [MP4] - Zewnętrzni agenci przejmują pokój obok (nr 12): bez osób w środku, ale leżą różne rzeczy, widziałem m.in. torbę
201501271206 [MP4] - recepcjonistka z dnia 2015-01-27 od godz. 10: to ta pracownica z np. 201501261628, co się (m.in. wtedy) przyznała do włączenia czegoś. W pełnym katalogu są też wideo z przychodzącą wkrótce recepcjonistką z poprzedniego dnia oraz nawet ich wspólnym siedzeniem na tej malutkiej recepcji
201501271637 [MP4] [TEKST] - kolejni nowi "goście". Obwiniają Tuska, co już znamy z hotelu IBIB Pan, i chyba Seremeta. W pełnym katalogu jest jeszcze wideo z jakimś gościem, co przychodzi i gada "robię tortury?" - "tak jest" (to nie moi koledzy; wrzucam, bo może ktoś jest ciekaw ludu podsłuchowego)
201501271713 [MP4] [DŹWIĘK] [TEKST] - pracownica z powyższych wideo zaczyna mnie wywalać z hotelu, przy tym po raz ostatni się przyznaje, wtrąca jakiś erotyzm. Dalej już nie nagrywałem: spakowałem się, oddali pieniądze za ostatni dzień i do widzenia.
PRZEGLĄDAM INTERNET [MP4] - widać mój laptop: pokazuję, jak można znaleźć oficjalnie ogłaszany wygląd hotelu Moon. Tak, to jest ten obiekt, co na nagraniach.
A teraz, żeby wzbudzić apetyt, skrótowa prezentacja – 2 przykładowe wideo, żeby wyczuć klimat:
1. Stenogram z nagrania 2015-01-26 16:16 #1, gdy już trochę przesiedziałem czekając na zmianę: [w rzeczywistości jej drugą połowę – zajęcie pokoju przez nowego – jak się okazało, rozdzielili to]
2. Wideo 2015-01-26 16:28 ze stenogramem – nadchodzi ukryta przyszła recepcjonistka, chłopak dalej czeka na korytarzu:
Na koniec słowo o padających w wypowiedziach rozpasanych erotyzmach. Dziewczyn w wieku studenckim, 19-24, pracujących w knajpkach, kafejkach, hotelach i innych takich mało ambitnych miejscach (zazwyczaj jest to młodzież przyjezdna, czyli ok. połowy tych roczników, a nie wszyscy przyjezdni pracują i do tego akurat w ww. firemkach) jest ok. 16 tys. w Warszawie, czyli może 1/4 roczników żeńskich (nie wszystkie też robią/robiły torturę, czyli to, co od 2013; niech najgorszych będzie z 9-10 tys.). Ogłoszeń prostytutek w wieku do 24 r.ż. włącznie jest w Warszawie 800-900 (aktualnych), przy czym nawet uwzględniając powtarzanie się niektórych np. dwukrotne oraz fałszowanie wieku wciąż daje to może z 400 obecnie działających w tym dziewcząt. Zazwyczaj nie są to "córeczki tatusiów", tylko również przyjezdne. Liczbę tę należy pomnożyć kilka razy, gdyż do "branży" można wejść i można ją opuścić, tymczasem to jest tylko liczba tych, które w tej chwili tam działają, są i te, co robiły to wcześniej. A zatem możliwe, że w jakiejś części te zbiory (np. 2 do 9-10 tys.) się pokrywają; nie mówię, że to jest powszechne, ale jakaś jedna na 4-5 w zbiorze np. 7-10 robiących zmianowo podsłuch (są jeszcze chłopaki, razem trzeba tego na pewno dużo) lub prezentujących się w hotelach może się znaleźć w tej grupie wiekowej. Nie będę się nad tym rozwodzić, bo zresztą zaraz (do czego już się powoli przyzwyczajam) znowu absurdalnie spadnie ilość nowych czytelników dziennie, choć tych przy takich tematach, jak czołowi politycy, zbrodnicze kryminalizowanie gospodarki i rozwijający się policyjny międzynarodowy totalitaryzm (pomińmy już moje osobiste dogorywanie i potrzebę pomocy...) powinny być przynajmniej tysiące dziennie [przestrzegam przed ludźmi, którzy mówią, że trzeba ten blog bagatelizować, ufać mediom (przecież mnóstwo twarzy TVP czy TVN jest zamieszanych, odpowiednio dobrani realizatorzy czuwają, prezesom grozi 25 lat) itd.].
[edit 23:07] Jeszcze raz podkreślam, że zjawisko zmianowego śledzenia mnie dotyczy najwyraźniej wszystkich hoteli, na jakie się natknąłem [często na sąsiada do pokoi obok przychodzą dziewczyny w wieku studenckim], a było tego dużo... Tu nie ma lepszych i gorszych (broń Boże marnować tu pieniądze na te drogie!); swego czasu sprawdzałem Marriott za 900 zł w Warszawie przy Dworcu Centralnym, a i przed InterContinental oraz Polonią obsługa, o ile dobrze to odbieram, aluzjami się ze mną spoufalała. Jeśli więc były jakieś bardziej moralne firmy, to je musiała pozostała gruba większość wykupić. Ponadto ta zabójcza korupcja jest bardzo, bardzo powszechna we wszelkich kafejkach, restauracjach, barach; w zasadzie wszystkie takie punkty gastronomiczne, gdzie widać młode twarze, to mogą być najprawdopodobniej punkty, gdzie obsługa szpieguje/szpiegowała/jest zapisana.
[edit 2015-01-29 10:18] Proszę, tu jeszcze podobne [erotyczne] klimaty u dziewczyn (studentek?) z hostelu Tatamka w Warszawie na ul. Tamka, który mnie w ogóle nie chciał wpuścić, a później odmówił mimo rezerwacji (MP4: jeden, dwa). O Piotrze Niżyńskim (ale nie w sensie rezerwacji: tej w ogóle podobno nie było) to one, jak mówią, słyszały (nazwisko pada też na stenogramach z Moona, tych z listy nagrań), są nawet "na Ty". Najpierw zapisać całe pliki na dysku, później je uruchomić, inaczej nie będzie obrazu. [edit 13:42] Dlaczego jestem teraz ciągle w tanich hotelach? Nie, żebym chciał tortury lub był to jakiś układ; wynajem mi się nie opłaca, ostatni właściciel ukradł sobie kaucję itd., ogólnie był niezrównoważony. Poza tym często ludzie nie chcą wynająć, ociągają się, okazują tylko podsłuchiwanie, a spotkanie i umowa nie (np. często zajęte właśnie wtedy, gdy chcę dzwonić, lub nie podnoszą). Ale przede wszystkim jestem dosyć biedny (na granicy 1 mln. zł, a spore są wydatki na taxi) i mi się to nie opłaca. Naprawdę wszystkie strony z ogłoszeniami nieruchomości są pozbawione ofert od nieprzestępców, zwłaszcza, gdy chodzi o domy bezpośrednio. Pośrednicy też są dla mnie źli. To doświadczenia z jakichś 6 miesięcy 2014 r., dosyć świeże. [edit 2015-01-31] Ogłoszenia działek z Internetu, bezpośrednie, mogą mieć jakichś dziwnych ludzi obok (np. wpuszczą Policję na zmianowe dręczenie i śledzenie), poza tym często właściciele są nieprzychylni z racji bycia przestępcami.
[edit 2015-01-31] Przypominam o nagraniach związanych z kolumną Policji, wprawdzie dość krótką w tym roku, 8 jednakowych wysokich policyjnych furgonetek transportowych na sygnale (w 2011 było z kilkadziesiąt różnych wozów pod rząd wkrótce po moim tekście o konkretnym interesowaniu się mną rządu). MP4 nr 201501121336: wideo z kolumną (w 10 s twarz kierowcy, a od ok. 40 s wozy), 201501121411: wideo późniejsze z MOIM wsiadaniem do tejże taksówki (widać twarz nie tylko kierowcy, ale i moją). Poza tym na ww. stronie foto/wideo są nagrania z innych świeżych akcji, już niezwiązanych z wypędzeniem, np. nielegalne przewiezienie na komendę (20150114, przy użyciu kajdanek) – żadnego pewnie protokołu zatrzymania nie przekazano do prokuratury, bo zresztą brak podstawy (Policja pozbawia wolności na zasadzie aresztowania lub zatrzymania, a ja z nimi iść nie chciałem) – w związku z jakimś zmyślonym problemem pozostawienia łoma w pokoju hotelowym czy np. najazd dwóch wozów, jeżdżenie za mną przez osiedle i legitymowanie mnie (20150102), bo interesowałem się późno w nocy stacją benzynową (w kwestii jej baz), co zresztą nie było takie oczywiste, nie zachowywałem się jakoś szczególnie źle. W aktach zatrzymania jest wysłane przez Policję do mnie pismo z datą naprzód (rok to 2016 już podobno), choć może to przerobiłem, prawda... Bardzo dużo ludzi z psami w ramach nękania, zob. liczne wideo.
[edit 2015-02-24] Tytułowe "włączyłam tę Sprawę" mogło być akurat nie o torturze, a np. o podglądzie monitora. [edit 2015-02-26] A może nawet tylko o tym, że szpiegowała. Pewnie sędziowie by chcieli, że trzeba się przyznać, bo inaczej wszystko albo "legalne", albo "nie ma dowodów". To jednak jest kłamstwem, gdyż przestępcy tworzą (stały) związek przestępczy z centralą. Przestępstwo tego uczestnictwa zaczyna się z określoną chwilą... Sądy pewnie by chętnie stwierdziły, że z chwilą pierwszego szpiegowania, ale to bardzo nie służy praworządności. Już kontaktowanie się z licznymi tzw. carderami (złodzieje z kart kredytowych), samo przesiadywanie na ich kanałach bez konkretnego złodziejstwa potrafi być osobnym przestępstwem udziału w gangu (kontakt z osobami, tu: innymi członkami, przechodzenie odpowiednich procedur umożliwiających kontakt itd.). Jako, że jakiś "związek" osób czy relację można spotkać na każdym kroku, tutaj decydujący jest cel działania osoby czy osób, charakteryzujący się zamiarem popełniania przestępstwa. Nie sposób w żadnej praktycznej sytuacji odmówić go tym, którzy instalowali odpowiedni program na swoim telefonie, więc należy ich uznać za przestępców – ale czy to zyskałoby uznanie obecnych decydentów sędziostwa, w to wątpię... Raczej sami już dawno to zainstalowali... (Nie mylić z problemem przekazu podprogowego, bo o to łatwo obwinić samego prezesa sądu.)
(21:25)
jak na poruszane tematy. Zwłaszcza w zestawieniu z kilkoma milionami różnych użytkowników dziennie oglądających główną stronę portali rozrywkowych, które zawiodły zaufanie, np. Onet.pl czy wp.pl. W związku z tym spróbuję poratować się dowodami z mojej codzienności, częściowo znowu z hoteli (choć bandytyzm jest wszędzie): ale wy też pomóżcie!
(Wszystkie poniższe wideo były już od tygodni na stronie, do której odsyłam na górze tego bloga w sprawie dowodów, ale, wiadomo, wypadałoby jeszcze je wyeksponować: co reklamowane, sprzedaje się lepiej...)
Ten mało znany obiekt, właściwie centrum konferencyjne, mieści się na Trojdena 4 w Warszawie. Na osobnym wideo w formacie MP4 widać, jak wchodzę tam z ulicy (uwaga: odnośniki do wideo klikamy raczej prawym przyciskiem myszy i wybieramy z menu "Zapisz jako" – pliki wideo należy raczej odtwarzać z dysku, w przeciwnym razie często nie widać żadnego obrazu; poza tym może być potrzebny tzw. kodek MP4, czyli jakiś program do obsługi formatu zapisu wideo "MP4"). Tu nagranie, zrobione telefonem komórkowym LG E460, z ciekawszej części meldowania się, wraz ze stenogramem. Pani zachowuje się trochę, jakby jej nerwy puszczały, później poprawia się ("fajny minister jakiś", ale chyba nie o tym była mowa; następnie wygadała się, że to sam budynek winny). [Później też typowy w tej mafii slang o Robieniu Laski, teksty o Tusku-dręczycielu, o ministrze winnym w kwestii remontu (chyba Michał Kleiber, prezes PAN od 2007, wcześniej w rządach SLD), o robieniu "baz", chyba w sensie ośrodka śledzenia monitora...] Zresztą na to, że istnieją takie remonty (ba, to w ogóle jest powszechne) macie dowody wymienione w przypisach do Praktyki organizowania tortury (2 tamtejsze wideo; a wcześniej było Tesco, gdzie pracownica wyłączyła, także Castorama, gdzie dziewczyna była w temacie... poczytajcie blog, tu tylko nagrania wspominam). Na końcu wideo próba zlikwidowania tortury dwoma zagłuszaczami. Poczytajcie, przewińcie sobie chociaż ten stenogram, jeśli nie chce wam się oglądać!
2. Rano popędzają mnie, bym wychodził, wkrótce po obfitych szeptach w bufecie o wdarciu się na zaplecze (zachęty), bo może jakieś bazy tam są. (2015-01-08 10:34)W rzeczywistości nigdzie się nie wdarłem, tylko trochę się rozglądałem w bufecie (ale samotny, nie jakoś wśród innych klientów czy gapiów). Niby doba "hotelowa" się skończyła, ale jest przecież bufet, trzeba się też schronić przed zimnem, gdy czeka się na taxi... |
3. Żabka (znany sklep sieciowy) to się nie patyczkuje... Poczytajcie wpis o Praktyce organizowania tortury, jeśli coś tu jest niejasne. (2015-01-09 16:37)[edit 2015-03-02: Właśnie wtedy podejrzewałem, że na zapleczach są jakieś stacje bazowe, sterujące bezprzewodowo torturą ze ścian. Wpis nazywał się "Praktyka ręcznego organizowania tortury"...] Później jeszcze się ciągnęło pod sklepem (ul. Elektoralna w Warszawie: to akurat wtedy, gdy wpis robiłem o kolejnych aferałach, u tej firmy nocowałem). Lumpy biznesowe biły po twarzy, brały rzeczy. Powód? Ponowne pójście w stronę zaplecza (mogłem nawet nie usłyszeć zakazu za 1. razem). Wy wprawdzie nie bójcie się tej dobrej rzeczy, jaką jest oglądanie zapleczy, bo to była inscenizacja specjalnie dla mnie, żebym sobie nagrał i odstraszał tym nieprzestępcze masy. Niestety, jak już wspomniałem, nagrała się tylko część. |
Czujnik RF Bug Detector, bardzo prosty (nie rozróżnia częstotliwości), działa w paśmie od bodajże okolic megaherca(-ów) do 6 GHz. Poprzez umiejętne użycie go udało mi się po pierwsze stwierdzić transmisję cyfrową z jakąś bazą (zobacz, skąd wiem, że to komunikacja cyfrowa z jakimś ośrodkiem), po drugie wykluczyć telefony komórkowe i WiFi (np. komputery korzystające z bezprzewodowego Internetu) jako jej źródło (zob. też ww. wyjaśnienie). Po prostu ich nie łapie, nawet połączonych czy transmitujących: za mała jest ich moc (tymczasem typowa "komórka" potrafi emitować nawet 1-2 W). Ściągnij też podobne wideo: 201412251817-20 (ładna transmisja w rogu pokoju), 201501020302 (show, jak ładnie czujnik lekceważy połączoną tuż pod jego anteną komórkę, a przecież jest w zakresie jego pracy: dowód za niskiej mocy przy moich nastawach), 201501071659, 201501071712, 201501081840, 201501112315, 201501232237 (ładnie wyczuwana baza w hotelu ZNP w Warszawie na Powiślu), 201501251436 (tutaj wrażliwość była na 0, minimum(!); długie i ciekawe wideo, 8 min., wykrywa nawet wtedy i w stałych miejscach – nie z winy telefonu(-ów)).
Odkąd się nauczyłem z tego korzystać (czyli od pobytu w Bed4City na Grójeckiej 23-12-2014) w każdym hotelu z kolei (przejrzyj nagrania dowodowe) potwierdzałem obecność bazy ww. prostym narzędziem elektrycznym za ok. 200 zł, co dokumentują ww. nagrania. Jego niezawodne miganie, nawet na najniższej czułości (tzn. przeocza prawie wszystko, nawet dość mocne fale) – i to właśnie miganie, mruganie, a nie stałe świecenie się (w dodatku wokół pewnych stałych ośrodków, tych samych miejsc, bliżej jednej ze stron itd.; na pewno nie są to oficjalne bazy operatorów, bo te są daleko, tzw. tło, i tutaj słabe: równie słabe czy raczej nawet słabsze niż samo promieniowanie idące od telefonu) – upewniało mnie każdorazowo, że jest obiekt emitujący bardzo duże fale elektromagnetyczne i że najprawdopodobniej, ze względu na obecność ustawionego sąsiada obok mnie (w dodatku dość denerwującego), jest to właśnie sterowanie dręczeniem z różnych miejsc ścian czy sufitów idącym, może np. sterowanie telefonią (zapewne tą najprostszą, powszechnie używaną, ale zagłuszam różne typowo na świecie używane do celów telefonii pasma). [edit 2015-02-24: Obecnie zwycięża wskutek eksperymentów wersja, że instalacja jest czysto kablowa. W Bed4City (apartament) i hotelu Portos taką transmisję z pokoju obok było widać wyraźnie, bardzo silną, natomiast później już tylko czasami i jakby przytłumioną – może to były jakieś demonstracje, żeby mnie zmylić, żebym miesiące spędzał na eksperymentach z technikami bezprzewodowymi.]
Trochę oddalamy się, np. przez te hotele, od samej Policji, a przecież po 3 akcjach jednego komisariatu przeciwko mnie w związku z wypędzeniem były wkrótce kolejne dziwne sytuacje, już akurat nie domu dotyczące, uwiecznione na stronie ze spisem wideo (w tym jedna rzecz podobna do zatrzymania, właściwie z nim tożsama: pozbawienie wolności w celu przetransportowania na komisariat, zupełnie bez dobrej podstawy). Zresztą w Policji powinni z urzędu się tą korupcją zajmować, jest tak bulwersująca, zorganizowana i długotrwała. (Że szpiegują, to już widać z "akt" zatrzymania – w tym wideo z tej akcji, wzywanie "swojej" Policji przez właściciela przy innej wcześniejszej okazji czy wreszcie inne, bardzo znamienne wideo: 201412121014-[POLICJA] wchodze na komisariat i pojawia sie Grzegorz Smagiel.mp4, więcej wyjaśnień tamże.) A tu ciekawostka, którą nie wiem, jak inaczej wyjaśnicie, z ulubionej przez wielu strony rozrywkowej: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Znaczacy-spadek-poparcia-dla-rzadu-Ewy-Kopacz,wid,17197544,wiadomosc.html. Zwłaszcza ten spadek o 42% wśród przedsiębiorców bardzo przyzwoity, wobec dowodów, ale spóźniony... ktoś to PO wciąż popiera, boję się, że ci...
[edit 06:58] Przypominam, że tutaj (po kliknięciu) jest opis tego, jakimi i jak działającymi technologiami państwo obserwuje (podsłuchuje) ludzi, w tym mnie. Bynajmniej nie ma to nic wspólnego z instalowaniem u kogoś nadajników podsłuchowych. Dzięki mediom nawet nie dowiedzieliście się może, że wystarczy was dodać na komputerową listę: utrudnienia są wyłącznie prawne i dotyczące dostępności zasobów ludzkich (agentów), ale nie techniczne.
(03:30)
[wycinam, żeby nie zawracać głowy, możesz rozwinąć mą prośbę]
(02:12)
Czyżby pokłosie moich ostatnich 2 miesięcy w hotelach? Nie ręczę, że akurat to ogłoszenie to szukanie bandyty,
ale jest to bardzo prawdopodobne... W dodatku ta Warszawa: Polska przecież jest duża, a trafiło się tu... Nic, tylko czytacie tego bloga, a dowodów żadnych w tej trudnej
sytuacji nikt nie podsyła!!! [Niesprawiedliwy spadek czytelnictwa, więc wycinam sporo... Patrzcie może na bardziej trzymające
w napięciu kolejne wpisy albo idźcie sobie na strony rozrywkowe w rodzaju Onet.pl, wp.pl... O korupcji na poważnie tylko na www.BandyciTuska.pl]
(Nagrywać można nawet telefonem, np. z jednorazowym ujęciem twarzy i dalej z kieszeni, dowodząc też postawy samego hotelu (bardzo ważne!!!) – bo mogą wymagać zapisania się (czy raczej, że osoba już jest "niepaląca", "pracowała w kawiarniach, restauracjach"). Taki komplet nagrań może być wiele wart, a wraz z zeznaniem to w razie czego kompletny dowód. Na Allegro są nawet kamery w długopisach itp., nie trzeba tego nawet wyciągać na wierzch... Później łatwiutko z microSD przekopiować na komputer i wysłać mi linkiem u góry strony... Sam głos zestawiony z nagraniem w luźniejszych warunkach tej samej osoby, na służbie, już wyjaśni, co to za aniołek.)
Właśnie o ślęczenie w hotelach nade mną i włączanie tortury w stacjach bazowych może chodzić. [edit 2015-03-01: Owoc mej (nie)dawnej wiary w dodzwanianie się na 112 i w lokalne bazy, umacnianej u mnie przez nieco zwodnicze teksty rozmówców i spikerów. W rzeczywistości obecnie w hotelach, a może i dawniej tak było, być może pracownicy nawet nie śledzą mnie zmianowo w pracy. Główne przestępstwo, które tam trzeba zrobić, to włączenie śledzenia ekranu komputera na zasadzie odbioru fal, odpowiedni przydział pokoi pod to – to 24-godzinne czyhanie mogą robić nawet recepcjonistki własnoręcznie, ewentualnie ochroniarze, kierowniczki, sprzątaczki itp. Nad moim ekranem, bo o to chodzi, trzeba też, włączywszy już odpowiedni program, na bieżąco pracować (wykonywać bezinwazyjnie "zdjęcia" ekranu w pokoju obok, rozgłaszać je w Internecie innym członkom tej mafii). To wszystko robi albo jakaś przychodząca może niewystrojona służbowo obsługa, albo nasłane przez TV(?) (w opisach sytuacji, czyli tekstach ogłaszanych chyba wraz z ekranem w Internecie – strony www do dziś nikt mi z tych setek tysięcy nie pokazał) tłumy młodzieży, która zrobi to dla hotelu czy, w bloku, dla sąsiada za pieniądze (oczywiście ONI za pobyt w takim miejscu nawet nie płacą – przeciwnie, dostają; pamiętam nawet dziewkę, którą zatkało na recepcji hostelu w 2011, i wyrzekła tylko moją przybraną ksywkę i "przypał!", albo teraz 2015-01-05 z B&B, która chowała sobie terminal płatniczy przychodząc, wśród udawanych normalnych kurtuazji; przykłady typowych gości hotelowych). To są zapewne bardzo ciekawe sceny, te przyjścia i rozmowy nieznających się ludzi. "U was podobno jest teraz Piotrek?" itp.: aż się prosi, żeby to ktoś nagrał, no ale cóż, ci, co przychodzą, zwykle też są zamieszani, więc daremne marzenia.] Gumtree.pl czepiał się mnie,
że nie podaję nazwy pracodawcy i adresu, i "dlatego" jakoby kasował moje – świeżo wyłapane o 3 nad ranem(!!!) – oferty pracy z podaną nazwą
firmy, KRS i REGON, bardzo atrakcyjne, tylko niestety z nrem telefonu (nie można przechwycić i nie przepuścić odpowiedzi przez 99% czasu, czyli, gdy sam
nie sprawdzam...), a tu takie może śmieci wiszą, bez nawet strzępów opublikowanych danych o pracodawcy... [edit 2015-12-18: Zapewne najłatwiej trafić na ofertę bandycką w dziale "call center" (praca dla telefonistki), ale nie mogę sam
tego sprawdzić.]
Gumtree.pl – ta jakże popularna strona ogłoszeniowa, kiedyś ją jako pierwszą pod hasłem ogłoszenia widziałem – to niby własność słynnego amerykańskiego serwisu aukcyjnego eBay (jest też polski eBay.pl; zaś Allegro, swoją drogą, jest właścicielem również zepsutych OLX.PL, które przejęli i połączyli ze swym Tablica.pl, oraz OtoDom.pl: co za piękny oligopol...), poprzez ich spółkę Kijiji, ale w rzeczywistości to piaskownica TVP(?), która tam nawet po nocach moderuje, śledzi mnie non stop [młodzi pracownicy TVP na Jasnej to najlepiej potwierdzona/udowodniona z hipotez dotyczących przestępczego Centrum]. Nie sądzę, by to jacyś pracownicy biurowi robili, choć zawsze jakieś nikłe prawdopodobieństwo dla takiej opcji należy zarezerwować.
Nie śpię oczywiście z powodu tortury, mianowicie w hotelu [wewnątrz i na zewnątrz, a jak trzeba, to osiedla grają] przy Wybrzeżu Kościuszkowskim 31/33 w Warszawie, własność związku zawodowego (czy może firmy) "Związek Nauczycielstwa Polskiego" (swoją drogą podobno bardzo porządny zawód i nie bawią się w szkołach w agentów). [Zupełnie bezbożny związek, pieniądz jest tam bogiem.] Wprawdzie rano się stąd przeprowadzam znowu do jakiegoś innego. [edit 2015-01-24: Jednak będę jeszcze, pewnie do jutra. Usunąć dźwięku i bandytów zapewne się nie da "z przyczyn finansowych", fiskus by może zażądał zwrotu gigantycznych korzyści, z powodu naruszenia umowy?... a to już gorsze niż wszelkie więzienia, w które zresztą mało kto wierzy; swoją drogą i tak przecież kiedyś będzie trzeba to zwrócić, jeśli są dowody na konkretną kwotę... Przypominam: nie trafiłem, jak dotąd, na firmę, która by na pewno nie była skorumpowana: raczej w 90% jeszcze okazywano lub były dowody, że są.]
[edit 2015-01-24 21:44] Wrzuciłem też kolejne świeże prezentacje znajomości przez media mojego problemu (i lekceważenia go, bo tak jest już od dawna). Zobacz stronę foto/wideo. Tutaj piękne zdjęcie strony Onet.pl, a jest też film z korzystaniem z Internetu, gdzie widać daty, komputer, jego podłączenie do sieci itd. (nawet miejsce nakręcenia). Uczciwy powiedziałby "macie w d***e Polskę i drugiego człowieka!", ale za to dzisiaj można oberwać (złe sądy)... [edit 2015-01-25] Aha, na wypadek, gdybyś kiedyś chciał własne media otwierać, pamiętaj tylko o jednym: NIE WOLNO ludziom zabraniać mówić o temacie(!!!) czy nawet sugerować, proponować, zachęcać do pomijania go. Nawet tymczasowo, "na razie nie, bo za dobry, a nas Teleexpressy olewają, więc jak tu z motyką na słońce", "na razie nie, bo nie ma dowodów/nie uwierzą nam". Wszelkie takie działania będą mogły być zaklasyfikowane jako pomocnictwo w, trwającym wciąż przecież, przestępstwie. (Na tej to właśnie podstawie wszyscy obecni magnaci medialni boją się kary 25 lat więzienia.) Następnie zniechęcony tym, żeś też stał się przestępcą, choćby nawet drobnym i trochę niechcący, łatwiej pewnie ulegniesz, wpadniesz w sidła korupcji, bo państwo ma ogromne możliwości finansowe (choć, w porównaniu z tym, i tak to sektor prywatny jest kołem zamachowym gospodarki i gromadzi wielokrotnie więcej PKB). Przez taki nawet głupi błąd (może podyktowany nawykami wyniesionymi z mediów, jakimś irracjonalnym płynącym z przyzwyczajenia skrępowaniem przy wchodzeniu na ten temat, który ci kontakt z bandziorami zaszczepił) mogą upaść twe ambitne plany!
(02:54)
[edit 2015-02-25: Wpis zawierał wiele nieścisłości, więc w większości go przepisano.] Urzędy i telewizja masowo skryminalizowały spółdzielnie mieszkaniowe, deweloperów, firmy i biurowce [edit 2015-03-07: osobno także poszczególne mieszkania (agenci nier.), w każdym pokoju często po kilka źródeł dźwięku], a państwo odgórnie wszystkie urzędy publiczne, sądy. [edit 2015-07-03: Gminy z kolei, i to chyba wszystkie bez względu na rządzącą tę czy inną znaną z Sejmu partię(!), wyremontowały m.in. ulice, ... – rozwiń (główny fundator, wraz z Europą)latarnie uliczne, z dniem dzisiejszym jestem tego absolutnie pewny, bo słyszałem bardzo wyraźnie – nawet zdecydowane stukania w nie po przyłożeniu ucha – spróbuję zrobić jakieś nagranie wideo. Inne wskazówki, z jakimi się w życiu spotkałem, które by na to pośrednio wskazywały, to ostentacyjne wymienianie świetlówek przez jakiegoś "woźnego" na wydziale Politechniki Warszawskiej, gdzie przesiadywałem, co rusz spoglądał przy tym na mnie czy coś takiego, a poza tym to, o czym była mowa we wpisie z 10/03/2012. Media chyba po to ciągle się podniecają Rosją, żeby później pomóc politykom tłumaczyć tę bandycką, pod przekaz podprogowy zorganizowaną operację (pomocnictwo w zbrodni przeciwko ludzkości), jakimś bezpieczeństwem ludności w razie wojny itd. Już nieraz tak tłumaczono przydatność telewizji publicznej, "bezpieczeństwem wewnętrznym kraju", po czym dodawano np., że "docieranie jej sygnału do każdego obywatela" pomaga w sytuacjach szczególnego zagrożenia, np. wojny. W każdym razie zapewne będą próbowali przedstawiać jakieś ideowe pobudki działań zbirów. – ukryj dopisek] Tzw. w tej sprawie "remont" (byłem świadkiem np. takiego jednego widowiskowego remontu przy bloku, zleconego podobno przez spółdzielnię, na Żoliborzu w 2011) polega na utworzeniu specjalnej instalacji, być może ze zwykłych głośników (np. samochodowych, w których wychylenie membrany zależy od napięcia – brak oddzielnego zasilania), być może z czegoś innego, zasilanego prądem (w domkach często od sąsiada), w każdym razie wprowadza to okablowanie i urządzenia ukryte w ścianach czy sufitach. Steruje tym okablowaniem [tajnym – żaden taksówkarz się nie przyznał, hotele mają duże opory, co najwyżej nie zaprzeczą mi], z bliska czy nawet daleka, podobno smartfon (nowoczesny telefon komórkowy) lub w każdym razie coś doń podobnego, z wyjściem słuchawkowym [czy raczej "trybem głośnomówiącym"] i odpowiednim oprogramowaniem, ALE TO NIE IDZIE Z SIECI TELEFONII KOMÓRKOWEJ. [edit 2015-02-25: Że istnieje instalacja przewodowa, potencjalnie odległa od samej bazy (telefonu), dostarczającej jej dźwięk może aż od sąsiada, o tym niech świadczy fakt następujący. W domku na Chłopickiego 14 nie udało mi się zagłuszyć przekazu podprogowego za pomocą szerokopasmowego zagłuszania CAŁEGO pasma radiowego 0 – 1.5 GHz (próbowałem też 2 – 18 GHz), choć wzmacniałem to (również szerokopasmowo) do takich poziomów, że zupełnie padło od tego radio analogowe, nawet z 6 m dalej, a zaszumiła się wyraźnie nawet telewizja analogowa odbierana przez antenę na dachu budynku (a więc o piętro i strych wyżej, wystawiona wysoko na dachu stromym; nie zablokowało to natomiast telefonu komórkowego i WiFi, ale te już w 2014-15 blokowałem). Dla porównania, telewizję cyfrową zacinało to zupełnie, gorzej jeszcze niż analogową. Jednakże jest tu alternatywne wyjaśnienie, że u sąsiada mogłaby być antena ze wzmacniaczem, powtarzająca odbierany sygnał.] Transmisję zapewnia coś jakby Polskie Radio [ale bez ich pośrednictwa, centrali wystarczy EmiTel sp. z o.o.], widocznie telefony potrafią to spróbkować do postaci ciągu danych cyfrowych do przetworzenia przez program (nie wiem, czy to oficjalnie ogłoszona umiejętność). Tak czy inaczej schemat działania takiego sterownika jest następujący.
Po pierwsze: automat sprawdza cały czas w specjalnych [edit 2015-02-25: najprawdopodobniej cyfrowych, bo proste technologie analogowe głupieją od zaszumiania i niezbyt wiedzą, że są zaszumiane] transmisjach radiowych, pewnie w okolicach 60 – 350 MHz (na podstawie danych policyjnych!), w którym miejscu powinno grać (czyli gdzie się znajduję) [edit 2015-02-25: może jest też opcja "do wszystkich" albo "do wybranych", robiono mi takie selektywne wyłączenia ścian], i na tej podstawie ewentualnie zmienia decyzję, czy dźwięk ma być włączony, czy nie. [edit 2015-02-25: Raczej nie sprawdza się tego w Internecie, choć też pewnie by się dało, ze względu na bardzo duży zbyteczny ruch, jaki by to generowało, także zresztą na wszystkich tzw. routerach po drodze, ponadto możliwość awarii, opóźnień, ataków (ktoś by mógł zablokować serwer), padania linii telefonicznej, wreszcie nie ma takiej potrzeby ze względu na to, że i tak najprawdopodobniej przekazu informacji, gdzie się znajduję, nie zagłuszę. Bo gdy mnie gdzieś jeszcze nie ma na miejscu, to nie zagłuszam tam, natomiast urządzenia już się szykują do włączenia, a gdy już jestem, to one już grają, więc przez proste zaszumienie niekoniecznie zmienią decyzję, to jest zadanie dla inżynierów, żeby to dobrze zrealizować (np. zmieniam decyzję tylko wtedy, gdy jest sygnał). A zatem tego konkretnie lepiej nie realizować internetowo, taka moja inżynierska sugestia.] Po drugie: skoro dźwięk ma być włączony, to odszyfrowywany i przekazywany na kabel jest dźwięk transmitowany na falach radiowych. Młodzież zdaje się mi sugerować, co powtórzę, że "mózgiem" od strony wyremontowanych budynków jest zazwyczaj coś w rodzaju smartfonu (nie wiem, na ile to kwestia oprogramowania, a na ile specjalnego sprzętu). Tak czy owak gotowy dźwięk lub ciszę wyprowadza się już zwyczajnie na złączu np. Mini-Jack, które stosują też mikrofony i słuchawki, do instalacji dźwiękowej [edit 2015-03-14: albo grają same smartfony jako głośniki i odbiorniki zarazem: raczej to mi sugerują, raz może nawet nie zauważywszy tego się w telefon w ścianie wwierciłem, co teraz tak interpretuję]. Steruje tym więc program komputerowy, nowoczesna elektronika. Można sobie poradzić nawet bez oparcia w mieszkańcach, jeśli rzecz dotyczy bloków. Nie trafiłem w Warszawie na nieruchomość, gdzie by w ogóle takiego remontu nie było.
Oto natomiast pełna lista funkcji, w jakie państwowa mafia standardowo wyposaża serwery, komputery czy smartfony (bo to w sumie dziś mała różnica):
Trochę niechętnie pisałem ten kolejny wpis, bo odwraca on uwagę od coraz dalej znajdujących się wpisów o Policji blokującej mi nagle i trwale (na kiwnięcie palcem pana wynajmującego) dostęp do domu, przez co znowu jestem bezdomny.
[edit 2015-01-10 22:13] Ostatnio zajmuję się opisowym nazywaniem plików z końca 2013 i z całego 2014 r., które znajdują się na http://old.sysplex.pl/index/inne-dowody/PLIKI-NOWE/ (wchodzi się przez odnośnik "foto/wideo" w nagłówku tej strony). Jest tam nagrane (zwłaszcza w 2014) praktycznie całe moje ówczesne życie, to, co w nim istotnego z prawnego punktu widzenia (tj. gdy pojawiają się inni ludzie na wideo); jeden z ciekawych filmów zrobionych telefonem komórkowym wrzuciłem tutaj PO PRAWEJ do odtwarzania Flashem. To nagranie z hotelu Mazowieckiego, w którym już wtedy ładny kawałek czasu mieszkałem, 20-02-2014, nazajutrz po ślęczeniu ok. 1-2 nad ranem przy sufitach i próbach nagrania ich dźwięków (wbrew złośliwemu wyciszaniu ich): bo to stamtąd, jak wyraźnie słyszałem, szło (jeszcze znad świetlówek). I wtedy recepcjonistka (tego, powtarzam, państwowego hotelu: Grupa Hoteli WAM Sp. z o.o., od Wojskowej Agencji Mieszkaniowej, zob. dane z KRS) przyznała się, w odpowiedzi na moje narzekania, że (czas na wideo 0:37-45) jest tam zamontowana dźwiękowa "instalacja" i to [NIE sąsiad!] jest przyczyną tortur (oraz, że jest ona w każdym pokoju). To kolejne takie wideo, wymieniałem już w poprzednim wpisie inne, gdzie ludzie mówili w podobny sposób (raz mówiła tak jeszcze recepcjonistka JM Apart Hotel, "tak będzie w każdym pokoju", ale wtedy nie filmowałem). Chcesz przykładu tortury z opisem, co tam m.in. było szeptane? Znajdź np. wpis Kolejny hotel... W Mazowieckim byłem długo, więc może są i inne nagrania z tą recepcjonistką, jak mówi, jak ruszają się jej przy tym usta (trochę za stara na moją "koleżankę", ale kto wie...).
[edit 2015-01-13] Prawie nazajutrz po wrzuceniu tego wideo (2015-01-12) w hotelu Felix weszli ze mną do niego żołnierze (w khaki i z jakimś nawet pisemnym UPOWAŻNIENIEm z jednostki, z pieczątką i podpisem), ba, nawet zakwaterowali się w pokoju tuż obok (naprawdę to nie moi koledzy: mówiono mi, że hotel w pełni zarezerwowany i pokoju dobierać nie mogę, zresztą wszystko jest nagrane, próbowałem się przenieść; ci żołnierze, niby robiący to za nich, to raczej pic – same hotele szpiegują zmianowo swoją załogą, często kobiecą), zaś wcześniej tego dnia (12/01) przejechała obok mego taxi, wśród innych uwiecznionych kontekstowych najazdów, długa (8-10?) kolumna wysokich wozów Policji (trochę tylko krótsza niż wtedy jesienią 2011). A są i inne ciekawe wideo z wczoraj i dziś: nagłe spotkanie, gdy dojechałem na miejsce i wysiadłem z taxi, wychodzącej recepcjonistki Aramis (zupełnie jak na tej stronie, pani szła oczywiście z telefonikiem gadając, ustawili to specjalnie pod ten blog) – zamieniłem z nią słowo, na wideo jest jeszcze, jak właśnie odjeżdżało moje taxi świeżo po zapłacie, niestety później już pod zmyślonym pretekstem nie chcieli mnie dawać pokoju w tym hotelu – czy natknięcie się w podobnej sytuacji dzisiaj na dyrektorkę Best Western Felix (akurat zjechałem, żeby wsiąść do taxi, zaszczyciła mnie sama dyrektor). Wszystkie te 4 sytuacje są nagrane, wideo można ściągnąć ze strony. Wszystkie te hotele (Portos, Aramis, Felix, także Hostel 36, w którym długo byłem w grudniu) są pod kontrolą Satoria Group S.A.
[edit 2015-01-16 20:13] Zaraz wrzucę tu we Flashu jeszcze jedno – dowodzące przystosowania do przekazu podprogowego i tortur – wideo, PO LEWEJ, z recepcjonistką warszawskiego JM Apart Hotel na Grzybowskiej (taki wieżowiec, właściciel jest Polakiem). Głosy podprogowe utrudniają (zwłaszcza mnie...) zrozumienie, więc przytaczam słowa: 7. minuta 56s, ktoś mnie wyręcza: "Przepraszam panią...dlaczego się te dźwięki włączają?" (dalej goście robią sobie jaja, naśladując spikerów); dopiero 8'15'' panią recepcjonistkę natchnęło (trudno się myśli!) i zaczyna opowiadać: "te dźwięki włączają się automatycznie, może jutro [kwestia podobno ustawień hotelowych!] (...) te dźwięki włączają się automatycznie". Wideo jest w formacie MP4 w "tony foto/wideo" z nagłówka, katalog PLIKI-NOWE, sygnatura czasowa w nazwie: 2014-01-21 18:19 #1. (Przy Marriocie w PLIKI-NOWE macie natomiast recepcjonistkę, która sama ciągle szeptała do siebie przy obsługiwaniu mnie.) Panią recepcjonistkę znamy też z innych wideo z Aparta. Inny fragment, przesunięcie czasowe 1'08'': "Dzień dobry, proszę panią, ja mam w tym hotelu rezerwację", podaję nazwisko, 1'45'' rzuca mi: "może do innego hotelu, tak?" [ostatnimi nocami spikerzy nawijali bodajże o wieloletnich karach i sporo też o seksie z recepcjonistkami], "słucham?", "Niżyński, jaka firma?", "nie, to nie z firmy, tylko prywatnie", 6'07'' "mówili, że nie tak źle" [pewnie blef, bo robią pewnie podsłuch i szpiegostwo zmianowo w firmie; zresztą gdyby miały hamulce i moje dobra prawnie chronione miały dla nich jakieś znaczenie, nie były obojętne, to by to wyłączyły, aczkolwiek spodziewany hipotetyczny zły sąd będzie tego bronił, przeciwko takiemu wnioskowaniu o ich zamiarach i godzeniu się na czyn], 6'57'' "nie wiem, dlaczego tak jest, ja takiej rezerwacji nie widziałam", 7'10'' i 9'06'' dodatkowe moje wyjaśnienie o torturach; 19'12'' "w każdym pokoju jest ta sprawa", 19'34'' (bawi się telefonem stacjonarnym, do którego niby gada, jak te zwłaszcza dziewczęta w 2011; telefonik miewał też często znaczenie dzwonienia szefa i wstydliwych odgórnych poleceń) "bardzo się wstydzę" (20'37'' uzupełniają to spikerzy mafii: "fajny minister chyba", "premier zrobił torturę"). 20:54 drwina obsługi "w innym pokoju ten problem jest w ogóle"(!), 22'03'' "w każdym pokoju będzie ten problem". I człowiek ma mieszkać w czymś takim... Program na całą Europę przynajmniej... Metoda polityków (najgorsze jest PO, a uczestniczą w tym wszystkie partie sejmowe, np. ich urzędy samorządowe): jeśli bardzo chcesz, możesz się nie zabijać, żyć sobie – ale wszyscy będą cię torturować. PS. Co do mojej skargi do Komendy Głównej, która jest w aktach zatrzymania, to została zlekceważona, zginął mi teraz ten świstek. Sens odpowiedzi z komendy na Malczewskiego był taki, że nie odpowiadają w "kwestiach dowodowych", podsunęli tam jakąś żałosną podstawę pseudoprawną (art. 240 kpa, że niby to się do kpk stosuje, tymczasem w rzeczywistości tylko karne skarbowe to wyłącza ze skarg); przypomnieli też, że ponownie wniesioną skargę o tym samym mogą pozostawić bez odpowiedzi. [edit 2015-01-20: Kolejne potwierdzenie istnienia problemu (i to chyba nie z oficjalnych głośników szło) jest wymienione we wpisie Tesco – ten męczący szeptany dźwięk.]
[edit 2015-03-07] Zauważmy, mowa w tym wpisie o zupełnie odrębnej kryminalizacji niż ta związana ze szpiegowaniem (i podsłuchiwaniem) zmianowym przez pracowników... [rozwiń dopisek], w celu przechwytywania z odległości ekranu mojego laptopa czy nawet komputera biurkowego (co generalnie szybko przejmuje sąsiad blokowy czy domkowy, jeśli się gdzieś wprowadzam na dłużej). Tę drugą kryminalizację praktykuje się, jako inna sprawa ze mną związana, w licznych placówkach, zwłaszcza znanych sieci gastronomicznych; łatwo to poznać po "agenturalności" personelu, ich dziwnych wypowiedziach, reakcjach, jakby tam ktoś na bieżąco szpiegował albo było coś dziwnego nie w porządku z firmą (na tle szpiegowskim); w tej kwestii, kogo podejrzewać (bo gdzieś generalnie to się robi), mogę się dość autorytatywnie wypowiadać jako świadek tych reakcji. Prawdopodobieństwo, że nieruchomość ma taki personel i praktykuje szpiegostwo, wzrasta z jej wielkością oraz wielkością i renomą firmy (trochę dziwne z medialnego punktu widzenia dawać specjalnie wysokie zarobki w jakichś typowych mikrofiremkach); również instytucje publiczne w to się chętnie wciąga (chyba nawet poczty), tak samo nawet stacje benzynowe (co ciekawe jeden z pracowników sugerował mi w takiej, że popiera PO). Wlicza się tu mnóstwo lokali i sieci gastronomicznych (wszystko zależnie od potrzeby, bo w pewnym promieniu dobrze działa jedno urządzenie i po co to powielać, ryzykując poparciem Platformy itp.; wielkość zapleczy musi być oczywiście odpowiednia, żeby nie ryzykować – osobne nie za małe i zapchane pomieszczenia itd.). W pewnych firmach wręcz, jak np. pewien McDonald's gorzowski (jest w foto/wideo: PLIKI-NOWE), widziałem o specyficznej porze (np. po 12-ej) zmiany w pokoiku dla obsługi, co należy dodać do niedwuznacznych sugestii obsługi czy kierowników w innych obiektach tej sieci. Kliknij (jeszcze czym innym, najbardziej powszechnym, jest po prostu posiadanie przez młodzież pracującą w danym miejscu w prywatnym telefonie programu do szpiegowania – to chyba w 90% firm gastronomicznych rozdają, ponadto wszędzie tam, gdzie jest ww. "ABW", a młodzież często jest chętna; poza tym w szkołach i na studiach to się potrafi rozprzestrzeniać). [ukryj dopisek]
(05:01)
Blog ten istnieje nie od dzisiaj, jak można sprawdzić na web.archive.org (dawniej w domenie www.sysplex.pl [później głównie www.bandycituska.pl]). Jego twierdzenia także. Niektórzy szczęśliwie dali się już przekonać – albo od początku w to wierzyli – że podstawową przyczyną dźwięków, które mogą dręczyć np. osoby śledzone w państwie (bez zresztą potrzeby obecności kogokolwiek/czegokolwiek w terenie), są remonty, a te polegają na zabudowaniu i poukrywaniu telefonów komórkowych, zwłaszcza w ścianach, stale podłączonych do prądu (nawet obcego pochodzenia). Za pierwszą tezą przemawia np. wideo ze wpisu Szczegóły instalacji dźwiękowej..., a zdawała się ją też np. potwierdzać pracownica centrum konferencyjnego Polskiej Akademii Nauk, co jest na stronie z filmami wideo (mówili też moi robotnicy fizyczni, że problem tkwi w ścianach, tyle, że ich nie nagrywałem), a drugą (o telefonach komórkowych) można wywnioskować z poprzedniego wpisu na blogu i reakcji recepcjonistki, zresztą to wszystko bardzo potwierdzają moje doświadczenia. Może uwierzono mi, na podstawie moich nagranych bogatych doświadczeń (cd.), że każdy hotel czy wielka ich część jest właśnie tak przystosowana [pomogły to osiągnąć wielkie pieniądze i początkowa niepozorność procederu, także być może trochę śmieszne groźby w rodzaju "wprowadzeni ludzie będą siedzieć na korytarzach"; wielki pieniądz to tutaj znaczy także np. sprzedanie czy wynajęcie hotelu, bez wikłania się w niemoralność]. I co? Może już są chętni podsunąć mi gotowe "genialne rozwiązanie"? Zatknięcie uszu na przykład, co nie pomaga (ścisza o ok. 30 dB najwyżej)? Albo mieszkania na doby? Niestety, po raz kolejny twarde zderzenie z rzeczywistością rozwiewa złudzenia. Politycy (platformersi zwłaszcza) to nie idioci; nienawidzą mnie dziesiątki-setki tysięcy płatnych zabójców, tzw. eufemistycznie szpiegów, a cały program dręczenia jest dobrze przygotowany, tu nie może być żadnej porażki ani ucieczki, inaczej w ogóle by kwestii dręczenia dźwiękiem nie zaczynali.
(Nawiasem mówiąc, hasła "politycy to nie idioci" użyłem po raz pierwszy na obrazku z drugiego wpisu o prokuraturze, który zresztą ma też zastosowanie do sądów. Moje doświadczenie pokazywało wielokrotnie, że pracownicy tych instytucji są zamieszani w przestępstwa. Załączam tu po lewej wideo pokazujące parę standardowych u mafii elementów nękania w prokuraturze na Wiślickiej 6 w Warszawie, tj. rejonowej Warszawa-Śródmieście Północ i Warszawa-Ochota zarazem. Godne odnotowania: moment 4:07 i 4:51, prokurator zakaszlał – dwa razy: czyżby jak w tym wpisie o Gigantycznej aferze o organizacjach, które "mają u siebie nielegalne ABW" i "wdrożyły tortury" [coś w tym rodzaju – trzaśnięcia drzwiami jako analog uderzenia młotkiem, zwykle potwierdzenia zarzutu – robią mi teraz kontekstowo, tj. pod teksty spikerów, szpiedzy obok w kolejnych hotelach; wprawdzie tutaj to mogło być nie takie przemyślane, ale wersja jest prawdopodobna]; moment 5:25, baba siedzi w korytarzu i pali wobec mnie papierosy, a byłem w budynku może pół godziny (zob. tę klatkę). Jeszcze mniej więcej wtedy tekst rzucony przede mną przez te, koniecznie, straszne gaduły rozbiegane. Zobaczcie jeszcze raz te standardowe sposoby nękania z wpisu "Kilka wyjaśnień"... Wrzucają się też dzisiejsze wideo uliczne, pokazujące z okna taxi tony elementów nękania, 1 co np. kilka sekund lub nawet średnio sekundę, po prostu wśród pieszych po drodze, zapewne szpiegów, którzy specjalnie w tym celu wyszli. Wcześniejsze sytuacje z życia prokuratur znajdziecie Państwo tutaj, w starym wpisie. Już nawet nie wytykam im tego dźwięku, bo może to jakoś sam montuję... [Tutaj oryginały MP4])
Wracając do rzeczy, kolejną porażką okazał się apartament na doby firmy Apartament4You. Wideo jest tu po prawej stronie; cóż pomogą zagłuszacze, gdy obok słychać czatującego sąsiada, a [edit 2015-02-25: reszta zdania przeredagowana] w ogóle to remont obsługują fale radiowe do 300 MHz najwyżej, zapewne. Rzuca to aż uzasadnione podejrzenie na słynną firmę zajmującą się rezerwacją hoteli, Booking.com [edit 2015-01-11 03:21: ocenzurowali mi zresztą, ale dopiero po pewnym czasie (pewnie przygotowali, jakby co, całą historyjkę o zgłoszeniu wychodzącym od hotelarza "wymuszającym" to na nich), opinię wystawioną dla Bed4City, którą "zaakceptowali" 30-12-2014: zniknął mój kluczowy w tym przypadku komentarz, została tylko średnia nota]: być może u nich po prostu nie da rady znaleźć innych mieszkań, "od katolików"; ten prosty, wydawałoby się, biznes ima się jakoś właśnie tych, którzy w mieszkaniu obok urządzają czuwanie (i troszczą się, by nie opuściła mnie tortura), może np. mają dwa własne przy sobie, górne i dolne, jak u tej pani tłumaczki. Pracownicy Booking.com zresztą parę razy na tej stronie (nawet bodajże angielskojęzycznej) okazywali w niby to przypadkowych, dosyć delikatnych aluzjach, że są w temacie mojego życia.
Gdybyśmy mieli puścić wodze wyobraźni, zresztą doświadczenie podpowiada, że bardzo słusznie, dostrzeżemy pewną hierarchię aferalstwa, w której im wyżej jesteś, tym mniej się zajmujesz organizowaniem tortur dla ludzi wytypowanych przez rząd (obecnie głównie ja): tym bardziej już tylko "nadzór", a może nawet w ogóle nic? Może już się nawróciłeś? Nic w zasadzie nie musisz robić...
Przykład. Rynek mieszkań na doby: poziom 1 przedsiębiorcy, poziom 2 rezerwatorzy, poziom 3 Google (bo niby jak, tanim kosztem, trafisz do takiego przedsiębiorcy z mieszkankiem gdzieś w jakimś bloku; ewentualnie bilbord, ale kto tak robi, drogo, mizerna skala oddziaływania). Nie ma tu nigdzie przymusu, jest natomiast korupcja i interes; wciągnięcie np. Google'a do gangu, które prawdopodobnie miało miejsce, gdyż wielokrotnie w trakcie mojego surfowania po sieci podstawiano mi bardzo wyraźnie reklamy (bannery) pod to, co się u mnie dzieje (a też, z drugiej strony, ustawiano czasem odpowiednio logo na www.google.pl czy bawiono się, także kontekstowo, botami chodzącymi po moich www), niby sprowadzające się tylko do szpiegowania, oglądania ekranu, tortur w biurze, w praktyce oznaczałoby także dozór nad tym, by odpowiednio pozycjonowani byli ci skorumpowani, dzięki którym 99% tzw. trafficu, ruchu internetowego, do nich pójdzie... Pozostali, jak np. moje Forum Wynajem (www.forumwynajem.pl), są nie do znalezienia albo gdzieś na dole (i tak będzie im doskwierać brak pieniędzy, że w końcu pójdą na współpracę i dostaną prezent, np. od jakiegoś dużego medium typu rezerwator). Booking.com także ma funkcję nadzorczą i byłby, jeśli to prawda, zamieszany bardziej bezpośrednio – ewentualne usuwanie dobrych, którzy nie zrobią tortury (nie wiem, na ile dzisiaj by się do tego posunęli, ale pewnie nowych nieskorumpowanych nie wpuszczają(-li)) – natomiast dopiero ewentualna zmiana jego polityki uruchomiłaby zainteresowanie Google'a i, być może, promowanie jego konkurentów. (W Bingu zresztą mogłoby być podobnie, bo Microsoft Polska Sp. z o.o. być może też jest skorumpowany, a nawet i w amerykańskiej centrali trochę się mną interesowali; np. zmieniane tła bing.com czy coś takiego(?). To wszystko wprawdzie tylko hipotetycznie i trudno przewidzieć, bo korupcja się świetnie sama trzyma i nikt nie musi wyciągać bata...)
Kolejne przykłady: rynek nieruchomości. Jak się okazuje, tylko ze 20% ludzi chcących wynająć czy kupić chce iść do pośrednika. Kwitną więc strony, gdzie wynajmuje lub kupuje się bezpośrednio (domiporta.pl, dom.gratka.pl, otodom.pl, domy.pl, tablica.pl, gumtree.pl, nawet na Lento.pl spotkałem się z kasowaniem ogłoszeń własnych), ale tu niespodzianka: każda nieruchomość jest "po remoncie"... Utarły się wręcz sformułowania ("po kapitalnym remoncie", "zadbane sąsiedztwo", "cicha spokojna okolica", [bardzo] "przytulne", "widna kuchnia" itp., pochodzące od pośredników) wskazujące na korupcję. Moderuje tam pewnie Policja, odsyłają tam aferałów, pozostałych wyrzucają, może wymyślają jakieś powody, np. podatki, oszustwa, sami pośrednicy narzucają się proponując wspaniałe układy (a z drugiej strony dobrzy pośrednicy pewnie nie mogliby się tam ogłaszać: gratka.pl nawet jawnie bodajże w 2013 dodała w regulaminie konieczność podpisania jakiejś umowy, podobnie zmienili też wystrój na czerwony, gdy się nad ich rolą zastanawiałem). Gdyby któraś z tych stron z ogłoszeniami przestała cechować się antyludzką korupcją i złem, najpewniej doszłoby do rotacji pozycji w Google'u, która by dla nich przychylna nie była... wyłoniłaby się konkurencja, która by nagle bardzo wysoko stała... To oczywiście zupełna hipoteza, bo żeby takie tuzy, jak wyżej wymienione, przestały (jak to odbieram) popierać płatne zabijanie, musiałaby już wcześniej zajść duża rotacja w samym narodzie, jakieś powszechne nawrócenie, wejście nowych mediów czy coś takiego, a to może nawet powstrzymałoby Google od takiej decyzji. Ostatnim wreszcie przykładem hierarchii gospodarczej może być rynek pracy np. w Internecie. Rekrutują firmy zupełnie bandyckie, ale im wolno. Mnie natomiast nie: oto przykłady cenzury. Naraz, w tej samej chwili (ten sam dzień około popołudnia bodajże) zrezygnowały z wyświetlania mojej oferty zarówno Praca.pl, jak i Pracuj.pl, choć wcześniej się raczej nie przyczepiały. Nad nimi jest jednak jeszcze wyszukiwarka (akurat to usunięcie może załatwili spikerzy, a nie ona), choć, znowu, trudno ją winić za to, że po prostu w kraju sam syf i malaria; trudno też o dowody, bo to na wysokim szczeblu biznesowym, który mało kto zna, się rozgrywa, wśród nielicznych. Wiele dla mnie dobrego zresztą robią te wyszukiwarki, że w ogóle tego bloga znaleźć można, że o "bandytach Tuska" czy Piotrze Niżyńskim łatwo poczytać. Dużo winy jest, powtórzę, po stronie narodu: owo myślenie wąskimi perspektywami, "jak jest", o stanie zastanym i dostosowaniu się do warunków. Nie jesteś przestępcą i nie pasuje ci Booking? Załóż nowy Booking! (Zbyt trudne, żaden hotel niechętny? Załóż media, tutaj jest pole do działania i ukierunkowania swej energii!) Są liczne przeszkody, życie nowatora i wroga układu nie jest usłane różami, ale ostatecznie zdecydowanie opłaca się. Bo o dobro w tym chodzi.
Wideo także w dziale z nagraniami w formacie MP4 (kliknij prawym przyciskiem myszy i wybierz Zapisz jako..., bo mogą wymagać odtwarzania z pliku z dysku).
[edit 2015-01-09] Spotykacie też pewnie ludzi, w tym zwłaszcza młodych, którzy o skandalu usłyszeli dziwnym trafem dopiero z tego bloga, choć jest on gigantyczny i obejmuje pewną widoczną na statystykach część narodu, a zarazem są jakoś niewierzący co do jego tez (np. łatwo nazywają mnie wariatem, nie odnosząc się do dowodów) lub nie chce im się czytać, niezbyt na nich to wszystko działa... Nie skomentuję tego: chyba sami rozumiecie.
[edit 2015-01-10] Internet jest jeszcze wolny, ale uważajcie, bo serwer stoi w jakiejś serwerowni, jeszcze sobie wymyślą (1&1? Hetzner? inne marki od wynajmowania maszyn na serwery?), że np. nie wolno u nich trzymać foto z pracownicami itp., że to jest niemile widziane na przykład. Zupełnie tak z głupia frant.
[edit 2015-01-10 03:30] Przykład układu w organach ścigania, na który każdy może łatwo i szybko znaleźć dowody, to kwestia serwisów propagujących prostytucję w Internecie. [rozwiń dopisek...]Samo w sobie być może z przyczyn prawnych nie byłoby to problemem, ale diabeł tkwi w szczegółach: chodząc po stronach z "ogłoszeniami towarzyskimi" (mnie akurat to potrzebne, żeby u kogoś w normalnym mieszkaniu spędzić noc, zresztą może też nikt nie odpowie, jak na wszystkie moje dotychczasowe apele z 2013-14) widzimy m.in. (na co już zwracali mi uwagę, w aluzjach oczywiście, wykładowcy Politechniki na przełomie 2010/11, gdy ten temat był aktualny w moich od czasu do czasu wygłaszanych monologach w mieszkaniu), że: 1) wszystkie www, które są najwyżej w wyszukiwarkach, stosują cenzurę prewencyjną (moderacja, zatwierdzanie ogłoszeń), 2) admini oferują modyfikację zdjęć tak, by twarz była zasłonięta (i to w pewien standardowy sposób), 3) za publikację ogłoszenia pobierane są, wprawdzie małe, kwoty pieniądzy (np. 11 zł płacisz ty, z tego 3,7 zł dostaje właściciel; ale tych ogłoszeń może być w ciągu miesiąca sporo). Są to stałe motywy na tego typu stronach, do których można by się przyczepiać na zasadzie paragrafów o ułatwianiu (innej [konkretnej] osobie) prostytucji czy czerpaniu korzyści z prostytucji. (Da się zapewne zrobić stronę, np. ogłoszeniową w rodzaju Oglaszamy24.pl i z co najwyżej wtórnym moderowaniem, tj. usuwaniem, ogłoszeń, która by działała w sposób legalny, ale jak dotąd gruba większość "rynku" działała tak, jak wyżej podano.) Co ciekawe, wina – związana z istnieniem tych stron – nie leży raczej po stronie sądów (czy, co gorsza, Sądu Najwyższego); w ostateczności przecież można by to nagłaśniać w mediach, czepiać się niesprawiedliwych wyroków, wskazywać, że z samej treści paragrafu nigdzie nie wynika, że to nie może być "czerpanie korzyści". Widziałbym tu przede wszystkim wpływ Policji, która zapewne ułożyła się z sutenerami, w zamian uzyskując rzucającą się nieco w oczy podsłuchową kryminalizację środowiska prostytutek oraz, związaną z tym ewentualnie, znajomość ich danych osobowych, jeśli są zarejestrowane w podsłuchu. Ewentualnie jeszcze byłaby pewna wina ze strony prokuratury: nie wszczyna sprawy z urzędu, zawiadamiana pewnie odmawia dochodzenia (i to w całej Polsce) – prawdopodobna przyczyna: Andrzej Seremet i jego wsparcie dla układów Policji. Jeszcze jeden powód, obok tego przytoczonego w poprzednim wpisie o niej, by prokuraturę (a sądownictwo swoją drogą) zreformować. Jest to też priorytetem partii, która powinna powstać skupiona wokół mojego przypadku i tego, co nabroili politycy w całym kraju. [ukryj dopisek]
[edit 2015-03-01] Do kolekcji rzekomo genialnych rozwiązań należy doliczyć zagłuszanie fal. [rozwiń dopisek...](Sprzęt do tego jest drogi i nieporęczny, wymaga też zasilania często aż 230V: nie nadaje się do stosowania byle gdzie, tylko raczej w warunkach życia osiadłego.) Otóż po kolei, rozważmy opcje. (1) W hotelach rzecz ma się najprawdopodobniej tak, jak w Tesco: jest 1 smartfon kontrolujący na cały hotel, którego wyjście słuchawkowe idzie do instalacji dźwiękowej, MOŻNA JE ODŁĄCZYĆ (zob. przykład; było w Tesco, chyba nawet w domku na Chłopickiego, miałoby nie być tak zrobione w hotelu?! to jedni z moich głównych wrogów, napuszczają młodzież na mój komputer, nie usuwają remontu, są zapewne łapówki, a cała czy prawie cała obsługa ma program szpiegowski). Nie jest więc ów smartfon sterujący zabudowany, czyli można go łatwo zastąpić np. telefonią i przerobionym na Policji 112 albo Internetem. [edit 2016: Błąd, mają chyba normalny remont, tzn. telefony wszędzie w stropach grają. Ewentualnie prąd może być osobny.] (2) W mieszkaniach na doby smartfon być może jest zabudowany(?), nawet nie wiadomo gdzie, ale za to nie ma rady na głośnego sąsiada. (A sąsiad właśnie zawsze tam jest ustawiony, tak, jak w każdym hotelu, nawet daje się we znaki na stałe, wszędzie powtarzające się sposoby, typu walenia i rzuty piłką o ścianę w odpowiednich chwilach; ktoś przecież musi dbać o szpiegowanie ekranu.) Policja raczej nie włamie mu się, zresztą może być głośnik do podłogi itp. Poza pokojem (klatka schodowa itp.) może to trochę pomoże, ale zasięg jest ograniczony, a dźwięk może być słychać z odległości (nie dociera fala elektromagnetyczna, ale dociera akustyczna). Już raczej pomogłoby robienie spięcia, choć straż jakaś w końcu zacznie się dobijać itp., to nie jest rozwiązanie na długo. Zresztą czasem nie chcą mnie wpuścić do tych apartamentów lub, okazując oczywiście szpiegostwo i wszystkie oznaki wtajemniczenia i udziału w gangu, ostrzegawczo to opóźniają. Wreszcie (3) w wynajętych niezależnych domach właściciel ostatnio był bardzo przewrażliwiony na punkcie zagłuszania, a w 2013 (ul. Chłopickiego) dźwięk szedł chyba od sąsiada (kabel podziemny) i wzbudzano we mnie uzasadnione poczucie zagrożenia ewentualnym najazdem Policji, może wespół z właścicielem. Pamiętajmy też, że z kolei w miejscach publicznych czy np. taxi ewentualnie można odtwarzać nagrania, jeśli nawet osiągnąłbym taką moc zagłuszania, że nawet daleko nic nie gra. Tym samym upada w ogóle ta opcja z zagłuszaniem, zresztą kosztująca wiele tys. i zabierająca tygodnie czasu; może we własnościowym domu bym to mógł zrobić (albo po prostu przeciąć kabel, np. zasilający, co pewniejsze), ale to strasznie drogie, zwykle daleko od Warszawy (ośrodek moich przyszłych mediów!) i mogłoby mi zabraknąć pieniędzy na rozwój firmy. Też może by robili jakieś absurdalne problemy (może z czym innym, np. brak prądu lub Internetu i zasięgu komórkowego), zresztą mało kto chce sprzedać. [ukryj dopisek]
(22:49)
samobójstwo (zdjęcia z... IV/2012) | WYŚLIJ MAIL / księga gości | Ilustracja? Najedź myszą, zobaczysz opis, warto. | MAJCHER na czele gabinetu politycznego MSW, czyli organu nadrzędnego Policji
(zauważmy, że dyrektor TVP Warszawa, tj. chyba tej centralnej podsłuchowni, to też Majcher, tylko Sławomir) | Komenda Główna nie będzie już zarządzać CBŚ-em! Podpisano D.T. | e-maile posłów
"Dlaczego Minister Sprawiedliwości Budka ma na imię Borys?" – "Bo wszyscy boimy się sprawiedliwości..." |
Dlaczego na każdą śledzącą knajpkę czy stację benzynową znajdą się dowody? – dowód matematyczny
Przykłady doboru osoby po nazwisku – "grupa watykańska" | Ofiary Watykanu? – całościowy zbiorczy katalog z podliczeniem współcześnie zabitych, zwykle niewinnych